Niezależnie, demokratycznie i w streamingu czyli Zwierz o Filmocracy

08/02/2019

Cuaron już nie wie co powiedzieć czyli Zwierz i BAFTY 2019

08/02/2019

Wszyscy jesteśmy Spartakusem czyli jak pokazać solidarność

08/02/2019

Dziś mam dla was wpis, który chodził mi po głowie już od dawna. I w sumie cieszę się, że mam bloga na którym mogę pisać nie o filmie, czy serialu ale o jednej scenie. Ale scenie ważnej, i z punktu widzenia kultury i tego jak pokazujemy sobie pewne rzeczy – całkiem istotnej. Dziś będę mówić o tym, że wszyscy jesteśmy Spartakusami. Jeśli z jakiegoś powodu nie wiecie jak skończył Spartakus albo jak przebiegała jego historia to tak w tym tekście są spoilery.

W filmie „Spartakus” w reżyserii Stanleya Kubricka, z 1960 roku, pod koniec znajdziemy jedną z najważniejszych i najbardziej poruszających scen w historii Hollywood. Oto niewielki rzymski oddział staje naprzeciwko zbuntowanych ale pokonanych niewolników. Jest już po bitwie, powstanie zostało stłumione. Jednak zebrani i skuci kajdanami niewolnicy mają szansę zachować życie. Wystarczy że wskażą ciało, lub jeszcze żywego Spartakusa. To cena za ocalenie życia. Kiedy bohater grany przez Kirka Douglsa ma już powstać i powiedzieć, że oto on jest Spartakusem, po kolei zaczynają wstawać inni  niewolnicy, z których każdy deklaruje „I am Spartacus”. Rzymski generał, grany przez Oliviera spogląda na to z przerażeniem. Po policzku Spartakusa spływa pojedyncza łza – jego powstanie jednak odniosło jakiś sukces. Jednak nie ma miejsca na happy end, bo rzymianie są bezwzględni – wszyscy niewolnicy którzy zdecydowali się na gest solidarności zostaną ukrzyżowani.

Sama scena jest fascynująca z wielu powodów. Po pierwsze należy zaznaczyć, że nie mamy podań by kiedykolwiek zdarzyła się w historii, zresztą film jest bardziej adaptacją książki niż historycznych zdarzeń. Jednak ta konkretna scena ma głębszy wymiar. A to wszystko ze względu na osobę scenarzysty. Pisałam wam już kiedyś o Daltonie Trumbo – amerykańskim scenarzyście, który w czasach w których w Stanach szukano wszędzie komunistów, odmówił stawienia się przed rządową komisją, zeznawania i wyrzeczenia się komunizmu. Przy czym, żeby było jasno Trumbo był członkiem amerykańskiej partii komunistycznej, ale jego poglądy – przynajmniej te którym dawał wyraz w swoich scenariuszach dalekie były od wspierania Związku Radzieckiego czy Stalina. Trumbo stał się częścią grupy nazwanej Hollywood Ten – to pracownicy przemysłu filmowego, którzy trafili na czarną listę – nie mogli pracować w Hollywood, nich ich nie mógł zatrudnić, zwłaszcza pod ich własnym nazwiskiem. Trumbo znalazł lukę w tym przepisie, pisząc scenariusze pod pseudonimem. Trumbo pisał bardzo słabe scenariusze do bardzo niskobudżetowych filmów. Kiedy jednak pojawiała się szansa na napisanie poważniejszego scenariusza odnosił sukcesy. Jak wtedy kiedy dostał Oscara za film  The Brave One, ale nie mógł go odebrać ponieważ oficjalnie nie on go napisał. Co ciekawe dopiero w latach dwutysięcznych Akademia oficjalnie uznała jego Oscara.

 

Kirk Douglas i Stanley Kubrick na planie Spartakusa
Źródło”: Wiki Commons

Jednak w okolicach lat sześćdziesiątych napięcia wokół lęku przed komunistami znacznie opadły. Nie zmieniało to jednak faktu, że aby Trumbo mógł wrócić do normalnej pracy potrzebował wsparcia. Wsparcia udzielił mu Kirk Douglas. Podobno zdecydował się na to kiedy na spotkaniu na którym Edward Lewis i Stanley Kubrick rozmawiali, kogo podpisać jako scenarzystę filmu. Ponoć ochota z jaką każdy z panów, a zwłaszcza Kubrick był gotowy przywłaszczyć sobie osiągnięcia Trumbo przekonały aktora że nazwisko prawdziwego scenarzysty musi się pokazać w napisach końcowych. Douglas wykorzystał swoją pozycję – był gwiazdą filmu, bez niego raczej nie udałoby się nakręcić Spartakusa. Ponoć dla Trumbo niesamowicie wzruszający był fakt, kiedy Douglas korzystając z własnego nazwiska kazał pozostawić dla niego przepustkę przy wjeździe do studio filmowego. Scenarzysta po dziesięciu latach po raz pierwszy wracał do miejsca z którego wyszedł (przypomnijmy jeszcze, że był autorem np. scenariusza do Rzymskich Wakacji). Uważa się, że gest Douglasa i uznanie nazwiska Trumbo w napisach końcowych zakończyło realne funkcjonowanie czarnej listy. Na pewno pomogło, że obejrzeć Spartakusa poszedł obejrzeć Kennedy i go nie potępił.

 

Dalton Trumbo był wybitnym scenarzystą. To nie pozostawia wątpliwości. Napisał min. Rzymskie Wakacje
Źródło:Huntington Theatre Company

Biorąc to pod uwagę, scena „I am Spartacus” ma co najmniej kilka wymiarów. Po pierwsze – należy pamiętać że pisał ją człowiek o poglądach bardzo lewicowych – bunt niewolników i ich solidarność w obliczu władzy – trudno o lepszy film do napisania przez człowieka tak postrzegającego świat. Solidarność niewolników można ponownie odczytywać na dwa sposoby. Z jednej strony – to typowe pokazanie siły i znaczenia solidarności – w tym przypadku możemy podejrzewać, jest w tym trochę marzenia o wielkiej „zawodowej” solidarności, która być może nie kończy się zawsze triumfem nad władzą ale przynajmniej daje poczucie celu. Z drugiej – to scena która wskazuje, że przy działaniu grupowym każdy jest bohaterem. Spartakus nie jest tylko jedną osobą, jest ideą, w tym przypadku ideą wolności, z którą może się identyfikować każdy z bohaterów – deklaracja nie tylko broni tu pojmanego niewolnika ale pokazuje jak bardzo pozostali utożsamiają się ze sprawą. Ostatecznie możemy wskazać że tak jak bohater stał się ofiarą niesprawiedliwości i prześladowania tak każdy pojmany może się utożsamiać z takim traktowaniem. Wszyscy jesteśmy Spartakusem więc wszyscy jesteśmy skrzywdzeni. Jeśli przyłożymy do tego biografię scenarzysty i jego doświadczenia – dostaniemy bardzo wieloznaczną scenę. Może ona zarówno symbolizować marzenie o tym co by się stało gdyby wszyscy stanęli murem wobec oskarżeń, pochwałę tych którzy trzymali się swoich ideałów, jak i wskazanie jak walczyć w sytuacji gdy władza wyciąga jednostkę z tłumu by wymierzyć jej „sprawiedliwość”.  Jest w tym też jakieś marzenie o solidarności, która jest stawiana ponad jednostkowe cele, nawet ten najważniejszy – by przeżyć. Co biorąc pod uwagę jak tyrańskie władze, sprawiają, że człowiek skupia się na zachowaniu własnego bezpieczeństwa, jest marzeniem wielkim choć nie zawsze do zrealizowania.

 

Dlaczego opowiadam wam tą długą historię jednej sceny? Ponieważ ta bardzo specyficzna scena, w filmie o skomplikowanej historii (zarówno przed jak i za kamerą) stała się punktem odniesienia dla hollywoodzkiego sposobu pokazywania solidarności. Co więcej, dziś 59 lat później  niewiele osób które oglądają serialowe czy kinowe przetworzenia tej sceny zdają sobie sprawę, nie tylko z tego w jakim kontekście powstała ale w ogóle z tego, że jest to filmowy cytat. Nie obrażam nikogo stwierdzając, że prawdopodobnie Spartacus Kubricka nie jest wysoko na liście filmów do obejrzenia współczesnej młodzieży. Co nie zmienia faktu, że kiedy twórcy Sex Ed postanowili pokazać rzadki rodzaj szkolnej solidarności – wybrali niemalże idealne przepisanie sceny ze Spartakusa. Co prawda tu powstają kolejni uczniowie deklarując, że rozesłane po szkole intymne zdjęcie przedstawia ich (co ważne, choć zdjęcie sugeruje, że przedstawia ono dziewczynę, w tłumie wstają wszyscy – łącznie z chłopakami) – stwierdzenie „To moja wagina” staje się tu utożsamieniem z poczuciem, że młody człowiek ma prawo do swojej seksualności i do popełniania błędów. Przed kim buntują się młodzi ludzie – przed najbardziej tyrańską władzą jaką znają – dyrektorem szkoły. Ponownie – jest to marzenie o solidarności która działa ponad podziałami – w tym przypadku na szkolne koterie i grupy przyjaciół.

Nie jest to pierwszy raz kiedy ten schemat wykorzystano w opowieści która dzieje się w szkole. W filmie „Przodem do tył” bohater odkrywa, że jest homoseksualistą, z tego powodu dyrektor szkoły decyduje się nie przyznać mu nagrody dla ulubionego nauczyciela roku, co budzi oburzenie uczniów. Po kolei zaczynają wstawać i deklarować, że są homoseksualistami. Przyłączają się do tego zgromadzeni na szkolnej sali mieszkańcy miasteczka. Ponownie – łącznie z tymi którzy żyją w heteroseksualnych związkach.  Stwierdzenie „ I’am gay” jest tu nie tyle utożsamieniem się z postawą bohatera co raczej sprzeciwieniu się przesądom i lękom – skoro wszyscy jesteśmy z marginalizowanej grupy to nikogo z nas nie możecie zmarginalizować. A poza tym nie ma znaczenia orientacja seksualna. Choć nie ma raczej wątpliwości że twórcy cytują Kubricka z pełną świadomością do czego nawiązują, to jednocześnie ta scena dobrze pokazuje jak sam ten zapisany w scenie akt może różnie zagrać. Tu mamy spór nie tyle z władzą ale przede wszystkim z ignorancją i przesądem, które zachowanie mieszkańców miasteczka ośmiesza.

 

Ponieważ scena ze Spartakusa jest tak dobrze znanym punktem odniesienia często jest parodiowana – w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. W jednym z odcinków Community kiedy bohaterowie po kolei zaczynają się przyznawać do tego kto puścił gazy, Jeff przyznając się mówi, że to naprawdę była jego wina, a niekoniecznie naśladuje scenę ze Spartacusa. Ciekawe nawiązanie do sceny znajdziemy w moim ukochanym serialu Younger. Na spotkaniu autorskim pisarz (wzorowany na Martinie) decyduje się wyznać, że to on jest autorem niesamowicie popularnej erotycznej serii książek dla kobiet (wzorowanej na Pięćdziesięciu Twarzach Greya). Kiedy publicznie krzyczy że to on jest autorką, bohaterka serialu aby ratować sytuację oświadcza, że nie to ona jest autorką. Jej myśl przechwytują inni pracownicy wydawnictwa i po chwili cała sala przyznaje się do autorstwa. Co ciekawe – choć jest to parodia to dość dobrze oddaje pewną myśl oryginalnej sceny – każdy może się utożsamić z pewną ideą i osobą która ją reprezentuje. W tym przypadku, każdy z zebranych może się potencjalnie utożsamić z autorką erotycznej książki i nie ma ochoty za to przepraszać. Scena wykorzystuje trop komediowo ale zachowuje jego przewodnią myśl.

 

Nie sposób tu nie wspomnieć o bardzo świadomym, ponownie komediowym nawiązaniu, w Żywocie Briana. Tam z kolei rzymscy legioniści przychodzą do ukrzyżowanych już skazańców pytając który z nich jest Brianem bo tego kto jest Brianem uwolnią. Oczywiście natychmiast wszyscy ukrzyżowani zaczynają deklarować że to oni są Brianem (i ich żona też). Żołnierze uwalniają pierwszego ze skazańców który przyznał się do bycia Brianem, który w tym momencie zaczyna ich przekonywać, że tylko żartował. Nie ma wątpliwości że brytyjscy komicy nawiązywali bezpośrednio do Spartakusa. Co ciekawe udało im się nie tylko wyśmiać scenę ale dobrze pokazać jak taka powszechna deklaracja może działać zupełnie odwrotnie kiedy przyznając się do nie swojej tożsamości można coś zyskać, a nie stracić.

Oczywiście przetworzenia sceny ze Spartakusa nie są jedynymi sposobami pokazywania solidarności. Ale te inne, niekoniecznie padają daleko od filmu z lat 60. Ot np. scena w Stowarzyszeniu Umarłych Poetów, gdzie młodzi uczniowie relegowanego nauczyciela wchodzą na krzesła mówiąc „Captain, my captain”. Choć nie ma tu  tak jednoznacznego utożsamienia się z odchodzącym nauczycielem, to uczniowie pokazują solidarność a jednocześnie wskazują, że utożsamiają się z jego nauczaniem. Jest to też bunt przeciwko panującym w szkole zasadom – pomijając wchodzenie na stoły, uczniowie nie powinni tak publicznie i razem przeciwstawiać się autorytetowi dyrektora. Oczywiście – nie jest to dokładne przetworzenie sceny ze Spartakusa.

 

Dlaczego w ogóle ten wpis powstał? Być może dlatego, że nawiązanie do tej sceny ze Spartakusa wyskoczyło mi w kilku produkcjach które oglądałam w ciągu ostatniego roku, dwóch i przyszło mi do głowy, jak bardzo Kubrick i Trumbo ustalili kanon pokazywania solidarności na ekranie. To niesamowite jak wiele scen w filmach jest tak naprawdę nawiązaniami, przeróbkami, transformacjami istniejących już wcześniej tropów filmowych. Między innymi dlatego oglądanie starszych produkcji (zakładam że dla wielu film z 1960 roku jest starszą produkcją) daje takie fory kiedy się pisze o kinie. Bo widzimy nie tylko przeróbki ale też źródła. Ale nie tylko o to chodzi. Biorąc pod uwagę historię powstania scenariusza i samego filmu to trochę pokazuje, jak czasem najmocniejsze sceny w kinie są takie a nie inne bo korespondują z czymś prawdziwym. Co resztą przypomina, że tak naprawdę nigdy nie opowiadamy sobie po prostu historii o rzymskich niewolnikach, zawsze opowiadamy sobie o nas samych. O tym kim jesteśmy, kim boimy się być albo kim być pragniemy. Przyznam szczerze, że to skłania do myślenia – ile jeszcze jest takich scen w kinematografii – tak mocnych, prawdziwych czy po prostu – przemawiających do naszej wyobraźni, że wystarczy do niej nawiązać – nawet komediowo, by przywołać ten zestaw emocji i poczucia, że widzimy coś prawdziwego. Być może dlatego, że w ostatecznym rozrachunku – wszyscy jesteśmy Spartakusami.

Ps: Kochani kilka ogłoszeń parafialnych. Tak więc 14.02 będzie moje spotkanie autorskie w Empiku w Arkadii. Jeśli nie dacie rady to 21.02 będzie moje spotkanie autorskie w Młodszej Siostrze, też w Warszawie, na Powiślu. 22.02 będę w Bibliotece z Pasją w Gdyni prowadząc szkolenia „Jak być przyzwoitym w Internecie”. Jeśli jednak wpadniecie wieczorem to możecie przynieść książkę – chętnie ją podpiszę po warsztatach. 24.02 będą Oscary. Dostałam zaproszenie by znów być wśród komentujących, ale jak zawsze zapraszam was na mojego twitera i na hashtag #oscaryzeZwierzem. Poza tym 16.02 będą miały premiery Aktualności Filmowe o Oscarach w których występowałam. A w ogóle w 24.02 w Radiu Dla Ciebie będzie można posłuchać rozmowy ze mną – o Oscarach. A to dopiero początek (ok nie prawda – środek promocji)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...