Porzućcie Sparrowa i płyńcie dalej czyli Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

09/06/2017

Are you my Mummy? czyli zwierz o Mumii

09/06/2017

Ale to nie tak! czyli o anachronizmach w filmach słów kilka

09/06/2017

Po krótkiej przerwie (zwierz ma wrażenie, że nie pisał dla was od miesięcy a nie było go jeden dzień!) wracamy z postem, który chodził zwierzowi od pewnego czasu po głowie. Porozmawiamy o anachronizmach. Czyli o takim elemencie filmowego świata przedstawionego, który sprawia że chcemy rwać włosy z głowy… choć niekoniecznie.

Czym jest anachronizm? Elementem świata przedstawionego (w filmie, serialu czy książce historycznej) który nie pasuje do danych czasów. Zwykle jest wynikiem albo niedbałości twórców, albo złego wyobrażenia o tym co w danej epoce mogło się pojawić. W świecie filmu anachronizmy służą też potwierdzeniu pewnej wizji przeszłości jaką mają widzowie. Anachronizmy możemy podzielić na takie, które od razu przykuwają uwagę widza i na te które wymagają pewnej historycznej wiedzy. I tak ktoś kto oglądał Robin Hood: Książe Złodziei z Kevinem Costnerem raczej nie miał trudności by stwierdzić, że stroje, wynalazki czy elementy uzbrojenia pochodzą z różnych epok i całość to taki – trochę bajkowy misz-masz. Na drugim końcu skali mamy np. film Super 8, który ma się rozgrywać w 1979 roku a bohaterowie bawią się kostką Rubika która weszła na rynek zabawek dopiero w 1980 roku. Powiedzmy sobie szczerze – nie każdy na widowni wyłapie ten błąd.

Są filmy w których nic się nie zgadza ale nikomu to nie przeszkadza bo wiemy, że nikt nie chciał nam tak naprawdę pokazać historii prawdziwej

Anachronizmy potrafią być dość zabawne- zwłaszcza wtedy kiedy serial czy film zapewnia widzów że wszystkie elementy zostały przygotowane z największą pieczołowitością. Ulubionym przykładem anachronizmu na który większość osób nie zwróci uwagi a który wyprowadził zwierza zupełnie z równowagi było korzystanie przez Lady Mary z elektrycznej lokówki w 1917 roku. Jak sami rozumiecie – znalezienie roku w którym lokówki weszły do użycia wymagało nawet od zwierza pewnego researchu ale strasznie to zwierza zirytowało (pod wpisem znajdziecie dyskusję że to było potencjalnie możliwe, choć doskonale pamiętam dyskusje wskazujące że nie było to możliwe. W każdym razie pamiętam że to nie była kwestia prosta). właśnie dlatego, że serial miał być bardzo spójny historycznie. Zresztą warto tu dodać, że najczęściej anachronizmy pojawiają się właśnie tak na drugim planie – ktoś stoi pod budynkiem, którego w danym roku jeszcze nie było (jak w Bitwie Warszawskiej gdzie bohaterowie w 1920 roku przejeżdżają pod Domem bez Kantów wzniesionym w latach trzydziestych), mają na sobie nie pasujący do epoki strój (najczęściej przywoływanym przykładem jest kilt Mela Gibsona w Bravehart – wyprzedzający o kilka stuleci pojawienie się kiltów jako elementu szkockiego stroju) czy broń którą wyprodukowano jakiś czas później. Co ciekawe anachronizmy nie muszą pojawiać się zawsze w produkcjach dotyczących dalekiej przeszłości – w Internecie można znaleźć cały spis tego typu błędów w filmach takich jak Word Trade Center (który powstał zaledwie pięć lat po wydarzeniach z Nowego Jorku) czy Social Network (też nakręcony tylko kilka lat po powstaniu Facebooka).

Są w filmy w których nic się nie zgadza i przeszkadza to nam głównie dlatego, że twórcy zapewniali, że wszystko będzie zgodne z realiami

Jednak jeśli myślicie że to kolejny wpis z narzekaniami na Hollywood i jego podejście do historii to się mylicie. Tym o czym zwierz chciałby przede wszystkim dziś z wami porozmawiać, to kwestia świadomie stosowanych anachronizmów w filmach. Bo to jest zdecydowanie ciekawsze zagadnienie. Co pewien czas twórcy decydują się bowiem świadomie przełamać pewną spójność świata przedstawionego i nie oglądając się na nikogo podrzucić element z innej epoki do czasów historycznych. Taki zabieg często bywa krytykowany, a często jest zupełnie nie rozumiany. Tymczasem – to bardzo interesujący sposób gry z oczekiwaniami widowni. Weźmy np. Obłędnego Rycerza. Film rozgrywa się w bardzo konkretnej epoce – możemy bez trudu wydatować akcję filmu – sam reżyser przyznał, że produkcja rozgrywa się w czasie kilku miesięcy życia Geoffrey’a Chaucera, o których nic nie wiemy. Reżyser postanowił opowiedzieć co się wtedy działo (stąd oryginalny tytuł filmu Knight’s Tale nawiązuje do pierwszej z Opowieści Kanterberyjskich) . Brzmi to wszystko bardzo ciekawie ale część widzów była zdziwiona kiedy obserwujący zawody rycerskie tłum zaczął śpiewać piosenki Queen. Dlaczego w filmie o średniowieczu nagle współczesna muzyka? Reżyser filmu znalazł ciekawe wyjaśnienie – tłumacząc, że ponieważ w czasach w których rozgrywa się film nie było jeszcze klasycznej orkiestry to taka filmowa “pseudo średniowieczna” muzyka byłaby równym anachronizmem co piosenki rockowe. Brzmi trochę jak przekombinowany argument, choć w sumie – nie sposób odmówić mu pewnej logiki. Zdaniem zwierza – zdecydowanie lepiej sprawdza się jednak wizja, że dodanie współczesnej muzyki lepiej pozwala uświadomić widzowi, że ówcześni widzowie turniejów rycerskich zaspokajali tą samą potrzebę obserwowania cudzych popisów co dzisiejsi stadionowi kibice.

Kiedy film świadomie korzysta z anachronizmów to okazuje się, że może być dużo ciekawiej niż w udawanych filmowych realiach historycznych

Tą potrzebę przybliżenia bohaterów z przeszłości współczesnemu widzowi widać też w Marii Antoninie gdzie pomiędzy kolejnymi parami butów które kupuje sobie nowa królowa wprawne oko wypatrzy i Conversy i szpilki od Manolo Blahnika. Ta krótka przebitka na współczesność powstała przede wszystkim po to by przypomnieć współczesnemu widzowi, że zamiłowanie młodej królowej do zakupów to cecha dość współczesna, a jej zainteresowanie modą i słabość do butów charakteryzuje dziś niejedną dziewczynę, która nie musi się lękać gilotyny. Sofia Coppola kilkukrotnie broniła swojej decyzji wskazując, że jej celem nigdy nie było odtworzenie życia francuskiej królowej ale raczej pokazanie pewnej interpretacji postaci i świata który ją otaczał. Jeśli tak podejdziemy do realiów historycznych ważniejsze od tego czy Maria Antonina nosiła trampki i jadła ciastka, jest to jak sama reżyserka wyobraża sobie świat swojej bohaterki. Zresztą jakby się nad tym zastanowić, to uczciwe podejście, które od razu każe nam patrzeć na materiał filmowy jako na subiektywną interpretację losów Marii Antoniny. Zresztą to dość ciekawe zjawisko gdzie krytycy bardzo się podzielili – niektórzy wskazywali anachronizmy jako błędy, inni podkreślali, że to być może najlepsza decyzja reżyserki.

Sofia Coppola kilkukrotnie musiała tłumaczyć że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że życie Marii Antoniny nie polegało wyłącznie na kupowaniu butów i jedzeniu ciastek

Ciekawym przykładem świadomego stosowania anachronizmów przez twórcę jest Moulin Rogue. Pod względem fabuły film jest niemal idealnym odtworzeniem XIX wiecznego tragicznego romansu – na wzór Damy Kameliowej. Młody ambitny chłopak, prostytutka o złotym sercu, zawiedzione nadzieje, pieniądze rzucane pod stopy i straszliwa gruźlica. Zmienić muzykę i będzie Traviata. Gdyby opowiedzieć tą historię zgodnie z realiami epoki dostalibyśmy kolejny raz dokładnie to samo – pewnie nie wzbudziłoby to emocji i nie wywołało niemałego zamieszania w sercach wielu fanów. Wystarczyło jednak tylko arie zastąpić piosenkami, a wyznania miłości z minionych epok zastąpić współczesnymi fragmentami ballad i już można znów było ronić łzy. Oczywiście całość została też nakręcona niczym szalony teledysk i nikt szczególnie nie przejmował się tym czy kostiumy pasują do epoki (jak długo ładnie wyglądały i były mniej więcej dziewiętnastowieczne). Całość dla niektórych była zupełnie nie do zniesienia, ale wielu widzów odnalazło w tym ahistorycznym misz maszu  prawdziwe emocje. Luhrmann, zdaniem zwierza, wykazał się w przypadku tego filmu geniuszem. Z jednej strony rozumiejąc że pewne emocje i sytuacje należą do przeszłości (cała ta historia opowiadana współcześnie byłaby po prostu smutna a nie melodramatyczna) ale już język jakim opowiada się o uczuciach – najlepiej działa kiedy jest współczesny. I tak powstał film, który dzieli widzów – na niektórych działa, innych straszliwie irytuje.

Przeniesienie XIX wiecznego melodramatu do współczesności nie miałoby sensu. Trzeba było więc teraźniejszość wrzucić do XIX wieku (albo do początków XX bo zwierz nie pamięta dokładnie roku w którym rozgrywa się film ale na pewno przed I wojną)

Warto przypomnieć że anachronizmy niekoniecznie muszą dotyczyć strojów czy muzyki. Dobrym przykładem jest “Zakochany Szekspir”. Pod względem dekoracji, strojów czy nawet pewnych zabiegów językowych, film jest całkiem spójny. Oczywiście historycy, zwłaszcza specjalizujący się w kwestiach mody mogą w kilku miejscach zgrzytać zębami, ale film tworzy spójny obraz “czasów elżbietańskich” – miejscami lepszy niż inne produkcje. Co jest tu anachronizmem? Pokazanie świata teatru elżbietańskiego tak by jak najbardziej przypominał współczesny przemysł filmowy. William Szekspir jest w filmie sfrustrowanym scenarzystą, który chodzi do terapeuty i użera się z wymaganiami producentów. Mamy gwiazdy filmowe (grany przez Bena Afflecka bohater to przecież taka typowa mega gwiazda) i cały schemat produkcji. Oczywiście twórcy doskonale wiedzą, że to tak wtedy nie wyglądało, ale Hollywood niczego nie kocha bardziej niż opowieści o Hollywood – nawet jeśli udaje opowieść o elżbietańskim teatrze. Przy czym wydaje się że to najłatwiejszy do przyjęcia dla widzów anachronizm bo w sumie – wszyscy spodziewamy się że nawet jeśli historia ma kostium z minionej epoki to w jest współczesna – albo dostosowana do współczesnego widza.

W anachronizmach nie chodzi nawet o kwestie stroju czy czystych paznokci i zębów czasem chodzi też o istotniejsze elementy fabuły

Czasem anachronizmy mogą wydawać się zupełnie pozbawione sensu ale odgrywają istotną rolę w tym jak sam autor myśli o swoim dziele. Doskonale widać to w przypadku Caravaggia Dereka Jarmana gdzie pojawiają się elementy zupełnie współczesne (jak kalkulator, dźwięk motocykla czy sformułowania które nie pojawiłby się w ówczesnym języku). Z jednej strony – łatwo dostrzec, że twórca chciał pokazać pewne podobieństwa i różnice pomiędzy współczesnym światem sztuki a życiem malarza z epoki baroku. Dzięki temu Caravaggio nie tylko jest filmem biograficznym ale szerszym spojrzeniem na postać i rolę artysty. Ale jest jeszcze jedna, zdaniem zwierza ciekawsza (choć nie przecząca poprzedniej) interpretacja takiego posługiwania się anachronizmami. Otóż sam Caravaggio malując – zwłaszcza biblijne sceny – nie trzymał się realiów epoki którą odtwarzał na obrazach – mieszając na nich elementy sobie współczesne. Biorąc to pod uwagę anachronizmy u Jarmana nie tyle przybliżają nam sylwetkę artysty ale też w pewien sposób imitują jego styl. To zresztą doskonały przykład że świadomie używany anachronizm tylko pogłębia interpretację filmowej rzeczywistości zamiast ją spłaszczać. Warto tu jeszcze dodać, że anachronizmy często pojawiają się w filmowych adaptacjach sztuk Szekspira – jak np. Tytus Andronicus. Ponownie – możemy to z jednej strony traktować jako przeniesienie pewnych elementów języka teatru (gdzie dużo więcej wolno) do filmu ale też jako refleksję nad historycznymi realiami sztuk Szekspira. W końcu starożytność Szekspira była w jego czasach odgrywana w ramach estetyki teatru elżbietańskiego. Czyli pokazanie starożytności zgodnie z realiami historycznymi oddalałoby nas od Szekspira – zamiast przybliżać.

Filmowe anachronizmy – świadomie zastosowane przez twórców zmuszają nas do myślenia i zmiany perspektywy

No właśnie tu chyba czas zająć się najciekawszą kwestią. Dlaczego świadome stosowanie przez filmowców anachronizmów – czy to muzycznych (jak w Sherlocku Holmesie Guya Ritchiegio) czy to w strojach (jak w Django Quentina Tarantino) potrafi tak bardzo zirytować część widzów? Zdaniem zwierza problemem wcale nie jest mieszanie elementów z różnych epok historycznych. Wszak powiedzmy sobie szczerze – wszyscy wiemy, że historia w filmach nie jest prawdziwa. To co tak bardzo nas irytuje? Świadomość, że to co oglądamy jest czyjąś świadomą narracją, a świat przedstawiony tylko kreacją twórcy. Widzicie, kiedy oglądamy filmy – które są spójne stylistyczne, to świat który obserwujemy jest dla nas na jakiejś płaszczyźnie “prawdziwy”. Jeśli opowiada o czasach historycznych, to nawet jeśli robi to w sposób wyjątkowo marny (dajmy na to jak wspomniany Robin Hood) to jest wewnętrznie spójny. Kiedy pojawia się element z innego świata – to strasznie nas irytuje i często postrzegamy to za błąd. Średniowiecze Robin Hooda jest prawdziwe tak długo jak długo nikt nie wyciągnie pistoletu. Mimo, że bohaterowie posługują się teleskopem na którego wymyślenie trzeba sobie będzie jeszcze kilka stuleci poczekać.Kiedy w filmach historycznych pojawiają się elementy współczesne to już w tą historyczność opowieści nie możemy wierzyć. Świat filmu staje się od razu umowny. Jesteśmy w pełni świadomi, że nie oglądamy przeszłości, tylko czyjąś świadomą narrację o przeszłości. Wszystko staje się możliwe, a jednocześnie – cały czas wiemy, że oglądamy nie tyle przeszłość co opowieść o przeszłości. To zmienia naszą pozycję jako widza. Nie możemy sobie po prostu “uwierzyć” w  świat filmu – bo nie jest on prawdziwy (wewnętrznie) ale wykreowany.  A to oznacza, że nie tylko wszystko się może zdarzyć czy pojawić ale też że wszystko podlega interpretacji. Dla części widzów – tu właśnie zaczyna się cała zabawa – a jednocześnie – zwalnia ich to ze śledzenia wszystkich historycznych detali, kiedy wiadomo, że wszystko jest dozwolone – nie ma się czym przejmować. Są jednak widzowie, których taka postawa twórców irytuje – woleliby historię opowiedzianą w sposób spójny. W końcu aby pokazać że coś jest współczesne albo podobne do współczesności niekoniecznie trzeba wrzucać anachronizmy do filmu – można pozwolić widzowi samemu się domyślić.

W filmach Quentina Tarantino realia historyczne rzadko się zgadzają ale zdaniem zwierza – to największa zaleta tych filmów – cały czas przypominają że historia jest tu tylko kostiumem

 Zwierz nie wie do której kategorii widzów należycie – tych zirytowanych czy tych zafascynowanych. Nie zmienia to faktu, że sam zwierz uwielbia kiedy twórcy decydują się przełamują spójność świata, wrzucają coś nieoczekiwanego, przypominają mu że to tylko film a nie jakiś zapis fikcyjnej rzeczywistości (to jest trudne do zdefiniowania więc zwierz ma nadzieję że wiecie o co mu chodzi, albo znacie poprawne naukowe terminy). Przy czym do tego pogodzenia się z anachronizmami zwierz musiał jako widz dojrzeć. Kiedy po raz pierwszy widział Marię Antoninę Sofii Coppoli dorzucenie współczesnych trampek wydało mu się tanie i pozbawione sensu. Dopiero podczas trzeciego seansu zdał sobie sprawę, że dzięki tej jednej scenie nie musi oceniać historycznej wiarygodności filmu – bo nie ona odgrywa pierwsze skrzypce. Co ciekawe – to zupełnie nie działa w przypadku takich „nie zamierzonych” anachronizmów, które strasznie zwierza denerwują. Nawet nie wiecie jaki był zirytowany przez większość Wonder Woman zanim nie przyjrzał się dokładnie „zegarkowi na rękę” bohatera i nie dostrzegł, że to jednak (zgodnie z realiami) zegarek z dewizką tylko w specjalnym pasku do noszenia na ręce. A to wszystko w filmie  gdzie mamy super bohaterkę. Jak sami widzicie –  nic nie jest proste. A historia to już nigdy nie jest prosta.

Ps: Śledzący Facebooka zwierza wiedzą, że niestety książka która miała się ukazać w listopadzie jednak nie wyjdzie – wydawnictwo zrezygnowało z jej wydania (mimo, że wcześniej samo ją zamówiło). No bywa. Zwierz już pracuje nad tym jak by wam jednak książkę pokazać. A na razie dziękuję za wszystkie słowa wsparcia, rady, pocieszenia i listy. To naprawdę cudowna reakcja, której zwierz na taką skalę się nie spodziewał. Jesteście wszyscy bardzo fajni. Zwłaszcza że od wczoraj na FB jest was już 20 tys!

 

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Beatrice Morgenstern

    Przyznaję tu zwierzowi rację – w produkcjach, w których wszystko ma być super-hiper-realistyczne, anachronizmy wkurzają podwójnie. Ja uwielbiam „zamierzone” anachronizmy ze współczesności. Chyba czuję przez to, że nie wszystko jest tak aż na poważnie i że twórca filmu ma świadomość, że nie uda mi się idealnie odwzorować realiów tamtych czasów, więc puszcza oko do widza.

  • Ludzie w ogóle mają często problemy z potraktowaniem opowieści jako meta tekstu. Stąd oburzenie zakończeniem Sopranos czy Inception. Bo jak to opowieść może wskazywać, że jest tylko opowieścią, wyimaginowanym światem, który nie ma końca?

  • spirit

    o anachronizmach mógłby poczytać np. Ridley Scott, który w Alienie z 1979 r. potraktował matkę wielkimi, grubymi monitorami i starą klawiaturą, a w Prometeuszu i Przymierzu, które działy się dużo wcześniej – wrzucił współczesną technikę… i to chyba zwierz pisał tutaj przy okazji Gwiezdnych Wojen, że dwie ostatnie części (te nowe) są fajne, bo nie przeskakują „technicznie” do współczesności, tylko kontynuują przywiązanie do „starych maszyn” :)

  • wazon

    1) To paskudna sprawa. Wydawnictwo ZAMÓWIŁO tekst, podpisało umowę, tekst z POCHWAŁAMI PRZYJĘŁO, i po tygodniu wycofało się z wydania książki.Bardzo wiele lat byłam kierownikiem redakcji, ale o takim braku przyzwoitości , braku profesjonalizmu a także o podobnej arogancji pierwszy raz słyszę. Wg mnie wydawnictwo straciło twarz i powinno ponieść jakieś konsekwencje, już nie mówiąc o odszkodowaniu. Ta sprawa chyba nadaje się do zaskarżenia.
    2) Nie wiem, czy celowe anachronizmy w ogóle są anachronizmami ?
    W książkach , w prasie , w różnych artykułach pełno jest takich kwiatków, w czasie wojny ktoś rozmawiał przez komórkę, a rajstopy nosiły panie z dziewiętnastego wieku.To nawet są zabawne kwiatki, chyba że pojawiają się np w podręcznikach. Ale część gaf wybaczyłabym, w końcu trudno znaleźć np informacje, o tym, kiedy zaczęto używac maszynki do mięsa.

  • Uwielbiam świadome anachronizmy! Może poza obyczajowymi, zwłaszcza gdy te są mocno forsowane. Japończycy też lubią i właśnie dlatego lubię chińskie bajki – więc dziękuję, Zwierzu, za tę notkę, potraktuję ją trochę jako listę polecanek, bo o Caravaggiu nie słyszałam wcześniej, a Zakochanego Szekspira nigdy nie uznawałam za interesującego.
    A jeśli o książkę chodzi, jestem pewna, że znajdziesz lepsze wydawnictwo, z blackjackiem i prostytutkami – tylko pls, niech ebooka też wydadzą :<

    • Lilith

      …jako osoba, która nie ma pojęcia o procesie wydawniczym, chciałam zapytać, czy blackjack i prostytutki mają coś do rzeczy, czy tylko miały sugerować, że Zwierz będzie okropnie bogaty?

  • Magdalaena

    Mnie strasznie wkurzają obyczajowe anachronizmy, te spłaszczenia klas społecznych, nieprawdopodobna tolerancja dla gejów i inne podobne pomysły.
    I dlatego wolę czytać / oglądać fantasy, bo tam podobne rzeczy łatwiej mi przełknąć.

    • Peter Wimsey

      A ja całkowicie zmieniłam stronę. Kiedyś mnie wkurzały, ale teraz chyba po prostu za bardzo mnie wkurza to, jak pewne rzeczy wyglądały naprawdę, traktowanie kobiet czy homoseksualistów właśnie, i w większości rozrywkowych produkcji, w których przeszłość jest raczej tylko dekoracją niż samym tematem już wolę jakieś anachronicznie zachowujące się postacie niż znosić to, jak to było naprawdę i się denerwować… (Oczywiście coś mniej rozrywkowego, co powinno być realistyczne, to zupełnie inna rozmowa.)

      • Magdalaena

        Ja bym idealnie oczekiwała pokazania kobiet, które są równie inteligentne, co mężczyźni, ale gorzej traktowane. Bo jak oglądam jakiś starszy film, to strasznie się wściekam na pokazywanie kobiet jako idiotek.

  • Ten odcinek Downton Abbey to 1918, też zrobiłam risercz i wyszło mi, że w amerykańskiej prasie pierwsze elektryczne lokówki reklamowano od 1915…

    • state.edu/english/westmank/downton/curlingiron.hilton.html – żeby nie być gołosłowną.

    • Ria

      Też zaintrygowana kwestią lokówki (bo pamiętam, jak zdziwiłam się, widząc secesyjną lokówkę na gaz…) zajrzałam do internetu i znalazłam reklamę najlepszych prezentów gwiazdkowych z 1916 roku http://www.popsci.com/found-1916-ad-highlighting-hottest-gadgets-christmas#page-2.
      A w omawianym odcinku DA mowa o Kiereńskim jako szefie rządu Rosji, więc czasowo nawet by się zgadzało :-)
      Co nie zmienia faktu, że zamierzone anachronizmy to jeden z lepszych dowcipów filmowych. I pozwalają dobrze się bawić np. na steampunkowych „Trzech muszkieterach” :-)

      • zpopk

        Trzeci odcinek DA rozgrywa się nie w 1918 tylko w 1917. Przy czym pamiętam dość dobrze jak tuż po nadaniu odcinka w sieci była długa dyskusja z której jasno wynikało że wtedy w UK takiej lokówki bohaterka by nie miała. Ogólnie pamiętam że to było coś co nie umknęło uwadze widzów. Jak znajdę czas to poszukam.

        • Ria

          Zgadza się, rząd Kiereńskiego to 1917. Lokówka dostępna w USA na gwiazdkę 1916 mogła znaleźć się w rękach wnuczki Amerykanki w następnym roku, nawet w warunkach utrudnionego przez wojnę transportu (kto bogatemu odmówi przewiezienia drobiazgu dla krewnych w Anglii…). Przeglądałam te dyskusje, o których piszesz, ale większość osób wychodziła z założenia, że lokówka elektryczna to wynalazek lat 60. – co nie jest prawdą.

  • MANICURE zawsze rządzi. Niektóre średniowieczne bohaterki mają lepsze paznokcie, niż laski prosto spod pilniczka azjatyckiego mistrza. W innych przypadkach uważam, że takie elementy dodają smaczku i chyba nigdy nie zdarzyło mi się oburzyć na podobną „pomyłkę” – nawet jeśli faktycznie była pomyłką.