Niełatwy śmiech czyli The Office

06/06/2013

Piętnaście lat po stosunku czyli co nam dał Seks w Wielkim Mieście

06/06/2013

Jak śmieszny, kiedy nie śmieszy czyli uwagi o humorze i dobrym smaku.

06/06/2013
empty image
empty image

Hej

 

           Kilka dni temu zwierz poprosił swoich czytelników by polecili mu jakiś film. Niezawodna Mysza zaproponowała by zwierz zobaczył Wieczór Panieński – chociażby po to by móc go porównać z Druhnami – filmem który  wywarł na publiczności i krytyce spore wrażenie w zeszłym roku. Zwierz, który lubi porównywać filmy chętnie zabrał się za oglądanie. Film zaczynał się zupełnie normalnie kiedy nagle, jeszcze przed końcem właściwie ekspozycji, nieco ni z gruszki ni z pietruszki zwierz został poczęstowany bardzo długim monologiem dotyczącym seksu oralnego. Zwierz musi przyznać, że dopadła go wtedy refleksja która nie chce go opuścić. Jak to się stało, że dziś niemal każda amerykańska komedia wymaga fragmentu, który nie tylko przekracza granice dobrego smaku, ale też wcale nie jest śmieszny?

  Wieczór Panieński to typowy film, który były dużo ciekawszy gdyby scenarzyści postanowili nie konkurować na siłę z innymi około weselnymi produkcjami.

                     Oczywiście zacząć trzeba od kilku założeń. Po pierwsze, zwierz doskonale zdaje sobie sprawę, że nie wszystkie amerykańskie komedie przesunęły granice tego o czym w filmie można mówić czy pokazywać bez zażenowania. Wciąż jest jeszcze sporo komedii, które trzymają się nieco bardziej skomplikowanych metod wywoływania śmiechu. Po drugie, zwierz nie jest przeciwnikiem dowcipów ostrych czy nawet niepoprawnych – o ile są śmieszne, tymczasem zwierz zauważył, że owe elementy, które trochę na siłę przekraczają granice dobrego smaku rzadko wywołują u niego salwy śmiechu. No i po trzecie, cały ten wpis jest zapisem refleksji, które są wynikiem posiadania takiego a nie innego poczucia humoru – uwaga ważna, bo zwierz nie wyklucza, że kogoś może to śmieszyć i chyba nie ma w tym nic złego (wszak poczucie humoru nie wybiera).

O ile pierwszy Kac Vegas zwierz uznaje za film w swoim gatunku udany, o tyle drugi budzi w zwierzu uczucie głównie zażenowania i sprzeciwu.

               Wracając jednak do filmów, scena z monologiem o seksie oralnym przypomniała zwierzowi scenę z Druhen w której wszystkie bohaterki nagle dostają rozstroju żołądka w salonie sukien ślubnych. Scena która dla jednych stanowi najzabawniejszą w całym filmie, zwierza odrzuciła – być może dlatego, że zwierz nigdy nie przepadał za takim rodzajem humoru (tajemnicą zawsze nawet w czasach dziecinnych pozostawało dla zwierza co jest zabawnego np. w puszczaniu bąków), być może dlatego, że nie dostrzegł w tej scenie nic śmiesznego co najwyżej było mu żal upokorzenia, które jest tu właściwie centrum dowcipu. Przy czym być może zwierz miałby inne odczucia gdyby wszystko odbyło się jedynie w sferze sugestii, ale nie dzisiejsza komedia niczego nie sugeruje, wręcz przeciwnie twórcy zachowują się trochę jak kilkunastoletni chłopcy, którzy koniecznie muszą przekroczyć jakąś granicę. To rodzaj humoru, który nie lubi aluzji, gry, sugestii – wszystko co zostało pomyślane musi zostać powiedziane, co zostało powiedziane musi zostać pokazane a co zostało pokazane nie może zostawić nawet odrobiny marginesu do domysłów.

Powszechnie chwalone Druhny są dla zwierza doskonałym przykładem jak jeden dowcip może widzowi zepsuć cały film (w tym przypadku widzem jest zwierz)

 

Przy czym żeby było jasne, zwierz nie dziwi się kiedy do takiego humoru odwołuje się  np. American Pie, film pt. Projekt X czy komedie takie jak Good Luck Chuck (zwierz zupełnie nie pamięta tytułu tego filmu po polsku), czy Dziewczyna mojego kumpla. Przy takich produkcjach z góry można założyć, że pewne granice zostaną przekroczone (choć nie oznacza to, że zawarte w nich dowcipy od razu staną się śmieszne) i jeśli ktoś takiego poczucia humoru nie lubi, to po prostu może się od nich trzymać z daleka. Zwłaszcza, że już na pierwszy rzut oka widać po nich, ze są przeznaczone właśnie dla takiego może nie do końca dorosłego widza, którego to na pewno bawi. Choć z drugiej strony, zwierz nie chce grać snoba, American Pie też jest miejscami zabawne, choć może nie w całości.  Oczywiście można się zastanowić dlaczego tego typu komedii jest aż tyle, ale zwierz dochodzi do wniosku, że najwyraźniej liczba osób, które chętnie wybiorą się na taki film jest  nieprzebrana.

 

Zwierz nie jest przeciwny produkcjom takim jak American Pie, bo osoba która idzie na taki film od razu wie od A do Z czego się spodziewać, zwierzowi raczej przeszkadza zapożyczanie poetyki takich filmów do większości produkcji komediowych.

            

              Problem polega jednak na tym, że ostatnio już takiej zasady nie można stosować. Przekraczanie granic dobrego smaku trochę wyrwało się spod kontroli. Zwierz poczuł to oglądając drugą część Kac Vegas. Pierwszy film oczywiście nie należał do gatunku wyrafinowanych komedii (i powiedzmy sobie szczerze, nie był nowością dla nikogo kto oglądał Stary Gdzie Moja Bryka) ale ogólnie opierał się na dość bezpiecznym poczuciu humoru. Druga część, w której scenarzyści postanowili, że musi być mocniej i zrobili mocniej. Ale jednocześnie film (przynajmniej w opinii zwierza) stał się zdecydowanie mniej zabawny – właśnie przez potrzebę przekraczania granic dobrego smaku, czy  właściwie zastępowania dowcipu zażenowaniem. Podobnie w przypadku serii parodii filmowych które zaczęły się od Strasznego Filmu. Pierwszy Straszny Film nie należał do produkcji wybitnych i zawierał sporo przaśnego humoru ale był niesłychanie grzeczny w porównaniu z każdą następną produkcją. W ostatecznym rozrachunku filmy z serii – „parodiujemy zeszłoroczne hity” zupełnie porzuciły jakiekolwiek dowcipy poza tymi, które odwołują się do najniższych gustów. I co warto zaznaczyć – straciły sporo widowni. Głównie dlatego, że czym innym oglądać naśmiewanie się z filmowych klisz a co innego wybrać się na powtórkę tej samej nieśmiesznej komedii, w której głównie żartuje się (niezbyt zresztą poradnie) z seksu.

  Dla zwierza obok żartowaniu z seksu i wydalania elementem, który nieodzownie kojarzy się z takim poczuciem humoru jest przekonanie, że „on jest śmieszny bo jest gruby”, co sprawdza się w prawie zawsze

            No właśnie zwierz nie będzie przed wami ukrywał, że w większości przypadków jego zażenowanie wiąże się z bardzo dosłownymi i grubiańskimi dowcipami związanymi z seksem. Zwierz nie jest purytański, ani też nie płoni się jak dziewczę które usłyszało grube słowo, ale odczuwa pewien dyskomfort kiedy tego typu dowcipy wyskakują mu  w środku zupełnie zwykłej komedii. Zwłaszcza, że przecież nie mówimy tu ani o grze słów, ani o sugestii, ani nawet o czymś tak głupim, że aż śmiesznym. Najczęściej mamy do czynienia ze zwykłym grubiaństwem, które przynajmniej u zwierza wywołuje potrzebę przełączenia na inny kanał. I ponownie nie dlatego, że zwierz czuje się zbrukany (zwierz korzysta z tego słowa z braku innego.) ale dlatego, że ma trochę dość, że dziś obowiązuje takie a nie inne poczucie humoru. Bo przynajmniej zdaniem zwierza, w tym temacie w większości przypadków aluzja czy gra słów, zostawia lepszy efekt niż grubiaństwo.

            Ten rodzaj humoru kompletnie dobił całkiem sympatyczny rodzaj produkcji jaką była parodia. Dziś właściwie niczego się nie parodiuje, raczej bezmyślnie wulgaryzuje.

            

            Przy czym zwierz wcale nie jest osobą, która uważa, że wszędzie i zawsze należy trzymać się granic dobrego smaku. Czasem ich przekroczenie pozwala na odkrycie pewnych schematów zachowań i myślenia obecnych w społeczeństwie. Jak zwierz pisał wczoraj o Gervaisie który wyprodukował serial od początku do końca bazujący teoretycznie na śmianiu się z karłowatego aktora. Tylko, że Gervais przy pomocy swojego dowcipu obśmiał nie tyle aktora co społeczeństwo i show biznes. Teoretycznie więc mamy do czynienia z przekraczaniem granic ale w ostatecznym rozrachunku dostajemy coś więcej niż uczucie, że śmiejmy się z czegoś z czego nie wypada. Bez przekraczania pewnych granic trudno o humor prowokujący i myślący. Problem polega na tym, że amerykańska komedia stała się ostatnio przestrzenią celebrowanej niedojrzałości. Zdaniem zwierza spory wpływ mają na to komedie Judda Apatowa, które w ostatnich czasach nie tylko zyskały ogromna popularność, ale także w sumie większość swojego komizmu opierały właśnie na podkreślaniu męskiej niedojrzałości. Zresztą aby nie zwalać całej winy na jednostkę (nie ma to sensu zarówno w historii jak  i w rozważaniach nad filmem), powszechnie chwalony Ted Setha MacFarlane’a opiera się przecież w sumie na dość podobnym założeniu, że mężczyźni nigdy nie dorastają, choć czasem dorastają ich zabawki.

  Zwierz cały czas się zastanawia jak taki rodzaj humoru koreluje z pewną popularną tendencją do celebrowania niedojrzałości, która chyba święci w kinie amerykańskim triumfy.

            

           Czytelnik mógłby (nie słusznie) wywnioskować w tym momencie, że zwierz w jakiś sposób utożsamia nie lubiany przez siebie rodzaj humoru z płcią. Prawdę powiedziawszy zwierz nie wierzy by poczucie humoru miało płeć, i z doświadczenia wie, że skłonności do „grubych” żartów w żaden sposób nie wiążą się z chromosomami. To powiedziawszy, zwierz odnosi wrażenie, że męska grubiańskość została jakoś bardziej oswojona i jakoś mniej zwierza razi. Zwierz nie sądzi by był to wynik wychowania (zwierzowi nikt nigdy nie kazał być grzecznym dziewczątkiem – być może to był błąd) ale pewnego przekonania, że pozwalamy dominować czemuś co w kulturze zostało uznane za męskie. Ale jak zwierz wspomniał nie ma tu pewności co do prawdziwości tej tezy. Przy czym powiedzmy sobie szczerze,  zwierz nie lubi tego typu humoru pod żadną postacią i  w ostatecznym rozrachunku wszystko mu jedno z czyich ust pada dowcip, który go nie śmieszy.

  Zwierza nie obchodzi kto opowiada nieśmieszne dowcipy, tak długo jak będzie wiadomo gdzie się na nie natknąć i jak je omijać.

           

            Teoretycznie biadanie nad dominacją takiego a nie innego poczucia humoru w komedii amerykańskiej można uznać za dowód na to, że zwierz strasznie zrzędzi i trochę się snobuje. Zwierz nie zaprzeczy, może się starzeje a ekspozycja na kulturę brytyjską zasiała w nim tak nie lubiane ziarno snobizmu. Ale z drugiej strony zwierz jest przekonany, o tym, że lansowany model poczucia humoru odgrywa dużo większą rolę niż się to wydaje. Ludzie śmieją się z tego z czego wypada się śmiać i oburzają się na to z czego śmiać się nie wypada. Przesuwanie granic dobrego smaku ma szybkie skutki – dziś żartuje się z rzeczy, o których kilka dekad temu by się nie wspominało, za kilka dekad będzie się opowiadało dowcipy o rzeczach, o których się teraz milczy. Z jednej strony to doskonała cecha humoru, bo staje się on przestrzenią gdzie oswajamy tematy trudne, kulturowe i społeczne tabu. Z drugiej strony – co niepokoi zwierza – jeśli wulgarność staje się co raz bardziej dopuszczalna, my sami stajemy się wulgarni. Tymczasem sama wulgarność nigdy nie wydawała się zwierzowi cechą wartą wzmacniania. To powiedziawszy i tak ponarzekawszy zwierz chce jasno stwierdzić, że nie jest stróżem widza innego. Każdego bawić ma prawo co innego i być może tam gdzie zwierz widzi triumfującą wulgarność inni widzą radosne wyzwolenie humoru spod gorsetu „dobrego smaku”. Sam wybierze się na Kac Vegas 3 z czystej ciekawości, obejrzy pewnie też jeszcze mnóstwo innych komedii, które pozostawią go zmieszanym i nieco zaniepokojonym. Ale w ostatecznym rozrachunku, zwierz chyba jednak wolałby gdybyśmy w tej jednej dziedzinie może nie tyle zrobili kroku w tył, co krok w bok. W końcu chciałoby się być kulturalnym barbarzyńcą.

 

Ps: zwierz wsłuchuje się w wasze sugestie min. dotyczące czcionki ale  już teraz musicie się przygotować na to, że nie wszyscy czytelnicy mogą być zawsze zadowoleni zwłaszcza, że nie wymyślono jeszcze szeryfowej, bez szeryfowej czcionki ;) Dziś próbujemy ze starym dobrym Times New Roman.

 

Ps2: Wszelkie niespójności w tekście wynikają z faktu, że w połowie jego czytania zwierz zdecydował, że jednak musi obejrzeć Oscara i Lucindę który to film przyszedł do zwierza pocztą. Zwierz film bardzo lubi, miał obejrzeć tylko dwadzieścia minut, ale zwierz tak ma , że jak mu się na ekranie pokazuje młody Ralph Fiennes to zwierz traci umiejętność wyłączenia oglądanego filmu. Co bywa kłopotliwe, bo to nie jest aktor, który grywa w krótkich filmach.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Oj, wołałam poprzednią czcionkę – a w każdym razie zarówno jej szeryfowość, jak i wielkość, bo ten TNR wydaje mi się trochę zbyt drobny ;)

    A co do samego tekstu muszę powiedzieć, że mam dokładnie takie same odczucia. Wulgarne kawały, z wciskanym na siłę seksem, kupami, wymiocinami i chociażby śmianiem się z tuszy nigdy mnie nie śmieszyły, a teraz jawnie mnie wkurzają. Zaczęłam takie „komedie” celowo omijać z daleka, bo nie potrzeba mi tyle nerwów. Ale co gorsza, takie przekraczanie granic dobrego smaku to dla mnie to nie tylko dziedzina filmowa, ale kulturalna – niedługo nikogo nie będą już dziwić billboardy z nagimi modelkami dotykającymi męskich narządów płciowych… Piszesz, Zwierzu, że za kilka lat będziemy śmiać się z rzeczy, z których nie śmiejemy się dzisiaj – a ja coraz bardziej uważam, że za kilka lat obśmiejemy już wszystko i przekroczymy wszystkie granice, więc nie będzie już śmiać się z czego. Co jest bardzo bardzo smutną perspektywą (dlatego tak bardzo doceniam każdy przejaw inteligentnego humoru, nawet w typowo „rozrywkowych” produkcjach).

  • DoraGłodek

    Czy Zwierz mógłby popróbować jeszcze poprzedniej czcionki? Była prawdziwą rozkoszą dla oczu. Może uda się ją dostosować do wszystkich przeglądarek (u Google Chrome wygląda prawidłowo)?

  • Dla mnie zły humor zabił Shreka. Dwie pierwsze części śmieszyły mnie licznymi odwołaniami do popkultury i stereotypowego myślenia. Na trzeciej śmiałam się, bo śmiało się całe kino, przy powtórnym oglądaniu zreflektowałam się, że śmiałam się z przytoczonego puszczania bąków. Pewnie, nie ma co porównywać Shrek 3 do Kac Vegas 2 (którego nie zdzierżyłam nawet będąc sama na kacu i wyłączyłam po jakiś 20 minutach), ale w obu widać tendencję – twórcom wyczerpują się pomysły, więc idą w humor kloaczny. A bohaterki Wieczoru Panieńskiego przez cały seans miałam ochotę wytargać za włosy. Dlaczego w komedie o facetach pokazują cudowny bromance, a w komediach o kobietach widzimy stado nienawidzących się harpi, które tylko udają przyjaźń?

  • noida

    Nie wiem, czy można zauważyć faktycznie jakiś nasilający się trend wyśmiewania się z coraz obleśniejszych rzeczy, ponieważ sama oglądałam ostatnią komedię made in Hollywood jakieś 10 lat temu. A to właśnie dlatego, że nienawidzę dowcipów o sraniu, pierdzeniu, smarowaniu włosów spermą itp. Nie cierpię nabijania się z idiotów, którzy przymarzli do krzesełkowego wyciągu i są hahaha tacy grubi, że nie mieszczą się na krześle (symptomatyczne w kraju, gdzie 60% populacji jest otyłej). Tak więc jeśli zwierz jest snobem, to ja jestem snobem do kwadratu, ponieważ bojkotuję amerykańskie filmy komediowe (i znakomitą większość seriali) i naprawdę mam wrażenie, że źle na tym nie wychodzę.

  • Mi też podobała się bardziej poprzednia czcionka. Tak jak ktoś napisał – była rozkoszą dla oczu. Tekst jest na szerszej powierzchni ekranu niż na bloxie i times new roman męczy oczy. Może da się tą poprzednią czcionkę jakoś skompresować do innych przeglądarek? Na Chrome i Firefox wszystko było pięknie. Może problem jest tylko z Operą? Koleżanka czyta Cię na Safari i też mówi, że wszystko jest ok.

    Co do humoru w komediach i filmach w ogóle – niestety, ale jest tendencja spadkowa. Serio, przecież bąki, wymioty, kupy i wulgarne żarty z seksu śmieszą raczej nastolatków i to we wczesnej fazie dojrzewania?
    Lubię Kac Vegas, ale druga część była niesmaczna w kilku momentach. Ciekawie jak będzie z trójką.

    Nie widziałam Druhen, ale oglądałam „Wieczór panieński” i bardziej od żałosnych żartów oburzyło mnie pokazanie „relacji” pomiędzy „przyjaciółkami”. To było naprawdę straszne, wredne i kompletnie niezrozumiałe. Było mi bardzo szkoda panny młodej.
    A przecież da się pokazać babską przyjaźń (nawet jak dziewczyny nie zawsze są w porządku w stosunku do siebie) w bardzo zabawny sposób, tak jak w Desperate Housewives! Bardzo lubiłam humor w tym serialu. Jak widać da się bez wulgarności.

    • Elka17

      Ja mam Firefoxa i nie było pięknie. Krój czcionki ładny, ale miałam cieńsze polskie znaki, jakby inną czcionką pisane.

      • Dziwne to jest, bo ja czytałam zwierza i w firefoxie i w chromie i w explorerze i zawsze było ok

        • Właśnie u mnie tak samo. Nie mam pojęcia z czym to się ma.

  • polaraksa

    Mam w tej kwestii dość naiwne nastawienie- jeśli mi udało się obejść przez całe życie bez kolejnych tego typów komedii, jeśli otaczam się ludźmi o bardzo różnych gustach, ale większość reaguje zgodnie na takie produkcji raczej uśmiechem politowania, to da się w jakiś tam sposób lawirować między popkulturalnymi zagrożeniami :)
    Przy czym zawsze przyznaję szczerze, że np. pierwsza część Kac Vegas, a właściwie sam seans jest jednym z moich ulubionych przeżyć towarzysko- kulturalnych. Bo to właśnie taki film, który nie zabrnął aż tak daleko w wulgarność i miło obejrzeć go z przyjaciółmi kiedy jest lato i whiskey i pełna sala kinowa.
    Inaczej też nieco patrzę na Judda Apatowa- po pierwsze sama znam go tylko jako tego który maczał palce w Freaks and Geeks, Girls i Funny People, a wszystkie je darzę sympatią. Bardzo podoba mi się uwaga na temat komedii o niedorosłych facetach- sam fakt ich istnienia mi nie przeszkadza, pewne motywy mogą śmieszyć, ale sporym szokiem było dla mnie odkrycie, że duża część mężczyzn traktuje je dosyć serio i trzyma blisko duszy. Może pomysł na wpis?

  • Elka17

    Dla mnie ta czcionka jest dobra, bo nie wyróżnia mi polskich liter :D Tylko justowanie tekstu zniknęło…

    Mi jest bardzo trudno powiedzieć, co mnie śmieszy. Mam chyba trochę jak Zwierz, znaczy nie śmieszy mnie wulgarność, ale mam poczucie,, że czasem trafiały się wyjątki (teraz nie pamiętam, jakie)
    Skojarzenia to przekleństwo ;) I czasem to moja wyobraźnia dodaje podtekst do rzeczy, które tego podtekstu miały nie mieć. I nie wiem, czy wtedy ten żart jest wulgarny, czy nie (oczywiście wszystko zależy od podtekstu)

    • Zwierz

      Justowanie przywrócone co do czcionki to chyba raz na zawsze przyjęliśmy, że nie da się zadowolić wszystkich.

  • Weronika

    cześć Zwierzu! Twojego bloga czytam od niedawna ale też nie wszystko, moje lenistwo jest wybredne. Tenże wpis jest ciekawy i fajny (jak wszystkie inne które czytałam), ale zauważam u Ciebie tendencje, którą tutaj wyjątkowo widać. Część wpisu na temat jest ok, ale druga połowa wydaje się być zapewnianiem czytelnika, że to tylko Twoja opinia, Twoje zdanie, Ty tak myślisz. Wyobrażam sobie, że trzymasz taką tarczę, jak Captain America, i chronisz się przed ‚hejtem’ ze strony innych. W końcu jesteśmy w internecie, to zrozumiałe. Chcę jednak zaznaczyć, że Twój blog to TWÓJ blog i pojawia się na nim TWOJA opinia, więc (taką mam nadzieję) osoby odwiedzające blog powinny być raczej przygotowane na to, że mogą się z czymś nie zgodzić, zgodzić, zgodzić w połowie, zgodzić w 37% idt. Po to też są komentarze w których mogą zostawiać swoje myśli na temat, który Ty poruszyłeś Zwierzu. Nie wiem czy tylko ja to zauważam, ale rzuca mi się to dość bardzo w oczy. Moim zdaniem to nie aż tak potrzebne. Zapewnienie o tym, że to subiektywna opinia na początku i końcu wpisu powinny wystarczyć.

    Z wpisem się zgodzę, dodam tylko, że taki grubiański humor i wspominki o sexie bawią głównie młodsze pokolenia. W ogóle coś z tymi młodszymi pokoleniami jest nie tak, ale tu się już nie rozwodzę. Nie odnoszę się do wszystkich (wyjątki są, każdy jest inny). Osobiście mi się grubiański humor nie podoba. Odnoszę wrażenie, że to co autorzy uważają za ‚przekraczanie granic’ jest po prostu niesmaczne.

    Co do czcionki – tutaj się powtórzę, każdy jest inny, nie wszystkim będzie pasować. Faktem jest, że oko się przyzwyczai. Dla mnie jest ok.

    Pozdrawiam Zwierza,

    W.

    • Zwierz

      To nie chodzi o strach przed hejtemm, zwierz naprawdę nie zawsze jest pewien czy jego obserwacje są tylko jego czy też są powszechne. Do tego zwierz nie przepada za postawą – to mój blog więc wszystko co na nim napiszę automatycznie musi być zdaniem co do którego mam pewność. Zwierz jest istotą z natury wątpiącą, szukajacą odczuć powszechnych ale jednocześnie dość otwartą na opinie innych. Pisząc, że nie jestem pewna, że to tylko moje zdanie, przynajmniej w odczuciu zwierza zostawiam pole do dyskusji, wskazując, że dopuszczam, że jednak mogę się mylić. W przypadku powżyszego wpisu zwierz nie jest do końca pewny wszystkich tez jakie stawia stąd rzeczywiście może się to bardziej rzucać w oczy.

      • Łukasz Żurek

        Weronika zwrocila uwage na ciekawy aspekt wpisow. Faktycznie, czesto to sie rzuca w oczy. Podkreslanie, ze to zdanie zwierza i ze zwierz nie jest np. przeciw czemus etc. A blog jest blogiem i w sumie wszystko co pisze zwierz to jego przemyslenia, oczywiscie czesto poparte zagranicznymi stronami/artykulami na dany temat, ale to ciagle wypowiedzi zwierza.

        Z mojej strony moge dodac, ze czesc obserwacji zwierza jest powszechnych (tak mi sie zdaje), a czesc jest zupelnie nietrafionych (albo trafionych tylko w zwierza towarzystwie).

  • ilenia

    Mogę tylko zgodzić się w całej rozciągłości. Dla mnie to problem ciągnący się już od lat, u nas w rodzinie jak ktoś powie „to taka amerykańska komedia”, to już wiadomo o co chodzi i raczej trzymamy się z daleka. Wkurzam się na takie chamskie gagi, które potrafią zepsuć cały film, nierzadko w sumie całkiem niezły, gdyby nie wulgaryzmy. A ja bardzo nie lubię czuć się zażenowana podczas oglądania filmu – bardzo dyskomfortowe uczucie…

  • Tego typu humor zupełnie dobił przecudownego „Ralpha Demolkę”, film prześmieszny i ze świetnym pomysłem. Tylko te dowcipy o fekaliach, których wprawdzie było bardzo mało, ale tak ciężkich i ordynarnych, że zniszczyły całość. Strasznie mi żal tego filmu…

  • alith

    Ja dlatego przestałam oglądać właściwie komedie romantyczne (chyba, że stare), bo w każdej nowej ‚komedią’ to są właśnie żenujące dowcipy o seksie, które nic wspólnego z ‚romantycznością’ nie mają. I takie płytkie, sztuczne i raczej niezbyt wyszukane dowcipy psują (mi, w każdym razie) odbiór całego filmu…

  • ola

    Zwierzu ten times new roman o niebo lepszy, bo się nie wysypuje :)
    Co do „grubych” komedii to szkoda mi własnie Wieczoru Panieńskiego, który miał potencjał, ale poświęcił go żeby się tylko wpasować w nurt głupich komedii z gimnazjalnymi żarcikami o bekaniu i blow jobach. Bo takie się teraz najlepiej sprzedają, umówmy się.
    Na Kac Vegas na pewno pójdę, bo uwielbiam Zacha Galifianakisa, poza tym raz na jakiś czas i z pełną premedytacją można sobie taki film wciągnąć. Bo przy kilku piwach i w odpowiednim gronie nawet fekalne problemy czy okołoseksualne wtręty wydają się być mniej żenujące, a bardziej zabawne ;)

  • Agnieszka Ness

    Zwierzu, poprzednia czcionka bardziej mi odpowiadala. TNR troche meczy.Wpis ciekawy i wlasciwie zgadzam sie z Twoja opinia. A czy „Ted” rzeczywiscie tak powszechnie chwalony? Na Metacritic ma 62/100 i sporo zlych opinii.

    • Zwierz

      Kiedy się pojawił zbierał same dobre recenzje i wielu wskazywało, że to jedna z lepszych komedii roku, co do Metacritic to ja się nim o tyle nie sugeruję, że w ostatecznym rozrachunku prawie wszystkie filmy dochodzą do podobnej oceny.

      • Agnieszka Ness

        Zalezy gdzie sie recenzje czyta/slucha/oglada. Ja zauwazylam juz na poczatku duzo zlych opinii, to tez losami „Teda” sie nie zainteresowalam :)

  • Nieinteligentne poczucie humoru jest po prostu zUe. Przkraczanie granic jest ok, jeśli jest robione z głową i właśnie w sposób intelignetny – wtedy potrafi naprawdę rozbawić. I takie jest chyba sedno zwierzowego wpisu ;)
    Gin&PT

    p.s. Co do czcionki: jest naukowo udowodnione, że bezszeryfowa męczy oczy bardziej niż szeryfowa. Więc wolimy zwierza pisanego szeryfami.

  • Sherlock Sherlockista

    To jest mój problem z filmami dla dzieci, które tak poza tym bardzo lubię z wielu różnych powodów, ale strasznie mnie to zniechęca, że zwłaszcza w kinie amerykańskim musi być obowiązkowy super-gag z puszczaniem bąków albo obślinianiem (rany, jak mnie to brzydzi, te nieuchronne zbliżenia na straszne obślinione pyski albo plucie etc., nigdy nie widziałam, co w tym zabawnego). Wulgarne dowcipy dla dorosłych z seksem etc. mniej mi przeszkadzają, ale i rzadko bawią. Najbardziej nie cierpię seksistowskich, bazujących na stereotypach i „niepoprawnych politycznie”. Innych dowcipów niestety ostatnio po prostu nie obserwuję w amerykańskich komediach, więc też oglądam coraz mniej. Sitcomów w ogóle nie jestem w stanie. Jeśli chcecie mi teraz przyczepić etykietę „uwaga: snob”, to mogę nosić :)

  • Ness Sackville

    A no bo pieprzne dowcipy są jak pieprz właśnie. Odrobina i znienacka może poprawić smak całej potrawy na zasadzie niespodziewanego kontrastu. Ale potrawa przesolona i składająca się wyłącznie z pieprzu jest zwyczajnie obrzydliwa i nie ma tu co się usprawiedliwiać — niesmaczne i tyle. Znaj proporcją, mocium panie!

  • AgnaObrazkowa

    Trzeci kac zobaczę w sobotę, wczoraj ruszyłam na bój z dwójką. Pierwsza była świetna, a poziom wulgarności nie przekraczał pewnej granicy. Ale dwójka… chyba tylko pojawienie się Tysona mnie rozbawiło.

    Druhny wspominam nie jako komedię z tym babochłopem, ale portret człowieka na rozdrożu, który tkwi w dołku nie mając odwagi tego zmienić. Wątek zbiorowej sralni jest poniżej krytyki. Chyba sobie odświeżę, bo byłam pod wrażeniem Kristen Wiig.

    Nie lubię tego narastającego wulgaryzowania się nie tylko filmów, ale mediów w ogóle. Tu prezenter sypnie pieprznym skojarzeniem, tam artykuł któremu daleko do subtelności słonia. Czasem trzeba pomarudzić inaczej przyjmiemy to za normę.

    Bąki czasem potrafią być zabawne, jak tutaj około 4:25. ;)
    http://www.youtube.com/watch?v=hVUMMJjPn60

  • Jutro zapewne wybiorę się do kina na kac vegas 3, bo ciekawość zwycięży. Ale głowa pewnie będzie bolała tak samo, jak po drugiej części…

  • Ewa

    Co do czcionki – ta wcześniejsza mi się podobała – była jakby większa.

  • greatouse

    Jak ja się cieszę, że nie jestem sama w swoim zażenowaniu przaśnym humorem. Tolerancję mam w prawdzie całkiem sporą (dobrze się bawiłam oglądając American Pie i wprost uwielbiam Kac Vegas), ale sranie do zlewu zaprezentowane w Druhnach zwyczajnie mnie obrzydziło. Film mocno przereklamowany według mnie, nudny i za grosz w nim prawdziwego humoru. Wieczór panieński jest tańszą i jeszcze mniej śmieszną wersją Druhen. Ostatnia część Fast and Furious była 100 razy zabawniejsza, a to przecież film akcji z pasem startowym na pół Europy (żeby nie było: dziury w logice FF6 mnie nie obchodzą nic a nic, bo świetnie się na filmie bawiłam). Kac Vegas 2 nie widziałam i mnie nie ciągnie; może zobaczę trójkę jak będzie online bo na kino żal mi kasy. Podobno Kac Vegas 3 to totalna pomyłka i nawet niektórzy twierdzą, że Bradley Cooper miał na ekranie minę jakby widzów przepraszał („Tak strasznie mi przykro, ale podpisałem kontrakt i muszę”).

  • cosik

    Generalnie się zgadzam i oprócz ‚Kac Vegas’ (i ‚Druhen’, o czym chcę zapomnieć) nie oglądałam żadnego z tych filmów, właśnie dlatego, że wiem czego się spodziewać.
    Ale co z żenadą polskich ‚cudownych’ produkcji? Nie znęcajmy się tylko nad Amerykanami.

    • Zwierz

      Zwierz nie tak dawno temu znęcał się nad polskimi komediami wiele im zarzucając. Wpis jest o komedii amerykańskiej a nie komedii jako takiej.