Gotowanie bez dramy czyli The Final Table

30/11/2018

Zwierz jest extra* czyli jak żyć kiedy twój jajowód próbuje cię zabić.

30/11/2018

To już nigdy nie będzie Costner czyli Zwierz o Bodyguard (od BBC)

30/11/2018

Chyba od lat nie miałam tylu próśb o recenzje serialu jak w przypadku Bodyguard. Nic dziwnego – serial BBC, który u nas w Polsce pokazywano na Netflixie, jest jedną z tych produkcji, wobec której mało kto pozostaje obojętnym. Dobrze wie o tym samo BBC które trochę ku swojemu zaskoczeniu zanotowało jedne z najlepszych wskaźników oglądalności od dekady. Dlaczego? Bo Bodyguard jest dokładnie tym czego wszyscy chcieliśmy, tylko sami o tym nie wiedzieliśmy.

Ponieważ minęło już trochę czasu od premiery skorzystam z tego faktu i napiszę o całym serialu – odnosząc się też do jego zakończenia. Jeśli nie widzieliście serialu to wróćcie za sześć godzin – tyle bowiem zajmie wam obejrzenie całości, a zapewniam was – nie będzie łatwo przerwać. Trzeba bowiem przyznać, że już samo pierwsze dziesięć minut Bodyguarda ma w sobie więcej napięcia niż niejedna produkcja przez cały sezon.

Po obejrzeniu serialu mam ochotę napisać odę do szczęki Richarda Maddena

 

Naszym bohaterem jest David Budd – były żołnierz, który niekoniecznie radzi sobie z zespołem stresu pourazowego. Ten wpłynął na jego małżeństwo (które się rozpadło, a sam David pozostaje z żoną w raczej ciepłych choć skomplikowanych stosunkach) ale nie na pracę – David wciąż dobrze ukrywa przed przełożonymi swoje rozchwianie.  Stąd nikt nie ma wątpliwości, że odznaczony i doskonale radzący sobie policjant powinien zająć się ochroną  Julii Montague – kontrowersyjnej minister spraw wewnętrznych, która pragnie wprowadzić ustawę poszerzającą możliwość inwigilacji obywateli – w imię walki z terroryzmem. Sam Budd z jednej strony obiecuje jej bronić za wszelką cenę, z drugiej – dostaje też polecenia z których jasno wynika, że powinien mieć oko na nią i na wszystkich z którymi łączą ją polityczne interesy.

 

Serial oczywiście gra z motywem „Jeśli ochroniarz jest piękny, wszystko jest możliwe” ale na całe szczęście wychodzi poza schematy

Dlaczego serial okazał się takim niesamowitym hitem? Z kilku powodów. Po pierwsze – co zdaniem Zwierza jest chyba najbardziej pociągające w produkcji – ilekroć wydaje się nam, że już wszystko wiemy – opowieść nagle zmienia ton i kierunek. Przez pierwszych kilka odcinków wydaje się, że będziemy oglądać historię o uczuciu rodzącym się pomiędzy ochroniarzem a ochranianą osobą, w którym największy niepokój budzi w nas próba odpowiedzi na pytanie – do jakiego stopnia możemy ufać ich intencjom. Od samego początku wiemy, że David jest człowiekiem rozchwianym – czy to znaczy że będzie chciał skrzywdzić Julię? Z kolei pani minister nie jest biedną i nieporadną heroiną, może ma za uszami dużo więcej niż jest w stanie dostrzec jej ochroniarz. Serial trochę usypia naszą czujność grając dość klasycznymi motywami i scenami. Julia ma wystąpić w telewizji ale asystentka oblewa jej bluzkę kawą. David oddaje więc swoją koszulę – scena jak z kiepskiego romansu, czy komedii romantycznej. Bohaterowie znajdują się oboje w sytuacji zagrożenia życia – nieudany zamach oczywiście prowadzi do wybuchu uczuć. Wszystko układa się w znany schemat, który pojawia się niemal zawsze kiedy mężczyzny i kobiety nie powinno łączyć nic poza profesjonalną więzią.

 

Ponoć po serialu pojawiły się plotki, że z tego Maddena byłby dobry Bond. Akceptuję ten wybór pod warunkiem, że zostawią mu jego cudowny szkocki akcent.

I kiedy już serial uśpi nas zupełnie wtedy nagle, dosłownie robi bum. Zamiast iść dalej w romans i sceny niczym z hollywoodzkich produkcji o zakazanej miłości, oferuje nam dość niespodziewany zwrot akcji. Zamach terrorystyczny. Do tego – udany. Czy główny bohater miał z nim coś wspólnego? Chcemy wierzyć, że nic ale z drugiej strony – przecież wiemy, że wciąż odzywają się w nim demony. Ale z każdym odcinkiem serial coraz bardziej zbacza w kierunku thrillera politycznego,  w którym nasz rozchwiany ochroniarz szuka odpowiedzi na pytanie – kto zabił Julię i jak wyjaśnić niewielkie i pozornie niepowiązane wydarzenia które poprzedzały jej śmierć. Tymczasem na szczytach władzy trwa walka – zarówno o to kto będzie prowadził śledztwo, jak i o to kto uratuje swoją polityczną pozycję. A w tym wszystkim pracujący nad zbrodnią policjanci coraz bardziej zdają sobie sprawę, że aby mogło dojść do zamachu ktoś kto go przygotował musiał działać od wewnątrz której z organizacji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie.

 

Serial gdyby był odrobinę dłuższy mógłby się potknąć na skomplikowanych powiązaniach polityków, przestępców i terrorystów. Ale przy sześciu odcinkach idealnie daje tyle fabuły by nawet przez moment nie poczuć nudy

Ponownie kiedy już przyzwyczajamy się do nastroju thrillera politycznego serial funduje nam ostatni – chyba najbardziej hollywoodzki ale też najbardziej emocjonujący odcinek. Wszystkie wątki zbiegają się w  jednym punkcie a nasz bohater – znajduje się w sytuacji pozornie bez wyjścia. Napięcie jakie twórcy budują w ostatnim odcinku sezonu jest naprawdę mistrzowskie – zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę, że przez większość czasu oglądamy niewielką grupę ludzi rozmawiającą ze sobą przy pomocy krótkofalówek. Jednak dzięki doskonałej grze aktorskiej, a także temu, że serial już wcześniej pokazał że wszystko się w nim może zdarzyć – aż trudno powstrzymać emocje, gdy David próbuje przekonać zebranych wokół, że to nie on jest sprawcą zamachu a wręcz przeciwnie – jedyną osobą, która ma szansę rozwikłać jego zagadkę.

 

Oglądanie seriali BBC to także moja ulubiona gra pod tytułem „wymień pięć innych seriali z których kojarzysz tą aktorkę czy aktora”. Bo w BBC pracuje pięć osób.

Jednak tym co moim zdaniem jest najciekawsze w Bodyguardzie to fakt, że tak naprawdę – wszystkie te dramatyczne wydarzenia stanowią tło dla dużo bardziej dramatycznego wątku. W pierwszych odcinkach widzimy jak David zapewnia wszystkich wokół siebie że wszystko z nim w porządku. Potem w trakcie serialu obserwujemy jak PTSD niszczy jego życie.  Przez te kilka odcinków widzimy jak David rani swoich bliskich, jak nie jest w stanie panować nad emocjami, jak próbuje odebrać sobie życie, jak wpada w szał. Widzimy jego przyjaciół z wojska którzy także nie radząc sobie z rzeczywistością, czując się opuszczonymi, decydują się na drastyczne kroki. Pod koniec serialu – David ostatecznie decyduje się iść po pomoc – widzimy jak wchodzi do gabinetu psychologa, który pomaga policjantom poradzić sobie ze stresem w pracy. Dopiero kiedy David jest w stanie stwierdzić, że nie ze wszystko z nimi w porządku. To sprawia, że serial jest dużo ciekawszy. Tak jasne, ważne jest to kto doprowadził do zamachu i jasne, ciekawi nas co tak naprawdę było motywem, ale dobrze obejrzeć serial który chce odpowiedzieć o czymś więcej. Tu o tym jak trudno jest przyznać przed samym sobą, że ma się problem,  z którym nie poradzimy sobie bez pomocy specjalisty.

 

Jeśli miałabym na cokolwiek narzekać to na fakt, że w serialu odrobinę za bardzo maltretują naszego bohatera. Od trzeciego odcinka co chwilę robią mu krzywdę.

 

Bodyguard ma w sobie coś czego od dawna nie miał żaden serial telewizyjny który oglądałam – otóż miał potencjał by zaskoczyć widza. Ogólnie zaskoczenie dziś jest bardzo w cenie, ale niestety – rzadko się je spotyka. Jednak serial kilka razy zmieniając ton, grając z naszymi przypuszczeniami i znajomością telewizyjnych tropów doskonale utrzymywał napięcie, i gubił tropy od pierwszej do ostatnich chwili. Po drugie – to jest taki serial który ani przez moment nie jest nudny. Z wieloma amerykańskimi serialami, które ludzie chwalą jest tak, że dziesięciu odcinków ciekawe są cztery. Czasem oczywiście serial okazuje się perełką, ale często jest tak, że kilka odcinków ogląda się z dziwnym poczuciem przymusu. Po trzecie – ja mam niesamowitą słabość do dobrze opowiedzianych zamkniętych historii. Podobne uczucie miałam kiedy oglądałam, innego w tonie i realizacji, Nocnego Recepcjonistę z Tomem Hiddlestonem. Jednym z najlepszych elementów tego serialu był fakt, że stanowił zamkniętą całość (choć coś co pewien czas przebąkują o kontynuacji) – więc dostajemy po prostu ciekawą historię rozpisaną na kilka odcinków, a nie jakiś początek początku środka historii, która będzie miała znaczenie za trzy sezony.

 

Wątek romansowy jest o tyle ciekawy, że nie ma wątpliwości że tą słabszą i bardziej podatną na emocjonalne rozchwianie stroną nie jest pani minister ale nasz bohater. Ona zdaje się doskonale kontrolować sytuację i w sumie robi dokładnie to na co ma ochotę.

 

Oczywiście seriale takie jak Bodyguard – w dużym stopniu skupione na budowaniu ciekawych postaci, nad których motywacjami będziemy się zastanawiać – wymagają dobrych aktorów. Chyba dla wszystkich największym zaskoczeniem było odkrycie, jak dobrym aktorem potrafi być Richard Madden kiedy da mu się szansę. Przez ostatnie lata Madden nie grał źle ale zwykle na jednej nucie. Głównie była to nuta uwzględniająca zaciskanie jego pięknej szczęki. W Bodyguardzie,  może pokazać pełnie swoich możliwości – i trzeba przyznać, to miłe zobaczyć jak aktor rozkwita mając w końcu do zagrania kogoś niejednoznacznego. W pierwszych odcinkach cały czas ma się wrażenie, że zaraz wybuchnie, że jest trochę jak tykająca bomba zegarowa. Z kolei pod koniec serialu, nie trudno zrozumieć jego ból i przerażenie oraz desperację. Nie jest łatwo zagrać bohatera którego motywy do samego końca nie będą dla widza jasne – dzięki dobrej grze Maddena do ostatnich chwili serialu widz zastanawia się czy na pewno wie o bohaterze wszystko. Absolutnie nie jest zaskoczeniem doskonała gra Keeley Hawes jako Julii Montague. Hawes to jedna z tych brytyjskich aktorek, które kojarzy się przede wszystkim z produkcji telewizyjnych (najszerzej jest chyba znana jej rola w Durrellach) ale co do której nie ma wątpliwości, że zawsze da sobie radę. Poza tym w tle mamy całą masę mniej i bardziej znanych brytyjskich aktorów którzy jak zwykle przypominają dlaczego BBC jest najlepszą telewizją na świecie.

 

 

Trzeba przyznać że jest coś cudownego w tradycji BBC które zawsze do swoich seriali – niezależnie o czym by były wrzuci albo jakąś krytykę społeczną, albo podważy zaufanie do polityków (mimo, że jest sponsorowana przez państwo. Tym się różni telewizja państwowa od partyjnej)

 

Muszę przyznać, że cenię Bodyguarda też za to jak dobrze wpisuje się w pewne schematy myślenia o terroryzmie. Kiedy w pierwszych scenach widzimy kobietę, z bombą, serial zmusza nas byśmy pomyśleli o niej jako o ofierze. Potem wraca do tego wątku każąc nam się zastanowić – co jest lepsze – widzieć w muzułmańskiej kobiecie ofiarę, czy może zobaczyć inteligentną panią inżynier, która sprawnie realizuje swój plan. Kiedy przyglądamy się atakom terrorystycznym okazują się one podyktowane nie względami religijnymi ale próbą zabezpieczenia własnych interesów, zastraszeniem, czy rozczarowaniem. Najbardziej niebezpieczni są tu ostatecznie ludzie, którzy bronią najstarszych znanych interesów – tych związanych z polityką i zorganizowaną przestępczością. To czyimi rękami sięgną po to czego chcą to już inna sprawa. Film wykorzystuje lęk przed terroryzmem inteligentnie, bo z jednej strony – nie udaje że go nie ma, a z drugiej – pokazuje jak szeroki jest kontekst w którym należy widzieć każdy atak. I ile na terroryzmie można zyskać, a na walce z nim stracić. I jasne to produkcja sensacyjna, ale wyjmująca terroryzm z tego schematu – oni kontra my, a raczej pokazująca, że często to jesteśmy my kontra my. A w tle bardzo aktualny problem ograniczania i naruszania praw obywatelskich w imię walki z atakami. Praw których nikt w czasach większego spokoju nie oddaje.

 

Cudowne było obserwowanie w angielskich mediach reakcji na wyniki oglądalności serialu. Nawet samo BBC nie wiedziało co ich uderzyło.

 

Bodyguard sprawdza się jako historia prywatna, jako doskonały thriller psychologiczny i jako – niezbyt głęboka, ale ciekawa refleksja, nad zagrożeniem terrorystycznym we współczesnym świecie. Jak na sześć godzinnych odcinków, to całkiem sporo treści. A jeśli dodamy do tego doskonałe sceny dotyczące tego, jak groźne potrafi być poszerzanie kompetencji niektórych rządowych jednostek, kosztem np. pracy policji, to dostaniemy serial który wcale nie niepokoi najbardziej wtedy kiedy strzelają czy idą z bombą przy pasie, ale wtedy kiedy widzimy spokojnych ubranych ludzi, w przeszklonych gabinetach, którzy decydują o tym do jakiego stopnia naruszy się zasady, których cywilizowane kraje miały przecież nie naruszać. Dlatego ten serial tak doskonale się sprawdza – bo nie da się od tego napięcia  wyzwolić. Nawet kiedy wszystko się dobrze skończy – ów niepokój jeszcze pozostaje.

 

W Wielkiej Brytanii dyskutowano czy sposób pokazania muzułmanów w tym serialu nie był negatywny. Przyznam szczerze, że moim zdaniem pierwszy raz od dawna był ciekawy. Bo po pierwsze – pokazywał terroryzm w szerszym kontekście, a po drugie – podobało mi się, że w sumie pokazywał jak czasem pochylanie się nad czyimś ciężkim losem zabiera mu podmiotowość. Ostatecznie Nadia – mimo, że okazała się terrorystką zostanie w mojej pamięci jako niezależna postać, niekoniecznie pozytywna ale na pewno nie pozbawiona podmiotowości.

 

 

Trzeba przyznać, że decyzja BBC by sprzedać serial Netflixowi i pokazać go tak szybko po brytyjskiej premierze wydaje się nie tylko strzałem w dziesiątkę ale też pewnym przełomem. Choć seriale brytyjskie od paru lat wchodzą do nas coraz szybciej, to jednak tak niewielka przerwa pozwala mieć nadzieję, że już niedługo nie trzeba będzie śnić po nocach że nagle ma się nieograniczoną dostępność do BBC iPlayer. Jednocześnie być może brytyjska telewizja dostrzeże, że na jej niesłychanie dobrze zrealizowane produkcje, jest olbrzymi popyt, który – można całkiem nieźle spieniężyć. No i wreszcie – my wielbiciele produkcji BBC nie musimy tęsknie spoglądać w kierunku wydań seriali na DVD żeby być na czasie.

PS: Czy wy też czujecie taką dziwną satysfakcję jak skończycie oglądać mini serial i wiecie że obejrzeliście coś od początku do końca. Chyba dlatego tak lubię mini seriale – za to poczucie, że wcale nie ma więcej i po prostu obejrzałam dłuższą ale kompletną historię.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...