W co tu grać czyli Zwierz o „Córce Trenera”

02/03/2019

Wszystko ślicznie, romantycznie czyli o Isn’t it romantic

02/03/2019

To zajęło tylko dziesięć lat

02/03/2019

Hej,
Dziś rozdawać będą Oscary. Z powodu różnicy czasu transmisja na żywo będzie się w Polsce odbywała o godzinie 2 w nocy. Jak podejrzewam jedynie garstka podobnych mi wariatów zrezygnuje ze snu ( uroczystość skończy się zapewne gdzieś około 7 rano) by obejrzeć jak ludzie o znanych twarzach odbierają nagrody, które z rzadka trafiają do kogoś kto się tego nie spodziewał. Po co więc to w ogóle oglądać? Takie pytanie zadała mi koleżanka i muszę szczerze przyznać że nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. Rzeczywiście wyniki rozdania nagród można sprawdzić następnego dnia rano w internecie lub w gazecie. Retransmisja ( skrócona) leci następnego dnia o przyzwoitej porze. Jak więc może być powód by oglądać to na żywo? Cóż w mojej skromnej opinii to najlepszy i jeden z droższych reality show na świecie -oczywiście wyreżyserowany zaspięty na ostatni guzika ale… no właśnie raz na jakiś czas zdarza się coś niespodziewanego – gwiazda zamiast dowcipnie podziękować akademii autentycznie się rozbeczy, albo dama w wytworne sukni potnie się na schodach albo… takich przykładów jest wiele. Tylko ten wielbiciel pełnego blasku świata Hollywood który daruje sobie nocny sen będzie nagrodzony tym że będzie mogł je zobaczyć na żywo i choć na chwilę poczuć że to jednak życie a nie tylko wyobraźnia


 

Taki wpis – dokładnie tak napisany pojawil się w Internecie równo dziesięć lat temu. Dziesięć lat temu zaczęłam pisać bloga. Miałam 22 lata, kończyłam studia i nie miałam zielonego pojęcia co będę robić w życiu. Nie zakładałam bloga jako punkt wyjścia do dalszej pracy. Nie zakładałam go dla pieniędzy. Dziesięć lat temu bloga zakładało się z przekonania, że to najlepszy sposób by świat nas usłyszał. A ja byłam taka pewna, że wiem wszystko i świat musi to usłyszeć. Dlatego zaczęłam pisać. I dlatego była to jedyna rzecz w moim życiu którą robiłam przez lata bez żadnej nagrody, żadnej zachęty żadnego obowiązku.

Przez te dziesięć lat wiele się zmieniło. Wtedy pisałam akapit o Oscarach na blogu nie myśląc, że dekadę później w księgarniach będzie moja książka o Oscarach a ja będę omawiać rozdanie nagród w telewizji. I zobaczę ani transmisji ani retransmisji, tylko będę jej częścią. Co prawda nie jestem już tak przekonana jak wtedy że wiem, wszystko, ale nie opuściło mnie pewność że mam co do powiedzenia światu. Co więcej okazuje się, że czasem kiedy z takim uporem się coś robi, to jednak świat nas nagradza, zachęca i czyni z przyjemności obowiązek, a z obowiązku przyjemność.

 

Dziesięć lat temu pisałam, że oglądanie Oscarów pozwala przez chwilę pomyśleć, że to wszystko co się tam dzieje w Hollywood to prawdziwe życie a nie tylko wyobraźnia. I w sumie dziś myślę, że jak patrzę na swojego bloga, to gdyby ktoś mi go zapisał w filmowym scenariuszu to bym go skarciła za łzawe historyjki, i zbyt proste klamry narracyjne. Najwyraźniej nic nie wygląda tak jak wyobraźnia jak prawdziwe życie. Same oczywiste zakończenia, i nachalne klamry. Co więcej dziś w nocy śniło mi się, że dostałam Oscara. Cóż za naiwny scenarzysta.

 

W każdym razie po spędzeniu jednej trzeciej życia na pisaniu, mam dla was tylko jedną mądrość – jeśli coś naprawdę lubicie, to warto zaryzykować. Nie trzeba mieć wielkiego planu, ani nawet tablicy z wypisanymi celami. Wystarczy to głębokie przekonanie, że świat musi nas usłyszeć. Kto wie może on nastawia ucha na dużo więcej głosów niż nam się wydaje.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...