Karolak musi odejść czyli o Narzeczonym na niby

17/01/2018

Coś miłego na początek czyli 25 miłych rzeczy na styczeń.

17/01/2018

Jak nie czytać danych z box office czyli najchętniej oglądane filmy 2017

17/01/2018

Kochani kilka dni temu pojawiła się w sieci lista najlepiej zarabiających filmów w Polskich kinach w 2017 roku. Od razu po opublikowaniu tej listy podniosły się lamenty, że jest to niemalże lista hańby bo na pierwszym miejscu znajduje się film Listy do M3 a tuż za nim podążają takie ambitne filmy jak Botoks czy Dru, Gru i Minionki. Dziś moi drodzy, Zwierz trochę wyjaśni – na co tak właściwie patrzymy.

Właściwie we wszystkich zestawieniach jakie udało mi się znaleźć – zwłaszcza w tym przywoływanym najczęściej, z artykułu w Gazecie Wyborczej, znajdziemy tylko jedną informację – ilu widzów (w milionach) obejrzało dany film. Problem w tym, że to tak naprawdę – żadna informacja. Jasne – przydaje się do rozważań np. nad tym, że w minionym roku większa grupa Polaków poszła do kina (o tym zaraz) ale tak naprawdę – niekoniecznie mówi nam o tym jakie treści tak naprawdę były w danym roku najpopularniejsze.

 

To co przeczytacie nie oznacza jednoznacznie, że filmy takie jak Listy do M3 nie cieszyły się popularnością. Raczej – że nie wszyscy tak naprawdę wybrali film – tylko, że decyzja zapadła już na poziomie sposobu dystrybucji.

Sekundkę – powiecie, Zwierzu przecież stoi jak byk że najpierw Listy do M 3, potem Botoks a na liście obok filmów dla dzieci mamy jeszcze wybitne produkcje jak Ciemniejsza strona Greya czy Szybcy i Wściekli 8. Tak to prawda – problem w tym, że niekoniecznie widzimy wszystkie dane. Otóż moi drodzy – wyniki box office można podawać na kilka sposobów – podaje się ilość widzów, ogólne zyski, zyski w stosunku do budżetu itp. Jest jednak jeden miernik, który często odwraca wyniki do góry nogami. Ten miernik polega na zestawieniu przychodów filmu z ilością kopii na rynku. Zasada jest prosta – jeśli na rynku jest więcej kopii danego filmu, to odbywa się więcej pokazów a co za tym idzie film zarabia więcej. Należy też pamiętać – że w przypadku filmów z dużą liczbą kopii – są one łatwiej dostępne np. w mniejszych miejscowościach – w Warszawie – widz istotnie ma potencjalny wybór ze wszystkich dystrybuowanych w kraju filmów – w Środzie Śląskiej (zwierz pozdrawia Środę Śląską i ma nadzieję że jest tam kino!) już niekoniecznie.

 

Niestety – jedną z informacji których nie posiadamy jest tak odnośnie marketingu. Bo jeśli zapłaciło się dużo by zachęcić widzów to więcej przyjdzie do kina.

 

Zróbmy ciekawe i pouczające dla nas wszystkich porównanie. Oto lista filmów które w tej kolejności zebrały najwięcej widzów w kinach:

Listy do M3

Botoks

Dru, Gru i Minionki

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi

Sztuka Kochania

Sing

Ciemniejsza Strona Greya

Piraci z Karaibów 5

Smerfy Poszukiwacze Zaginionej Wioski

Szybcy i Wściekli 8

Dobra a teraz porównajmy tą listę z listą filmów które miały w Polskich kinach najwięcej kopii

Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi – 608 kopii

Listy do M3 – 549 kopii

Botoks -487 kopii

Ciemniejsza Strona Greya – 404 kopie

Szybcy i Wściekli 8 – 329 kopii

Gru Dru i Minionki – 312 kopii

Sztuka kochania – 312 kopii

Piraci z Karaibów – 303 kopie

Auta 3 – 303 kopie

Dzieciak Rządzi – 294 kopie.

Patrząc na tą listę zobaczymy że właściwie poza dwoma tytułami – wszystkie się powtarzają. Jeśli zaś zobaczymy ile kopii miały filmy wspomniane w pierwszej dziesiątce które nie znalazły się w dziesiątce drugiej (Smerfy i Sing) to miały one kolejno 289 i 250 kopii. To więcej niż większość filmów – bo zwykle produkcje wchodzą do polskich kin mając ok. 150 -180 kopii – nieco inaczej jest z produkcjami ambitnymi które miewają nawet poniżej 100 kopii na rynku. Innymi słowy – gazety poinformowały nas że w 2017 roku ludzie obejrzeli te filmy, których seansów było najwięcej i które były w największej ilości kin. Nie będę złośliwa – ale jakby – to dałoby się przewidzieć. Co więcej – takie zestawienie o tyle nie ma większego sensu w takiej formie – że np. najszerzej dystrybuowany film w Polsce – w 2017 roku – Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi – wszedł do kin… 14 grudnia. Innymi słowy – porównujemy np. Listy do M3 które miały premierę 10 listopada (i jako film świąteczny nie zeszły z kin do końca roku) z produkcją która weszła miesiąc później. Nie da się ukryć, że to niekoniecznie o czymkolwiek świadczy – należałoby – aby uzyskać informacje o realnym wygranym – porównać obie dane dla takiego samego okresu.

 

Ostatni Jedi nie jest na szczycie listy także dlatego, że w 2017 roku był w Polskich kinach tylko przez dwa tygodnie – w tym tydzień ze świętami

Kolejna sprawa – ilość widzów to rzecz bardzo kłopotliwa. Zwłaszcza w przypadku wysokich pozycji filmów dla dzieci. Tak jasne – ogólnie w Polsce jest wyraźna tendencja do traktowania kina jako miejsca gdzie się idzie z dzieckiem. To bardzo ciekawe zjawisko (zwłaszcza w kontekście tego, że potem ludzie już nie chodzą często do kina) ale dziś zajmiemy się innym aspektem tej sprawy. Otóż – jeśli mamy filmy dla dzieci, to zwykle nie mamy jednego widza tylko dwóch – bo dziecko do kina idzie z rodzicem albo opiekunem. Czyli tak naprawdę – trochę z automatu podwaja nam się ilość widzów. Jasne dzieci płacą mniej – ale w tym zestawieniu mamy widzów w milionach a nie uzyskane wyniki finansowe (które z racji różnych cen biletów mogą być niższe niż w przypadku filmów na które sprzedaje się tylko bilety dorosłe). Trzeba też zwrócić uwagę, że nawet mniejsze produkcje dla dzieci mają bardzo szeroką dystrybucję – właśnie dlatego, że dzieci – prowadzone przez rodziców są pewnym zyskiem. Zwłaszcza jeśli np. dodamy szkoły, których wyjście do kin zwykle przynosi zysk właśnie filmom dla dzieci.

 

Tak naprawdę należałoby stwierdzić nie tyle że Gru Dru i Minionki są wygranym ale że Auta 3 – animacja Pixara – z 303 kopiami na rynku jest wielkim przegranym tego sezonu.

No dobra ale to nie wszystko – bowiem tym co ludzi najbardziej boli jest fakt, że choć sprzedano więcej biletów to w zestawieniu nie figurują filmy ambitne. Już pomijając fakt że takie The Square które wygrało Cannes miało w Polsce poruszające 88 kopii a sam Blade Runner 2049 tylko 158. Otóż po pierwsze – jeśli wykreślimy produkcje amerykańskie to okaże się że np. wśród samych polskich filmów w pierwszej dziesiątce znajdą się Powidoki, Twój Vincent, biografia Marii Skłodowskiej czy Michaliny Wisłockiej. Cztery jak najbardziej ambitniejsze produkcje w zestawieniu to więcej niż można się spodziewać. A jak już dodamy do tego fakt, że na liście jest jedna eksperymentalna animacja – to Polacy wcale nie wypadają tak straszliwie – wręcz przeciwnie – można dojść do wniosku, że wybierają – zarówno komedie romantyczne i filmy Patryka Vegi (na które trudno nie pójść bo są wszędzie) jak i kino ambitniejsze.

 

Oceniając polską widownię warto pamiętać, ze to nie jest tak że ludzie nie chcą obejrzeć zwycięskiego fillmu z Cannes, ale też że ludzie mają realnie bez porównania mniejsza możliwość obejrzenia zwycięskiego filmu z Cannes.

Inna sprawa to podejście do widza kinowego w oóle. Ten miniony rok był absolutnie rekordowy pod względem sprzedanych biletów. Coś co jest trochę na przekór trendom – mówiącym że ludzie chodzą coraz mniej do kina, bo ceny biletów kinowych rosą, a telewizja i serwisy streamingowe oferują coraz więcej treści. A jednak Polacy kupili więcej biletów i szturmowali kina. Dlaczego? Być może w końcu dorobiliśmy się na tyle że ludzie którzy wcześniej nie mieli w domowym budżecie kasy na wyjście do kina nareszcie ją znaleźli. To znaczy – że coraz więcej osób ma w swoim domowym budżecie pieniądze na kulturę. Coś co nie tylko całkiem dobrze świadczy o naszych portfelach (oczywiście jest o dana bardzo niewymierna) ale w ogóle powinno cieszyć w szerszym kontekście. Jasne że jak do kina przychodzą nowi widzowie, to nie idą na ambitne filmy – idą na coś rozrywkowego, popularnego, co ma dużo pokazów i najpewniej jest po polsku. Bo dlaczego mieliby iść na coś innego? Wszak wszyscy zaczynamy nasze przygody z jakąś dziedziną sztuki od tego co miłe, proste i w jakiś sposób bliskie. Co wcale nie znaczy, że wszyscy na tych filmach poprzestaną. Nawet jeśli większość widzów Botoksu zostanie już fanami Patryka Vegi aż po grób, to ci którzy jednak będą chcieli spróbować czegoś nowego czy innego – to potencjalni kinomani. W ogóle – nie da się zostać kinomanem nie chodząc do kina. Stąd powinniśmy się cieszyć z każdej osoby która przekroczy próg kina. Bo to może być początek niesamowitej przygody. Na przykład szukania jakiegokolwiek lepszego filmu od Listów do M.

 

Na samym końcu – warto pamiętać, że niesłychanie ważny jest moment dystrybucji filmu. Czasem produkcja zarabia więcej bo nie ma w kinie bezpośredniej konkurencji. Więc nikt jej nie „podbiera” tych widzów którzy po prostu przyszli do kina – bez jednoznacznej decyzji co chcą zobaczyć.

 

Ps: Dane dotyczące ilości widzów na poszczególnych filmach Gazety podają za stroną boxoffice.pl (ja listę wzięłam z Gazety Wyborczej), ja swoje dane dotyczące ilości kopii na rynku wzięłam z zestawienia Box Office na stronie Stowarzyszenia Filmowców Polskich – gdzie wszystkie dane znajdziemy w zakładce box Office – jest to wszystko bardzo proste do sprawdzenia. Niestety nie udało mi się sprawdzić co pokazuje strona box office.pl ponieważ trzeba się na nią zalogować.  Dane dotyczące najchętniej oglądanych polskich filmów w zeszłym roku wzięłam ze strony Onet.p

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ja postanowiłam, że w tym roku będę chodzić do kina przynajmniej raz w miesiącu. Wiem, że kinomaniakowi to się wydaje żenujący wynik, ale jeśli wziąć pod uwagę, że ostatni raz w kinie kilka lat temu, to wyrobienie sobie nawyku chodzenia ten raz w miesiącu to dobry początek :)

    • Spriggana

      Mnie z jednej strony kusi Unlimited z CC, z drugiej mam wizję że nie będzie mi się chciało chodzić do kina średnio 2× w miesiącu, i się wydatek zmarnuje… ;-)

      • Jak masz Multikino gdzieś pod ręką, to na razie jest opcja kupienia biletów za 11 złotych płacąc portfelem Masterpass. Przez cały tydzień, a we wtorek dostaje się jeszcze voucher na darmowy bilet. W takiej cenie można pochodzić do kina, z czego w grudniu korzystałem dość mocno ;) I wtedy można zrezygnować z chodzenia w każdej chwili ;)

    • Iwo Sosna

      A ja postanowiłam chodzić w tym roku na filmy, które naprawdę chcę obejrzeć, bo w poprzednich latach sporo mi takich przepadło. I tak mam już zaliczony The Florida project (ale to było dobre!), teraz się szykuję na Lady Bird, a po komentarzach Zwierza na fb, po głowie chodzi mi jeszcze Atak paniki.

  • Hanayome

    W kilku miastach pojawiły się ostatnio bilety w multikinie za 15 zł niezależnie od wieku i dnia tygodnia. Sama poszłam dzięki temu na jakieś 5 filmów, na które normalnie bym się nie wybrała, a ja mam jeszcze zniżki. Co dopiero ludzie bez zniżek ;)

  • Karolina Kurpiewska

    Dla mnie Unlimited z CC jest super opcją – chodzę dużo do kina, uwielbiam chodzić do kina, jedyne co mnie nerwi to poziom niektórych współoglądaczy (przerabiałam już dzwonki telefonów, głośne komentowanie każdej sceny, odbieranie telefonów i kilkuminutową rozmowę, świecenie ekranem komórki po oczach, siedzenie 3/4 filmu na Facebooku z przerwą na westchnienia jaki to beznadziejny i mój absolutny hicior – szybkie wypalenie skręta). Niestety w moim mieście jest tylko jedno kino z tej sieciówki i to bez najnowocześniejszych opcji takich jak IMAX. Ale poczekamy zobaczymy :) W tym roku już 2 filmy za mną, a kolejne 2 jutro :)

  • A poza tym – to, że 100 000 000 osób poszło na Botoks, to nie oznacza nawet, że 90 000 000 się ten film podobał. Może to skrajny przykład (wiadomo), ale jak można biadolić, że gust jest zły, bo najczęściej oglądany był słaby film – przecież oglądający przed obejrzeniem nie wiedział, czy słaby czy nie (pomijając rzeczy typu Botoks – tu wiadomo, czego się spodziewać). To tak, jakby twierdzić, że Polacy najbardziej lubią Sienkiewicza. Rzeczywiście – 95% czytało go w szkole, ale czy tyle samo pokochało…? :)

  • Krzysiek Simsak

    Nie rozumiem jaki sens ma branie pod uwagę ilości kopii na rynku oprócz obrony (chyba z góry założonej) tezy, że Polacy wcale nie mają złego gustu? Przecież ilość kopii filmu jest pochodną zainteresowania jakim cieszy się przed premierą i przewidywań dystrybutora, nikt nie wprowadza genialnych filmów w mniejszym zakresie na złość kinomanom, tylko dlatego że się to nie opłaca.
    Niby możemy się oszukiwać, że jakby np. Twój Vincent był wyświetlany w tylu kopiach co Botoks to miałby milionową widownię, bo jest to nie do zweryfikowania, ale ja raczej jestem zdania, że z rynkiem się nie wygra, a rynek jest taki, że Polacy kochają polskie komedie ze znanymi twarzami i hollywoodzkie blockbustery. Żaden to powód do wstydu, bo ambitne filmy w Stanach (a podejrzewam że wszędzie indziej i na świecie również) też nie są zbyt popularne, chyba że od czasu do czasu trafi się jakiś niezależny hit.

    • Marta M

      Mieszkam w mieście 70000 i w moim kinie przez cały listopad leci tylko gru kru czy jak to tam było w sensie minionki i listy do m 3 realnie przez cały miesiąc miałam tylko taki wybór chcąc wybrać się do kina

      • Krzysiek Simsak

        Rozumiem ból, ale ja mieszkam w Polsce i na przykład mój ulubiony film roku sprzed dwóch lat w ogóle nie był dystrybuowany u nas w kraju – widocznie żadnemu dystrybutorowi by się to nie opłaciło, bo takich osób jak ja jest zbyt mało, tak samo osób takich jak Ty w Twojej miejscowości jest za mało, żeby opłacało się wprowadzać inne filmy do jedynego kina w mieście.

        • zpopk

          Pytanie czy się opłaciło czy nie wcale nie ma tak prostej odpowiedzi. Tzn. to wcale nie jest tak, że jak dystrybutor czegoś nie sprowadza to mu się to po prostu nie opłaca

          • Marta M

            Troche odszczekam mój poprzedni post bo oprócz tych 2 filmów mamy świetny dkf gdzie film grany jest tylko raz czyli w poniedziałek o 19 i to jakoś musi się opłacac kinu który ta kopie musi kupić.
            Zawsze mnie zastawia jak działa to do końca.
            i druga sprawa wcześniej mieszkałam w mieście trochę ponad stu tysięcznym w którym były dwa kina , jedno typowo studyjne drugie sieciówka heliosa ale nie multipleks. Ta sieciówka padła , a za 2 lata otworzyły sie dwa multipleksy i radzą sobie dobrze jest to dla mnie fenomen godny postu zwierza :)
            ps. Na dkf z the square była pełna sala więc jakiś potencjał na inne kino mamy :)

          • Beryl Autumnramble

            U nas też Helios padł, mimo, że sąsiednie Multikino i dwa Cinema City, żeby nie wspomnieć o trzech kinach studyjnych ciągną dalej.
            Ale też był w durnym miejscu i miał słaby sprzęt, więc może dlatego.

    • zpopk

      Ponieważ tylko znając liczbę kopii wiemy co tak naprawdę ludzie mieli do wyboru. Oczywiście – dystrybutor wcześniej zakłada co się obejrzy – ale jeśli zalewa się kina kopiami i daje się szanse że więcej osób zobaczy to jasne jest, że więcej osób ogląda. Nie znaczy to, że ludzie wybraliby na pewno Twojego Vincenta ale, że nie mówimy tu tak naprawdę o wyborach polaków ale raczej o ich kształtowaniu gustów przez tych którzy zalewają rynek taką ilością kopii. Innymi słowy – bez świadomości jak wyglądają pełne dane tak naprawdę nie możemy być w pełni przekonani czy ludzie chcą naprawdę oglądać Listy do M3 czy muszą oglądać listy do M3 jeśli chcą iść do kina.

      • aHa

        Chyba dobrym przykładem byłby tu Atlas Chmur, który w USA zrobił klapę, ale polski dystrybutor rzucił na niego wszystkie promocyjne siły i wypuścił bardzo dużo kopii, dzięki czemu Polska była jednym z niewielu krajów, gdzie film trafił na szczyt box office.

  • wazon

    No i tak wyglądają informacje statystyczne. Nawet jeśli są w 100% prawdziwe, to jednak ich wiarygodność znika w przypadkach różnych interpretacji i rożnych informacji ubocznych. Gubimy się w tym, co jest prawdą, a co nie. Należy głęboko się zastanowić zanim się uwierzy, że dwa razy dwa to cztery. No, może po zastanowieniu można ew. przyjąć, że wyjątkowo akurat to jest prawdą. Na naszej planecie…

    • Anonim

      …w systemie dziesiątkowym ;)

  • Ala

    Ja byłam w niedzielę na filmie „The big sick” i wyszłam zachwycona, więc postanowiłam polecić go mojej mamie, która mieszka w mojej rodzinnej, małej miejscowości. I co? Okazało się, że nie puszczają tego filmu nie tylko tam (czyli w miasteczku z kilkunastoma tys. mieszkańców i małym kinem o jednej sali), ale również w pobliskim mieście powiatowym (które może poszczycić się ponad 90 tys. mieszkańców i Multikinem). Wychodzi na to, że szansę na obejrzenie tego filmu miały tylko osoby mieszkające w największych miastach. Swoją drogą, u mnie w Gdańsku (w Multikinie) od początku film miał tylko jeden seans dziennie (przez pierwszy tydzień o 20:00, a drugi o 21:45, czyli w czasie, kiedy większość pracujących ludzi raczej nie może pozwolić sobie na wizytę w kinie; po dwóch tygodniach przestano go wyświetlać). Z tego, co wiem, nie wszystkie multipleksy w ogóle go puszczały. W taki sposób kończy wiele znakomitych filmów – nie wiem, jak będzie w tym roku, ale w poprzednich latach moi rodzice nie mieli szansy na obejrzenie wielu oscarowych kandydatów, bo w ogóle ich u nich nie grali. Za to kolejne części „Listów do M.” i dzieła Patryka Vegi są dostępne zawsze i wszędzie…

  • Wiadomo, że statystyki kłamią :)

    • zpopk

      Tyle, że nie statystyki kłamią, tylko trzeba je dobrze przeczytać ;)

  • Marta M

    To jest ten post pod którym mogę pomarudzic ;) Mieszkam w mieście, które ma ok 40.000 mieszkańców. Jest jedno kino z jedną salą. Cały przełom listopada i grudnia (4 tyg) puszczali w kółko „Listy do M”. Potem także chwile przed świetami. Gwiezdnych Wojen seanse z napisami i w 2d były… 2. Teraz chciałabym obejrzeć „Najlepszego” ale grają go tylko o 16.15 (tylko kilka dni) bo później musi być czas na jakaś bajkę i „Narzeczonego”. Ogólnie w kinie z jedną salą, w tak małej miejscowości człowiek jest niejako skazany na to co „lubi cała polska” (bo tylko to się wyprzeda). I tak królują bajki i komedie romantyczne. Szczytem szczęścia są organizowane raz na jakiś czas pojedyncze pokazy z cyklu „Kino konesera”. Ale nie dajcie się zwieźć tej szumnej nazwie. Nie grają rzeczy wybitnie niszowych. Ostatnio był Powiernik Królowej, Mój Vincent (niestety termin mi nie pasował) a w lutym czeka nas Morderstwo w Orient Expressie. Szał. Zwykle więc film o którym pisze zwierz widzę jakiś miesiąc/dwa po publikacji posta. W takim przypadku ilość kopii filmu ma faktycznie decydujące znaczenie. skoro w mieście X przez tydzień grają jeden film, w tym w najbardziej „chodliwych” godzinach w weekend, a reszta jest puszczana w porach obiadowych to nie ma się co dziwić ze takie są wyniki

    • Tuome

      U mnie podobna sytuacja – miasto 30 000 mieszkańców, w sumie już nie Mazowsze, a ściana wschodnia. W jedynym kinie (też 1 sala)- Greye i bajki. Gwiezdne Wojny – dzisiaj jest ostatni seans, puszczali przez tydzień, 1 seans, 19.00, tylko 3D z dubbingiem – i już z dziciakami nie pójdę, bo raz, że godzina, dwa – ze względu na wadę wzroku ani ja, ani syn nie możemy oglądać filmów w 3D. Wybór filmów jest zerowy, kino ratuje się tym, że seans jest jak przyjdzie nawet 1 osoba (ostatnio na Muminkach było tylko moich dwóch synów) i transmisjami z Teatru Bolszoj.

      • Marta M

        Mnie po 3D zwyczajnie boli głowa. Poza tym wole napisy a jakoś napisy+3D to dla mnie za duzo

  • Stokrota85

    W moim miasteczku (16 tys. mieszkańców) przez 3 tygodnie(!) lutego będzie leciał kolejny „Grey”. W pierwszym tygodniu 3 razy dziennie, potem 2 seanse i w ostatnim tygodniu jeden seans…. Pewnie wymóg dystrybutora, więc nie dziwię się, że potem takie filmy zgarniają pierwsze miejsca w box office.
    Raz(!) będzie wyświetlane recenzowane niedawno przez Zwierza „Party”.

    • Marta M

      Aż z ciekawości sprawdziłam jak to będzie u mnie w kinie… Narazie jedynie seanse do 15 lutego wypisane. Ale jak zaczną 9 lutego nowym Greyem (4 seanse dziennie) to przez tydzień grają po 3 seanse dziennie…