Gangsterzy, Dekapitator i demony czyli Stos komiksów o Non Stop Comics

14/01/2018

Zupełnie bez okazji czyli o najlepszych prezentach (plus konkurs z Collector.pl)

14/01/2018

Jedyny prawdziwy prezydent czyli co o władzy mówi nam Designated Survivor

14/01/2018

Dziś Zwierz napisze wam o serialu, który ostatnio pochłonął w całości. Chodzi o Designated Survivor. Serial  telewizji abc który w Polsce od początku można oglądać na Netflix. Zwierz jakiś czas temu koło premiery pierwszego sezonu obejrzał pierwszy odcinek i był przyjemnie zaskoczony. Potem jednak wyszło tak, że nie oglądał dalej. Aż do teraz kiedy pochłonął wszystko. I ma ciekawą obserwację – nie na temat nawet samego serialu ale na temat tego – jaką wizję władzy prezentuje.

 

Istnieje pewna amerykańska tradycja opowiadania sobie o wewnętrznych mechanizmach władzy. Jasne każdy kraj ma swoje opowieści osnute wokół ludzi u władzy, ale chyba nigdzie nie ma takiego poczucia, że przywódca państwa jest jednocześnie przywódcą wolnego świata. Popkulturalna figura prezydenta Stanów Zjednoczonych niemal zawsze opiera się na przekonaniu, że opowiada się o najważniejszym przywódcy na świecie, którego postawa powinna być wytyczną tego jak zachowuje się demokratyczny przywódca. Mieliśmy w kinie i telewizji wielu nieistniejących prezydentów – jednym z najważniejszych seriali pokazujących wewnętrzne mechanizmy działania Białego Domu było „West Wing”- na swój sposób demokratyczna fantazja o sprawowaniu władzy. Z kolei ostatnio wszyscy oglądaliśmy w napięciu „House of Cards” historię, która pokazywała ten rewers prezydentury – zamiast kreować najlepszego możliwego prezydenta, pokazywała go tylko przez pryzmat coraz bardziej odrzucających politycznych machinacji. To oczywiście dwa przeciwległe bieguny – pomiędzy nimi można rozpiąć całe spektrum mniej lub bardziej idealnych prezydentów.

 

Gdzie na tym spektrum plasuje się Tom Kirkman, bohater Designated Survivor? Zacznijmy od tego, że sam serial pozornie wydaje się czymś zupełnie innym niż ostatecznie jest. Zaczyna się bowiem od jak najbardziej sensacyjnego wątku – ktoś podłożył bombę pod Kapitol i ostatecznie z całego aparatu władzy pozostało tylko dwoje wybrani jako ci „wyznaczeni ocaleńcy” polityków. Jednym z nich jest drugorzędny minister do spraw urbanistyki Tom Kirkman który – ku swojemu zaskoczeniu – zostaje prezydentem Stanów Zjednoczonych. Początkowo wydaje się, że serial będzie szedł w kierunku teorii spiskowych i mniej lub bardziej sensacyjnych rozgrywek. Jednak te wątki szybko schodzą na drugi plan. Na pierwszym planie jest zaś nowy prezydent – który, dzięki temu że nigdy nie chciał sięgnąć po najwyższą władzę – może być ideałem polityka. Wiadomo bowiem, że największym problemem z politykami na najwyższych stanowiskach jest fakt, że chcąc po nie sięgnąć, nie tylko musieli startować w wyborach ale też – musieli tej najwyższej władzy pożądać. Tymczasem żądza władzy jest cechą która stoi w sprzeczności z ideałem osoby która ją sprawuje. To taki paradoks, który sprawia, że ludzie którzy teoretycznie byliby idealni do sprawowania najwyższych urzędów, są dlatego idealnie że nie chcą ich sprawować.

 

Kirkman nie tylko nie chciał władzy, ale też co ciekawe – twórcy serialu nie zdecydowali się nie dawać mu żadnej identyfikacji partyjnej. Jest to bowiem polityk niezależny – co prawda podejmuje decyzje raczej zgodne z poglądami demokratów, ale zarówno on, jak i znaczna reprezentacja nowych senatorów i kongresmenów – są niezależni. Ten element wydał się Zwierzowi ciekawy na tle przemian w amerykańskiej polityce jakie zaszły w ostatnich latach – zwłaszcza w okolicach wyborów prezydenckich. Wydaje się, że ta niezależność prezydenta nie jest tylko próbą zainteresowania szerszej widowni (pytanie czy widz sympatyzujący z partią republikańską chciałby śledzić serial o prezydencie demokracie – który nie jest Frankiem Underwoodem) ale też dowodem na pewne zmęczenie amerykanów dwupartyjnością, czy partyjnością w ogóle. Na całym świecie diagnozuje się obecnie zmęczenie instytucjami partii politycznych – taki bezpartyjny prezydent a właściwie niezależny, jest trochę odpowiedzią na takie marzenie o kimś spoza układu, kto przyjdzie i będzie sprawować władze zgodnie ze swoim sumieniem.

 

No właśnie, serial tak naprawdę stawia swojego bohatera przed serią testów, które pozwalają nam pokazać jaki jest jego charakter, a co za tym idzie – jaki jest charakter idealnego prezydenta. To co wysuwa się na pierwszy plan to prawdomówność – nawet wtedy kiedy nie jest ona zgodna z tym co się politycznie opłaca. Twórcy serialu przekonują  – prawdomówny prezydent zyskałby większe poparcie społeczne niż ten, który decyduje się wszystkiemu zaprzeczać. Druga sprawa, to przywiązanie do każdego obywatela – serial dość jasno podpowiada – idealny prezydent ceni życie każdego obywatela Stanów Zjednoczonych i nie pozwoli na to by ktokolwiek został w tyle. Jeśli gdzieś jest Amerykanin to jego państwo i jego prezydent na pewno się o niego upomną. Trzecia kwestia – zdaniem Zwierza najciekawsza to podejście prezydenta do obywateli. Otóż nie tylko ma on ich szanować i słuchać ale przede wszystkim – traktować indywidualnie. W drugim sezonie serialu pojawia się wątek specjalnej akcji w której prezydent (i jego doradcy) losują trzy listy od obywateli i indywidualnie zajmują się każdą sprawą. Tu należałoby się zatrzymać i pochylić nad tą wizją sprawiedliwego przywódcy który osobiście pochyla się nad losem obywatela. Ta wizja często koresponduje z pewnym przekonaniem, że o ile władca (król, prezydent czy car) jest sam w sobie dobry i zatroskany to od obywatela dzieli go administracja i urzędnicy, którzy już nie są tak szlachetni. Sam władca rozumie obywatela i spełniłby jego prośbę gdyby był otoczony ludźmi którzy tak jak on rozumieją problemy zwykłego człowieka. Tym co jest ciekawe t o fakt, że ta wizja jest zakorzeniona w opowieściach o idealnych przywódcach właściwie od zawsze. Pojawia się właśnie w historiach o królach, cesarzach czy carach. Bo to też jest ciekawe – im znaczniejszy przywódca im większego narodu (społeczności) tym większa jest potrzeba kreowania go trochę na ojca i opiekuna.

 

Jednocześnie w tej prezydenckiej fantazji olbrzymią rolę odgrywa kwestia odpowiedzialności. Nie tylko odpowiedzialności rozumianej jako ciężar władzy który musi nosić przywódca (cytując Szekspira: ‚Uneasy lies the head that wears a crown’)  ale też jako poczucie odpowiedzialności za ludzi którzy ponoszą konsekwencje jego czynów. Nie raz i nie dwa widzimy w serialu prezydenta, który boi się o żołnierzy, strażaków – ludzi wykonujących rozkazy, a kiedy akcja kończy się czyjąś śmiercią, prezydent nie tylko przeżywa śmierć każdego żołnierza ale też osobiście kontaktuje się z jego rodziną by wyrazić smutek i złożyć kondolencje (rzeczywiście prezydenci Stanów Zjednoczonych dzwonią do rodzin poległych ale jak wiemy z ostatnich newsów – nie zawsze im to dobrze wychodzi). Tu z kolei widać pewne marzenie o władzy która nie wykorzystuje swoich obywateli bez mrugnięcia okiem – tylko zawsze rozważa czyje życie można narazić –  i boleje ilekroć ktoś poświęcił się dla kraju. Wszystko to składa się na wizję, w której obywatel jest dla rządzących ważny – nie jako wyborca ale jako jednostka, której służą i której pragną bronić. Takie marzenie, że nie jest się tylko wyborcą który zostaje zepchnięty na drugi plan w chwili kiedy ktoś wygra wybory (stąd Kirkman jest o tyle ciekawym przykładem, że on nigdy nie wygrał wyborów).

 

Co ciekawe jednym z istotnych motywów serialu jest powracający sprzeciw Kikrmana wobec stosowania klasycznych politycznych i PRwych zagrań. Np. nawet jeśli otrzyma kompromitujące informacje na temat swojego przeciwnika politycznego to nie zdecyduje się z nich skorzystać. Podobnie jak nie zdecyduje się ugiąć przed jakąkolwiek polityczną czy międzynarodową presją – mimo, że jego doradcy podpowiadają mu takie dość klasyczne odejście od zasad i skierowanie się ku typowym politycznym zagraniom. To bardzo ciekawy wątek bo pokazuje, głębokie przekonanie, że działania polityków tak naprawdę nie powinny być najskuteczniejsze ale najuczciwsze. Oczywiście w tych momentach serial idzie najbardziej w stronę fantazji a jednocześnie – wspiera wizję, że człowiek postępujący zawsze w zgodzie ze swoimi zasadami podejmie właściwie decyzje. To odrzucenie wizji nie tylko prezydentury, ale całej polityki, jako zakulisowych rozgrywek opartych na jakichś targach i układach które nie mają nic wspólnego z ideami. Do pewnego stopnia jest tu serial niemal odwrotnością House of Cards – które przekonuje nas, że w polityce nigdy żadnych idei nie ma, są tylko targi, władza, układy i co najważniejsze – ludzie liczą się tylko jako masy którymi można sterować.

 

Interesujące jest też podejście do kontaktów prezydenta z osobami które nie podzielają jego poglądów czy systemu wartości. W odcinku w którym spotyka się z kobietą, która z przyczyn religijnych nie chce się zgodzić na operację dziecka, zamiast skorzystać z przymusu, znajduje rozwiązanie które pozwala użyć sztucznej krwi, kiedy w Białym Domu pojawia się krytykujący go dziennikarz, prezydent zamiast go obrazić dziękuje mu za kontrolę jaką nad nim sprawuje dzięki prasie plus – wskazuje, że w demokracji muszą  być ludzie którzy nie zgadzają się z postępowaniami ludzi przy władzy. Nawet ze swoimi największymi przeciwnikami politycznymi Krikman chce przede wszystkim rozmawiać. Wychodzi z siebie tylko raz – w czasie sporu z Tureckim prezydentem. Ale nie dlatego, że ten postępuje niezgodnie z poglądami prezydenta Stanów Zjednoczonych ale dlatego, że szantażuje jego rodzinę. Tu zaś poczciwy prezydent stawia ostateczną granicę – nie wolno w politykę angażować jego dzieci czy żony – bo oni nie decydowali się na taką karierę. Serial dość wyraźnie stawia żonę i dzieci na drugim planie – pokazując oczywiście Krikmana jako dobrego męża i ojca ale też jako człowieka który raczej chce przed światem władzy rodzinę chronić niż ją weń angażować.

 

 

Patrząc na promowaną przez serial wizję prezydentury nie sposób nie dostrzec, że jest w niej też pewien ciekawy wymiar społeczny – otóż prezydent który patrzy na obywatela, który chce mu zapewnić jak najlepszy byt, który się o niego troszczy – nie może wspierać wyłącznie wielkiego biznesu. A jednocześnie – nie może być socjalistą, bo jednak jest prezydentem Stanów Zjednoczonych i to byłoby za dużo i zbyt strasznie. Co w związku z tym? Twórcy serialu decydują się na rozwiązanie, w którym prezydent szanuje ludzi pracy (przejawem szacunku jest chociażby fakt, że nie obiecuje gruszek na wierzbie i uczciwie mówi, że nie dla każdego znajdzie się praca) ale rozwiązań dla nich szuka w kontaktach z biznesem. Jest to jednak biznes etyczny i miejscowy – zobowiązujący się zadbać o wszystko na raz – pracę dla amerykańskiego robotnika, dbanie o ekologię i ogólną uczciwość. Gdzieś tam w tle widać pewne nawiązania do okresu Nowego ładu – jedynego momentu interwencji państwa w ekonomie amerykańską, która przynajmniej części widowni dobrze się kojarzy. Warto jednak zaznaczyć, że serial bardzo wyraźnie odrzuca populizm – pokazując, że prawdziwy przywódca nie rzuca hasłami, których realizacja byłaby niemożliwa, a jedyne co by przyniosły to zwycięstwo w wyborach czy wysokie poparcie społeczne. Wątek niskiego poparcia społecznego pojawia się w serialu ale odpowiedzią nie jest wystąpienie z populistycznym hasłem tylko ujawnienie wyborcom ile tak naprawdę się dla nich robi.

 

Dla Zwierza serial jest niesłychanie interesującym  zapisem pewnego niemożliwego – przynajmniej przy obecnym układzie politycznym w Stanach, marzeniu o przywódcy. Człowieku, spoza układu i spoza politycznej rozgrywki. Jednocześnie – spełniającym wymogi dotyczące kompetencji (wciąż mamy tu do czynienia z kimś kto całe życie poświęcił służbie publicznej) i prezencji prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jedną z charakterystycznych cech Kirkmana (Kiefer Sutherland jest naprawdę doskonały w tej roli) jest jego umiejętność sprawnego, szczerego i bardzo spójnego przemawiania do tłumów. Jest człowiekiem spoza układu ale nie jest populistą. Nie jest też kimś kto nie umie się znaleźć w wyznaczonej roli – raczej był zawsze zbyt prawy by jakkolwiek o niej myśleć. Serial rozpoczął swoje nadawanie we wrześniu 2016 roku pod sam koniec epoki Obamy.  Tym samym lwia część emisji przypadła na czasy prezydentury Trumpa.

 

Zdaniem Zwierza widać to właśnie w tym drugim sezonie, który przesuwa wątki sensacyjne na drugi plan skupiając się na postawie, roli i sylwetce prezydenta. Serial w jakiś sposób wpisuje się zarówno w krytykę tego jakim prezydentem jest Trump, jak i w pewien sposób diagnozuje – kogo tak naprawdę chcieliby ludzie, którzy nie chcą na stanowisku prezydenta ani demokraty ani republikanina. Te rozważania nad ideałem prezydenta rzeczywiście trochę oddają pewne postulaty środowisk głosujących na Trumpa – zaś wizja że można byłoby zacząć wszystko od początku – z nowymi politykami i bez starych układów – wpisuje się w coś co chyba dotyka wielu krajów demokratycznych gdzie widać znużenie zamkniętym światem polityki i partyjności. Jednocześnie patrząc na tą laurkę dla samej funkcji prezydenta nie sposób uciec od takiego poczucia, że niezależnie czy bardziej czy mniej demokratyczne państwo to pewna wizja władcy pozostaje w wielu aspektach taka sama. Zwierz oglądając serial nie raz łapał się na tym, że można byłoby Biały Dom zamienić na Kreml i historia układałaby się podobnie. A już na pewno wizja prezydenta. Co widać chociażby we wspomnianym odcinku gdzie prezydent sam odpowiada na prośby wyborców – czy nie to samo robi Putin, który raz do roku organizuje konferencje gdzie odpowiada na pytania obywateli albo pomaga im np. przekonać żonę, że warto kupić psa. Mówimy nie tylko o podobnych mechanizmach ale o podobnych marzeniach o tym by batiuszka car pochylił się nad poddanym.  Ostatecznie największą wadą zawsze jest arogancja, nieszczerość i zapatrzenie w polityczne machinacje bez szacunku do wyborcy.

 

Kończąc, tą moją analizę, Zwierz chciałby wam pokazać po co czasem warto obejrzeć  nieco „gorszy” serial (choć akurat zdaniem Zwierza to bardzo fajna produkcja, która jest dobrze zagrana, dowcipna  i niekiedy zaskakująca), który kierowany jest nie tylko do tych którzy wykupią specjalne usługi ale do widzów telewizji ogólnodostępnej (w Polsce serial można oglądać z jednodniowym opóźnieniem na Netflix). Otóż właśnie w takich produkcjach najciekawsze są niekoniecznie same historie czy jakieś clifhangery ale właśnie to jak opowiadają one o rzeczywistości czy jakie wartości promują. I to zawsze jest ciekawe.

Ps: Zwierz idzie na polską komedię romantyczną. Trzymajcie kciuki.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...