Jaki kolor ma niebo? czyli 10 filmów na niepogodę

12/10/2017

Androidy pukają do drzwi czyli Zombie vs Zwierz vs Technologie przyszlości

12/10/2017

Powiało chłodem czyli o Pierwszym Śniegu

12/10/2017

Skoro swoich seryjnych morderców ma Szwecja, nie wstydzi się ich Dania a nawet w Islandii jakiś się znajdzie, to nic dziwnego, że jeden musiał też pojawić się w Norwegii. Na całe szczęście w Skandynawii na każdego zabójcę przypada co najmniej jeden detektyw z przetrąconym życiem. Tak moi drodzy, Harry Hole – bohater serii kryminałów autorstwa Jo Nesbo, ma twarz Fassbendera i właśnie zawitał na ekrany kin. Recenzja nie zawiera spoilerów.

Zacznijmy od bardzo ważnej informacji. W tej recenzji filmu zwierz nie będzie odnosił się do jego relacji z książką. Nie dlatego, że uważa to za temat nie warty poruszania ale dlatego, że dokładnie sprawę omówi w osobnym tekście dla portalu Lubimy Czytać – część z was pewnie o tym nie wie ale zwierz od pewnego czasu regularnie pisze dla portalu teksty w którym porównuje książki i ich filmowe adaptacje. Na razie może wam powiedzieć tylko tyle – to film który dość wyraźnie chce istnieć na własnych zasadach a niekoniecznie odtwarzać historię z powieści (choć z niej czerpie).

 

Jak widzicie Harry Hole ma problemy z alkoholem i trochę się wyniszcza. Po czym to widać? Dwudniowy zarost. Och gdybyśmy wszyscy tak wyglądali w ciągu.

Ktokolwiek trafił na streszczenie filmu wie, że opowiada on o sprawie śledztwie detektywa Harrego Hole, dotyczącego znikających kobiet. Początkowo sprawy wydają się ze sobą nie związane, pojawiają się też nierozwiązane zagadki z przeszłości. Z każdym krokiem okazuje się jednak, że porwane kobiety coraz więcej łączy. Pojawia się też pytanie – czy ich zniknięcia to działania jakiegoś  seryjnego mordercy czy może sprawa sięga wyżej, aż do prominentnych biznesmenów, filantropów i ludzi próbujących załatwić przyznanie Oslo organizacji Igrzysk Olimpijskich. Nikogo nie powinno zdziwić, że śledztwo prowadzi detektyw, który budzi się rano z butelką w ręku na placu zabaw, a z powodu odgrzybiania mieszkania przez kilka dni musi spać w biurze. Choć o sprawach prowadzonych przez niego uczą się studenci w akademii policyjnej to sam Hole, sprawia wrażenie człowieka zupełnie zagubionego – zarówno zawodowo jak i prywatnie.

 

„To smutna sprawa ale obiecałem sobie,że w tym filmie nie będę płakał”

 

Tu czas na chwilkę się zatrzymać i powiedzieć sobie jasno. Pierwszy śnieg jest filmem kryminalnym, który niekiedy sprawia wrażenie jakby zupełnie nie chciał swojej zagadki rozwiązać. Więcej, sam widz właściwie dostaje tyle informacji że wie niemal wszystko – jakie są motywacje zabójcy, sposób działania, dobór ofiar. Jedyne czego mamy się domyślić to nazwisko sprawy. Ale to też nie jest aż takie skomplikowane, głównie dlatego że film podrzuca nam fałszywe tropy jakby bez przekonania. Zresztą sama akcja toczy się powoli, nieśpiesznie, są w filmie sceny które pozornie sprawiają wrażenie ważnych, ale ostatecznie nie odgrywają większej roli. Dobrym przykładem na to, że film ułożony jest ze scen, których mogłoby nie być niech będzie fakt, że w trailerze pojawia się mnóstwo ujęć których nie ma w ostatecznej produkcji. Więcej, gdybyście trailera nie wiedzieli pewnie by wam umknęło, że cokolwiek wykasowano z opowieści.  Jest to być może najmniej trzymający w napięciu trhriller jaki nakręcono, najbardziej pozbawiony oczywistego napięcia film detektywistyczny jaki zwierz widział od dawna.

„Dzień dobry, tu norweska policja, czy można popłakać u państwa w kątku?”

 

 

Widać wyraźnie, że reżyser Tomas Alfredson próbował nakręcić film podobny do „Szpiega” – powolnego, precyzyjnego thrillera szpiegowskiego, który kilka lat temu przywrócił zwierzowi wiarę w to, że można jeszcze kręcić doskonałe produkcje o szpiegach. Tu też podobnie jak w „Szpiegu” mamy doskonałą obsadę (znani aktorzy występują nawet w malutkich – trzecioplanowych rolach – mrugniesz a przegapisz że w filmie jest Toby Jones, Val Kilmer czy James D’Arcy), nieśpieszną narrację, sporo przepięknych scen i delikatnie zarysowane – łatwe do przeoczenia emocje i relacje między bohaterami. A jednak mimo wykorzystania podobnych środków filmowi daleko do maestrii Szpiega. Być może dlatego, że o ile film na podstawie prozy Le Carre przenosił nas do gatunku nieco już zarzuconego, o tyle smutni detektywi mają się doskonale i trzeba mieć naprawdę doskonały pomysł na historię by zaoferować nam coś co wzbudzi podziwi. Kolejna historia o seryjnym mordercy musi być doprawiona czymś więcej niż tylko pięknymi widokami norweskich krajobrazów.

 

„Może ode mnie odejdziesz, będę miał powód do płaczu”

A jednocześnie Pierwszy Śnieg to film przy którym trudno powiedzieć, że coś jest źle zrealizowane. Historia opowiedziana jest sprawnie. Nie jest to kryminał bardziej czy mniej naciągany od wielu innych jakie poznaliśmy. Nie ma tu przesadnej psychoanalizy ale może to i dobrze – bo zbyt często scenarzyści wyszukują niesłychanie skomplikowane motywy swoich morderców, a tymczasem żądza zabijania nie musi być wynikać z jakichś przemyślnych filozoficznych rozważań. Film jest w kilku momentach bardzo niepokojący, niekiedy oferuje nam obrazy które bardzo działają na wyobraźnię. Nie ma w produkcji typowych „jump scare” gdzie coś wyskakuje zza rogu, ale i tak można się bać a przynajmniej odczuwać lekki dyskomfort patrząc na niektóre sceny. Zresztą sporo robi wspomniany już krajobraz Norwegii i fakt, że to taki specyficzny kraj gdzie dość łatwo o miejsce odległe, samotne i otoczone zewsząd śnieżną pustką. Zwierz przyzna wam szczerze, że nawet jeśli jest nieco zawiedziony pokazaną w filmie intrygą to obejrzałby więcej historii o Harrym Hole – chociażby dla cudownych krajobrazów Norwegii.

 

„Przytrzaśnij mi dłoń tymi drzwiami, wtedy łzy polecą same”

Nie jest też Pierwszy Śnieg filmem źle zagranym. Decyzja o obsadzeniu Michela Fassbendera w roli Harrego Hole niekoniecznie przypadła wszystkim do gustu. Na pewno jest drobny problem z tym, by Fassbender wyglądał na podniszczonego przez nałóg człowieka. Nawet w swoim najgorszym momencie, podpity Fassbender różni się od trzeźwego jedynie lekkim zarostem i faktem, że chodzi w zielonej parce. Natomiast – odkładając kwestie wyglądu na bok – trzeba przyznać, że doskonale nadaje się do roli takiego zagubionego, inteligentnego detektywa, który ma na swoim koncie sporo zawodowych zwycięstw i prywatnych klęsk. Choć zwierz skarżył się, że aktor w tym akurat filmie nie płacze (ale udaje osła!) to poza tym nie ma żadnych zastrzeżeń do jego gry. Jego Harry Hole jest inteligentny, uważny i umie wydawać polecenia. Zwierz nie dziwił się kiedy bohaterowie mówili o jego osiągnięciach, a szef policji dawał mu jeszcze jedną szansę. Gdyby kiedyś zwierzowi ktoś zaginął też by po takiego Harrego zadzwonił. Ponownie – nawet jeśli zwierz ma zastrzeżenia do samego filmu to ma nadzieję, że Fassbender będzie miał szansę powtórzyć swoją rolę. Bo zaskakująco dobrze ona do niego pasuje.

 

„Zagraj skandynawskiego detektywa mówili, będziesz łkał jak Kenneth w Wallanderze, mówili”

 

Przy tak doborowej obsadzie jaka znalazła się w filmie czasem niektóre castingi mogą zaskakiwać. Jak zwierz pisał – Toby Jones czy Val Kilmer pojawiają się tylko na chwilkę. Zresztą zwierz bardzo cieszy się z powrotu Kilmera do kina, bo aktor choć wyraźnie naznaczony przez odbytą chorobę, ma w sobie sporo energii i może nam jeszcze coś pokazać. Zaskakująco niewiele do grania ma tu też J.K. Simmons. Co może dziwić biorąc pod uwagę, jak bardzo jego kariera nabrała nowego oddechu po sukcesie Whiplash. Główną rolę kobiecą (młodej policjantki współpracujące z Harrym) zagrała Rebecca Ferguson. Zwierz lubi aktorkę za to, że ilekroć widzi ją w filmie ma wrażenie że to jakaś nowa twarz a potem się okazje że widział ją w wielu produkcjach. Choć ponownie – jej rola (znacznie zmieniona w stosunku do książki) jest nierówna. Zdecydowanie wypada lepiej na początku swojego wątku niż bliżej końca.

 

„Powiedz, że mnie nie lubisz bo tu naprawdę nie ma nad czym płakać”

 

Osobiście mam wrażenie, że Pierwszy Śnieg jest filmem który mógł być bez porównania lepszy. Czy nie wyszła wizja reżysera. Czy zmieniono coś w scenariuszu – trudno powiedzieć. Ostatecznie wychodzi się z kina z poczuciem, że film nie był zły ale gdyby go nie było też ani my ani kinematografia by nie straciły. Zwierz miał też wrażenie, że to dokładnie taki film, który może przygotować grunt na dużo odważniejsze, bardziej konwencjonalne ale za to trzymające w napięciu. Niech tylko zatrzymają w nich Fassbendera który nawet marznąc w wyciągniętym swetrze wygląda lepiej niż większość z nas za milion lat i wszystko będzie w porządku. Co nie zmienia faktu – jeśli nie idziecie na ten film by przekonać się że Fassbender często jest dobrym aktorem – w niekoniecznie wybitnych filmach, to możecie się rozczarować. A przynajmniej – mieć poważny problem by cokolwiek na seansie poczuć. Być może za bardzo po tym Pierwszym śniegu powiało chłodem.

Ps: Zwierz chciałby was poinformować, że ponieważ znalazł się wśród dziennikarzy którzy od 13.10 będą „obsługiwać” Warszawski Festiwal Filmowy to niestety może się okazać że przez najbliższe dziesięć dni wpisy będą pojawiać się mniej regularnie.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...