Staroświecki jak odcinek czyli zwierz o tym dlaczego Gra o Tron to serial niedzisiejszy

05/08/2017

Ważne imprezy są 22 lipca czyli zwierzowi wpis ślubny

05/08/2017

Dyshonor dla świerszcza, dyshonor dla krowy czyli zwierz Mulan

05/08/2017

Zwierz robi sobie ostatnio przegląd animacji Disneya do których dawno nie wracał. No i po opisanym już Lilo i Stich przyszedł czas na Mulan. Swego czasu zwierz widział Mulan kilka razy ale od dawna nie przyglądał się animacji swoim dorosłym okiem, więc uznał, że to dobry pomysł.

Mulan powstała w czasie który określa się dziś renesansem Disneya – kiedy w latach 90 Disney miał dobrą passę zarówno pod względem popularności jak i artystycznego i krytycznego odbioru ich filmów. Po Królu Lewie i Pięknej i Bestii filmy Disneya weszły w okres w którym żadne inne animacje nie mogły się z nimi równać, zaś krytycy zachwycali się nad tym jak dobry może być film animowany. Mulan powstaje w specyficznym momencie tego okresu – choć pierwsze plany na animację nawiązującą do chińskiej kultury pojawiły się już w 1994 roku, trochę zajęło zanim film nabrał swojego ostatecznego kształtu. Jednocześnie po drodze Disney zaliczył wpadkę jaką był „Dzwonnik z Notre Dame” i potknięcie jakim była „Pocahontas” – nie odbiło się to na produkcji Mulan ale na promocji już tak. Disney widząc że wielkie akcje promocyjne niekoniecznie przekładają się na odbiór filmu, przyciągnął przy Mulan budżet na marketing. Ostatecznie jak na produkcję Disneya skończyło się na skromnych 30 milionach dolarów (o połowę niej niż wydano np. na promocję Herculesa).

 

Zwierz podobnie jak w przypadku poprzedniego wpisu wykorzysta do ilustracji rysunki koncepcyjne. Wszystkie ze strony Oh My Disney (ohmy.disney.com)

Jak w przypadku bardzo wielu animacji Disneya praca nad ostatecznym kształtem filmu trochę trwała. Początkowo planowano nieco bardziej tradycyjną historię – o chińskiej dziewczynie ratowanej przez księcia. Kiedy zdecydowano się nakręcić film o Mulan ważne było pytanie jakie będą motywacje dziewczyny np. czy zaciągnie się do wojska w ramach buntu przeciwko rodzinie czy też wręcz przeciwnie – jako wyraz wielkiej miłości do swojego ojca, o którego się troszczy. Ciekawe są też losy Mushu – smoka, towarzysza bohaterki – którego początkowo planowano jako bohatera zupełnie innego filmu. Dokładniej planowano nakręcić osobny film na podstawie szkockiej legendy o smoku. Szkocki projekt odrzucono a smok powędrował do Chin. Z wielu porzucanych i powracających pomysłów najdziwniejszym jest chyba pomysł na świerszcza. Otóż w animacji mamy specyficzną sytuację w której bohaterka ma konia (jak każdy szanujący się ludzki bohater Disneya), smoka i świerszcza. Przy czym świerszcz służy tylko po to by Smok miał z kim rozmawiać. To taki zbędny element przywołujący na myśl raczej wcześniejsze animacje Disneya. Ale wśród twórców znaleźli się wielbiciele tego pomysłu którzy przeforsowali obecność na ekranie zupełnie zbędnego świerszcza.

 

Pytanie co ostatecznie dostaliśmy. Zdaniem zwierza – Mulan jest filmem jedną nogą w nowych czasach Disneya drugą gdzieś ciągle w tradycji. Właściwie każdy aspekt tego filmu stoi w takim specyficznym rozkroku (zwierz wie, że aspekt nie może stać w rozkroku ale pomińmy ten drobny fakt na potrzeby wpisu). Zacznijmy od pomysłu zaczerpnięcia legendy spoza europejskiego kręgu kulturowego. Mamy więc historię osadzoną w Chinach. Twórcy animacji wyjechali nawet na specjalny edukacyjny wyjazd do państwa środka gdzie pokazywano im cuda kultury i architektury, po to by te charakterystyczne elementy znalazły się w animacji.  I rzeczywiście wszystko jak najbardziej dzieje się Chinach – od krajobrazów po stroje bohaterów i ich uzbrojenie. Z drugiej strony jednak kultura chińska pokazana jest tu w bardzo uproszczony sposób. Wszędzie chodzi tylko o honor, bohaterowie chętnie skonsumowali by coś z kuchni chińskiej (a właściwie z tego co amerykanie kojarzą z kuchnią chińską) a cesarz chin mówi mądrościami, które mają pewnie brzmieć jak z Konfucjusza ale w istocie sprowadzają go do roli takiego zabawnego stereotypowego chińskiego mędrca który zamiast mówić normalnie rzuca jakimś hasłem o lotosie. Przy czym inaczej niż w przypadku np. Moany czy nawet wcześniejszej Pocahontas w warstwie muzycznej ta inspiracja kulturą chińską jest bardzo mało widoczna. Gdzieś coś to tu to tam zabrzmi „chińsko” ale ponownie – raczej w takim rozumieniu „jak brzmi chińska melodia okiem człowieka z kultury zachodu”.

 

 Kolejna sprawa to sama bohaterka. Z jednej strony można byłoby postrzegać Mulan. To z jednej strony bohaterka trochę zapowiadająca te dużo późniejsze księżniczki Disneya które nie chcą żadnych małżeństw i mają wyraźnie kilkanaście lat i nie widzą dla siebie jasno ustalonej przyszłości. Co do podejścia Mulan do jej przyszłości trudno nam powiedzieć co sądzi. Film jednoznacznie daje do zrozumienia, że ta sympatyczna i przedsiębiorcza dziewczyna odróżnia się od pozostałych kandydatek na pannę młodą. Ale sama Mulan nie buntuje się przeciwko wizycie u swatki, widać że kiedy całe przedsięwzięcie okazuje się katastrofą jest jej przykro, bo nie chciała zawieść rodziców. Także wtedy kiedy idzie do wojska robi to głównie dla swojego ojca. Sugestia, że Mulan nie przyjmuje do końca wymagań względem kobiet pojawia się w jednej piosence gdy żołnierze opowiadają o swojej wymarzonej dziewczynie i wtedy Mulan podpowiada, że może idealna kobieta powinna być niezależna i inteligentna. Pod sam koniec historii bohaterka odrzuca też szansę na niezwykłą karierę i decyduje się na powrót do rodziny – wracając po swojej wielkiej przygodzie do dość tradycyjnej roli córki. To zakończenie jest dość rozczarowujące, jakby twórcy tej bajki pod koniec filmu doszli do wniosku, że co za dużo to nie zdrowo. Choć zwierz musi powiedzieć, że jedna rzecz w tym filmie trafia dużo bardziej niż różne sceny z późniejszych animacji. Oto pod koniec opowieści, kiedy Mulan już nie ukrywa się jako chłopak, próbuje poinformować kogoś że w mieście są Hunowie. Ale nikt jej nie słucha. Jest już ponownie nic nie znaczącą dziewczyną.  W tłumie nic nie znaczy. Doskonała scena, wyprzedzająca trochę animację w której się znalazła.

 

Zdaniem zwierza całkiem ciekawe pokazane są postacie męskie. Shang jest tu potencjalnie najmniej ciekawy, choć zwierzowi podoba się fakt, że film w kilku scenach pokazuje, że pewny na wojnie Shang jest raczej zagubiony kiedy chodzi o interakcje społeczne poza wojskiem. Zwierzowi podobają się zaś nowi przyjaciele Mulan z wojska. Otóż reprezentują oni ciekawy typ bohaterów z którymi kultura popularna zawsze ma problem. Oto są oni z jednej strony sympatyczni z drugiej – są dziećmi swojej kultury. To nie są sympatyczni i otarci panowie, raczej zwykła grupa żołnierzy, którzy chcą dziewczyny która będzie dobrze gotować i będzie ładna. Zwierz daje sobie sprawę, ze dziecięce oko niekoniecznie to dostrzeże, ale to jest dokładnie ten bohater którego czasem brakuje. Bohaterowie męscy często podzieleni są na dwa typy – tych otwartych, miłych i pełnych zrozumienia i na tych złych i zacofanych. Tu zaś mamy męskich bohaterów którzy nie są zacofani czy niemili, po prostu żyją w kulturze w której kobieta ma zachowywać się tak a nie inaczej. To jest ciekawa nauka – ludzie czasem nie są źli, tylko wywodzą się z pewnej kultury. Ostatecznie ich reedukacja jest dość subtelna. W pałacu cesarza przyjaciele Mulan przebierają się za kobiety. I tu ponownie mamy ciekawy zabieg – bohaterka nie tyle pokazuje innym jak silne są kobiety, ale raczej wykorzystuje uprzedzenia na własną korzyść. Skoro na kobiety nikt nie zwraca uwagi, to mogą wejść wszędzie. Ostatecznie jednak wielkiej rewolucji nie ma – ponownie – film stoi w rozkroku. Pokazuje dziewczynę podważającą schematy ale nie za bardzo. Trzeba tu jeszcze dodać, że film fajnie pokazuje, że nie tylko mężczyźni w tej kulturze niewiele wiedzą o kobietach ale też kobiety nie wiele wiedzą o mężczyznach. Doskonała jest scena w której Mulan próbuje w jednej scenie udać najbardziej męskiego mężczyznę. Wychodzi coś przezabawnego, ale też fajnie pokazującego, że faceci też są dla dziewczyny zupełną tajemnicą. Ona też myśli stereotypowo o przeciwnej płci.

 

Kolejna ciekawa sprawa to dwa elementy które film traktuje tradycyjnie i nowocześnie to –romans i przeciwnik. Zacznijmy od przeciwnika czy czarnego charakteru. Otóż o ile film potrzebuje Hunów – bez nich nie ma potrzeby by Mulan szła na wojnę, o tyle ich działania właściwie nie są wymierzone bezpośrednio w bohaterkę. W żadnym momencie działania Hunów nie dotyczą bezpośrednio Mulan. Z ich punktu widzenia dziewczyna zupełnie się nie liczy. Stąd film ma trochę z Shan-Yu problem. Przywódca Hunów wygląda trochę jak typowy Disnejowski czarny charakter – narysowany ostrzejszymi liniami, demoniczny (nie dość że ma dziwny szarawy kolor skóry to jeszcze złe, żółte oczy). Co pewien czas film przypomina sobie, że czarny charakter powinien coś zrobić, ale w sumie cali ci Hunowie są trochę zbędni. Najważniejsze jest ukrywanie się Mulan i jej lęk że sprawa się wyda. Stąd film trochę ciąży w kierunku tych nieco nowszych filmów Disneya gdzie obecność jednoznacznego czarnego charakteru nie jest taki oczywista jak by się mogło wydawać.  Zdaniem zwierza Shan-Yu to najsłabszym czarny charakter w świecie Disneya. Jego najmroczniejszym działaniem jest sugerowanie że wybije wszystkich w wiosce w tym małe dzieci. Trzeba przyznać podłe ale poza tym jest trochę pozbawiony cech charakterystycznych.

 

 

Co do romansu to przez lata historia z Mulan jest w sumie dla dorosłego widza dość zabawna. Kiedy zwierz pierwszy raz oglądał Mulan jakoś zupełnie wyparł ze świadomości że Shang nie zdaje sobie sprawy, że ten komplementujący go żołnierz to naprawdę dziewczyna. Kiedy teraz zwierz ogląda film to rzeczywiście przez połowę produkcji oglądamy historyjkę o kapitanie oddziału wojsk do którego chyba nieco za bardzo zbliża się młody ładny żołnierz. I w sumie to byłoby dużo ciekawsze, gdyby Shang później dowiedział się o prawdziwej tożsamości Mulan. W każdym razie, film jest jeszcze na tyle tradycyjny, że dziewczyna musi mieć chłopaka, ale już na tyle nowy, że w filmie nie ma np. obowiązkowego pocałunku na koniec. To o tyle sympatyczny romans Disneya że Shang ma szansę poznać i polubić bohaterkę zanim się nią romantycznie zainteresuje – co niekoniecznie pojawia się w animowanych romansach. Zresztą film ma absolutnie uroczą końcówkę w której Shang potrzebuje zachęty od cesarza by pojechać za Mulan, a kiedy dociera do jej domu nie ma pojęcia co powiedzieć. Ostatecznie zdaniem zwierza to zakończenie, w którym po prostu ma zostać na obiad jest takie życiowe. W sumie młodzi znają się tylko z wojny więc może dobrze przynajmniej zjeść razem obiad.

 

Zwierz chciałby też wspomnieć o Mushu. To jest ciekawy pomysł bo widać jak na dłoni, że Disney chciał powtórzyć sukces jakim był występ Robina Williamsa jako Dżina w Alladynie. Mushu jest pisany tak by Eddie Murphy mógł pokazać swój talent komediowy. O ile Dżin był ciekawym dodatkiem o tyle Mulan nie za bardzo wie co zrobić z Mushu. Niby ma on swoją własną historię (chce zostać ponownie strażnikiem rodziny) ale ostatecznie jego głównym zadaniem jest wypowiadanie dowcipnych kwestii. Czasem można odnieść wrażenie, że film go zupełnie nie potrzebuje. Kiedy indziej poświęca mu zaskakująco dużo uwagi. I jasne – niektóre kwestie Mushu są doskonałe („Dyshonor dla świerszcza, dyshonor dla krowy”) ale ostatecznie zwierz ma wrażenie, że to jest tak bardzo wyraźnie dopisany pomysł z innego filmu do dość prostej opowieści o księżniczce. Ostatecznie Mushu albo się lubi albo człowiek cały czas się zastanawia czy rzeczywiście w tej historii o honorze i poświęceniu potrzebny jest smok dopowiadający dowcipne uwagi. Ponownie zwierz miał wrażenie, że postać Mushu powoli zapowiada te czasy kiedy w każdym filmie dla dzieci potrzebna jest postać która będzie napisana specjalnie po to by dorośli widzowie mogli się śmiać z jej aluzji do kultury popularnej.

 

Mulan jest też ciekawa pod względem animacji. Z jednej strony na potrzeby filmu stworzono dwa programy do animacji komputerowej – widać to zwłaszcza w scenie ataku Hunów i w scenie klękających tłumów w zakazanym mieście. Ale jednocześnie to jest film w którym bardzo szybko animowane tłumy zostają sprowadzone do kilku bohaterów. W pewnym momencie cała chińska armia to czterech żołnierzy a Hunów jest pięciu. No mają zdecydowaną przewagę. Zwierz musi też powiedzieć, że dopiero ostatnim razem oglądając film zdał sobie sprawę jak szybko produkcja przeskakuje od bardzo rozbudowanego wstępu do zakończenia. Ostatecznie Mulan długo trenuje by stać się najlepszą z możliwych żołnierek a potem okazuje się, że wystarczyło zamordować całą armię Hunów jednym wystrzałem (tak przy okazji – wiecie że Mulan to najbardziej mordercza księżniczka Disneya?). Oczywiście pod koniec jest trochę akcji w pałacu Cesarza ale ogólnie w tym filmie o tym jak dziewczyna idzie na wojnę – nie ma wojny.  Warto też powiedzieć dwa słowa o muzyce. Zdaniem zwierza jest dość niejednorodna.  Na początku muzyki jest dużo. Wielka piosenka Mulan to taka klasyczna piosenka przy której jakaś zdolna młoda piosenkarka wypluwa sobie płuca. Potem mamy doskonałe „Mężczyzn zrobię z was” a potem film trochę zapomina że powinien mieć piosenki. Jednak chyba najciekawsza jest właściwie niema sekwencja metamorfozy Mulan do której jest taka trochę kiczowata muzyka z syntezatora. To jakby muzycznie kawałek zupełnie innego świata – i to powiedzmy sobie szczerze, takiego trochę pachnącego latami osiemdziesiątymi. Zamiast podkręcać dramaturgię przemiany sprawia, że cała sekwencja jest trochę kiczowata. Przynajmniej teraz, po latach kiedy muzyka z syntezatora chyba nie budzi już takich emocji jak kiedyś.

 

Zwierz spotkał się ze stwierdzeniem, ze Mulan ma wiele wad które wypomina się innym filmom Disneya (zwłaszcza tym czerpiącym z innych kultur) ale jest na tyle sprawnie zrealizowanym i sympatycznym filmem że sporo się jej wybacza. Zdaniem zwierza to najlepsze podsumowanie produkcji. Mulan jest filmem dalekim od ideału. Nie da się nie zwrócić uwagi, że do produkcji rozgrywającej się w Chinach zaangażowano całe tłumy amerykańsko-azjatyckich aktorów nie zwracając uwagi na ich pochodzenie. Tak więc wśród dubbingujących znaleźli się aktorzy pochodzenia koreańskiego, japońskiego itd. Jak wiadomo Azja to Azja nie ma się co rozdrabniać. Ale jednocześnie, to nie jest tak jak w przypadku Pocahontas – filmu który przynajmniej zdaniem zwierza jest raczej nie do obronienia, czy w przypadku innych produkcji  przy których bardzo zapewniano, że będą przełomem w sposobie pokazywania bohaterek. Jakoś łatwiej wybaczyć że Mulan jest przepuszczona przez amerykańską optykę patrzenia na kultury Chin niż np. przetrzymać to jak nijakim filmem jest ostatecznie Księżniczka i Żaba, która przecież opowiada o kulturze amerykańskiej. No w każdym razie zwierz musi powiedzieć, że Mulan doskonale przeszła próbę czasu i jak na film który stoi jednocześnie po dwóch stronach  – starego i nowego Disneya nadal doskonale sobie daje radę. No i Shang jest najładniejszym męskim bohaterem Disneya. Jestem gotowa się o to bić na chińskie miecze.

Ps: Zwierz musi powiedzieć, że choć film w oryginale jest fajny to jednak w tym przypadku zdecydowanie dubbing polski jest bliższy sercu zwierza.

Ps2: Od jutra zwierz jest w Poznaniu na festiwalu Nic się tu nie dzieje. W poniedziałek o 17 będzie rozmawiał w kinie Rialto o tym jak pisać o filmach. Wpadnijcie.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Yavin

    Mulan to taki film, który dla mnie jest na tyle istotnym elementem dzieciństwa, że choćbym się starała, nie mogłabym dopatrzeć się jakiś wad – jeśli każda scena i każdy dźwięk przywołują wspomnienia z czasów, kiedy Mulan oglądałam na okrągło, a potem biegałam po domu „ćwicząc”, żeby być tak cool jak tytułowa bohaterka, to po prostu nie mogę uprawiać nitpickingu.
    A w ogóle zna zwierz „Potworny Regiment”? To swoista Mulan Świata Dysku, tylko bardziej. Więcej absurdalnego Dyskowego humoru, ale też więcej krytyki społecznej (i dżenderu), napędzanej typową Pratchettową złością na problemy tego świata (kto czytał cokolwiek o czarownicach czy straży, ten wie, że ta złość jest w istocie dobra i słuszna).
    A co do akcji promocyjnych – jako fanka Ricka i Morty’ego po prostu muszę tu zostawić nawiązanie do poszukiwanego przez Ricka Szechuan Sauce, nie odpuszczę sobie.

    • zpopk

      Też się zastanawiałam czy napisać o tym ale doszłam do wniosku, że to sprawa niemal na osobny wpis :)

      • Yavin

        Wow, jeśli zwierz zamierza pisać o Potwornym Regimencie, to ja czekam! :)

  • Adriana Bromberg

    Zwierzu , a jeśli mogę spytać: Co według Ciebie jest aż tak niewybaczalne w Pocahontas? Bo ja chyba patrzę przez sentymentalne okulary dzieciństwa ^^

    • zpopk

      Oj dużo rzeczy, ogólnie uważam że tam jednak przekroczono pewien poziom romantycznego pokazania wątków historycznych biorąc pod uwagę jak bardzo tragiczne były ostatecznie losy zarówno Pocahontas jak i rdzennych amerykanów. Uważam że nie należało ruszać tej historii i znaleźć inną – być może bez obecności kolonizatorów. Trudno mi oglądać ten film bez poczucia jakiejś olbrzymiej niesprawiedliwości, jaka spotkała postacie historyczne i czegoś niewłaściwiego w wykorzystywaniu tak tragicznego rodziału historii do filmu animowanego. Nie wszyscy się ze mną tu zgadzają ale ja wyjątkowo Pocahontas nie trawię.

      • Ewa Wysocka

        Generalnie masz sporo racji acz od siebie muszę dodać że Pocahontas była jedną z flagowych bajek mojego dzieciństwa i jedną z rzeczy które mocniej pamiętam jest pokazanie w niej kolonizatorów w jednoznaczne złym świetle w kontrze do dobrych Indian. No i na tym tle romans tej dobrej Indianki i wyjątkowego białego, który zbiera za to ciężkie baty „u swoich”

        • FlapperGirl

          Mam tak samo. Moje zafascynowanie rdzennymi amerykanami i obrzydzenie do kolonizatorów, zaczęło się właśnie od Pocahontas. Ale zgadzam się też ze Zwierzem, że sytuacja kiedy biali robią z tego kreskówkę z zamiarem skoszenia na niej milionów wzbudza mieszane uczucia. Nawet jeśli w bajce biali są tymi „złymi”. Trzeba by poszperać co o bajce sądzili rdzenni amerykanie.

  • Kayleigh90

    I znowu słuszne spostrzeżenia. W sumie to jest jeden z pierwszych filmów, na których byłam w kinie, więc jakoś ciężko mi się dopatrywać wad, choć one są i z czasem się je widzi, jak właśnie te patrzenie na kulturę chińską w sposób bardzo stereotypowy. Ale piosenka „Mężczyzn z was” nie ma sobie równych jak dla mnie <3 Jest kiczowata, ale… No właściwie w Mulan mi te wady nie przeszkadzają.
    A weźmiesz na tapetę Herkulesa? To jest film, który mogłam swego czasu oglądać codziennie na VHS :)

    • zpopk

      Ogólnie tyle jest zamówień że ja chyba będę musiała całego Disneya obejrzeć dla was :) Co do piosenki Mężczyzn zrobię z was to jeszcze jedna sprawa jest super – do tego trzeba śpiewać. To taka piosenka do śpiewania razem z bohaterami filmu

      • Kayleigh90

        Tu nie ma opcji, by jej nie śpiewać. Zrób tak! Mi się świetnie Disneycember oglądało od Douga Walkera, to jestem ciekawa też Twoich przemyśleń tekstowych :)

    • Hanako

      O tak, Herkules tak bardzo tak. Choć w gruncie rzeczy główny wątek jest dosyć miałki, a mitologia grecka przemielona razem z rzymską i uformowana w precel, to i tak tej animacji jestem w stanie wiele przebaczyć. Za unikalną kreskę – uwielbiam, i za poczucie humoru rzecz jasna.

      Cieszę się nawet, że tak na uboczu został ten Herkules. Megara nie weszła do panteonu księżniczek, nie ma gadżetów, nie zapowiada się na live action. I to chyba lepiej, bo tego niezwykłego klimatu pewnie nie da się powtórzyć.

      • Kayleigh90

        Pamiętam, jak nauczyciel historii w czwartej albo piatej klasie się bardzo bulwersowal na ten film, że nie ma nic wspólnego z prawdziwą mitologia. No nie ma. Ale i tak go lubię i sprawił, że w podstawówce zaglebilam się w świat mitów – czytałam od Markowskiej po jakieś nowsze opracowania i smutno mi było, że zabrakło książek w bibliotece, bo polowalam długo na takiego Gravesa. Więc zawsze powtarzam, że popkultura sama w sobie nie jest czymś złym, a może wręcz zachęcać do dalszych poszukiwań.
        I też się cieszę, że ten film na uboczu taki jest, bo klimatu (łącznie z humorem) nie da się odtworzyć.

        • yia o

          Och, były figurki w mcdonaldzie! Do dzisiaj mam Meg, Herkiego i chyba nawet Hadesa. Co świadczy o mojej niewątpliwej do nich miłości i uporze, bo rodzice chodzili ze mną do maka raz na kilka miesięcy, no ale skoro był Hercules……..
          PS czy w ogóle wtedy były gadżety do filmów inne niż w maku?

          • Kayleigh90

            Chyba było coś a’la tazosy w chipsach ;) ale figurki z Maca też pamiętam :D

  • Ola

    Jako mama dwulatki przerabiam teraz na nowo wszystkie księżniczkowe filmy Disneya. Akurat córka najbardziej lubi Mulan, Pocahantos i oczywiście Krainę lodu. Oczywiście na razie filmy jej się podobają ze względu na piosenki, ale ja przy okazji mogę sobie odświeżyć te filmy dorosłym okiem i jest to bardzo ciekawe, jak zmienia się punkt widzenia. Dlatego mam nadzieję, że Zwierz nie porzuci tego pomysłu i nadal będzie nam recenzować starsze animacje Disneya. Z komentarza poniżej już wiem czemu Zwierz nie lubi Pocahantos, ale ostatnio oglądałam Dzwonnika z Notre Dame i jestem ciekawa, czemu Zwierz uważa go za wpadkę. Jako dziecko uwielbiałam tę bajkę, ale teraz dopiero zrozumiałam np. Wątek Frollo. I generalnie przytloczylo mnie, jak smutny jest ten film

    • zpopk

      Ja Dzwonnika nie lubię, ale zdanie o wpadce nie dotyczy moich odczuć tylko odczuć wytwórni Disneya która spodziewała się dużo więcej zarobić na filmie. Zaś jeśli chodzi o Pocahontas to o swoich odczuciach piszę poniżej.

      • Kayleigh90

        A jeśli można wiedzieć tak w skrócie, co nie lubisz w Dzwonniku?

        • K.

          Nie wiem jak tam zwierz uważa, ale „Dzwonnik” to też właśnie film mocno stojący w rozkroku. Jest to dosyć ryzykowny jak na Disneya film, ale studio bało się całość zbyt mocno pociągnąć. Z jednej strony jest mocne i piękne otwarcie, od razu morderstwo, Frollo jako postać w ogóle, sławne „Hellfire”, scena linczu na Quasimodo czy uratowania Esmeraldy ze stosu, muzyka jest – nie bójmy się użyć tego nadużywanego słowa – epicka, a z drugiej choćby te nieszczęsne gargulce, mdły Febus, okropny i rozpraszający humor podczas finału czy fakt, że film w sumie nie wie jak traktować Cyganów.
          Chociaż jeśli chodzi o gargulce to panuje powszechna zgoda, że gdyby okazało się, że jednak są wytworem wyobraźni Quasimodo, jak to wygląda przez niemal cały film, to by nie było z nimi aż takiego problemu. Dla mnie nawet zmienienie zakończenia na dobre nie jest złe. Bo buuu, dzwonnik jest brzydki więc nie dostał dziewczyny. A gońcie się. Quasi jest Prawdziwym Miłym Facetem. Zamiast strzelić focha, że Esmeralda nie odwzajemnia jego uczuć, godzi się z tym i jej pomaga, bo ją kocha, bo jest jest jej przyjacielem, bo jest porządnym człowiekiem i postępuje dobrze. Propsy.
          Btw. ja tam kocham ten film. <3

          • Kayleigh90

            W sumie ta fanowska teoria o tym, że gargulce to wytwór wyobraźni Quasimodo jest świetna i tak sobie to próbuję tłumaczyć. Chyba po prostu Disney chce wszędzie wrzucać „comic relieves”.
            Ja też lubię Dzwonnika, dokładnie z tych samych powodów :) Stąd moje pytanie ;)

          • Ki Ki

            Ja za „Dzwonnikiem” nie przepadałam w dzieciństwie, ale teraz, gdy jestem starsza, robi na mnie dużo większe wrażenie. No tak, gargulce są dziwne, film ma swoje wady, ale jednak jego wspomniana epickość na mnie działa. No i ten Frollo, przez wielu uważany za najlepszy czarny charakter Disneya…

    • Yavin

      W dzieciństwie nigdy nie widziałam Dzwonnika, a będąc dorosłą osobą po lekturze Hugo i wielokrotnym odsłuchaniu francuskiego musicalu nie wiem, jak zareaguję na niewątpliwie szczęśliwiej kończącą się i nadającą się dla dzieci wersję Disneya. Plus ja już przecież mam swoje ukochane dzwonnikowe piosenki, takie jak chociażby Belle! Choć Hellfire słyszałam, i muszę przyznać, że naprawdę bardzo dobre.

  • Amelia Kledzik (Riliana)

    O Mushu, ty geniuszu! „Mulan” była chyba moim ulubionym filmem z dzieciństwa. Do teraz pamiętam piosenki i dialogi niemal bezbłędnie. Nawet po latach oglądam z dużym sentymentem i wybaczam wszystkie niedociągnięcia

  • Domi

    Kurcze, wybieram się akurat do Rialto na film o 21 a tu się okazuje, że Zwierz będzie w tym samym miejscu kilka godzin wcześniej. Chętnie posłuchałabym na żywo :D

  • Beatrice Morgenstern

    Ja akurat jakoś za Mulan nie przepadam. Może dlatego że obejrzałam ten film po raz pierwszy dopiero na studiach i nie zdołał mnie urzec, ani też nie został mi do niego żaden sentyment. Historia sama w sobie była może nawet ciekawa, a główna bohaterka choć raz nie była mdlejącą mimozą i naprawdę ją polubiłam, ale zirytował mnie wątek romantyczny. Shang był tak strasznie nijaki i niepotrzebny, że pod koniec przewracałam na jego widok oczami. Moim zdaniem film jedynie by skorzystał, na usunięciu z niego wszelkich wątków miłosnych.

  • Ciekawa analiza. Chętnie przeczytam kolejne dla animacji Disneya. Zaciekawiło mnie np, czemu Pocahontas czy Dzwonnik z ND jest nie do obronienia. Domyślam się, że chodzi o kwestie związane z ukazywaniem kultury Indian i Cyganów, ale chętnie poczytam głębszą analizę, dotyczącą też innych aspektów, jak muzyka, animacja, historia, przekaz itd. :-)

    • Tak przy okazji, przeczytałem też Twój tekst ze starego bloga o Meridzie (http://zpopk.blox.pl/2012/08/Tylko-niezaleznym-dziewczynom-kreca-sie-wlosy.html) i wydaje mi się, że fundamentalny element tej animacji został w tej notce niezauważony. Merida jest na początku egoistyczna i nieznośna i wydaje mi się, że autorom wcale nie chodziło o to, by rozbawić w ten sposób widza, raczej by pokazać, że po dalszych losach staje się bardziej odpowiedzialna ogólnie, jak i za rodzinę i że morał tej bajki jest właśnie taki, że trzeba być odpowiedzialnym, a nie że feminizm ma się równać egoizmowi i ślepemu sprzeciwowi wobec tradycji. Dlatego ta animacja mi się spodobała, pokazała rozwydrzoną egoistkę, która potem musi stać się odpowiedzialną za rodzinę osobą. I o ile ta interpretacja mogłaby kogoś nie przekonać, to piosenka na koniec podczas napisów (na których, jak piszesz, nie zostałaś), daje ostatecznie do zrozumienia, że przekaz tej animacji jest właśnie taki, jak napisałem. Chodzi oczywiście o piosenkę „Learn me right” zaśpiewaną przez Birdy.

  • A można liczyć na podobny wpis o Pocahontaz? Mam duży sentyment do tego filmu, bo to właśnie na nim byłam pierwszy raz w kinie. Ciekawa jestem, czy dziecięcy sentyment wytrzyma dorosłe spojrzenie na animację.

  • yia o

    Muszę się przyłączyć do głosów, które mimo szczerych chęci nie mogą zaakceptować, że z Mulan mogłoby być coś nie tak. Przecież to bajka IDEALNA (inaczej nie znałabym wszystkich dialogów na pamięć, o piosenkach nie wspominając, prawda?).

  • yia o

    Och i „sympatyczni i otarci żołnierze” to chyba od tylu godzin w zbroi? Jak będzie głosowanie na literówkę roku, to ja wybieram tę <3

  • J.

    Zwierzu, nigdy nie komentowałam bloga, ale dzisiaj przeczytałam wiele Twoich postów i nawet nie żałuję piekących oczu. Wybieranie każdego kolejnego to sama przyjemność. Mam wrażenie, że po prostu siadasz przed monitorem i piszesz bez żadnej zawiechy ani wątpliwości – po prostu wiesz, co chcesz przekazać i to widać. Zdania są płynne, w punkt i w ogóle nie kwadratowe, mimo bardzo długiego tekstu – nigdy nie nużą, nie powtarzają się, tylko rzucają kolejne spostrzeżenia, które przywołują wspomnienia z filmu. Zauważasz rzeczy, których nie widzi nikt inny albo po prostu nie potrafi się wysłowić. Nie wiem, jak to u ciebie wygląda, bo na pewno nie piszesz postu w 20 minut, ale tym bardziej cię szanuję. Lilo i Stich dostałam dawno temu na kasecie, a teraz znowu chcę je wyciągnąć, obejrzeć pod kątem tego, co napisałaś. Na Pocahontas zasypiałam. Akurat jestem w takim momencie, że zaczęłam oglądać serial MLP i jestem gdzieś na końcu pierwszego sezonu. Nie wierzę, że zakochałam się w tym kucykowym klimacie… Długo mówiłam, że robię to sarkastycznie. Zaczęłam od razu szukać recenzji, ale z przykrością odkryłam, że w 2011 wspominałaś tylko, że moda przeminie, a w tym roku cieszyłaś się z nowego sezonu. Serial nie porusza chyba niczego szczególnie aktualnego, więc można do niego usiąść w każdym momencie. Jak widać moda też nie przeminęła. Skoro obejrzałaś już wiele odcinków, może zrobisz post właśnie o MLP (raczej nie jest o kilka lat za późno)? Uwielbiam, kiedy na chwilę przestaję udawać, że oglądam tylko to, co poważne. Tak mam, kiedy na zpopk pojawia się post o Disney, Pixar i nie wiem czym jeszcze, a ja nie mogę się od niego oderwać. Pokłony!

  • Minnie

    Niby spodziewałam się, że tak ta recenzja może wyglądać, ale jednak i się zawiodłam. Z jednej strony zwierz karci twórców za powierzchowne traktowanie chińskiej kultury, a z drugiej strony ocenia postać Mulan i jej życiowe wybory z typowo zachodniego punktu widzenia. Może zwierz powinien obejrzeć sobie jakiś współczesny chiński serial, to zobaczy, że tak, honor i rodzina to są zwykle centralne tematy chińskich opowieści, a filial piety (internet mówi, że to należy tłumaczyć jako „nabożność synowską” – okeeej) będzie zawsze ważniejsza od indywidualnych ambicji bohaterów. Pewnie, że Mulan ma swoje wady, ale zwierz, moim zdaniem, kompletnie nie umiał ich trafnie zidentyfikować. Choćby przedstawienie Hunów – przykład retoryki cywilizacja kontra barbarzyństwo, inwazja „Innych” wyobrażonych jako nieludzkie, okrutne potwory – i to wszystko w kontekście chińskiej polityki etnicznej. Tu nie chodzi tylko o to, że Shan Yu jest „typowym złolem”, chodzi o to, że nie ma ludzkich oczy, tylko zwierzęce (kocie). Także mam wrażenie, że zwierz chciał mówić o rzeczach, na których się za bardzo nie zna. I spoko, gdyby nie to, że cały ten post był ubrany w taką pseudo-analityczną otoczkę i niby był taki krytyczny i poważny. Meh.

  • viviantheguineapig

    Zgadzam się w 100% co do Shanga. Najprzystojniejszy bohater Disneya ever.

  • Ki Ki

    Jest taki moment w tym filmie, podczas piosenki „Zrobię z was mężczyzn”, gdy Mulan wspina się po tym słupie, wszyscy wychodzą z namiotów, a na jej zdeterminowaną twarz pada w końcu światło słońca. ZAWSZE mam wtedy ciarki.