Stare smaki nowych potraw czyli o Young and Hungry

02/08/2015

Nie liczy się głos czyli filmowe karaoke w dziewięciu odsłonach

02/08/2015

Pierwszy i ostatni dzień lata czyli o Wet Hot American Summer

02/08/2015

Zwierz ma milion pomysłów na wpisy ale żadnego z nich nie napisze póki nie opowie wam o pewnym fenomenie którego sam nie do końca rozumie ale tego lata stał się jego częścią. Kiedy zwierz szukał zapowiedzieć seriali które będą miały premierę tego lata znalazł informację, że oto Netflix proponuje widzom kontynuację komedii sprzed kilkunastu lat. Z tą samą obsadą. Zweirz poczuł się zaintrygowany. Oczywiście chodzi o Wet Hot American Summer i wszystko co może wyjść z nieudanego filmu.

10-wet-hot-american-summer.w1200.h630

Kultowy status filmu jest właściwie zaskoczeniem dla wszystkich. Chyba najbardziej dla tych którzy trafiają na film szukając produkcji z częścią aktorów z obsady

David Waine w 2001 roku nakręcił (był też współautorem scenariusza) film Wet Hot American Summer. Jeśli nie widzieliście tego filmu (co jest wielce prawdopodobne) to teoretycznie nie za wiele tracicie. Wet Hot American Summer to komedia która parodiuje filmy o nastolatkach z lat 80. Cała dzieje się na jednym z tych typowych obozów dla amerykańskich dzieciaków, których nikt nie widział w Polsce na żywo i prawie wszyscy w różnych młodzieżowych produkcjach. Czas akcji (co stanowi jeden z najlepszych elementów filmu) ogranicza się do ostatniego dnia letnich wakacji. Zarówno dzieciaki jak i ich opiekunowie chcą tego ostatniego dnia nadrobić całe lato. Kiedy zwierz pisze nadrobić całe lato, to chodzi tu głównie o załapanie się na ostatni wakacyjny romans. Choć nie tylko – w filmie znajdzie się sporo zupełnie abstrakcyjnych wątków, a także takich dość blisko życia (np. problem dzieciaka który od ośmiu tygodni obozu ani razu się nie wykąpał). Rytm filmu wytyczają kolejne godziny dnia, ale same sceny nie są ze sobą bardzo ściśle powiązane. To raczej luźny zbiór scen portretujących całe spektrum obozowego życia. Przy czym warto dodać, że film jest specjalnie obsadzony tak, że kilkunastolatków grają zupełnie dorośli aktorzy, zaś dzieciaki, rzeczywiście grane są przez dzieci (trzeba stwierdzić, że wybrano kilku naprawdę dobrych dziecięcych aktorów). Cała produkcja z jednej strony oddaje hołd tego typu produkcjom i z drugiej – straszliwie się z nich naśmiewa. Tzn. dostaniemy na przykład scenę w której trener zagrzewa do walki swoją drużynę, która ćwiczyła przez całe lato by dojść do rozgrywek, by chwilę potem przystać na to, że dzieciakom właściwie nie chce się grać. Przy czym niekoniecznie jest to zawsze zabawne, czasem zupełnie bezsensowne i trzeba mieć odpowiednie podejście do tego typu filmów by dobrze się bawić. W niektórych scenach zwierz śmiał się głośno w innych – nie był do końca w stanie zrozumieć jakim cudem coś tak nie śmiesznego znalazło się w scenariuszu. Warto też dodać, że jest to film miejscami zaskakujący – nie zawsze żartem jest to czego byśmy się spodziewali – komedia często odchodzi od wytyczonego schematu idąc do krainy zupełnego absurdu.

Wet-Hot-American-Summer-Casting

Zarówno serial jak i film wymagają bardzo specyficznego poczucia humoru albo raczej nastawienia do seansu

Jednocześnie z całej produkcji przebija olbrzymia miłość i sentyment do tego sposobu spędzania letnich wakacji. Zwierz podejrzewa, że podobna produkcja w Polsce opowiadałaby o dolach i niedolach przebywania na takiej typowej nadmorskiej kolonii. Może z tą różnicą, że tu doskonale wiemy jakiego pochodzenia społecznego są bohaterowie – bo to obóz dla dzieciaków z żydowskich rodzin (z klasy średniej), który rywalizuje z obozem z drugiej strony jeziora gdzie wypoczywają bogate dzieciaki z typowej amerykańskiej klasy średniej (wątek rozwinięty w serialu jest absolutnie przekomiczny – zwłaszcza, że wyobrażenia o tamtym obozie doskonale oddają pewien sposób myślenia o rozrywkach zamożnych amerykańskich dzieciaków). Sentymentalny nastrój filmu potęguje fakt, że całość rozgrywa się w latach osiemdziesiątych co daje twórcom (którzy jak zwierz mniema waśnie na początku lat osiemdziesiątych na takich obozach bawili) możliwość dodatkowego naśmiewania się z ówczesnych mód i obyczajów a jednocześnie uwalnia ich od konieczności przejmowania się tym jak nowoczesne technologie zmieniły sposób spędzania wolnego czas. Cała ta sentymentalna otoczka nie dziwi jeśli weźmiemy pod uwagę, że reżyser i scenarzysta filmów spędzał dokładnie w ten sam sposób lato jak tysiące dzieciaków w Stanach. Mamy więc raczej zabawną komedię, napisaną z sercem ale jednocześnie pełną zupełnie nie śmiesznych dowcipów. Nikogo nie powinno dziwić, że film nie zyskał uznania krytyków (chyba średnia na Rotten Tomatoes wynosi 32%) a i w kinach na siebie nie zarobił.

showalterconfused

Choć film głównie parodiujej znane wątki czasem dopisuje coś od siebie – zaskakująco ciekawie i niekiedy nawet poważnie

Jedyne co naprawdę, naprawdę zdumiewa w przypadku filmu to obsada. To znaczy, w chwili kiedy obsadzano Wet Hot American Summer wybierano raczej mało znanych aktorów czy takich którzy świeżo skończyli szkołę aktorką. Np. wybrano świeżutko upieczonego absolwenta szkoły aktorskiej (dwa dni przed rozpoczęciem zdjęć) Bradleya Coopera. Wśród mało znanych komików występujących w filmie znajdziecie też Amy Poehler, czy Paula Rudda. Oczywiście znajdą się w filmie aktorzy których znano już wcześniej ale trzeba powiedzieć, że twórcom udało się coś bardzo rzadkiego – zebranie na planie aktorów którzy jeszcze niie są znani i stworzenie filmu, który wcześniej czy później będzie musiał obejrzeć każdy wielbiciel ich kariery. Ale, jeszcze zanim Bradley Cooper zbierał nominacje do Oscara, a Amy Poehler stała się z jedną z ukochanych aktorek komediowych Ameryki film stał się kultowy. Dokładnie, kultowy – w chyba najbardziej właściwym tego słowa znaczeniu. W samej produkcji nie ma bowiem nic aż tak ważnego co by uczyniło ją wartą uwielbiania poza tym, że dla jakiejś grupy widzów stał się to film ważny i wart wielokrotnych seansów. Prawdę powiedziawszy Wet Hot American Summer właśnie dlatego wart jest obejrzenia by zobaczyć jak dziwnymi ścieżkami chodzi ludzkie uwielbienie. Zwierz zastanawiał się nad tym czy przypadkiem o uwielbieniu dla filmu nie zadecydował fakt, że po prostu sporo amerykanów spędziło swoje szczenięce lata na tego typu obozach i to co dla widza który takich doświadczeń nie ma jest trochę zabawne dla nich jest bardzo zabawne czy ma wartość sentymentalną. Jednocześnie to rzeczywiście film który wymaga specyficznego absurdalnego poczucia humoru, które wbrew pozorom nie zawsze oznacza coś zupełnie prostackiego (w kontekście wielu prostackich żartów jakie znajdziemy w filmie). Ukochaną sceną zwierza jest np. wywoływanie tych uczestników kolonii którzy wyjadą z nich wcześniej. Ponieważ na obozie są właściwie wyłącznie żydowskie dzieci zaczyna się od wielu charakterystycznych nazwisk by potem ta (improwizowana na planie) lista stała się zbiorem imion i nazwisk ważnych rabinów czy izraelskich polityków. Dowcip dość hermetyczny ale zwierza niesamowicie ubawił. Właściwie na tle wielu kultowych produkcji Wet Hot American Summer wyróżnia się całkiem pozytywnie. To znaczy zwierz wierzy, że jeśli wszyscy usiedliby teraz do oglądania filmu to część osób niezależnie od statusu produkcji po prostu dobrze by się na niej bawiła. Zwłaszcza, że zdaniem zwierza film trochę antycypuje pewne zjawiska w amerykańskiej komedii które stały się popularne kilka lat po jego produkcji.

rs_1024x759-150522090648-1024-4wet-hot-american-summer.ls.52215

Oglądajać serial dowiadujemy się dla kogo czas był bardzo łaskawy po lewej kadr z filmu po prawej kadr z kręconego kilkanaście lat później serialu. Ktoś tu ma obraz na strychu

Wet Hot American Summer byłoby zapewne tylko ciekawostką czy kolejną kultową produkcją gdyby nie dość zaskakujące, a jednocześnie genialne posunięcie Netflixa. Stacja telewizyjna zdecydowała się bowiem na zrealizowanie mini serialu, który stanowiłby prequel do filmu. Kilkanaście lat po tym jak zespół mało znanych i stosunkowo młodych aktorów zagrał w filmie o ostatnim dniu letniego obozu, dostajemy historię (zagraną przez tych samych aktorów) pierwszego dnia, tego samego obozu. Ma to niesamowity potencjał komiczny bo po pierwsze – jeśli widzieliśmy już film dowiadujemy się jak pewne wątki się zaczęły (tu doza absurdu jest naprawdę imponująca) a poza tym dostajemy dość rzadką w kinematografii możliwość zobaczenia aktorów kilkanaście lat starszych grających samych siebie o kilka tygodni młodszych niż w pierwszym filmie. Zwierz musi powiedzieć, że nazwanie produkcji serialem jest nieco na wyrost – to skonstruowany podobnie jak pierwsza część zbiór scen z których właściwie składa się film podzielony dość arbitralnie tak by móc stworzyć zbiór ośmiu odcinków. Niesamowite jest to, że udało się zebrać tą samą ekipę aktorów, mimo że naprawdę są oni już w zupełnie innym momencie swojej kariery. Najlepszym przykładem niech będzie fakt, że okazją dla Bradleya Coopera by pojawić się na planie i powtórzyć swoją rolę była wyprawa do Los Angeles na rozdanie Oscarów. To jedyny moment kiedy mógł się wyrwać na chwilę z Nowego Jorku gdzie gra w sztuce. Zwierz musi powiedzieć, że ze sporą dozą fascynacji oglądał też jak bardzo niektórzy aktorzy się zmienili a jak niektórzy nie wyglądają nawet dzień starsi – tu przoduje Amy Poehler która naprawdę wygląda dokładnie tak samo jak kilkanaście lat wcześniej czy Paul Rudd który co prawda ma nieco ostrzejsze rysy twarzy ale człowiek naprawdę by nie powiedział że to już czternaście lat minęło. W przypadku innych aktorów czas nie był zawsze tak bardzo łaskawy, ale paradoksalnie im mniej wyglądają na nastolatków tym zabawniejsza jest historia. Choć czasem zwierz miał problem by rozpoznać kim w części pierwszej jest osoba z części drugiej. Całość uzupełniają nowi aktorzy, którzy tym razem byli już rozpoznawalni przed produkcją. I tak w serialu zobaczycie Chrisa Pine’a (serio w doskonałej roli i cudnej charakteryzacji i w ogóle jak nie kochacie Chrisa to zaczniecie), pojawi się też Jason Schwartzman, Lake Bell, Kristen Wiig, Jon Hamm (zdaniem zwierza aktor powinien się pojawiać teraz wyłącznie w rolach komediowych), John Slattery czy Michael Cera. A to jeszcze nie wszyscy aktorzy, którzy zdecydowali się dołączyć do tej naprawdę głupiutkiej produkcji. Choć to nie dziwi bo dziś to już nie głupiutka produkcja tylko jedna z najbardziej wyczekiwanych serialowych premier nowego sezonu. Zwierz musi powiedzieć że był pod wrażeniem, że udało się wyprodukować serial który poziomem dowcipu i absurdu właściwie nie odstaje od części pierwszej. Nawet zwierz ma wrażenie, że miejscami jest zabawniej. Na pewno nie ma się poczucia, że ogląda się odcinanie kuponów czy nieudaną próbę powtórzenia jakiegoś magicznego splotu okoliczności. Zwierz może z czystym sercem powiedzieć, że gdyby twórcy chcieli w podobny sposób napisać wieloodcinkowy serial o wszystkich dniach letniego obozu to pewnie byłoby to cały czas równie zabawne.

AR-AK365_WetHot_P_20150722111655

Zdaniem zwierza Jon Hamm który już nie przebije swojej roli jako Dona Drapera powinien po prostu na zawsze zająć się graniem w komediach

Decyzja Netflixa by zrealizować serial powinna być dla nas dość ciekawym punktem do refleksji. Kultowe produkcje w stylu Wet Hot American Summer (którego kontynuację twórcy planowali od lat) zwykle potrzebują czasu by zdobyć sobie popularność i status filmu który trzeba obejrzeć. Do tego czasu wszyscy są zajęci czymś innym i wszelkie szanse by spieniężyć czy poszerzyć sukces produkcji są dawno pogrzebane. Fakt, że kilkanaście lat później Netflix może sobie pozwolić (nie ma ramówki więc nie musi się przejmować wszystkimi widzami) na za sponsorowanie produkcji która będzie interesująca tylko dla ograniczonej grupy widzów to jakaś nowość. To znaczy powroty się zdarzają ale rzadko w telewizji i rzadko w przypadku właśnie takich w sumie nie budujących wielkiego fandomu (to nie Firefly) produkcji. Jednocześnie zwierz jest przekonany,że wiele osób które zdecydowałoby się obejrzeć wyłącznie mini serial byłoby kompletnie nierozbawionych czy wręcz nie miałoby pojęcia o co chodzi. Serio jeśli kiedyś zdecydujecie się (jak zwierz) na nadrobienie tego fenomenu to koniecznie zacznijcie od filmu. Produkcja jest wtedy bez porównania zabawniejsza i przede wszystkim ma jakieś pozory sensu. Jeśli ogląda się go w odwrotnej kolejności wszystko jest bez porównania mniej zabawne. Co nie zmienia faktu, że zwierz ma wrażenie, że to kolejna cegiełka do dyskusji jak bardzo produkowanie seriali poza telewizją może zmienić naszą rozrywkę. Może się ona stać lepsza, bardziej pluralistyczna, mniej celująca w jak najszerszą widownię, bardziej autorska. Czego prawdę powiedziawszy jeszcze kilka lat temu nikt się nie spodziewał, a co daje nadzieję, że może jeszcze nie wszystko w świecie kultury popularnej stracone.

03-whas.w529.h352.2x

Bradley Cooper zrobił się w międzyczasie tak sławny że na nakręcenie swoich scen miał tylko jeden dzień w swoim bardzo zapełnionym kalendarzu

Choć Wet Hot American Summer to nie jest rozrywka która rozbawi wszystkich to zwierz radziłby się jednak przyjrzeć fenomenowi. Zwłaszcza, że do filmu i świeżego serialu można dodać jeszcze jedno przeżycie czyli film Hurricane of Fun. Film dokumentalny kręcony na planie produkcji. Właściwie nie ma to znamion prawdziwego dokumentu, to raczej zapis tego co udało się nagrać człowiekowi z kamerą kręcącemu się po planie filmu. Ale właśnie dlatego jest to produkcja tak ciekawa. Co prawda część aktorów stawia sobie za punkt honoru by wygłupiać się przez cały czas ale od niektórych można usłyszeć całkiem ciekawe przemyślenia odnośnie produkcji. Jednocześnie to takie szczerze i nieograniczone spojrzenie na kulisy produkcji filmowej – coś w co nie zdarza się tak często. DO tego absolutnie przeurocze są wszystkie wywiady z Bradleyem Cooperem który naprawdę dopiero co skończył szkołę aktorką i o tym jak to wszystko w świecie filmu wygląda jeszcze nie za wiele wie. Przynajmniej zwierz ogląda to z pewnym rozczuleniem bo miło oglądać młodego świeżo upieczonego aktora który jeszcze nie wie jak dobrze mu się w tej trudnej branży powiedzieć. A do tego – jak może pamiętacie z dawnego wpisu zwierza, oglądanie dokumentów kręconych na planie filmowym może wam powiedzieć o mechanizmach kinematografii więcej niż jakiekolwiek poważne analizy. I pokazać jak niesamowicie dziwnym i trudnym aktem jest kręcenie nawet prostej komedii. Ponownie zwierz zachęca by obejrzeć to dopiero po seansie (nawet po seansie serialu) jako całkiem poważne uzupełnienie głupiego seansu.

unnamedjpg-349cb7_1280w

Zarówo plakat do filmu jak i do serialu nawiązuje do filmowych plakatów z lat osiemdziesiątych i jest jednym z najlepszych elementów produkcji.

Wet Hot American Summer to jedna z tych produkcji którą kojarzą amerykanie ale w Polsce słyszeli o filmie tylko ci którzy bardzo interesują się filmografiami aktorów albo mają słabość do tego typu gatunku. Co ciekawe w tej komedii która nie wstydzi się przekraczać miejscami granic dobrego smaku (choć dużo subtelniej niż się to robi teraz), jest całkiem dobry i zupełnie nie sztampowy motyw chłopaków zakochujących się w ślicznych dziewczynach. Wszystko w tych wątkach idzie zgodnie ze schematem poza zakończeniem. Zwierz kiedy obejrzał pierwszy film był bardzo zdziwiony, że do takiej pogodnej i śmiesznej produkcji dołączono coś co nie do końca pasuje. Ale może właśnie dlatego film stał się kultowy. Bo nawet zwierz który spędzał wakacje tylko na swoich zwykłych polskich koloniach i obozach odnajduje w nim sentymentalne sceny ze swojego dzieciństwa. Co by wskazywało, że przepis na film który wbrew krytykom i rozsądkowi zostaje w sercach widzów właściwie zawsze jest taki sam. Należy do humoru, tragedii czy horroru albo czegokolwiek co dusza zabraknie dodać odrobinę sentymentalizmu. Przynajmniej zwierz ma wrażenie, że wystarczy w ludziach poruszyć choć odrobinę tęsknoty za czymś nieuchwytnym co kiedyś stanowiło istotną część naszego życia czy świata i można liczyć że nawet nasza głupia parodia młodzieżowej komedii dla jakichś ludzi stanie się filmem ważnym. Co w sumie aż tak źle o nas wszystkich nie świadczy. W każdym razie zwierz poleca zapoznać się z całym tym fenomenem. Jednocześnie zaznaczając, że jest to film i serial do których podchodzić trzeba z bardzo specyficznym nastawieniem. Ale jeśli znajdziemy w sobie przyzwolenie na odrobinę głupoty to możemy się naprawdę dobrze bawić i szczerze śmiać. A poza tym to jest dokładnie ta produkcja na którą chcecie poświęcić dwa letnie dni.

Ps: Zwierz wie, że części z was opisywane tu zjawisko zupełnie nie interesuje ale jakby zwierz nie napisał tego wpisu to by nie wytrzymał. Czasem tak jest kiedy się coś znajdzie i trzeba się tym koniecznie podzielić

Ps2: Zwierz przypomina że wczorajszego wpisu nie było bo latem zwierz stara się ograniczyć publikowanie w soboty by móc się cieszyć słoneczkiem, szczęściem i spotkaniem ze znajomymi.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Wazon

    Z tego wynika, że film jest w 80% zabawny, co i tak jest bardzo wiele.Nio i aktorzzy ( vide fotki) nie tyle piekni, ile sympatyczni. Warto obejrzeć.
    Wazon ma nadzieję, że zwierz sie dobrze wczoraj bawił, co rekompensuje czytelnikiem dzień bez wpisu :)

  • Wazon

    PS. zapomniałam – chciałam napisać, że parę dni temu obejrzałam w TV po latach, absolutnie klasyczny film „Okno na podwórze”. Kiedyś , czyli naprawdę przed pół wiekiem, byłam tym filmem zachwycona i oczarowana. ZWIERZU ! Jestem, jak to się teraz przesadnie mówi, w szoku. Może jestem też nienormalna . Ale tego się nie da oglądać. Wlecze się, sto razy powtarza to samo, Steward świetny, ale nie ma co grać. Ktoś się tu strasznie postarzał. Ja ? Film ? Co o tym sądzisz ???

    • Justjouska

      Ja też oglądałam ten film! To było moje pierwsze spotkanie z Hitchcockiem i byłam absolutnie zachwycona. Ostatnie pół siedziałam i gryzłam paznokcie ze strachu. Może właśnie dlatego Wazonowi mniej się podobało, bo już wiedział, do czego to prowadzi? Ja do ostatniej minuty nie byłam pewna, zabił czy nie zabił i co będzie z głównym bohaterem.

      • Wazon

        To miło. Widocznie to ja sie zestarzalam, a nie film…
        Dnia 2 sierpnia 2015 22:33 "Disqus" <notifications@disqus.net> napisał(a): "Ja też oglądałam ten film! To było moje pierwsze spotkanie zHitchcockiem i byłam absolutnie zachwycona. Ostatnie pół siedziałami gryzłam paznokcie ze strachu. Może właśnie dlatego Wazonowi mniejsię podobało, bo już wiedział, do czego to prowadzi? Ja doostatniej minuty nie byłam pewna, zabił czy nie zabił i co będzie zgłównym bohaterem." Settings A new comment was posted on zwierz popkulturalnyJustjouska (Guest):Ja też oglądałam ten film! To było moje pierwsze spotkanie zHitchcockiem i byłam absolutnie zachwycona. Ostatnie pół siedziałami gryzłam paznokcie ze strachu. Może właśnie dlatego Wazonowi mniejsię podobało, bo już wiedział, do czego to prowadzi? Ja doostatniej minuty nie byłam pewna, zabił czy nie zabił i co będzie zgłównym bohaterem.4:33 p.m., Sunday Aug. 2 | Other comments by Justjouska Reply Justjouska’s comment is in reply to Wazon: PS. zapomniałam – chciałam napisać, że parę dni temu obejrzałam wTV po latach, absolutnie klasyczny film "Okno napodwórze". Kiedyś , czyli naprawdę przed pół wiekiem …Read moreYou're receiving this message because you're signed up toreceive notifications about replies to disqus_t8zZ2jS8pF.You can unsubscribe from emails about replies to disqus_t8zZ2jS8pF by replying to thisemail with "unsubscribe" or reduce the rate with whichthese emails are sent by adjusting your notification settings.

  • Jeleń samotnik

    Zwierzowi ufam, więc przysiądę jutro i obejrzę film, a potem zabiorę się za serial. Już sama obsada przyciąga :D
    PS. czy jest gdzieś może serial z polskimi napisami? Ktoś to w ogóle tłumaczy?

  • migi

    A ja wczoraj oglądałam They came together z Paulem Ruddem i Amy Poehler i być może to wina nieodpowiedniego podejścia, ale takie bardzo zabawne nie było. A może to jeden z tych nieoglądalnych filmów z Ruddem…

  • lih

    Przemówienie Christophera Meloniego z pierwszej części to dla mnie jedna z najzabawniejszych scen w historii kina.