Tylko Temiskiry żal czyli zwierz bez entuzjazmu i spoilerów o Wonder Woman

06/06/2017

Porzućcie Sparrowa i płyńcie dalej czyli Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

06/06/2017

Z pamiętnika kompulsywnego widza czyli dlaczego zwierz narzeka i nie wyłącza mózgu

06/06/2017

Pod wczorajszą recenzją Wonder Woman pojawił się cały ciąg komentarzy dotyczących tego, jak właściwie zwierz ogląda filmy popularne i dlaczego nic mu się ostatnio nie podoba. To nie jest pierwszy ciąg takich komentarzy  i nie tak dawno pojawiły się podobne uwagi na facebooku. Więc zamiast rozmawiać z każdym osobno zwierz postara się wam kilka rzeczy wyjaśnić. Tak żeby potem wrzucać ewentualnie link do wpisu. Bez emocji szybko pisanego komentarza.

Zwierz nie czuje się lepszy od was – czasem w komentarzach pojawia się przekonanie, że krytyka zwierza wynika z postawy, że jest lepszy od przeciętnego widza i próbuje to udowodnić. Otóż moi drodzy – umysł zwierza po prostu tak nie działa. Kształtując swoją opinię o tym co widzę nie biorę pod uwagę czy to oznacza, że jestem od kogoś lepsza czy gorsza. Głównie dlatego, że zwierz nie postrzega opinii na temat popkultury jako przejawu bycia lepszym czy gorszym. Trudno byłoby mu nawet wskazać jakby to miało działać. Lubienie Batmana v Supermana czyniłoby kogoś gorszym od zwierza? Wedle jakiej skali? To po prostu nie są kategorie którymi się posługuję. Myślę, że poza okazjonalnym – zdarzającym się wszystkim- westchnieniem: „Och dlaczego wszyscy ludzie nie mogą myśleć tak jak ja”, wizja bycia od kogoś lepszym albo gorszym nie pojawia się w moim spojrzeniu na świat. Czasem myślę, że może mogłabym jakąś książkę napisać lepiej niż autor ale to chyba tyle jeśli o to chodzi. Tak więc, nawet jeśli myślę inaczej niż wy to w ogóle jakby nie patrzę na to jako na przejaw lepszości. Po prostu myślimy inaczej (czasem inaczej myśli większość widzów ale to nadal nie znaczy że jest jakakolwiek skala na której ktoś jest lepszy czy gorszy).

Zwierz mógłby wyłączyć myślenie i dobrze się bawić – po pierwsze – dla zwierza analizowanie kolejnych scen filmowych i konstrukcji filmu to jest synonim dobrej zabawy. W sumie najlepszej. Zwierz sobie siedzi i ogląda kolejne sceny i poza śledzeniem fabuły rozmyśla nad tym jak to jest zrobione. To nie jest przykry obowiązek, który spełniam po to by napisać potem recenzje. Blog nie zmusił mnie do analizowania filmów i seriali  – to przyjemność jaką zawsze czerpałam z analizy filmów stoi za tym, że postanowiłam założyć bloga. Wyłączenie mózgu nie jest dla mnie synonimem dobrej zabawy, więcej – oznacza że bawię się tak źle że nawet nie chce mi się rozmyślać nad produkcją. Oczywiście – jeśli doskonale się bawię – zdarza mi się przymknąć oko na niedociągnięcia – ale nadal działa ten mechanizm który każe mi się zastanawiać nad tym – jak to jest zrobione, zagrane, pomyślane, jak to się ma do innych filmów. Wiecie jaki jest mój ukochany moment każdego seansu? Kiedy wyłapię jakąś reżyserską aluzję do czegoś co w ogóle nie jest związane z tym filmem który właśnie oglądam. Ale to jest możliwe tylko jeśli cały czas uważnie oglądam korzystając z całej swojej wiedzy. To mnie bawi. To jest mój ukochany sposób oglądania filmu.  I w sumie stąd bierze się we mnie potrzeba pisania – bo chcę się tym co mnie najbardziej cieszy – podzielić. I to nie znaczy, że nie czuję w czasie seansu emocji. Ale jednocześnie – jestem takim odbiorcą, który nawet jak się śmieje, boi czy płacze cały czas myśli – co reżyser takiego zrobił że tak się czuję. To nie jest sprzeczne. Ogólnie – jak czytam, że nie trzeba analizować każdej sceny to jest mi o tyle przykro, że w sumie to mnie najbardziej cieszy.

Jak w przypadku wszystkich mocno niekonkretnych postów najlepszą ilustracją są mopsy

 

Bo zwierzowi się ostatnio nic nie podoba – to nie do końca jest prawda. Tak – ostatnio trafiło na bloga kilka krytycznych recenzji. Ale głównie, dlatego że akurat było zapotrzebowanie by pisać o nowościach wobec, których zwierz miał zastrzeżenia (choć przecież nie wiedział że tak to wypadnie przed kolejnymi seansami). Jednocześnie zwierz obejrzał sobie serial Great News (za który odpowiada ta sama ekipa co za 30 Rock) i bardzo mu się podobał, zaczął oglądać Johna Adamsa (bo Rufus Sewell gra Hamiltona) i nie może się doczekać aż skończy, zachwycał się nowym odcinkiem Małych Kucyków, przypomniał sobie jak bardzo uwielbia Obłędnego Rycerza (ależ to jest ciekawy film jak się nad tym pomyśli) i w sumie – ma całkiem dobrą opinię o kilku elementach Piratów z Karaibów (poza Jackiem Saprrowem – ale o tym jutro). To pokazuje, że tak naprawdę to co ląduje na blogu bywa zupełnie niereprezentatywne jak w danym momencie obieram popkulturę. Czy o innych rzeczach napiszę? Oczywiście ale moją pierwszą zasadą jest pisać o tym na co czekacie a niekoniecznie tak balansować blog by na pewno było równie dużo dobrych i złych recenzji. Tu stawiam potencjalne zainteresowanie czytelników recenzją (przed czy po wyjściu do kina) nad tym że musi zawsze być odpowiednia dawka entuzjazmu. Zresztą myślę, że to dobrze widać jak się śledzi FanPage zwierza – gdzie np. wszyscy kręcą nosem na wąsy z Orient Expressu a zwierz entuzjastycznie czeka.

Ale dlaczego zwierz się  ostatnio tak czepia? – To jest pewien problem. Otóż – widzicie na każdy film idę z entuzjazmem. Bo lubię popkulturę i chcę oglądać dobre filmy. Z entuzjazmem czekam też na seriale – bo wierzę że to jest najlepsze medium do opowiadania dobrych, skomplikowanych historii. Dlaczego mi się nie podobają? Z różnych powodów. Czasem mam wrażenie że są zmarnowanym potencjałem (w sumie Wonder Woman), czasem są po prostu bardzo słabe (ostatni Obcy) czasem nie zgadzam się z tym jak traktują materiał wyjściowy (Ania z Netflix podobałaby mi się dużo bardziej gdyby była o innej dziewczynce). Nie mam jakiejś jednoznacznej polityki która każe mi narzekać. Nie jest też tak, że nie podobają mi się zawsze te same elementy. Co byłoby niepokojące. Po prostu – takie są moje opinie. Oczywiście uwielbiam się nimi dzielić, ale nie wydaje mi się, żeby było uczciwe wobec mnie i wobec was gdybym specjalnie po każdym seansie siadała i zastanawiała się co wam się spodoba. Czasem zwierz wie, że jakaś recenzja wywoła kontrowersje. Wiecie po czym ją poznać ? Jest dłuższa. Nie dlatego, że zwierz ma o tyle więcej uwag ale dlatego, że chce mieć pewność że dobrze przedstawił swoje racje. Tak by czytelnik wiedział dlaczego ma taką a nie inną opinię, na czym ją opiera i dlaczego tak sądzi. Długa recenzja (no może poza książkami pewnej autorki) to przejaw świadomości zwierza że musi dobrze uargumentować swoje stanowisko. Między innymi dlatego, że uważa iż nie zgadzanie się z innymi nie jest samo w sobie dobre. Musi być jeszcze poparte jakąś -miejmy nadzieję rozsądną – argumentacją.

Zwierz uważa, że umiałby lepiej – jedną z rzeczy którą uważam za konieczną w przypadku pisania tekstów na bloga w takiej formie w jakiej to robię (zwierz nie pisze recenzja – bo to jest zupełnie inna dyskusja), jest odpowiedź na pytanie – co można było zrobić lepiej. To takie kreatywne ćwiczenie, które uprawiam nieco automatycznie – kiedy zastanawiam się jakie elementy w filmie można byłoby rozegrać inaczej by stworzyć z podobnych cegiełek lepsze dzieło. Nie wynika to z przekonania, że sama umiem lepiej, ale raczej z przekonania, że skoro coś mi się nie podoba powinnam poszukać odpowiedzi – w jakich warunkach mogłoby mi się spodobać. Zwykle to ćwiczenie prowadzi mnie do odpowiedzi na pytanie co poszło nie tak. W przypadku Wonder Woman moja refleksja nad tym co by polepszyło ten film pozwoliła mi skonkretyzować mój problem z historycznym tłem. Ale często to ćwiczenie prowadzi mnie do refleksji że np. film byłby dobry gdyby jakąś postać pokierować inaczej albo wyrzucić z produkcji. To nie jest myślenie „umiem lepiej” ale przekonanie, że wszyscy chcą kręcić dobre filmy  i gdzieś tam te elementy dobrych filmów się mieszczą . Jednocześnie – przyznam szczerze – nie potrafię inaczej. Myślę, że to wynika z przyjemności jaką zawsze dawało mi snucie opowieści – lubię sobie opowiadać historie i dopowiadać do innych historii to co by mi się w nich spodobało.

Zwierz już się nie umie cieszyć ależ jak najbardziej umie. Wyzna wam szczerze – wciąż cieszy się za każdym razem kiedy idzie do kina. No może poza tymi przypadkami kiedy idzie na film Katarzyny Rosłaniec. Poza tym – kupienie biletu już go uszczęśliwia. I tak – oglądając około dwustu filmów rocznie zwierz coraz częściej widzi pewne zabiegi filmowe które się powtarzają, zaczyna dostrzegać, że niektórzy aktorzy zawsze grają tak samo a efekty specjalne które kilka lat temu go niesamowicie cieszyły – zaczynają powoli nużyć swoją powtarzalnością. Tylko nie da się mieć jednego bez drugiego. Nie da się uwielbiać filmów a jednocześnie zapominać co się widziało. To byłoby super ale niestety zwierz akurat do filmów ma doskonałą pamięć (w sumie tylko do filmów) i pamięta co gdzie i jak widział. Co oznacza że czasem niektóre klisze zaczynają go nużyć. Ale wciąż nie oznacza to że nic go nie bawi. Wręcz przeciwnie – nadal chodzenie do kina na kolejne filmy jest najlepszą rozrywką jaką zwierz zna. To taki krąg którego nie da się przerwać. I tak – czasem oznacza to, że zwierz ma ostrzejszą ocenę (np. Avengers podobało mu się bardziej niż Strażnicy Galaktyki bo pewne rzeczy tam były nowe, a potem przestały być nowe), ale jednocześnie – już się znamy więc wiecie, że zwierz dużo widział (o czym zresztą czasem wam przypomina).

Ale zwierzu miało być popkulturalnie! – Kocham popkulturę. To jak wiele się w niej mieści, jak bardzo jest i nie jest, odbiciem naszego świata. Ale jednocześnie, uważam że od popkultury trzeba wymagać. Gdyby mi nie zależało na tym by filmy i seriale były coraz lepsze mogłabym założyć, że po wysokobudżetowej letniej produkcji nie ma się czego spodziewać. To myślenie mi nie pasuje, nigdy mi nie pasowało. Uważam, że zawsze można wymagać więcej, prosić o więcej, wskazywać lepszą drogę. Nie tylko dlatego, że popkultura jest ważna ale dlatego, że my jako widzowie zasługujemy na więcej. Zasługujemy na nowe pomysły, dobrze napisane wątki, dobrze napisane postacie, fajne historie i ładne kadry. Dlatego jeśli czasem wymagam więcej to nie dlatego, że jestem wielbicielką kina niszowego ale dlatego, że wierzę iż tylko jeśli będziemy wymagać od popkultury to będzie nam ona oferowała coraz to nowe ciekawsze rzeczy. Nie chcę machnąć na jakieś słabsze elementy bo „to tylko film popularny”. Za bardzo szanuję popularną gałęź kinematografii by ja tak lekceważyć. Inaczej wszystko może wyglądać jak Transformerys Michaela Bay i co wtedy zrobimy? (wiecie że zwierz pewnie pójdzie na 5 Transformersy? To jest dopiero przejaw wiary w popkulturę).

Bo trzeba myśleć jak zwierz – nie, absolutnie nie trzeba. Zwierz oczywiście uwielbia jak się z nim zgadzacie, ale nie ma pretensji jak się nie zgadzacie. Wdaje się w dyskusję nie dlatego, że ma pretensje o inne zdanie ale dlatego, że uwielbia dyskutować o popkulturze, spierać się o różne aspekty i interpretacje filmu, szukać argumentów na potwierdzenie swojej tezy itp. To wcale nie znaczy, że chce by wszyscy myśleli tak samo jak on. To po prostu – jeden z elementów życia w świecie kultury – ten ciągły czasem inspirujący spór czy po prostu dyskusja. Jasne czasem zwierza (jak chyba wszystkich) frustruje, że ktoś nie przyjmuje jego argumentacji. Ale nadal – to nie oznacza, że musicie przyjąć jego punkt widzenia. Pewien poziom frustracji jest wpisany w każdą rozmowę. Tak więc nie jest problemem że ktoś myśli inaczej od zwierza. Problemem jest sugerowanie że zwierz powinien myśleć inaczej. I to nie o konkretnym aspekcie historii (np. zwierz dyskutował z Myszą na Twitterze o tym czy Steve powinien być damą w opałach czy nie – i nie ma  z tym problemu, dlaczego miałby mieć) ale po prostu inaczej. Zmienić swoją postawę tak by pasowała któremuś z czytelników. Tymczasem – jasne, rozumiem chęć czytania czegoś z czym się zgadzamy (to takie miłe uczucie) ale jednocześnie – byłoby to nieuczciwe, pisać coś czego się nie myśli tylko po to by przypodobać się czytelnikom. Trudno byłoby w ten sposób prowadzić blog (tzn. nie technicznie – potrafię napisać pozytywną recenzję Wonder Woman w godzinę, ale nadal byłoby to dla mnie nieetyczne).

Może czas zredefiniować to wszystko ? pyta jedna z komentatorek, która nie znajduje potwierdzenia swoich sądów na blogu zwierza. Problem w tym, że pisanie dobrych czy nawet złych recenzji nigdy nie było motorem do pisania tego bloga. Motorem do pisania tego bloga jest potrzeba porządkowania i pokazywania światu swoich przemyśleń dotyczących popkultury. A te przemyślenia krążą po głowie zwierza non stop. To jest bardzo narcystyczno egoistyczna potrzeba – ale jednocześnie – nie uległa przez te lata zmianie. Za tym blogiem zawsze stała głównie moja własna prywatna potrzeba dzielenia się tym wszystkim co myślę na temat tego co aktualnie oglądam czy czytam. Oczywiście – w pewnym stopniu musiałam wziąć pod uwagę czytelników – np. trochę jednak wyznaczacie o czym piszę. Ale wciąż – kiedy siedzę sobie sama w ciemnym pokoju w środku nocy i klepię kolejną notkę, to wciąż – niczym ten piszący pamiętniczek bloger z prehistorii Internetu – robię to głównie dla siebie. I z mojego punktu widzenia, najważniejsze jest by opisać wszystko co siedzi mi w głowie. Niezależnie od tego czy się to spodoba czy nie. W sumie też niezależnie od tego czy jest to mądre czy nie. Bo choć wszyscy chcemy być mądrzy i błyskotliwi – nie zawsze jesteśmy.

Zwróćcie uwagę, że mimo iż część z was korzysta z recenzji zwierza jako podpowiedzi czy iść do kina czy nie to niekoniecznie zawsze mają one ten aspekt. W sumie część z nich w ogóle nie opisuje wam filmów w kategoriach które można przyjąć za wystarczające by podjąć decyzję o wyprawie do kina. Czasem trudno w ogóle mówić o recenzjach – zwierz po prostu wylewa z siebie uwagi na temat produkcji. Nie podkreślam tego by wskazać wam jak macie czytać moje teksty – tylko by podkreślić, że ich natura jest w sumie dość – mimo wielu czytelników (każdy mnie cieszy) – osobista. Tam gdzie piszę szerzej o zjawiskach popkulturalnych – często wchodzę w buty dziennikarza, publicysty czy edukatora – ale w recenzjach –czasem wychodzi ze mnie zgorzkniały historyk czy socjolog. Jednak przede wszystkim zwierz jest tylko – a może przede wszystkim – kompulsywnym widzem.

I w sumie tyle. Zwierz nadal was wszystkich lubi. I absolutnie rozumie że chcecie czytać na blogu teksty które są zgodne z waszymi poglądami. Ale tak na dłuższą metę zwierz myśli, że dla nas wszystkich (tzn. nie dla całej ludzkości ale dla społeczności tego bloga) będzie najlepiej jeśli zwierz będzie pisał po prostu to co myśli a wy wybierzecie co wam się z tego spodoba a co nie spodoba. Innej transakcji zwierz wam zaproponować nie może.

Ps: Zwierz ma nadzieję, że ten tekst nie zostanie odebrany jako przejaw megalomanii. Po prostu wydaje mi się uczciwe odpowiedzieć na ewentualne wątpliwości w formie bardziej uporządkowanej niż po prostu w odpowiedzi w jednym komentarzu. Zwłaszcza w sytuacji kiedy ta dyskusja w dużym stopniu dotyczy tego co zwierz myśli.

Ps2: A jutro Piraci !

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...