W pewnym wieku zawsze jest się Don Kiszotem czyli o 5 sezonie Grace i Frankie

22/01/2019

Wena nie wie co to deadline czyli jak Zwierz książkę napisał, wydał i zmysłów nie postradał

22/01/2019

Oscary na czasy przejściowe czyli omówienie nominacji Oscarowych 2019

22/01/2019

Tak to dziś. Dziś jest ten dzień kiedy oczy  filmowego świata są zwrócone w kierunku Hollywood gdzie właśnie ogłoszono nominacje do Oscarów. Ogłoszenie nominacji to jak zwykle – emocje, radość, i oczekiwania. Ale także początek wyliczania kogo pominięto, o kim zapomniano i dlaczego wszystko co zadecydowano jest nie uczciwie. Zwierz postanowił do tych wszystkich litanii dorzucić też coś od siebie.

Zacznijmy bez budowania napięcia – od najlepszego filmu. Od razu trzeba zaznaczyć, że tu wielkich niespodzianek nie ma. Wśród nominowanych filmów znalazły się te, które przez ostatnie tygodnie zbierały nominacje wśród przeróżnych gremiów (choć należy zaznaczyć, że coraz więcej nagród rozdziela kategorie filmu dramatycznego i komediowego co sprawia, że część filmów nigdy nie konkurowała ze sobą bezpośrednio). Wielkim pytaniem tego roku było czy Czarna Pantera dostanie nominację za najlepszy film. Jest to o tyle ważne, że trochę zaczęły pojawiać się głosy, że Oscary powinny wrócić do czasów kiedy nominowano do nagrody za najlepszy film nie tylko produkcje niezależne ale także te które w danym roku najbardziej rezonowały z kinową publicznością. A tego Czarnej Panterze nie można odmówić. I dlatego kiedy ta nominacja się pojawiła (choć spodziewano się, że pewnie Czarna Pantera dostałaby nominację dla przesuniętej w czasie kategorii – najlepszy film popularny)  wszyscy uśmiechnęli się radośnie.

 

 

Co do pozostałych nominowanych filmów to kiedy mówimy o jakimś braku to chyba należy wspomnieć – wcześniej pojawiające się na liście nominacji If Bale Street Could Talk – adaptację książki Jamesa Baldwina, wyreżyserowaną przez twórcę Moonlight – które triumfowało dwa lata temu. To pominięcie rzeczywiście może zaboleć, zwłaszcza że dość powszechnie słychać głosy, że to film naprawdę dobry (w Polsce go jeszcze nie pokazywano, więc tylko przekazuję głosy ze świata). Nie ma też na tej liście i w ogóle słabo pojawia się na liście filmów nominowanych First Man – co jest o tyle ciekawe że przed sezonem Oscarowym bardzo typowano tą produkcję jako jednego z czołowych kandydatów do nagród. No ale najwyraźniej gdzieś po drodze okazało się, że film nie rezonuje tak z widownią jak miał nadzieję reżyser.

 

 

Pozostałe filmy w tej kategorii wpisują się dość dobrze w to co Akademia lubi nagradzać. Mamy więc biografię znanego twórcy (Bohemian Rhapsody), mamy prywatną opowieść o problemie społecznym (Green Book), mamy film komentujący kwestie polityczne (Blackklansman i  Vice), mamy filmy oparte na faktach (Akademia kocha je nad życie – pięć z ośmiu nominowanych filmów jakoś opiera się wydarzenia prawdziwe), mamy coś o brytyjskich monarchach (Faworyta), mamy melodramat (Narodziny Gwiazdy), mamy w końcu ten fenomenalny czarno biały film, który wszyscy czują że powinni obejrzeć ale im się nie chce (Roma). Ostatecznie to zestaw dość przewidywalny choć, nie ukrywajmy filmowo ciekawy. Osobiście najbardziej cieszę się z obecności Faworyty na liście – bo to film z zupełnie innego porządku. Nie byłoby mi smutno gdyby wygrała, moim zdaniem, fenomenalna, głęboko humanistyczna Roma. Jeśli jednak kierować się zasadą że najlepiej na zwycięzcach Oscarów zna się jury festiwalu w Toronto to należy przychylniej spojrzeć na Green Book. Jednocześnie musimy mieć z tył głowy, że Bohemian Rhapsody trochę zalicza wszystkie punkty Oscarowego Bingo (choć raczej w stylu zaproponowanym za czasów Weinsteina).

 

 

Przejdźmy do najlepszej aktorki. Moim zdaniem w tym roku to jest kategoria która nie bierze jeńców. Niech dowodem będzie to że już raz w tym sezonie zdarzyło się, że nagrodę w tej kategorii dostały jednocześnie dwie aktorki (Glenn Close i Lady Gaga). Nie ukrywam – nie było w tym roku mocniejszego zestawienia niż to co robiły kobiety na ekranie. Zacznijmy jednak od pewnej niespodzianki – czyli od nominacji dla Yalitzii Aparicio. Ta debiutująca meksykańska aktorka, przebija szklany sufit dla aktorek rdzennego amerykańskiego pochodzenia. Wcześniej jednak nie znajdowała się na liście nominowanych aktorek. Osobiście jej szanse oceniam jako niewielkie ale bardzo mnie ta nominacja cieszy. Pomijając fakt, że w Romie zagrała z taką cudowną delikatnością, której trudno oczekiwać i spodziewać się po debiutantce, to na dodatek – dostrzeżenie tej roli, może coś ruszy w procesie castingu – zwłaszcza w Meksyku gdzie aktorki o urodzie mniej Europejskiej często nie mają szansy się przebić. Z pominiętych można wymienić Emily Blunt, która mogła po cichu liczyć na nominację za Mary Poppins (w końcu nie byłby to precedens).

 

 

 

No dobrze ale teraz skupmy się na tym kto jest. I tu oczywiście mamy trzy aktorki pomiędzy którymi wszystko się rozegra. Po pierwsze mamy Glenn Close – rzadki przypadek nominacji za film który poza tym został właściwie całkowicie zignorowany. Close należą się nagrody hurtem bo to wybitna aktorka. Nie mniej, trochę czuć że w jej przypadku byłaby to zarówno nagroda za rolę, jak i nagroda za 45 lat kariery, kiedy ani razu nie dostała Oscara za jakąkolwiek ze swoich doskonałych ról. Druga na liście jest Olivia Coleman. Jej gra aktorska – czy to poważna czy komediowa nikomu nie musi być zachwalana – jest doskonałą aktorką, która potrafi równie dobrze zagrać miłą sąsiadkę, sfrustrowaną policjantkę, królową i międzynarodowego szpiega. Jedyne co może stanąć między nią a Oscarem to fakt, że w Stanach nie jest szczególnie dobrze znana. Więc być może część Akademii nigdy nie zrozumie jaki z niej jest diament. Trzecia w tym rozdaniu jest Lady Gaga – jej rola w Narodzinach Gwiazdy potwierdza duży aktorski talent. Do tego Akademia całkiem lubi piosenkarki które próbują swoich sił w filmie i wychodzi im to całkiem nieźle. Tu może zadziałać chęć nagrodzenia kogoś kto niewątpliwie ma mnóstwo talentów. Niestety nie wydaje mi się by w tym rozdaniu liczyła się Melissa McCarthy. Choć nominacja dla niej cieszy (dołącza do aktorek które w tym samym roku dostały nominacje do Oscara i Złotej Maliny – choć za różne filmy) to mam wrażenie, że w tym roku nie uda się jej sięgnąć po statuetkę. Ale ważne że swoją rolą potwierdza że potrafi płynnie przechodzić od komedii do dramatu.

 

 

 

Przyznam szczerze – nigdy nie liczyłam na nominację dla Joanny Kulig. Bardzo aktorkę podziwiam i życzę jej wszystkiego najlepszego w Stanach, ale nie ukrywajmy – szanse na nominacje dla niej były dość małe. Po pierwsze dlatego, że nie pojawiała się raczej na listach nominowanych aktorek do innych nagród, a poza tym – w tym roku raczej te aktorskie, miejsce dla aktorki z filmu nieanglojęzycznego zbierają aktorki z Romy. Inna sprawa – konkurencja wśród aktorek amerykańskich jest w tym roku na tyle mocna, że można spokojnie powiedzieć, że Kulig musiałaby mieć największą w Hollywood ekipę promocyjną by się na tą ostateczną listę nominacji przebić. Dlatego choć bardzo rozdmuchano szanse aktorki nie należy tego traktować jako porażkę. Raczej jako rzeczywistość nagród amerykańskich gdzie aktorzy i aktorki z reszty świata są tylko gośćmi dla których jest ograniczona liczba zarezerwowanych miejsc.

 

 

W kategorii Najlepszy Aktor wielkich trzęsień ziemi nie odnotowano. Choć można zadać kilka pytań. Np. dlaczego nominacji nie dostał John David Washington. I nie chodzi o tradycję zbierania przez rodzinę Washingtonów nominacji dla najlepszego aktora. Po prostu wydaje się, że rzeczywiście za rolę w Blackklansman zasłużył. Nie dostał też nominacji dostrzeżony przez jury Złotych Globów kolejny młody zdolny czyli Lucas Hedges. Jeśli szukać jakichś zaskoczeń to fakt że Willem Dafoe dostał nominację za film o Van Goghu. Nie dlatego, że zagrał słabo, wręcz przeciwnie wszyscy którzy film widzieli przebąkują coś o roli życia. Tym co natomiast zdarza się nieco rzadziej to obecność w tym zestawieniu aktorów których filmy nie przyciągnęły uwagi akademii w innych kategoriach.

 

 

Kto nominacje dostał? Ponownie można stwierdzić, że to kategoria w której sporo było do przewidzenia. Nominację dostał oczywiście Christian Bale, za rolę w Vice. Nikt nie tyje i nie chudnie tak pięknie jak Bale i nikt nie jest za to tak noszony na rękach – no może poza Danielem Day Lewisem który pięknie udaje że nie ma sam ze sobą nic wspólnego. Bale to aktor wybitnie zdolny ale jednocześnie o nie najlepszym PR więc być może na drodze do nagrody bardziej stanie mu jego charakter niż kwestia sprawdzenia się w roli. Oczywiście nominację dostał Bradley Cooper – Hollywood ma słabość do nagradzania portretów alkoholików, więc być może Cooper – który ma na koncie już kilka nominacji doczeka się nagrody.  Z pewnością Narodziny Gwiazdy są takim wehikułem, który miał mu tego Oscara zapewnić. Z drugiej strony w tym zestawieniu najbardziej typową Oscarową rolę ma Rami Malek – grał sławną osobę, która zmarła przedwcześnie. Akademia lubi aktorów którzy grają realne osoby, zwłaszcza jeśli wymaga to jakiegoś oszpecenia czy noszenia protezy – nie ważne czy nosa czy zębów. Nawet taka niezbyt zachwycona filmem o Mercurym osoba jak Zwierz musi przyznać, że Malek jest najlepszym elementem Bohemian Rhapsody. Jednak im wszystkim depcze po piętach Viggo Mortensen. Choć dotychczasowe decyzje różnych gremiów nie dają mu wiele szans na zwycięstwo to trzeba przyznać, że już najwyższy czas by ktoś rzucił Oscarem w tego, jednego z najlepszych, i najbardziej elastycznych pod względem dobieranych ról, amerykańskiego aktora.

 

 

Przejdźmy do aktorek w roli drugoplanowej. Tu mamy chyba takie pierwsze prawdziwie pominięcie tego rozdania nagród. Brak nominacji dla Claire Foy za role w First Man. To było coś czego chyba nikt się nie spodziewał, bo Foy właściwie od samego początku sezonu była regularnie wymieniana wśród faworytek. Dlaczego jej nie ma? Możemy podejrzewać, że brak wcześniejszych sukcesów filmu sprawił, że w tym roku producenci nieco mniej nękali akademików by pamiętali zagłosować na ten film. Na jego niekorzyść działa też fakt, że pojawił się sporo przed sezonem nagród, więc bez ciągłego przypominania wielu akademików mogło o filmie i roli zapomnieć. Drugie zaskoczenie to pojawienie się wśród nominowanych aktorek Marii De Taviry z Romy. To chyba pierwszy raz kiedy jej nazwisko pojawia się wśród zestawienia nominowanych aktorek. Wyraźnie Roma albo bardziej rezonuje z amerykańską widownią niż się wydawało, albo fakt, że film jest od ręki dostępny na Netflix sprawił, że widziało go wielu członków Akademii którym normalnie nie chciałoby się chodzić do kina.

 

 

Wśród pozostałych nominowanych mamy Amy Adams za rolę w Vice – to jej szósta nominacja do Oscara. Tylko w przeciwieństwie do Leonardo DiCpario to jedna z najzdolniejszych aktorek amerykańskich nie została memem. Co nie zmienia faktu, że nagroda w końcu by się jej należała, bo naprawdę – Akademia powinna w końcu docenić jak niesamowita jest Amy Adams. Czy to będzie ten rok? Trudno powiedzieć. Na pewno  szanse ma Regina King – jako jedyna nominowana z aktorskiej obsady If Bale Street Could Talk. Dostała już za swoją rolę Złoty Glob i jest chyba powszechna zgoda że może zostać faworytką tej kategorii. Skoro o faworytkach mowa – mamy Rachel Weisz i Emmę Stone z Faworyty – nominacje dla nich cieszą (Zwierz uwielbia obie aktorki) ale prawdopodobnie głosy które oddadzą wielbiciele filmu rozdzielą się pomiędzy je obie i dlatego mają małe szanse na wygraną. Co nie zmienia faktu, że z trzech aktorek na pierwszym planie produkcji wszystkie dostały nominację do Oscara co jest jedną z najpiękniejszych laurek jaką można wystawić produkcji.

 

 

Teraz czas na aktorów drugoplanowych. I tu zaszła najprawdziwsza podmianka. Na wszystkich dotychczasowych listach tym „piątym” wśród nominowanych był nowy książę Hollwyood, piękny i młody Timothee Chalamet. Cóż Akademia to głównie panowie po sześćdziesiątce i chyba oglądając Sama Elliotta w Narodzinach Gwiazdy ich serce zmiękło. I tak książę Hollywood ustąpił aktorowi który niemal zawsze gra tak samo – nieco zamkniętego w sobie, ale naprawdę uczciwego, prawdziwego Amerykanina. Przyznam szczerze – nie mogę się gniewać na Akademię – Sam Eliott przeżywa w ostatnich latach prawdziwy renesans kariery, plus jeśli ktoś już ma grać tego ostatniego prawdziwego kowboja niech to będzie Eliott i jego wąsy. Cytując „Grace i Frankie” – „Jest tylko dziesięciu mężczyzn na świecie który mogą nosić takie wąsy, i on jest dziewięcioma z nich”.

 

 

No dobrze ale kogo jeszcze mamy w tej kategorii? Duże szanse na nagrodę ma  Mahershala Ali za rolę w Green Book. Aktor jak zwykle jest doskonały, a sam film opera się w dużym stopniu na jego grze. Do statuetki rękę wyciąga też Sam Rockwell – choć teoretycznie nie wygląda jak młody Bush, to jednak Akademia ponownie – lubi teoretycznie niedopasowanych aktorów w roli kogoś kogo już znają. Choć Rockwell był faworytem poprzedniego rozdania a aktorzy rzadko są w stanie rok po roku zdobywać serce Akademii. Poza tym wśród nominowanych mamy też Adama Driver za rolę w Blackklansman. Moje marzenie by Driver dostał Oscara nie ma nic wspólnego z tym jak dobry jest w filmie Spike’a Lee (a jest znakomity) a więcej z moim przekonaniem, że dawno Hollywood nie znalazło aktora tak ciekawego i tak dobrze wybierającego kolejne role i projekty. Ostatni na liście jest Richard E. Grant za rolę w „Can you ever forgive me”. Przyznam szczerze, że aż zaklaskałam kiedy zobaczyłam go na liście nominowanych. Richard E. Grant to jeden z tych brytyjskich aktorów których zna się doskonale z brytyjskiego kina i z BBC, który oczywiście jest niesamowicie utalentowany, ale w pewien sposób zamknięty w pudełku „aktor brytyjski”. Zwierz jako wielki wielbiciel brytyjskiego kina i telewizji zawsze się cieszy kiedy uda się komuś z tego pudełka wyjść bokiem i dostać się do Hollywood.

 

 

Wśród najlepszych reżyserów w tym roku walka będzie trudna i międzynarodowa. I tu czas chyba na stwierdzenie, że obecność Pawła Pawlikowskiego wśród nominowanych reżyserów to miła niespodzianka. Co prawda wygrał on w Cannes ale Złote Palmy niekoniecznie dają przepustkę do Oscara. Co ciekawe jeśli zobaczymy spisy nominowanych reżyserów to zauważymy, że Pawlikowski zajął w tym gronie miejsce Bradleya Coopera. To w sumie musi być dla Coopera smutne bo chyba miał nadzieję, że jego reżyserski debiut od razu zostanie uhonorowany nominacją. Co nie byłoby takie dziwne w kontekście nominowania „Narodzin Gwiazdy” za najlepszy film. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że wśród nominowanych reżyserów nie pojawił się też reżyser „Green Book” co pokazuje, że te dwie kategorie coraz bardziej się rozjeżdżają.

 

 

Kto jest oprócz „naszego” reżysera? Nominację dostał Spike Lee i proszę państwa – Zwierz sam w to nie wierzy, jest to jego pierwsza nominacja za reżyserię. Jakim cudem zapytacie? Ot doskonały przykład na to, że nawet wybitny twórca może nie mieć z Akademią łatwej przeprawy. Poza tym wśród  nominowanych trochę bez zaskoczenia znalazł się Alfonso Cuaron (który chyba nagrody nie dostanie bo inaczej będzie to już naprawdę oficjalnie Oscar dla najlepszego meksykańskiego reżysera, który nakręcił coś w tym roku – serio meksykańscy reżyserzy to ostatnio siła nie do zatrzymania na Oscarach). Nominację dostał też Adam McKay za Vice (choć osobiście mam wrażenie, że jego szanse są niewielkie) no i… Yorgos Lanthimos. Osobiście uważam że Lanthimos już dawno powinien dostać worek wyróżnień za robienie kina którego inni nie robią i za burzenie pewnych zasad w narracji. Ale podejrzewam, że ten nie oglądający się na zasady grek ma małe szanse ucieszyć się ze statuetki. A szkoda bo to by było takie piękne.

 

 

Wśród najlepszych filmów nieanglojęzycznych na całe szczęście znalazła się Zimna Wojna bo gdyby jej nie było, to zamieszki na ulicach kraju byłyby trudne do powstrzymania. Nie ma jednak co jeszcze świętować. W tej samej kategorii startuje też Roma – która jak można się spodziewać – zbierze sporo głosów. Nie mniej – jeśli wielu akademików uzna ją za najlepszy film roku to otworzy to drogę Zimnej Wojnie. Ale nie zapominajmy – to nie są jedyne filmy w tej kategorii. Mamy też Japoński, nagrodzony w Cannes film Shoplifters, niemiecki Never Look Away, i libański Capernaum. Nominacje za filmy nieanglojęzyczne są dość skomplikowanym mechanizmem, po tym jak różne gremia wybiorą film na podstawie seansów, specjalna komisja może dorzucić jeszcze trzy tytuły, żeby nie okazało się, że zapomniano o najważniejszym filmie zagranicznym sezonu. Co prawda to na jakiej zasadzie film trafił na listę niekoniecznie decyduje czy wygra, ale wciąż – warto pamiętać, że proces nominacji nie jest tu bardzo prosty. Ale kciuki za to by amerykanie żyli w przekonaniu, że u nas jest zawsze czarno- biało można nadal trzymać.

 

 

Wśród najlepszych scenariuszy adaptowanych miejsce które zwykle przypadało First Man zajął – co chyba jest dla wielu osób zaskoczeniem – scenariusz braci Coen  za emitowany na Netflixie film”The Ballad of Buster Scruggs”. Poza tym jednak nie ma tu większych zaskoczeń  – Blackklansman, Can You ever Forgive Me, If Bale Street Could Talk czy Star is Born, to tytuły które właściwie już się wcześniej w takim układzie pojawiały. Kto ma największe szanse? Osobiście podejrzewam że w ramach targów Akademii nagrodę może dostać scenariusz do If Bale Street Could Talk – skoro pominięto film przy nominacji za najlepszy film, czy reżyserię to zostaje scenariusz. Z drugiej strony, jeśli Spike Lee nie dostanie nagrody za reżyserię to ponownie – może w ramach pewnego pocieszenia oczekiwać nagrody za scenariusz do Blackklansman. Miłym jest dostrzeżenie – po raz kolejny, filmu Can You Ever Forgive Me, który dość dobrze znajduje przestrzeń między komedią a dramatem. Po raz kolejny nie dostał tu nominacji First Man, co chyba ostatecznie pieczętuje niechęć Akademii do tej produkcji.

 

THE BALLAD OF BUSTER SCRUGGS CR: NETFLIX

 

W scenariuszu oryginalnym część osób – być może po nominacjach do BAFTY miała nadzieję na wyróżnienie dla Zimnej Wojny. Zamiast niej wskoczył nam tu natomiast First Reformed – skomplikowany i niejednoznaczny film który łączy bardzo dużo wątków – od lęków o przyszłość ziemi, przez duchowe poszukiwania i szukanie zwykłej ludzkiej bliskości. Produkcja zdobyła już sporo nagród i nawet spodziewano się że Ethan Hawke może sięgnąć po nominacje aktorską, ale ostatecznie film nigdy nie przebił się do „pierwszej ligi” kandydatów do Oscara. Poza tym jednak nominacje są dość typowe – faworytem jest chyba Green Book – zwłaszcza ze względu na osobistą więź autora z opowiadaną historią – mówi on wszak o swoich rodzicach (choć jak słychać – dużo w tym scenariuszu zmyślania). Na liście znalazła się też oczywiście Favoryta i Vice – zwłaszcza Vice, pisane z błyskotliwą manierą która sprawiła, że ludzie pokochali Big Short – poprzedni film reżysera, ma spore szanse. Na koniec Roma – słusznie dostrzeżona jako dowód na to, że czasem prywatna historia reżysera niekoniecznie musi mówić o nim samym.

 

 

Sporo emocji jak zwykle budzą filmy animowane. Wiadomo, że to kategoria która łączy ze sobą produkcje bardzo różne co utrudnia ich porównywanie. Oczywiście na liście znalazły się dwie produkcje z obowiązkowego teamu Pixar/Disney – są Iniemamocni 2 oraz Ralph Breakes The Internet. To chyba symptomatyczne że oba te filmy są kontynuacjami wcześniejszych produkcji a nie czymś zupełnie nowym. Do zestawienia – dostała się też jedna animacja japońska Mirai – co zawsze cieszy wielbicieli gatunku zastanawiających się dlaczego tak rzadko akademia spogląda na inne techniki i tradycje animacji niż ta zachodnia. Cieszy obecność w zestawieniu Wyspy Psów Wesa Andersona. Trzeba przyznać, że Anderson, który swoje filmy nie aktorskie traktuje równie poważnie co aktorskie jest jednym z tych reżyserów którzy doskonale zacierają granice pomiędzy animacją a filmem aktorskim – nie technicznie ale w podejściu do tego jakie jest miejsce różnych technik tworzenia filmu w karierze twórcy. Na koniec faworyt serc naszych Spider-Man: In to the Spiderverse. Cudowne połączenie bardzo ciekawej animacji i naprawdę dobrej fabuły. Gdyby tu powędrowała statuetka nikt chyba by nie płakał w poduszkę.

 

 

Wśród nominacji za zdjęcia, ponownie pojawia się Zimna wojna. Nic dziwnego, można dyskutować czy film Pawilkowskiego jest tak wybitny jak chciałoby nam wmówić szerokie gremium wielbicieli dawania Polakom wszystkich nagród, ale z całą pewnością zdjęcia są w tym filmie genialne. Będziemy tu mieli zresztą pojedynek czarno białych zdjęć bo nominację dostał też Cuaron za zdjęcia do Romy. Nie będzie tu łatwo wygrać, bo Cuaron uczył się u samego Emannuela Lubetzkiego, który triumfował rok po roku, przez lata. Pewnym zaskoczeniem jest obecność „Never Look Away” w tej kategorii. Nie dlatego, że film ma słabe zdjęcia ale dlatego, że to kolejny film nieanglojęzyczny nominowany za zdjęcia. To daje już trzy filmy w tej kategorii, co nie zdarza się często. Oprócz wymienionych tytułów nominacje dostała jeszcze Faworyta i Narodziny Gwiazdy. Chyba nieco obrażeni mogą się czuć twórcy Bohemian Rhapsody którzy wcześniej znajdowali się w gronie nominowanych. Komu kibicuję? Osobiście najbardziej Cuaronowi bo uważam, że należy wspierać twórców którzy są jak najbardziej wszechstronni.

 

 

 

Przejdźmy na chwilę do nominacji za najlepszą muzykę bo tu jest rzeczywiście jedna z tych niespodzianek które pojawiają się co roku. Nominacji nie dostał Justin Hurwitz za muzykę do „First Man”. Jest to o tyle ciekawe, że dostał już za nią Złoty Glob i ogólnie dużo się mówiło o tym, że muzyka to prawdopodobnie jedyna kategoria w której „Frist Man” ma jeszcze szanse na nagrodę. A tu nawet nie ma nominacji. Oczywiście nominację dostał Aleksander Desplat za muzykę do „Wyspy Psów” co potwierdza zasadę ostatnich lat, że jeśli chcesz mieć przynajmniej jedną nominację w kieszeni zadzwoń do Desplata. A jak jesteś Wesem Andersonem to nawet nie musisz dzwonić, Desplat pewnie sam z siebie napisał już dal ciebie muzykę przed śniadaniem. Nominację za muzykę bez zaskoczenia dostał także Blackklansman, If Bale Street Could Talk i Black Panther. Natomiast pewnie Disney odetchnął z ulgą bo nominację za muzykę dostała Mary Poppins Powraca – jej brak wśród nominacji do Złotych Globów można było poczytać za wpadkę. Natomiast nominacji za muzykę nie dostały ani Narodziny Gwiazdy ani Bohemian Rhapsody – to przekleństwo filmów muzycznych – piosenki nie liczą się jako muzyka a piosenki napisane nie do filmu w ogóle się nie liczą. I tak najlepszy muzycznie film roku nie miał szans na żadną z tych nominacji.

 

 

Właśnie skoro tu jesteśmy to czas powiedzieć, że co prawda przyznano kilka nominacji za najlepszą piosenkę – w tym, ponownie ku uciesze Disneya, jedną dostała nowa Mary Poppins, to i tak kogo by nie nominowano wiemy, że wygra Shallow z Narodzin Gwiazdy, bo jeśli nie wygra, to wszyscy się bardzo zdenerwują, bo nucimy to Shallow w kółko od prawie pół roku. Natomiast nie będę ukrywać – dopiero nominacje do nagród uświadomiły mi, że w Black Panther jest jakakolwiek piosenka. I tak w ogóle to Shallow powinno wygrać bo ma rolę w filmie a nie jest tylko kolejną piosenką do napisów końcowych, co sprawia, że ta kategoria ma coraz mniej sensu, bo naprawdę rzadko muzyka do napisów końcowych naprawdę stanowi istotny element filmu.

 

 

W kategoriach technicznych jak zwykle pojawiają się filmy które w innych kategoriach nie miałby szans. Wśród filmów nominowanych za najlepsze efekty specjalne można znaleźć odpowiedź – a gdzie są te filmy które JA widziałem w kinie. Spokojnie znajdziecie tu i Avengersów, i film o Kubusiu Puchatku i Redy Player One a nawet Solo! Kto jeszcze pamięta że ten film był… Osobiście mam ciche podejrzenie, że nagrodę może dostać First Man, żeby nie wyszło, że to jest kategoria dla „gorszych” filmów. Nie mniej przyznam szczerze – nie znam się na efektach specjalnych na tyle dobrze by powiedzieć wam kto zrealizował swoje najlepiej. Ale wiem, że akademia lubi duże małpy – więc tam gdzie jest największa małpa tam największa szansa na statuetkę.

 

 

Wśród kostiumów i dekoracji i makijażu raczej bez zaskoczeń. Jest oczywiście Faworyta i oczywiście jest Mary Poppins, tuż obok nich pojawia się rzecz jasna Czarna Pantera. Pewnym zaskoczeniem czy może punktem wyjścia do dyskusji są nominacje za kostiumy i make-up dla Marii królowej Szkotów. Trzeba już ustalić czy idziemy tropem nie trzymania się realiów epoki i wtedy twórcom należy się nagroda za odwagę i kreatywność czy wręcz przeciwnie – to dowód na leniwe podejście do realiów epoki i wtedy twórcy filmu powielają filmowe stereotypy o przeszłości. Nie mniej poza tym wydaje się, że to takie najbardziej przewidywalne kategorie. Jedynym filmem który dochodzi do rozdania tylko w jednej kategorii jest film „Border” nominowany za najlepszą charakteryzację.

 

 

Nominacje za montaż potwierdzają że nie ma dobrego filmu bez dobrego montażu – tu znajdziemy tylko filmy nominowane w kategorii najlepszy film. Jest więc Favoryta, Blackklasman, Vice Gren Book i Bohemian Rhapsody. Osobiście najbardziej chyba kibicuję Blackklansman bo tam gra montażem była bardzo świadoma i bardzo dobrze pomyślana. Jednocześnie jednak – to co laikowi wydaje się najlepszym montażem niekoniecznie musi tak wyglądać w oczach specjalisty. Równie dobrze można byłoby rzeczywiście nagrodzić twórców Bohemian Rhapsody za to jak fenomenalnie zmontowane są ostatnie sceny filmu. Nie mniej tu chyba nie ma wątpliwości, że to jedna za tych nagród wieczoru, która sporo nam powie kto ma szanse na wyróżnienie za najlepszy film.

 

 

Tu kończę moje omówienie nominacji. Z dwóch powodów. Po pierwsze – nie będę udawała, że umiem wam powiedzieć kto zasługuje na wyróżnienie w kategorii dźwiękowej. Gdybym miała się posługiwać opiniami innych pewnie wskazałabym na First Man albo na Bohemian Rhapsody. Ale nie będę ukrywać – każdy kto mnie lepiej zna wie, że z dźwięku jestem noga, tak więc nie mam tu nie tylko swoich faworytów ale też daleko idących kompetencji by powiedzieć wam za kogo powinniście trzymać kciuki. Pozostałe produkcje których nie omawiam – czyli dokumenty i produkcje krótkie są przeze mnie pominięte z prostego powodu. Tak się złożyło, że w tym roku widziałam tylko jedną nominowaną krótką animację – Bao i tylko jeden dokument został mi naprawdę zareklamowany – Minding the Gap (zdaniem niektórych moich znajomych film roku). Pozostałe tytuły są w tym momencie dla nie tylko tytułami i nie mogę o nich dużo więcej powiedzieć. Uczciwie obiecuję, że jeśli moje plany się powiodą i uda mi się nadrobić  nominowane produkcje poświęcę im osobny tekst. Zwłaszcza że nominowany do Oscara dokument Free Solo można będzie oglądać w Polsce na National Geographic już 3 marca.

 

 

Jakie są tegoroczne nominacje Oscarowe? W pewnym stopniu – jak od lat – przewidywalne. Są jednak pewne zaskoczenia – zupełnie przepadły opowieści o młodych ludziach – Mój piękny syn, Boy Ereased, Eight Grade nawet do pewnego stopnia If Bale Street Could Talk. Czy Akademia zrobiła się bardziej refleksyjna, czy zaczyna się odbijać jednak wiek głosujących, którym do młodych ludzi (pomimo starań Akademii) coraz dalej. Niestety – przepadły też ponownie horrory – choć w tym roku dużo mówiło się o tym że Hereditary czy Quiet Place mogą w końcu przełamać klątwę horrorów które właściwie nigdy nie są nominowane do Oscarów. Niestety ostatecznie Quiet Place dostało tylko jedną nominację w kategorii dźwiękowej. Dużo mówiło się ostatnio o odkryciu przez Hollywood olbrzymiej grupy aktorów i widzów – amerykanów azjatyckiego pochodzenia. Niestety – z racji braku kategorii „najlepsza komedia” film „Bajecznie bogaci Ajzaci” przepadł a wraz z nim cała reprezentacja. Zresztą ten rok jak mało który pokazuje, że ta kategoria „najlepszy film komediowy” jest po prostu Oscarom potrzebna.  Warto też przypomnieć, że tegoroczne nagrody w żaden sposób nie przebiły też sufitu jeśli chodzi o nominacje kobiet i mężczyzn. Wciąż wśród nominowanych reżyserów nie ma kobiet, podobnie jak niewiele jest ich w innych poza aktorskich kategoriach. Czyli jednak wielkiego przełomu nie było. Co więcej – przykrym jest że na liście filmów których ludzie się spodziewali wśród nominowanych – jest zaskakująco dużo filmów nakręconych przez kobiety – „The Rider” (Chloe Zhao),  „Destroyer” (Karyn Kusama), „You Were Never Really Here” (Lynne Ramsay), „Leave No Trace” (Debra Granik) to doskonałe filmy o których sporo mówiło się w kontekście nominacji. Co więcej nawet w przypadku kiedy film nakręcony przez kobietę zebrał kilka nominacji – jak „Can You Ever Frogive Me” Marielle Heller, to wciąż nie ma nominacji dla reżyserki. Ten rok pokazuje – chyba jak żaden inny, że nawet kręcąc doskonałe filmy, nagradzane przez krytyków i festiwalowe jury, kobiety i tak mają olbrzymi problem by przebić się do grona nominowanych reżyserów.

 

 

Nie ma wątpliwości, że atmosfera jest taka, iż tegoroczne Oscary będą obserwowane wyjątkowo uważnie. Tym razem nie dlatego, że nad Hollywood wisi ciężka chmura oskarżeń ale dlatego, że po przejściach Akademii z ogłoszeniem nowych kategorii, skróceniem gali czy prowadzącym – wszyscy czekają czy uda się Oscarom wyjść zwycięsko i znaleźć dla siebie miejsce we współczesności, czy też potwierdzą, że powoli czas zacząć wyznaczać tego kto zgasi światło. Tak więc będzie to wieczór podwójnie jeśli nie potrójnie ważny – wieczór ważny dla filmu, dla polskiego filmu i dla samej Akademii.

 

 

A jeśli czujecie że musicie przed rozdaniem nagród wiedzieć więcej i zrozumieć więcej to wiecie – ostatnio napisałam taką książkę o Oscarach gdzie wyjaśnię wam dlaczego Roma może startować nie tylko w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, jak w ogóle wybiera się nominacje do tej nagrody, dlaczego kategoria najlepsza piosenka jest fascynująca, jaki film naprawdę ma największe szanse na Oscara i co najważniejsze – dlaczego Akademia kocha wielkie małpy. Premiera książki „Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej” będzie już 13.02 ale możecie ją kupić w przedsprzedaży w Empiku.

Ps: Jutro rano o 8:30 będę na Antenie 2 programu polskiego radia mówiła o nominacjach Oscarowych i o tym co te wszystkie nominacje dla Zimnej Wojny mówią o szansach polskiego kina na szerszą widownię. Zapraszam do słuchania w drodze do pracy.

Ps2: Warto zwrócić też uwagę, że na Oscarach mimo wielu dyskusji coraz ważniejsze stają się produkcje które nawet jeśli nie produkowane to dystrybuowane są przez platformy streamingowe lub istniejące przy nich studia producenckie. Roma i Zimna Wojna to nie tylko walka dwóch filmów ale też do pewnego stopnia rywalizacja Netflixa z Amazonem. Pytanie jak np. zwycięstwo Romy która na świecie miała głównie dystrybucję Netflixową wpłynie na postrzeganie relacji między dystrybucją a powodzeniem filmu jest kluczowe dla przyszłości nie tylko nagród ale sposobu dystrybucji niezależnego kina w Europie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...