Mango, miłość, mango

16/02/2019

Pa, pa panowie ninja czyli Netflix, Marvel i exodus bohaterów

16/02/2019

Królowe i króliki czyli Zwierz o Faworycie

16/02/2019

Niemal co roku na naszych kinach pojawia się film poruszający historię, któregoś z brytyjskich władców czy władczyń. Opowieści o rządzących zwykle podlegają podobnym schematom. A już opowieści o kobietach na tronie czy na dworze są już obwarowane kilkoma niemal obowiązkowymi tropami. A potem wchodzi Giorgios Lanthimos cały na biało i kręci „Faworytę”, przepyszny film o władzy, ludzkiej naturze i kobietach.

W typowych narracjach o kobietach na dworze – czy to w pozycji władzy, czy to w pozycji wysoko postawionej damy, wcześniej czy później wszystko zaczyna się sprowadzać do dwóch wątków. Mężczyzn i potomstwa. W sposobie patrzenia na kobiety u władzy dominuje przekonanie, że ich największym problemem było znalezienie odpowiedniego balansu pomiędzy władzą a uczuciem wobec mężczyzn, wobec zakusów mężczyzn na jej pozycję, ewentualnie, kwestia posiadania dzieci, a co za tym idzie następców. Nie bez powodu większość filmowych narracji o Elżbiecie I – która przecież męża nie miała – toczy się wokół jakichś mężczyzn – domniemanych kochanków i faworytów. To oczywiście tylko jeden przykład ale wciąż i wciąż wracamy do opowiadania sobie nie tyle o kobietach u władzy ale o kobietach u władzy i ich relacjach z mężczyznami. Osobiście nie przepadam za tą narracją, mam wrażenie, wciąż tłumaczącą że historia kobiety liczy się tylko jeśli mężczyzna odegra w niej wystarczająco ważną rolę. Ewentualnie sprowadza się relacje kobiet w historii do kwestii posiadania i zazdrości o dzieci.

 

Photo by Atsushi Nishijima Fox Searchlight

Mężczyźni w Faworycie się pojawiają. Na drugim planie. Nigdy nie są specjalnie ważni. Mąż dowódca, wyrusza na wyprawę wojenną na początku historii. Zakochany po uszy porucznik jest sympatyczny ale nie przesadzajmy w poświęcanej mu uwadze. Premiera bardziej od polityki interesują kaczki. Przywódca opozycji zachowuje się trochę jak rozkapryszone dziecko. Mężczyźni nie są dla naszych bohaterek najważniejsi. Co prawda do pewnego stopnia odpowiadają za niektóre ich decyzje – można założyć, że grana przez Emmę Stone bohaterka byłaby inna gdyby jej ojciec nie przegrał jej w karty na rzecz innego mężczyzny, może nie szukałaby wtedy tak bardzo pozycji i bezpieczeństwa. Ale film nigdzie z tego cierpienia zadawanego kobietom przez mężczyzn, nie robi historii centralnej. Bohaterki nie są ofiarami mężczyzn, a właściwie, nie postrzegają się jako ofiary („Przyszedłeś uwodzić czy gwałcić” pyta Abigail gościa w swoim pokoju, znudzona zarówno jedną jak i drugą opcją). Na pewno nie są od nich gorsze, czy też – obecność mężczyzn nie determinuje ich decyzji. Gra o władzę, wpływy i do pewnego stopnia uczucia, rozgrywa się wyłącznie pomiędzy nimi. Mężczyźni są im potrzebni ale raczej jako pionki w grze niż jako główna wygrana.

 

Fakt, że historia opowiada o walce o względy królowej, nie czyni z Anny postaci najpotężniejszej czy najpewniejszej. Wręcz przeciwnie Lanthimos doskonale pokazał samotność władczyni. Schorowana Anna spędza większość czasu sama, zdana na łaskę i nie łaskę towarzystwa swoich faworyt. Na wolność nie pozwala jej zarówno delikatny, wciąż pogarszający się stan zdrowia, ale także jej pozycja na dworze. Królowa może pojawić się na balu ale zapewne nie będzie mogła się na nim bawić równie swobodnie co jej dworzanie. Anna spędza większość dnia w swoich komnatach, obżerając się nadmiernie niezdrowymi przysmakami, i niańcząc swoje kilkanaście królików z których każdy symbolizuje jedno z dzieci, które straciła. Odizolowanie Anny sprawia, że Faworyty mają nad nią stosunkową przewagę – dostarczając jej pochwał i uwagi damy dworu, mogą w jakiś sposób wypełnić pustkę w życiu władczyni. Lanthimos nie pokazuje jednak Anny jako postaci wyłącznie godnej pożałowania. To kobieta chimeryczna, łaknąca atencji, kapryśna. Ale też zdolna do okrucieństwa, czy dość radośnie rozgrywająca konflikt między swoją starą a nową kochanką.

 

Postacią która zdaje się najlepiej rozumieć mechanizmy panujące na dworze jest Sarah Churchill. Wieloletnia przyjaciółka, powiernica i kochanka królowej. Jej pozycja jako królewskiej faworyty wydaje się nie zachwiana. Co więcej w pewnym momencie nie ma wątpliwości, że to ona realnie rządzi krajem, podejmując najważniejsze decyzje polityczne, właściwie bez konsultacji z władczynią. Zresztą jej relacja z Anną jest ciekawym studium tego czego ludzie chcą od związku. Sarah nie traktuje Anny dobrze. W jednej ze scen filmu krytykuje makijaż królowej mówiąc jej wprost, że wygląda ona jak borsuk. Widz początkowo wierzy, że ta wymiana zdań ma nam tylko pokazać jak Sarah zniechęca Annę ze spotkania z ambasadorami. Czyli odsuwa ją od władzy i podejmowania decyzji. Ale z czasem staje się jasne że Sarah zawsze mówi Annie prawdę. Jak sama twierdzi – nie kłamie, bo jej uczucie jest prawdziwe. Sarah uważa że prawda jest jego częścią składową. Ale prawda czyni ją osobą okrutną i lekceważącą wobec Anny.  Niekiedy można odnieść wrażenie, że Sarah traktuje swoją kochankę jak rozkapryszone dziecko.

 

Zupełne inne podejście do serca królowej ma Abigail – młoda pozbawiona swojej dawnej pozycji służąca. Abigail korzysta ze starych wypróbowanych metod. Schlebia Annie, komplementując jej urodę i inteligencję. Ochoczo wskakuje do łóżka królowej ilekroć nadarzy się okazja. Wspiera władczynię grając przede wszystkim miłą, lojalną i skromną dziewczynę. Jej działania – tak różne, od tego jak królową zarządza Sarah przynoszą efekty. Zwłaszcza że młoda dziewczyna początkowo koncentruje się wyłącznie na zdobyciu uwagi władczyni i zapewnienia sobie pozycji na dworze. Nie angażuje się jeszcze w sterowanie całym krajem, co w oczywisty sposób odciąga Sarah od Anny. Jak możemy podejrzewać – to jest dalej na jej liście pomysłów na swoje miejsce na dworze. Na razie w sposób spokojny i delikatny – ale bez wątpienia wyrachowany, odnajduje swoje miejsce przy boku i w łóżku królowej.

 

Lanthimos co pewien czas każe nam się zastanawiać ile w tej chłodnej i wyrachowanej rozgrywce o wpływy prawdziwych uczuć. Czy łzy które pojawiają się w oczach Abigail kiedy słyszy co symbolizują króliki Annej, są prawdziwe czy to tylko odgrywane współczucie. Czy Sarah która w nocy puka do pokoju Anny naprawdę szuka w jej ramionach pocieszenia czy tylko upewnia się że królowa o niej nie zapomni. Lanthimos każe nam się cały czas zastanawiać do jakiego stopnia bohaterki grają swoje role – łącznie z Anną, która jest zachwycona faktem że zamiast jednej faworyty w jej życiu pojawiają się dwie kobiety. Jednocześnie konkluzja nie jest zaskakująca. Kto się chce bić o władzę ten musi zapomnieć o uczuciach. I dobrze grać pozorami. Największa przegrana Sarah to naruszenie tej skromnej granicy. Największym błędem Abigail jest niedostrzeżenie że w odgrywanych uczuciach trzeba być zawsze konsekwentnym.

 

Ostatecznie w tej rozgrywce wszyscy przegrywają. Ani Sarah, ani Anna ani Abigail nie dostają wszystkiego czego chcą. Albo dostają nawet to czego pragną ale muszą zapłacić za to wysoką cenę. Można się zastanawiać do jakiego stopnia cała ta rozrywka doprowadziła Abigail do bycia osobą pozbawioną moralności, jak bardzo pozbawiły Annę wiary w uczucie, czy uwolniły złość i frustrację Sarah. Jednocześnie Lanthimos podsuwa nam obraz mnożących się królików – złudzenia czy wspomnienia o prawdziwych uczuciach. Erzacu czegoś czego wszyscy pragną ale nikt nie może naprawdę dostać w takim układzie sił. Ostatecznie kto wie, może na takim dworze szczęśliwie są tylko króliki, słodko nieświadome jaką rolę i symbolikę im nadano i o ile ich życie ważniejsze jest od życia wielu dworzan i służby.

 

Film zresztą doskonale pokazuje mechanizmy działania dworu. Nie tylko przypominając, że w życiu dworskim snucie intrygi jest najlepszą rozrywką, ale też sposobem na życie. Wszystko tu jest przecież wielką korporacyjną grą w której każdy gra na własne konto i na własne korzyści. Jakkolwiek każda z filmowych postaci wydaje się dość paskudna i godna najwyżej naszego współczucia, to wciąż łatwo dostrzec w nich cechy jak najbardziej współczesne. Jednak tym o czy Lanthimos nie zapomina, to koszmarna nuda – zarówno władców i ich dworzan. Wojna z Francją, podwyżka podatków, walka o względy królowej – to wypełnia tylko ułamek czasu. Resztę poświęca się wyścigom kaczek i rzucaniem pomarańczami do dworskiego błazna. Nawet okrucieństwo służby względem nowej służącej wydaje się mieć jakieś znamiona rozrywki. Opowieści o historii rzadko pamiętają by uwzględnić w niej nudę, tu zaś, mimo intryg i wielkiej polityki nuda wydaje się być podstawą funkcjonowania dworu.

 

Photo by Atsushi Nishijima

Warto zaznaczyć, że Lanthimos porzucił sporo swojej filmowej dziwności w tym filmie, ale jednocześnie  – nie dał się wcisnąć w schemat klasycznego kina historycznego. Jak zwykle lubi wprowadzać elementy dziwne, obrzydliwie, wyprowadzające nas z równowagi. Tu skoncentrował się w dużym stopniu na ułomnym ciele królowej Anny, na jej podagrze i obżarstwie. Ale też kazał swoim bohaterom na balu tańczyć rzeczy współczesne – choć akurat taniec z elementami vougingu zdaje się dość dobrze korespondować z atmosferą filmu. Do tego jak zwykle mamy ciekawe, niekoniecznie oczywiste ujęcia – często przypominające spojrzenie przez dziurkę od klucza, czy z kamer przemysłowych. Świat bohaterów jest ograniczony – zamknięty głównie w królewskiej posiadłości i jej korytarzach i pokojach. Lanthimos ten zamknięty świat kreuje w sposób bardzo spójny, jednocześnie odsuwając władców od tych nad którymi władają. Nie tylko Francja gdzie rozgrywa się wojna jest daleko. Także sama Anglia wydaje się być oddalona od tysiące kilometrów od pokojów królowej gdzie dwie kobiety walczą o władzę.

 

Photo by Atsushi Nishijima

Film, co chyba nikogo nie dziwi, opiera się na doskonałych kreacjach aktorskich. Jest w Faworycie scena w której królowa Anna pojawia się na balu i obserwuje zebranych. Kamera zatrzymuje się na twarzy Olivii Colman i bacznym okiem obserwuje wszystkie zmiany jakie zachodzą w królowej, która początkowo zdaje się dobrze bawić, a potem jest znudzona, zazdrosna i rozgoryczona tym co widzi. Colman pokazuje te uczucia nie zmieniając wyrazu twarzy, w jednym długim ujęciu. Nie każdy aktor jest w stanie wytrzymać na sobie oko kamery, a zagrać całą scenę w takim jednym ujęciu to już potrafi tylko garstka. Ogólnie Colman ma dokładnie wszystkie cechy które sprawiają, że jednocześnie Anny nie lubimy, żałujemy jej i widzimy jak bardzo nieszczęśliwa jest to kobieta. Serio to rola fenomenalna, a jednocześnie sprawiająca wrażenie bardzo naturalnej i niewystudiowanej. Plus wiecie to rola bez żadnej próżności – za to jak podejrzewam, z wielkim zaufaniem wobec reżysera. Nie mam wątpliwości, że tu należy się nie tylko Oscar ale cały zestaw możliwych nagród.

 

Photo by Yorgos Lanthimos

Niemal wszędzie za rolę drugoplanową nominowana jest zarówno Rachel Weisz jak i Emma Stone. Trzeba jednak stwierdzić, że są to role moim zdaniem niekoniecznie równe sobie. Emma Stone gra dziewczynę która przede wszystkim korzysta ze swojego miłego (pozornie) usposobienia i wrażliwości do zapewnienia sobie bezpieczeństwa i pozycji na dworze. Stone gra doskonale jednak na mnie większe wrażenie zrobiła rola Rachel Weisz. Być może dlatego, że grana przez nią Sarah Churchill ma więcej do stracenia, może dlatego, że tu pojawia się więcej sugestii, że romans z królową był czymś więcej niż tylko sposobem zapewnienia sobie pozycji na dworze, ale uczuciem które rozwijało się od wspólnego dzieciństwa. Zresztą powracanie do wspomnień jest tym co najbardziej łączy królową z jej faworytą – bezpiecznym portem w którym wszystko zawsze jest miłe i dobre. Weisz gra kobietę całkowicie opanowaną i niesamowicie pewną siebie – nawet w sytuacji która wykracza daleko poza jej palny. Jednak potrafi co pewien czas pokazać delikatność, która czyni tą rolę intrygującą i niejednoznaczną.

 

Photo by Yorgos Lanthimos

Należy tu zauważyć, że najbardziej przewrotnym elementem tej opowieści jest zestawienie współczesnego języka i współczesnego (pod wieloma względami) sposobu myślenia, z przepysznymi strojami, makijażem z epoki (a właściwie przerysowanym makijażem z epoki), perukami i wnętrzami. Film jest ciekawie oświetlony – często naturalnym światłem, jest w nim dużo świec i pochodni, a także ciemności i mroku. Przestrzeń wydaje się z jednej strony przeładowana, z drugiej często sprawia wrażenie, nieco brudnej, zanieczyszczonej czy nawet nieco gnijącej. Jak martwa natura którą pięknie ułożono i zostawiono zbyt długo na stole. Jednak uroda kostiumów zestawiona z często wulgarnym językiem i wszechobecnym błotem, doskonale zgrywa się z tym jak sam reżyser kontrastuje dość paskudne charaktery bohaterów z ich wyglądem. Cały dwór jest jednocześnie miejscem pięknym, zamożnym i absolutnie odpychającym.  Jednocześnie podział historii na zatytułowane rozdziały sprawia, że wszelkie dyskusje na temat wiarygodności historycznej poszczególnych scen, miejsc, postaci czy strojów nie maj wielkiego sensu. Od razu wiemy, że oglądamy nie tyle próbę rekonstrukcji przeszłości, co opowieść w tej przeszłości osadzoną.

 

Lanthimos zrobił coś na co czekałam od dawna. Nie tylko wyzwolił opowiadanie o kobietach w historii od ciężaru mówienia o nich przez pryzmat związków z mężczyznami (nie zrobił tego jako jedyny ale w ostatnich latach wcale nie było tego tak dużo), ale stworzył jakąś historyczną narrację która nie wpływa do bezpiecznego portu „film kostiumowy”. Produkcje kostiumowe mają to do siebie że często tworzą bezpieczny i zbyt grzeczny świat, w którym trudno dostrzec prawdziwych ludzi. Ci którzy potrafią ten ład zaburzyć dają nam możliwość spojrzenia na przeszłość inaczej. Oglądając Faworytę przypominałam sobie „Śmierć Ludwika XIV”, fil który też do tego gatunku filmu historycznego czy kostiumowego podchodził z innej perspektywy. Osobiście uważam że takich filmów wciąż mamy za mało. Zwłaszcza takich które powstają w jakiejś kontrze do dobrze znanej wersji historii. A właściwie do dobrze znanej opowieści o historii (w przypadku dziejów królowej Anny na jej postrzeganie wpłynęły bardzo pamiętniki rozgoryczonej pani Churchill). Przeszłość ma wiele do zaoferowania przyszłości. Tylko musimy ją sobie opowiadać bez złudzeni. Wobec ludzi i królików.

Ps: Zupełnie na marginesie pomyślałam sobie, że jest to jednak intrygujące że tyle lat minęło od czasów królowej Anny ale wciąż jedne z najważniejszych osób w Wielkiej Brytanii wywodzą się z rodzin które umierały z nudów na jej dworze. Jak niewiele się zmienia podczas gdy zmienia się tak wiele.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...