Mężczyzna idealny czyli kogo kochać się godzi wedle komedii romantycznych

10/09/2017

Aspirynki! czyli o Tulipanowej Gorączce

10/09/2017

Ani rewolucja ani rewelacja czyli zwierz o Supermodelce Plus Size

10/09/2017

Dziś zwierz będzie opowiadał o tym jak oglądał program rozrywkowy w polskiej telewizji. Tak moi drodzy to ten czas kiedy jesień się zbliża debiutują ramówki programów i nadchodzi czas na to by zwierz przypomniał sobie dlaczego dokonał kulturalnej telewizyjnej emigracji na zachód. Tym razem zwierza do ekranu przyciągnął program – Supermodelka Plus Size.

Jak może wiecie lub nie wiecie zwierz do najmniejszych i najwęższych istot nie należy – stąd zawsze uważnie przygląda się temu jak osoby o większych rozmiarach są prezentowane  w mediach, kinematografii itp. Zwierza fascynuje jak bardzo problematyczna jest w naszej kulturze waga. Pokazanie osoby grubszej, czy wręcz grubej może wzbudzić kontrowersje dużo większe niż dowolna ilość przemocy i nagości. Co więcej osoby grube w naszej kulturze mają wyznaczone pewne bardzo konkretne miejsce. Mogą być albo śmieszne, albo sfrustrowane, albo tragiczne. Przy czym istnieje taki sposób myślenia o zachowaniu osób otyłych które każde ich zachowanie wiąże z wagą. Innymi słowy – gruby dowcipny bohater tuszuje humorem brak pewności siebie wynikający z tuszy, sfrustrowana bohaterka próbowała już wszystkich diet i nadal nie kocha samej siebie na końcu mamy dziewczynę czy faceta który zajada traumę, problemy itp. W naszej kulturze waga często bywa traktowana nie tyle jak część wyglądu ale bardziej jak cecha charakteru. Kiedy opiszemy bohatera – on jest dowcipny, trochę sprośny i gruby to wymienimy trzy cechy po których natychmiast zidentyfikuje się pewien typ fikcyjnej postaci. Bo tusza jest tu wyznacznikiem tego jak się ów charakter kształtuje.

 

Zwierz zdaje sobie sprawę, że pewnie dla wielu osób w społeczeństwie polskim większe dziewczyny w kostiumach kąpielowych oznaczają od razu jakiś koniec czasów i dyktaturę wielkich rozmiarów. Tymczasem to jest a.) nie jest takie straszne b.) nie jest AŻ TAK rewolucyjne

Swoistą odpowiedzią na takie bardzo jasne potraktowanie wagi w pewnych – najczęściej negatywnych kategoriach – jest ruch „body positvity”. Dziś rozciąga się ona na wszystkie mniej lub bardziej zakompleksione  czy raczej niekochane ciała w społeczeństwie, ale rzeczywiście początkowo był mocno związany z tym jak postrzegana i prezentowana jest nadwaga. Założeniem „body positivity” (jednym z licznych) jest zmiana perspektywy. Zamiast najpierw stawiać na zmianę, a potem na miłość do samej siebie czy swojego ciała, body positvity proponuje – a co jeśli zamiast czekać z miłością do samej siebie aż się odchudzisz, nie zacząć już teraz. Ta zamiana – wbrew temu co niektórzy myślą – nie oznacza braku chęci do zmiany, raczej wychodzi z słusznego założenia, że dbanie o ciało które się lubi jest prostsze niż dbanie o ciało którego się nienawidzi. Zresztą jest to też przekonanie, że sytuacja w której mamy negatywne uczucia względem własnego ciała jest na tyle trudna i obciążająca, że zmiana postawy względem samego siebie jest równie kluczowa co ewentualne zrzucenie kilogramów. Co w sumie jest całkiem logiczne. Łatwiej coś robić kiedy jesteśmy napędzani przez pozytywne uczucia niż przez negatywne.  I tak w rozumieniu body positvity jeśli dziewczyna (lub facet) polubi samą siebie, poczuje się ze sobą dobrze, to jeśli zdecyduje się iść na siłownię, to po prostu przebierze się w przebieralni i ruszy na bieżnię, pewna czy pewien siebie. Jeśli zaś będzie żyła w ciągłym przekonaniu, że jest paskudna i obrzydliwa, to będzie jej dużo trudniej się przebrać w publicznej przebieralni, zacząć ćwiczyć przy szczuplejszych osobach – w ogóle wyjść z zamkniętego kręgu nienawiści do samej siebie.

 

 

Plus Size to pojęcie które oznacza większy rozmiar. Tylko i aż tyle. Patrząc na to zdjęcie bardzo ładnie widać, że plus size wcale nie jest równoznaczne z otyłością.

Body positvity budzi w wielu ludziach lęk. Głównie dlatego, że jest postrzegane jako złamanie pewnej zasady – zasady która mówi, że nadwaga, czy jakakolwiek inne odstępstwo od normy urody powinno budzić dyskomfort. Jesteśmy inni więc powinniśmy się z tym czuć źle. Jeśli nie budzi, to zdaniem części osób, znika podstawowy argument za zmianą. Skoro ci nie przeszkadza, dlaczego miałabyś coś zmieniać. Stąd tylko krok od przekonania, że mówimy o „promocji otyłości”. Problem w tym, że po pierwsze – body positvity często dotyka kobiet z którymi wszystko jest w porządku i absolutnie nie powinny zmieniać, ale wychowały się w środowisku które wmówiło im że mają problem (ręka do góry kto nie ma żadnego idiotycznego kompleksu dotyczącego wyglądu). Po drugie – co już zwierz tłumaczył – dyskomfort, wstyd, niechęć do samego siebie – to motywacje negatywne, które równie dobrze mogą kogoś popchnąć do działania ale równie często mogą doprowadzić do załamania i depresji. Trochę jak sytuacja kiedy nauczyciel na początku roku stawia wszystkim jedynki i do końca roku trzeba się poprawiać żeby zdać. Dla niektórych to motywacja, dla niektórych – potwierdzenie, że nie ma sensu się starać. Są też tacy którym jeśli postawisz na początku roku szóstkę będą przez cały rok pracować jak szaleni byleby tylko ją utrzymać. Tak więc body positvity, poza tym że po prostu ułatwia życie, bierze pod uwagę, że nie wszyscy jesteśmy motywowani przez te same mechanizmy.

 

Zwierz nie będzie ukrywał – uważa że wszystkie kobiety które przyszły do programu są bardzo odważne. To jednak wciąż jest trochę tak, że w Polsce oczekuje się że większe kobiety będą się ukrywać

No dobrze a co to ma wszystko do Supermodelki Plus Size? Otóż w Polsce jesteśmy w takim dziwnym momencie kiedy już pojęcia z zachodu do nas dotarły ale niekoniecznie korzystamy z nich poprawnie. Program nie jest częścią ruchu body positvity, wciąż lansuje bardzo jasno ustalone kanony urody. Bohaterki programu są oczywiście większe od dziewczyn które zwykle widzimy w programach o modelkach ale na tym różnice się kończą. To nadal bardzo wysokie, długonogie, młode, śliczne dziewczyny z dużym biustem i wcięciem w talii. Ich waga może szokować ludzi, którzy mają dość wąskie spojrzenie na świat, nie mniej pod względem tego jak kobieta ma wyglądać żeby być atrakcyjna program niewiele zmienia. Raczej potwierdza coś co się często powtarza w programie – że przy pewnych proporcjach ciała kobiety są atrakcyjne niezależnie od wielkości. Przy czym nie ma się co dziwić czy denerwować – Supermodelka plus size musi spełniać pewne standardy. Głównie dlatego, że obowiązują ją wciąż standardy modelingu. A te są bardzo wyśrubowane. Plus Size wbrew opinii wielu osób nie oznacza grubych kobiet tylko kobiety noszące rozmiar większy niż te prezentowane na wybiegach. Nawet dziewczyna nosząca 40 może być plus size, co nie czyni jej grubą. W przypadku wysokich dziewczyn które noszą ciuchy w rozmiarach 42, to plus size oznacza, że nie są bardzo szczupłe ale nie czyni z nich też kobiet bardzo grubych a nawet otyłych. Plus size znaczy ni mniej ni więcej kobietę większą niż bardzo mały rozmiar modelki na wybiegu. Wciąż jednak powinna mieć ona odpowiednie proporcje, najlepiej płaski brzuch i długie nogi. Bo jest modelką.

 

Jeśli chodzi o sposób mówienia, tworzenie przyjaznej atmosfery i profesjonalizm to na zwierzu największe wrażenie zrobiła Macademian Girl. Trochę jakby z innej bajki.

Plus size to fajny ruch, ale nie tak rewolucyjny jak mogłoby się wydawać. To raczej przekonanie, że więksi ludzie potrzebują większych ciuchów. Ale to bycie większym też jest złapane w pewne  ramy. Tzn. bohaterki programu mogą ważyć więcej niż zwykła dziewczyna, ale muszą też być atrakcyjne, młode itp. Rewolucja jest tu więc ograniczona. Albo inaczej – z punktu widzenia Polski, to wielka rewolucja ale z punktu widzenia tego gdzie jest świat oraz cały ruch body positvity – w sumie nie tak bardzo. Zwłaszcza, że prawda jest taka iż program pokazuje nam, że atrakcyjne kobiety są atrakcyjne. Z punktu widzenia bardzo wielu kobiet które mają rozmiar powyżej 40 ale nie mają perfekcyjnego wcięcia w talii, długich nóg, ślicznej buzi itp. niewiele to zmienia. Prawdę powiedziawszy ideał piękna kreowany przez Supermodelkę Plus Size jest dla mnie równie nieosiągalny co ten kreowany przez Top Model.  Przy czym to nie jest wada programu, tylko raczej próba osadzenia go w konkretnej narracji o ciele w kulturze. To nie jest program który przekonuje, że grube jest piękne. To raczej program który przekonuje, że piękna, proporcjonalna kobieta nie traci swojej urody nawet jeśli ma więcej kilogramów niż modelka. Przesłanie dobre choć z body positvity ma to mniej wspólnego niż mogłoby się wydawać.

 

Ciekawe jest to, że w przypadku Top Model często omawiano wyczucie mody uczestniczek. Tu ten wątek jakby zupelnie porzucono. Trochę jakby od większej dziwczyny nie można było więcej wymagać.

Tyle tytułem wstępu i osadzenia programu w szerokim nurcie mówienia o nadwadze w kulturze. Zwierz spotkał się z opiniami że nic mu się nie podoba. Tu jednak musi zauważyć, że skłonność do osadzania zjawisk kulturowych w ich kontekście nie jest z natury tym co zwierz robi. Można wszystko nazwać przełomowym i cieszyć się z każdego programu który pokazuje kobiety w rozmiarze większym niż 36, ale można też pobawić się w analizę jak to wszystko wygląda w szerszym kontekście. Zwierz nie widzi w tym nic złego, czy negatywnego. Po prostu skłonność do analizowania zjawisk kulturowych nie opuszcza zwierza nigdy.

 

Jeśli szukać problemów programu to zdecydowanie skłonność do psychonalizy uczestniczek na poczekaniu jest jednym z najbardziej denerwujących elementów.

A teraz o samym programie. Otóż spodobał się on zwierzowi dużo bardziej niż przypuszczałam. Pierwszy odcinek był castingiem modelek, więc raczej trudno oceniać po nim cały program. Zwierz oglądał całość z pewnym rozbawieniem, bo cały ten casting dział się w parku niedaleko zwierza. Wiecie to dziwne kiedy telewizja przyjeżdża tak blisko. Co się zwierzowi podobało? Przede wszystkim atmosfera programu. Dało się wyczuć, że wszyscy chcieli być taktowni i chyba czuło się, że producenci programu trochę się boją że jeśli nie będzie bardzo pozytywnie to produkcja może stać się dość nieprzyjemna. Było więc miło, nawet bardziej niż w tradycyjnych programach tego typu. Co się akurat zwierzowi podobało, bo ponownie – niezależnie od wcześniejszych uwag zwierza, jesteśmy w Polsce a tu jeszcze nie oswojono się ani z plus size ani w ogóle z podstawowym szacunkiem do osób grubszych. Druga rzecz która się zwierzowi podobała to mężczyźni w tym programie. Bardzo wiele wybranych i odrzuconych kobiet przyjechało z chłopakami. Pokazanie publicznie że większa dziewczyna jak najbardziej może mieć kochającego, wspierającego faceta to bardzo pożyteczna społecznie rzecz. Zresztą także dlatego podobał się zwierzowi bardzo w programie Rafał Maślak. Dla niezorientowanych – to model i zwycięzca (nie najnowszy) konkursu na mistera polski. Otóż zadaniem Maślaka w tym programie jest flirtowanie z dziewczynami, oraz ogóle dostarczanie takiego radosnego zachwytu i pozytywnego przesłania. Ponownie zwierz uważa to za niesłychanie ważne- społecznie. Pokazanie, że atrakcyjny facet jak najbardziej może być zainteresowany większą dziewczyną, jest ważne nie tylko dla kobiet (które często uzależniają całe powodzenie u mężczyzn od wagi) ale też dla facetów (bądź co bądź taka opresyjna kultura dotycząca wagi podpowiada facetom, że jeśli podoba im się większa kobieta – w domyśle nieatrakcyjna- to coś z nimi nie tak). Inna sprawa, że Maślak sprawia naprawdę sympatyczne wrażenie.

 

Wciąż nie zapominajmy, że program nie tyle szuka dużych dziewczyn, co większych, ładnych, młodych, wysokich dziewczyn.

Co się zwierzowi nie podobało? Przede wszystkim psychoanaliza na poczekaniu w wykonaniu Ewy Minge. Zwierz nienawidzi kiedy ktoś przeprowadza analizę cudzej psychiki po dwóch minutach rozmowy, a Minge robiła to nagminnie. Zresztą utwierdzając przy okazji szkodliwe stereotypy np. wciąż powtarzając dziewczynom że tylko udają pewność siebie. Najbardziej denerwującym momentem była chwila kiedy do programu przyszła dużo większa dziewczyna (już właśnie przełamująca ten schemat – większego ale idealnie proporcjonalnego ciała). Zwierzowi nie przeszkadza, że nie została przyjęta (ponownie – chodzi przecież o wybór modelki) ale kiedy projektantka zaczęła ją przekonywać, że to niemożliwe by czuła się lepiej ważąc dwadzieścia kilo więcej coś w zwierzu załkało. Tak jakby psychiczne samopoczucie musiało zawsze być związane z utratą wagi. Tymczasem nie ukrywajmy – można się lepiej poczuć we własnym ciele jak jest większe.  To nie jest aż takie jednoznaczne sprężenie. Podobnie jak – konieczne w takich programach dodawania tragicznej historii (a właściwie wyciąganie) – jakby musiała tu zajść jakaś obowiązkowa korelacja. Waga, odrzucenie, tragedia – wszystko razem ma jakiś sens. Bycie grubszym, szczęśliwym i nieodrzuconym trochę nie pasuje do wspomnianego wcześniej kulturowego schematu. Choć należy zauważyć, że dodawania dramy do takich programów zdarza się coraz częściej – dobrym przykładem są wszystkie programy talent show gdzie wszyscy dobrzy wykonawcy mają za sobą traumatyczne przejścia.

 

Na tle innych jury programów rozrywkowych, to nie jest takie złe. Choć zwirz przyzna że trochę się boi twarzy Ewy Minge to niekiedy jej uwagi są bardzo sympatyczne i takie zdroworozsądkowe.

 

Zresztą co do wagi modelek i ich wyglądu. Ze dwa razy w programie powtórzono, że modelki muszą ćwiczyć i dobrze się odżywiać. Ich zdaniem jako jurorów jest wybranie kobiet zdrowych. Zwierz rozumie, że program uchyla się w ten sposób od tego strasznego hasła dotyczącego „promowania otyłości”, ale jednocześnie – to dobrze pokazuje jakie ramy bycia większą nakłada ten program na uczestniczki. Mogą być większe pod warunkiem że udowodnią, że to w sumie nie jest ich wina. To właśnie dobrze pokazuje, jak ten program nie zmienia jakoś bardzo rewolucyjnie podejścia do ciała kobiety. Ale ponownie – to wciąż jest program gdzie grupa ludzi ocenia przede wszystkim czy kobieta jest ładna – więc jakby nie ma się co wielkich rewolucji spodziewać (podobnie jak chyba nikt się nie spodziewał niczego niesamowicie rewolucyjnego po Top Model). Zwierz jest ciekaw jak zostanie to pociągnięte – bo w sumie to jest trochę tak, że pokazywanie grubszych osób w kontekście ćwiczenia i odchudzania już mamy od dawna w telewizji i niekoniecznie jest to jakieś bardzo rewolucyjne.

 

Najmniejszą sympatię wzbudziła w zwierzu Ewa Zakrzewska. Trudno powiedzieć dlczego, chyba dlatego, że zwierz miał wrażenie jakby najbardziej sprzedawała w tym programie siebie.

Zwierz był zaskoczony tym, że w sumie program oglądało mu się miło. Polubił uczestniczki, które – co zawsze podkreśla –podziwia, bo rzeczywiście trzeba w Polsce mieć mnóstwo odwagi by wziąć udział w czymkolwiek co ma „plus size” w tytule. Zresztą dziewczyny w większości przypadków robiły naprawdę miłe wrażenie i zwierz nie zdziwiłby się gdyby cieszyły się popularnością długo po zakończeniu programu. Natomiast jedna rzecz zwierzowi strasznie przeszkadzała i nie miała nic wspólnego z tym kto ile ważył. Język jakim posługiwały się uczestniczki i prowadzący. To było półtorej godziny męczenia, dręczenia i katowania języka polskiego. Wszystko tam było źle – nie takie związki frazeologiczne, dziwna gramatyka, słowa wykorzystywane niekoniecznie w ich właściwym znaczeniu. Do tego jeszcze wymowa, która w wielu przypadkach była bardzo trudna do zrozumienia i niekoniecznie chodzi o uczestniczki (ani też jurora z Austrii, który rzecz jasna mówił gorzej ale to dla niego drugi język). Zwierz przyzna szczerze był trochę przerażony, bo dawno nie spotkał się z takim bałaganem językowym. Być może to już norma gdzie poza bańką zwierza ale było przykro słuchać.  Tu zresztą zwierz musi zauważyć, że najładniej w całym programie mówiła blogerka czyli Macademian Girl. Widać było, że jednak pisanie i udzielanie się w mediach sprawia, że ma się lepsze słownictwo i dykcję. Inna sprawa – jej występ w programie zwierz ocenia bardzo pozytywnie. Jest miła, kompetentna i przynajmniej z perspektywy zwierza sprawia wrażenie osoby, przy której naprawdę nie należy się wstydzić bo znalezienie odpowiedniego stroju nie jest kwestią wagi ale dobrego oka i odpowiedniego fasonu.

 

Oczywiście teraz wszystkie uczestniczki przejdą metamorfozy. I to będzie ciekawe. Choć akurat fryzjer się zwierzowi w programie sposobał. Ponownie – jak wielu uczestników programu sprawiał przyjemne wrażenie

Zwierz nie ma złudzeń, że po tym pierwszym odcinku zaraz zacznie się część właściwa programu. Czyli pewnie dostaniemy więcej dramatów, podszczypywania się i wszystkich tych niezbędnych elementów reality show tego typu. Ostatecznie jednak zwierz jest miło zaskoczony. Dostał program rzeczywiście mało rewolucyjny, ale taktowny i przyjazny. I być może rzeczywiście pomoże jakiejś dziewczynie zrozumieć, że nie ma sensu się zadręczać swoją wagą. I choć na szerokim tle to wciąż próba znalezienia cała idealnego ale większego, to nie ukrywajmy – jesteśmy tak daleko w tyle, że ten niewielki krok jest całkiem „plus size”

Ps: Jeśli chcesz użyć w komentarzu kwestii „promowanie otyłości” to nie używaj. Zwierz wiele toleruje ale jest granica cierpliwości w korygowaniu ludzi którym wydaje się, że obecność kobiet o rozmiarze większym od 40 promuje otyłość. Żeby nie było, że zwierz nie ostrzegał.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Pani Minge mówiąca o naturalności i czuciu się dobrze we własnej skórze. Producent ma okrutne poczucie humoru.

  • „W Polsce jesteśmy w takim dziwnym momencie kiedy już pojęcia z zachodu do nas dotarły ale niekoniecznie korzystamy z nich poprawnie” – to zdanie jest tak genialne, że będę je wielokrotnie cytował :)

  • Shyshynka

    A ja nie wiem dlaczego to musi byc albo modelka minus albo plus. Mamy wiec modelki minus size ktore moga byc dumne z siebie i modelki plus size ktore tez moga. A co z kobietami posrednich rozmiarow? Co z kobietami niskimi? Straszliwie mnie irytuje ze te kobiety w srodku do body positivity wedlug internetow prawa nie maja, ale sa tez za grube by moc porownywac sie z modelkami szczuplymi.

    • Ginny

      Ale modelka jest zawodem, który wymaga od człowieka określonych cech budowy – odpowiedniego wzrostu, proporcji, urody. To trochę tak, jakby się oburzać, że na pilotów biorą tylko tych z dobrym wzrokiem.
      A body positivity nijak się nie wiąże z byciem modelką, tylko z akceptacją własnego ciała takim, jakie jest. A że jest akcją z kręgów ludzi w rozmiarach większych, to jest bardziej tam przynależne. Chociaż, nie powiem, akcja „hobbit and proud” bardzo by była spoko i sama bym wzięła w niej udział ;)

      • Shyshynka

        No masz rację ale cholera kiedy ja, będąc średniawką (średni wzrost, średnia budowa, dość szczupła ale zbyt okrągła) nie należę nigdzie, to robi mi się smutno. Nie wolno mi narzekać na tuszę, bo przecież zaraz są głosy że nie mam na co. Nie wolno mi narzekać na wzrost, bo przecież jest tyle niższych/wyższych osób! Ale znajdzie się cały tabun ludzi, którzy powiedzą, że nie mam co się cieszyć ze swojej figury, bo dla nich to ja mam za duże cycki/brzuch/tyłek.
        Nosz kurde. A wystarczyłoby zamiast promować modelki jako kobiety konkretnej budowy ciała, promować każdy kształt i pokazywać że piękny bo zdrowy. Tego najlepszym przykładem jest aktualny sezon Projectu Runway (amerykańskiego), gdzie modelki są dosłownie każdego kształtu i rozmiaru. Można? Można.

        • Shyshynka

          I jeszcze dodajmy do tego fakt, że żaden sklep odzieżowy nie może uwierzyć, że ktoś szczupły ma cycki, albo ktoś wyższy niż 160 cm nie ma szerokich bioder.

          • A przymierzając spodnie od razu widać, że producenci nie mogą uwierzyć, że ktoś, kto ma szerokie biodra i uda może mieć jednocześnie wąską talię… Ech, i tak można jeszcze długo ;)

          • Kaśka

            o o o to – no właśnie. Od wielu lat główna cechą spodni które kupuje to to, że mają miejsce na pasek. Jestem szczupła (a czasami nawet chuda), ale mam szerokie biodra i wąską talie (tylko biustu mało :P) i jak spodnie pasują do bioder to są za szerokie w pasie.

        • Anna

          Naprawdę robi Ci się smutno, że „nie należysz nigdzie”? Naprawdę czujesz, że nie możesz powiedzieć niczego na temat swojego wyglądu? Wybacz, ale mam nadzieję, że trochę wyolbrzymiłaś dla lepszego wyjaśnienia swojego poglądu :D Po pierwsze, masz pełne prawo do body positivity – bo ten ruch nie jest dla osób z nadwagą, ale dla tych, u których kwestia wyglądu zewnętrznego wiąże się z negatywnymi emocjami (a z Twojego postu wynika, że do dobrego samopoczucia potrzebna Ci akceptacja otoczenia, a opinia innych ma dla Ciebie znaczenie). Po drugie, KAŻDY typ urody i figury jest krytykowany. Nawet Anna Lewandowska zbiera baty za to, że wygląda za dobrze jak na udręczoną matkę Polkę. Idealne dziewczyny z instagrama są wyzywane od plastików, klonów i utrzymanek. Taka jest specyfika Internetu i żaden program dla modelek o wzroście 165 cm i rozmiarze 38 tego nie zmieni.

        • Shakuahi

          A nie sądzisz, że zamiast narzekać, że nie możesz na nic narzekać może by warto było rozważyć kwestie zasadności samego narzekania? Wiadomo, każdy lubi sobie pomarudzić, ale prawda też jest taka, że mało kto chce słuchać takiego marudzenia. Ponoć zwykle sami dla siebie jesteśmy najgorszymi sędziami i rzadko kiedy ktoś nas widzi w tak złym świetle jak widzimy samych siebie. Nie martw się, że nigdzie nie należysz – należysz do grona nas wszystkich, kobiet, które patrzą na siebie zbyt krytycznie. Niepotrzebnie. :)

          • Shyshynka

            Dobra wyjaśniam, użyłam swojego przykładu dla podkreślenia przekazu. Nie mam problemu ze swoim ciałem innego niż sflaczenie mięśni, ale nad tym pracuję. Wazon niżej pisze to o co mi chodzi a czego wyjaśnienie mi nie wychodzi. Zbytnia otyłość i chudość są niezdrowe i właśnie to co mnie frustruje to to, że promowane są te dwa typy i ludzie w swoich ocenach innych do nich dążą, zamiast promować zdrowe ciała, których poziom tkanki tluszczowej jest na odpowiednim poziomie. Paradoksalnie z tego co zauważyłam najbardziej zakompleksione są wlaśnie te średniej budowy kobiety, bo słyszą mnóstwo zaprzeczających sobie opinii w zależności od tego czy trafią na kogoś kto woli szczupłe czy grubsze.
            Moje wyjaśnianie jest tragiczne, ale staram się jak mogę wyjaśnić o co mi chodzi.

          • Shakuahi

            Ja zrozumiałam o czym piszesz, tylko mi chodziło o to, żeby to olać co w mediach prezentują. :) Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie nas uważał za piękność, zawsze też będzie taki, dla którego będziemy brzydkie. Większość nie będzie się nad tym zbytnio zastanawiać. Najważniejsze żeby siebie samego kochać i być zdrowym.

  • Gizmo

    Nie byłabym taka pewna, czy w kwestii wybierania do programu kobiet zdrowych – aktywnych fizycznie i dobrze się odżywiających – to tylko próba uchylania się od tego, jak to zwierz określiła, strasznego hasła. Choć otyłość nie zawsze jest związana z tym, że osoba otyła o siebie nie dba, bo rozmaite choroby powodują problemy z wagą, to jednak sama w sobie otyłość jest nie tyle nieładna, ile niezdrowa. Jest przyczyną wielu chorób, w tym tych tzw. cywilizacyjnych. I to już jest problem. Co innego, kiedy otyłość nie jest zależna od danej osoby, kiedy osoba z otyłością nie jest w stanie nic na nią poradzić, bo otyłość jest skutkiem choroby, a co innego, kiedy wystarczy żyć zdrowiej, żeby zrzucić wagę. Nie mówię tu o katowaniu się i nie twierdzę, że kobieta otyła jest nieładna, bo otyłość nie ma moim zdaniem żadnego związku z urodą („większe” osoby często bywają ładniejsze od tych „w normie”, a jeszcze częściej od wychudzonych modelek, bo no naprawdę…). Chodzi mi tylko i wyłącznie o zdrowie, w dodatku przede wszystkim tych osób, które mogą coś zrobić ze swoją wagą dzięki poprawieniu codziennych zachowań, a nie drogą wielkich wyrzeczeń (choć fakt, niezjedzenie tabliczki czekolady dziennie bywa dla niektórych wielkim wyrzeczeniem; np. dla mnie…). Jestem jak najbardziej za tym, żeby dobrze czuć się ze swoim ciałem i w ogóle ze sobą – dobrze psychicznie, bo dobrze fizycznie już przy nadwadze bywa trudno, a co dopiero przy otyłości – ale też jestem bardzo daleka od mówienia, że otyłość jest ok. Byłaby dla mnie ok, gdyby w grę wchodził tylko wygląd. Ale co ze zdrowotnymi skutkami otyłości?

    • Ginny

      A co ze zdrowotnymi skutkami picia alkoholu, siedzącego trybu życia i nieprawidłowej postawy przy oglądaniu seriali?

      Dlaczego tylko w przypadku osób grubych ludziom się zapala lampka „muszę jej powiedzieć, że nadwaga jest niezdrowa, bo na pewno tego nie wie?”.
      Dlaczego nikt nie powie dziewczynie zbyt chudej, że zaraz straci okres i to się odbije na całym jej systemie hormonalnym?

      • Gizmo

        Hm, o zdrowotnych skutkach picia alkoholu, siedzącego trybu życia i odchudzania się, kiedy odchudzać się nie trzeba, mówi się całkiem sporo – powiedziałabym, że porównywalnie dużo do mówienia o zdrowotnych skutkach otyłości. Ale może to tylko ja słyszę takie rzeczy.

        • Ginny

          Nie chodzi o „mówienie”. Chodzi o pouczanie kogoś, jak ma żyć. Nikt ci nie powie wprost „Ej, zaraz stracisz okres, to niezdrowe” ani „Oglądasz za dużo seriali, to grozi wadami wzroku i kręgosłupa”. Natomiast bardzo łatwo wychodzi pouczanie osób grubych, co robią nie tak (i w tych ramach schudnięcie jest zawsze takie proste i wystarczy tylko „wziąć się za siebie”).

          • Gizmo

            Odnośnie chudnięcia: z osobą cierpiącą na anoreksję miałam do czynienia raz, przez dziesięć lat z okładem, pięć dni w tygodniu w porywach do sześciu, ale to rzadko. Była to osoba, która już z anoreksji wyszła, a nadal miała problemy ze zdrowiem, w tym z cyklem miesięcznym i zajściem w ciążę. Nie znałam jej w czasach, kiedy chorowała. Ale znała ją wtedy inna moja koleżanka, którą poznałam równolegle z nią. I nigdy nie zapomnę, jak ta koleżanka opowiadała mi o dniu, w którym poznała naszą wspólną koleżankę. Miała ją odwiedzić w mieszkaniu, gdzie ta dziewczyna mieszkała ze swoim chłopakiem, bo ich chłopacy się przyjaźnili i jej chłopak – w sumie już wtedy narzeczony – chciał, żeby poznała jego przyjaciela oraz długoletnią dziewczynę tegoż przyjaciela. Zanim weszli do mieszkania gospodarzy, chłopak szepnął tej mojej koleżance do ucha: „Tylko nie mów jej, że jest chuda, bo ci nie uwierzy i będzie uważać, że kłamiesz z grzeczności, bo naprawdę jest strasznie gruba.” A gospodyni wyglądała jak kościotrup. (Nadal, kiedy ja ją poznałam, sporo lat po tym, jak wyszła z anoreksji, była za chuda, sterczały jej łopatki i obojczyki – to było widać, kiedy latem ubierała się skąpiej do pracy. Mogę się tylko domyślać, jak wyglądała, kiedy wciąż była chora. Choć wolę nie.) Stąd odnoszę wrażenie – choć możliwe, że mylne, bo, jak wspomniałam, to była moja jedyna styczność z osobą z anoreksją, a przynajmniej jedyna, o której wiedziałam – że zwracanie uwagi takiej osobie może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. I pewnie trzeba bardzo dobrze wiedzieć, co powiedzieć, żeby do takiej osoby dotrzeć. I jak to powiedzieć. I może nawet być odpowiednią osobą, żeby takie rzeczy mówić. Nie wiem, nie mam w zwyczaju wygłaszać uwag na temat czyjegoś wyglądu – zwykle nie zwracam na niego uwagi do tego stopnia, że trudno mi potem komuś opisać człowieka, z którym rozmawiałam, a nawet rozpoznać go przy następnej okazji, jeśli nasza wcześniejsza styczność była jednorazowa. Ten typ tak już ma.

            Odnośnie wzroku i wad kręgosłupa, to nie wiem, jak ty, ale ja wysłuchuję tego sporo. Pewnie przynajmniej po części dlatego, że wadę wzroku mam od urodzenia, a wady postawy datują się u mnie niewiele później. Długotrwałe siedzenie przy komputerze – w dodatku w moim przypadku zawsze w nieprawidłowej pozycji – może to wszystko tylko pogorszyć. Więc mam nagadane. Aż za często. Przez całkiem sporo osób, w tym młodszych ode mnie, co nietrudne, kiedy mieszka się na kwaterach załatwianych przez zakład pracy, zawsze z co najmniej jedną współlokatorką w pokoju, a często również z kilkoma innymi osobami w tym samym domku/mieszkaniu.

            O chudnięciu nic mi nie mów, brałam się za nie aż za dużo razy i nic nie przynosiło efektu, pewnie przynajmniej po części dlatego, że równie łatwo się zniechęcam, jak zaczynam coś robić. Nigdy nie zdołałam tak naprawdę „wziąć się za siebie”, choć nie powiem, że nie próbowałam. I efekt zawsze był taki sam, nic w tym dziwnego, prawda. Poza tym nigdy się nie badałam, wyszedłszy z założenia, że moja nadwaga, a potem również otyłość, bierze się wyłącznie z trybu życia i sposobu odżywiania. To na pewno były istotne czynniki w moim przypadku, choć możliwe, że niejedyne; nie wiem, nie zbadałam się dotychczas, cała ja. (Problemy z tarczycą wyszły mi przy innej okazji, ale i tak nic z nimi nie robię, nie byłam u specjalisty, nie mam diagnozy, nie biorę leków, na coś trzeba umrzeć, czyż nie.) Schudłam w sumie głównie przez przypadek, a raczej, jak lubię sobie mówić (może wmawiać…), przez zmianę pracy z siedzącej na fizyczną. (Nie ćwiczyłam, nie zmieniłam nawyków żywieniowych (które były i pozostały u mnie mało zdrowe, bo już sama ilość spożywanych przeze mnie dziennie słodyczy powala) – dzieci, nie róbcie tego w domu.) Ale rozumiem, że nie każdy tak może.

            Ogólnie rzecz biorąc odnoszę wrażenie, że zostałam źle zrozumiana. Nie chodziło mi o pouczanie osób otyłych ani nic w tym stylu. Próbowała się jedynie odnieść do tego, że zwierz napisała, jakoby preferencje producentów odnośnie wyboru gwiazd do programu były tylko kwestią wyglądu kandydatek, jednocześnie zauważając, że wybierane były dziewczyny zdrowe, które ćwiczyły i dobrze się odżywiały, dzięki czemu miał zniknąć jeden z możliwych powodów krytykowania programu. A dla mnie nie jest to tyle próba uchylenia się od bycia zametkowanym w ten „straszny sposób”, tylko chęć propagowania zdrowego trybu życia. (Co oczywiście może się jedno z drugim wiązać albo jedno z drugiego wynikać.) Bo to, że ktoś jest otyły, nie znaczy, że nie może albo nie powinien dobrze się odżywiać i ćwiczyć. Że skoro otyłość spowodowana jest chorobą czy lekami i nie da się jej zwalczyć mimo najszczerszych chęci, to znaczy, że prawidłowe odżywianie się i odpowiednio dobrane ćwiczenia fizyczne są bez sensu, bo przecież i tak się nie schudnie. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że dla osób otyłych – mających szanse na zrzucenie wagi czy niemających – są to kwestie szczególnie ważne. Nadwaga jest niezdrowa (tak, wiem, a ja jestem nudna), więc tym bardziej warto prowadzić zdrowy tryb życia, pomimo nadwagi. Albo może właśnie z jej powodu.

            Mam nieśmiałą nadzieję, że tym razem wyraziłam się jaśniej.

          • Kinga Kołakowska

            Co do osób chudych to się nie zgodzę, że nikt nie powie wprost. Jestem szczupła ale nie chora (wyniki ok i brak zaburzeń, po prostu taki typ) i zdarzało mi się słyszeć „ale ty chuda jesteś, jedz więcej”, „ty chyba nic nie jesz”, „idź do lekarza bo może chora jesteś”, „normalnie sama skóra i kości” itp. Na szczęście mnie to głównie bawi a nie złości. Więc w moim przypadku argument o niepouczaniu chudych uważam za nietrafiony.

          • Ginny

            BTW tak, osoba z anoreksją nigdy nie uwierzy, że jest chuda. Nigdy. Jako osoba stojąca kiedyś nad tą przepaścią potwierdzam. Potem, jak jesteś szczupła, to też w to nie wierzysz, zresztą. To nie kwestia kilogramów, a zaburzonego postrzegania siebie. Mija z trudem, jeśli w ogóle.
            Oraz: Gizmo, nie znam cię, ale skoro piszesz, że nie leczyć tarczycy, to zaapeluję o zmianę tego stanu. Serio. Na coś trzeba umrzeć, ale fajniej jest przed śmiercią np. móc chodzić. I nie mieć depresji oraz apatii okołotarczyowej.

          • Izabela Pandora Próchniak

            Mhm, what she said. Problemy z tarczycą to okropne problemy. Naprawdę. Rozjeżdżają o wiele więcej, niż samo zdrowie czysto fizyczne. Natomiast prawidłowe leczenie chorej tarczycy potrafi przynieść w życiu ogromne i pozytywne zmiany.

          • Kasai

            Mnie wiele razy mówiono „nie czytaj tyle bo stracisz wzrok!” albo „nie spędzaj tyle czasu przy komputerze bo wada ci się pogorszy!”. Nie wspominając o tym, że lekarz prawie mi nie dał zgody na studia informatyczne (bo z taką wadą chce pracować przy komputerze całe życia? głupia jakaś…). I tak, mam dużą wadę wzroku, ale to wina genów (w rodzinni są przypadki wady ponad -10). Jak przestałam rosnąć to i wada przestała się pogarszać. Więc to nie jest tak, że nikt nie mówi. Ludzie uwielbiają dawać swoje „złote” rady (np. matką jak mają wychowywać swoje dzieci).

      • Anna

        Nikt nie robi uwag chudym dziewczynom? Moje chude koleżanki często skarżą się na przykre uwagi na temat swojego stanu zdrowia – może niekoniecznie o systemie hormonalnym, ale anoreksja, anemia, trudności z urodzeniem dziecka przez chude biodra (wtf w ogóle) grane są niemal codziennie. Wydaje mi się, że ludziom łatwiej jest pleść takie bzdury chudym kobietom, bo w powszechnej świadomości chude = ładne, więc takie uwagi i tak po nich spłyną. W przypadku grubych ludzi wiele osób rezygnuje z podobnych tekstów, aby nikogo nie urazić.

        • Ginny

          Mam możliwość porównania jako osoba kiedyś gruba, dziś szczupła – trudniejsze (w sensie komentarzy) było to pierwsze.

          • Anna

            Ok, ale jest różnica między osobą szczupłą, ale nie chudą, a osobą o kościstej, patykowatej sylwetce. Przypuszczam, że Ty jesteś tym pierwszym typem, a taka figura nie daje powodów do uwag na temat anoreksji i Auschwitz. No chyba, że jednak reprezentujesz typ 2, wtedy zwracam honor.

        • Potwierdzam, to nagminne. Nawet kiedy przestałam być bardzo szczupła (a byłam taka przez ok. 25 lat życia), nadal czasem słyszę, że jestem patyczek (mimo że noszę rozmiar 36 i 38). Wniosek skonstruowany naprędce: nikomu nigdy nie dogodzisz, więc trzeba olać takie uwagi/osoby (co niestety wymaga poniekąd stworzenia sobie pancerza ochronnego).

    • Izabela Pandora Próchniak

      Przy nadwadze bywa trudno czuć się dobrze? Like srsly? Fizycznie? Like SRSLY? Po pierwsze, to co Ginny już napisała przytomnie, że picie alko, siedzący tryb życia i inne takie są zupełnie ok, ale waga – ta w nadmiarze – uruchamia mechanizm „powiem jej że ÓMRZE” (brejkin njus – WSZYSCY umrzemy, dziękuję, do widzenia). Plus na internetach nadwaga to rozmiar 38 a od 40 to już jest skrajna otyłość. Pfff. Więc może by tak, no nie wiem, leczenie zostawić lekarzom? Taki tam, luźny pomysł.

      • Gizmo

        No ja się dobrze przy nadwadze nie czułam. W sumie bez nadwagi jest tylko trochę lepiej, więc może to tylko ja. Chociaż u mnie dochodzi jeszcze wiek, ale właściwie dobrze czujących się fizycznie czterdziestoletnich kobiet jest pewnie dużo. Tak czy owak, przy otyłości czułam się fizycznie gorzej niż przy nadwadze. (Psychicznie nie; pod tym względem żadnych zmian wraz ze spadkiem wagi nie zauważyłam.) Albo inaczej: im więcej ważyłam, tym gorzej czułam się fizycznie. Ale, znowu, może to tylko ja. Choć skoro rozmiar 40 to ‚skrajna otyłość’, to pewnie nadal jestem otyła, teraz wręcz skrajnie, tylko moje BMI kłamie alboco.

        • Izabela Pandora Próchniak

          No takie są internety. Na internetach albo wyglądasz jak modelka, i wtedy można rzucać komentarze o Auschwitz, albo jesteś gruba//otyła. Dobrą na internetach się nie bywa. Jeżeli ktoś przy lekkiej nadwadze czuje się fizycznie źle, jest duża szansa, że dolega mu coś więcej, niż dwa kilo za dużo. I jest to dobry sygnał, żeby udać się do lekarza. U mnie fatalne samopoczucie powoduje zawsze choroba, zaś waga – czy była za niska, czy idealna, czy obecnie miesząca się w górnej granicy BMI, może nawet ją przekraczająca o jakiś kilogram – nie ma na moje fizyczne samopoczucie wpływu. Co do psychicznego, to zawsze było źle, bo zawsze czułom się brzydkie i tłuste i dopiero psychoterapia zaczęła mi pomagać.

      • cc

        Jasne… Osoba z III stopniem otyłości to wręcz okaz zdrowia… Bądźmy rozsądni! Na wstępie zaznaczam, że do programów typu „SuperModelka Plus Size” nic nie mam. Nie wierzę, że propagują one niezdrowy tryb życia. Jeżeli ktoś jest gruby z lenistwa – beztrosko opycha się fast foodami i nie rusza z kanapy, to ten program raczej nie pchnie go w większe obżarstwo. Taka osoba pewnie nadal będzie siedziała na kanapie i zajadała te swoje chipsy. Nie mam pojęcia czy obejrzenie tego programu skłoni osobę cierpiącą na otyłość do pójścia siłownie i porzucenia niezdrowego trybu życia. Szczerze mówiąc wątpię. Ale jest to problem rozrywkowy, a nie edukacyjny zdaje się. W całej dyskusji, która rozwinęła się pod tą notatką przeraża mnie tylko ilość usprawiedliwień jakie wymyślono dla ludzi otyłych – że to nie ich wina, że to wszystko przez choroby, że otyłość wcale nie powoduje zwiększenia ryzyka np. miażdżycy, że najpierw należałoby się wziąć za ludzi pijących alkohol, palących papierosy itd. Z mojego doświadczenia życiowego płynie kilka wniosków. Po pierwsze: osoby z nadwagą/otyłością najczęściej za dużo jedzą i nie ruszają się. Nie neguję, że ktoś może mieć problemy z tarczycą itd., a więc cierpieć na otyłość powiązaną z chorobami samoistnymi bo jest to oczywiste! Ale większość przypadków, to jednak ludzie folgujący sobie na co dzień z jedzeniem. Po drugie: nie rozumiem zwracania komuś uwagi na to, że jest za gruby (sądząc po komentarzach takie zachowanie nie należy do rzadkich). Jeżeli rozmawiam z otyłym, inteligentnym człowiekiem, to przyjmuję, że wie co robi ze swoim życiem. Zapewne zdaje sobie sprawę, że kolejny hamburger z podwójnym serem skraca mu życie i funduje np. zwiększone ryzyko zachorowanie na miażdżycę. To jest jego sprawa, ewentualnie jego bliskich. Co mnie obchodzą jego zapchane żyły? Tak samo jak niespecjalnie obchodzi mnie wątroba popijającego kolegi z pracy, czy płuca sąsiada-palacza. Po trzecie: oczywiście, że otyła osoba może się czuć piękna w swoim ciele i może się podobać innym. Jedno nie wyklucza drugiego! Z drugiej jednak strony, czy tej osobie potrzebne jest wsparcie emocjonalne w postaci emitowania programów rozrywkowych, gdzie ktoś będzie wychwalał poszczególne atuty osób otyłych? Nie sądzę. Jeżeli czujesz się źle w swoim ciele to nie szukaj pocieszenia w programie telewizyjnym. Weź się za siebie! Rusz się z kanapy! Wstydzisz się iść na siłownię? Ćwicz w domu (jest tysiące treningów na yt)! Nie umiesz gotować? Zamów katering dietetyczny zamiast kolejnego maka. Zmień coś w swoim życiu, bo widocznie nie czujesz się dobrze w swojej skórze, skoro potrzebujesz tego typu impulsów aby poczuć się lepiej. Końcowo dodam jedynie, że kiedyś też cierpiałam na nadwagę. Źle się czułam w swoim ciele, więc zmieniłam to porzucając śmieciowe żarcie i uprawiając sport. Nie pomógł mi żaden głupi program, tylko chęć zmiany i upór. Mając nadwagę nie czułam się zdrowa. Było mi ciężko, łapałam zadyszkę po wejściu na schody, czy podbiegnięciu do autobusu, wyniki badań też miałam niespecjalne. Nikt nigdy nie wmówi mi, że niska dziewczyna, ważąca powyżej 100 kg, to okaz zdrowia. Z takim obciążeniem nawet zawiązanie butów staje się problemem (przez brzuszek!).

    • Ay

      „Choć otyłość nie zawsze jest związana z tym, że osoba otyła o siebie nie dba, bo rozmaite choroby powodują problemy z wagą…” – to prawda, często tak jest, nie zawsze, ale najczęściej nie wiemy, czy dana osoba należy do tej grupy czy nie. Ale jeśli okaże się że należy, to uświadamianie osoby chorej o skutkach jej choroby jest nie tylko niemiłe, ale i absurdalne. To tak jakby powiedzieć:
      „Hej, ale czy wiesz że depresja jest niezdrowa, powoduje negatywne zmiany w mózgu i może nawet prowadzić do samobójstwa? Czemu się nie postarasz i nie weźmiesz w garść?”
      Albo:
      „Hej, ja rozumiem, że mając raka trzeba myśleć pozytywnie i cieszyć się życiem, ale nie zapominajmy, że nowotwory są bardzo szkodliwe i niszczące dla całego organizmu i nawet jeśli ktoś będzie myślał pozytywnie to pewnie i tak umrze i będzie mieć smutne życie”.
      Może drastyczne przykłady, ale choroba to choroba.

      • Gizmo

        Nie załapałam. Piszesz o chorobach – depresji i nowotworach – które należy leczyć i się leczy. Nie akceptuje się ich, tylko właśnie się je leczy. Jak mają się one do otyłości, którą osoba otyła najwyraźniej powinna zaakceptować jako część siebie? Tak, otyłość bywa skutkiem choroby i niewiele da się z tym zrobić. Nie, nie każda otyłość jest skutkiem choroby i z tymi można skutecznie walczyć. Dlatego rozumiem producentów opisanego przez zwierz programu, w każdym razie w tej kwestii, że chętniej akceptują do roli swoich gwiazd dziewczyny, które żyją zdrowo i mimo to są otyłe, niż te, które są otyłe, bo nie żyją zdrowo. Dzięki temu realizatorzy unikają oskarżeń o promowanie niezdrowego trybu życia. A przynajmniej robią coś, żeby ich uniknąć. Bo otyłość to zdecydowanie nie tylko sprawa wyglądu.

        • Truscaveczka

          Otyłość jest chorobą. Którą należy leczyć. Nie lewoskrętną witaminą C (to a propos nowotworów), tylko ze wsparciem lekarza. A to wsparcie w Polsce praktycznie nie istnieje. 80 czy 90% osób próbujących stracić na wadze nie tylko wraca do wagi wyjściowej, ale często tę wagę zwiększa, dzieje się tak zwłaszcza w przypadku osób, które próbują schudnąć samodzielnie, stosując rozmaite diety. I są na to twarde badania.

          Stąd zapewne porównanie otyłości do powiązanej z nią często depresji i do nowotworów. Stosunek przeciętnego człowieka do tematu otyłości jest tyleż nieprzyjemny co pozbawiony jakiegokolwiek zaplecza wiedzowego.
          Mój mąż długie lata miał niedowagę. Najstraszniejsze, z czym się spotkał, to zachęty do jedzenia, bo go żona głodzi, albo deklaracje, że na garnuszku teściowej nabierze trochę ciałka. Może jeść co chce, więc korzysta. Nie postrzega tego jako niesympatycznych uwag, które miały mu naprawiać życie.
          Ja mam nadwagę od wieku żłobkowego. Nasłuchałam się w życiu różnych gówien, a teraz, kiedy muszę trzymać dietę dość konkretną (profilaktyka cukrzycy, której w mojej rodzinie były dziesiątki przypadków), w kółko jestem namawiana do sabotowania diety. Niemal jak „ze mną się nie napijesz?” – „Jak to nie możesz lodów, to może waniliowe chociaż, no weź!” „Musisz spróbować grochóweczki na imprezie, no jak tak przyszłaś i nic* nie jesz!” (*nic = sałatki, woda z cytryną, warzywa z grilla) i tak dalej.
          I tak, ja postrzegam takie ustawianie mnie jako zamach na moją wolność i godność. I wcale nie jest mi z tym łatwo.
          A rodzinny na pytanie o wsparcie mówi „A ja schudłem 8 kilo na niepodjadaniu przed tv i chodzę na spacer dwa razy w tygodniu.” Gratulacje, panie doktorze.

          • O to to. „Niech pani zrzuci parę kilo, no naprawdę, wystarczy trochę się ograniczyć.” Ta, jasne. Jakby to było takie proste, to chyba nie byłoby tylu osób z nadwagą. Wszyscy mądrzy :/

          • Rob

            Myślę, że kluczową kwestią jaka nie gra w tym komentarzu jest słowo dieta. By być zdrowym i szczupłym nie przechodzimy na dietę, która ma trwać x tygodni by potem powrócić do starych nawyków. Jedyna droga to zmiana stylu życia już na zawsze, nowe nawyki żywieniowe, sport itd. Przepis jest nieskomplikowany, ale trudno go wdrożyć do życia. Gdy chodzi o chorobę to nie mam pytań, bo choroba to kwestia niezależna od człowieka (przynajmniej w większości przypadków). Ale czynnik genetyczny czy choroba to akurat zaledwie kilka procent całości. Większość z nich po prostu lubi sobie pofolgować i jest leniwa. Nie mam problemu z tym, że tak jest, ale drażni mnie tłumaczenie: jestem chory dlatego tak wyglądam (tymczasem zajadam frytki o 22). Bądź szczery i bądź sobą. Swoją drogą tłumaczenie się przed innymi pokazuje, że sami ze sobą nie czujemy się dobrze, czyli faktycznie coś nie gra i akceptacja społeczna nie ma tu nic do rzeczy, bo nie akceptujemy sami siebie.

        • Ay

          Nacisk na zdrowy tryb życia w programie wydaje się być ok, o ile nie jest powiązany z jakąś chorą presją i stresem (a tego nie wiem, nie oglądałam). Otyłości nie należy akceptować jako części siebie. Należy z nią walczyć. A bezmyślne „uświadamianie” i „dobre rady” wcale tego nie ułatwiają, wręcz przeciwnie. Napisałam tylko przykłady głupich komentarzy, jakie są nie do pomyślenia gdy mowa o innych chorobach, a w przypadku otyłości wiele ludzi nie widzi problemu. Nikt nie chce być chory, nikt nie chce być gruby. Więc nie powinniśmy nikomu zarzucać, że się nie stara, bo może akurat naprawdę robi co może.

    • asloska

      O ile się orientuję, bycie grubym nie jest zaraźliwe, więc nie sądzę, żeby czyjś stan ciała miał wpływ np. na TWOJE zdrowie. A jeśli nie ma, to mówienie komukolwiek, że powinien „coś” ze sobą zrobić, jest najzwyczajniej w świecie (i łagodnie powiedziawszy) nietaktem :)

  • wazon

    Były okresy w historii ( vide malarstwo) kiedy właśnie tęższe kobiety miały powodzenie, były uważane za seksowniejsze, a zbyt szczupłych panowie nie lubili.I chyba do dziś w niektórych kulturach bardziej pożądane są grubsze panie. Cały dowcip chyba polega na tym, że zbytnia tusza jest niezdrowa. I tyle. I okazuje się, że gustami ludzi rządzą wskazania medyczne i to dosyć przesadzone. A teraz jest krzyk, że dziewczyny dostają anoreksji. We wszystkim dobry jest umiar. Wydaje mi się, że robienie sobie sprawy życiowej z tego, ile się waży, jest bez sensu. Nie musi się wyglądać jak ta lelija polna, te chude szkielety na wybiegach wg mnie wcale nie są pociągające.
    Najchętniej widziałabym wybory miss piękności w których brałyby panie o różnych gabarytach. Może ta, która waży więcej, jest akurat ładniejsza od chudszej koleżanki ?
    Mnie się podobali ludzie niezależnie od od wagi. Czy ktoś kreci nosem na grubszego faceta ? Mówi się, że jest ciężki, nie gruby. Takie, proszę ja was, fajne ciacho.

    • Rafał

      Wazonie, zgodzę się, że były w historii takie okresy, kiedy tęższe kobiety miały powodzenie, ale wtedy tęga kobieta była raczej rzadkim zjawiskiem – i podejrzewam, że wtedy uznawano ją za zdrową (dobrze odżywiona!) i majętną, ergo atrakcyjną.

      Myślę, że w przypadku otyłości i rozmowie o niej ważne są dwie rzeczy. Pierwsza to fakt, że zbytnia tusza rzeczywiście jest niezdrowa (i w większości przypadków nie wynika z innych schorzeń czy z przyjmowania leków), ale uważam, że zachowanie umiarkowania w jedzeniu i piciu dla wielu osób nie jest proste. Odżywianie za bardzo związane jest z naszymi podstawowymi odruchami i mechanizmami psychologicznymi wykształconymi w czasach, kiedy funkcjonowaliśmy w zupełnie innym środowisku i nie byliśmy otoczeni tanim, wysokokalorycznym jedzeniem o niskiej wartości odżywczej, a nasz tryb życia daleki był od siedzącego. (http://www.who.int/gho/ncd/risk_factors/overweight/en/ – bardzo ładne interaktywne tabelki pokazujące jak szybko przybywa na świecie osób otyłych – od 1975)

      Druga rzecz to fakt, że choć otyłość jest niezdrowa, nie uprawnia nikogo, do robienia przykrości innym ludziom, czy to przez bezpośrednie uwagi, czy też w przestrzeni publicznej. To samo dotyczy również innych cech fizycznych i niefizycznych – takie postępowanie jest po prostu część szerszego trendu podnoszenia sobie poczucia własnej wartości za pomocą wytykania różnych niedostatków innym ludziom. Co kiedyś też miało miejsce, ale teraz, dzięki internetowi, jest bardziej widoczne, i przez to bardziej toksyczne.

      Niestety, w tym otoczeniu nasza waga odbiegająca od kulturowych norm jest sprawą życiową i dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn – czarny rynek sterydów jest w rozkwicie ( http://www.telegraph.co.uk/news/2017/07/27/steroids-see-four-fold-increase-data-shows-fuelled-rise-muscle/ )

      Bardzo polecam ten odcinek podcastu This American Life, o otyłości (Tell Me I’m Fat): https://www.thisamericanlife.org/radio-archives/episode/589/transcript i kurs Future Learn na temat otyłości https://www.futurelearn.com/courses/obesity przygotowany przez Uniwersytet w Reading – nie wiem kiedy będzie dostępny, ale można się zapisać na powiadomienie – przez jakiś czas po rozpoczęciu kurs jest bezpłatny.

      Wszystkie linki niestety po angielsku :-/

    • Kinga Kołakowska

      Z tymi wyborami to by ciekawiej było, bo jak kiedyś włączyłam wybory miss Polski, to nie mogłam rozróżnić kandydatek. No chyba, że było duże zbliżenie na twarz. Inaczej się strojem różniły.

    • Anna

      Jestem ogromnie ciekawa, jak faceci z nadwagą zareagowaliby na ostatni akapit tego posta :D Tak, jest wiele osób, które kręcą nosem na grubszych facetów. Całkiem sporo osób.

  • Kamila Świątkowska

    mnie zdenerwował moment, w którym Ewa Minge odrzuciła jakąś kobietę, bo ta ma czwórkę dzieci i w zasadzie nie odniosła się w ogóle do jej warunków, tylko do tego, że ona zaczekała z karierą aż jej dzieci będą duże i tamta na pewno sobie nie poradzi z pogodzeniem dzieci i kariery.

    • Dziwisz się? Przecież w Polsce nie od dziś wiadomo, że jeśli jakaś kobieta podjęła konkretną decyzję, czegoś nie zrobiła, z czymś sobie nie poradziła, to wszystkie pozostałe kobiety powinny czynić dokładnie tak samo, bo to jedyna słuszna droga. :)

  • Pierwszy raz zobaczyłam billboard z reklamą tego programu w okolicach metra Politechnika i pamiętam, że pomyślałam sobie wtedy: „Jakie modelki plus size? Przecież ta jedna wygląda całkiem przeciętnie, ani nie jest jakaś super szczupła, ani nie ma nadwagi”. Wydaje mi się to o tyle ciekawe, że teraz w mediach mało jest kobiet „normalnych”, plasujących się gdzieś w połowie stawki – albo widzimy kobiety bardzo szczupłe,albo grube.(Wydaje mi się, że to była albo ta modelka w kolorowym pareo, albo w czarnym kostiumie, ale głowy nie dam sobie uciąć)

    • Ala

      To prawda, ja też zwróciłam na to uwagę. Wydaje mi się, że czasami określanie kogoś jako „plus size” może być bardzo szkodliwe dla odbiorców (głównie odbiorczyń). W ten sposób wysyła się komunikat: jeśli nie masz niedowagi, nie możesz powiedzieć o sobie, że jesteś szczupła. Kiedy wpiszecie w google hasło „plus size model”, wyszukiwarka wypluje Wam m.in. te panie:
      http://i.huffpost.com/gen/2589662/thumbs/o-JOANNA-LUMLEY-570.jpg?8
      http://cdn.newsapi.com.au/image/v1/d780a1de03b146f62ad66128bb56aa2d
      http://5pz91qmfi1-flywheel.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2014/01/Screen-Shot-2014-01-21-at-8.13.58-AM.jpg
      Dziewczyna, która występowała z Dr Lifestyle w Pytaniu na Śniadanie, też jest modelką plus size: https://www.drlifestyle.pl/wp-content/uploads/2017/08/pns-miniatura-960×640.jpg (to ta ruda po lewej). Jednocześnie mnóstwo osób twierdzi, że modeling plus size to promowanie OTYŁOŚCI. WTF, świecie?

      Swoją drogą, do dziś pamiętam, jak oglądałam pierwszy sezon „Top Model”. Chyba nigdy nie zapomnę odcinka, w którym uczestniczki pozowały do aktów, a jeden z jurorów skomentował, że na zdjęciu „widać tylko wielki udziec”. Jeśli kogoś to interesuje, chodziło o tę fotografię: http://5.s.dziennik.pl/pliki/1611000/100810_beata_szarlowska_3064ok_1611185.jpg Jak można coś takiego puścić w telewizji? Czy kogokolwiek w ogóle obchodzi to, jak strasznie wypaczone pojęcie o własnym ciele i normach związanych z atrakcyjnością fizyczną będą miały nastolatki wychowane na takich programach? Ja doskonale rozumiem, że zawód modelki wiąże się z określonymi wymogami (no dobra, nie do końca rozumiem, ale wiem, jak jest). Ale właśnie dlatego wszystko powinno być umieszczone w jakimś kontekście. W tego typu programach często sugeruje się, że pomiędzy pożądaną figurą dla modelki a dobrym wyglądem i atrakcyjnością jest znak równości. Szczupłym dziewczynom mówiono (wtedy, nie wiem jak jest teraz; przestałam to oglądać po pierwszym sezonie w trosce o własne zdrowie psychiczne): „Musisz wziąć się za siebie”, „Uczyłaś się na studia, siedziałaś, jadłaś i dlatego tak się zapuściłaś?”, „Jesteś za gruba”. Nikt nie mówił: „Wyglądasz świetnie, ale musisz coś zmienić, JEŻELI CHCESZ BYĆ PROFESJONALNĄ MODELKĄ”. Po prostu: wyglądasz źle, jesteś niewystarczająco dobra, bo nie pasujesz do szablonu, który sobie wymyśliliśmy. Tak ogólnie.

  • Emilia Karbownik

    Żeby nie było tak strasznie poważnie w dyskusji, to pośmieję się z literówek (zwierzu, chyba nie masz nic przeciwko?):
    „Trudno powiedzieć dlczego” – no rzeczywiście, zbitka „dlcz” jest trudna do wymówienia ;)

  • Sylwka

    Wiecie co, najlepiej by było, gdyby każdy zajął się swoim zdrowiem i życiem zamiast „uświadamiać” grubych/chudych, że bycie grubym/chudym jest niezdrowe. To moja sprawa jak się odżywiam, ile ważę, czy dobrze czuję się w swoim ciele i czy jestem zdrowa! I jeszcze historia może trochę z innej beczki: Ostatnio teściowa zaczęła obgadywać przy mnie swoją siostrzenicę, która ośmieliła się wyjść z domu w miniówie mimo bardzo grubych nóg. Na moje słowa, że przecież krzywdy nikomu nie robi usłyszałam z ust teściowej: „Mi robi krzywdę, bolą mnie od tego widoku oczy!”. Słysząc to nie wytrzymałam i poradziłam jej zastanowienie się nad byciem bardziej tolerancyjnym, bo może się okazać, że nie jest ona tak atrakcyjna jak się jej wydaje, i że może kiedyś usłyszeć że bolą kogoś oczy od patrzenia na jej spaloną solarium skórę i głębokie zmarszczki na twarzy i szyi. Bo nie ma ludzi idealnych.

  • Hannah

    W tym kontekscie przypomnial mi sie serial Gavin and Stacey. Nie wiem czy zwierz ogladal (nic nie znalazlam na blogu) a to jeden z tych zupelnie niezwyklych brytyjskich seriali celebrujacych zwyczajnosc. To sie paradoksalnie w moim odczuciu bardzo rzadko udaje na ogol jest to zwyczajnosc tak podrasowana ze nie da sie jej uznac za zwyczajnosc wlasnie. Swietnym elementem tego serialu jest w fakt, ze czescia zwyczajnosci jest akceptacja ekscentrycznosci i roznorodnosci – tak bardzo od niechcenia ze zupelnie nie trzeba o tym mowic. Poza tym jest tam mnostwo malych kluczykow do mentalnosci Brytyjczykow na wielu poziomach).
    Kluczowe dla serialu sa postacie sidekickow Smithy i Nessa. Oboje sa zdecydowanie plus size i jest to traktowane jak kolor oczu. (Serial napisali James Corden i Ruth Jones i oni te postacie graja). Pelna paleta reakcji tam jest. Zdarzaja sie nietaktowne uwagi ale widac bardzo wyraznie jak atrakcyjnosc jest pochodna pewnosci siebie. Nessa jest wrecz ekscentrycznie pewna siebie i swojej atrakcyjnosci i to sie przeklada na jej dzialania i odbior otoczenia (co nie znaczy ze nie dotykaly jej uwagi na ten temat). Nienawidze amerykanskiej wersji wlasnie dlatego ze Nesse zredukowano do komizmu i tla. Ale bardzo by mnie ciekawila socjologiczna analiza w wykonaniu zwierza :)

  • Shakuahi

    Artykuł jest o plus size a w komentarzach wszyscy o otyłości. Kochani, te dziewczyny nie są otyłe.

  • Arya

    Hmm, zaciekawiłaś mnie, Zwierzu, może nawet obejrzę? A co do kwestii postrzegania wagi w naszym świecie, to powiem szczerze, że żyjemy w paranoi- przekonałam się o tym na własnej skórze. Jestem wysoka i zawsze byłam raczej chuda, ale 3 lata temu posypało mi się w życiu mnóstwo rzeczy (na raz) i schudłam koszmarnie. Wyglądałam na chorą, wyglądałam tragicznie, byłam koszmarnie nieszczęśliwa i nienawidziłam swojego ciała (jzostałam zdradzona przez partnera, więc czułam się brzydka, odrzucona, nie mogłam na siebie patrzeć.) Powiem jedno: nigdy wcześniej ani potem nie zbierałam tylu komplementów, jak w tamtym okresie. Zwłaszcza od kobiet. Mój Boże, jaka ja byłam piękna, cóż za cudowne kości policzkowe, jaka fantastyczna figura, jakiż był mój sekret, cóż to za cudowna dieta, którą stosowałam? A wyglądałam na tyle źle, że moi rodzice przez chwilę podejrzewali, że może mam raka, i tylko boję się im powiedzieć. Zawsze mi się przypomina to, gdy słyszę o „promowaniu otyłości” albo o tym, że grube osoby na bank są nieszczęśliwe, i poczułyby się lepiej, jakby schudły. Myślę wtedy o wychudzonej,nienawidzącej siebie, chorej w środku dziewczynie, którą byłam wtedy i o tych wszystkich ludziach, którzy mi wtedy zazdrościli i „też by tak chcieli.” Eh, doprawdy dużo jeszcze mamy jako społeczeństwo do zrobienia i zrozumienia… A Tobie, Zwierzu, dzięki za promowanie NORMALNOŚCI. To jest bardzo nam wszystkim potrzebne.

  • Katarzyna Szulik

    To ja może, dla odmiany, odniosę się do swoich odczuć wobec programu, a nie kanonów piękna, body positivity czy opinii na temat otyłości, bo przedmówcy absolutnie wyczerpali temat ;) Zgadzam się z Tobą Zwierzu w wielkim podziwie dla dziewczyn, które w tym programie wystąpiły, bo musiały być świadome tego, że jakkolwiek jurorzy czy ekipa zapewne będą mili i taktowni, to już internet suchej nikt na nich nie zostawi, w czym utwierdziła mnie lektura dosłownie kilku komentarzy pod jednym artykułem o programie na popularnym portalu. Pierwszy odcinek spodobał mi się bardzo, uczestniczkom i jury rzeczywiście nie można odmówić tego, że są sympatyczni, co nie zmienia faktu, że na twarz Ewy Minge po prostu ciężko mi się patrzy bez skrzywienia – kto widział, ten świetnie wie, o czym mówię. Bardzo podoba mi się też szerokie potraktowanie pojęcia „plus size”, od dziewczyn, które spokojnie mogłyby uchodzić za po prostu szczupłe, ale z krągłościami, po te u których krągłości zdecydowanie dominują, co absolutnie nie przeszkadza im w eksponowaniu figury i podrywaniu Rafała Maślaka ;) Najzwyczajniej miło patrzy się na dziewczyny, które czują się świetnie w swoim ciele mimo, że duża część społeczeństwa odgórnie im prawo do takiego zadowolenia odbiera. Przez społeczeństwo rozumiem też marki odzieżowe z rozmiarówką, która istnienia kobiet większych po prostu nie uznaje. I z przykrością muszę dodać, że mowa w dużej mierze o sieciówkach z polskim rodowodem. Mam tylko nadzieję, że z czasem program nie zmieni się w obóz odchudzający i że dziewczyny w swojej kuchni w domu modelek znajdą coś więcej niż otręby, selera naciowego i wodę. I na koniec – ten program uświadomił mi istniene „szarej strefy” kobiecej atrakcyjności, o której też napisałaś. Do Supermodelki Plus Size zgłaszać się mogą dziewczyny od rozmiaru 42 i wzroście minimum 170 cm. W Top Model wymagania dotyczące wzrostu zapewne są podobne, a rozmiar maksymalny to, na oko i z niewielkimi wyjątkami, 36. Tym samym powstaje więc owa „szara strefa” kobiet mi podobnych, których rozmiar zasadniczo waha się miedzy 38 a 40 i w sumie (w ujęciu społecznym, bo gusta są niezmiennie subiektywne) nie wiadomo, co o nich myśleć i trudno im się identyfikować z bohaterkami któregokolwiek z modelingowych programów. A jeśli jeszcze, jak ja, są niewysokie (ale tylko tak tuż poniżej „modelkowej” granicy, czyli powiedzmy 165 cm), to przy okazji muszą też pogodzić się z faktem, że problem z nimi ma tez branża odzieżowa. W rozmiarówce niby się mieścimy bez problemu, ale jak przychodzi co do czego, to mało który ciuch leży tak, jak
    powinien. Nie pamiętam już kiedy wywnętrzałam się tak obszernie na temat typowo „babski”, więc może zakończę wezwaniem – program obejrzeć warto i do tego zachęcam :)

  • Desnatureza

    Jak widzę temat body positivity:
    post na instagramie – „nie mam już myśli samobójczych z powodu mojej nadwagi”
    odzew – PROMOWANIE GRUBACTWA!

    Oglądam dużo zagraniczych bopo worriors, choć sama nigdy nie miałam kompleksów co do wyglądu – o właśnie – rączka w górę :D – i o ile rozumiem że w Polsce trzeba troche zwolnić i dokonywać zmian kroczek po kroczku, to trochę ciężko się ten postęp ogląda kiedy samemu jest się kawałek dalej. Siłą rzeczy chce się ich pospieszyć :D. Swoją drogą z tymi facetami to ciekawa kwestia – ostatnio gdzieś czytałam na yt że facet którego satysfakcjonuje seks z osobą grubszą albo niepełnosprawną kłamie albo jest chory psychicznie :/