Ładniej mówiący Brooklyn czyli kilka słów zwierza o BAFTA

16/02/2017

Gdyby Chistian był psem wszystko miałoby sens czyli Zombie vs Zwierz vs Grey

16/02/2017

Coś za piękna ta epoka czyli więcej niż kilka słów o Belle Epoque

16/02/2017

Zwierz przyzna wam szczerze, że wcale nie miał zamiaru oglądać pierwszego odcinka nowej produkcji TVN. Był szczerze przekonany, że mimo sporej kampanii promocyjnej serial będzie kolejną rozdmuchaną produkcją z ramówki polskiej stacji. Wiele już takich było. Zwierz zmienił zdanie kiedy zorientował się, że serial ogląda w tym samym momencie jakieś trzy czwarte jego znajomych. Połowa jego tablicy na Facebooku wyrażała emocje widzów w trakcie oglądania pierwszego odcinka Belle Epoque. Takie zainteresowanie zobowiązuje.

Zacznijmy od tego, że trzeba TVNowi pogratulować. Zwierz od dawna nie widział by polski serial wzbudził tak powszechne zainteresowanie. Nawet bardzo reklamowane – Wataha, Belfer czy Pakt intrygowały mniej osób niż produkcja TVN. Co pokazuje, że mimo rosnącej grupy widzów telewizji premium wciąż śnią się nam doskonałe jakościowo produkcje w telewizjach ogólnodostępnych. Wzbudzenie zainteresowania tytułem to już jakieś osiągnięcie. Zwłaszcza, że widownia polska choć kocha produkcje krajowe to bywa też sceptyczna. Tymczasem wśród statusów na Facebooku zwierz znalazł mnóstwo takich które wskazują, że do oglądania zasiadło sporo osób które zwykle produkcji polskich nie oglądają. Niestety tu trochę pochwały się wyczerpują, bo jedno to przyciągnąć widza przed ekran telewizora, drugie to zaprezentować mu coś co go porwie, zaintryguje i sprawi, że przed tym ekranem będzie chciał zostać.

„Spójrz ku Zachodowi kochanie. Tam wyglądajmy pomysłów i inspiracji” Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

 

Teoretycznie Belle Epoque świadczy o wyczuleniu twórców na trendy światowe. Oto bowiem XIX wiek doskonale ma się w produkcjach serialowych. A zwłaszcza przełom wieku XIX i XX. Taboo, Ripper Street, Copper, Murdoch Mysteries, Penny Dreadful. Tylko, żeby wymienić kilka tytułów. Wszystkie opierają się na pewnym wyobrażonym obrazie tej epoki często wzbogacając świat przedstawiony o znane z literatury postacie, odkrycia naukowe czy elementy które dziś są codziennością a wówczas były dopiero odkrywane – jak techniki kryminalistyczne. Jednocześnie we współczesnym serialu o okresie poprzedzającym I wojnę światową (bo seriale łapią się często na długi wiek XIX) widać wyraźny trend do odchodzenia od pewnej romantycznej wizji przeszłości. Specjalizują się w tym zwłaszcza Brytyjczycy którzy lubią u siebie trochę brudu, trochę naturalizmu, trochę potarganych włosów, usmolonych twarzy i zabrudzonych chodników. Szczytowym osiągnięciem takiego serialowego naturalizmu jest Taboo gdzie wszystko jest brudne, ubłocone i trochę śmierdzi – nawet jeśli teoretycznie zapach nie przedostaje się do nozdrzy widza. Ten serialowy trend powstaje w pewnej opozycji do

wyidealizowanej, często zamkniętej w podwójnym kostiumie wizji przeszłości. To zresztą trend ogólny w kinematografii pewna fascynacja ubrudzoną, bardziej naturalistyczną przeszłością. Widać to wszędzie – jak kino próbuje ostatecznie pogrzebać te czyste wieki przeszłe które lśniły kolorem, doskonale ułożoną fryzurą i strojem z wypożyczalni.  Zwierz czasem się naśmiewa z tego trendu (w przypadku Taboo twórcy postanowili, że wszystko będzie takie straszliwie naturalistyczne i ciemne – prawie nic nie było widać na ekranie) ale w sumie dowodzi on dojrzewania widzów do takiej nieco mniej miłej dla oka filmowej przeszłości.

Zwierz jeszcze nie wie co do serialu wniesie Cielecka ale chyba nawet ona nie jest w stanie zatuszować faktu, że ta serialowa wygładzona przeszłość to już w tym momencie straszna ramotka Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

 

Niestety ten trend do TVNu nie dotarł. Twórcy załapali że jak detektywistyczne opowieści i XIX wieku to dobrze ale tu mniej więcej skończyło się rozumienie co odpowiada za sukces osadzonych w przeszłości seriali. Tym co najbardziej szkodzi Belle Epoque jest przede wszystkim strona realizacyjna. Mamy więc ulicę pełną ludzi w kostiumach  i bohaterów, także w kostiumach. Widać to na pierwszy rzut oka – wszyscy są tacy śliczni, wszystkie mankiety takie czyste, twarze takie umyte a spódnice prostytutek to chyba nigdy nie tknęły błota. Co prawda rozsypano pod stopami głównego bohatera trochę siana by nie chodził po wysprzątanym chodniku ale wszystko jest takie strasznie suche i czyste, że widz który dopiero co wygrzebał się z błota Taboo ma wrażenie, że w Krakowie służby oczyszczania miasta działały fenomenalnie. Cała ta czystość spotyka się też z takimi ślicznie przygotowanymi szyldami i elewacjami budynków. Lśni to wszystko jak tylko może.  I jasne – tak wyglądają dekoracje, nawet te drogie. Sztuczką filmowców jest tą nowość i sztuczność ukryć, takiego światła użyć, tak kamerę skierować by widz nie dostrzegł, że to wszystko takie sztuczne i nowe. Niestety wydaje się, że twórcy byli nieco zbyt dumni ze swoich możliwości i postanowili pokazać nam wszystko w doskonałym świetle. I kilka razy – zwierz nie do końca rozumie dlaczego w serialu jest kilka identycznych scen z bohaterem niosącym marynarski worek na plecach. Może podejrzewać tylko dwa powody – pierwszy – chęć pochwalenia się dekoracjami, drugi – chęć pochwalenia się nabyciem worka żeglarskiego. Zwierz który całe życie chciał mieć worek żeglarski stawa na bramkę numer dwa.

Naprawdę nie wystarczy zajumać kapelusz Toma Hardy’ego by od razu równać się z BBC

 

No dobrze – powiecie – ale nawet w marnych dekoracjach i w czystych sukniach może rozegrać niezły dramat. Teoretycznie tak. Z drugiej strony – trudno rozegrać dobrą historię kiedy ma się taki chaos twórczy. Weźmy muzykę. Postanowiono że będzie współczesna. To akurat też pewien popularny trend – współczesna muzyka jakoś zaskakująco dobrze potrafi się zgrać z XIX wiecznym mrokiem. Co prawda tu mroku nie ma ale pomysł na dogonienie zachodu jest. Gdzie problem? Oto bohater wchodzi przy dźwiękach ponurej współczesnej ballady a jego pochód jest przerywany obrazem dzieci bawiących się w parku. Piosenka leci, dzieci się bawią, pan idzie, pod koniec sceny znajduje się głowa martwej kobiety. Na papierze brzmi to nieźle – przedstawienie bohatera i sprawy plus nawiązanie do trendów światowych jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową. Gorzej jednak z tym co widzimy na ekranie. Rytm kroków nie zgrywa się z rytmem utworu. Sposób kręcenia i cięcia scen nie zgrywa się atmosferą muzyki. Sami twórcy nie umieją jej odpowiednio dodać i skomponować. Ostatecznie wygląda to tak jakby ktoś nakręcił dwie sceny, skleił ze sobą i dodał muzykę. Wszystko tu jest osobne co sprawia, że zamiast dobrej sceny dostajemy dziesięć nieudanych pomysłów w jednej minucie. No nie tak się to robi. Zresztą też pewnym problemem jest czołówka która robi z jednej strony coś nowoczesnego (współczesny utwór do XIX wiecznych grafik) z drugiej coś niesłychanie wręcz archaicznego – pokazuje nam sceny z odcinków które dopiero nadejdą. Coś czego nie robi się w serialach od dobrych dwudziestu lat. Niechby tylko twórcy rzucili okiem na czołówki seriali zachodnich (tu zżynali nieudolnie z Ripper Street) i zobaczyliby rzeczy dużo krótsze, lepsze i bardziej symboliczne.

Kochani zebrałem was tu dziś aby dokonać ekspozycji akcji. Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

 

Problem stanowi też niestety sama historia. A właściwie nie historia. Nie możemy się skarżyć że powrót syna marnotrawnego do domu po zabójstwie jednego z rodziców to sztampa bo nie dalej jak miesiąc temu dokładnie taki sam schemat zaproponowało nam Taboo z Tomem Hardym (zresztą panów aktorów grających główne role w obu serialach łączy podobny zarost i cylinder, różni – brak umiejętności chrząkania u Małaszyńskiego). Nawet pomysł by nasz bohater wykazywał się zdolnościami detektywistycznymi nie jest szczególnie nowy (był taki pan o inicjałach SH któremu to również dobrze wychodziło). Jednak pewne schematy nie muszą oznaczać niczego złego, w końcu sami oglądaliśmy nie jeden serial detektywistyczny oparty na podobnych pomysłach. Co prawda zwierz poczuł się nieco nieswojo kiedy bohater nasz wszedł do laboratorium lekarskiego (świeżo otwartego) tuż obok posterunku policji bo miał wrażenie, że to już akurat jest taki pomysł co grozi telefonem od BBC (niemal idealnie identyczny układ mieliśmy w Ripper Street) no ale załóżmy że tego też Brytyjczycy nie wymyślili pierwsi. Odrzućmy więc na bok wszelkie nasze zażalenia odnośnie wtórności. Uznajmy, że takie koszmarne myśli kołaczą się po głowach jedynie tym którzy recytują z pamięci katalog seriali brytyjskich.

Bardzo kochamy nasze dekoracje dlatego dbamy by np. taki szyld to musi być szliczniusi Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

 

Otóż historia zawodzi dlatego, że przynajmniej w tym pierwszym odcinku, podana jest w sposób bardzo nieporadny. Jeden z pierwszych przykładów jaki przychodzi do głowy. Kiedy widzimy bohatera spacerującego po dekoracjach napis informuje nas że spędził dziesięć lat poza miastem. Chwilę potem mamy dialog gdzie ktoś oświadcza „Ach był pan dziesięć lat poza miastem”. Skoro mamy taki dialog- w który wpleciona jest informacja po co podawać ją widzowi w napisach? Napisach które właściwie nie powinny pojawiać się w produkcjach zbyt często bo za bardzo informują, że to fikcja. Kiedy twórcy chcą naprowadzić bohatera na trop męczennic to fundują nam długą bardzo teatralną w układzie scenę z księdzem. Zresztą gdzie by się nasz bohater nie pojawił dostaje mniej więcej taką samą statyczną scenę wymiany informacji. Można dojść do wniosku, że zna wszystkich w Krakowie. Jednocześnie produkcja pełna jest dialogów które poruszają serce zwierza. Ot jeden z nich – nasz bohater na tropie tłumaczy swoją teorię inspektorowi policji (nie za bardzo mu przychylnemu). Zwierz zacytuje

Bohater: Proszę mi dać akta morderstw i zaginięć z ostatniego roku

Inspektor: A kim pan jest

Bohater: Nikim

(tu następuje dramatyczne wyjście bohatera. Za bohaterem podąża sens tak napisanego dialogu z pytaniem dlaczego go nie uwzględniono.)

Oczywiście zaraz się okaże że Inspektor akta przekaże. Ale cała ta scena nie ma sensu. Nasz bohater rzeczywiście jest nikim. Wprowadzenie takiej sytuacji – ktoś prowadzi prywatne śledztwo, więc czemu miałby dostać akta, to doskonały początek dla wątku, który pojawi się w finale – zaoferowania naszemu bohaterowi pracy w policji. Jeśli jednak ta wymiana zdań miałby czemukolwiek służyć musiałaby być nieco dłuższa albo wprowadzać jakiś większy konflikt. Tak jest niezamierzenie śmieszna, jakby bohater dopiero zdał sobie sprawę, że w sumie nie ma prawa do akt i całe to jego śledztwo do niczego go nie uprawnia. Takich dialogów jest w tym jednym odcinku sporo – na tyle dużo, że zwierz nie raz zastanawiał się po co w ogóle w serialu dana scena.

Małaszyński nie należy do grona aktorów z magiczną brodą która sprawia że grają lepiej. Tatuaż jak z drugorzędnego studia też nie pomaga. No i skórzane rzemyki jakoś nie robią roboty. Jak żyć. Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

 

Są w produkcji też momenty komiczne. Ot bohater uprawia dzikie seksy z prostytutką. Ponieważ to TVN to nie dość że ona nie całkowicie naga to i on jako żywo ma na sobie gacie. To znaczy można  się trochę pogimnastykować ale naprawdę po co się tak męczyć. Druga spawa to kwestia imienia i nazwiska bohatera. Nasz pan detektyw z przypadku nazywa się Jan Edigey-Korycki. Twórcy wydają się być absolutnie zakochani w tym że ich bohater ma podwójne nazwisko w tym jedno obco brzmiące. Nie tylko każą mu wyjaśnić jego pochodzenie w najbardziej żenującej ekspozycji (bohater niby przypadkiem dokładnie tłumaczy skąd się wzięło) to jeszcze powtarzają je z lubością. Gdyby pić ilekroć pada z ekranu nazwisko bohatera to ta notka by nie powstała. A musicie wiedzieć że nawet mocno wstawiony zwierz potrafi pisać notki. Tylko kompletnie nieprzytomnie pijany zwierz trzyma się z dala od klawiatury. Ta miłość do nazwiska bohatera ma w sobie coś cudnie zaściankowego. Takie przekonanie, że gdyby bohater nazywał się po prostu Korycki byłby dziesięć razy mniej interesujący. I choć można by pochwalić twórców za nawiązanie do realnej postaci autora powieści , to jednak tak machają tym nazwiskiem przed nosem że cały urok gdzieś niknie. W serialu dzieje się też coś koszmarnego z dźwiękiem. Twórcy chcieli podrzucić nam dialogi i kwestie z tła ale wyszło tak że widz słyszy że to napisane dla statystów i aktorów trzeciego planu kwestie. Ukochanym elementem potencjalnie komediowym jest scena pojedynku gdzie strzelają się dwaj panowie ze sprawdzonych pistoletów pojedynkowych, ale jeden z nich ginie zastrzelony przez skrytobójcę. Problem w tym, że nawet pod koniec XIX wieku bez trudu odróżniano kulę z pistoletu od kuli ze strzelby. Tak więc w ogóle dramatu bohatera nie powinno być. Podobnie jak młodziutkiej dziewczyny jeżdżącej w spodniach na rowerze po Krakowie. Twórcy uznali, że skoro coś istniało w roku 1908 to można to dorzucić do fabuły.  Co prawda zwierz porzucił tropienie bezsensów historycznych (bo nie robi tego w wielu serialach- niczym innym by się nie zajmował. I to nie tylko w Polsce) ale denerwuje go źle prowadzona akcja. Bo tak wykreowana bohaterka nie jest wiarygodna.

W serialu mamy kobietę która po studiach w Paryżu pracuje jako laborantka przy naszym dzielnym lekarzu od spraw kryminalnych. Zwierz czeka zaintrygowany czy serial który zdecydował się na taką postać zdecyduje się jeszcze pokazać ile byłoby uprzedzeń w odnoszeniu się do takiej bohaterki. Jak na razie wszyscy są zaskakująco OK z kobietą lekarzem czy kobietą laborantką. Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

 

Oczywiście w każdym serialu należy zwrócić uwagę na aktorów. Małaszyński przez cały odcinek chyba nie jest w stanie otrząsnąć się z szoku jaki wywołała w nim jego fryzura w pierwszych scenach. Serio ta peruka to zbrodnia na ludzkości, włosach i perukach na całym świecie. Problem z Małaszyńskim jest taki, że on w tym serialu chodzi, mówi, pyta ale przede wszystkim strasznie gra. To znaczy ani przez moment nie widzi się na ekranie bohatera tylko aktora który dostał rolę bohatera. Lepiej sprawdza się plan drugi. Olaf Lubaszenko wydaje się zachwycony swoją rolą zgorzkniałego Inspektora, choć zwierz ma takie wrażenie, że to byłaby idealna rola dla Jerzego Sthura. Niezły choć trochę blady jest Eryk Lubos, który chyba został obsadzony wbrew aktorskim warunkom. Tu ma być taki biedny i drugoplanowy a widać że wszystko się w nim wyrywa do zagrania jakiejś pewnej siebie pierwszoplanowej postaci. Zresztą o ile byłoby lepiej gdyby to on grał bohatera a nie Małaszyński. Choć wtedy naprawdę BBC mogłoby poprosić o zwrot scenariuszy do Ripper Street. Zwierz nie wie jeszcze jak gra Cielecka – to dobra aktorka może się jej talent przebije przez ten koszmar drewnianych dialogów. Ogólnie aktorsko ten serial ma potencjał (może poza nieszczęsnym Małaszyńskim) tylko aktorzy nie za bardzo mają co grać. Jest w tym jakaś sztuczność, teatralność i ani odrobiny takiego luzu który pojawia się wtedy kiedy widz przestaje widzieć aktorów a zaczyna bohaterów.

Jak na razie największym problemem serialu jest światło. Jakby twórcy chcieli mieć absolutną pewność że u nich będzie więcej światła niż w Taboo. Więc jest światło za dwa seriale na raz.

 

Zwierz obejrzy jeszcze jeden odcinek bo jest ciekawy co do serialu wniesie Cielecka i pogłębienie tego osobistego wątku z życia bohatera. Jednocześnie jest zwierz ciekaw jaki będzie ten Kraków. Bo chwilowo bawimy się znów w tą piękną przeszłość gdzie co prawda są prostytutki ale wszyscy bohaterowie pochodzą z dobrych zamożnych domów. Gdzie praczki, pomywaczki i służące pojawiają się chwilowo tylko jako ofiary. Zwierz jest niesłychanie ciekaw czy w końcu klasy niższe naprawdę pojawią się na ekranie, czy będą miały emocje, czy będą tylko mówiły drewniane kwestie i wychodziły. Czy pojawi się żydowska ludność Krakowa – jak najbardziej wówczas obecna w życiu miasta.  Czy w ogóle będzie to film o Krakowie polskim czy o Krakowie Cesarsko-Królewskim. Czy będzie to – jak wspominane kilka razy Ripper Street – połączenie serialu kryminalnego z przyglądaniem się nieco zapomnianym grupom społecznym, czy też będzie to serial detektywistyczny gdzie jest ładnie a wszyscy mieszkańcy miasta to dobrzy katolicy. Stąd też zwierz ma zamiar jeszcze na dwa, trzy odcinki przy serialu zostać.  Jednak obawia się, że mimo szumnych zapowiedzi skończy się tak jak zwykle. Na produkcji, która bardzo chciałaby reprezentować europejski poziom i tak strasznie go reprezentować nie potrafi.

Zwierza intryguje pytanie jaki będzie ten serialowy Kraków. Czy dotknie czegoś choć trochę prawdziwego czy będzie to miasto gdzie nawet prostytutki mają czystą bieliznę Fot. TVN/Mirosław Sosnowski

 

Na koniec zwierza naszła smutna refleksja że to przecież nie jest tak, że my nie potrafimy jako naród. Pierwszy z brzegu przykład jaki przyszedł zwierzowi do głowy to ekranizacja Nocy i Dni. Jakiż to był realizacyjnie fantastyczny serial.  Jak miało być biedno i brudno to było, jak mieli być chłopi na polu to byli, jak się dworek miał rozwalać to człowiek niemal czuł zapach pleśni. Stroje były ładne ale nie przesadnie nowe, aktorzy grali. Jasne scenariusz był wyjściowo nieco lepszy niż cokolwiek co ostatnio napisali polscy scenarzyści ale nadal – umieliśmy. Umieliśmy tak jak dziś czasem na zachodzie nie umieją. Co się stało? Czyżby wraz z upadkiem ustroju słusznie minionego zwiał gdzieś duch dobrze zrealizowanego polskiego filmu czy serialu kostiumowego? Przykład filmowej Trylogii by to potwierdzał. Od realizacyjnego arcydzieła (nie bójmy się tego słowa) jakim był Potop do boleśnie przaśnego miejscami Ogniem i Mieczem. Może to choroba produkcji kapitalistycznej gdzie pierwsze skrzypce gra producent a producent chce mieć ładnie. I zachodnio. I tak biedny serial TVN zamiast stworzyć własną osobowość musi stawać w szranki z takim Taboo czy Ripper Street – nawet producenci do takich porównań zachęcają – i ostatecznie okazuje się, że musi w tym starciu polec. Bo ani kasa nie ta, ani tradycja nie ta ni scenariusz nie ten. Problem w tym, że dziś państwo polskie chętnie na serial historyczny da pod warunkiem, że będzie o II wojnie światowej bo wszak innej historii nie ma. No ale to jest temat na zupełnie inną notkę. Zaś jak na razie Belle Epoque trafia na tą półkę na której leżą seriale które próbują podrabiać to co zachodnie. I nie chodzi o to, że są złe. Chodzi o to okropne poczucie dyskomfortu jakie się czuje na ich widok. Jak w przypadku każdej podróbki, nie dość że to niezbyt ładne to jeszcze przypomina o ile lepiej wygląda oryginał.

Ps: Zwierz może narzeka na serial ale trzeba powiedzieć że TVN ma jednak dobry system dystrybucji z tym Playerem. Móc obejrzeć serial zaraz po emisji, w niezłej jakości za darmo. I kolejny odcinek po niewielkiej opłacie (zwierz nie uiścił bo jednak nie przesadzajmy) to standard przyjemnie europejski.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Słaby, bardzo słaby pierwszy odcinek. Spodziewałam się efektu wow, dostałam obuchem w głowę. Szkoda. Taboo może i jest brudne i mroczne, do przesady, ale przynajmniej jakieś jest. Tu ani teatralnie ani filmowo. Szkoda dobrych aktorów na ten marny scenariusz… :(

  • Ola Stankiewicz

    Jeszcze nie widziałam, ale jeśli jest tak jak Zwierz pisze to wielka szkoda, bo rzeczywiście kampania promocyjna była tak wielka , że mimo wszystko rozbudziła oczekiwania.

    P.S. Czy przypadkiem akurat serial Taboo to nie okres o 100 lat wcześniejszy, to jest przełom XVIII i XIX?

    • zpopk

      To znaczy tak, tam jest wieku XIX początek tu wydłużony koniec nie mniej można sobie pozwolić na porównania w sposobie wizualnego pokazywania przeszłości

  • Daliśmy mu szansę – mój mąż usnął gdzieś w połowie, a ja wytrwałam do drugiej przerwy reklamowej i już na TVN nie wróciłam… No słabe to było bardzo – drewniane aktorstwo, fatalne dialogi, odwieczny problem polskich produkcji z dźwiękiem (nie rozumiałam połowy kwestii wypowiadanych przez bohaterów), dziwne urywane ujęcia i zupełnie niewciągająca historia… Chyba sobie odpuścimy kolejne odcinki :/

  • Bazyl

    Dosłownie 20 sekund zajęło mi podjęcie decyzji o nieoglądaniu BE. Wpadłem przypadkiem już w trakcie, obejrzałem scenę łóżkową filmowaną jakby to był klip MTV z lat 80 i przeskoczyłem kanał wyżej :P

  • JoannaMalak

    Ja też jestem mega rozczarowana pierwszym odcinkiem.

    Na marginesie chciałam jednak zapytać, dlaczego autorka bloga (który merytorycznie jest BARDZO fajny), niemal całkowicie pomija w nim interpunkcję. Jeśli jest to zabieg świadomy, to chciałam powiedzieć, że dla wielu osób jest to dość irytujące i niezrozumiałe. Pisanie w trzeciej osobie też mnie nie zachwyca, ale o tym innym razem :) Teraz zwracam się więc z gorącą prośbą o powrót do używania przecinków….

    • Paweł Małaszyński
      • gilraena_made

        0.o

    • Joanna

      Hmm.. Dość irytujące i niezrozumiałe według mnie, jest pisanie takich komentarzy. Serio! Nie zachwyca mnie. Zwracam się z gorącą prośbą o czytanie bloga ze zrozumieniem. Co najmniej!

    • Ania wild

      Ty tu chyba nowa, co? ;) Przeczytaj sekcję Przecinki ;)

    • Marta Szał

      Skoro już wiesz, gdzie podziały się przecinki, to ja chciałabym zapytać, gdzie podział się Twój takt? 😊 Nie można wejść do kogoś do domu i poprosić, by przemalował ściany na żółto, bo Ty tak chcesz, czyż nie? 😉

    • Joanna Szlachtewicz

      Troche Pania okopali. przykro mi. z tym, ze czy naprawde trzeba sie dzielic zawsze tym naszym polskim krytycyzmem?
      „fajny blog, ale….”
      z drugiej strony – rozumiem Pani uczucia, gdyz ciezko czyta sie tekst, w którym kazdy blad ortograficzny uderza w nos i odwraca uwage od tego co zostalo napisane.
      takze nie wiedzialam, ze autorka ma dysortografie.
      ja, na ten przyklad, nie uzywam polskich liter [bo stara jestem i to jeszcze zasiedzialosc z czasow, kiedy byly te tam rozne klawiatury i u odbiorcy zamiast slicznego o z kreska mogly sie pojawic krzaki – ciezko to wyplenic].
      no i przecinki… przecinki sa najgorsze. naprawde. kazde dyktando moga polozyc. przynajmniej w polskiej ortografi.
      przecinki to zlo. fajnie, ze choc ktos o tych przecinkach od czasu do czasu moze zapomniec :D

  • Maria Mor

    Ja wiedziałam, że tak będzie, aha-aha.

    TVN jakoś nie potrafi pokonać bariery „hiperestetyki” w swoich serialach. Już TVP lepiej to wychodzi.

    Jeden plus: w BE przynajmniej nie mogą szczuć typowym dla nich wszędobylskim product placementem :D

  • Ginny

    Dialog w sprawie akt mnie zachwycił.

  • i_am_keyser_soze

    Kurtka, a już chciałem dać im szansę.

  • wazon32

    No i masz, jeszcze jedno rozczarowanie. Chciałam oglądać ten serial, ale wolę sobie popisać, poczytać , albo upiec biszkopt. Ale ciekawa rzecz z tym workiem żeglarskim, znam zwierza osobiście i nie wiedziałam, że o nim marzy. Kupiłabym go zwierzowi np na Gwiazdkę. Poza tym nigdy też nie widziałam zwierza tak pijanego, żeby nie mógł usiąść do klawiatury, obawiam się, że to czcze przechwałki ( a’ propos ,czy istnieje inne słowo, nie łączące się ze słowem „czcze”, które zaczyna się na dwa ‚cz’? ).
    A co do tego, że pan NIKT przekracza swoje kompetencje, to doprawdy żadne dziwo. Może mi nie uwierzycie, ale już się jakby z tym zjawiskiem stykałam.

    • Dominika Janiszewska

      Jeszcze jest „czczić” oraz „czczyca” ;)

    • Dominika Janiszewska

      Jeszcze jest „czczony/czczenie” oraz „czczyca” :)

  • fox

    nie wiem czy wynika to z problemów z pamięcią (co jest bardzo prawdopodobne) ale to „nikim” w dialogu o aktach wzięłam bardziej jako „jestem nikim. damn. nie muszą mi wyświadczać żadnych przysług. i’m out.” i fakt, jedną z głównych myśli przy oglądaniu to „o jak jasno, jak czysto” – może zamiast chwalić się wypożyczanymi strojami mogli zrobić swoje i dodać realizmu. tak wszystko wygląda jak dekoracja teatralna. scena seksu była w najlepszym razie zabawna ;) szczególnie z akompaniującą muzyką. liczę też na więcej scen pomiędzy Janem i Draco Malfoyem. boli trochę że jako kraj mamy mnóstwo utalentowanych twórców i aktorów i nie potrafimy tego wykorzystać. owszem, wielu wyjechało za granicę ale zamiast ufać ludziom, którzy jak widać nie potrafili do tej pory przyciągnąć widzów daliby szansę młodym twórcom którzy istnieją w popkulturze na zupełnie innych warunkach. zagraniczne seriale to dla większości codzienność i wiedza o tym jak dotrzeć do ‚jakości’ znajduje się w małym palcu. na nasze warunki moglibyśmy stworzyć co a la daredevil. vigilante w warszawie? jakby dobrze zrealizować to dlaczego nie, a byłoby (dla nas) dosyć świeże. ale cóż, musiałoby być trochę ciemniej i brudniej. ale dałoby się zrobić. (ale się rozpisałam omg, miłego popołudnia zwierzu)

    • Gizmo

      Och, to świetny pomysł! Bardzo chciałabym zobaczyć vigilante w którymś z większych polskich miast (Warszawa niekoniecznie, choć też może być), szczególnie gdyby w takim serialu poruszono nie tylko kwestie bezprawnej walki ze złem, ale też np kwestię braku odpowiednika słowa „vigilante” w języku polskim… :-D Normalnie widzę oczami duszy mojej, jak bohater szuka wśród polskich słów takiego, które najlepiej oddaje charakter jego zakulisowych działań albo próbuje takie słowo stworzyć :-D.

  • KaaVa

    Siedziałam i oglądałam, nie mogąc uwierzyć w to co widzę. Tyle pieniędzy wydali na kostiumy i dekoracje, więc już nie starczyło na scenariusz? I jakiegoś redaktora, co by z czerwonym długopisem po nim przeleciał, przeprawiając dialogi żeby choć brzmiały jakby na ekranie porozumiewały się ze sobą istoty ludzie, a nie kartonowe kukły? I jeszcze cały czas liczyłam, ze jego matkę może zabił kto inny, bo potencjalnie największą intrygę serialu rozwiązać w przeciągu 40 minut? Po co? Sens by to miało, jakby rozwiązał zagadkę zabitych służących, a śmierć jego matki zostawiono na koniec sezonu, jako spoiwo fabuły. A tak, sprawa rozwiązana, dziękuję, dobranoc, możesz pan dwojga nazwisk wracać skąd przybyłeś. A co do gry – moim nr 1 był ksiądz – jego kwestie brzmiały jak czytane z promptera. Nikt się nie popisał, ale jego pokaz był na miarę gwiazd „Trudnych spraw”.

    • Michał

      Tempo akcji skojrzyło mi się z Kryminalnymi. Bieganina, skoki, bijatyki i pościgi. A rozwiązanie tajemnicy morderstwa? W ciągu kilku błyskotliwych wypowiedzi głównego bohatera… no litości! Myślałem, że to będzie jakaś dłuższa zagadka prowadzona przez cały sezon, tymczasem dostaliśmy tani serial sensacyjny z kukiełkowym aktorstwem. A te bon moty księdza! Mistrzostwo! :D

  • Gizmo

    Ja tylko się nieśmiało odezwę w sprawie Jerzego Edigeya: on nie pisał tylko powieści „milicyjnych”, ale popełnił też co najmniej kilka kryminalnych powieści dla młodzieży, których akcja dzieje się w starożytności. Osobiście czytałam i posiadam dwie, z których śmiało mogę polecić głównie Strzałę z Elamu – naprawdę dobra książka, chętnie do niej wracam, nie tylko dla wątku kryminalnego zresztą.

  • Ola

    Jakie to było złe. Naprawdę. Groteskowe wręcz. Niezależnie od porównań z Tabu, Peaky Blinders czy innymi serialami kostiumowymi/ kryminalnymi. Jak oglądanie baaaaardzo słabego teatru telewizji w błyszczących dekoracjach. Deklamacje wygłaszane z drewnianą twarzą przez Małaszyńskiego i spółkę. Koszmarne dialogi. Słaba intryga byłaby do zniesienia, gdyby postaci były ciekawe. Nie są. Albo gdyby chociaż była odrobina humoru. Nie ma. I te niedoróbki: w scenie na cmentarzu widzimy wiosnę, drzewa w liściach, ale z okien biura syna-utracjusza widzimy drzewa jesienne – całkowicie pozbawione liści. Komisarz Jelinek wchodzi do laboratorium i mówi, że jest ściągany po nocy, ale za oknem jasno – czy w Krakowie na początku wieku były noce polarne?

  • Natalia Szcześniak

    Kiedy włączyłam wczoraj tvn mniej wiecej w połowie odcinka tego serialu poczułam się jakbym była na zajęciach z „historii teatru”. Kostiumy, scenografia, gra aktorska, wszystko jak z drogiego i widowiskowego przedstawienia teatralnego. I o ile przedstawienia są super jak się je ogląda na żywo, to nagrane na wideo i odtworzone stają się niestrawne.
    Obejrzałam bardzo mały wycinek tego serialu i mam wrażenie, że zadbano żeby wszystkie dekoracje były „z epoki” tylko nikt nie wiedział jaka to ma być epoka.

  • Kayleigh90

    Obejrzałam. Okropnie przereklamowane. Malaszynski wygląda jak hipster albo jak ktoś, kto idzie na bal kostiumowy w stylu XIX wieku, a nie jak bohater serialu z XIX wieku. Dźwięk to tragedia, połowy dialogów nie rozumiałam. No i fabuła – z wątku śmierci matki można zrobić fabułę na cały sezon, a jak to ma mnie zachęcić do dalszego oglądania? Nuda, panie. Szkoda, bo filmy potrafimy robić genialne, a z serialami nam nie wychodzi.

  • Sylwia

    Styl i edycja tekstu woła o pomstę do nieba… Ledwo przebrnęłam i to tylko dlatego, że temat jest ciekawy i lubię recenzje.

  • Joanna Szlachtewicz

    scena z aktami – pyszna.
    moj maz doslownie powiedzial kwestie przed Malaszynskim. no bo doprawdy, kimze on jest, zeby rzadac akt, tak z lokcia i z polobrotu :D
    tylko szkoda, ze mu te akta jednak dali. ehhhh…
    moim zdaniem najfajniejsza postacia tutaj byl kolega laborant. ah, jaki dziwny i spiety. jedyny aktor, ktory byl w roli, tak btw.
    reszta bardzo nieumiejetnie odgrywala swoje postaci, szkoda, ze nawet oni w nie nie uwierzyli.

  • Beata Płuciennik

    Co do nazwiska- może autorzy książki i scenariusza chcieli powtórzyć sukces porucznika Borewicza… ;)
    (Jerzy Edigey-Korycki był autorem scenariusza „07 zgłoś się” :)

  • Dawno nie widziałam tak nachalnej ekspozycji. Powtarzanie nazwiska głównego bohatera to tylko wierzchołek góry lodowej.

  • Lola

    Pierwszy odcinek mi się podobał. W drugim zostały przedstawione reymontowskie klimaty ( chłopi, zagroda ) i mnie nie wciągnął. Chyba czegoś rzeczywiście brakuje temu serialowi. Nie wiem czy to kwestia zdjęc, czy reżyserii. Bo przecież za dialogi odpowiada Bukowski, Marek.

  • Marysia Krupka

    Kraków dlatego taki ładny, bo to nie Kraków, a Los Angeles w przebraniu, bo jak wiadomo LA ma bajecznie cudowne światło przez 300 dni w roku.