Siedemnaście mieć lat czy zwierz o The Edge of Seventeen

14/03/2017

Głupoty, pierdoły i inne idiotyzmy czyli jak inteligentna, trzeźwo myśląca kobieta ma przeczytać artykuł na „NaTemat”

14/03/2017

Gdzie by nas nie było czyli co człowiek kulturalny zrobi ze zmieniaczem czasu

14/03/2017

Na jednej z licznych Facebookowych grup na której jest zwierz pojawiła się doskonała zabawa, którą zwierz postanowił się z wami podzielić. Zabawa jest prościutka – wyobrażamy sobie, że jesteśmy Hermioną z Harry Pottera i mamy zmieniać czasu. Mając nieskończone jego pokłady wybieramy 10 wydarzeń kulturalnych z XX wieku w których chcielibyśmy uczestniczyć. Wybór nie oznacza najważniejszych wydarzeń ale takie które najbardziej chcielibyśmy obejrzeć na żywo. Oto wybór zwierza (chronologicznie bez znaczenia)

Another Coutry (na West Endzie) – 1982 – na początku lat 80 pojawiła się na West Endzie sztuka o Oxfordzkich studentach którzy potem zdecydowali się na współpracę z sowietami przez lata przekazując informacje z zachodu na wschód. Sztuka sama w sobie doczekała się adaptacji ale była też takim fajnym momentem w historii angielskiego teatru. Przez scenę przewinęli się młodzi, właściwie debiutujący aktorzy – Kenneth Branagh, Coli Firth czy Daniel Day Lewis. Zwierz strasznie chciałby zobaczyć taki spektakl z młodym Branaghem.

Closer (wystawienie na Brodwayu) -1999- Zwierz uwielbia sztukę Closer. Od czasu kiedy zobaczył ją na ekranie w dość znanym filmie z Cliverm Owenem, Judem Law, Natalie Portman i Julią Roberts. Jednak od kilku lat marzy mu się by móc ją zobaczyć w wersji którą na przełomie wieków wystawiano na Brodwayu. Tam rolę którą w oryginalnym wystawieniu sztuki grał Clive Owen gra Rupert Graves, do tego w obsadzie jest Ciaran Hinds. I nie chodzi tu tylko o to, że zwierz bardzo Gravesa lubi ale o to, że on mu tak strasznie pasuje do sztuki jak mało który aktor. Zwierz podejrzewa, że sztuka może jest w jakich teatralnych archiwach. Jak na razie pozostało mu tylko co pewien czas wzdychać patrząc na zdjęcia ze spektaklu.

Hamlet (wystawienie w National Theatre) – 1989 – pod koniec lat 90 Daniel Day- Lewis był jednym z najlepiej zapowiadających się młodych aktorów na londyńskiej scenie. Nic więc dziwnego, że zdecydował się na zagranie Hamleta. Aktor, będąc człowiekiem który zawsze niesamowicie angażuje się w każdą rolę (czasem nawet za bardzo  – zdaniem niektórych) bardzo przeżywał swój występ w jednej z najważniejszych dla każdego aktora występów w karierze. W czasie jednego wieczoru nie wytrzymał presji i … zszedł ze sceny. Jego miejsce zajął natychmiast inny młody aktor – grający w sztuce Leartesa – Jeremy Northam. Ponoć grająca w tym przedstawieniu Gertrudę Judi Dench powiedziała mu „Jeśli nie chcesz grać to nie musisz”. Northam oczywiście chciał i ponoć był to fenomenalny wieczór. Zwierz wiele by dał by być wtedy na widowni. Nie po to by obserwować załamanie nerwowe jednego aktora ale po to by zobaczyć jak Northam ma wieczór życia i przechodzi do historii teatru.

Otello (Old Vic) -1964 – W latach 60 nie było ciekawszego aktorsko miejsca na ziemi niż Old Vic który był wówczas siedzibą National Theatre pod przewodnictwem Laurence Oliviera. W połowie lat 60 Olivier zdecydował się zagrać Otella. Z młodą Maggie Smith jako swoją Desdemoną (Olivier ponoć nie był zachwycony tym że młoda aktorka zamiast się go bać próbuje mu ukraść przedstawienie). W każdym razie to był sukces a sam Olivier doskonałe czuł się w roli zazdrosnego Maura (do tego stopnia że kiedy amerykański aktor i piosenkarz Paul Robson któremu uniemożliwiono pracę w Stanach ze względu na jego lewicowe poglądy chciał przejąć od niego rolę Olivier stwierdził że za dobrze się bawi by ją komukolwiek oddać. To był dobry aktor ale nie zbyt miły człowiek). W każdym razie ponoć w czasie tego Otella zdarzył się wieczór w którym Olivier przeszedł samego siebie i doprowadziło to do tej słynnej anegdoty w której genialny aktor siedzi w garderobie i płacze bo wie, że tego wieczoru zagrał lepiej niż kiedykolwiek w życiu ale nie ma pojęcia co takiego zrobił. Zwierz chciałby być wtedy na widowni.

Cyganeria (La Scalla) – 1956 – Zwierz zakochał się w operze w bardzo prosty sposób – od dziecka miał dostęp do kaset i płyt z muzyką klasyczną. W pewnym momencie wpadła w mu w łapki kolekcja nagrań różnych oper w wykonaniu Marii Callas. Zwierz do dziś porównuje każdą Carmen z jej wykonaniem. Jednak z tego co zwierz wie Callas nigdy nie zaśpiewała Carmen na scenie – mamy tylko doskonałą płytę nagraną chyba w latach 60. W związku z tym zwierz zadowoliłby się spokojnie jakimś miłym miejscem w La Scalli w czasie kiedy Callas śpiewała tam główne partie w operach Pucciniego. Zwierz po prostu wie, że słuchanie śpiewaków operowych na żywo to zupełnie co innego niż słuchanie ich z płyty. Stąd strasznie chciałby się przekonać na żywo czy jego słabość do wykonań Callas to kwestia socjalizacji czy rzeczywiście poczułby te wszystkie uczucia które czuje w czasie słuchania jej nagrań.

Amadeusz (Teatr na Woli) -1981 – w ponurych latach osiemdziesiątych w Teatrze na Woli Polański reżyserował Amadeusza zaś Łomnicki grał w tej sztuce Salieriego. Zwierz wiele by dał żeby to przedstawienie zobaczyć. Zwierz wie, chyba od zawsze, że Łomnicki był jednym z najwybitniejszych jeśli nie najwybitniejszym aktorem scenicznym jakiego mieliśmy w Polsce. Jednocześnie złośliwość czasu sprawia, że zwierz jako widz z Łomnickim się na scenie minął i musi – chcąc nie chcąc wierzyć na słowo, mając potwierdzenie kunsztu aktora w jego występach filmowych ale jednak to nie to samo. Dlatego zwierz bardzo by chciał zobaczyć Łomnickiego na scenie w jednej z takich ról w jakich się specjalizował – człowieka który choć godny jest potępienia zachowuje dla widza – dzięki doskonałej grze aktora – ludzką twarz. Zwierz wybrał sztukę którą zna bo wtedy w porównaniu łatwiej ocenić kunszt aktora.

Ryszard III (National Theatre)– 1990 – w latach 90 Ian McKellen pojawił się na scenie w Ryszardzie III. Wystawienie – przenoszące intrygę do totalitarnej Anglii znalazło potem swoje odzwierciedlenie w bardzo udanej ekranizacji, w której też wystąpił McKellen. Mogłoby się wydawać że posiadanie ekranizacji z aktorem powtarzającym swoją rolę w filmie mogłoby wystarczyć. Zwierz też tak myślał do momentu kiedy dwa lata temu w ramach 50 lecia National Theatre nie zobaczył minutowego nagrania z oryginalnego wystawienia (National Theatre nagrywa swoje sztuki na potrzeby edukacyjne i można je nawet zobaczyć w nagraniach w Archiwum teatru) i zorientował się, że nie ma porównania między tym co McKellen pokazał na scenie a co w filmie.

Ed Sulivann Show -1964 – w połowie lat sześćdziesiątych Beatlesi przyjechali do Stanów i zagrali w Ed Sulivan Show. Podbili Amerykę. Podbili świat. Wywindowali się z popularnego zespołu na być może najważniejszy zespół w historii muzyki popularnej. Zaczęli szaleństwo które do dziś jest wyznacznikiem tego co to znaczy być popularnym wśród młodzieży. I serio jak na razie bardzo niewielu fanów może to przebić. Zwierz chciałby być wtedy na widowni programu i poczuć to co czuli ludzie dla których otwierał się nowy muzyczny świat i nowa muzyczna era. Plus Beatlesi to Beatlesi. Zwierz do dziś jest trochę smutny że nie miał najmniejszych szans by być na jakimkolwiek koncercie zespołu.

Camelot (Broadway) -1960 – a teraz coś co udowodni że zwierz nie jest jednak takim niesamowitym snobem. Otóż jako wielbiciel musicali chętnie przeniósłby się do Nowego Jorku i zobaczył na Broadwayu przedstawienie Camelotu z pierwszą obsadą. Nie dlatego, że Camelot to wybitny musical (oj nie jest to dzieło wybitne) ale dlatego, że w ówczesnej pierwszej obsadzie Artura grał Richard Burton a Ginewrę – Julie Andrews. Zwierz który od niepamiętnych czasów ma taki lekki crush na Burtona zobaczyłby go śpiewającego. Fakt, że na scenie mógłby podziwiać młodą Julie Andrews też nie przeszkadza. Zwierz ma co prawda nagranie (płytę) z musicalu w oryginalnej obsadzie ale jakby to nie pomaga. Wręcz przeciwnie budzi jeszcze większą tęsknotę.

Przeminęło z wiatrem (Atlanta) – 1939 – 15 grudnia 1939 roku w Atlancie odbyła się oficjalna premiera Przeminęło z Wiatrem. Zwierz przyzna szczerze, wiele by dał by móc ją obserwować. Nie tylko dlatego, że organizatorzy zrobili wszystko by widzowie czuli się nieco jak panowie i damy z południa. Przede wszystkim zwierz chciałby być na widowni w czasie pokazu filmu, który jak na ówczesne czasy był osiągnięciem nie tylko artystycznym ale przede wszystkim technicznym. Zwierz chciałby bardzo zobaczyć ich reakcje, zobaczyć komu się naprawdę podobało a kto w kuluarach stwierdzał jednak że film nie jest szczególnie dobry. Oczywiście zwierz nigdy by nie chciał mieszkać na południu stanów – ani w czasach wojny secesyjnej ani w latach 30 ani współcześnie. Ale przenieść się na jeden wieczór – chętnie.

To tyle. Nie zwierz kłamie. To szczyt góry lodowej. Np. zwierz nie sięgał do początku wieku. Być może dlatego, że nie czuje z tym okresem takiego emocjonalnego związku. W przypadku filmów czy spektakli z lat 80 ma poczucie, że to wszystko minęło go o włos – być może stąd żal. Jednocześnie zwierz chciałby móc na własne oczy przekonać się czy ci wszyscy wybitni artyści rzeczywiście robią takie wrażenie. Chciałby zobaczyć na żywo Nuriejewa i Barysznikowa – by móc z własnego doświadczenia powiedzieć że byli tak fenomenalnymi tancerzami jak wszyscy mówią. Chciałby posłuchać Caruso – bez tego zgrzytania starej płyty. Lista ciągnie się i ciągnie. A zwierz podróżuje w głowie między czasami w których nie żył i miejscami w których nie był. A wasza lista? Zwierz jest jej bardzo ciekawy.

Ps: Zwierz miał zupełnie inny wpis napisany na dziś ale ten sprawił mu za dużo frajdy.

 

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ziuta

    Prapremiera, czy raczej pokaz techniczny „Nocy i dni” Jakubowskiej. Jeden jedyny we wrześniu ’39 pokazano film, którego taśmy potem bezpowrotnie zaginęły.

  • Ziuta

    Prapremiera, czy raczej pokaz techniczny „Nad Niemnem” Jakubowskiej. Jeden jedyny we wrześniu ’39 pokazano film, którego taśmy potem bezpowrotnie zaginęły.
    (edit, bo popełniłem staszliwą gafę :) )

  • Gangrelos

    10.02.87 – Katowice. Pierwszy koncert Metallici w Polsce :3

    A tak na marginesie Zwierzu. Co Zwierz powie na podobny tekst ale o wydarzeniach kulturalnych które jeszcze raz chciałby zobaczyć „po raz pierwszy”? Gdyby tak oprócz zmieniacza czasu mieć to mrygadełko do wymazywania pamięci od Facetów w Czerni… :>

    • zpopk

      Och super pomysł.

      • Gangrelos

        Ewentualnie jeszcze taki sam tekst tyle że o filmach bądź / i serialach?:> Ja bym chciał jeszcze raz „po raz pierwszy” obejrzeć „Ostatniego Samuraja” <3 A z seriali "Prison Break" Nie dlatego iż wielkimi krokami nadchodzi reaktywacja ale dlatego że od tej produkcji zaczął się mój serialocholizm ;) (Lost jakoś nigdy mnie nie wciągnął :()

      • 100krotna

        Och, jakby móc jeszcze raz, pierwszy raz zobaczyć „Titanica” – bez komentarza kolegi przed filmem: „Podobno na końcu Ona przeżywa a On ginie”. Od tego czasu (a to była podstawówka) nienawidzę spojlerów i tych bubków, co je rozsiewają.

        I jeszcze chciałabym przeczytać od nowa jedną z książek Grishama, której nie zepsuje mi koleżanka. Koleżanka, która w szkole, w czasie mojego czytania(!) zerknęła na ostatnią stronę i tylko mimochodem rzuciła: „nic Ci nie powiem, ale chyba przegrali ten proces”. Ta cała książka, cała fabuła, to był ten proces. (Jęk)

        A z bardziej pozytywnych: chciałabym jeszcze raz pierwszy raz zobaczyć Sherlocka (który by już nigdy nie doczekał ostatniego odcinka czwartego sezonu).

  • Moja pierwsza myśl to David Bowie w TOTP w 1972 roku. Już nawet nie musiałabym być na widowni ale móc zobaczyć to na żywo w telewizji! W końcu po tym występie kilku młodych chłopców postanowiło zająć się muzyką, a kilka lat później założyli takie zespoły jak The Cure, Joy Division czy Echo and The Bunnyman. Chciałabym też bardzo móc na żywo zobaczyć koncert Republiki na Jarocinie w 1985 roku. I jeszcze Bowie, jakikolwiek jego koncert.

    • Ewa

      Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami, znaczy się pod Bowiem w TOTP! :D Wgl moja lista wydarzeń na zmieniaczu czasu to pewnie byłoby 10x występ Bowiego :D

  • Shakuahi

    Łoo, ale Zwierz jest kulturalny. Ja to tylko płaczę, że nie zobaczyłam na żywo The Beatles, Queen, Nirvany i w sumie tyle.

    • zpopk

      Złudzenie. Zwierz po prostu bardzo dobrze wie na których spektaklach chciałby być :)

  • migi

    Ja bym chciala zobaczyc queen i alana rickmana w the seminar

  • Domeq

    13 lipiec 1985 rok, stadion Wembley w Londynie i koncert Live Aid podczas którego Queen całkowicie skradło show i dało, wg mnie, jeden z najlepszych koncertów ever!

  • Blem

    Oprócz wszystkich wymienionych rzeczy i tysiąca innych, które kłębią się w mojej głowie to skorzystałabym ze zmieniacza w wybitnie hermionowy sposób – studiuję dwa kierunki i tak jak ona czasami przydałaby mi się możliwość bycia w dwóch miejscach na raz. Ah, ileż to razy już o tym marzyłam!

  • Pan_Buka

    Wczoraj minęło 50 lat, kiedy Rolling Stones zagrali w Kongresowej. To nie byl zwyczajny koncert, to był błysk wielkiego świata w samym środku ponurej gomułkowskiej szarzyzny (choć to podobno właśnie towarzysz Wiesław dał osobiście zgodę na ich występ). Potem w tył do 1947, Broadway, Tramwaj zwany pożądaniem z Brando w roli głównej – może zrozumiałbym, dlaczego oczarowane kobiety pchały mu się tłumnie do garderoby. A potem zmieniacz czasu na 1969 i Woodstock…. Boże, jaki piękny sen

  • Ginny

    Pierwsze, co przychodzi do głowy, wcale nie najważniejsze – „Hamlet” z młodziutkim Whishawem.
    I zdecydowanie Łomnicki na scenie!

  • Ginny

    Oraz, przepraszam, chciałabym zobaczyć, jak Kozakiewicz pokazuje gest i zdobywa złoto. I Wilimowskiego w meczu z Brazylią w 1938 roku.

    • Peter Wimsey

      <3

      • 100krotna

        Jadę z Tobą <3

  • zupaztrupa

    Najbardziej na świecie chciałabym zobaczyć na scenie młodego Brando krzyczącego heey Steeellaa

  • 100krotna

    Trzy krótkie podróże, bardziej osobiste niż historyczne.

    Pierwsza, około ośmiu lat wstecz, do Krakowa, na spektakl „Snu nocy letniej”, na letniej scenie przy pompie (Teatr Słowackiego).
    W czasach bardzo dla mnie biednych, przez dwa lub trzy lata w okresie letnim wystawiany był „Sen…”, obiecywałam sobie, że jak tylko będę w stanie kupić bilet, to…. ach, jakie to miały być rozkosze. Gdy już znalazłam pracę, po wakacjach, we wrześniu – pierwsze pieniądze odłożone do skarbonki przeznaczyłam na bilet. „W następne lato już na pewno pójdę!” Tyle, że w następne lato już tego nie grali… Rozczarowanie pamiętam lepiej, niż zapewne pamiętałabym spektakl.

    Druga podróż to cztery czy pięć lat wstecz, za to prawdopodobnie powtórzyłabym ją kilkukrotnie.
    Do krakowskiej Bagateli, na „Hamleta” na scenie na Sarego. Tam już byłam, pod koniec okresu wystawiania tej sztuki. Dla mnie najwspanialszy Hamlet, najlepszy Szekspir i najlepszy spektakl ze wszystkich, które widziałam w życiu.

    I ostatnia, do Teatru Starego, z czasów liceum, na „Szewców” z Jerzym Trelą w roli Hiper robociarza. http://www.cyfrowemuzeum.stary.pl/przedstawienie/92/trzeci-akt-wedlug-%22szewcow%22/fotografie/3/1/6517
    Powtórzyłabym.
    Swoją drogą „Szewcy” są właśnie obecnie znowu w Teatrze Starym!