Kiedy Asgard był jeszcze młody czyli czy pierwszy Thor rzeczywiście jest gniotem

14/11/2017

Otarci żołnierze w mokej koszulu czyli literówkowy wpis Zwierza vol.6

14/11/2017

Nie ogląda się dwa razy tych samych Edwardian czyli o nowym Howards End

14/11/2017

Anglicy cierpią na specyficzną przypadłość, która każe im raz na dziesięć, dwadzieścia lat spojrzeć na wszystkie ekranizacje swojej klasyki i dojść do wniosku, że to wszystko nie ma sensu i czas nakręcić to jeszcze raz. Ta słabość niekiedy prowadzi ich na manowce, a niekiedy dostarcza prawdziwych perełek. W tym sezonie dostaliśmy mini serial na podstawie Howards End.

 

Zwierz musi powiedzieć, że podziwia odwagę twórców serialu by zmierzyć się z filmem z 1992 roku. Howards End to jeden z najbardziej prominentnych przykładów tzw. Heritage film, produkcji kostiumowej która odwołuje się do brytyjskiego dziedzictwa i historii. Heritage films święciły sukcesy głównie w latach 80 i 90 zwłaszcza za sprawą duetu Merchant- Ivory, którzy odpowiedzialni byli za kilka najlepszych filmów w tym nurcie. Heritage films czy pisząc po polsku – kino dziedzictwa, to zjawisko, które fascynuje Zwierza, bo stanowi specyficzne podejście do własnej historii czy do adaptowania literatury. Z jednej strony mamy bowiem kino kostiumowe, z drugiej – jest to kino świadome przełomów społecznych i często bardzo postępowe – dające przestrzeń mniejszościom (Marucie jako film o homoseksualizmie) czy właśnie Howards End gdzie akcja rozgrywa się wokół niezależnych i postępowych kobiet. To nurt który nadal możemy dostrzec w brytyjskim kinie kostiumowym choć nie na taką skalę jak w latach 90.

 

Zwierz był trochę zdziwiony gdy przeczytał, że jedną z ról dramatycznych dostała Tracey Ullman , znana głównie z występów komediowych. Ale sprawdziło się, że komicy doskonale grają poważniejsze role

Jednak nie tylko przynależność do bardzo określonego i ważnego nurtu czyni konkurowanie z filmowym Howards end tak wielkim wyzwaniem. Film spotkał się bowiem z bardzo ciepłym przyjęciem – był pokazywany w Cannes i dostał dziewięć nominacji do Oscara – w tym jedna z tych nominacji zamieniła się na statuetkę dla Emmy Thompson. Zresztą skoro przy tym jesteśmy – trudno konkurować z filmem w obsadzie którego mamy Emmę Thompson, Anthony’ego Hopkinsa czy prześliczną, młodziutką Helenę Bonham Carter. A to nie wszystko bo w rolach drugoplanowych występuje sporo aktorów na myśl o których szybciej bije serce wielbicieli brytyjskiego kina. Innymi słowy – mamy do czynienia z produkcją, nie tyle znaną, co istotną i w sumie – jak na możliwości streszczenia w filmie długiej i skomplikowanej akcji powieści – doskonale skondensowaną i opowiedzianą. Howards End się nie zestarzało (Zwierz powtarzał sobie film przy okazji recenzji) więc konkurować z nim to konkurować z dziełem żywym i udanym.

 

Zwierz absolutnie zakochał się w płaszczu głównej bohaterki. Chciałby mieć płaszcz z taką mnogością guziczków

Najwyraźniej jednak jest w Brytyjczykach jakaś wrodzona bezczelność, czy nieczułość bo postanowili swój czteroodcinkowy serial nakręcić. Już po pierwszym odcinku Zwierz może wam powiedzieć – dobrze zrobili. Po pierwsze, od razu widzimy plusy wynikające z faktu, że mini serial ma dużo więcej czasu na opowiedzenie tej samej historii. Początek filmu musi z konieczności posługiwać się pewnym skrótem – serial daje nam więcej czasu – co działa na korzyść przede wszystkim postaci Helen – młodej niezależnej dziewczyny, która spędza lato u zaprzyjaźnionej rodziny Wilcoxów. W filmie w sumie nie wiemy dokładnie jak to lato się ułożyło (poza jej nieudanymi zaręczynami) – w serialu zanim do porywów serca dojdzie, dostaniemy jeszcze trochę jej obserwacji na temat rodziny i domu w którym mieszka. Dzięki temu dużo lepiej wiemy z kim mamy do czynienia – zarówno poznaliśmy lepiej samych Wilcoxów jak i rezolutną ale jednak przekorną Helen.

 

Zmiana różnicy wieku pomiędzy aktorami sprawiła że zupełnie inaczej oglądamy relacje postaci

Ta przestrzeń którą historii daje wydłużenie jej do czterech godzin pozwala nam też nieco lepiej przyjrzeć się interakcjom między rodzeństwem – bo jest to przecież historia zawiłych losów jednego rodzeństwa – Margaret, Helen i ich brata Tibby. W filmie nie ma za dużo miejsca by pokazać nam jak to rodzeństwo (osierocone przez rodziców) radzi sobie z życiem i jak tak naprawdę nie mają nikogo (poza jedną ciotką) kto mógłby się nimi „zaopiekować”. Serial dość dobrze to pokazuje – że mamy do czynienia z ludźmi którzy są jednak w dość niezwykłej sytuacji. A jednocześnie – dostajemy bardzo ładne sceny świadczące o uczuciu i bliskości między rodzeństwem – takie które sprawiają, że lepiej rozumiemy postaci i darzymy je większą sympatią. Biorąc pod uwagę późniejszy rozwój wydarzeń – dobrze, że możemy naszych bohaterów lepiej poznać.

Oj bardzo zmieniła się estetyka filmów kostiumowych przez te dwadzieścia lat. dziś wszyscy mają ciekawsze strojne niż w 1992

 

Kolejna sprawa – warta zaakcentowania – to fakt, że serial zdecydowanie lepiej buduje nam wstęp do tego co będzie później. Dobrym przykładem jest relacja pomiędzy Margaret a Henrym Willcoxem. Z powieści wiemy, że w przyszłości te dwie postacie będą małżeństwem. Chwilowo, jest to jednak zupełnie nie do pomyślenia. Co nie zmienia faktu, że w scenach pomiędzy tymi bohaterami widać dużo życzliwości, autentycznego zainteresowania – taki jeden uśmiech więcej, troszkę dłuższe spojrzenie. Nic nachalnego – bo serial trzyma ducha powieści, ale wystraczająco by widz wiedział, że powinien pamiętać że między tymi postaciami jest jakieś porozumienie – które potem zostanie rozwinięte. Zdaniem Zwierza serial radzi sobie z tym dużo lepiej niż film, w którym trudno było znaleźć (przynajmniej na początku) jakiekolwiek porozumienie między postaciami granymi przez Emmę Thompson i Anthony’ego Hopkinsa.

 

Serial doskonale pokazuje nam relacje między rodzeństwem – które stanowią serce produkcji. A obie aktorki grają swoje bohaterki bardzo współcześnie

No właśnie czas chyba napisać parę słów o obsadzie. Zwierz powie wam szczerze, że serial jest na tyle inny i niezależny w sposobie jak opowiada znaną zwierzowi historię, że nie ma w nim pokusy porównywania ról. A jednocześnie – część  z nich jest zagrana zupełnie inaczej. Doskonale to widać na przykładzie Helen – Philippa Coulthard gra zupełnie inną dziewczynę  niż ta którą grała Helena Bonham Carter. Mniej w niej takiej „brytyjskiej róży” więcej niezależnej, emocjonalnej dziewczyny wychowanej na postępowych ideach swojej siostry. W sumie jest to dużo ciekawsza i bardziej świadoma (a także dużo bardziej współczesna) bohaterka niż ta z filmowej ekranizacji. Z kolei Hayley Atwell która gra Margaret sprawiła na Zwierzu wrażenie, osoby która wzięła z interpretacji Thompson to co najlepsze, ale dodała dużo więcej energii jej bohaterce, i przynajmniej na razie jej postać sprawia wrażenie jakby nieco młodszej. Jednak najciekawsza zmiana – z punktu widzenia zwierza, zaszła przy Henrym Willcoxie.  Matthew Macfadyen (większość kojarzy go z roli Pana Darcy) jest od Hayley Atwell straszy o osiem lat. Anthony Hopkins był od Emmy Thompson starszy o dwadzieścia jeden lat. Zmniejszenie różnicy wieku pomiędzy aktorami sprawia, że zupełnie inaczej patrzymy na ich wzajemne relacje. Jednocześnie – bohater Hopkinsa sprawiał dużo bardziej chłodne, wycofane, despotyczne wrażenie. MacFadyen ma spojrzenie smutnego psiaka, i głos przepojony życzliwością, a jak się uśmiecha wierzymy, że naprawdę się cieszy, że nas widzi. I tak Henry Willcox stał się w tej adaptacji zupełnie innym człowiekiem.

 

Serial ma dużo więcej czasu by przedstawić nam dość napakowaną wydarzeniami fabułę – zwłaszcza na początku wychodzi dużo lepiej niż w filmie

Uwagę Zwierza przyciągnęła jeszcze jedna kwestia – koloru skóry bohaterów. Główne postacie grają rzecz jasna wyłącznie aktorzy biali (choć może już nie rzecz jasna – brytyjskie kino pod tym względem jest coraz bardziej postępowe) ale np. nasze rodzeństwo ma czarnoskórą służącą. Więcej – zaszła istotna zmiana w pokazywaniu, żony drugoplanowego bohatera, ubogiego urzędnika  Leonarda. Otóż w adaptacji z lat 90 była to po prostu dziewczyna z dużo niższej klasy społecznej,  grubiańska, nie pasująca do towarzystwa.  Jej przykład wyraźnie odnosił się do kwestii nieprzekraczalnych różnic klasowych. We współczesnej adaptacji żona bohatera jest czarnoskóra. I teraz Zwierz się zastanowił jak ma interpretować fakt, że Leonard ukrywa swoją żonę – czy wciąż w kontekście czysto społecznym, czy jednak wziąć pod uwagę kolor skóry aktorki. Innymi słowy, zwierz jeszcze nie wie, czy ma czarnoskórą aktorkę grającą kobietę z klasy niższej, czy też bohaterka też jest czarnoskóra. Przy czym zwierz ma nadzieję, że chodzi o to pierwsze bo zaszkodziłoby adaptacji nienawiązanie do tej głębokiej kwestii klasowej – zwłaszcza że w sumie o tym jest ta historia.

 

Może trzeba ufać Anglikom, że wiedzą co robią kiedy wracają do Howards End

Ostatecznie trzeba powiedzieć – nie powinniśmy się dziwić bezczelności Brytyjczyków. Najwyraźniej dobrze wiedzą, że wraz ze zmianą czasów, potrzebne są nowe ekranizacje kładące nacisk na inne aspekty historii. Tu np. bardzo wyraźnie wybrzmią rozmowy i poglądy na temat praw kobiet i tego jak młode pokolenie nie zawsze umie się w tej kwestii dogadać z poprzednim. Poza tym – rzeczywiście dobrze jest móc porównać dwie zupełnie różne adaptacje tej samej powieści i zobaczyć różne interpretacje tej samej roli. Tak więc Zwierz z niecierpliwością wyczekuje kolejnych odcinków i jest zadowolony, że zafundowano nam Powrót do Howards End.

Ps: Zwierz będzie miał dla was bardzo fajny konkurs w najbliższych dniach. Jeśli chcecie się wybrać na Warsaw Comic-Con to koniecznie trzymajcie rękę na pulsie bo będą do wygrania wejściówki!

 

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • wazon

    Zawsze mam dziwne uczucie, kiedy oglądam pierwszy raz adaptację powieści, a jeszcze dziwniejsze, kiedy widzę powtórnie nakręcony film. Człowiek czyta, wyobraża sobie sceny i postacie, a potem pokazują mu „inne” osoby, bo aktor nie jest tym facetem, którego sobie człowiek wyobraził. A potem kręcą wszystko jeszcze raz i już Wokulski nie jest sobą, tylko trzecim z kolei mężczyzną . Sklep wygląda inaczej, Izabella inaczej, Rzecki inaczej i odczuwa się to jak , przepraszam za określenie, coś w rodzaju gwałtu na wyobraźni. ( Ciągle wracam tu do „Lalki”, bo uważam to za jedną z najlepszych polskich – i nie tylko- powieści i najłatwiej mi o niej pisać.)A potem ta wyobraźnia zatrzymuje się na jednej z wersji, tyle, że chyba BARDZO rzadko na tej pierwszej, własnej.
    Co, broń Boże, nie znaczy, żę jestem przeciwna adaptacjom. Absolutnie nie jestem. To tylko uwaga na marginesie.

  • Hanako

    Zwierzu kochany, filmy o których wspominasz to „heritage films”, nie „harritage” . Dobrze byłoby poprawić.

  • Shakuahi

    A co Zwierz myśli o zapowiedzi kolejnej telewizyjnej adaptacji Dumy i Uprzedzenia?