Dla pracy zrobi wszystko czyli zwierz i wnioski z Radomskiego „eksperymentu.

27/09/2016

Nie tacy znowu wspaniali czyli Zwierz i remake „Siedmiu Wspaniałych”

27/09/2016

Pożegnanie z Gdańskiem czyli dlaczego w przyszłym roku nie pojadę na Blog Forum Gdańsk

27/09/2016

Coroczne spotkanie blogerów w Gdańsku wygląda od kilku lat tak samo. Zjeżdżamy się do jednego miasta, z lekkim zdziwieniem konstatujemy, że ludzie z Internetów naprawdę istnieją, sporo rozmawiamy, często wymyślamy głupie żarty i rozjeżdżamy się do domów. Dla wielu blogerów te dwa dni to moment wspaniałej inspiracji. Dla zwierza, rosnącej frustracji.

Zacznijmy od stwierdzenia, że gdyby to był zwierza pierwszy Blog Forum Gdańsk albo gdyby zwierz był nieco mniej doświadczonym blogerem pewnie byłoby to doświadczenie zupełnie inne. Być może wyjeżdżałby absolutnie zachwycony, z poczuciem, że wiele się dowiedział, poznał nowych ludzi i ma pomysł na blogowanie. Jednak zwierz nie jest już młodym blogerem – pisze się od tych kilku lat i co się miało odkryć to się odkryło, kogo się miało poznać to poznało. Jasne jest w zwierzu poczucie, że gdzieś tam są nowe wyzwania i możliwości ale w sięganiu po nie chyba już nie pomoże BFG. Ten wstęp jest konieczny bo pewnie sporo osób traktuje takie krytyczne wypowiedzi na zasadzie „Narzekasz ale jeździsz”. Tymczasem zwierz, doszedł do wniosku, że to chyba powinien być jego ostatni Blog Forum – po którym odda swoje miejsce komuś młodszemu (blogowo) kogo jeszcze to co usłyszy jest w stanie poruszyć i zmienić jego podejście do pisania.

Zwierz starał się być bardzo uważnym uczestnikiem tu siedzi w pierwszym rzędzie i tłumaczy Marcie że programie nie ma nic o Thranduilu fot. Paweł Wyszomirski

Zwierz starał się być bardzo uważnym uczestnikiem tu siedzi w pierwszym rzędzie i tłumaczy Marcie że programie nie ma nic o Thranduilu fot. Paweł Wyszomirski (fotografia stąd)

Dlaczego wróciłam z Gdańska z takimi przemyśleniami? Nie chodzi o kwestie organizacyjne – pod tym względem wszystko się ładnie udało, pomysł na zorganizowanie pierwszego dnia Forum w Sali BHP był całkiem niezły bo sala ładnie nas pomieściła a jednocześnie okazała się idealnym miejscem konferencyjnym z dobrze oddzielonymi od siebie miejscami tzn. ludzie którzy chcieli pogadać przy kawie nie wadzili tym którzy chcieli posłuchać prelekcji. No i jednak to brzmi trochę surrealistycznie że w tej Sali BHP Stoczni Gdańskiej można zorganizować konferencję. Dobry był też drugi dzień już w dobrze znanym Europejskim Centrum Solidarności – przestrzeni przecudownej, otwartej idealnie dopasowanej do tematyki blogowego spotkania. Jak zwykle każdy mógł się poczuć dopieszczony przez organizatorów bo nie każda konferencja zaprosi, posadzi, napoi (uważam że stanowisko CoffeDesk powinno być pod każdym domem czy mieszkaniem każdego blogera) i nakarmi (co prawda głównie szpinakiem ale nie można mieć wszystkiego). Nie każda zadba też o to by obecność sponsorów była dużo mniej widoczna od obecności akcji charytatywnych i nie pożegna blogera wkładając mu w dłoń pięknie wydany raport z badaniami dotyczącymi znaczenia blogosfery i vlogosfery we współczesnym świecie. Nie każda też postara się zaprosić zagranicznego gościa, najpopularniejszego vlogera, wybitnego reportażystę czy powszechnie szanowanego profesora. Pod tym względem niczego nie można zarzucić.

Blog Forum Gdańsk pozostaje miejscem świetnym towarzysko - tu zwierz i Artu Jabłoński robią sobie podwójne slefie

Blog Forum Gdańsk pozostaje miejscem świetnym towarzysko – tu zwierz i Artu Jabłoński robią sobie podwójne slefie

Czemu więc zwierz jest sfrustrowany? Przede wszystkim faktem, że ma wrażenie że wciąż kręcimy się w kółko. Kilka prelekcji pierwszego dnia poświęconych było pomaganiu i temu co blogerzy w ramach tego pomagania mogą zrobić (nie tylko blogerzy). Problem w tym, że pomaganie w takich rozmowach niemal zawsze związane jest z pomocą charytatywną. Zwierz już o tym pisał przy okazji innej konferencji ale uważa że trzeba to wciąż powtarzać – blogerskie pomaganie to nie tylko charytatywność. Jeśli nie będziemy mówić o tym głośniej to wielu blogerów nigdy się nie dowie jak może pomóc – niekoniecznie wzywając do akcji wpłacania pieniędzy, czy wspierając organizację charytatywną. Wydaje się wręcz że rolą blogerów jest pomagać inaczej – w przygotowanym raporcie który już każdy czyta na własną rękę znajdzie się opis akcji związanej z zapobieganiem samobójstwom – to jest taki rodzaj pomocy w którym, moim zdaniem wielu blogerów dużo bardziej się odnajdzie i co więcej mogą się oni okazać bardziej skuteczni. Trochę przykro że o tym najwięcej mówimy w kuluarach.  Z kolei w przypadku panelu o roli edukacyjnej blogerów zwierz  miał wrażenie że cała rozmowa poszła w złą stronę. Wiele się dowiedział o kwestii zarabiania i ewentualnych wyrzutów sumienia ale wydaje się że to już wątek niepotrzebny. O pieniądzach mówiliśmy już tyle razy że chyba wszyscy mają trochę dość. Natomiast zabrakło mi w tym uroczo naukowym panelu – gdzie spotkali się blogerzy  edukujący z zakresu astronomii, chemii, biotechnologii czy języka polskiego kogoś kto edukuje  w zupełnie innym wymiarze. Edukacyjną stronę może mieć blog właściwie o każdej tematyce. Zwierz chętnie zobaczyłby obok nich jakąś blogerkę piszącą o włosach czy chociażby Ewę z Red Lipstick Monster – idealny przykład jak można edukować społeczeństwo i pomagać swoim widzom mówiąc o sprawach które zwykle uznaje się za płytkie i mało znaczące. Zresztą zwierz kilka razy miał wrażenie w czasie  BFG, że nawet kiedy blogerzy rozmawiają z blogerami to dużo jest w tym przekonania, że blogerzy dzielą się na dobrych i złych i ci źli to jakaś nie do końca określona magma psująca nam markę podczas kiedy my próbujemy być dobrzy i szlachetni.

Wbrew temu co się wydaje zwierz słucha i to nawet uważnie. Po prostu na takich imprezach jednocześnie słucha się pelegentów i dyskutuje na Twitterze. Tak zamiast szeptać komuś na ucho przez cały czas. Zwierz to bardzo lubi fot, Maciej Moskwa

Wbrew temu co się wydaje zwierz słucha i to nawet uważnie. Po prostu na takich imprezach jednocześnie słucha się prelegentów i dyskutuje na Twitterze. Tak zamiast szeptać komuś na ucho przez cały czas. Zwierz to bardzo lubi fot, Maciej Moskwa (fotografia stąd)

Zresztą gdyby zwierz miał powiedzieć co jest dla niego największym problemem to kwestia tego „Forum” w nazwie. Rozmowy w kuluarach są bardzo ciekawe i zabawne ale elementu rozmowy bardzo brakuje w czasie trwania samego spotkania. Chętnie człowiek zadałby kilka pytań doskonałemu Marcinowi Ogdowskiemu (chyba najciekawszy blogerską punkt spotkania), pokłóciłby się z Pawłem Tkaczykiem, podpytał Natalię Hatalską. Jasne – można podejść po prelekcji ale inaczej rozmawia się jeden na jeden – poza tym trzeba mieć na taką rozmowę odwagę. Jednak nie chodzi jedynie o brak przestrzeni na taką publiczną dyskusję – co pewnie wywołuje lęk organizatorów (nie z powodu treści ale kwestii zdyscyplinowania widowni). Zwierz ma problem z tym jak podchodzi się do gości – zwłaszcza tych ze świata dziennikarskiego. Otóż – chcąc nie chcąc wielu uczestników podchodzi do spotkania z nimi na zasadzie – oni wielcy (np. Mariusz Szczygieł) my mali, trochę na kolanach.  Nie odmawiając nikomu prawa do wielkości i nie pomniejszając ich zasług zwierz zastanawia się czy na pewno dobrze robimy. Bloger nie jest gorszą wersją dziennikarza, jego wcześniejszą ewolucją. Nie jesteśmy Pokemonami. Jeśli spotyka się ważny i uznany bloger z ważnym i uznanym dziennikarzem to na spotkaniu takim jak Blog Forum Gdańsk chciałoby się obejrzeć spotkanie równe. Odrzućmy na chwilę na bok fakt że dziennikarzy czyta więcej osób (hmm… niekoniecznie) czy że są bardziej uznani, mają nagrody w kieszeniach i często tworzą Kulturę przez duże K. My tu jesteśmy u siebie, posługujemy się naszą hierarchią. Nie znaczy że gościa należy nie szanować, poniżać czy próbować pokazać że jest się od niego lepszym. Absolutnie nie. Ale wracając do idei Forum – to jest miejsce na wymianę myśli, doświadczeń i pokazania że my robimy rzeczy inaczej ale chcemy się wymieniać doświadczeniami. Tej wymiany – wychodzącej z przekonania o równości bardzo mi zabrakło. Zresztą w kilku przypadkach – jak np. w przypadku rozmowy ze Szczygłem czy w przypadku wywiadu jaki prowadziła na scenie Karolina Korwin- Piotrowska – temat wystąpienie a jego treść bardzo się różniły. Szkoda bo to co było w programie było dużo bliższe problemem blogosfery.

Zdaniem zwierza konferencja była najlepsza w chwili kiedy można było posłuchać konkretów i zgodnie z nazwą konferencji - wymienić się doświadczeniami fot. Maciej Moskwa

Zdaniem zwierza konferencja była najlepsza w chwili kiedy można było posłuchać konkretów i zgodnie z nazwą konferencji – wymienić się doświadczeniami fot. Maciej Moskwa (fotografia stąd)

Zresztą to w ogóle jest mój spory problem. Tak naprawdę Blog Forum robi się najciekawsze kiedy mogę posłuchać drugiego blogera czy vlogera. Goście spoza blogosfery są fajni do momentu kiedy nie zdajemy sobie sprawy, że część z nich nie ma pojęcia jak ta blogosfera funkcjonuje. Tymczasem chciałoby się wsłuchać w głos blogerów, tych z innymi doświadczeniami, podejściem, punktem wyjścia – stąd bardzo dobry był panel z blogerami i vlogerami seniorami (choć mam problem z tym jak się mówi do aktywnych osób starszych – w taki specjalny sposób – trochę jak do dzieci, trochę z zaskoczeniem że jeszcze żyją choć przecież nie są młodzi), którzy opowiadali o swoich pomysłach na blogowanie i o nieco innej perspektywie. Dlatego doskonały był wspomniany Ogrodowski który mówił o swoim doświadczeniu blogowym. Dlatego wyszłam dość zawiedziona z warsztatów z Włodzimierzem Nowakiem tylko po to by zachwycić się wystąpieniem Krzysztofa Gonciarza. Bo Nowak dużo mówił jak napisać dobry klasyczny reportaż  – taki gdzie ma się kilkanaście godzin na rozmowę, możliwość jeżdżenia i pracy wiele tygodni nad tekstem. Wspaniały wykład. Bardzo obok. Z kolei Gonciarz w krótkich radach dotyczących prowadzenia vloga powiedział zarówno o sprawach ogólnych dotyczących dostarczania treści widzom jak i banalnych (żeby kręcić w koszulkach gładkich bo wtedy widzowie nie rozpoznają jak często robisz pranie) – ale bardzo bliskich światu blogo i vlogosfery.

Blog Forum to nie jest zła konferencja ale z roku na rok utwierdzam się w przekonaniu, że to już chyba nie jest konferencja dla mnie

Blog Forum to nie jest zła konferencja ale z roku na rok utwierdzam się w przekonaniu, że to już chyba nie jest konferencja dla mnie fot. Maciej Moskwa (fotografia stąd)

Zresztą chyba największą kumulację tego problem mieliśmy w czasie rozmowy Karoliny Korwin- Piotrowskiej z profesorem Jerzym Vetulanim. Sam profesor zaczął swoją opowieść bardzo ciekawie i aż chciało się posłuchać więcej o mózgu, nauce była nadzieja że rozmowa skręci w stronę tego co zapowiadał tytuł panelu czyli bycia autorytetem  a właściwie tego czy można go zbudować przez blog. Byłaby to rozmowa ciekawa – być może uświadamiająca części blogerów jaka odpowiedzialność na nich spoczywa. Wiele można było poruszyć wątków. Problem w tym że Karolina Korwin- Piotrowska miała własną wizję tej rozmowy. Upolitycznioną, skierowaną na rozmowę o hejt z pięknymi zdaniami takimi jak „Kiedyś nie można było powiedzieć brudas, ciapaty, żyd”. To bardzo specyficzna definicja kiedyś. Słuchając tej rozmowy zwierz zdał sobie sprawę, że nie chodzi jedynie o napastliwy ton prowadzącej która rozmowę o autorytecie zamieniła w krytykę „Tej władzy”. Tu chodziło o kompletne niezrozumienie tego gdzie się znajdujemy – na spotkaniu osób o bardzo różnych poglądach politycznych, o bardzo różnym pochodzeniu  i doświadczeniach które jednak łączy blogowanie. I chcą się nauczyć jak najwięcej o tym blogowaniu, wymienić się pomysłami czy spotkać kogoś kto pomoże im pisać lepiej i lepiej rozumieć mechanizmy Internetu. Pytania dotyczące tego co się da wyczytać z fizjonomii Kukiza czy krytyka czarnego protestu  to kompletne nie zrozumienie tego czym jest to wydarzenie. To był chyba był najsmutniejszy moment BFG – nie tego ale wszystkich na których byłam. Tu bowiem najlepiej było widać jak to co dzieje się na scenie rozchodzi się z tym po co się przyjechało. I nie chodzi o moją prywatną niechęć do prowadzącej ale raczej o to jak bardzo nie zrozumiała w jakim kontekście toczy się rozmowa. Internet to nie tylko spory polityczne a wielu blogerów umie przekuć lajki na prawdziwą pomoc. Zaś zbaczanie na hejt to trochę jak narzekanie na nieobecnych przed uczniami którzy właśnie przyszli na zajęcia.

Kto wie, może zwierz najbardziej tęskni do konkretu

Kto wie, może zwierz najbardziej tęskni do konkretu

 

Inna sprawa – Blog Forum coraz bardziej jest konferencją nieobecnych. Nie ma tu prawie vlogerów, nie ma za bardzo nowych pokoleń internetowych  influencerów. Kiedy Natalia Hatalska mówiła o odpowiedzialności twórców blogowych nie sposób było nie dostrzec że ci najważniejsi – młodzi, często bardzo młodzi twórcy Youtuba czy sławy Snapchata na taką konferencję nie przyjadą. Zresztą i wśród nas samych – tej wciąż próbującej się określać grupy blogosfery – panuje stagnacja. Doskonale pokazują to  nagrody przyznane pod koniec BFG – znów statuetkę dostali Konrad Kruczkowski i Michał Szafrański. Obaj to doskonali (choć nietypowi w swoim poczuciu misji) blogerzy. Ale wygrywają właściwie wszystko. Te nagrody zgarnęli już drugi raz z rzędu. Bardzo ich obu lubię – zarówno prywatnie jak i jako blogerów, ale fakt że nie mają w tych nagrodach konkurencji mnie niepokoi. Bo lubimy ich nagradzać ale jakoś nie rosną ci którzy chcą brać z nich przykład. Mam coraz bardziej wrażenie że stają się naszą wymówką – jesteśmy moralni, dobrzy i odpowiedzialni – spójrzcie mamy przecież Konrada i Michała. To niebezpieczny trend – bo po pierwsze – żaden bloger nie powinien nieść na barkach odpowiedzialności za całą blogosferę po drugie to rozleniwia.  Wiemy kto jest „ten dobry” więc sami nie musimy. Ważne by pamiętać, to nie wina nagradzanych, ani też nie nawoływanie by ich nie nagradzać (w końcu obaj są naprawdę doskonali) tylko refleksja co to dla nas znaczy.

Towarzysko Blog Forum jest nadal moim ulubionym wydarzeniem blogerskim. Ale to chyba już za mało

Towarzysko Blog Forum jest nadal moim ulubionym wydarzeniem blogerskim. Ale to chyba już za mało

Krytykowanie Blog Forum Gdańsk jest trudne. Większość uczestników wyjeżdża zadowolona – trudno się w sumie dziwić – dwa dni, dobrze zorganizowanej imprezy w czasie której jest okazja do wielu rozmów towarzyskich, poznania ludzi, pożartowania, nawiązania kontaktów. Takie wrześniowe kolonie blogosfery gdzie odnawiają się znajomości, kwitną intelektualne romanse i powstają memy (pozdro z autobusu) które przywołujemy potem z nostalgią. Blog Forum trwa na tyle długo że stało się wydarzeniem którego określona forma jest czymś za czym tęsknimy, i z czym trudno się rozstać. To nic złego. Można wręcz dojść do wniosku, że świadczy to o doskonałej organizacji, która skutkuje przywiązaniem uczestników do wydarzenia, przekonaniem, że chcą brać udział w BFG. To na pewno konferencja prestiżowa, w wielu punktach merytoryczna. Znak, że gdzieś w Blogosferze się doszło.  Ale jednocześnie coraz bardziej odnoszę wrażenie (o czym piszę z roku na rok) że zamykamy się w swojej grupie, w swojej formie, że być może już wszyscy za dobrze się znamy być może brakuje tego elementu prawdziwego forum. Trzeba bowiem przyznać, że jeśli człowiek chce się dowiedzieć czego naprawdę ciekawego to w czasie przerwy na kawę.

Doszliśmy od tego momentu kiedy naprawdę czuję że ktoś mniej doświadczony w blogowaniu, znający mniej osób wyniesie z całego wydarzenia dużo więcej niż ja.

Doszliśmy od tego momentu kiedy naprawdę czuję że ktoś mniej doświadczony w blogowaniu, znający mniej osób wyniesie z całego wydarzenia dużo więcej niż ja.

Krytykowanie Blog Forum jest trudne bo trudne jest oddzielnie tego co uważa się o organizatorach (którzy co roku robią wszystko by wyszło jak najlepiej), uczestnikach (którzy w większości przypadków starają się dać jak najwięcej) a ogólnym wrażeniem, że impreza coraz mniej jest dla mnie.  Kiedyś wydawało mi się, że musimy rozmawiać bardziej ogólnie. Ale w tym roku w sumie najlepiej wypadały konkrety – wystąpienie o bezpieczeństwie na blogu i w sieci czy szybki kurs vlogowania. To nie było zła konferencja ale mam wrażenie, że gdyby jej nie było niewiele by to w moim życiu zmieniło. Jednocześnie czytam u innych blogerów że wracali do domów zachwyceni i pełni inspiracji. Być może więc problemem nie jest BFG tylko moja wizja czym to wydarzenie mogłoby być. Dlatego też uważam że w następnym roku na moje miejsce powinien pojechać jakiś młody, może początkujący internetowy twórca. Może on znajdzie w Gdańsku entuzjazm i inspiracje bez których ja wracam do Warszawy. Nie wydaje mi się to takie strasznie smutne. W końcu przekonałam się jak konferencja wygląda, jacy naprawdę fajni są blogerzy, jak dobrze zebrać nas w Gdańsku. A teraz czas wracać do domu.

Ps:  Ten wpis naprawdę nie został napisany po to by pokazać że jestem fajna bo myślę inaczej niż wszyscy i naprawdę nie żywię żadnych negatywnych uczuć względem organizatorów czy całej koncepcji imprezy. Więcej nawet nie jestem do końca pewna czy kiedykolwiek trafię na lepszą.  Ale to nie znaczy, że muszę się kurczowo trzymać tej.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Muszę w końcu odwiedzić tę konferencję, po tym wpisie tym bardziej. W tym roku udało mi się obejrzeć kilka prelekcji online i najbardziej zaciekawiła mnie prezentacja Natalii Hatalskiej – pięknie pokazała potężne zjawisko: dla młodzieży znaną osobą obecną na BFG może być…. Krzysiek Gonciarz. I celowo napisałem „może być”, bo jego vlog to nie są głównie dzieciaki. Ta dojrzała blogosfera, która rozmawia na forum o zmianie świata, nie dociera do młodzieży, a ci którzy docierają dużo bardziej niż masowe media… nie jestem przekonany czy oni w ogóle wiedzą co to jest odpowiedzialne społecznie blogowanie (oczywiście z małymi wyjątkami). Smutne to, bo ci którzy mają największą siłę w sieci, nie wykorzystują jej. A przecież wujek Spider-Mana powtarzał… „z wielką siłę idzie w parze wielka odpowiedzialność” ;)

    • Gdybym miała wskazac jedną osobę w Internecie, która naprawdę wspaniale, odpowiedzialnie, skutecznie i dobrze wykorzystuje swoją siłę i popularność wśród młodych, to byłby to Krzysiek Gonciarz.

    • No widzisz, a ja nie mam pojęcia, kto to jest Krzysiek Gonciarz. A siedzę w blogosferze od lat. Tylko to jest „moja” blogosfera, a nie jakaś tam, speców od marketingu. Ja na przykład wiem kto to jest Michał Sikorski. Od jakiegoś czasu oglądam jego vloga i jestem zdziwiona, że tak totalnie zamknięty świat blogosfery o nim nie mówi. A może mówi, tylko znowu – nie czytam paneli i innych autorytetów blogowania, to nie wiem?

  • Tak odnosząc się tylko do ostatnich słów: przyjedź kiedyś na kielecki Blogotok! Kocham tę imprezę całym sercem, a z Warszawy nie masz daleko. Do tej pory wyjeżdżałam stamtąd zawsze z głową nabitą konkretami wyniesionymi z prelekcji, a jednocześnie miałam mnóstwo czasu na poznawanie ludzi w przerwach i na afterze.

  • Jako początkujący bloger patrzę na tę konferencję tęsknym wzrokiem. Chyba dlatego, że chciałabym poznać ludzi, których czytam – ten towarzyski aspekt najbardziej mnie pociąga, bo co do merytorycznej wartości, to zastanawiam się, czy tego wszystkiego nie ma już gdzieś w odmętach Internetu. Czytałam statystyki, że ponad 50% uczestników było na konferencji po raz pierwszy, więc po Twojej relacji zaczynam się zastanawiać, jak to jest z tą otwartością konferencji na nowych twórców. Z drugiej strony, jestem ciekawa, czy jako autorka bloga o (pop)kulturze nie czułaś się tam trochę dziwnie – wiesz, w sensie czy ktoś dał Ci odczuć, że Twoje podejście do blogowania nie odpowiada standardom, bo np. nie rzuciłaś pracy dla blogowych profitów.

    • zpopk

      Nikt mi uwag nie robił ale prawda jest taka że o blogach poświęconych kulturze się nigdy za wiele na BFG nie mówiło

    • Jak chodiz Ci głównie o aspaket towarzyski to chyba sensowniej ejst pojechać na SeeBlogers lub BCP, o tyle, ze jest większa szansa dostania się.

      Ja na BFG byłam poraz pierwszy. Poznałam trochę nowych ludzi, trochę się dowiedziałam. Mogłam poatakować vlogerów żebrząc o napisy. Poza tym mam taki problem, że niby BFG jest otwarte na nowych uczestników (tegoroczne statystyki to potwierdzają) a jednak wciąż hermetyczne.

      Mimo wszystko, zdecydowanie daleko mi do krytyki tego wydarzenia :)

      • Dzięki za polecenie blogowych imprez ;) Byłoby dobrze wcisnąć takie wydarzenia w swój harmonogram (gdzieś pomiędzy konwentami). No i fajnie, że dobrze się bawiłaś na BFG!

  • Ewa Serenity Iwaniec

    A ja mam kolejne pytanie – czy na BFG pojawiły się znowu te same twarze? To znaczy, pamiętam, że w zeszłym roku trochę uwagi temu poświęciłaś, że nieco niepokoiła cię zamknięte grono uczestników, wśród których znowu widziałaś te same twarze i bardzo niewielu nowych blogerów. A jak to było w tym roku?

    • zpopk

      Ponad 50% uczestników to ludzie nowi ale i tak czas spędza się. Z tymi których się zna. Z nowych osób poznałam Janinę z JaninaDaily

  • Świetne przemyślenia, Zwierzu, od początku do końca :) I hej, mam wielką radochę z dyskusji z Tobą (a na żywo chyba wolę bardziej niż na Twitterze, bo 140 znaków mnie ogranicza), więc… zróbmy to następnym razem :) Nawet na scenie :)

    • Czuję, że organizatorzy BFG mogą to podchwycić i za rok możesz wylądować na scenie :) Czego oczywiście życzę.

  • Zwierzu, dzięki Tobie i temu wpisowi, a nie wizytom na BFG, zaczęłam chyba rozumieć, czym jest blogosfera. Z naciskiem na „chyba”:) Bardzo ciekawe refleksje w bliskim mi stylu. Serdeczności. Joanna M-P

  • Ciekawe stanowisko. Trochę je rozumiem, bo im dłużej piszę bloga, tym bardziej dochodzę do podobnych wniosków ;) W tym roku nie byłem na BFG (brak szczęścia przy zapisach), ale obserwowałem relacje w sieci i starałem się wyłuskać z tych pojedynczych zdań wiele cennych informacji. Czy się udało – zobaczymy ;)

  • Wazon

    Bo ja wiem…W zasadzie chyba zwierz ma dużo racji, ale może swój udział w tej imprezie jeszcze przemyśli ? To, że już coś było, nie znaczy, że czego innego nagle nie będzie. A może i zwierzowi wpadnie do głowy jakiś genialny pomysł na coś nowego ?
    Ja bym się na miejscu zwierza jeszcze zastanowiła, czy nie jechać.

  • Ponad połowa to były nowe osoby, trudno więc powiedzieć, że „ciągle te same gęby”. Pytanie bardziej brzmi dlaczego 30 osób nie przyjechało (mimo zapisów) i czemu byli to głównie „nowi”?
    Dla wielu starych (a powiem w swoim imieniu, bo już 3/7 BFG zaliczonych) to okazja do spotkania, wymiany myśli, zobaczenia kto co robi, ew. dowiedzenia się kilku informacji z dwóch prelekcji na krzyż.
    BFG nigdy nie ma na celu edukować, rozwijać i być szkołą. Jest „inspirujące”, bo wiele osób odkryło „seniorów blogerów”, kwestie bezpieczeństwa, reportaże czy „blogi wojenne”. A że miziać się po jajkach trzeba – taka formuła i ciężko z nią zerwać.
    Gratuluję, że poznałaś „kogo trzeba”, ale biorąc pod uwagę, że mniej więcej co 2 uczestnik był po raz pierwszy, to uważam, że wśród uczestników było wielu przyszłych Szafrańskich, Konradów czy innych. Różnica nie polega na tym, że oni robią coś wyjątkowo, tylko na tym, że byli w pewnym sensie pierwsi (top of mind), regulamin konkursu ich nie wyklucza jako laureatów, a sam konkurs jest traktowany dość po macoszemu (nie analizując dlaczego). Od nagród dużo bardziej ekscytujące jest zdjęcie na koniec ;)
    Z jakiegoś powodu Tomczyki, Maffy, Fashionelki, 20metrów, Abstrachuje i inne „topowe blogery” nie przyjechały – ale czy muszą? Czy da się zrobić imprezę dla wszystkich? I czy w ogóle trzeba?
    BFG wyrobiło sobie prestiż. Wyznacza pewien kierunek, bo częściowo go przetwarza, a częściowo narzuca – kiedyś mówiliśmy tylko o zarabianiu, potem o byciu drugimi dziennikarzami, a ten rok jest o pomaganiu i odpowiedzialności. I takie są trendy w blogosferze. Kiedyś wszyscy podziwiali Kominka, że tyle hajsu, potem porównywali się do dziennikarzy, a teraz każdy stara się być eko, biegający, wspierający czy jakiś tam. I tutaj BFG sprawdza się niesamowicie, bo jest soczewką skupiającą trendy.
    Wszyscy „zainspirowani” generalnie raczej po prostu robią achy i ochy, bo tak trzeba, bardziej niż rzeczywiście wrócili oszołomieni natłokiem wiedzy, pomysłów itd.
    Pewnie byłoby inaczej, gdyby BFG było częściej. Albo przyjmowało więcej osób. Ale wtedy też mielibyśmy zdjęcia na ściankach za obieraczkę czy warsztaty malowania paznokci, a jednak BFG wyróżnia się czym innym. Przyznaje nagrodę. Tworzy raporty. Zaprasza wyjątkowe osobistości.
    Miejsce na taką konferencję, o jakiej piszesz (pisząc, że BFG takie nie jest) też jest. W tej chwili są 3 znaczące imprezy, a to zdecydowanie mało, jak na tak ogromną branżę. Ale ewidentnie brakuje kogoś, kto się podejmie tego zadania.

    A kończąc, napiszę coś w rodzaju anegdoty. Niby się wszystkich zna, ale okazuje się, że rok temu poznałam kogoś, kto też był na tym samym BFG w 2013, potem nie byłyśmy na 2014, spotkałyśmy się na 2015. Okazało się, że mimo wielu wspólnych znajomych i przenikających się projektów Bogna słyszała o mnie raz przed konferencją (przy okazji rekrutacji), a ja o niej w ogóle. To właśnie BFG dało nam przestrzeń, żeby się poznać. Byłyśmy na różnych SeeBloggersach i obie nie byłyśmy na pierwszym/ch? Blog Conferencje Poznaniach. Ale na BFG „po prostu się jedzie”. I to jest niesamowita siła tego eventu.
    A że może być lepiej? Jasne.
    Po prostu szukasz na BFG coś, czego on chyba nigdy nie oferował ;)

    • zpopk

      Dlatego też moja refleksja kończy się tym, że raczej nie przyjadę ponownie. Być może wymagam czegoś czego nie dostanę. Choć akurat to moje czwarte BFG i mam poczucie że w zeszłym roku więcej dla siebie wyniosłam. Ale ostatecznie to ja się wycofuję, zostawiając uwagi a BFG trwa dalej zgodnie ze swoją wizją.

      • to nie w formie wyrzutu ;)
        piszę jako osoba, która zawsze ma mega dystans do BFG i generalnie uważa, że blogerzy są okropni (ze świadomością, że sama piszę bloga).
        Absolutnie pierwsza bym biegła na event, który mnie czegoś praktycznego nauczy, co wykorzystam na swoim blogu ;)

    • Myślę, że problem osób, które odpuściły przyjazd rozwiązałby się sam, gdyby wejściówki były płatne. Zawsze jest większa bariera mentalna przed opuszczeniem wydarzenia, za które trzeba było zapłacić. Taka forma dystrybucji pewnie zmniejszyłaby również liczbę lamentów o „nie dostaniu się na BFG”.

      Dzięki Zwierzu za ciekawe stanowisko. Fajnie przeczytać głos, który odważnie mówi „jak jest”, a nie poklepuje organizatorów po pleckach głównie po to, by w przyszłym roku stać na początku kolejki przy rejestracji :)

      Oczywiście – jestem blogerem nieudacznikiem, któremu nigdy nie udało się zakwalifikować na to wydarzenie, więc mój głos zostanie odebrany jako tenże lament właśnie ;) Ale uważam, że bardziej przeźroczysta formuła zapisów na to wydarzenie wpuściła by trochę świeżych osób i oczyściłaby trochę atmosferę.

      • Blogerzy przez lata nauczyli się, ze za konferencje nie płacą (to oni dostają #darylosu). Dziś wprowadzenie opłat to byłby strzał w stopę.

        W tym roku w regulaminie BFG pojawił się punkt zobowiązujący do wpłacenia 50zł na fundacje jeśli nie dobierze się identyfikatora.

    • Zastanawia mnie początek wypowiedzi:
      > Ponad połowa to były nowe osoby, trudno więc powiedzieć, że „ciągle te same gęby”. Pytanie bardziej brzmi dlaczego 30 osób nie przyjechało (mimo zapisów) i czemu byli to głównie „nowi”?

      Rozumiem ze to pytanie retoryczne ale czy to organizatorzy nie powini zastanowic się nad tym, dlaczego 30tka nie przyjechała? Czy czegoś zaniedbali oni sami czy moze … jest jaka bariera, którą trudno im przeskoczyć?

      • Jako zeszłoroczna „nowa” osoba, która nie przyjechała, mogę odpowiedzieć z autopsji: rozczarował mnie program. Napaliłam się na coś wielkiego, a dostałam nieinteresujące mnie prelekcje, które obejrzałam sobie, z braku innych pomysłów na jesienny weekend, w streamingu, tweetując z komputera przy domowej herbatce.
        W tym roku nie wysyłałam zgłoszenia i dobrze zrobiłam, bo program nie zainteresował mnie nawet na tyle, żeby siedzieć przed komputerem i śledzić streaming.
        Interesowały mnie dawne BFG, żałuję na przykład, że nie było mnie na tym o zarabianiu, ale wytyczony kierunek nie koresponduje z moim podejściem i oczekiwaniami. Szkoda mi jechać na koniec Polski, więc niech moje miejsce zajmuje ktoś, dla kogo to jest cool. Kto się zainspiruje, kto spotka starych znajomych, kogo będą ciekawiły prelekcje albo kto będzie miał satysfakcję z udziału w prestiżowej imprezie. Ja się nie łapię na żadne z powyższych.

  • No cóż, warto spojrzeć na to z innej strony, dlatego dziękuję Ci za Twój tekst. Dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem. Gdańsk, to praktycznie mój dom. Jednak nie pojawiłem się na BFG. Kiedy było już coraz bliżej do konferencji, zacząłem się zastanawiać dlaczego. Zacząłem się zastanawiać, czy jeszcze jestem zbyt „mały” aby się tam pojawić. I na początku tak to sobie tłumaczyłem. Jednak po Twoim tekście wiem, że nie do końca o to mi chodziło. Tak to już jest z konferencjami, że mamy w stosunku do nich pewne oczekiwania. I nawet jeżeli są perfekcyjnie zorganizowane i nic nie można im zarzucić, to wracamy czasem z niedosytem. Miałem tak, kiedy poznawałem środowisko polskiej psychologii. Kiedy jeździłem na konferencje, zawsze coś mi podpowiadało, że nie jest to moje miejsce. Nie wiem, czy kiedyś przyjdzie mi odwiedzić BFG. Nie wiem, czy jak pojawię się na tej konferencji, to minie od Twojego wpisu sporo czasu, a więc przestanie być już on tak aktualny. Wiem jednak, że już zawsze będzie mi chodził po głowie Twój tekst. Trudno to opisać słowami, to uczucie, które starasz się przekazać. Myślę jednak, że coś w tym jest. A co z tego będzie, to już czas pokaże…

    • Kilka pierwszych zdań z Twojego komentarza mogłabym powtórzyć, kolejne kilka – jedynie odrobinę zmienić. Ja z kolei przez ostatnie cztery lata poznawałam środowisko gamedevowe (gry wideo, konkretniej twórcy niezależni). Przyszedł czas, że od branży lekko odbiłam, a na Targi Gier (i podobne) już w ogóle nie specjalnie mam ochotę odwiedzać. Wzięłam co potrzebowałam, potem się rozczarowałam i teraz patrzę w co innego mogłabym popaść.

      I kurczę, trochę drżę na samą myśl, że z powodów biznesowych pewnie będę musiała pewne targi w tym roku jeszcze odwiedzić. Jakiś taki mentalny dyskomfort czuję.

      • Znam dokładnie ten dyskomfort. To trochę dziwna sytuacja;) Tak to już jest, że sami często zaganiamy się w kozi róg. Może coś z takich wątpliwości wyniknie?

  • Ten wpis to taki kubeł zimnej wody na mocno idealizowane spotkania blogowe, które siłą rzeczy są dla wybranych. Wybranych 200-500 osób. Myślę, że podchodzenie z rozsądkiem do takich konferencji jest ok i jest to wpisane w blogowe doświadczenie, a jednocześnie mam nadzieję, że pomijając nieudane prelekcje, wyjazd był warty. Liczę, że może spotkamy się kiedyś tam lub w jakimś innym miejscu ;)

  • To moje piąte BFG i nada uważam ze wiele sie nauczyłem. Nie zgadzam sie zupełnie, ze #ciągletesamegęby, wiele osób ze „starej wiary” było nieobecnych, połowa chyba to nowi ludzie.

    Zgadzam sie, ze zapraszamy osoby spoza blogosfery trochę niejako mistrzów. A to tak nie jest do końca. Ciekawe spostrzezenie. Natomiast co do formuły i dyskusji – nie wiem jak taka forma może wyglądać. Dla mnie w zeszłym roku było za dużo paneli i było to przegadane.

  • Wow. Świetny, merytoryczny tekst. Dla mnie BFG to Olimp blogowy i bardzo było mi przykro, że się nie dostałam. I też zawsze czytałam tylko superlatywy. Twój wpis pokazuje, że blogowanie to ciągle strefa świetnego rozwoju i że tyle jeszcze można zrobić.
    Przeczytałam jednym tchem. Dziękuję:)

  • Kama

    Nie mam nic do powiedzenia o BFG, ale nie mam też FB, żeby podsunąć Zwierzowi zapowiedź książkową, której pewnie nie powinien przegapić :) http://www.ha.art.pl/wydawnictwo/zapowiedzi/4931-modernistki-o-kinie.html

    • zpopk

      Najlepszy komentarz pod wpisem. WIELKIE DZIĘKI!

  • To chyba naprawdę jest kwestia tego, że być może szukasz w imprezie czegoś, czym ta impreza nie jest i czym być może nigdy nie będzie. Z perspektywy osoby, która na BFGdańsk była po raz czwarty i z perspektywy blogerki, która wciąż klasyfikuje się do „nowych gęb” (nie do „początkujących”, ale do „małych”), uważam, że ta konferencja jest czymś naprawdę wyjątkowym, zwłaszcza po zmianach, jakie w niej zauważam od zeszłego roku. Tegoroczna edycja to dla mnie w ogóle coś wspaniałego, a obecność osób ze świata dziennikarskiego traktuję jako iskrę, która ma nas zainspirować do działania, a nie okazję do odbycia kursu dziennikarskiego pisania (chociaż też z warsztatów z Włodzimierzem Nowakiem wyszłam nieco zawiedziona – bo konkretów mi zabrakło). Kiedyś oczekiwałam po BFG dostarczania takiego mięsa, takich konkretów, ale w tym roku poczułam bardzo mocno, że konferencji dostarczających mięsa jest w Polsce kilka, co rusz organizowane są jakieś wydarzenia, gdzie udziela się rad, podaje ciekawe tricki poprawiające design, poczytność itd., ale takiej konferencji będącej od a do z inspiracją – nie ma. A dla mnie spotkanie z takimi osobistościami z różnych dziedzin to właśnie czysta inspiracja, którą każdy może przeżywać po swojemu i wyciągać co się da. Nie czułabym takiej mocy twórczej po żadnych warsztatach wysadzanych konkretami, po prostu nie. I gdy tak punktuję moje stanowisko i porównuję je z Twoim, to dochodzę do wniosku, że to naprawdę jest kwestia oczekiwań, ale też poziomu wtajemniczenia. Chociaż dość zaskakujący jest fakt, że ja – blogerka mało znana, która wiele powinna się jeszcze nauczyć – oczekuję górnolotnych inspiracji, a Ty – zwierz zaawansowany – oczekujesz konkretów. Myślałam, że to zwykle na odwrót idzie.

    Jeśli zaś chodzi o same prelekcje – też brakuje mi elementu dyskusji, bo ja mimo wszystko nie mam odwagi podejść do każdego prelegenta, dopytać, wyrazić swoje zdanie. Na Twitterze łatwo się to pisze, ale przecież nie po to zjeżdżamy się do Gdańska, aby dyskutować na Twitterze. Ponadto, panel z seniorami odebrałam tak samo – byłam lekko zniesmaczona podejściem do Gości, którzy nie dość, że byli chyba najbarwniejszą częścią tegorocznej edycji, to dało się odczuć, że nie do końca odnaleźli się wśród nas, nie-seniorów. A prowadząca podchodziła do nich z takim nastawieniem, że pewnie nieprędko seniorzy znów zawitają na BFGdańsk. O . KKP nawet się nie wypowiem, ponieważ moje wrażenia po prof. Vetulanim były tak pozytywne, że wszystkie ohydne zagrywki prowadzącej postanowiłam wymazać z pamięci, aby nie psuć sobie ogólnego wrażenia. Po prostu założyłam, że jej osoba i jej wypowiedzi w ogóle się nie wydarzyły.

    Ale ponad tym wszystkim – bardzo cenne są Twoje spostrzeżenia i na pewno od tej strony też warto na konferencję spojrzeć. A to, co mówisz o obecności nowych osób – ja osobiście odnotowałam jako zmianę na mega plus, uważam, że odświeżyło to konferencję i jako osoba spoza grona starych wyjadaczy poczułam się bardziej na miejscu (rok temu na przykład mocno dało się odczuć wyraźny podział na dużych i małych, w tym roku tego nie było – towarzystwo wydało mi się bardziej zgrane jako całość).

    • A mi się właśnie wydawało, że seniorzy absolutnie dobrze czuli się wśród nas :) Byli tacy pozytwtyni, bez nadęcia, bez stroszenia piórek :)

      • No mi nie do końca, podczas wszystkich przerw snuli się sami, owszem, jak ktoś podszedł to chętnie i swobodnie rozmawiali (sama z chęcią wymieniłam opinie na temat mody męskiej z p. Janem Adamskim, ale poza tym nie wyglądali na zintegrowanych. Zresztą nawet podczas panelu, może z wyjątkiem p. Bartnik, siedzili nieco skołowani i myślę, że nie była to wyłącznie trema. Myślę, że stosunek prowadzącej miał tutaj jednak spore znaczenie ;)

        • Nie widziałam tego panelu więc na jego temat się nie wypowiadam. Skorop mówisz, ze prowadząca miała taki, a nie inny stosunek do tych p[aństwa, to wierzę Ci na słowo.
          Wiesz, ja też snułam się sama chwilami, ale to nie oznacza, że czułam się na BFG źle.
          Może ja na nich w złych momentach patrzyłam, bo jak ich widziałam to zawsze z kimś, zawsze uśmiechniętych,a wokół nich grupkę tych młodych, ale patrzących na nich z zachwytem, podziwem.

          • Może ja zawsze patrzyłam w tych momentach, gdy nikt z nimi nie rozmawiał :)) Miejmy jednak nadzieję, że bawili się dobrze, bo naprawdę bardzo ubarwili tę konferencję i cieszę się, że się na niej pojawili. Więc nie pozostaje nam nic innego jak czekać na następną edycję i wypatrywać ich wśród uczestników :)

        • A z kim mieli się integrować, kiedy nikt (no może z małymi wyjątkami) do nich nie podchodził, a reszta towarzystwa młodsza od nich o… zostawmy te cyferki?
          Osobiście bardzo żałuję, że sama do nich nie podeszłam, bo jestem pewna, że byłyby to miłe i być może inspirujące rozmowy. Naprawię swój błąd następnym razem, jeśli będzie jeszcze okazja.

          • Zgadzam się, chociaż ja akurat tego błędu nie popełniłam i naprawdę nie żałuję – p. Adamski był przemiły! Więc przy następnej okazji nadrób :)) I tak, zgadzam się, że tej inicjatywy z naszej strony jako zbiorowości, niestety zabrakło.

          • Zabrakło, bo odniosłam wrażenie, że oni nie znali tyle osób co my, a chwilami zignorowani nie narzucali swojego towarzystwa. Chyba do nich napiszę „dwa” słowa od siebie :-)

          • Napisz!

  • dużo rozsądnych reflekcji :)

  • Od nas tylko tyle, że miło nam, że o nas wspomniałaś, więc i my wspomnieliśmy o Tobie, a nawet zacytowaliśmy Zwierza :D

  • Dziękuję Ci za te przemyślenia. Z góry wiedziałam, że nie będę mogła być na BFG i Twoja wypowiedź dała mi więcej, niż zachwycone głosy entuzjastycznie relacjonujące to wydarzenie w sieci. Dałaś mi do myślenia bardzo!

  • Gdy dowiedziałam się, co będzie tematem przewodnim tegorocznego spotkania, stwierdziłam, że musze tam być. Przecież piszę bloga o zmienianiu postaw, zmienianiu świata, zachowań, przyzwyczajeń. O prawach zwierząt. Jak się okazało, jest to mało ważne, by się zakwalifikować. Jak się okazało zupełnie inaczej rozumiem blogi społecznie zaangażowane. Niemniej widziałam plan i żałowałam, że jako początkująca blogerka nie mogę w tym uczestniczyć, nie mogę nauczyć się tego wszystkiego, o czym tylko wybrani potem na swoich blogach piszą. Szkoda, że takie dyskusje, panele i wykłady nie są normą i nie są dostępne dla wszystkich blogerów. Nie mam potrzeby stać się elitą tylko po to, by mieć dostęp do wiedzy. Mam potrzebę pochłaniania wiedzy. ECS móglby otworzyć takie zajęcia dla zainteresowanych. Brakuje tu takich spotkań.

    • zpopk

      Akurat wszystkiego co było na BFG można posłuchać. Natomiast nie dyskutuję o sposobie przyjmowania na BFG bo dużo jest oskarżeń rzucanych moim zdaniem nieco bezpodstawnie

      • Nadrabiać bedę online. Ja nie dyskutuję na temat przyjmowania, sama bym się nie przyjęła, pewnie:) Choć fajnie, by było usłyszeć treść zwrotną, typu: sorry za mało piszesz, sorry za mało lajków, pisz dalej, bądź cierpliwy. Nie zmienia to faktu, że brakuje mi takich wydarzeń, częściej niż raz w roku.

  • Pingback: Blog Forum Gdańsk 2016, czyli wrażenie zmiany – MrCichy()