Tylko Temiskiry żal czyli zwierz bez entuzjazmu i spoilerów o Wonder Woman

06/06/2017

Porzućcie Sparrowa i płyńcie dalej czyli Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

06/06/2017

Z pamiętnika kompulsywnego widza czyli dlaczego zwierz narzeka i nie wyłącza mózgu

06/06/2017

Pod wczorajszą recenzją Wonder Woman pojawił się cały ciąg komentarzy dotyczących tego, jak właściwie zwierz ogląda filmy popularne i dlaczego nic mu się ostatnio nie podoba. To nie jest pierwszy ciąg takich komentarzy  i nie tak dawno pojawiły się podobne uwagi na facebooku. Więc zamiast rozmawiać z każdym osobno zwierz postara się wam kilka rzeczy wyjaśnić. Tak żeby potem wrzucać ewentualnie link do wpisu. Bez emocji szybko pisanego komentarza.

Zwierz nie czuje się lepszy od was – czasem w komentarzach pojawia się przekonanie, że krytyka zwierza wynika z postawy, że jest lepszy od przeciętnego widza i próbuje to udowodnić. Otóż moi drodzy – umysł zwierza po prostu tak nie działa. Kształtując swoją opinię o tym co widzę nie biorę pod uwagę czy to oznacza, że jestem od kogoś lepsza czy gorsza. Głównie dlatego, że zwierz nie postrzega opinii na temat popkultury jako przejawu bycia lepszym czy gorszym. Trudno byłoby mu nawet wskazać jakby to miało działać. Lubienie Batmana v Supermana czyniłoby kogoś gorszym od zwierza? Wedle jakiej skali? To po prostu nie są kategorie którymi się posługuję. Myślę, że poza okazjonalnym – zdarzającym się wszystkim- westchnieniem: „Och dlaczego wszyscy ludzie nie mogą myśleć tak jak ja”, wizja bycia od kogoś lepszym albo gorszym nie pojawia się w moim spojrzeniu na świat. Czasem myślę, że może mogłabym jakąś książkę napisać lepiej niż autor ale to chyba tyle jeśli o to chodzi. Tak więc, nawet jeśli myślę inaczej niż wy to w ogóle jakby nie patrzę na to jako na przejaw lepszości. Po prostu myślimy inaczej (czasem inaczej myśli większość widzów ale to nadal nie znaczy że jest jakakolwiek skala na której ktoś jest lepszy czy gorszy).

Zwierz mógłby wyłączyć myślenie i dobrze się bawić – po pierwsze – dla zwierza analizowanie kolejnych scen filmowych i konstrukcji filmu to jest synonim dobrej zabawy. W sumie najlepszej. Zwierz sobie siedzi i ogląda kolejne sceny i poza śledzeniem fabuły rozmyśla nad tym jak to jest zrobione. To nie jest przykry obowiązek, który spełniam po to by napisać potem recenzje. Blog nie zmusił mnie do analizowania filmów i seriali  – to przyjemność jaką zawsze czerpałam z analizy filmów stoi za tym, że postanowiłam założyć bloga. Wyłączenie mózgu nie jest dla mnie synonimem dobrej zabawy, więcej – oznacza że bawię się tak źle że nawet nie chce mi się rozmyślać nad produkcją. Oczywiście – jeśli doskonale się bawię – zdarza mi się przymknąć oko na niedociągnięcia – ale nadal działa ten mechanizm który każe mi się zastanawiać nad tym – jak to jest zrobione, zagrane, pomyślane, jak to się ma do innych filmów. Wiecie jaki jest mój ukochany moment każdego seansu? Kiedy wyłapię jakąś reżyserską aluzję do czegoś co w ogóle nie jest związane z tym filmem który właśnie oglądam. Ale to jest możliwe tylko jeśli cały czas uważnie oglądam korzystając z całej swojej wiedzy. To mnie bawi. To jest mój ukochany sposób oglądania filmu.  I w sumie stąd bierze się we mnie potrzeba pisania – bo chcę się tym co mnie najbardziej cieszy – podzielić. I to nie znaczy, że nie czuję w czasie seansu emocji. Ale jednocześnie – jestem takim odbiorcą, który nawet jak się śmieje, boi czy płacze cały czas myśli – co reżyser takiego zrobił że tak się czuję. To nie jest sprzeczne. Ogólnie – jak czytam, że nie trzeba analizować każdej sceny to jest mi o tyle przykro, że w sumie to mnie najbardziej cieszy.

Jak w przypadku wszystkich mocno niekonkretnych postów najlepszą ilustracją są mopsy

 

Bo zwierzowi się ostatnio nic nie podoba – to nie do końca jest prawda. Tak – ostatnio trafiło na bloga kilka krytycznych recenzji. Ale głównie, dlatego że akurat było zapotrzebowanie by pisać o nowościach wobec, których zwierz miał zastrzeżenia (choć przecież nie wiedział że tak to wypadnie przed kolejnymi seansami). Jednocześnie zwierz obejrzał sobie serial Great News (za który odpowiada ta sama ekipa co za 30 Rock) i bardzo mu się podobał, zaczął oglądać Johna Adamsa (bo Rufus Sewell gra Hamiltona) i nie może się doczekać aż skończy, zachwycał się nowym odcinkiem Małych Kucyków, przypomniał sobie jak bardzo uwielbia Obłędnego Rycerza (ależ to jest ciekawy film jak się nad tym pomyśli) i w sumie – ma całkiem dobrą opinię o kilku elementach Piratów z Karaibów (poza Jackiem Saprrowem – ale o tym jutro). To pokazuje, że tak naprawdę to co ląduje na blogu bywa zupełnie niereprezentatywne jak w danym momencie obieram popkulturę. Czy o innych rzeczach napiszę? Oczywiście ale moją pierwszą zasadą jest pisać o tym na co czekacie a niekoniecznie tak balansować blog by na pewno było równie dużo dobrych i złych recenzji. Tu stawiam potencjalne zainteresowanie czytelników recenzją (przed czy po wyjściu do kina) nad tym że musi zawsze być odpowiednia dawka entuzjazmu. Zresztą myślę, że to dobrze widać jak się śledzi FanPage zwierza – gdzie np. wszyscy kręcą nosem na wąsy z Orient Expressu a zwierz entuzjastycznie czeka.

Ale dlaczego zwierz się  ostatnio tak czepia? – To jest pewien problem. Otóż – widzicie na każdy film idę z entuzjazmem. Bo lubię popkulturę i chcę oglądać dobre filmy. Z entuzjazmem czekam też na seriale – bo wierzę że to jest najlepsze medium do opowiadania dobrych, skomplikowanych historii. Dlaczego mi się nie podobają? Z różnych powodów. Czasem mam wrażenie że są zmarnowanym potencjałem (w sumie Wonder Woman), czasem są po prostu bardzo słabe (ostatni Obcy) czasem nie zgadzam się z tym jak traktują materiał wyjściowy (Ania z Netflix podobałaby mi się dużo bardziej gdyby była o innej dziewczynce). Nie mam jakiejś jednoznacznej polityki która każe mi narzekać. Nie jest też tak, że nie podobają mi się zawsze te same elementy. Co byłoby niepokojące. Po prostu – takie są moje opinie. Oczywiście uwielbiam się nimi dzielić, ale nie wydaje mi się, żeby było uczciwe wobec mnie i wobec was gdybym specjalnie po każdym seansie siadała i zastanawiała się co wam się spodoba. Czasem zwierz wie, że jakaś recenzja wywoła kontrowersje. Wiecie po czym ją poznać ? Jest dłuższa. Nie dlatego, że zwierz ma o tyle więcej uwag ale dlatego, że chce mieć pewność że dobrze przedstawił swoje racje. Tak by czytelnik wiedział dlaczego ma taką a nie inną opinię, na czym ją opiera i dlaczego tak sądzi. Długa recenzja (no może poza książkami pewnej autorki) to przejaw świadomości zwierza że musi dobrze uargumentować swoje stanowisko. Między innymi dlatego, że uważa iż nie zgadzanie się z innymi nie jest samo w sobie dobre. Musi być jeszcze poparte jakąś -miejmy nadzieję rozsądną – argumentacją.

Zwierz uważa, że umiałby lepiej – jedną z rzeczy którą uważam za konieczną w przypadku pisania tekstów na bloga w takiej formie w jakiej to robię (zwierz nie pisze recenzja – bo to jest zupełnie inna dyskusja), jest odpowiedź na pytanie – co można było zrobić lepiej. To takie kreatywne ćwiczenie, które uprawiam nieco automatycznie – kiedy zastanawiam się jakie elementy w filmie można byłoby rozegrać inaczej by stworzyć z podobnych cegiełek lepsze dzieło. Nie wynika to z przekonania, że sama umiem lepiej, ale raczej z przekonania, że skoro coś mi się nie podoba powinnam poszukać odpowiedzi – w jakich warunkach mogłoby mi się spodobać. Zwykle to ćwiczenie prowadzi mnie do odpowiedzi na pytanie co poszło nie tak. W przypadku Wonder Woman moja refleksja nad tym co by polepszyło ten film pozwoliła mi skonkretyzować mój problem z historycznym tłem. Ale często to ćwiczenie prowadzi mnie do refleksji że np. film byłby dobry gdyby jakąś postać pokierować inaczej albo wyrzucić z produkcji. To nie jest myślenie „umiem lepiej” ale przekonanie, że wszyscy chcą kręcić dobre filmy  i gdzieś tam te elementy dobrych filmów się mieszczą . Jednocześnie – przyznam szczerze – nie potrafię inaczej. Myślę, że to wynika z przyjemności jaką zawsze dawało mi snucie opowieści – lubię sobie opowiadać historie i dopowiadać do innych historii to co by mi się w nich spodobało.

Zwierz już się nie umie cieszyć ależ jak najbardziej umie. Wyzna wam szczerze – wciąż cieszy się za każdym razem kiedy idzie do kina. No może poza tymi przypadkami kiedy idzie na film Katarzyny Rosłaniec. Poza tym – kupienie biletu już go uszczęśliwia. I tak – oglądając około dwustu filmów rocznie zwierz coraz częściej widzi pewne zabiegi filmowe które się powtarzają, zaczyna dostrzegać, że niektórzy aktorzy zawsze grają tak samo a efekty specjalne które kilka lat temu go niesamowicie cieszyły – zaczynają powoli nużyć swoją powtarzalnością. Tylko nie da się mieć jednego bez drugiego. Nie da się uwielbiać filmów a jednocześnie zapominać co się widziało. To byłoby super ale niestety zwierz akurat do filmów ma doskonałą pamięć (w sumie tylko do filmów) i pamięta co gdzie i jak widział. Co oznacza że czasem niektóre klisze zaczynają go nużyć. Ale wciąż nie oznacza to że nic go nie bawi. Wręcz przeciwnie – nadal chodzenie do kina na kolejne filmy jest najlepszą rozrywką jaką zwierz zna. To taki krąg którego nie da się przerwać. I tak – czasem oznacza to, że zwierz ma ostrzejszą ocenę (np. Avengers podobało mu się bardziej niż Strażnicy Galaktyki bo pewne rzeczy tam były nowe, a potem przestały być nowe), ale jednocześnie – już się znamy więc wiecie, że zwierz dużo widział (o czym zresztą czasem wam przypomina).

Ale zwierzu miało być popkulturalnie! – Kocham popkulturę. To jak wiele się w niej mieści, jak bardzo jest i nie jest, odbiciem naszego świata. Ale jednocześnie, uważam że od popkultury trzeba wymagać. Gdyby mi nie zależało na tym by filmy i seriale były coraz lepsze mogłabym założyć, że po wysokobudżetowej letniej produkcji nie ma się czego spodziewać. To myślenie mi nie pasuje, nigdy mi nie pasowało. Uważam, że zawsze można wymagać więcej, prosić o więcej, wskazywać lepszą drogę. Nie tylko dlatego, że popkultura jest ważna ale dlatego, że my jako widzowie zasługujemy na więcej. Zasługujemy na nowe pomysły, dobrze napisane wątki, dobrze napisane postacie, fajne historie i ładne kadry. Dlatego jeśli czasem wymagam więcej to nie dlatego, że jestem wielbicielką kina niszowego ale dlatego, że wierzę iż tylko jeśli będziemy wymagać od popkultury to będzie nam ona oferowała coraz to nowe ciekawsze rzeczy. Nie chcę machnąć na jakieś słabsze elementy bo „to tylko film popularny”. Za bardzo szanuję popularną gałęź kinematografii by ja tak lekceważyć. Inaczej wszystko może wyglądać jak Transformerys Michaela Bay i co wtedy zrobimy? (wiecie że zwierz pewnie pójdzie na 5 Transformersy? To jest dopiero przejaw wiary w popkulturę).

Bo trzeba myśleć jak zwierz – nie, absolutnie nie trzeba. Zwierz oczywiście uwielbia jak się z nim zgadzacie, ale nie ma pretensji jak się nie zgadzacie. Wdaje się w dyskusję nie dlatego, że ma pretensje o inne zdanie ale dlatego, że uwielbia dyskutować o popkulturze, spierać się o różne aspekty i interpretacje filmu, szukać argumentów na potwierdzenie swojej tezy itp. To wcale nie znaczy, że chce by wszyscy myśleli tak samo jak on. To po prostu – jeden z elementów życia w świecie kultury – ten ciągły czasem inspirujący spór czy po prostu dyskusja. Jasne czasem zwierza (jak chyba wszystkich) frustruje, że ktoś nie przyjmuje jego argumentacji. Ale nadal – to nie oznacza, że musicie przyjąć jego punkt widzenia. Pewien poziom frustracji jest wpisany w każdą rozmowę. Tak więc nie jest problemem że ktoś myśli inaczej od zwierza. Problemem jest sugerowanie że zwierz powinien myśleć inaczej. I to nie o konkretnym aspekcie historii (np. zwierz dyskutował z Myszą na Twitterze o tym czy Steve powinien być damą w opałach czy nie – i nie ma  z tym problemu, dlaczego miałby mieć) ale po prostu inaczej. Zmienić swoją postawę tak by pasowała któremuś z czytelników. Tymczasem – jasne, rozumiem chęć czytania czegoś z czym się zgadzamy (to takie miłe uczucie) ale jednocześnie – byłoby to nieuczciwe, pisać coś czego się nie myśli tylko po to by przypodobać się czytelnikom. Trudno byłoby w ten sposób prowadzić blog (tzn. nie technicznie – potrafię napisać pozytywną recenzję Wonder Woman w godzinę, ale nadal byłoby to dla mnie nieetyczne).

Może czas zredefiniować to wszystko ? pyta jedna z komentatorek, która nie znajduje potwierdzenia swoich sądów na blogu zwierza. Problem w tym, że pisanie dobrych czy nawet złych recenzji nigdy nie było motorem do pisania tego bloga. Motorem do pisania tego bloga jest potrzeba porządkowania i pokazywania światu swoich przemyśleń dotyczących popkultury. A te przemyślenia krążą po głowie zwierza non stop. To jest bardzo narcystyczno egoistyczna potrzeba – ale jednocześnie – nie uległa przez te lata zmianie. Za tym blogiem zawsze stała głównie moja własna prywatna potrzeba dzielenia się tym wszystkim co myślę na temat tego co aktualnie oglądam czy czytam. Oczywiście – w pewnym stopniu musiałam wziąć pod uwagę czytelników – np. trochę jednak wyznaczacie o czym piszę. Ale wciąż – kiedy siedzę sobie sama w ciemnym pokoju w środku nocy i klepię kolejną notkę, to wciąż – niczym ten piszący pamiętniczek bloger z prehistorii Internetu – robię to głównie dla siebie. I z mojego punktu widzenia, najważniejsze jest by opisać wszystko co siedzi mi w głowie. Niezależnie od tego czy się to spodoba czy nie. W sumie też niezależnie od tego czy jest to mądre czy nie. Bo choć wszyscy chcemy być mądrzy i błyskotliwi – nie zawsze jesteśmy.

Zwróćcie uwagę, że mimo iż część z was korzysta z recenzji zwierza jako podpowiedzi czy iść do kina czy nie to niekoniecznie zawsze mają one ten aspekt. W sumie część z nich w ogóle nie opisuje wam filmów w kategoriach które można przyjąć za wystarczające by podjąć decyzję o wyprawie do kina. Czasem trudno w ogóle mówić o recenzjach – zwierz po prostu wylewa z siebie uwagi na temat produkcji. Nie podkreślam tego by wskazać wam jak macie czytać moje teksty – tylko by podkreślić, że ich natura jest w sumie dość – mimo wielu czytelników (każdy mnie cieszy) – osobista. Tam gdzie piszę szerzej o zjawiskach popkulturalnych – często wchodzę w buty dziennikarza, publicysty czy edukatora – ale w recenzjach –czasem wychodzi ze mnie zgorzkniały historyk czy socjolog. Jednak przede wszystkim zwierz jest tylko – a może przede wszystkim – kompulsywnym widzem.

I w sumie tyle. Zwierz nadal was wszystkich lubi. I absolutnie rozumie że chcecie czytać na blogu teksty które są zgodne z waszymi poglądami. Ale tak na dłuższą metę zwierz myśli, że dla nas wszystkich (tzn. nie dla całej ludzkości ale dla społeczności tego bloga) będzie najlepiej jeśli zwierz będzie pisał po prostu to co myśli a wy wybierzecie co wam się z tego spodoba a co nie spodoba. Innej transakcji zwierz wam zaproponować nie może.

Ps: Zwierz ma nadzieję, że ten tekst nie zostanie odebrany jako przejaw megalomanii. Po prostu wydaje mi się uczciwe odpowiedzieć na ewentualne wątpliwości w formie bardziej uporządkowanej niż po prostu w odpowiedzi w jednym komentarzu. Zwłaszcza w sytuacji kiedy ta dyskusja w dużym stopniu dotyczy tego co zwierz myśli.

Ps2: A jutro Piraci !

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ginny

    Pierwsza myśl, jaką wyrzucił mój mózg po lekturze: przeczytałabym zwierzową recenzję „Obłędnego rycerza”. Bo to jeden z tych rozkosznych filmów trochę obok, do kochania z dziwnych powodów.

    • Tak! Tekst o „Obłędnym rycerzu” też bym z chęcią przeczytała.

      • zpopk

        W sumie mam plan taki tekst napisać :)

        • woot! *taniec radości* To jest taki film, który z wiekiem robi się tylko coraz lepszy, IMO :)

          • zpopk

            TAK!

          • :3 Żeś mi radochę perspektywą tego tekstu zrobiła. Jaram się jak błysk słońca na zbroi świeżo wykutej przez kobietę-kowala <3

          • Afrykander

            Zbroja śliniąca?

  • Kasia Miałkowska

    bardzo mnie zaskakuje to zjawisko w internecie ze tworcy pewnych tresci musza sie tlumaczyc z tego co robia przed innymi. Jakos nie wchodzimy do zary czy hm i komentujemy „a czemu ta sukienka w kwiatki, a ta czemu kosztuje 200pln skoro to miala byc moda dla wszystkich etc, etc”, tylko idziemy sobie gdzie indziej jezeli „kontent” nam nie odpowiada. Ale w internecie cuda wianki: „jak juz wlazlam/-em na jakiegos bloga to ma byc tak jak mi sie podoba i dokladnie ci napisze blogerze jak to ma wygladac!”. a przeciez internet taki wielki i piekny, kazdy znajdzie cos dla siebie – takze pisz Zwierzu jak ci sie podoba, jak tam bede czytac :) peace&love!

    • Jak zwykł był mawiać mój ulubiony generator cytatów spod prysznica: „On internet people don’t want to hear your opinion. They just want to hear you saying their opinion.”. A więc jedyny sensowny sposób na pozytywne blogowanie to „Alleluja i do przodu”, szkoda czasu na baranów…

  • sol

    Ja tak trochę w obronie zwierza, a trochę podkopię jego autorytet:
    To, że zwierz czasem mówi jakby możnabyło zrobić lepiej film, nie wynika z tego, że zwierz jest genialnym scenarzystą i reżyserem. Każdy kto ma nieco wiedzy i widzi końcowe dzieło jest w stanie zaproponować potencjalnie lepsze rozwiazania. One wydają nam się lepsze, ale niekoniecznie tak będzie. Jakby zwierza zaprosić do zmodyfikowania filmu to niekoniecznie pomysły by wypaliły. A jakby zaprosić zwierza jako doradcę podczas tworzenia filmu, gdy mamy ledwie zarys scenariusza filmu i tylko wyobrażenie o jego kształcie to zapewne zwierz by miał mnóstwo ciekawych, ale bezużytecznych pomysłów.

    To jest stanrdowa rzecz w wypadku recenzji a szerzej to się nazywa pewność wsteczna. Zwierz się nie wymądrza, ma po prostu więcej informacji niż twórcy filmu i lubi sobie pogdybać.

    • zpopk

      Ale ja nie patrzę z punktu widzenia twórcy – bo nie jestem twórcą filmowym – patrzę z punktu widzenia struktury opowieści – tego jak można ją snuć żeby było dobrze. Nie mam ambicji by kręcić film ale uważam że można się wypowiadać na temat schematów narracji. I tak krytyk nie jest ograniczony tym co twórca, ale to nie znaczy że nie może wskazywać innych rozwiązań fabularnych.

      • sol

        Oj, niezrozumieliśmy się. Chciałem w praktyce napisać w moim komentarzu to samo co Ty w swoim. Tylko dodać więcej kontekstu, szczególnie zarzutów jakoby zwierz się wymądrzał, że wie jak lepiej nakręcić Wonder Woman.

        • zpopk

          Ok teraz rozumiem

  • spirit

    a ja uważam, że zwierz się skończył :) że już najważniejsze wpisy miały miejsce, że już konflikty personalne się rozegrały (pozdrawiamy KKP), że już wpisy w sprawach ważnych zostały napisane i miały swój piękny oddźwięk… i że oto jest moment kiedy zwierz paradoksalnie nic nie musi, tylko może… taka teza wyjściowa, do przemyślenia :)

    • zpopk

      Tak a Metalica skończyła się po Kill Them All.

      • spirit

        zwierz zawsze się obawiał, że się skończy, więc jako codzienny czytelnik tego bloga proponuję uznać, że to skończenie rzeczywiście nastąpiło :) i iść do przodu, nie oglądając się na to, co czytelnicy sądzą i się nie tłumaczyć z motywacji, bo jak znam życie to trzeba będzie „nowym”, albo „niepokornym” czytelnikom wklejać tego linka co drugi dzień :)

      • oo

        Zgodzę się ze spirit.
        Czytam zwierza od lat i wiernie, mam bardzo podobne odczucia. Łopatologia kierowana do nowego czytelnika (który w większości zniesmaczony inną niż jego opinią o Wonder Woman na blog zwierza już pewnie nie wróci) jest co najmniej zbędna.
        Druga rzecz, że zjadliwe, ale szczere recenzje są ok i nie ma się co ze swojej opinii tłumaczyć. Nikomu.
        Trzecia, to brak mi u zwierza tekstów bardziej jednak ekhm… wyjątkowych i niszowych, niż recenzja hulajnogi, podcasty, luźne spostrzeżenia światopoglądowe na 10 stron A4. Gdzie się podziali Brytyjczycy, teatr, opera, musicale, stare filmy, seriale o których nikt nie wspomni?
        Brak mi tych perełek, trochę może mniej poczytnych, ale dla mnie świadczących o wyjątkowości zwierza w internetowym zalewie recenzji filmowych i blogasków lajfstajlowych. Tyle rzeczy dzięki zwierzowi obejrzałam, na które pewnie nigdy bym się nie natknęła.

        • zpopk

          Kurdę przez ostatnie dwa miesiące na blogu pojawiło się szesnaście recenzji. teksty o tym z kim się dobrze rozmawia o kulturze, refleksja nad festiwalem w Cannes, rozważania jak dobrze zekranizować Wiedźmina, moja frustracja na brak stormpilot. No sam lifestyle. Kurczę naprawdę powiem szczerze, że taki komentarz jest straszliwie denerwujący bo jest na zasadzie „Ej w sumie nie obchodzi mnie co piszesz ale jak nie napiszesz kolejnego postu o brytyjczykach czy musicalach to jesteś jak blogasek lifestylowy”. Inna sprawa – w te podcasty też zawierają refleksje, fb zawiera refleksje. Zresztą to jest ten komentarz przy którym mi trochę ręce opadają bo wyraźnie zawsze jest niedobrze. Plus – tych rozważań światopoglądowych na 10 stron to od wieków nie było.

          • oo

            Nie, nie „zawsze jest niedobrze”. Po prostu widzę zmianę i jako czytelnik naprawdę wieloletni – piszę Ci o niej. Nie czuj się atakowana. Dla mnie rozważania o ekranizacji Wiedźmina czy refleksja nad Cannes, tak samo jak podcasty (nie jestem fanką – są o wszystkim i niczym, troszkę prześlizg tematyczny, ale rozumiem że tak ma wyglądać) nie są specjalnie wartościowe, nie pogłębiają tematu, trochę lecą za trendami o czym się teraz pisuje w blogosferze i ogólnie – internetach około-geekowskich.
            Także nie chodzi o snobowanie się i napompowanie tylko na tych cholernych ;) Brytyjczyków czy operę, tylko o równowagę. Trochę #stormpilot i aktorów pozujących na rowerach (dobre heheszki nie są złe), ale dla równowagi fajnie by było przeczytać tekst przekrojowy, bardziej historyczny, bardziej niszowy. Just sayin.
            Nie znam się na pisaniu bloga, szczególnie bloga poczytnego i z sukcesami. Sama wiesz najlepiej jak to robić, a ja Ci tylko oferuję moją szczerą opinię, totalnie subiektywną, z której nie mam zamiaru się tłumaczyć :)

          • zpopk

            Wiesz co jak będę chciała coś niszowego napisać to napiszę. Na razie dzięki za twoją opinię.

          • yia o

            ja chciałam tylko ukochać Zwierza w tym miejscu za napisanie komentarza o metallice, który to Zwierz wyjął mi spod palców :*

            a skoro już piszę, to napiszę wszystko co mi się przemyślało: jesteś Zwierzu z rodziny intelektualnej i normalne dla Ciebie jest prowadzenie długich dyskusji, kontrowanie argumentów i wymyślanie ciągle nowych. dla samego funu wysiłku intelektualnego i stymulacji. znam to aż za dobrze – i co jakiś czas łapię się na tym, że większość ludzi absolutnie tego nie rozumie, i drążenie-kontrargumentację traktuje jako czepialstwo/wymądrzanie się. i to ich boli :) nie tłumacz się, faktycznie serie o aktorach, którzy nie umieją siedzieć na krześle i sukniach ślubnych, które mają pasować tylko do stania na drabinie są super oryginalne, ale jak każda perełka – są dość rzadkie. i tak musi być, taka kolej rzeczy i w ogóle.

            ściskam raz jeszcze!

          • Mentha spicata

            To jest naprawdę straszne, kiedy ludzie czują się atakowani, a ja chciałam po prostu pociągnąć dalej dysputę z nową argumentacją! Moja mama zawsze się o to obraża i czuję się potworem. :(

          • Blueberry21

            A mi przeszkadza właśnie to, czego przykładem jest twoja odpowiedź na komentarz czytelnika. Ktoś robi dokładnie to co ty – pisze, co mu się nie podoba, wyraża jakaś swoją opinię, po czym natychmiast dostaje odpowiedz w stylu ‚ale o co ci chodzi, nie podoba się to nie czytaj, to mój blog mogę pisać co chcę’. Ok, tylko w takim razie po co ta cała dyskusja o wymienianiu się opiniami, dzieleniu wrażeniami, jeśli można się nimi dzielić tylko pod warunkiem, że są zgodne z twoimi opiniami?
            Albo są pochlebstwami? Nie rozumiem.

          • M

            100/100

          • yia o

            trochę niemiło pisać „zwierz się skończył” i uznać, że autorka uzna to za opinię dotyczącą treści. jeżeli to miał być żarcik to faktycznie powinno to brzmieć „zwierz skończył się na kill ’em all”, a takim początkiem sprawiłeś/łaś, że cała reszta komentarza to atak „bo jak to może być tak jak mi się nie podoba”.

          • ruda102

            Ja też nie bardzo. Do tej pory byłam przekonana, że Zwierz jest jednym z bardziej profesjonalnych blogerów.

            Wczoraj zostawiłam pod tym tekstem długi komentarz, który Zwierzowi nie przyklaskiwał, ale z pewnością nie był niekulturalny, wulgarny, złośliwy, hejterski ani w żaden inny sposób zasługujący na usunięcie przez moderację. Ot, po prostu wyraziłam opinię, bardzo zbliżoną do Twojej. Moja myśl była w skrócie taka: skoro Zwierz uważa, że publiczne dzielenie się przemyśleniami, co można by zrobić lepiej przy pracy nad danym utworem (filmem/serialem) jest kreatywnym ćwiczeniem, to czytelnicy też mają prawo kreatywnie ćwiczyć, dzieląc się przemyśleniami, co można zrobić lepiej przy pracy nad danym utworem (blogiem). I nie chodzi o to, by mówić Zwierzowi, co ma pisać (bardzo wyraźnie zaznaczyłam, że to bez sensu) – ale mieć prawo wyrazić opinię krytyczną. Bo to publiczny blog a nie kółko wzajemnej adoracji.

            Dziś tego komentarza już nie znalazłam. I naprawdę nie chcę wietrzyć żadnego spisku, może skrypt bloga chwilowo sfiksował. Ale niefajnie to wygląda.

          • zpopk

            Problem w tym, że jak ja patrzę na swoje komentarze przez bloga to twój komentarz tam jest wśród zatwierdzonych -tak jakby tu był. Serio ja nie kasuję komentarzy. Zwróć uwagę na całą dyskusję pod Wonder Woman – mimo niepochlebnych opinii żadne komentarz nie wyleciał. Ja tego po prostu nie robię. Nigdy nie robiłam. Zamiast tworzyć teorie spiskowe spokojnie mogłaś napisać do mnie (jest mi trochę przykro że mimo iż polityka nie kasowania komentarzy obowiązuje tu od zawsze twoją pierwszą myślą było że na pewno ukrywam niepochlebną opinię). Zajrzę jeszcze na Disquis może tam coś jest nie tak. Ale ogólnie – ja twój komentarz widzę wśród zatwierdzonych – i ogólnie nic z nim nie robiłam – bo i po co. https://uploads.disquscdn.com/images/3c7168cd747f3f937c2e7b2b258d8726eab23bf297e7e44817d65eabe5f95606.png

        • oretavia

          Ja też czytam zwierza od lat i to niemal codziennie, choć należę raczej do tych nieudzielających się w komentarzach czytelników. Lektura bloga bardzo wpłynęła i nadal wpływa na moją percepcję popkultury. Nie zliczę, ile tytułów obejrzałam/przeczytałam tylko dlatego, że zwierz napisał o nich na blogu. Często były to, tak jak piszesz, dość niszowe rzeczy, o których pewnie nigdzie indziej bym nie przeczytała. Ale zawsze też pojawiały się recenzje dotyczące rzeczy aktualnych, popularnych, o których było głośno w mediach. I zawsze były to recenzje typowo zwierzowe, rozczłonkowujące wszystkie wątki i motywy, z chwaleniem tego, co udane, świeże i wytykaniem elementów słabych, wepchniętych na siłę, wybrakowanych, spłyconych lub po prostu złych. Czy na blogu pojawia się więcej recenzji premier filmowych i serialowych (i to takich z, powiedzmy, mainstreamowego nurtu)? Owszem, ale nie jest to według mnie wcale zła rzecz, a nawet bardzo dobra. Ponieważ przychodzimy tu na bloga, by przeczytać, co zwierz ostatnio oglądał/czytał/ robił i jakie ma na ten temat przemyślenia. I fajnie przeczytać wpis o mało znanym filmie, który zwierz uznaje za godny uwagi czy przeciętnym, ale sympatycznym serialu (wielkie dzięki za „trial&error”), ale równie wartościowe są dla mnie recenzje filmów superbohaterskich i najnowszego sezonu flagowego serialu Netflixa, bo dzięki temu wiem, czy w danej produkcji znajdę coś, co przypadnie mi do gustu. Cieszy mnie, że zwierz częściej niż kiedyś chodzi do kina, bo dzięki temu, wiem, na co mogę się wybrać, a co jest stratą pieniędzy (na wrażeniach z trailerów nie ma co polegać). Nie uważam, że przez to blog zwierza staje się mniej wyjątkowy. W końcu każda recenzja jest dalej zwierzowa – percepcja i preferencje Kasi jako odbiorcy są dalej jej własne. A że czasem wpisy są luźniejsze lub dotyczą tematów trochę z boku głównej tematyki bloga? Można ich nie czytać, jeśli się nie podobają. Stanowią przecież niewielki ułamek całego dorobku bloga. Ale traktowanie tego jako zbaczanie autorki z „właściwej” drogi blogowania uważam za grubą przesadę. Ja tam się cieszę, że blog się rozwija i staje popularniejszy. I można z rozrzewnieniem wspominać stare wpisy z blox.pl, pierwsze recenzje odcinków Doctora Who itd (jak sobie przypominam tę wąską szpaltę bloga z małą czcionką to mnie oczy bolą :)), ale z drugiej strony rozwój i zmiany są nieuniknione. Niektórzy mogą tęsknić za tzw. niszowymi produkcjami polecanymi przez Kasię, zarzucać, że kiedyś pisała o nich więcej, ale warto się czasem zastanowić czy ich odczuwany przez niektórych niedobór nie wynika z faktu, że fajnych niemainstreamowych rzeczy też nie robi się dzisiaj tak znowu wiele? Albo powód jest taki, że wszyscy zmieniamy się jako widzowie oraz czytelnicy i już nie tak łatwo nas zadowolić, że więcej wymagamy, że więcej dostrzegamy, że wszystko już było i nic nowego pod słońcem… Czyli tak, jak zwierz napisał w notce.

  • Kobola

    A ja recenzje zwierza zawsze czytam jak już sama obejrzę. Bo ja zazwyczaj mam jakieś inne odczucie i ciekawi mnie jakie ma zwierz. Żeby właśnie sobie pomyśleć, pozastanawiać. I super często się nie zgadzam z recenzjami ale wtedy jakoś łatwiej mi wyartykułować dlaczego film/serial mi się podoba. Dlatego cenne są opinie zwierza. Albo czasami powiem mojemu narzeczonemu: zwierz napisała tak i tak, co o tym sądzisz? I tak rodzi się jakaś ciekawa dyskusja :)

  • Barneyek

    Dlaczego nie mogę polubić tego wpisu? Co kliknę, to mi go samo odlajkowuje po chwili :( Spisek!
    Nadto pragnę zauważyć, że w tekście dzisiejszym pojawiło się wyjątkowo dużo, jak na Zwierza, przecinków :)
    No i ponieważ Spisek i nie mogę polubić, to niniejszym ogłaszam, że lubię.

    • zpopk

      Spiseg!

  • Sirocco

    Czy obraną popkulturę lepiej się spożywa?

    • Tak, ale koniecznie z powiększonymi frytkami.

  • i_am_keyser_soze

    Nowy trend w blogowaniu – bloger się tłumaczy co jakiś czas dlaczego pisze to co chce na swoim własnym blogu. Serio ludzie?

    • zpopk

      Jeśli mam wśród czytelników wątpliwości i widzę że coś nie styka w komunikacji to się do tego odnoszę. Z szacunku do czytelnika.

      • i_am_keyser_soze

        Czytałem te „wątpliwości”, dlatego witki mi opadły.

        • Anna

          Ja też nie mogę zrozumieć sensu tych „wątpliwości”. Oraz zastanawiam się, jakiego właściwie efektu oczekują wątpiący.

          • Zgredek

            Może nie oczekują efektu, tylko chcą się podzielić opinią…?

          • i_am_keyser_soze

            Wolałbym żebyś pisała o czym innym i inaczej a najlepiej tak jak ja sobie życzę? Mógłbym to nazwać na wiele sposobów, ale to nie opinia. Kiedy widzę, że bloger pisze akurat o czymś co mnie nie interesuje to tego nie czytam, kiedy widzę że bloger krytykuje lub chwali a ja akurat mam odmienną opinię, to dyskutuję a nie wylewam pod wpisem gorzkie żale, że znów to i tamto, a w ogóle to po co bloger pisze.

  • Shakuahi

    Keep calm and do your best.

  • Vervainnnn

    Aż mi się ciśnienie podniosło. Komentarzy wczorajszych nie czytałam bo jestem przed WW, ale na bogów starych i nowych zwierzu- Twoje święte prawo mieć opinię o czym chcesz i jaką chcesz!!!! A prawem czytelników próbujących narzucić Ci tematy i sposób pisania o nich- oddalenie się w inne rejony internetów. Takie dalekie. Bardzo.
    Chociaż przyznaję- zdarza mi się okazjonalnie westchnąć przy recenzji ” o nieeee, czemu zwierz nie myśli tak jak ja” ;)

  • wazon

    Zwierz, jak wielu ludzi pasjonujących się sprawą „x”, nie tyle jest lepszy, ile wie dużo więcej niż przeciętny filmowy oglądacz , ma fantazję i pewne wrodzone, niewykluczone, że dziedziczne zdolności do analizy tego, co wie. Wg mnie w 98% trafnej analizy. . Teraz jest modne obrzydliwe powiedzonko ” ma większą wiedzę „. I poczucie humoru. Ja tam wierzę zwierzowi i często oglądam, lub nie oglądam filmu kierując się zwierzęcą opinią.

  • Marta M

    Czytelnicy muszą zrozumieć jedną rzecz… gdyby Zwierz pisał, to co czytelnicy chcą czytać, pewnie byłby bogaty. A jak wiadomo bycie Biednym Zwierzem, jest stałym elementem wizerunku Zwierza ;)
    A tak serio to moim zdaniem jak się wchodzi na bloga to trzeba sobie umieć poradzić z tym, że to jest prywatne poletko blogera i może on sobie na nim robić „co chce” (no, w pewnych granicach wyznaczanych powiedzmy prawem i obyczajami ;) ). Mnie ciesz, że Zwierz pisze szczerze, bo wiem, że na jego zdaniu mogę polegać i w sumie odkąd czytam Zwierza to się czuję popkulturowo doedukowana.

  • nat

    A ja się właśnie od Zwierza nauczyłam (i wciąż się uczę) takiego bardziej krytycznego oglądania filmów, rozbierania ich na części pierwsze, definiowania co i dlaczego mi się podobało, a co nie. I to tak naprawdę dopiero jest ten „mój” sposób na kontakt z kulturą, ten który daje pełną radość, a którego inaczej może bym nie odkryła. Za to zawsze będę wdzięczna i dlatego też zawsze to właśnie do zwierzowych recenzji będę zaglądać w pierwszej kolejności i najchętniej – bo w pewien sposób myślę o popkulturze dokładnie tymi samymi kategoriami. Czasem mogę się podpisać pod każdym słowem, czasem się zupełnie nie zgadzam, ale właśnie ta możliwość konfrontacji opinii jest jedną z rzeczy, które najbardziej tutaj cenię :)

  • Jeż

    Bez urazy, zwierzu, ale nie czytam wszystkich wpisów do końca. I takie rozwiązanie polecam każdemu, kto szuka dziury w całym – trochę dystansu pozwala odetchnąć ;)

  • Mentha spicata

    Faktycznie zauważyłam tutaj duże zmiany, zwłaszcza przez ostatnie dwa lata. I bardzo fajnie – niech Zwierz robi co chce i jak chce, nawet jeśli się z niektórymi rzeczami nie zgadzam. To chyba normalne, że blog się rozwija? Rozumiem ludzi, którym np. nie odpowiada kierunek, i myślę, że mają prawo to powiedzieć, ale na pewno nie mogą wymagać od autorki/sugerować konieczności dostosowania się. Przecież jeśli mam własną wizję tego, jak powinno takie miejsce w sieci wyglądać, to sobie mogę stworzyć, napisać kontropinię i zaprosić do dyskusji na przykład :D

  • Agnieszka

    Przyznam szczerze,że zarzuty wobec Zwierza mnie szokują-bo ja to właśnie w Zwierzu uwielbiam-jego sposób patrzenia na świat i na kulturę,z wielu stron,pod różnymi kątami,zwracając uwagę na rzeczy,na które ja bym sama nie zwróciła.To jedna z najcenniejszych rzeczy na tym blogu!Uwielbiam czytać Zwierza opinie,zwłaszcza krytyczne😉-bo są po prostu zabawniejsze,a przy tym zawsze merytoryczne,rzeczowe,mądre.Jesli się nie zgadzam to jest to dla mnie tym ciekawsze-bo czegoś się dzięki temu uczę,zmieniam na chwilę perspektywę.Zwierzu,uwielbiam Twój sposób patrzenia na rzeczywistość.To jest cudowne i nigdy tego nie zatracaj.A jeśli kogoś boli,że nie chwalisz tego,co on,to znaczy ze kompletnie nie rozumie idei bloga.

  • Magda G

    Dziękuje, dziękuje, dziękuje za ten wpis :) Tak jak napisałaś w jednym z komentarzy poniżej – „coś nie styknęło w komunikacji”. Mi ten wpis wiele dał i redefiniował (ulubione słowo ;) podejście do Zwierza, za co jeszcze raz dziękuje.

  • Marta Magdalena

    Czytam Zwierza zazwyczaj PO obejrzeniu filmu/serialu, zeby zobaczyc czy podobalo nam sie tak samo, ewentualnie zeby Zwierz mi objasnil dlaczego mi sie nie podobalo, a Zwierzowi tak (albo odwrotnie) – calkiem sporo nam sie nie pokrywa, ale radoscia sama w sobie jest przeczytac odmienna opinie i to poparta argumentami, a nie na zasadzie ‚nie podoba mi sie bo nie’ :)
    A przy okazji czy Zwierz widzial i co sadzi o „Miss Sloane” oraz czy Zwierz widzial i co sadzi o „Miss Fisher’s Murder Mysteries”?

  • A ja przyznam, że również moim zdaniem ostatnio bardziej przebijają się negatywne opinie Zwierza o rzeczach. Ten wątek pojawił się w mojej rozmowie ze znajomymi na temat „jakichś-tam-seriali” przy odwiecznym pytaniu „a co Zwierz napisał na ten temat?” :) Ale daleka jestem od pisania, że to źle, czy dobrze, czy cokolwiek. Tak po prostu może być i tyle, gustu nie oszukasz. Wywołuje to u mnie smutek z gatunku „szkoda, że Zwierzowi się nie podobało to tak, jak mi”, ale z drugiej strony wiem, że jeżeli coś się Zwierzowi podobało, to ja również na 100% będę zadowolona, bo to po prostu będzie dobre :)

  • ruda102

    Muszę przyznać, że przeczytałam recenzję „Wonder Woman”, przeczytałam tekst powyższy i choć intuicyjnie rozumiem źródło emocjonalnych turbulencji wokół tematu, to jednocześnie trochę mnie to wszystko dziwi. Bo krytyka to jedno, ale w casusie WW dla mnie dużo wyraźniejsze są intensywne emocje stron – nazwijmy ją pro-Zwierzową i anty-Zwierzową (nazwy dla uproszczenia – ja wiem, że wy wiecie, że ja wiem, że krytyka co do zasady nie jest ukierunkowana na osobę i na tym ten wątek zakończę).

    Moja perspektywa jest taka. Film do wytwór kultury, za naturalne uważamy, że o filmie można sobie wyrobić opinię, można się tą opinią dzielić i może to być opinia krytyczna. Z tej perspektywy żale pod tytułem „Zwierzowi nic się nie podoba, Zwierz marudzi, Zwierz szuka dziury w całym” w sposób oczywisty można zanegować stwierdzeniem „Zwierz ma swoją opinię i się nią dzieli”. Trudno bowiem, by czytelnicy mieli decydować o tym, jaką opinię Zwierz ma mieć w danej kwestii. Albo żeby Zwierz na blogu publikował tylko to, co zadowoli 100% czytelników (wtedy Zwierz nie mógłby publikować nawet zdjęć mopsów, bo nie wszyscy uważają je za rozbrajająco słodkie – wiem, szokujące).

    Blog to też wytwór kultury, więc stosują się do niego te same zasady co do wszystkich innych wytworów. Można mieć opinię co do jego zawartości, można się nią dzielić (zdaje się, że komentarze są jednym z kluczowych założeń bloga i szerzej internetu) i może to być opinia krytyczna. Jeśli dla Zwierza kreatywnym ćwiczeniem jest opisywanie, co w filmie można byłoby zrobić lepiej, czego robić nie należało, co uwiera go w odbiorze filmu, to czytelnik równie dobrze może się podzielić tym, co go uwiera w odbiorze bloga i co można zrobić lepiej, a czego można nie robić – to jest takie samo kreatywne ćwiczenie. I też nie musi znaczyć, że czytelnik taki uważa, że sam pisałby lepszego bloga. Ja np. w ramach takiego kreatywnego ćwiczenia powiem, że na blogu mogłoby być więcej tekstów o ukrytych skarbach odnajdywanych przez Zwierza – dla mnie teksty o filmach/serialach, które nie są mainstreamowe mają największą wartość, bo dają mi szansę na zetknięcie się z utworami, które w innym wypadku zapewne przemknęłyby mi za plecami. Za to krytyczna recenzja WW mogłaby się dla mnie w ogóle nie ukazać, bo recenzji tego filmu i tak będzie na pęczki (zapewne również i krytycznych), a opinię o nim i tak wyrobię sobie sama, więc cudze zdanie (nawet Zwierzowe) jakoś szczególnie niczego dla mnie nie zmienia (w sumie z tego tekstu najciekawsze były dla mnie fragmenty o niejednoznaczności IWŚ – o ile sama kwestia niejednoznaczności jest dla mnie oczywista, to cudownie, odświeżające jest dla mnie pisanie o tym, że cokolwiek może być niejednoznaczne, bo to jakby wymierający trend).

    W powyższym tekście Zwierz się tłumaczy swoje podejście. Zwierz o tym podejściu pisał już wielokrotnie i myślę, że czytelnicy je przyswoili – a jeśli nie, to pewnie i po tym tekście pewnie nie przyswoją. I niezależnie od tego nadal będą krytykować, kreatywnie ćwiczyć się w tym, co mogłoby być ich zdaniem zrobione lepiej, mówić, czym są zmęczeni. Ani Zwierz nie utrafi nigdy w 100% w gusta czytelników, prezentując swoje opinie, ani czytelnicy nie będą w 100% zadowoleni z tego, o czym i jak Zwierz pisze. To jedno z podstawowych praw tworzenia kultury – a jednak nie jest to jak widać oczywiste. W tym kontekście zupełnie nie rozumiem Zwierzowych obrońców, którzy radośnie oznajmiają „jak wam się nie podoba, to nie czytajcie” komentatorom, piszącym Zwierzowi „jak Ci się nie podoba, to po co oglądasz” – od razu mam przed oczami tę scenę z GoT, gdzie Danny upiera się, że palenie miast w imię walki z niewolnictwem to zupełnie co innego niż palenie miast w imię własnej megalomanii.

    Jedno, czego niewątpliwie warto się od Zwierza nauczyć, to nie tyle fakt, że jego krytyka jest nie tylko uargumentowana (krytyka niektórych komentatorów też taka jest, moim skromnym zdaniem), ale przede wszystkim, że Zwierz nawet wtedy co do zasady nie rozdziera szat i nie żąda, by felernym reżyserom odebrać kamery (nie pamiętam już tak dobrze recenzji filmów Pani Rusłaniec i książek KKP ;).

    W jednym zdaniu: istotne nie jest, czyje jest na wierzchu w tej kwestii, ale żeby różne opinie mogły tu koegzystować. Nie tylko co do tworów kultury takich jak filmy/seriale/książki, ale i co do tworów kultury takich, jak blogi, łącznie z niniejszym.

    PS. Argumenty o tym, że twórczość Zwierza jest bardzo personalna (Zwierz niewątpliwie dzieli się swoimi myślami, więc w zasadzie częścią samego siebie), więc jej krytyka jest z założenia krytyką samego Zwierza i jako taka jest nie na miejscu, mnie osobiście nie przekonują. Twórczość z założenia jest personalna, choć owszem, bywa zwykle przepuszczana przez więcej filtrów niż tylko posługiwanie się pseudonimem i pisaniem w trzeciej osobie. Ale zakładanie, że filmy/seriale/książki są robione dla kasy/sławy (są, nie przeczę) znaczy, że nie są personalne, więc krytyka jest zawsze oderwana od osoby twórcy, bo osoby twórcy w utworze nie ma lub są jakieś szczątki, to trochę nieporozumienie. Szczególnie, że sam Zwierz od czasu do czasu wypływa na wody krytyki utworu połączonej z krytyką podejścia twórcy do tego utworu lub krytyką przemyśleń twórcy, o których na podstawie utwory można wnioskować (KKP i Pani Rusłaniec ponownie).

  • Pingback: Ból dupy i inne hejterstwa | Dyrdymały()