Niewybuchowa blondynka czyli zwierz o Atomic Blonde

01/08/2017

Zgony drugoplanowe czyli Rosencrantz and Guildenstern nie żyją

01/08/2017

Bad Inglisz czyli daj na luz a będziesz mógł od siebie wymagać

01/08/2017

Dzisiaj wpisu miało nie być ale akurat do zwierza napisała czytelniczka i jej post zainspirował mnie do napisania postu, który moim zdaniem przyda się nie niejednemu czytelnikowi (oraz nie czytelnikowi). A będzie o tym, że czasem się czegoś nie umie. I nie ma tragedii.

Widzicie może o tym nie wiecie, ale zwierz ma dość specyficzne kompetencje językowe. Po angielsku rozumie w piśmie i mowie właściwie wszystko do poziomu opracowań naukowych i niekiedy – XIX wiecznych powieści.  Czytać może zwierz w wielu językach – głównie romańskich, rozumiejąc główne przesłanie tekstu. Nie żeby znał każde słowo ale umie z tych co zna złożyć sens wypowiedzi. I właściwie tyle. Zwierz dogada się po angielsku ale nie ukrywajmy się – jestem osobą która się z każdym dogada. Jak człowiek chce to nie ma takiego języka w którym się nie dogadasz a najczęściej dogadasz się uśmiechem i gestem. Natomiast pisze zwierz tylko po polsku. I nawet tu ma problem by pisać idealnie.

Czytelniczka napisała do mnie, że cieszy się, że ktoś złamał zmowę milczenia – w końcu zwierz jest osobą dość znaną, kreującą się choć trochę na yntelektualistkę, a przynajmniej odrobine na erudytkę więc jasne że powinnam mówić w jakichś 5 językach nowożytnych i łacinie rekonstruowanej w przerwie czytania Odysei po grecku w oryginale. Ładna to wizja tylko zupełnie sprzeczna z prawdą, bo jeśli mowa o czym w czym zwierzowi nigdy nie szło to była to nauka języków. Nauka większości języków wyglądała u zwierza tak, że kiedy cała grupa rozumiała już proste komunikaty zwierz nadal próbował rozgryźć jak się w danym języku odmienia „być”. A zwierz uczył się w najróżniejszy sposób od lekcji, grup, kursów, przebywania za granicą po prywatne lekcje.

Dla wielu osób problemy ze znajomością – zwłaszcza czynną języka, są wstydliwym problemem o którym się nie mówi. Tymczasem prawda jest taka, że wciąż – mimo powszechnej edukacji językowej, ludzi którzy naprawdę dobrze znają język obcy jest niewielu. Zależy to od różnych czynników, od tego czy akurat miało się szczęście i rodzice posłali na dodatkowe kursy, od tego czy ma się pewne predyspozycje, od tego czy dany język nam pasuje (nie każdy potrafi szybko nauczyć się angielskiego ale zwierz np. bez żadnych kursów dość dobrze rozumie hiszpańską telewizję). Innymi słowy – czynników jest wiele i tylko od czasu do czasu zdarza się że znamy język doskonale. A czasem nie znamy – np. zwierz uczył się w życiu całych pięciu języków i np. z nauki niemieckiego wyniósł okrągłe zero.

Znajomość języków jest przydatna i rzeczywiście łatwiej dzięki niej funkcjonować w świecie. Nie należy porzucać zupełnie ambicji by język znać coraz lepiej. Ale jednocześnie – nie ma nic naprawdę niesamowicie wstydliwego w tym, że nie znamy bardzo dobrze drugiego języka. To wcale nie jest aż tak prosta umiejętność jak się wydaje. Poza tym – często zdarza się, że po prostu nie mamy gdzie ćwiczyć rozmawiania po angielsku i nawet nie ukrywajmy – nie ma w tym nic strasznego. Zwłaszcza, że najczęściej angielskim mówi do siebie dwóch obcokrajowców i wtedy ponownie – niekoniecznie wymowa i gramatyka są najważniejsze (o czym boleśnie przekonała się moja doskonale władająca angielskim przyjaciółka. W Rzymie jej doskonałego akcentu nie rozumiała połowa kelnerów, natomiast ja z moją cudowną słowiańszczyzną z każdym się dogadałam).  Oczywiście miło mieć czas na konwersacje z osobami korzystającymi na co dzień z angielskiego ale nie wszyscy mają na to szansę. To czy będziemy dobrze mówić i pisać w językach obcych niekoniecznie jest też od razu przejawem wyższej inteligencji. Albo inaczej – każdy może się nauczyć albo nie nauczyć języka obcego. Znam sporo osób które znają doskonale języki ale nie mają w nich nic szczególnie ciekawego do powiedzenia.

Oczywiście w tym momencie można spokojnie powiedzieć, że jeśli ma się braki w nauce języków to należałoby je natychmiast wypełnić. Ale wiecie co – jest jakiś moment w życiu człowieka kiedy dobrze sobie powiedzieć, że czasem być może czegoś nie umiemy czy nie umiemy doskonale i nie ma w tym nic złego. Jeśli nie przeszkadza nam to w codziennym życiu, jeśli nie ogranicza tego jak żyjemy to może czas przestać patrzeć na siebie jak na osobę wiecznie niedoskonałą. Zdaniem zwierza równie trudne co poprawianie non stop siebie samego jest nauczenie się życia ze swoimi niedostatkami. Ja znam obcy język w takim stopniu w jakim jest mi na co dzień potrzebny. Jasne byłoby miło co pewien czas zwyzywać kogoś w Internecie po angielsku ale mogę bez tego żyć. Wolę dużo pisać w ojczystym języku w nadziei że kiedyś to nim będę się posługiwać najlepiej jak potrafię.

 

Przy czym nie chodzi tu właściwie o naukę języków. Chodzi o  takie – całkiem zdrowie – pogodzenie się z tym kim jesteśmy. Jasne moglibyśmy być lepszymi wersjami samych siebie, ale jakoś – nie wiem czy chcę spędzać mnóstwo czasu na doskonalenie tego w czym akurat nie jestem dobra, skoro mogę poświęcić czas na doskonalenie tego co mi wychodzi. Albo na bycie sobą. Albo na zastanawianiu się, jak być lepszą osobą. Ale nie w kontekście posiadanych umiejętności, tylko raczej – takiej pracy nad swoim charakterem. Przy czym zdaniem zwierza nie trzeba się koniecznie z dnia na dzień zmieniać – wystarczy po prostu częściej przyznawać przed samym sobą że ma się wady.  Z wadami swojego charakteru też trzeba się nauczyć żyć (zwierz nie przepada jak ktoś mu wytyka niewiedzę, nawet jeśli ma rację) i nie jest to takie proste. Poza tym – wiecie, to jest trochę tak, że na podciągnięcie się z pewnych umiejętności zawsze znajdzie się czas.

Przez większość swojej edukacji zwierz był uczniem mocno przeciętnym. Wiele rzeczy mi nie wychodziło. I wiecie to w sumie była dobra lekcja. Nauczyłam się olewać cały wachlarz moich niedoskonałości. Przyznawać przed samą sobą że rzeczy których nie umiem jest więcej niż umiem. Zamiast mieć samych piątek na świadectwie wolałam mieć kilka szóstek i dwój. Ostatecznie to chyba był lepszy zestaw. Nie zniechęcam nikogo do tego by pracował nad sobą albo by uczył się języków. To szlachetne działania i jeśli jakiekolwiek braki wam przeszkadzają, to nic nie powinno wam stanąć na przeszkodzie by powalczyć o lepszą jakość życia. Ale jeśli jesteście jak zwierz – cudownie szczęśliwi z tym co robicie, to jednym z przepisów by pozostać w tym stanie jest trochę dać sobie na luz. Ja na przykład nie umiem pisać i dobrze mówić po angielsku. I co? I absolutnie nic. Polecam – odpuszczanie samemu sobie to cudowny sposób na to by móc od siebie więcej wymagać.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...