Trzydzieści lat szeptów czyli upadek Harveya Weinsteina

11/10/2017

Powiało chłodem czyli o Pierwszym Śniegu

11/10/2017

Jaki kolor ma niebo? czyli 10 filmów na niepogodę

11/10/2017

Czy wy też macie wrażenie, że w tym roku jesień jakoś poczuła się bardziej na miejscu i jest po prostu paskudniej niż wypada. W każdym razie zwierz przeskakując dziś kałuże obiecał sobie, że jak tylko będzie miał chwilę czasu to obejrzy sobie swój zestaw filmów na niepogodę. I pomyślał, że się nimi z wami podzieli.

Zestaw filmów na niepogodę – zaproponowany przez zwierza nie jest koniecznie złożony z filmów najlepszych – raczej chodzi o to by przenosił, przynajmniej wizualnie do świata gdzie nie zawsze pada (choć może) gdzie jest jakieś słońce i jakieś krajobrazy czy obrazy które pozwalają żyć nadzieją, że jeszcze może być może i nam przyjdzie oglądać coś co niekoniecznie jest zasnutym chmurami polskim niebem. Zwierz nie ręczy że wskazane przez niego

Mamma Mia! – Wiele można mówić o musicalu z Meryl Streep ale na pewno nie brakuje tam słońca i pięknych widoków. Prawda jest taka, że nawet jeśli nie wszystkim się film podoba to słuchanie piosenek Abby i oglądanie błękitu greckiego nieba to dokładnie to co pozwala choć na chwilę zapomnieć, że w Polsce stwierdzenie, że niebo jest niebieskie a woda błękitna to zdania częściej nieprawdziwe niż prawdziwe. Jak powiedział Colin Firth zwracając się kiedyś ze sceny do Meryl Streep  „Graliśmy razem w Mamma Mia! Byliśmy w Grecji, byłem gejem, byłem szczęśliwy”. Trudno sobie wyobrazić lepsze podsumowanie radosnych uczuć jakie budzi w zwierzu ten musical. I w sumie zwierz już go nawet nie za bardzo ogląda – tylko napawa się kolorami i nuci Dancing Queen.

 

Imagine – Zwierz pamięta jak w czasie najdłuższej – trwającej chyba milion lat (czyli tak do kwietnia!) zimy w Polsce wybrał się do kina na film opowiadający o nowym nauczycielu w szkole dla niewidomych i niedowidzących dzieci. Można byłoby się spodziewać, że taka historia powinna być ciemna, zamglona czy mroczna. Tylko, że Imagine to film pełen światła. Więcej – pełen cudownego portugalskiego światła Lisbony. Jest w tym filmie niesamowite ciepło, nadzieja i tyle słońca że można byłoby go zapisywać ludziom z deficytem witaminy D. Zwierz wyszedł z kina jakby go ktoś podstawił na jakiś czas pod odpowiednią lampę. Czuł że mu cieplej i odzyskał nadzieję, że kiedyś jeszcze będzie ciepło, słonecznie i kwitnąco.

 

Paryż może zaczekać – zwierz pisał o tym filmie niedawno. Nieco rozczarowana życiem żona zapracowanego producenta filmowego jedzie przez Francję samochodem, z biznesowym partnerem swojego męża. Podróż miała być krótka ale się przeciągnęła – głównie ze względu na niespieszne podejście do życia zakochanego w swoim kraju (a może też w swojej towarzyszce) francuza. Film w dużym stopniu pocztówkowy sprawdza się nie tylko jako reklama kolejnych regionów Francji ale też jako przypomnienie jakiż to piękny kraj, w którym jest nie tylko Paryż, ale są też cudowne bezdroża, małe knajpki i przepiękne zabytki położone z dala od najczęściej odwiedzanych miejscowości. Siedząc na tylnym siedzeniu tego filmowego samochodu można poczuć się niemalże tak jakby było nas stać na taką letnią, lekką romantyczną wyprawę po Francji.

 

Miłość nie przeszkadzać – francuska komedia romantyczna z Audrey Tautou w roli głównej opowiada o dziewczynie która umawia się wyłącznie z bardzo bogatymi (i kupującymi jej prezenty) mężczyznami i o niezbyt zamożnym pracowniku jednego z hoteli, który nieco przypadkiem skradł jej serce. Film ma kilka niezłych scen i kilka scen bardzo złych ale przede wszystkim dzieje się na francuskiej riwierze. Odwiedzamy kolejne luksusowe hotele, nie przejmujemy się wydatkami i chłoniemy słońce w najdroższych kurortach nad morzem śródziemnym. Zwierz który odwiedzał Lazurowe Wybrzeże ale sypiał wyłącznie w schroniskach młodzieżowych może powiedzieć, że w Nicei jest pięknie niezależnie w jakim hotelu się mieszka, choć fajnie jest zajrzeć do tych miejsc gdzie normalnie nie wpuściłby nas przezorny portier.

 

Pod słońcem Toskanii – tytuł właściwie mówi wszystko. Bohaterka grana przez Dane Lane wyprowadza się do Toskanii a jej malowniczą willę remontują polscy inteligenci na emigracji. Do tego miłość, szczęście i poszukiwanie samej siebie w najpiękniejszych okolicznościach przyrody jakie uda się znaleźć. Zwierz nie jest fanem samego filmu (ani też gatunku który trochę zapoczątkował) ale nie przegapi żadnej okazji by napawać się pięknymi włoskimi krajobrazami, toskańskim słońcem i widoczkami jak z pocztówki. Ostatecznie zwierz zwykle poszukuje sam siebie na własnej kanapie więc dobrze wiedzieć że mógłby to robić w nieco bardziej malowniczych okolicznościach przyrody.

 

The Fall – filmy Tarsema zawsze są przepiękne ale żaden z nich nie zbliżył się nawet do oszałamiającego piękna The Fall. W filmie mamy historię piękną i dramatyczną, snutą przez kontuzjowanego w czasie prac nad filmem kaskadera, małej rumuńskiej dziewczynce która trafiła do szpitala ze złamaniem ręki. Choć w filmie będzie niekoniecznie cukierkowo to wciąż jeśli szukacie produkcji gdzie kolorów będzie więcej niż jesteście w stanie zliczyć, a obrazy wyciągną was z codzienności do zupełnie innego świata to The Fall jest lekturą obowiązkową. Plus Lee Pace jest tam tak piękny że liczy się niemal jako osobne pocieszenie.

 

Wesele w Sorrento – romantyczny czy bardziej obyczajowy film Susanne Bier odpowiedzialnej za doskonałe Tuż po weselu, czy  nagrodzone Oscarem „W lepszym świecie”. Tu mamy kobietę która właśnie zakończyła chemioterapię (chorowała na raka piersi) tylko po to by odkryć że jej mąż ma romans. Na całe szczęście jej córka właśnie bierze ślub w malowniczej włoskiej miejscowości. A na ślubie wśród zaproszonych gości znajdzie się wdowiec o aparycji Jamesa Bonda. To nie jest zwykła komedia romantyczna, i nie jest to też bardzo wybitny film. Ale ta historia opowiedziana we włoskich dekoracjach jakoś podnosi zwierza na duchu i przypomina, że jakby coś w życiu nie tak, to trzeba jednak do Włoch.

 

PS: I Love You – Jeśli na Włochy nas nie stać – zawsze pozostaje Irlandia. Tym razem mamy film o młodej wdowie, której mąż zaplanował cały rok żałoby. Historia może wywoływać łapanie się za głowę i czy kręcenie głową w niedowierzaniu ale jeśli zapomnimy o niedorzecznościach i skoncentrujemy się na Irlandii to dokonamy dobrego wyboru. A Irlandia w tym filmie jest dokładnie taka jaka być powinna czyli aż po horyzont ciągną się połacie tak soczystej zieleni że wprost nie można uwierzyć, że nikt tam nie biega po nocy i nie poprawia kolorów przy pomocy farby. Zwierz ogląda film jednym okiem ale kiedy bohaterowie przenoszą się między irlandzkie wzgórza to nawet w sceptycznym serduszku zwierza odzywa się jakaś tęsknota by rzucić to wszystko i pohasać wśród wspaniałej zieleni.

 

Duma i Uprzedzenie -wiele można zarzucić produkcji z 2005 roku ale jedno jest pewne – reżyser Joe Wright wie jak grać światłem. Zwłaszcza poranki wychodzą mu zaskakująco dobrze – te lekkie mgły, te rozmyte promienie nad koronami drzew. Niemal czuć zapach rosy i zimną trawę pod stopami. Albo znów pomyśleć, że może warto pojechać na jakąś angielską wyprawę i znaleźć jakieś wzniesienie z którego można spoglądać daleko przed siebie na rozległe przestrzenie, morze czy co tam jeszcze znajdzie się w zasięgu wzroku. I nawet jak w tym filmie pada to jest to deszcz romantyczny co moczy kochanków tuż przed wyznaniem miłości, więc wybaczymy. Mokrego Pana Darcy zawsze wybaczymy.

 

Nigdy w życiu!- na koniec rzecz która może zaskoczyć. Polska komedia romantyczna. Ale jeszcze z czasów zanim wszystkie polskie komedie romantyczne wyglądały tak samo. Bohaterka, grana przez Danutę Stenkę bez trudu buduje sobie dom pod Warszawą wśród malowniczych krajobrazów Mazowsza. Zwierz niemal czuje ten zapach trawy i drzew, niemal widzi sam siebie jak wygrzewa się na ganku jakichś co szczęśliwszych znajomych którzy posiedli podwarszawską działkę. Nigdy w życiu! To film w którym nawet jazda kolejką SKM wydaje się czynnością miłą, radosną i niosącą nadzieję. Zwierz czasem sobie film ogląda, zwłaszcza jak tęskni za warszawą w maju kiedy nagle przez chwilę wszystko jest w tym mieście możliwe.

 

Taki jest zwierzowy zestaw który pozwala przetrwać niesprzyjające warunki atmosferyczne. Tych filmów nawet nie trzeba dokładnie oglądać, wystarczy co pewien czas zwrócić oczy ku ich kolorom, światłu i widokom przypominającym, że nie tylko szarość betonu i depresja cementu. Niekoniecznie ten zestaw jest równoznaczny ze zwierzowym zestawem filmów podnoszących na duchu – ale jest konieczny by nie stracić pamięci o kolorze nieba. A to czasem wcale nie jest proste.

Ps: Co wy oglądacie z takiej kategorii filmów? Zdaniem zwierza komentarze pod takim wpisem to idealne miejsce by podzielić się swoimi – niekoniecznie najlepszymi – ale słonecznymi produkcjami ;)

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Basia

    Dobry rok z Russellem Corwe i Emma z Romolą Garai. A także Marvele bo tyle się dzieje, że kolor nie ma znaczenia, a nadają się na eskapistyczne seanse … I Doctor:) Bo może polecieć gdziekolwiek gdzie jest pogoda (niestety najczęściej to Walia więc z niebem średnio) ale widok budki w kosmosie jakoś dystansuje wagę pogody na Ziemi.

    • Ania Piwowarczyk

      „Dobry rok” to był pierwszy film, o którym pomyślałam! :)

  • To może zacznę :) Część filmów pokrywa się z zestawieniem Zwierza („Pod słońcem Toskanii”, „Duma i uprzedzenie”), ale jako niepoprawna miłośniczka Stanów Zjednoczonych, w zimne i ponure wieczory najchętniej „przenoszę się” za Ocean. I tak polecam szaloną wyprawę razem z Thelmą i Louise albo dwie godziny w uroczym miasteczku razem z bohaterkami „Stalowych magnolii”, albo wyprawę na Alaskę we „Wszystko za życie” (mimo ogólnego smutnego wydźwięku historii). Jestem fanką filmu „Sekretne życie Waltera Mitty”, gdzie cudownych widoków jest naprawdę mnóstwo i sama historia też bardzo budująca. Lubię też klimat francuski i pozytywnie zawsze nastraja mnie „Jeszcze dalej niż północ”, w którym okazuje się, że Francuska Riwiera to nie zawsze najlepsze możliwe wyjście. I oczywiście Amelia, która swoją kolorystyką, subtelnym humorem, narracją i samą historią, rozgrzewa każdego jesiennego zmarzlaka. Wiem, że we wspomnianych przeze mnie filmach nie zawsze pojawia się błękitne niebo i piękne widoki z ciepłych krajów, ale to po prostu obrazy, które widziałam kilka razy i za każdym razem czuję po seansie przyjemne ciepełko w sercu :) a o to chyba chodzi
    https://blogbooksandbeauty.wordpress.com/2017/06/05/wakacyjny-klimat-na-ekranie-czesc-i/

  • wazon

    Najbardziej mnie zainteresował film „Imagine”. Byłam kilka razy z naszą redakcją w Laskach, na spotkaniu autorskim. Dzieci były po prostu zwyczajne, oprócz tego, że kilkoro miało wyjątkowo rozwiniętą wyobraźnię.Spotkania okazały się bardzo udane. Największą radość sprawiłam dzieciom, kiedy nie zauważyłam schodków, która dla nich były oczywiste i wywaliłam się z wielkim hukiem. Oczywiście zatroszczyły się o mnie, ale nic mi się nie stało. A one się uśmialy, bo patrzcie, osoba widząca, a schodów nie widzi.

  • Anna

    Można też obejrzeć serial „Trapped” i pocieszać się, że ci to dopiero mają przerąbane;). A ze słońcem i ciepłem to „Hotel Marigold”.

  • Merenwen

    Ja raczej z tych, co to w niepogodę łakną więcej szarości i mżawki i takiego jesiennego maźnięcia pędzlem ;). W tym roku jeszcze szukam godnego następstwa zeszłorocznego „The living and the dead” (który jest co prawda serialem, ale takie klimaty są zawsze poszukiwane) i nadrabiam zapomniane odcinki Ripper Street.

  • Asia

    Moja mama ma takie określenie na ten rodzaj filmów: „włącz mi coś z niebieskim niebem”. Zwykle potem dodaje też ” i żeby Nicole Kidman grała”. Obie te rzeczy trudno połączyć, ale nie tracimy nadziei:)

    • zpopk

      Australia!

    • Marta M

      Lion.Droga do domu

  • kpirozek

    No tak, znowu z całego zestawienia widziałam może ze 2 filmy (może, bo nie pamiętam czy oglądałam „Nigdy w życiu”, ale chyba tak :)) Jeśli chodzi o „Pod słońcem Toskanii”, to jestem zdecydowana fanka książki, dlatego filmu nawet nie próbowałam oglądać. No a „Duma i uprzedzenie” to jednak miniserial BBC z 1995 r. wolę (każde pokolenie ma swoja ukochana ekranizację) i starcza na dłużej. Reszta filmów – do zanotowania i obejrzenia wkrótce!

  • Hanako

    „Lato w Prowansji”, noszące w oryginale o wiele wdzięczniejszy tytuł „Avis de mistral”. Nie jest to film ambitny, ma w sobie całe połacie ckliwej sztampy (i parę zupełnie idiotycznych scen), ale nie mogę mu odmówić wiernego oddania samego szczytu lata. Niebo rozżarzone jak błękitna blacha, gorący, suchy wiatr, upał, duchota i strugi słońca. Po tym filmie miałam ochotę wyjść się przewietrzyć, choć oglądałam go w listopadzie. Jako skondensowane wspomnienie lata – polecam.

  • „Pod słońce” (The Shadow Dancer) z Harveyem Keitelem, film, o którym prawie nikt nie słyszał. Też kręcony w Toskanii. Mógłby swobodnie dołączyć do zestawu Zwierza, jest cudny, ciepły i nieźle grany. Sama słodycz. Zwierzu, jesli nie znasz – poznaj koniecznie, przed nami listopad…

  • joaa

    Ja na moj eskapizm rowniez wybieram Wlochy. Wlochy sa dobre na wszystko. Czesto sa to obie czesci ‚Wybacz, ale bede ci mowila skarbie’. Rzym, slonce, morze, nastoletnia, szalona milosc. Z polskich rowniez ‚Nigdy w zyciu!’, ale pamietam tez, ze we ‚Wszystko, co kocham’ bylo mnostwo swiatla i slonca – i znowu te nastolenie przezycia. Dorzuce jeszcze jednego kandydata, a wlasciwie kandydatke sposrod seriali – ‚BrzydUla’. Tam to moze i slonca czy nieba bardzo nie widac, ale kolorow tego serialu zaden inny nie pobije :)