Każdy powinien mieć wannę czyli 1071 słów tęsknoty

09/07/2018

Słowa, melodia i rytm czyli o Zimnej Wojnie

09/07/2018

Życie rodzinne z elementami walki ze złem czyli Zwierz o Iniemamocnych 2

09/07/2018

Zwierz nigdy nie był wielkim fanem „Iniemamocnych”, choć uwielbiana animacja Pixara miała dobre sceny, to jednak nigdy film nie trafił jakoś szczególnie do serca Zwierza, a już główny przeciwnik bohaterów (i jego motywacje) były dla Zwierza co najmniej problematyczne. Ten brak entuzjazmu oznaczał, że Zwierz nie czekał jakoś szczególnie na część drugą. I było to chyba dobre wyjście, bo sam film okazał się zdecydowanie lepszy niż można się było spodziewać. To znaczy niż można by się spodziewać biorąc pod uwagę, że nie wszystkie drugie części popularnych animacji dorównują poziomowi pierwowzoru.

Cała historia zaczyna się dosłownie chwilę po tym jak kończy się film pierwszy – co jest pomysłem niesłychanie oryginalnym (biorąc pod uwagę ile minęło między pierwszą a drugą częścią) ale też ułatwiającym pracę twórcom – nie trzeba wymyślać co działo się z rodziną Iniemamocnych po ostatnim odcinku, no i bohaterowie są dokładnie tam gdzie ich zostawiliśmy w poprzednim filmie – nikt się nie zestarzał, nikt nie dorósł (co jest ważne kiedy bohaterami są też dzieci). Zmienia się tylko nieco problem – bo tym razem władze i mieszkańcy mają poważne uwagi odnośnie tego czy działalność super bohaterów ma sens skoro połowa miasta jest zniszczona a niewiele dobrego z tego przyszło. Tu Iniemamocni kontynuują tradycję przyglądania się tej bardziej codziennej stronie działalności bohaterów i problemów jakie takie super akcje stwarzają dla zwykłych mieszkańców miasta.

 

Narracja trochę jak w pierwszej części rozpada się trochę na dwa wątki – ten super bohaterki i rodzinny. Od razu przyznam, że wątek super bohaterki jest dość prosty – i miejscami sztampowy. Chyba największym zaskoczeniem może być fakt, że główny przeciwnik bohaterów dostaje w tym filmie jeden monolog i jest to monolog z którym właściwie człowiek mógłby się zgodzić. To jest w sumie dość problematyczne kiedy złol się wypowiada i ma taki dobry antykonsumpcyjny przekaz. Inna sprawa – film sugeruje, że nikt nie mówi tu niczego z serca i wszystko jest elementem większego planu. Poza tym – czy można się od filmu Disneya spodziewać, że ktoś z silnym skierowanym przeciwko konsumpcjonizmowi przesłaniem będzie miał rację? Co nie zmienia faktu, że kiedy słyszy się z ekranu uwagę o tym że zamiast podróżować mamy kanały podróżnicze a zamiast sportu kanały sportowe i wszystko przeżywamy za pośrednictwem ekranów to człowiek ma poważny problem by uznać że to przemowa godna złoczyńcy. Choć może Disney ufa inteligencji widza, który argumenty wyłapie.

 

Drugi wątek to opowieść o rodzinie. Tu następuje nagła zamiana miejsc – pani Iniemamocna – czyli Elastyna rusza do pracy – jej działania okazują się lepsze z punktu widzenia PR – działa wyrządzając mniejsze szkody i jeszcze nikt nie traci przy niej życia. Pan Iniemamocny zostaje więc w domu i musi zając się dziećmi. Co nie jest proste, kiedy chłopak córki zapomniał zabrać ją na randkę bo ktoś mu wykasował wspomnienia, syn uczy się nowych wzorów matematycznych, a najmłodsze dziecię posiada tuzin trudnych do opanowania super mocy i jeśli nie nakarmi się go ciasteczkiem zamienia się w potwora.  Rodzicielstwo jest tu istotnie działaniem dla super bohatera i to takiego, który potrafi obejść się bez snu. Co ciekawe – mimo, że film zawiera taki dość klasyczny wątek rozdarcia kobiety pomiędzy chęcią kariery zawodowej a przekonaniem, że bez jej obecności życie rodzinne zamieni się w chaos – to nie poświęca mu bardzo dużo czasu. Najwyraźniej twórcy uznali, że dziś dużo mniej kobiet odczuwa ten konflikt a jego rozwiązanie jest dużo łatwiejsze kiedy zakłada się czynną obecność ojca w wychowaniu dzieci – co dziś jakoś bardzo nie dziwi (przynajmniej w niektórych środowiskach).

 

Sama opowieść o rodzinie jest – przynajmniej moim zdaniem – zdecydowanie bardziej zajmująca niż jakiekolwiek przygody czy sceny akcji. Głównie dlatego, że Iniemamocni doskonale oddają rodzinną dynamikę, zarówno tą pomiędzy rodzeństwem jak i pomiędzy małżonkami. Dodatkowo film doskonale przełamuje stereotyp ojca który pozostawiony sam z dziećmi nie daje sobie rady. Pan Iniemamocny jest niekiedy ojcem zagubionym, czy nieporadnym ale w ostatecznym rozrachunku – mającym jak najlepsze instynkty i pomysły na rozwiązania. Film dobrze pokazuje, że rodzicielstwo jest wyczerpujące i trudne – bez względu na super moce. Nie zapomina jednak przy tym, pokazać że obok nieprzespanych nocy i koszmarnego nadrabiania zadań z matematyki jest jeszcze moment kiedy twoje dzieci są miłe i szczęśliwe – co równoważy cały wysiłek.

 

Co ciekawe w filmie są wątki które – przynajmniej moim zdaniem – zupełnie przelecą młodym ludziom ponad głowami – i nie chodzi jak kiedyś o humor ale już o takie aluzje społeczne. Rozmowy Elastyny z jej nową przyjaciółką Evelyn to takie kobiece pogaduchy przy drinku, które jeszcze nie stanowią elementu świata młodszych widzów. Zresztą ich rozmowy – o tym jak wyglądaj ich role na tle mężów czy braci są już zupełnie z innego świata. Co Zwierzowi się bardzo podoba bo miło oglądać animowane postacie które zachowują się jak dorośli ludzie.  Z drugiej strony – mam wrażenie, że to jest film który samym dzieciom nie oferuje nic bardzo  przełomowego – sporo całkiem dobrze pokazanej akcji, trochę zabawnych scen. To co najśmieszniejsze i najmądrzejsze film przechowuje raczej dla rodziców.

 

Iniemamocni od pierwszego filmu mogą się pochwalić absolutnie genialną stylistyką. Film dzieje się gdzieś w latach sześćdziesiątych i widać że twórcy animacji poszaleli bawiąc się nawiązaniami do architektury i wzornictwa tego okresu. Ogląda się to z olbrzymią przyjemnością, bo nie dość że animacja jak zwykle jest perfekcyjna i cieszy oko, to na dodatek widać w niej tak doskonałą spójność stylistyczną, że filmowi mogłaby pozazdrościć niejedna produkcja aktorska. Zwłaszcza posiadłość do której wprowadzają się Iniemamocni cieszy oczy i każe westchnąć nieco za dawnymi pomysłami architektów. Ogólnie trzeba powiedziec, że to jest jedna z tych rzeczy, którą naprawdę podziwiam w animacji – mogąc wybrać dowolną epokę – w tym łatwiejszą do nakreślenia współczesność twócy specjalnie zdecydowali się na opowieść retro. I to jest z punktu widzenia estetycznego doskonały pomysł.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że Iniemamocni w swojej drugiej odsłonie mają pewne wady. Jakie? Początek filmu stawia dość wyraźny konflikt pomiędzy przestrzeganiem prawa a postępowaniem słusznie. Jeśli prawo zakazuje postępować słusznie nie można go tak po prostu złamać, trzeba je zmienić. To dość poważny konflikt i dość jasne odniesienie do sytuacji politycznej. Po drodze jednak ten spór trochę się rozmywa, trochę nie znajduje dla siebie realnej przestrzeni. Może i dobrze bo chyba mógłby przygnieść tą animowaną produkcję. Podobnie jak pojawiające się w filmie uwagi o braku zaufania do polityki czy nadmiernego zaufania do mediów – to też pojawia się na marginesie – niekoniecznie znajdując dobre rozwiązanie. W Iniemamocnych jest więcej pomysłów na trudne konfliktowe sytuacje niż w niejednym filmie Marvela. Ostatecznie jednak sama produkcja porusza się w obszarze tych samych problemów co pierwszy film.

 

Wielu recenzentów wskazuje, że przez czternaście lat jakie upłynęły pomiędzy pierwszym a drugim filmem o rodzinie Iniemamocnych podejście do kina super bohaterskiego zmieniło sie głównie za sprawą powstania i rozwoju MCU. Kilkanaście lat temu opowieść o super bohaterach była nieco mniej ograna i skonwencjonalizowana niż obecnie. Z jednej strony to prawda – z drugiej – Iniemamocni dość dobrze pokazują, czego tak brakuje w narracjach super bohaterskich. otóż brakuje życia codziennego, okresów spokoju, problemów jakie heros napotyka w życiu poza walką ze złem. To z takim bohaterem możemy się identyfikować – i przekładać nasze doświadczenia na to co widzimy na ekranie. Kiedy ogląda się Iniemamocnych dość jasno widać o ile ciekawsza jest akcja kiedy wcześniej wiedzieliśmy bohaterów w ich codzienności. I sporo by się mogli znajomi z Marvela od kumpli z Pixara nauczyć pod tym względem. Zwłaszcza że kiedy spojrzymy na fanfiction to częściej niż kolejną bijatykę opisuje ono życie codzienne. Może czas pomyśleć nad tym w kolejnej fazie kręcenia filmów MCU.

 

Na koniec dwa słowa o dubbingu. Ci którzy znają Zwierza wiedzą, że nigdy nie był on przeciwnikiem dubbingu w filmach animowanych – moja postawa jest prosta – filmy animokwane w każdym języku – także w angielskim są dubbingowane. Nie ma żadnego aktora któremu zabiera się tu głos. Jasne czasem wolę obejrzeć film w oryginalnej wersji (jak np. Paddington musi dla mnie mówić głosem Bena Wishawa) ale ogólnie nie czuję by był tu problem. W przypadku polskiego dubbingu Iniemamocnych uważam że nic nie jest w stanie pobić Fronczewskiego podkładającego głos pod pana Iniemamocnego. Serio to jest fenomenalna kreacja aktorska która moim zdaniem przebija wszystko co słychać w oryginale. No i oczywiście Kora znów podkłada głos pod Ednę co czyni tą rolę jedną z najlepszych w całym filmie. Ogólnie wiecie co – nie ma się co krygować – dubbing filmów animowanych naprawdę mamy doskonały. Nigdy nie mam poczucia, że głosy są niedopasowane a ekspresja aktorska przesadzona.

 

Jeśli jesteście dorośli i chcecie iść na Iniemamocnych 2 to nie kłopoczcie się wypożyczaniem dziecka znajomych. Twórcy filmy doskonale wiedzą, że dzieciaki które wybrały się do kina na pierwszą część są już dorosłymi ludźmi. Na tyle dorosłymi, że kiedy w  filmie pada nawiązanie do Rodziny Zastępczej – poczynione głosem Fronczewskiego to cała sala się zaśmiała. Co doskonale pokazuje nam kogo było na sali więcej. Nie mniej jeśli macie jakieś dziecię pod ręką to prowadźcie je do kina bez wahania. Bo to miła i sympatyczna produkcja rodzinna z elementami ratowania świata.

Ps: Kochani czekający na wynik konkursu o książkę Terrego Gilliama – obiecuję że jutro będą wyniki.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...