Kiedy krzesło nie kocha kobiety czyli aktorki nie potrafią siedzieć zbyt dobrze

14/04/2017

Zwiastun zapowiedzi zajawki czyli Zombie vs Zwierz vs Trailery

14/04/2017

Najbardziej lubimy melodie których nie znamy czyli Zwierz zaprasza na Tauron Nowa Muzyka Katowice

14/04/2017

Zwierz obiecał sobie, że w nowym roku będzie próbował nowych rzecz. Skończyło się trochę jak zwykle z postanowieniami noworocznymi – zwierz spróbował kilku nowości (koło stycznia) po czym wrócił do starych kulturalnych nawyków. Nic nowego. Wszystko jednak zmieniło się kiedy do zwierza zapukał festiwal Tauron Nowa Muzyka Katowice. I zwierz po raz pierwszy od dawna posłuchał czegoś nowego.

Tak moi drodzy – o ile w świecie filmów i seriali zwierz stara się być jak najbardziej na bieżąco o tyle w świecie muzyki – jaki żartuje – zatrzymał się gdzieś na etapie Mozarta. No dobra – może nie Mozarta ale wszystko po Wagnerze to eksperymenty i nowości. Nawet zwierza to bawi, że na blogu poświęconym popkulturze tak rzadko pisze o muzyce – w sumie jednym z najważniejszych elementów kultury popularnej. Jednocześnie – przełamanie swoich muzycznych przyzwyczajeń to jedna z najtrudniejszych rzeczy jaką można zrobić. Tekst o tym, że lubimy te piosenki, które już znamy to nie dowcip – to prawda. Spotkanie z nowym to zawsze jest przekroczenie jakiejś granicy.  Zwłaszcza jak się tak niewiele wie o sprawie – jak zwierz.

Radoslaw Kazmierczak / FTNM 2016

Organizatorzy festiwalu poprosili zwierza o utworzenie kilku playlist – wykorzystujących utwory muzyków którzy pojawią się w lipcu w Katowicach. Początkowo zwierz myślał, że to będzie straszne. Muzyka elektroniczna? Nowe brzmienia? Dubstep? Zwierz nawet nie do końca rozumie czym ten dubstep jest a co dopiero go słuchać. Do tego jeszcze to wszystko ma się łączyć z eksperymentalnym jazzem i hip-hopem? W każdym razie zwierz podchodził do tego jak… zwierz do jeża. No bo jak to tak – po prostu posłuchać utworów z gatunków których się zupełnie nie zna. Zaufać organizatorom festiwalu, że wybrali twórców nowych, dobrych i ciekawych. Zwierz naprawdę myślał o tym jak większość z was pewnie myśli o wyprawie do filharmonii – z lękiem i  dziecinnym przekonaniem że słuchając nowej muzyki wynudzi się jak mops.

Radoslaw Kazmierczak / FTNM 2016

Moi drodzy kiedy następnym razem ktoś powie wam że jest absolutnie pewien co mu się w świecie muzyki, czy kultury podoba a co nie – bez wcześniejszego słuchania – znajdźcie jakąś patelnie i zdzielcie go przez łeb. Zrobicie mu przysługę. Oto bowiem okazało się, że zwierz się mylił. Jak to często bywa kiedy jesteśmy czegoś absolutnie pewni. Po pierwsze – nie jest w stanie się oderwać od utworów zespołu The Cinematic Orchestra (który otworzy festiwal), jakim cudem zwierz przegapił taką muzykę ! Po drugie – okazało się szybko, że oczywiście zwierz lubi muzykę elektroniczną. Albo inaczej – że część utworów muzyki elektronicznej porusza w nim dokładnie te same struny co współczesne utwory, których słuchał nie raz ładnie ubrany na koncertach w Filharmonii. Stworzenie playlist nagle z wyzwania które wyglądało na trudne, stało się niemal niemożliwe. Zwierzowi nagle zaczęły podobać się niemal wszystkie utwory twórców takich jak SOHN, Gold Panda czy Maxa Coopera. Kiedy zwierzowi przyszło wybierać jeden utwór polskiego zespołu Rebeka – wykonującego elektro pop, to na wszelki wypadek przesłuchał ich dwóch płyt.

Radoslaw Kazmierczak / FTNM 2016

Jaki głupi był zwierz by nie dostrzec że w pewnej niepokojącej arytmiczności elektronicznych dźwięków, albo w melancholii w jaką czasem popadają eksperymentujący muzycy jest dokładnie ten sam – przenoszący w inne sfery, ładunek  emocjonalny, który zwierz znajdował bez trudu u swoich ukochanych kompozytorów. Jasne nie słucha się tych utworów równie miło – zwłaszcza że niektóre zupełnie nie są do słuchania – raczej trzeba je poczuć (nareszcie zwierz dobrze zrozumiał – dlaczego tak wiele osób uważa słuchanie muzyki na koncertach i festiwalach za kluczowe!) ale kiedy się już je poczuje. Zwierz musi wam się przyznać, że część utworów których wysłuchał przygotowując te playlisty dała mu poczucie jakby uniósł się z ziemi i znalazł gdzieś w kosmosie – on sam mały zwierz kontra nieskończona przestrzeń. A jednocześnie – że znalazł ten sam kosmos w sobie –  gdzieś tam pomiędzy swoimi synapsami. Przedziwne uczucie, ale też dające to czego w sumie zwierz najbardziej szuka w muzyce – uczucie oderwania od rzeczywistości.

Radoslaw Kazmierczak / FTNM 2016

To jakiej muzyki słuchamy często stanowi –  niekiedy trochę na wyrost- element naszej tożsamości. Jesteśmy metalowcami, wielbicielami hip-hopu, wyrobionymi słuchaczami klasyki. Czasem wynikają z tego różne decyzje – buntujemy się przeciwko systemowi, nosimy konkretne ciuchy i na sto procent wiemy jaka muzyka się nam spodoba. To zabawne jak błędne jest takie myślenie. Trochę jak w przypadku kina, teatru, książek, opery. Wszyscy mamy jakieś wstępne założenia odnośnie naszych kulturalnych preferencji. Wyjść poza nie jest trudno – bo znaczy podważyć nieco swoją tożsamość. Nie jesteśmy już ludźmi, którzy znają siebie samych tak doskonale jak się nam wydawało. Skoro muzyka potrafi nas tak zaskoczyć to co jeszcze? Dlatego czasem nawet nie próbujemy – być może trochę bojąc się wyników eksperymentów. Tymczasem to śmieszny błąd, czy lęk. Próbowanie nowych rzeczy w kulturze nie zawsze skończy się zachwytem, ba nawet czasem może potwierdzić nasze przeczucia – że coś się nam nie podoba. Ale póki nie spróbujemy to nigdy się nie dowiemy – co tak naprawdę lubimy. To śmieszne, że być może nasi rodzice mieli rację kiedy kazali nam jeść rzeczy których nigdy wcześniej nie próbowaliśmy.

Radoslaw Kazmierczak / FTNM 2016

Jeśli jednak myślicie że zwierz porzucił swoje ciągoty do muzyki klasycznej to się mylicie. Nawet nie wiecie jak bardzo zwierza ucieszył fakt, że w ramach festiwalu odbędzie się koncert Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach.  Orkiestra zagra słynne  „The Disintegration Loops” Williama Basinskiego. To nie tylko utwór który zwierz dobrze zna (podobnie jak wielu z was – muzyka którą stworzył Basinski często pojawia się – zamierzenie – jako tło do obrazu upadających wież WTC), kompozytor którego zwierz zna ale jeszcze szanowana w Polsce orkiestra symfoniczna, która wykona utwór w swojej nowej wspaniałej siedzibie, którą zwierz zachwycał się podczas swojego ostatniego pobytu w Katowicach. Nagle okazało  się że ta nowa muzyka wcale nie jest tak daleko od zwierza, więcej – cały czas była na wyciągnięcie ręki. Zwierz odetchnął z ulgą – a więc te wielkie granice, które jak myślał przekraczał – to był tylko mały płotek odgradzający to co zna i lubi od tego co zupełnie nowe.Ostatecznie cały ten festiwal zaczyna się i kończy (koncert Cinematic Orchestra rozpoczyna festiwal – 6.07, a koncert Basinskiego będzie kończył imprezę – 9.07) brzmieniami które w pewnym stopniu są zwierzowi znajome

The Cinematic Orhestra

Jeśli chcecie przeżyć podobne emocje co zwierz – który dowiedział się o sobie czegoś nowego (i wyszedł z tego doświadczenia z mnóstwem nowych utworów do słuchania na zapętleniu), to wpadnijcie do Katowic na wspomniany festiwal Tauron Nowa Muzyka Katowice. Od 6 do 9 lipca będziecie mogli posłuchać koncertów starannie wybranych twórców. Wśród występujących będą min: Róisín Murphy,  The Cinematic Orchestra, SOHN , Gold Panda, Luke Vibert, William Basinski & NOSPR , Christian Löffler & Mohna (A/V live), Mall Grab, Lucy, Fisz Emade Tworzywo, Ten Typ Mes i wielu, wielu, wielu innych.   Do tego w tym roku powraca scena kameralna – na małej sali NOSPR wystąpią wspomniany już William Basinski (który zaprezentuje swój utwór „A Shadow In Time… For David Robert Jones”, czyli elegię dla Davida Bowiego), zespół jazzowy Food i polska grupa LOTTO – których ostatni album zdobył wyróżnienie za najlepszy polski album 2016 roku w plebiscycie Gazety Wyborczej. Co nie jest oczywiste biorąc pod uwagę, że na płycie znajdowały się tylko dwa 20 minutowe utwory. Nie będzie jednak tylko eksperymentalnie – zwierz ucieszył się czytając że w kameralnej sali wystąpi Marcin Masecki i Wacław Zimpel bo to dwa nazwiska polskich wykonawców które zwierz jak najbardziej kojarzy, bo poruszają się oni na granicy między klasyką, jazzem i nowymi formami.Festiwal ma już dwunastą edycję, zdobył kilka nagród i do tego odbywa się w Katowicach – mieście które ostatnio zauroczyło zwierza. I stanowi doskonałą przestrzeń do muzyki która przenosi w przyszłość.

Na festiwalu wystąpi też min Marcin Masecki fot.Kobas Laksa

Zwierz nie lubi niczego robić sam więc ma dla was konkurs – w którym do wygrania jest 3- dniowy karnet na festiwal. Co musicie zrobić? Napiszcie zwierzowi jaki nowy utwór którego ostatnio wysłuchaliście zrobił na was największe wrażenie. Jeśli szukacie inspiracji zawsze możecie posłuchać raz jeszcze tego co poruszyło zwierza  ale też np. wejść na stronę festiwalu i poszukać na własną rękę nowych muzycznych doświadczeń. Najlepsza odpowiedź pozostawiona w komentarzu wygrywa 3-dniowy karnet (6-8.07.2017r.). Na Wasze odpowiedzi czekam do dnia 20.04.2017r., do godziny 23:59. Regulamin konkursu znajdziecie TUTAJ.

Ps: Wpis powstał we współpracy z Festiwalem Tauron Nowa Muzyka Katowice.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Marta

    Za nie małe odkrycie jest dla mnie scena elektro z Isladnii. Zespół Kiasmos i numer ,,Looped” można zaloopować na godziny. A co najciekawsze dawno nie słyszałam w muzyce elektor tak dużej ilości melancholii i spokoju. Choć dziwnie to brzmi jak zestawi się to ze słowem electro, ale to co robi ten miły duet z Islandii jest absolutnie fenomenalne. A do tego w moim przekonaniu jest to najsmutniesze electro na krawędzi płaczu przy słuchaniu co zaskakuje jeszcze bardziej. A jeżeli Zwierz nie zna tego zespołu i może aż tak bardzo nie chcę wchodzić w muzyke eletkorniczną to 1/2 duetu Kiasmos Olafur Arnalds tworzy muzyke klasyczną choć z nutą nowoczesności. Nagrał ostanio płytę Islands Song która a) jest bardzo daleka od tego co robi z Kiasmosem b) przępięknie oddaje naturę lub wyobrażenia o Islandii. A przy głębszym szperaniu w jego twórczości można znaleść piosenkę którą jest inspirowna Warszawą bo Panowie Polskę sobie ukochali co dla nas słuchaczy jest świętą wiadomością. Na Taurona bardzo bym chciałą pojechac , ale jak się nie uda to mam nadzieję że chociaż ktoś posłycha Kiasmosu i zakocha się w tej muzyce równie mocno jak ja.

    • Vervainnnn

      a Kiasmos w PL już 30.06 ;)

      • Kama

        W Katowicach chyba nawet już 13 maja.https://pl-pl.facebook.com/events/275673172888454/

        • Marta

          ale to nie pełny skład i nie live tylko dj set :)

          • Dj sety też wypadają fajnie, więc jak masz możliwość to jedź. w końcu elektorniczny live niedaleko pada od setu (przepraszam przepraszam przepraszam wszystkich znawców)

      • Marta

        wiem wiem :) śledzę gdzie się pojawaiąją :)

  • wazon

    Bardzo piękny wpis, ale zwierz jest mi winien kasę za 4 ( słownie cztery ) patelnie. Jedną do mięska, drugą do naleśników, trzecią do jajecznicy i czwartą na wszelki wypadek. Bo wiem, jestem pewna, czuję, że utwory opisywane w tym wpisie, nie są dla mnie, że nie otworzą mi nowych horyzontów, i nawet nie spróbuję ich słuchać- bo jestem muzyczną analfabetką. Po prostu wstyd.. .Przyczyna jest prosta –otóż jako dziecię byłam z Mamą w ZOO, gdzie wielki, szary słoń nadepnął mi na ucho.Może zapomniałam je umyć a słoń był fanem higieny ? No i teraz moja percepcja kończy się na Chopinie i piosenkach z Kabaretu Starszych Panów.
    Tak więc, po tym wyznaniu, obawiałam się, że ktoś z rodziny posłucha zwierza i da mi patelnią przez siwy łeb, więc, w panice patelnie wyrzuciłam na śmietnik. I będę musiała kupić nowe. Wyniesie to co najmniej stówę, proszę zwierza.
    A na serio, to rzeczywiście, nie należy odrzekać się od żadnej dziedziny kultury w ciemno. Więc zgadzam się ze zwierzem. Teoretycznie.

  • Kinga D.

    Na punkcie muzyki mam klasycznego świra od bardzo dawna. Zaczynałam od przygody z radiowymi hitami, przez polskie reggae, wszelkiego rodzaju alternatywę, aż w końcu skończyłam tu gdzie jestem. Tu, czyli w sumie gdzie? Dobre pytanie. Szczerze uwielbiam Kanyego Westa, mogłabym w nieskończoność słuchać Have A Nice Life, a teksty Arcade Fire doprowadzają mnie do płaczu. Tak, kocham muzykę i wszystkie emocje z nią związane. Dlatego też utwór Slowdive pt Sing zrobił na mnie takiego wrażenie. Slowdive pochłaniam w każdej postaci, jeden z najbardziej znanych zespołów grających shoegaze zawsze potrafi nie tylko zaskoczyć, ale też wzruszyć. Piękny, melancholijny utwór Sing sprawia, ze naprawdę doceniam wyjątkowość ich muzyki, na kilka minut przenoszę się w inny świat. Spójność między wokalem, tekstem, a instrumentami jest niezwykła i brzmi jakby utwór został napisany właśnie po to, aby wnikał w słuchacza, wpływał na wszystkie zmysły. Sing brzmi jak duet wokalistki, Rachel Goswell z klawiszami, jakby te instrumenty same śpiewały, miały coś przekazać. Moja relacja ze Slowdive nie była łatwa, ale kiedy już raz się ich pokocha, to ta miłość jest największa na świecie i przeszywa z każdej strony. Utwór Sing może wzruszać, cieszyć, napawać każdym możliwym uczuciem, bo to jedna z tych piosenek, które mają na nas różny wpływ w zależności od humoru. Jest on dla mnie ważny nie tylko z tego powodu, ale też z takiego, że potrafi wyzwolić we mnie te wszystkie najpiękniejsze emocje. Dlatego właśnie marzy mi się wyjazd na festiwal Tauron Nowa Muzyka, bo wiem, ze artyści grający na Tauronie wyzwolą we mnie dokładnie takie emocje. William Basinski zachwycał mnie już od swojej płyty Melancholia, która jest niczym innym jak najcudowniejszą, najpiękniejszą podróżą w świat melancholii. Christian Loffler, czy Wacław Zimpel zadbają o może wrażenia duchowe, natomiast Gang Gang Dance, I-F, czy ho9909 udowodnią jak różne oblicza może mieć muzyka taneczna. Bo muzyka to dla mnie po prostu coś więcej, po prostu mój sposób na życie.

  • Natalia

    Drogi zwierzu, mam taki (może nierozsądny) zwyczaj, że przed festiwalem nie słucham muzyki zespołów, które się tam pojawią (więc wybacz, że nie posłucham twojej playlisty). Po prostu uwielbiam wejść w muzykę jak w nowe miejsce – bez mapy zanurzyć się i dać się wciągnąć w ciemne zaułki i zaskoczyć tym, co znajduję. Z nowości polecam Truth Is a Beautiful Thing – London Grammar, może też znajdziesz w tym coś dla siebie. Ja znalazłam kawałki mnie: takie, których wolę nie czuć i te, o których zapomniałam dawno temu. Czasami za bardzo daję się ponieść muzyce, podsyca każdy nastrój, więc ostrzegam przed przedawkowaniem. Osobiście jestem na odwyku ;)

  • i_am_keyser_soze

    Cieszę się, że zwierz miał nowe muzyczne doświadczenie. Osobiście słucham dosłownie wszystkiego, jestem fanem dźwięku.

  • Shakuahi

    Wszyscy tu piszą o takich ambitnych utworach, aż wstyd się przyznać co na mnie ostatnio zrobiło wrażenie. Odkąd sięgam pamięcią zawsze oglądam Eurowizję. W pełni świadoma jej licznych wad, zapewne nieświadoma kolejnych, uczyniłam sobie z tego pewną tradycję. Kilka lat temu nawet napisałam pracę licencjacką na temat Eurowizji i od tego czasu trochę dokładniej przyglądam się konkursowi – słucham wcześniej kandydatów, czytam o prelekcjach w poszczególnych krajach. W sumie nie wiem sama czemu, chyba dlatego, że mnie po prostu to ciekawi (bo trudno tu mówić o walorach artystycznych często). I tu przechodzę do meritum – największe wrażenie ostatnio zrobiła na mnie propozycja Włoch, piosenka pt. Occidentali’s Karma śpiewana przez przesympatycznego Francesco Gabbani. Wśród bukmacherów utwór ma wysokie notowania, nie dziwi mnie to – melodia chwytliwa, wokalista urodziwie uśmiechnięty, ergo eurowizyjne standardy są spełnione. Na mnie zrobił wrażenie tekst. Bo słuchając piosenki, zwłaszcza na Eurowizji, zwykle słuchamy o złamanym sercu albo w drugą stronę – autor ciśnie jakimś cliche, jak to trzeba się jednoczyć albo kochać wzajemnie – przesłanie wzniosłe, ale zwykle ich prostota odbiera im wszelki urok. W Occidentali’s Karma autor krytykuje zachodni, nastawiony na konsumpcję tryb życia, ubolewa nad tym, że inteligencja nie jest w modzie a my wszyscy, pachnący tymi samymi perfumami jesteśmy dowodem na to, że ewolucja gdzieś zbłądziła. I wiem, że fajniej by brzmiało, gdybym napisała, że ostatnio zrobiło na mnie wrażenie jakieś impro na garnkach w metrze, albo utwór dubindiegrunge’owego duetu, ale niestety, najbardziej ostatnio zaimponował mi zaskakująco mądry tekst w pozornie lekkiej, popowej piosence skomponowanej na tzw. festiwal kiczu czyli Eurowizję. :)

  • Marta Janiszewska

    To co mnie ostatnio zachwyciło to zapis koncertu Woodkida, a konkretnie utwór wykonywany z Son Luxem, który jest zupełną nowością, klik! -> https://www.youtube.com/watch?v=jHNaNBrR7Nw

    Dla mnie czyste piękno :) Solowa twórczość jednego i drugiego pana robi wrażenie, więc połączenie ich sił musiało się udać. Son Luxa cechuje niezwykła subtelność i poruszający, wysoki głos. Wokal Woodkida natomiast jest bardziej stonowany i głęboki, a jednak świetnie razem brzmią i się wzajemnie dopełniają. No i ta orkiestra! Zwłaszcza skrzypce brzmią urzekająco. Do tego wszystkiego estetyka i wszechobecna biel – robi wrażenie. Połączenie tych wszystkich elementów dostarcza mi niemały ładunek emocjonalny, dlatego polecam spróbować i być może również przepaść i zakochać się w tych kilku minutach :)
    PS. Mogłabym jeszcze coś wspomnieć o uroczych uśmieszkach Woodkida, ale to już chyba trochę wykracza poza temat komentarza…

    • Marta

      Przyznam szczerze, ze tak jak uwielbiam Woodkida, jego głos, obecność orkiestry i ciekawe wrażenia wizualne, to jestem wyjatkowo znudzona tym utwórem.

  • Emilia Jarosz

    ostatnio po głowie chodzi mi taki utwór: https://www.youtube.com/watch?v=WXDGGJHjEPI

  • Dróżniczka

    Ostatnio poruszył mnie ten utwór: https://www.youtube.com/watch?v=9DNuImTy7u8, który łączy w sobie słowa których my biali europejczycy nigdy byśmy nie wypowiedzieli; usypiającą ironię, która przykrywa oburzenie łagodną melodią; który niezależnie od podręczników i analiz opowiada o segregacji nie mówiąc o niej ani słowa. I dlatego, że czarni chłopcy świecą na niebiesko :)

  • Joanna Popiołek

    Zwierzu…mnie ostatnio zachwyciło i od czasu tegoż zachwytu umila czas w pracy to : https://www.youtube.com/results?search_query=mongolca+youtube

  • Natalia Ż

    https://youtu.be/Qbe3oSfUG00
    Od dawna lubię ten zespół, a ta piosenka ma tak pozytywną moc, że już żadne poniedziałkowe poranki nie są mi straszne. Wszystko się tutaj zgadza: wpadajaca w ucho melodia, prosty tekst z przekazem. O i jeszcze taki nietypowy wokal. Nie da się to pomylić z nikim innym a to zawsze jest plusem:D

  • Aleksandra

    Na mnie największe wrażenie zrobiła piosenka Agnes Obel – September Song. Słucham i wielbię Agnes, ale ten utwór mi akurat umknął dopóki go nie usłyszałam w Big Little Lies i zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Miłość miłość miłość

  • Ula

    https://www.youtube.com/watch?v=k9diHenbEA4
    Ostatnio zapętliłam ten utwór. Bitamina balansuje gdzieś na krawędzi hip-hopu i poezji śpiewanej, będąc przy okazji niekończącą się zabawą z dźwiękiem i słowem. I to zabawą bardzo szczerą, ale nie wpadającą w gorzkie tony, raczej spoglądającą na wydarzenia i perturbacje życiowe z pewnym dystansem i poczuciem humoru. A instrumentalnie to wyprawa przez wszystkie gatunki muzyczne – dlatego tę podróż szalenie polecam!

  • Kasia Koczułap

    Z muzyką elektroniczną nigdy nie było mi po drodze. Nie byłam na nią otwarta i góry zakladalam, że nie jest dla mnie. Wszystko zmieniło się, gdy poznalam mojego obecnego chłopaka, który jest jej wielkim fanem. To on pokazał mi, jak bardzo fascynujące moga być takie dźwięki. Moim ostatnim odkryciem jest piosenka pt. Corvus, za którą odpowiada genialny Recondite. Niesamowite jest uczucie, które towarzyszy mi podczas jej kolejnego słuchania. Jakbym zapadała się w głąb siebie, i za każdym razem odbywała coś nowego. To świdrujące uczucie, podobne jest trochę do motyli w brzuchu, które odczuwa się w czasie intensywnego zakochania. Recondite wyciska ze mnie ogromne emocje, niepokój miesza się z uniesieniem, myśli płyną szybko i są nieuporządkowane. Dać się temu ponieść… Co za wspaniałe uczucie! Na jego koncertach można popaść w stan duchowego uniesienia (sprawdzone empirycznie). Emocje, które towarzyszą mi podczas odkrywania muzyki elektronicznej nie są podobne do niczego innego, to coś nowego, fascynującego, tajemniczego. Chciałabym tego doświadczać więcej, a Tauron z pewnością dałby mi taką możliwość. To byłby mój pierwszy tego typu festiwal i na samą myśl przebieram nóżkami z podniecenia.

  • Sebastian Dirks

    Moim ostatnim odkryciem muzycznym jest nowo wydana płyta Loïc’a Nottet, czyli uczestnika konkursu Eurowizji 2015 który reprezentował barwy Belgii. Tak, zła, kiczowata i beznadziejna eurowizja drodzy państwo na coś się przydaje. Eurowizja jest u mnie obecna od maleńkości i przez te wszystkie lata jest u mnie rok w rok doskonałą odnośnią do poznawania nowych artystów. Płyta „Selfocracy” wyżej wymienionego jednak jest chyba pierwszą płytą uczestnika Eurowizji w której jestem tak zakochany (no może poza genialną płytą Loreen). Wydaje mi się że ten jakże młody człowiek świetnie wpasował by się z klimat Tauron Nowa Muzyka i mam nadzieję kiedyś go usłyszeć w naszym kraju. Sam tytułowy utwór na tej płycie zawiera tyle magii i mistyczności że mógłby trochę obdzielić niektóre filmowe produkcję ostatnich lat które pomimo zapowiedzi jako wielkie baśnie oczekiwań nie spełniają.

    • Shakuahi

      Dobrze, że mi o nim przypomniałeś, bardzo mi się podobała jego propozycja eurowizyjna. Owszem, mówi się, że to festiwal kiczu, ale jednak rokrocznie znajdują się takie dwie-trzy perełki jak chociażby Nottet. W tym roku też belgowie mają fajną propozycje – Blanche „City Lights”. Żałuję, że naszych eliminacji nie wygrała Carmell z Faces, bardzo jej piosenka była przyjemna.

      • Sebastian Dirks

        Perełki są najlepsze niestety w większości ludzie nie zwracają na nie uwagi bo są zniechęceni resztą. Loic’a kocham od tamtej pory i śledzę więc płytę gorąco polecam. Blanche kibicuję w tym roku na równi z Macedonią bo ich propozycja też jest niezmiernie ciekawa. Jeśli chodzi o preselekcje to kibicowałem i Carmell i Kasi wiec nie umiał bym wybrać tylko jednej, cieszę się że wygrała jedna z nich i czekam na rozwój sytuacji z Carmell :D

        • Shakuahi

          Też zwróciłam uwagę na Blanche i Macedonię, ale mimo wszystko włoska propozycja najbardziej przypadła mi do serca. Nie wiem sama czemu, to zupełnie nie mój świat muzyczny, ale cóż, serce nie wybiera, nawet muzycznie :)

  • Anka Karczemska

    „Dance Yrself Clean” LCD Soundsystem. Jest taki moment w tym numerze, który wyrywa trzewia. Sama posłuchaj :)

  • Sunako Nahahara

    Mój największy muzyczny szok ostatniego czasu przeżyłam dzięki radiowej Trójce. Dobrze jest narzekać na polską muzykę, jaka to jest kiepska, nieciekawa, kolejny żenujący rap lub taka sama popowa wokalistka. A są, tylko trudno poznać dopóki nie trafi do kiepskiej reklamy banku lub jakiegoś filmu. Dlatego jestem wdzięczna liście przebojów Trójki, o wiele łatwiej odnaleźć na prawdę dobre nowe numery. Bo kto słyszał nowe utwory Perfect, Hey, Kult, T.Love? Kto słyszał o takich piosenkarzach jak Piotr Bukartyk czy Daria Zawialow? A moją największą miłością jest Organek <3 Wiosna i Mississippi w ogniu mogę słuchać cały czas <3

  • wkmpa

    Powiedziałbym, że z muzyką elektroniczną dopiero się poznajemy. Znałem, oczywiście, słuchałem również i wcześniej, ale dopiero teraz zaczynam odkrywać czym tak naprawdę to jest. Moi znajomi już oszaleli na jej punkcie, ja jeszcze z sentymentem tkwię w moich starych rytmach, ale wszystkiego w życiu trzeba spróbować, prawda? Utworem, który dorobił się już u mnie miana jednego z ulubionych „tak generalnie” jest A Violent Noise od The xx. Zdaję sobie sprawę, że to nie do końca jeszcze te klimaty, o których pisałem wcześniej, jednak piosenka ta utkwiła mi w sercu tak mocno, że o niczym innym nie potrafię myśleć. Jest delikatna, wrażliwa wręcz, jednak wbrew pewnego rodzaju oszczędności środków, przekazuje tak silne emocje, tak mocno na mnie oddziałuje, że każde inne „odkrycie” przy tej piosence niesamowicie blednie. Pobudza wyobraźnię, emocje, pozwala odpłynąć i oderwać się od rzeczywistości, lekko sentymentalnym brzmieniem daje zapomnieć o wszystkim co złe na świecie. Wiem, że brzmi to dość przesadnie, może wręcz niedorzecznie, ale z każdym kolejnym odtworzeniem przeżywam ten utwór tak samo mocno, tak samo intensywnie, za każdym razem odkrywam w nim coś nowego. The xx traktuję jako furtkę do świata muzyki elektronicznej, dosyć dalekiej moim wcześniejszym preferencjom muzycznym – póki co jestem zachwycony; czas tylko zafiksować się jeszcze bardziej, odkrywać nieznane i znaleźć kolejne utwory, które przeniosą w inny wymiar.

    • zpopk

      Hej twoja odpowiedź zwyciężyła w konkursie. W zwiążku z tym mam prośbę o przesłanie: imienia, nazwiska, adresu do wysyłki i numeru telefonu dla kuriera na adres zwierzpopkulturalny@gmail.com

  • amk

    Och, Zwierzu, konkursem mnie wreszcie do skomentowania zachęcasz – bo mimo, że czytam regularnie, to raczej milcząco dotychczas, więc skorzystam z okazji i podziękuję za stały dopływ ciekawej lektury :)
    Do rzeczy jednak: mam prosty test na sprawdzenie, czy muzyka mnie porusza – są ciarki na plecach czy ich nie ma?
    Wiele mam takich „ciarkowych” kawałków na mojej playliście. Od Pink Floyd przez rosyjskiego rocka po Leonarda Cohena z wieloma jeszcze mniej i bardziej odległymi przystankami po drodze. Chociaż ostatnio zrobiło się bardziej balladowo.
    A najnowszy dodatek do listy po raz pierwszy usłyszałam, prowadząc samochód – i aż musiałam się zatrzymać.
    Piotr Bukartyk – O przyjaźni (https://youtu.be/DRMkpPUY9oE)
    Nie miałam pojęcia, co mnie tak porusza – czy bardziej tekst, czy muzyka, czy głos. I doszłam do wniosku, że całość naraz. Gdyby rozłożyć utwór na tekst, na muzykę, na głos – każde z osobna, mogłoby się okazać, że nic specjalnego, takie to proste i zwyczajne. Ale połączone – dla mnie prawdziwe i chwytające za gardło.
    To jest chyba właśnie to, czego szukam w muzyce – prawdy i jakiegoś poruszenia, którego przewidzieć nie można, za to można odnaleźć w różnych gatunkach.

  • andie

    Ostatnio ujął mnie ten utwór z najnowszej płyty Passion Pit: https://www.youtube.com/watch?v=TFBaNOiyLk0 Bardzo podoba mi się, jak rozwija się jego melodia, lubię też tekst. Taki melancholijny smutek, ale słodko-gorzki. Płyta została wydana, czy raczej udostępniona za darmo w internecie dla osób, które podadzą dalej twitta wokalisty grupy, Michaela Angelakosa na temat badań dotyczących zdrowia psychicznego (on sam ma depresję i zaburzenie dwubiegunowe).

    • Ogólnie: całe Passion Pit <3

      • andie

        zgadzam się :) uwielbiam zwłaszcza ‚Gossamer’.

        • Jak dla mnie najlepszy album, fakt. Potem „Manners”, „TSOL” i daleko w tyle „Kindred”, które pomimo kilku solidnych momentów („Lifted Up” to 10/10) jednak za bardzo obver the top

  • mmarppp

    „Remembering” Avishai Cohen Trio, za to że otwiera nowe przestrzenie do życia, a jak już wydaje ci się, że opanowałeś nowe wymiary następuje zmiana otwierająca kolejne piękno

  • Marta

    Polski rynek muzyczny zawsze wydawał mi się dośc ubogi, szczególnie jeśli chodzi o muzykę elektorniczną, ostatnio jednak okazało się, że po prostu nie wiedziałam gdzie szukać. Absolutnym (póznym) odkryciem roku jest dla mnie duet świenych chłopaków BASS ASTRAL x IGO, ktorzy zaczynali od wspólnego rokowegro grania w zespole Clock Machine.
    Ciężko by mi było wybrac jeden ich utwór, który uruchomił kompulswyny odruch wciskania Replay na Youtube, ale na pewno wysoko na liście są ich wykonania z jednej z ciekawszych inicjatyw muzycznych – SOFAR (kolejne moje odkrycie tego roku!)

    Emotion Queen
    https://www.youtube.com/watch?v=WxelhxuZVq4
    Somebody
    https://www.youtube.com/watch?v=csEDF43PHZU

    Dla chętnych polecam cały koncert:
    https://www.youtube.com/watch?v=6HukwEXFFmc i zapraszam na kolejny 6 maja! :)

    Moim zdaniem chłopaki sa absolutnie świetni, wokalista ma cudownie brzmiący głos, na żywo brzmią super. Jeden przypadkowo znaleziony utwór zapoczątkował całą lawinę – sofar, spirala, szybki zakup biletów na koncert, clock machine i dużo, dużo innych ciekawych inspiracji muzycznych odkrytych po drodze.

    Nic tylko czekać i wzruszać się tym, co może zapoczątkować cały Taron Nowa Muzyka! Który dodtakowo odbywa się w moim uabsolutnie ulubionym miejscu w mieście, w kórym mieszkam na co dzień <3

  • Hanka

    Wierna czytelniczka, niekoniecznie komentatorka, się kłania ;)
    Dziękuję za ten tekst, bo przypomniał mi, jak bardzo się zapuściłam względem nowości muzycznych w ostatnich latach…
    Ale! Na początku roku, przypadkiem (jak zwykle to u mnie bywa w przypadku genialnych utworów i świetnych artystów), poznałam Laboratorium Pieśni – grupę cudownych dziewczyn, która kultywuje europejskie korzenie muzyki folkowej.

    Z ich pierwszej płyty najczęściej chyba odtwarzam sobie pieśń „Kappe”, skandynawską nutę, która myślę, że może konkurować z porannym espresso- energiczna pieśń, która zawsze wywołuje u mnie ciarki na plecach, Dziewczyny śpiewają tu polifonicznie jedynie z bębnem w tle (nie znam się ;p), niesamowita siła z ich głosów się wydobywa, zawsze budzi mnie do życia- uwieelbiam ^_^ aż chce się podskakiwać, pląsać po pokoju jak zahipnotyzowana i śpiewać/ krzyczeć razem z Nimi; cudowne uczucie, polecam :)

    Na pewno będzie to dla mnie odkrycie roku- bo do tej pory nie interesował mnie zbytnio ani folk, ani muzyka polifoniczna, a ich dźwiękami jestem zauroczona na amen- jakąś klątwę chyba Laboratorium Pieśni rzuca przez tą płytę ;)
    a no i link, rzecz jasna :D -> https://laboratoriumpiesni.bandcamp.com (można posłuchać i od razu kupić płytkę lub dwie ;) )

  • Zmieniam w swoim odtwarzaczu płyty niczym te rękawiczki w pewnym sławetnym powiedzeniu. Cóż, może w moim przypadku to akurat złe porównanie, bo zupełnie nie pasuje do moich stylistycznych wyborów… Ale tak, tak to mniej więcej wygląda: co chwilę nowy album – bo okładka była ładna, bo zasłyszany utwór, bo porzuciłem ich parę lat temu ale warto nadrobić zaległości. Inny artysta, i kolejny – bo zupełnie nie/podobny do lubianych przeze mnie dźwięków, bo ktoś polecił, bo zdaję się na swój instynkt. I oto jest – dyskografia połknięta w całości. Trzeba znać wszystko, aby móc ocenić, porównać, mieć jakiekolwiek pojęcie o temacie. Bo boję się, że coś pominę. A wokół przecież tyle dobra – klasyka, elektronika, hip-hop, jazz, rockowa scena indie.
    Należy przecież wiedzieć, że sophomore był niewystarczająco dobry po wyśmienitym debiucie, ale już od trzeciego albumu wszystko szło w dobrym kierunku. A w innym – że nagranie standardowej płyty „sześć na dziesięć” jest w stanie mnie przytrzymać na chwilę i zmusić do sięgnięcia po kolejne wydawnictwo. Że ten koleś od dość radiowego singla nagrał go tylko na potrzeby komercyjne, a tak naprawdę skrywa w sobie coś więcej. Albo że ten zespół ze zdjęć i reklam to tylko one hit wonder, o którym za chwilę wszyscy zapomnimy.
    Nie ma więc singli, nie ma więc kawałków – są muzyczne historie, są znajome postaci, są pielęgnowanie przez lata odczucia, są nowe doznania. I z każdym kolejnym odsłuchem mogą się zmieniać. W zależności od humoru, dnia, godziny, ilości skonsumowanego materiału. Lubię ten kalejdoskop wrażeń, prostej nieskrępowanej radości, emocjonalności wyczytanej w nutach, bitach, przeraźliwie wybrzmiewających pauzach, w wyśpiewywanych, wykrzyczanych, wyszeptywanych słowach. Nie mogę więc z pełną odpowiedzialnością wybierać, to dla mnie niesprawiedliwe. A może jednak? Na przykład tutaj https://www.youtube.com/watch?v=_NSuIYwBxu4. Choć to i tak tylko niewielka część tego, co mógłbym powiedzieć.

  • marta

    Kilka dni temu usłyszałam piosenkę „very few dancers” zespołu the sons of illustrious father. Przyznam, że była to miłość od pierwszego usłyszenia, a z każdym kolejnym zakochuję się coraz bardziej. Piosenka poleciała mi z proponowanych i nic o niej nie wiedziałam, więc pewnie każdy popkulturalny fan mnie zrozumie gdy powiem, że gdy usłyszałam głos ezry millera zaczęłam krzyczeć. Szanuję go od dawna i uważnie śledzę jego karierę, a fakt że gra w zespole zwyczajnie mi umknął. Jego głos jest naprawdę dobry, nie wiem czy jest coś w czym ezra nie jest dobry. Ale wracając do tematu, szybko przrsłuchałam resztę zespołu ale ta piosenka utkwiła mi w pamięci najmocniej. Utwór wpada w ucho, ale nie jest oczywisty. Moim pierwszym skojarzenjem było red hot chilli peppers, czyli jeden z moich ulubionych zespołów, tyle że tutaj instrumenty są delikatniejsze. Co prawda piosenka jest szybka i dynamiczna, jednak czuć od niej melancholię. A najlepszą częścią jest tekst. Dużo czasu zajęło mi zinterpretowanie go, może się wydawać że jest o niczym, ale myślę, że każdy może się z nim utożsamić. Jest o życiu? Tak generalizując. O życiu zagubionego dzieciaka, który nie wie co się dzieje i dlatego tak go uwielbiam.

  • Najpierw chciałabym poświęcić minutkę na celebrację faktu, że oto jest jakaś dziedzina popkultury, w której orientuję się lepiej niż Zwierz, pewnie nie potrwa to długo, ale co za miły moment :D okej, już

    Słucham dużo i w przypływach dobrego nastroju często sięgam po nowości (nawet jeśli nowościami są tylko dla mnie, a świat zna je już od paru ładnych lat). Mam też to szczęście, że wokół mnie są osoby, z którymi wymieniamy się internetowymi wygrzebkami, więc nigdy nie brakuje nam czegoś nieznanego.
    Nowa muzyka, jakkolwiek zbyt górnolotnie to nie zabrzmi, zawsze mnie inspiruje, pobudza umysł do działania: dzięki niej lepiej mi się nie tylko rysuje, pisze i gotuje ale i łatwiej patrzy mi się na wiele codziennych małych i większych problemów. Potrafi zmienić perspektywę.
    Ostatnimi czasy zawędrowałam w rejony pełne dziewczyńskiego rapu. Bo kto powiedział, że dziewczyny nie mogą rymować? Niezbyt pamiętam kiedy pierwszy raz usłyszałam Reykjavíkurdætur (Córy Reykiaviku), wiem za to, że nie była to miłość od pierwszego usłyszenia. Ale od kiedy „zaskoczyłam”, nie chcę się uwolnić od tego zespołu. Bo tak naprawdę jak można się nie zakochać w grupie złożonej z 19(!) utalentowanych dziewczyn, które wspólnie tworzą piosenki opowiadające o ważnych dla nich rzeczach? No i są z Islandii (wiadomo, najlepiej). Najbardziej w ich twórczości cenię szczerość przekazu i bezkompromisowość. I to, jak wiele emocji potrafią przenieść na swoja muzykę. Bo chociaż nie rozumiem absolutnie nic, to na szczęście emocjonalny przekaz jest dość uniwersalny. Moja ulubiona piosenka to Tista i wiem o niej tylko tyle, że została napisana przez jedną z artystek po rozstaniu z chłopakiem. I jestem w stanie w to wierzyć, bo po każdym przesłuchaniu, mam ochotę stanąć do walki.
    Jak dorosnę zostaję raperką!
    https://www.youtube.com/watch?v=F2zhWjGYqzI
    Punkty bonusowe: producentem piosenki jest wspomniany gdzieś już w dyskusji Olafur Arnalds – oni naprawdę wszyscy się znają na Islandii…
    (A jeżeli Zwierz, albo któryś z czytelników wybierze się do Katowic, polecam koncert Princess Nokii – nowojorskie dziewczyńskie rymowanie. Też super!)

  • MuffinCannibal

    Wczoraj wieczorem skończyłam oglądać serial „In The Flesh”. I w tym momencie nie mogę wspomnieć o soundtracku tego serialu; poruszył mnie równie mocno jak sama fabuła. Konkretnie mam na myśli piosenki Keatona Hensona – „You” i „Charon” są moimi ostatnimi odkryciami. Keaton nie dość, że ma fantastyczny głos, to ma taką niepowtarzalną wrażliwość… W każdej nucie jego utworów ją słychać; jego piosenki naprawdę nie pozostawiają człowieka obojętnym. To moja miłość od pierwszego usłyszenia.

  • Floréal

    Hej, Zwierzu :) Konkurs już się kończy, więc nie wiem, czy jest jeszcze sens, że w ogóle to piszę… Ale co mi tam, podzielę się. Nie tak dawno spore wrażenie zrobiła na mnie pewna piosenka Laurie Anderson https://www.youtube.com/watch?v=hedIexysvK4&list=PLiN-7mukU_RHMkr2jAXEa7-gPat5k8ke7
    Od razu zaznaczę, że nie jest to nowy utwór, po prostu ja dopiero niedawno go poznałam.
    Ech, chyba nie umiem tak pięknie i poetycko pisać o muzyce, jak niektórzy ;) Bo nie wiem, jakich słów miałabym użyć, żeby opisać utwór, oprócz tego, że jest… nieco dziwny, powiedziałabym wręcz, że niepokojący. Anderson w zasadzie nie śpiewa, tylko mówi, jednostajnie powtarzając swoje kwestie – odgrywa tu rolę pilota samolotu znajdującego się tuż przed katastrofą. A może wcale nie? Może nie ma pilota ani samolotu? Linijka „There is no pilot” burzy całą koncepcję. Z pewnością nie należy tekstu interpretować dosłownie, ale przyznam, że do tej pory nie rozszyfrowałam do końca sensu utworu. Ale to dobrze – dzięki temu raczej szybko o nim nie zapomnę. Sądzę, że trochę jeszcze czasu spędzę, zastanawiając się, o co tej autorce mogło chodzić…
    Myślę, że skoro już o tym piszę, to wypadałoby też wspomnieć o tym, dlaczego w ogóle kliknęłam w link do piosenki, kiedy wyświetlił mi się gdzieś tam w internecie. Otóż byłam parę miesięcy temu na filmie Laurie Anderson „Serce psa”. Motyw „from the air” powtarzał się tam parokrotnie – sytuację, w której ptaki zaatakowały jej psa, autorka przyrównuje do ataku na wieże WTC. W obu przypadkach – jak zaznacza – ofiary były zaskoczone, że zagrożenie nadeszło z powietrza. Anderson dużo miejsca w swoim filmie poświęciła swoim refleksjom na temat ataku 11 września. Natychmiast więc po zobaczeniu tytułu piosenki przyjęłam za oczywiste, że utwór nawiązuje właśnie do tego wydarzenia. O swoim błędzie przekonałam się… cóż, tak naprawdę to teraz, na chwilę przed tym, jak zaczęłam pisać tego posta. Okazuje się, że piosenka powstała w roku 1982, a więc na 19 lat przed WTC… No cóż. Niesamowite, jak udało jej się to „przewidzieć”.
    No dobrze, ale tak na koniec – bo teoria teorią, ale co, jeśli sam utwór, mimo ciekawej tematyki, jest nudny? Otóż nie – rytmiczna, powtarzająca się wciąż melodia, jest tak charakterystyczna i wpadająca w ucho, że jak raz włączę piosenkę, to potem jeszcze długo ten motyw nie może się ode mnie odczepić. Nie zapoznałam się jeszcze z resztą twórczości Anderson, ale z pewnością to wkrótce zrobię, bo jestem zaciekawiona.

  • matt

    Jacques Greene – You Can’t Deny. Jeśli ten fragment i cały debiut nie poruszy Cię, nie pomoże rano działać, to ja już nie wiem