Z pamiętnika kompulsywnego widza czyli dlaczego zwierz narzeka i nie wyłącza mózgu

07/06/2017

Ale to nie tak! czyli o anachronizmach w filmach słów kilka

07/06/2017

Porzućcie Sparrowa i płyńcie dalej czyli Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

07/06/2017

Piraci z Karaibów to jedna z tych dziwnych filmowych serii którą najpierw można było lubić, potem wręcz wypadało lubić a potem już wypadało ją tylko krytykować. Tymczasem zwierz przyzna szczerze, że oryginalną trylogię uwielbia i jest gotów jej bronić – zwłaszcza drugiej części. Natomiast kolejne filmy wciąż pokazują zaskakujący paradoks – polegający na tym, że twórcy zachowują się tak jakby zupełnie nie rozumieli skąd właściwie wzięło się źródło ich sukcesów. Piąta część dobrze to pokazuje.

Zwierz ma na blogu długi wpis o serii filmów o Piratach ale chce przypomnieć jeden fakt dotyczący cyklu. Otóż początkowo Jack Sparrow nie był zaplanowany jako postać centralna – tu mieliśmy poznać młodych i dość sztampowych bohaterów płci obojga zaś Jack Sparrow miał służyć jako element komediowy. Stało się inaczej bo Johnny Depp bezczelnie film ukradł i Orland Bloomowi i Kierze Knightley.  I tu pojawia się najważniejsza kwestia. Co sprawiło, że Jack Sparrow się spodobał? Zdaniem zwierza wynikało to z prostego zabiegu. Na pierwszy rzut oka Sparrow wydawał się zapijaczonym, niekompetentnym piratem, któremu nic nie wychodzi a załoga wciąż się buntuje. Jednak kiedy przychodziło co do czego Sparrow zawsze miał plan, był zaskakująco inteligentny, odważny i w sumie nie był najgorszym lecz najlepszym z piratów. To zestawienie cech sprawiało, że widz czuł tą przyjemność z oglądania jak wszyscy w około nie doceniają Jacka a ten udowadnia że nie na darmo jest jednym z najbardziej poszukiwanych piratów i nie bez powodu znają go w każdym porcie. Taki był Kapitan Jack Sparrow. To sprawiało, że mógł ukraść film innym bohaterom a sam w sobie budzić zaciekawienie i sprawiać, że zadawaliśmy sobie pytanie – co sprawiło że jest taki jaki jest.

Jack Sparrow fascynował bo pod pozorem nieogarniętego pijusa krył się bardzo kompetentny i inteligenty pirat. Teraz został tylko pijus.

 

Najnowsza odsłona Piratów z Karaibów – Zemsta Salazara, sprawia jednak wrażenie że twórcy zupełnie nie rozumieją czy nie widzą tego mechanizmu. Co więcej – uparli się by napisać Sparrowa jako po prostu postać do wypowiadania dowcipnych kwestii. Jak wyszło? Smutno. Nawet bardzo smutno. I to nie dlatego, że Johnny Depp nie chce grać. Ale dlatego, że nie za bardzo ma co grać. Jego Sparrow jest dokładnie tym czym miał być pierwotnie – bohaterem właściwie bez znaczenia dla fabuły (tak to jego goni Salazar ale właściwie Jack  nie jest poza tym zupełnie potrzebny), który już nie knuje jak kiedyś, nie ma genialnych pomysłów. Jeśli coś mu się udaje to przypadkiem, jeśli coś mówi to zwykle jest to nietrafiony żart albo uwaga zdecydowanie nie na miejscu. Ma być zabawnie ale zwierz czuł rozgoryczenie. Cały czas czekał aż ten bohater, który zachowuje się jak podchmielony wujo na weselu (który zaczyna już rzucać niewłaściwymi uwagami i marnymi dowcipami) udowodni że nadal jest fenomenalnym piratem. Niestety nic takiego nie ma miejsca. Można by jeszcze się z tym pogodzić gdyby w choć jednej scenie pojawił się do tego jakiś ciekawy komentarz. Np. ktoś powiedziałby że czas Piratów już mija, że jest coraz mniej klątw i kierunków które może wyznaczyć busola która nie pokazuje północy. Ale tu wszyscy zachowują się jakby ta postać zawsze taka była. I to strasznie smuci.

 

W nowych Piratach cała rola Sparrowa to rzucanie głupich dowcipów które są coraz bardziej nie na miejscu

 

Co ciekawe –  gdyby Jacka nie było – albo było go mniej to film oglądałoby się bez porównania lepiej. Bo fabułę ma całkiem znośną. Oto lata po wydarzeniach z trzeciej części cyklu dorosły już syn Willa Turnera szuka sposobu by zdjąć klątwę ze swojego ojca.  To fajny dzieciak, odważny, wykształcony (badał wszystkie morskie legendy by poznać ten artefakt który mu pomoże) a grający go Brenton Thwaites, jest bardzo miły dla oka i jeszcze dobrze gra. W sumie robi na zwierzu lepsze wrażenie niż Orlando Bloom w Czarnej Perle (a to w sumie ta sama rola). Szukając ojca chłopak znajduje po drodze dziewczynę. Niezależną i również wykształconą Carinę Smyth, która korzystając ze swojej wiedzy i tajemniczego pamiętnika – też szuka ojca. No i ta dwójka trafia na Sparrowa, którego z kolei po morzu ściga załoga duchów pod przewodnictwem Kapitana Salazara a wszystkich łączy chęć zdobycia legendarnego trójzębu Posejdona. A na morzu spotykają jeszcze Kapitana Barbossę (obecnie najbogatszego pirata na Karaibach) i tych biednych anglików którzy jak zwykle nie mają szans w starciu z magią mórz i oceanów. Jeśli macie wrażenie że ten chaos coś wam przypomina to zwierz spieszy donieść że jest on w sumie fabularnie bardzo podobny do tego co widzieliśmy w Klątwie Czarnej Perły. Do tego stopnia że widać iż twórcy po prostu bardzo chcą wrócić do czasów kiedy seria budziła w widzach entuzjazm.

Nowe pokolenie radzi sobie w tym filmie bardzo dobrze. Szkoda że w sumie ich postacie są dość mdłe

 

Czy budzi nadal? W sumie są w filmie dobre elementy. Javier Bardem jest najlepszym złym od czasów kiedy na morzach straszył Geoffrey Rush.  Sam Geoffrey Rush jako już dobrze znany Barbossa radzi sobie też wyśmienicie i w sumie robi to czego nie robi Depp – czyli wyciąga spod karykaturalnych cech swojej postaci prawdziwe emocje. Bitwy morskie nadal bawią. Karaiby też. Duchy może są wtórne ale w sumie – też się sprawdzają. Bardzo fajnie grają ze sobą Brenton Thwaites i Kaya Scodelario – zwierz od razu polubił tą dwójkę – zdecydowanie bardziej niż oryginalną parę z Karaibów. Być może dlatego, że tym razem pomiędzy chłopakiem a dziewczyną są tylko trzy lata różnicy. Co zresztą w ogóle jest fajne bo zwierzowi podoba się że główni bohaterowie są młodsi. Poza tym jakoś czuć że to nowe pokolenie. Pewnym problemem jest muzyka. Jak zwykle doskonała – dobrze nawiązująca do poprzednich części, budząca entuzjazm i chęć znalezienia jakiegoś statku. Dlaczego jest problemem? Bo zwierzowi ilekroć ją słyszał cały czas robiło się smutno że to jednak już nie jest czas Jacka Sparrowa i nikt nawet tego głośno nie powie. A i w filmie rzeczywiście doskonałe cameo ma PaulMcCartney.

Nowa bohaterka jest fajna i inteligentna choć z drugiej strony – strasznie ogłupiono w tym filmie piratów.

 

Wróćmy jeszcze na chwilkę do Jacka Sparrowa bo wiążą się z nim jeszcze dwie problematyczne kwestie. Pierwsza to sceny w filmie które mają być tylko gagami – są za długie i czasem po prostu – nie śmieszne. Można obserwować jak Jack cudem unika zgilotynowania ale kiedy film powtarza ten sam dowcip z gilotyną prawie, prawie dotykającą szyi pirata (to scena z początku więc wiemy, że nie zginie) to robi się to po prostu głupie. I takie głupie sceny psują film i zresztą robią to od niesławnej sekwencji na wyspie dzikich od drugiej części produkcji. Ale w drugiej części jeszcze to w jakiś sposób rekompensowały sceny mądrzejsze – tu nie ma na to szans. Natomiast zwierza wkurzyła głupia sekwencja gdzie Jack miał zostać zmuszony do ślubu z brzydką grubą kobietą. To jest taki marny dowcip. I w sumie chyba budzi bardziej zażenowanie niż rozbawienie. Co więcej nie wnosi nic do fabuły poza możliwością pośmiania się z pomysłu ślubu z grubą brzydką babą. Boki zrywać.

No nie ma co się rozwodzić – Javier Bardem urodził się po to by w Hollywoodzkich filmach grozić ludziom szybką śmiercią.

 

Druga sprawa – też dotycząca Jacka – ktoś w studio Walta Disneya ma olbrzymie wpływy. To szef wydziału specjalizującego się w odmładzaniu twarzy aktorów. Skoro udało się w Ant-Manie, to wrzućmy to jeszcze do Rogue One, do Strażników, do Piratów. I tak dostajemy sekwencję z młodym Jackiem Sparrowem. I niestety – ponieważ wiemy, jak wyglądał młody Johnny Depp to strasznie te efekty widać. Ale nawet nie o samo cyfrowe odmładzanie chodzi. Zwierz ma też problem z tym, że twórcy ponownie nie zrozumieli, że fakt iż ich bohatera otacza tajemnica jest dobry. Tu zaś tłumaczą nam rzeczy, które zdecydowanie były ciekawsze gdy po prostu były tajemnicą. Zwierz nigdy nie czuł że Jack Sparrow to postać o której trzeba wiedzieć wszystko. Więcej – im mniej się o niej wiedziało (oraz o tym dlaczego wgląda tak jak wygląda) tym było to ciekawsze. Tajemnica i niedopowiedzenie w historiach takich jak te o piratach są dobre. Bo to jak historie opowiadane przy ognisku gdzie musi być trochę tajemnicy.

NOPE

 

Ostatecznie film sam w sobie nie jest bardzo zły ale nie rozwiązuje największego problemu = braku świeżości serii. Być może dlatego, że twórcy nie umieją się uwolnić od postaci które poznaliśmy w pierwszych filmach. Zdaniem zwierza jedyną szansą dla Piratów byłoby gdyby albo – porzucono zupełnie Jacka Sparrowa (zresztą chyba w tym momencie porzucenie Deppa nikogo by nie bolało) albo gdyby Sparrow  przeżył przygodę zupełnie odrębną (nawet w „na nieznanych wodach” pojawia się Barbossa) ale na wodzie (ponownie czwarta część miała za dużo akcji na lądzie).  Produkcjom pomogłoby też porzucenie pewnych wątków – zwierz np. nie rozumie właściwie po co w filmie są Anglicy którzy nie odgrywają żadnej roli (zwierz ma wrażenie że coś ważnego z produkcji wypadło) czy wiedźma której wątek się ciekawie zaczyna ale potem służy jedynie do napędzania fabuły (i to fabuły postaci drugoplanowych). Tam coś chyba ze scenariusza wypadło.

Za to ku zaskoczeniu zwierza Barbossa ma w tym filmie dobrze pomyślany wątek.

 

Niestety wygląda na to, że jeśli kolejna część powstanie to zdecydowanie będzie ona miała związek z tym co widzieliśmy (o ile scenę po napisach można uważać za istotną) co dla zwierza oznacza że trzeba się będzie pewnie zamknąć w dom z trzema pierwszymi częściami Piratów i oglądać je w kółko. Tęskniąc za starym Kapitanem Jackiem i żartując że szkoda iż tylko na tych filmach poprzestali twórcy. Bo w sumie szkoda – mając tyle przestrzeni, wolności, oceanów, wysp i historii trzymać się jednego – coraz gorzej pisanego i granego Pirata. Gdzie w tym wolność? Gdzie w tym radość? Jak to mówią piraci – kto zostaje w tyle, ten zostaje  tyle. Jack Sparrow został w tyle. Czas do przodu panowie (i panie).

Ps: Wszyscy pytający o recenzje Doktora – zwierz napisze tekst ale czekał aż skończy się wątek łączący trzy ostatnie odcinki żeby ocenić całość.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Mako Chan

    Powiedziałbym raczej że problem Sparrowa leży w zbyt poważnym traktowaniu postaci – tam gdzie film idzie w pełne „embrace the silliness”, jak przy scenie z wychodzeniem z sejfu, spotkaniu z wujem Jackiem, rozważaniu jak właściwie asstrolog hoduje te osły albo podsuwaniu „pomocnych rad od znajomego ojca”, efekt jest całkiem zabawny. Ale to tylko wyjątki, więc głównie dostajemy „poważnego” pijaka przeżywającego kolejny kryzys egzystencjonalny, a to filmowi nie służy.
    Tym bardziej nie służy to, że po raz kolejny Barbossa kradnie film Sparrowowi, ewidentnie wbrew intencjom reżysera który wyciąga z tego bardzo niewłaściwy wniosek.

  • Joanna Truchel

    Może trochę się czepiam, ale z racji ogromnej sympatii od czasów serialu Skins do Kai Scodelario (i stąd uważnie śledzę wszystkie recenzje Piratow, bo to jej pierwsza rola w tak dużej produkcji) zastanawia mnie jedno – dlaczego zwierz pisząc o Carinie Smyth wrzucił zdjęcie Teresy z Maze Runnera? :D Trochę to razi :P Za to cieszę się, że para nowych bohaterów wzbudziła Twoją sympatię, bo też czytałam na ten temat różne recenzje ;)

    • zpopk

      Bo w filmie dziewczyna nosi podobną sukienkę i byłam przekonana że to kadr z filmu

      • Joanna Truchel

        Tak myślałam. Nie, to kadr z innego filmu ;)

  • Shakuahi

    Ja to mam takie smutne wrażenie, że kondycja Jacka Sparrowa w kolejnych częściach piratów odpowiada kondycji Johnny’ego Deppa w realnym świecie.

    • JustMarmalade

      Tak, ja tak samo. Sądzę również, że postać Barbossy robi większe wrażenie nie tylko z powodu lepszego scenariusza, ale po prostu dzięki grze i zaangażowaniu Geoffreya Rusha, którego zawsze uważałam za fenomenalnego aktora. Depp jak dla mnie zwyczajnie się wypalił jakiś czas temu i to niestety widać.

  • Ewka

    W sumie zgadzam się ze Zwierzem, głównie w tym, że wątek wiedźmy strzeżonej przez Anglików został haniebnie porzucony, a zapowiadał się tak interesująco. I bardzo, bardzo rozczarowało mnie poprowadzenie relacji między Henrym a Cariną – zaczęło się obiecująco, a skończyło jak zwykle :(
    Mam pytanie odnośnie do fabuły: czy Zwierz zrozumiał, w jaki sposób Sparrow zaklął załogę Salazara i jaki związek z tym miała busola? Jedyne, co udało mi się ogarnąć, to sam fakt, że tak się stało, ale już zupełnie nie pojęłam, dlaczego ;)

    • Mahmurluk

      Sprytnym manewrem wpakował ich w przeklęty kawałek oceanu i tyle. Trochę deus ex machina.
      A busola w tamtym momencie musiała wskazywać ratunek (tylko dlaczego Sparrow nie pokierował tam statku, a zrobił zwrot?)

      • Trochę bardzo… :D
        No jak to dlaczego? Żeby później musiał uciekać przed bandą żądnych zemsty i krwi duchów! :P
        Dzięki za rozjaśnienie tematu.

    • Lilith

      Busola pokazała, że jak zrobi szybki zwrot i puści oczko do Salazara, to Salazar się zagapi i rozwali statek ;p

      • Podoba mi się taka interpretacja :D

  • Mahmurluk

    Młody Jack wyglądał jak Tim Minchin bez makijażu.

  • Ja tak się zastanawiam jak to się stało, że tutaj Sprarrow wygląda młodziej niż w pierwszej części Piratów. Generalnie on konsekwentnie w każej części jest co raz młodszy.

  • Lilith

    Jeśli chodzi o Barbossę, to ja już mam serdecznie dosyć takiego kończenia tego typu wątków (generalnie wszystko w tym wątku wcześniej mi się podoba, ale serio…) SPOJLERS!
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .Jak chcieli zrobić dramat, to mogli pokazać, co się powinno stać z Willem po zdjęciu klątwy z Latającego Holendra.

    • Willie

      SPOILERÓW ciąg dalszy
      .
      .
      .
      Też się zastanawiałam, czemu facet z wyciętym sercem nie padł trupem na pokład, ale równie dobrze można by się pytać dlaczego po prostu nie zacumował sobie Holendra gdzieś pod domem (Davy Jones nie przebywał cały czas na dnie morza, w dodatku wyszedł na jakąś wyspę z nogą w wiadrze, więc dlaczego po prostu nie wsadzili Willa do wanny?) xd

  • Jako ogromna fanka pierwszych trzech części niestety trochę mam wrażenie że niszczy mi się coś pięknego :( Kiedyś kochanie Jacka Sparrowa i Johnny’ego za jednym zamachem było zupełnie normalne i uzasadnione, a teraz może wzbudzić tylko zażenowanie. Bo ja nie takiego Jacka kochałam, no. I zgadzam się ze Zwierzem chyba we wszystkim. I chyba przypomnę sobie pierwsze części żeby zetrzeć ten kiepski posmak :D

  • Dla mnie młody Jack Sparrow ze zdjęcia przypomina psa, chociażby tego: http://www.petguide.com/wp-content/uploads/2013/02/shih-tzu-21.jpg Czy tylko ja widzę to podobieństwo? :)

  • Nigdy nie byłam fanką piratów – obejrzałam wszystkie części, ale bez większego entuzjazmu. „Klątwa” była jeszcze w porządku, bo to było coś nowego i świeżego. Z przyjemnością też oglądało się Deppa jako Sparrowa. Gdy obejrzałam zwiastun najnowszej części przyszły mi do głowy trzy myśli: „Odgrzewany kotlet”, „To już było” i „Czasy Deppa już się skończyły”. I, niestety, co do ostatniej coraz bardziej się przekonuję. „Ekscentryczność”, jaką się charakteryzował, przestaje być atrakcyjna, a nawet męczy. Już nie widzę świetnej kreacji aktorskiej, a „kolejną typową rolę Deppa”.