Sieć jest wielka, czy starczy dla nas jej? czyli Zwierz po See Bloggers 2018

27/06/2018

Świecidełka czyli o Ocean’s 8

27/06/2018

Zepsucie czyli Zwierz o całym sezonie Patrick Melrose (plus KONKURS)

27/06/2018

Pisał Zwierz już na blogu o pierwszym odcinku serialu Patrick Melrose ale właśnie obejrzał całość do końca i czuję potrzebę podzielenia się z wami moimi przemyśleniami po całości. Bo jak rzadko Patrick Melrose to serial który zdecydowanie należy oglądać jako całość. W ogóle należy oglądać bo to jedna z najlepszych produkcji jaką mieliśmy na ekranach od dawna. Wpis zawiera pewne elementy fabuły choć osobiście nie jest spoilerowy w sposób jednoznaczny.

Na początku trzeba stwierdzić, że w ogóle Patrick Melrose jest serialem nie tylko nietypowym ale też w pewien sposób innowacyjnym. Otóż każdy z odcinków jest mniej więcej ekranizacją jednej z powieści Edwarda St. Aubyna. Oznacza to, że z jednej strony mamy do czynienia z opowieścią spójną – którą łączy  zarówno główny bohater jak i motywy przewodnie (walka z uzależnieniem, rozliczenia z rodzicami, kwestia traumy, krytyka wyższych klas społecznych), z drugiej – rzadko widzi się produkcję której osobne odcinki mogłyby służyć jako zupełnie niezależne produkcje. Doskonale widać to zwłaszcza w trzecim odcinku – Some Hope, który rozgrywa się w czasie jednego przyjęcia – sama narracja tego odcinka jest na tyle spójna i zamknięta, że spokojnie mógłby on funkcjonować jako niezależny film. Podobnie w przypadku Mother’s Milk który to odcinek jest zapisem jednego lata spędzonego w rodzinnej posiadłości rodziców Patricka. Pod tym względem to właściwie zbiór pięciu filmów niż serial sam w sobie.

 

Zwierz zrozumiał, że musi napisać tekst o całym serialu po tym jak zdał sobie sprawę, że pierwszy odcinek jest w sumie najsłabszy

Osobiście muszę przyznać, że jestem pod niesamowitym wrażeniem tego jak udało się w dość krótkim mini serialu zmieścić tak wiele różnych obserwacji, wątków ale też gatunków. Bo pierwszy odcinek przypomina bardzo historie narkotykowych hajów jakie widzieliśmy  w kinie poruszającym problem narkomanii, drugi odcinek to z kolei opowieść z przeszłości, skoncentrowana na dziecięcej traumie. Mamy doskonałą gorzką satyrę na klasy wyższe w odcinku trzecim, w czwartym rodzinny dramat rozgrywany w dekoracjach letniego wypoczynku we Włoszech i w końcu finałowy odcinek rozgrywający się wokół pogrzebu – także nawiązujący do schematów opowieści o ostatnim pożegnaniu które staje się jednocześnie okazją do rozliczeń. Stylistycznie odcinki są spójne ale gatunkowo nawiązują do bardzo różnych filmowych schematów – w których nasi bohaterowie się odnajdują. To czyni- w sumie dość prostą historię, fascynująco zróżnicowaną i zarówno bliską życiu jak i osadzoną w bardzo filmowych czy fikcyjnych dekoracjach.

 

Osobiście uważam że najlepszy odcinek – choć też najlżejszy to ten trzeci – cudowy mały portret środowiska z którego Patrick pragnie się wyrwać

Jeśli szukałabym motywu przewodniego dla całej historii to jest nią próba odpowiedzi na pytanie – czy właściwie zmierzenia się z problemem – jak bardzo można zepsuć człowieka. Nie zepsuć w znaczeniu – rozpuścić, tylko – tak naznaczyć traumą i cierpieniem by nie mógł się z tego świata wydostać mimo licznych prób. Poznajemy Patricka jako człowieka który od tego co go spotkało ucieka w uzależnienie i potem widzimy jak przez wiele lat próbuje wyjść na prostą – z mniejszym lub większym powodzeniem. Zepsucie Patricka przez jego rodziców (bo nie ma wątpliwości że to co mu się przydarzyło było połączeniem okrucieństwa jego ojca i obojętności matki) jest z jednej strony grzechem założycielskim – którego brzemię bohater musi nieść, z drugiej – czymś czego – im dłużej patrzymy nie dało się uniknąć. Bo niewątpliwie zepsuci – przez swoich rodziców i przez swoje klasy społeczne – byli już jego rodzice. Pytanie – czy jest odkupienie jest pytaniem nie tyle o decyzje Patricka ale raczej o to czy da się nie być dzieckiem swoich rodziców, synem swojej klasy społecznej, dziedzicem traumy. Pytanie które dotyczy też dzieci Patricka – które bohater chce chronić ale jednocześnie – w tym nieprzerwanym kręgu przemocy on też funduje swoim dzieciom koszmarne dzieciństwo – choć dalekie od koszmaru który sam przeżył. Zresztą cały serial mierzy się z tym podwójnym zepsuciem – przez przemoc i brak miłości i przez klasę społeczną która rozpuszcza ludzi i uczy ich okrucieństwa. Pod tym względem wszyscy w tej historii są zepsuci ale tylko niektórzy pragną coś naprawić, o ile to w ogóle możliwe.

 

To niesamowite jak bardzo Cumbertach zmienia się pomiędzy odcinkami – jakby naprawdę minęło kilkanaście lat między pierwszym a ostatnim odcinkiem.

Jednocześnie jest to zdecydowanie historia o tym jak bardzo korumpuje ludzi wysoka pozycja społeczna – osiągnięta nie dzięki ciężkiej pracy czy zasługom a odziedziczonym pieniądzom i pochodzeniu. Trucizną jest tu brak celu w życiu przy jednoczesnym przekonaniu o własnej wyższości i konieczności pokazania jej światu. Pod tym względem Patrick Melrose to idealna odtrutka dla wszystkich którzy po obejrzeniu The Crown uważają że nie ma szlachetniejszych i ciekawszych ludzi na świecie niż brytyjska arystokracja. Serial doskonale pokazuje jak bardzo egzystowanie zgodnie z zasadami takiej klasy społecznej może być demoralizujące i wyniszczające. A jednocześnie jest to narracja o tyle ciekawa, że prowadzona od środka, przez osobę która spokojnie mogłaby funkcjonować w ramach swojej grupy – nigdy nie podejmując żadnych wysiłków by się z niej wydostać. Co ciekawe – samego bohatera nigdy nie widzimy przy pracy – właściwie nikt w tym serialu nigdy nie jest pokazywany w środowisku pracy – mamy wakacje, pobyty w szpitalu, przyjęcia. Nawet krytyczna narracja o grupie społecznej dla której praca nie jest najważniejsza jest prowadzona poza codziennością.

 

Patrick Melrose ma fenomenalną epizodyczną strukturę która sprawia, że widzimy bohatera tylko w tych najważniejszych chwilach jego życia

Serial unika czułostkowości i w sumie – jak w przypadku dobrej historii – nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi na zadane pytania. Patrick robi wszystko by  jakoś zrozumieć swoich rodziców – zwłaszcza matkę, do której słusznie ma bardziej skomplikowane uczucia niż do koszmarnego ojca, ale jednocześnie – nawet ich umieranie nie pomaga jednoznacznie uporządkować emocji. Bohaterowi pozostaje co chwilę rozpoczynać od nowa, w nadziei, że w końcu wyrwie się ze świata wspomnień i duchów i będzie mógł żyć swoim życiem. Jest w tym serialu sporo nadziei ale jednocześnie, nie mamy wątpliwości, że Patrick Melrose skazany jest na ciągłą walkę – która nie ustanie – wręcz przeciwnie – każde uznanie że jest już dobrze może zaprowadzić go z powrotem na dno. A jednocześnie – serial nie epatuje żadnymi straszliwymi obrazami – wystarczy jedna alkoholowa czy narkotykowa eskapada byśmy w sumie wiedzieli już wszystko – znali punkt odniesienia, rozumieli – gdzie bohater szuka zapomnienia. Najlepiej jednak ogląda się historię wtedy kiedy uzależnienia nie są punktem centralnym opowieści – raczej czają się gdzieś w kącie zupełnie jak wspomnienia o koszmarnym ojcu, które wracają do bohatera przez cały serial.

 

Choć serial koncetruje się na Patricku to możemy spojrzeć też na życie osób które tylko naszego bohatera „mijają” i nie powinno nas dziwić, że nie są oni od niego dużo szczęśliwsi

Niewątpliwie Patrick Melrose jest serialem który opiera się na fenomenalnym występie Benedicta Cumberbatacha. Rzadko widzi się aktora tak idealnie dopasowanego do roli jak w tym przypadku. I nie chodzi jedynie o arystokratyczne rysy aktora, który wygląda jakby urodził się już z umiejętnością korzystania z czterech widelców i uprzejmego wydawania poleceń służbie. Chodzi o niesamowitą i zniuansowaną grę – na poziomie którego Zwierz nie widział u Cumberbatcha od dawna (żeby nie powiedzieć – od czasów Sherlocka). Serial obejmuje ponad dwadzieścia lat życia bohatera, choć niekoniecznie widać to po samym Cumberbatchu – którego twarzy nie przykryto kilogramem makijażu. I dobrze bo wystarczyło zaufać jego grze aktorskiej. Pierwszy odcinek to popis aktorskiej brawury -to narkotykowy haj zagrany na wysokiej nucie, ale jednocześnie – zdecydowane jest w tym taka młodzieńczość. Z kolei odcinek w którym bohater jest już w średnim wieku i popada w alkoholizm – to zupełnie inny rodzaj gry – mniej w tym energii, więcej kryzysu wieku średniego i nieumiejętności poradzenia sobie z gniewem i rozgoryczeniem. I ten bohater jest już zdecydowanie starszy od tego z odcinka pierwszego choć wygląda tak samo.

 

Nie będę ukrywać, że moim zdaniem ten serial nie udałby się tak dobrze gdyby nie było Cumberbatcha w roli głównej. Jego sposób gry, manieryzmy, ale też po prostu interpretacja roli tak idealnie pasują do tej historii że byłoby bardzo trudno wyobrazić sobie tu kogoś innego

Tym co czyni kreację Cumberbatcha naprawdę doskonałą jest przede wszystkim odpowiednie granie tych wszystkich emocji których bohater nie umie pokazać i opanować. Doskonale wychodzą mu takie małe ataki gniewu – którego przecież nie chce czuć, czy pokazywanie jak bardzo wszędzie kroczy za bohaterem strach. Strach przed sobą, przed przeszłością, przed tym kim się jest dla innych. Łatwo byłoby tu przeszarżować ale w tej roli udało się Cumberbatchowi znaleźć szczerość takich niewielkich scen. Zwłaszcza – ważne z perspektywy całej narracji – sceny z dziećmi wychodzą mu doskonale – co wcale nie jest oczywiste bo nie każdy aktor potrafi dobrze grać z dziećmi. Przy czym żebyśmy się dobrze zrozumieli – tak jasne wszyscy wiedzą że Zwierz lubi Cumberbatcha ale nie każda jego rola powala na kolana. A ta jest po prostu fenomenalna. I nawet jeśli się nie przepada za aktorem nie sposób dostrzec jak doskonały jest to casting. Aktor skarżył się kiedyś że wciąż dostaje propozycje grania bohaterów z klasy wyższej. Trudno się dziwić skoro tak dobrze mu to wychodzi.

 

Prawdę powiedziawszy byłoby coś nieuczciwego gdyby za tą rolę nie posypał się na aktora deszcz nagród, bo rzadko zdarza się kreacja tak dobrze dopasowana do czyjegoś talentu, jak ta.

Byłoby nieuczciwe nie wspomnieć o reszcie obsady. Hugo Weaving jest niesamowity w tym serialu. Głównie dlatego, że dosłownie każda scena w której się pojawia nagle staje się niepokojąca, straszna ale też – okrutna. Jest w drugim odcinku taka scena w której jego bohater – David Melrose, rozmawia ze służącą. Widzimy i słyszymy (stukanie talerzy na tacy) że służącej coraz trudniej unieść tacę z zastawą. A David Melrose nie tylko wolno mówi ale też specjalnie robi przerwy między kolejnymi zdaniami napawając się władzą jaką ma nad służącą – wiedząc że póki nie skończy mówić, nie będzie mogła ona odejść i odnieść tacy. To niesamowite ile w tej scenie jest okrucieństwa, ale też informacji o bohaterze. Kiedy w końcu Melrose pozwala odejść służącej – wiemy o nim wszystko i rozumiemy jak bardzo mógł zniszczyć życie wszystkich wokół siebie. Nie jest łatwo grać ludzi aż tak odrażających a tu Weavingowi wyszło to niesamowicie. Serio samo jego pojawienie się na ekranie sprawia, że czujemy się wszyscy niekomfortowo.

 

Aby zrozumieć Patricka musimy zrozumieć ten szczególny rodzaj okrucieństwa który charakteryzował jego ojca. I serial idealnie pokazuje nam koszmar przebywania z Davidem Melrose, jednocześnie nie epatując takimi oczywistymi scenami. Jak to jest nakręcone!

Nie będę ukrywać że nie powaliła mnie na kolana rola Jennifer Jason Leigh jako matki Patricka choć sama postać jest bardzo ciekawa – być może najciekawsza w całej tej skomplikowanej i koszmarnej opowieści. Bo jest to osoba bardzo skrzywdzona ale też niesamowicie krzywdząca. Altruistyczna i egoistyczna jednocześnie. Natomiast bardzo spodobała mi się dość niewielka rola Indiry Varmy jako Anne Moore – znajomej rodziców Patricka, która tego lata kiedy wydarzyły się rzeczy koszmarne – które prześladują bohatera do końca życia, nawiązała z nim więź a nawet próbowała w jakiś sposób przemówić do jego matki. Nie jest łatwo nakręcić osobę która z jednej strony ma dobre intencje z drugiej – nigdy nie przekracza granicy przy której naprawdę mogłaby coś zmienić. I ostatecznie – też przyczynia się do tego, że życie Patricka jest takie jakie jest.

 

Choć matka Patricka jest postacią kluczową dla całej historii to gra Jennifer Jason Leight nie za bardzo mnie przekonała. Czegoś mi tu zabrakło.

Na samym końcu należałoby stwierdzić, że absolutnym odkryciem serialu jest Sebastian Maltz – chłopiec który gra młodego Patricka. Na tego początkującego aktora spadł obowiązek zagrania niesłychanie trudnej roli. Jednocześnie – pokazania nam tych uczuć które będą potem przez całe życie prześladować bohatera. Od jego roli w dużym stopniu zależy to czy zrozumiemy jak głęboka była trauma bohatera i czy film będzie nam musiał mówić cokolwiek więcej czy wystarczy nam spojrzenie na wspomnienia bohatera. No i Sebastian Maltz gra tak dobrze, że potem Cumberbatch ma do czego nawiązywać swoją grą. Prawdę powiedziawszy gdyby znaleziono słabszego młodego aktora to serial nie miałby aż takiej siły oddziaływania.

 

Nie udałoby się zrobić tak fenomenalnej adaptacji gdyby aktor obsadzony w roli młodego Patricka nie był tak wyśmienity i naturalny.

Patrick Melrose to tylko pięć odcinków ale po jego obejrzeniu człowiek łapie się na tym, że przebył z bohaterem drogę, która zwykle w serialach zajmuje postaciom dużo dłużej – być może dlatego, że tu mamy do czynienia właściwie z wyimkami z życia bohatera a nie z ciągłą narracją. Ostatecznie przeskakujemy z końcówki lat 80 do lat 90 a potem do dwustysięcznych. Nie będę ukrywać, że to chyba mój ulubiony sposób prowadzenia historii, gdzie pozwala się na luki i niedopowiedzenia – dzięki czemu oglądamy bohaterów w momentach przełomowych. Nie mniej niejednoznaczne – bardzo życiowe zakończenie sprawia, że nawet po ostatnim odcinku nie sposób nie myśleć o tym co bohater przeżył, co go czeka i ile jest nadziei dla takich właśnie – zepsutych przez swoich rodziców czy pochodzenie ludzi. Do jakiego stopnia można nas naprawić a do jakiego musimy naprawić się sami. A może nie ma powrotu i można tylko starać się nie psuć innych. Paradoksalnie po zakończeniu seansu ostatniego odcinka miałam poczucie, że niekoniecznie Patricka czeka szczęście. A właściwie, że jego los jest niejednoznaczny. To był chyba najbardziej poruszający sposób na zakończenie tej opowieści. Pokazanie jak wiele się zmieniło, jak bohater choć częściowo nauczył się walczyć z demonami a jednocześnie – przypomnienie, że to wszystko wciąż w nim jest i nie sposób po prostu zapomnieć. Może teraz jest lepiej, ale to nie znaczy, że zawsze będzie dobrze.

 

Serial kończy się w momencie w którym możemy mieć nadzieję, że będzie lepiej. A jednocześnie – trochę wiemy, że nigdy nie będzie zupełnie dobrze.

Ponieważ wydawnictwo W.A.B darzy mnie sympatią to z okazji wznowienia książki w nowej – serialowej okładce – mam dla was konkurs. Do wygrania są cztery egzemplarze zbiorczego wydania pierwszych trzech tomów powieści. Co trzeba zarobić żeby je wygrać? Napiszcie mi po prostu jaki jest waszym zdaniem najlepszy film albo serial z Cumberbatchem. Macie na to czas do 4.07. Wyniki zostaną ogłoszone 5.07 w Ps pod postem. Wtedy poproszę zwycięzców o kontakt. Proszę pamiętajcie o tym bo wiele osób bierze udział w konkursach ale już chyba nie sprawdza wyników.

PS: Już tak zupełnie w ramach dopowiedzenia – wszystkie odcinki serialu znajdziecie na HBO GO. Znajdziecie tam też serial Sukcesja, który co prawda dostał już drugi sezon ale Zwierz zasnął oglądając drugi odcinek więc nie może wam nic więcej napisać poza tym, że przy drugim odcinku serialu miał ładne sny.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...