Będąc młodym jurorem czyli Zwierz donosi z 11 Offeliady

07/11/2017

Telefon wielce sympatyczny czyli Zwierz testuje (jak umie) Nokię 8

07/11/2017

Łaski pełna czyli Zwierz o Alias Grace (bez spoilerów)

07/11/2017

Jak może zauważyliście nie ma na blogu recenzji „Opowieści Podręcznej”. Zwierz nawet nie wie dlaczego. Po prostu kiedy przyszło do pisania o serialu jakoś zupełnie nie miałam pasji by to zrobić. Więc nie napisałam i wszyscy żyjemy. W przypadku kolejnej serialowej ekranizacji prozy Margaret Atwood „Alias Grace” aż ręce mnie świerzbią by napisać wam co myślę.

„Alias Grace” to sześcioodcinkowy mini serial, który kilka dni temu zadebiutował na Netflixie. W sumie rzadko się zdarza by trafiły się nam prawdziwe mini seriale, czyli historie które z racji długości narracji wychodzą poza ramy filmu ale są zamkniętą całością, bez szans na kontynuację. Zwierz uwielbia mini seriale – jest to być może jego ulubiony gatunek serialowy i w ogóle serialowo- filmowy. Mini serial daje Zwierzowi podobne przeżycie co czytanie grubej powieści – coś zamkniętego ale trwającego trochę dłużej niż film, tak że można się z bohaterami odrobinę zżyć i pod koniec zastanawiać się jak bardzo zmienili się od pierwszych odcinków. Zwierz chyba kiedyś napisze o mini serialach cały osobny wpis tak je lubi.

 

Teoretycznie mamy tu do rozwiązania zagadkę morderstwa ale nie dość że odpowiedź nasuwa się dość szybko to jeszcze tak naprawdę – nie jest to w ogóle temat tej historii

W sześciu odcinkach Alias Grace zmieściła się (miejscami nieco inaczej opowiedziana) historia z powieści Margaret Atwood o Grace Marks. Sama bohaterka – młoda służąca oskarżona o współudział w morderstwie swoich pracodawców jest postacią historyczną, choć jej losy są w dużym stopniu wynikiem fantazji i przetworzenia prawdziwej historii. Bohaterkę poznajemy kiedy już od piętnastu lat siedzi w więzieniu, po tym jak wstrzymano decyzję o wykonaniu na niej kary śmierci. Stowarzyszenie lobbujące za jej uwolnieniem sprowadza do Toronto młodego psychiatrę – doktora Simona Jordana który ma zbadać – czy dziewczyna nie jest przypadkiem szalona co dawałoby podstawy do ułaskawienia. Doktor Jordan oczywiście nie opuści okazji by przekonać wszystkich do swoich metod, zwłaszcza że mamy XIX wiek i niewiele jeszcze wiadomo o ludzkiej psychice.

 

Czy Grace jest niewinnym dziewczęciem, czy morderczynią. A może nie da się w ogóle być niewinną młodą dziewczyną w świecie pełnym grzesznych mężczyzn

Metody doktora Jordana są proste – siada z Grace w niewielkim pokoju (dziewczynie mimo wyroku wolno wykonywać dobre prace domowe w dobrym domu, gdzie jest jednocześnie służącą i atrakcją dla pań z towarzystwa) i zadaje jej pytania. Grace odpowiada na nie chętnie i równie chętnie snuje historię swojego życia. Od momentu kiedy wraz z ojcem alkoholikiem, matką i kilkorgiem rodzeństwa wsiadła na statek z Irlandii do Kanady. Przez śmierć matki, służbę, pierwsze przyjaźnie, rozczarowania i tragedie. Życie Grace to jedna wielka historia opresji – głównie ze strony mężczyzn.  Ojciec używający siły, panicz próbujący dostać się do jej łóżka, pracodawca patrząc łaskawym okiem, stajenny składający jednoznaczne propozycje. W życiu Grace nie ma też zbyt wielu kobiet  – matka umarła wcześnie, siostry zostały w domu, pozostałe służące głównie trzymają się swoich spraw. W całej historii Grace znajdziemy tylko jedną życzliwą jej postać – Mary Whitney – jej rówieśniczka, też służąca, pewna siebie dziewczyna o rewolucyjnych poglądach. Jednak przyjaźń z Mary trwa krótko i ponownie – przez mężczyzn – kończy się tragicznie.

 

Uważny doktor spisujący każde słowo dziewczyny mógłby się jawić jako jej zbawca i wybawca. Ale czy aby na pewno słyszy w tej opowieści to co powinien?

Teoretycznie główną zagadką opowieści jest odpowiedź na pytanie – czy Grace jest tak doskonałą morderczynią i kłamczuchą, że ukrywa to co zrobiła i pamięta, czy też to – jak się wydaje – uczynna, uprzejma dziewczyna, w której życiu stały się rzeczy których nie potrafi wyjaśnić. Jej historia trochę nas zwodzi bo i sama Grace jest postacią bardzo niejednoznaczną. Widzimy jak z każdym spotkaniem coraz bardziej fascynuje doktora Jordana, który zaczyna się ją interesować – jak wszyscy mężczyźni w życiu Grace – już nie tylko profesjonalnie. Ale jej opowieść – opowieść skromna, delikatna, taka historia ofiary która niekoniecznie jest świadoma że jest ofiarą, wydaje się być niepełna. My jako widzowie znamy wewnętrzną narrację bohaterki i czujemy, że doskonale zdaje sobie ona sprawę, że jej rozmowy z doktorem powoli wychodzą poza profesjonalne spotkania. Nie mamy jednak pewności czy kłamie czy mówi wszystko o czym pamięta. I choć rozwiązanie zagadki jest oczywiste mniej więcej po dwóch odcinkach to do samego końca musimy – podobnie jak doktor Jordan zadawać sobie pytanie – jaką historię słyszymy. Czy Grace, jest – jak to określa jeden z opiekujących się nią prawników – Szeherezadą, która mówi to co chcą usłyszeć kolejni sułtani czy dziewczyną której nikt tak naprawdę nigdy porządnie nie wysłuchał.

 

Świat Grace to nie jest świat miłych ludzi i spełnionych nadziei. Choć dziewczyna niekiedy bywa szczęśliwa więcej w tej historii przeszkód i bólu niż chwil radości

Nie trzeba być specem od tematyki kobiet w kinie by dostrzec, że historia ma jednoznaczny feministyczny przekaz. Być może dziś mówienie o opresji z jaką na każdym kroku spotykały się – zwłaszcza młode – kobiety z niższych warstw społecznych w XIX wieku, wydaje się nieco niemodne ale historia Grace jest w dużym stopniu opowieścią o serii sytuacji bez wyjścia. Jednocześnie jest to opowieść zamierzenie poetycka więc nie należy traktować jej zupełnie dosłownie. Istotnym elementem jest tu zbieranie kolejnych – bardzo kobiecych doświadczeń i relacji – które tworzą osobny świat, alternatywny do tego stworzonego przez mężczyzn. Jednocześnie serial nie pozostawia nam wątpliwości, że nie ma tu mężczyzn z natury dobrych, doktor  Jordan choć wydaje się być poruszony doświadczeniami Grace – zwłaszcza tym co przeżyła w zakładzie dla obłąkanych a potem w więzieniu – nie jest żadnym zbawcą. Sam zresztą jest w przedziwnej relacji ze swoją gospodynią, kobietą porzuconą przez męża, która nie mając męskiego wsparcia szuka go gdziekolwiek znajdzie. Początkowo zachowanie Jordana względem gospodyni może się wydawać wzruszające i opiekuńcze ale ostatecznie nie mamy wątpliwości – w związkach mężczyzn i kobiet zawsze ktoś kogoś wykorzystuje. I zwykle są to mężczyźni.

 

Grace będzie snuła historię o swoim życiu ze wszystkimi detalami, a jednocześnie cały czas pamiętając, że kobieta która za dużo mówi zawsze za to płaci.

Patrząc dziś na opowieść Grace nie trudno dostrzec  w tej historii pewną feministyczną narrację która powoli już przechodzi do drugiego rzędu. Jasne przypominanie o społecznych układach w przeszłości i o tym jak mało głosu (tego realnego i metaforycznego) miały kobiety przez większość historii (choć zależy gdzie, kiedy i w jakiej grupie społecznej) nadal jest ważne. Nie mniej dziś wydaje się, że ta świadomość jest już zupełnie inna niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Zresztą w samej historii pojawia się taki świadomy komentarz o tym, że lubimy słuchać o kolejnych kobiecych cierpieniach i torturach. I choć mamy twarz pełną współczucia to w niektórych wywołuje to zupełnie inne emocje niż żal czy trwoga. I tak trochę jest z samym serialem – to kolejna narracja o kobietach gdzie przemoc jest czymś oczywistym i codziennym, gdzie kobieta jest pokazana w pozycji niemal zawsze słabszej istoty. Wielki paradoks polega na tym – jak opowiadać o przeszłości by zachować prawdę  o tym co było a jednocześnie nie zrobić sobie festiwalu przemocy wobec kobiet. Serialowi czy właściwie samej historii udaje się to głównie dzięki świadomości tego problemu.

 

Zwierz musi przyznać, że wyjątkowo lubi fakt, że Margaret Atwood pojawia się na chwilkę w ekranizacjach swoich powieści. Zwierz ogląda je wtedy jakby ze swoistym błogosławieństwem autorki.

Zwierz musi przyznać, że obejrzał serial za jednym zamachem, głównie dlatego, że wciągnęła go narracja – przez większość produkcji nie dzieje się nic bardzo poruszającego, ale aktorzy sprawiają że te odcinki ogląda się na jednym oddechu – głównie za sprawą emocji jakie udało się zawrzeć w opowieści.  Sarah Gadon, która gra Grace ma w sobie coś niepokojącego. Jej głos, z charakterystycznym irlandzkim akcentem cały czas jest spokojny, spojrzenie dziewczyny – skupione i inteligentne. A jednocześnie jest w niej coś nieprzeniknionego. Stąd od samego początku, podobnie jak pozostali bohaterowie nie możemy jednoznacznie powiedzieć czy należy jej ufać czy też podważać każde wypowiedziane przez nią słowo. Jedyne zastrzeżenie jakie zwierz ma do tej decyzji obsadowej to fakt, że Gadon gra Grace zarówno piętnastoletnią jak i trzydziestoletnią.  Sama aktorka ma trzydzieści lat i doskonale nadaje się do roli opowiadającej o swoich przeżyciach Grace. Ale jednak we wspomnieniach powinna grać Grace inna, zdecydowanie młodsza aktorka. Zupełnie inaczej patrzy się na wspomnienia piętnastoletniej dziewczyny kiedy widzimy na ekranie piętnastolatkę a zupełnie inaczej kiedy widzimy trzydziestolatkę grającą piętnastolatkę. Nie chodzi o to, że Gadon gra źle ale zaburza to trochę naszą perspektywę patrzenia na historię.  Tam gdzie powinniśmy widzieć młodszą nastolatkę, jeszcze trochę dziecko widzimy zupełnie dorosłą kobietę.

 

Jeszcze jedno zdjęcie które Zwierza rozczuliło – Anna Paquin (grająca jedną z ról), reżyserka Mary Harron i autorka książki i współautorka scenariusza Margaret Atwood – razem na planie

Zwierz jest bardzo szczęśliwy, że rolę doktora Jordana dostał Edward Holcroft, tak się złożyło, że Zwierz śledzi karierę aktora właściwie od samego początku i poza ostatnią jego produkcją (której nie miał czasu nadrobić – chodzi o serial o spisku prochowym) widział z nim wszystko. Holcroft zrobił na nim olbrzymie wrażenie w London Spy, gdzie grał zamordowanego kochanka głównego bohatera, ale jednocześnie Zwierz był zawiedziony jego rolą w Kingsman gdzie w sumie nie miano na niego pomysłu. W Alias Grace Holcroft udowadnia, że choć wcale nie ma takiego wielkiego doświadczenia to zasługuje by być na liście brytyjskich „młodych” (dla Zwierza to jest tak do 30 a aktor ma akurat trzydzieści lat) aktorów do uważnego oglądania. Zwłaszcza, że obok talentu ma jeszcze dziwną ale urodziwą twarz co – jak podpowiada nam doświadczenie – gwarantuje brytyjskim aktorom międzynarodowy sukces.  Zwierzowi bardzo podobał się fakt, że udało się Holcroftowi stworzyć postać bardzo pełną i żywą, mimo, że ma ona przez wiele scen zaskakująco mało do powiedzenia. A jednocześnie – jest w nim gdzieś okrucieństwo i egoizm – co czyni jego doktora Jordana jeszcze ciekawszym.

 

Zwierz był bardzo zadowolony że Holcroft stworzył ciekawą i dobrze zagraną postać bo aktor jest na liście Zwierza „Anglicy do obserwowania”

Pewną niespodzianką była dla Zwierza obecność w obsadzie Zacharego Levi – zwierz aktora lubi i ceni (zwłaszcza za jego występy musicalowe) ale zwykle kojarzył go z przedsięwzięciami komediowymi. Tu w poważniejszej roli – jednej z niewielu życzliwych postaci doskonale sobie poradził, może dlatego, że to bohater który musi mieć bardzo teatralną manierę w czym Levi  celuje bez pudła. Na koniec – rozważań obsadowych mała niespodzianka dla fanów kina. Pastora w serialu gra nikt inny tylko sam David Cronenberg. Zapewniam was, że gdybyście nie wiedzieli że patrzycie na jednego z najciekawszych współczesnych reżyserów a na pewno na najciekawszego kanadyjskiego reżysera. W każdym razie gra swoją rolę pastora doskonale. Zwierz jeśli miałby tylko się kogoś „czepiać” aktorsko to nie podobała mu się Anna Paquin w roli zamordowanej przez Grace, Nancy. Ale tu Zwierz nie wie czy realnie ocenia grę aktorki czy fakt, że po True Blood nie jest w stanie na nią patrzeć nie myśląc o tym jak zła w pewnym momencie stała się rola Sookie.

 

Zwierzowi podoba się pomysł kanadyjskiej telewizji by obsadzać jednego z najwybitniejszych reżyserów w historii kraju w drugoplanowej roli. No i Cronenberg sobie z nią doskonale radzi.

Alias Grace to zupełnie inne podejście do serialu kostiumowego niż to które nam się zazwyczaj serwuje. Uznaje się że kostiumowe opowieści najlepiej sprawdzają się jako swoisty eskapizm od niedoli codzienności. Inaczej ubrani ludzie, w innych, a przez to fascynujących czasach sprawdzają się jako odtrutka jako codzienność. Tu raczej odtrutki nie znajdziemy, natomiast czeka nas trochę niepewności i pytań zadawanych też sobie – czy chcemy wierzyć bohaterce, czy chcemy widzieć jej odpowiedzialność czy czasów i okoliczności w jakich przyszło jej żyć.  Zamknięta formuła serialu sprawia, że po jego zakończeniu sporo jest tematów do rozmów. Choć Zwierz nie będzie ukrywał – gdyby to od niego zależało, to chyba jednak pociąłby ostatni odcinek w którym są ze trzy zakończenia, przy czym każde mniej ciekawe od kolejnego. W tej niedosłownej  historii wdarło się pod koniec nieco za dużo jednoznaczności co niestety nie działa dobrze. Ale to aż tak bardzo nie przeszkadza bo w sumie serial nie traci z oczu tego co chce powiedzieć. Jednocześnie – co warto podkreślić – zwierz nie ma tutaj pretensji o odejście od powieści Atwood (sama autorka przyznała że kilka rzeczy napisałaby inaczej) i od autentycznych wydarzeń. Ostatecznie jest to historia która ma dość ciekawe pytanie i jasny przekaz i zdaniem Zwierza – to liczy się najbardziej.

 

Alias Grace pewnie nie będzie miało takiego znaczenia jak Opowieści Podręcznej ale trzeba przyznać, że doskonale wypełnia ramy swojego mini serialu. I nie rozmienia się na drobne

Warto na końcu dodać, że Alias Grace jest podobnie jak serial o Ani z Zielonego Wzgórza produkcją kanadyjską (w Kanadzie nadaje go stacja CBC) dystrybułowaną na świecie przez Netflix. Dobrze o tym wiedzieć, bo to pokazuje nam – o czym nie wszyscy jeszcze wiedzą, że kanadyjska produkcja telewizyjna stoi na wysokim poziomie i warto ją śledzić (nie tylko dlatego, że w Alias Grace można zobaczyć znajome twarze z Murdoch Mysteries) – zwłaszcza że ma w sobie amerykańską jakość połączoną z europejskim podejściem do nierozciągania tematu ponad miarę. Co jak wszyscy wiemy jest bardzo lubianym przez Zwierza połączeniem w świecie telewizji. Poza tym – Zwierz lubi przypominać, że wiele rzeczy które bierzemy za serial Netflixa niekoniecznie jest przez platformę produkowanych. Warto pamiętać, że nie jeden Netflix na świecie ma przepis na dobre seriale.

 

Alias Grace był projektem udanym, do którego udało się zaangażować sporo kobiet przed i za kamerą. Jeśli taki ma być skutek mody na Atwood – zwierz jest za.

No dobrze to tyle o Alias Grace – Zwierz zastanawia się czy popularność ekranizacji powieści Atwood doprowadzi do przeniesienia na ekran innych jej dzieł. W sumie jak na razie stanowią bardzo dobry i niepokojąco aktualny komentarz do sytuacji kobiet i ich niekończącej się walki o bycie wysłuchanymi. A jednocześnie – nie ukrywajmy – nie jeden współczesny autor który na to nie zasługiwał był ekranizowany. Czemu więc nie ekranizować tych którzy na to zasługują – nawet jeśli to głównie moda. Gorsze mody już widzieliśmy.

Ps: Za namową Megu z Catus Geekus Zwierz postanowił posłuchać piosenek z musicalowej wersji Anastazji gdzie nieco zmieniono historię (zamieniono Rasputina na młodego Bolszewika). Wynik? Zaskakująco dobry, piosenki – zwłaszcza dopisanej postaci, są znakomite. Problem w tym, że po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty Zwierz zamarzył by musical zobaczyć na scenie co niestety nie jest możliwe. Chyba że ktoś ma jakieś wolne bilety do Nowego Jorku gdzie to właśnie grają.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • agi

    a co Zwierz sądzi o „Opowieści Podręcznej – serialu Bruce Millera z 2017? :)

  • Maciej Witek

    A czy przypadkiem Alias Grace nie jest owocem koprodukcji Netfliksa i CBS?
    http://www.cbc.ca/aliasgrace/m/site/

    • zpopk

      Z tego co rozumiałam w tym co czytałam to produkcja kanadyjska która ma międzynarodową dystrybucję Netflixową. Ale ogólnie to trochę jest nawet obok bo jakby – nawet jeśli Netflix dorzuca się finansowo, to wszystkie moce artystyczne i przerobowe są kanadyjskie i realizowane tam dla tamtejszej telewizji. Jakby to inny przypadek niż taki jak np. House of Cards który jest realizowany przez Netflix dla Netflixa.

      • Maciej Witek

        Niby tak. Ale jest jednak różnica w dystrybucji (Riverdale, Star Trek Discovery (?)), a zaangażowaniu (nawet tylko finansowym) w produkcję serialu (Anne(?)).

  • Od razu po przeczytaniu recenzji chciałam dodać Alias Grace do listy tytułów do obejrzenia na Netflixie. Szukam, szukam i nie ma. W końcu znalazłam, ale serial ma tytuł „Grace i Grace” (???). Tak samo z „Opowieściami podręcznej”. Czy ktoś wie, pod jakim tytułem szukać tego serialu?

    • zpopk

      U mnie na Netflix było po prostu Alias Grace na samym szczycie listy.

      • Maciej Witek

        Dokładnie. Polski tytuł to Grace i Grace (taki jest na miniaturce okładki) ale jak wpisać Alias Grace do Netflksowej wyszukiwarki, to znajduje serial bez problemu.

    • asloska

      U mnie widnieje, jako „Alias Grace”, ale też mam ustawiony język angielski. Tytuł „Opowieści podręcznej” to „The Handmaid’s Tale”, ale nie ma tego na Netfliksie.

      • Agata Krych

        „The Handmaid’s Tale” jest na Showmax’ie :)

    • ewa_pl

      Opowieść Podręcznej/The Handmaid’s Tale jest na Showmax

  • Dorota Hejduk

    Zastanawiałam się ostatnio nad obejrzeniem tego serialu, czuję się nim zaciekawiona po przeczytaniu recenzji Zwierza. Obejrzę go na pewno.

  • Agnieszka Brodzik

    A powiedz, Zwierzu, co masz na myśli, pisząc, że rozwiązanie zagadki było oczywiste już dwa epizody przed końcem? Bo może narzuca mi się zakończenie z książki, ale odnoszę wrażenie, że rozwiązania zagadki nie ma w zasadzie w ogóle. Chodzi Ci o to (SPOILER), że Grace została opętana przez Mary (albo, w innej interpretacji, zachorowała na coś w rodzaju rozszczepienia osobowości)?

    • zpopk

      Chodzi mi o to, że motyw swoistego opętania, rozczepienia osobowości jako potencjalnej odpowiedzi na to co sie stało był oczywisty

      • Agnieszka Brodzik

        Tak właśnie myślałam, że masz to na myśli, bo takie prawdziwe, ostateczne rozwiązanie moim zdaniem nie istnieje – hipnoza prawdopodobnie była sztuczką Jeremiaha, przeprowadzona przy świadomej współpracy Grace. Nie umiem niestety powiedzieć, na ile to jest czytelne w samym serialu, a na ile dopowiedziałam sobie to i owo pod wpływem książki. Ale chyba sam powrót tej postaci o tym świadczy.
        Tak niejednoznaczny finał to w ogóle jeden z fajniejszych aspektów książki :)

        • zpopk

          Ale jakby dla mnie kto to zrobił czy jakie znaczenie ma scena z hipnozą nie jest istotne – jakby domyśliłam się od razu (od drugiego odcinka) jakie będzie główne wyjaśnienie tajemnicy Grace. Ale sam serial nie opowiada się za żadną jednoznaczną interpretacją.

  • cyganicha

    Rzeczywiście, o ile Powieść Podręcznej (dostępna na Showmax, do którego można mieć darmowy roczny dostęp dzięki sieci Play) odrzuciła mnie swoją beznamiętną pustą teatralnością, to Alias Grace pochłonęła bez reszty i, mimo poważnej tematyki, chciało się obejrzeć wszystkie odcinki na raz.

    Nie bez powodu na początku każdego odcinka są cytaty, w tym wg mnie kluczowy Emily Dickinson o nieustannym zszywaniu jaźni. Serial swoją finezyjność zawdzięcza podążaniu za sposobami przetrwania w opisanym przez zwierza świecie inteligentnej, pełnej wyobraźni i empatii głównej bohaterki, której główną winą było to, że jest kobietą.

    Zakończenie podobało mi się, bo Grace doskonale wie, że zakochany w niej doktor tak naprawdę nie byłby w stanie jej kochać jako całości i uczciwie rozwiązuje całą sytuację. That is life. Dobrze, że znajdzie się w nim własna weranda i spokój oraz godność.

    Również Anna Paquin pasowała mi jak pięść do nosa w swojej roli, choć nie traciłam czasu na oglądanie jej jako Sookie. Dla mnie z kontekstu postaci wynikało, że Nancy nie miała być aż tak prostacka i wulgarna. O ile Sarah Gadon wspaniale wyraziła swoją początkową dlań sympatię, to Paquin grała caly czas pod jedno kopyto manieryczną, humorzastą prostaczkę która przecież z jakiegoś sobie wiadomego powodu zauważyła Grace.

  • Kiedy podczas hipnozy Grace powiedziała zmienionym głosem „truly, doctor, you are such a hypocrite” to chciałam aż płakać, takie to było dobre.

  • Aleksandra Pastwa

    Na zdjęciu Anny Paquin z Margaret Atwood jest nie reżyserka Mary Harron, a scenarzystka i producentka Sarah Polley – Sarah z Avonlea :)