Kto zostawi po nas ostatni status czyli Zombie vs Zwierz vs Śmierć w sieci

10/02/2018

I cóż że jak Churchill czyli dlaczego „Czas Mroku” nie podbił serca Zwierza

10/02/2018

„Przeminęło z Wiatrem” to nie romansidło czyli o czym tak naprawdę pisała Margaret Mitchell

10/02/2018

Ten wpis chodził mi po głowie już od bardzo dawna. Właściwie mam go ochotę napisać za każdym razem kiedy ktoś stwierdza, że „Przeminęło z Wiatrem” to romans wszech czasów. Dziś w końcu Zwierz postanowił wyjaśnić raz na zawsze – dlaczego „Przeminęło z Wiatrem” to jednak nie jest tylko romansidło dla kobiet, dlaczego warto je czytać i przede wszystkim – dlaczego to ten przypadek w którym ekranizacja bardzo zaszkodziła recepcji powieści.

Ponieważ mamy 2018 rok, to trzeba zacząć od słonia, który stoi na środku pokoju. Wiele osób słysząc obecnie o „Przeminęło z Wiatrem” myśli o nim tylko w kategoriach apoteozy życia na Południu Stanów a co za tym idzie – uwznioślenia systemu opartego na niewolnictwie i rasizmie. Ponieważ książka opowiada o konflikcie z „niewłaściwej strony”  to powinna zostać odrzucona jako tekst, który pozytywnie odnosi się do świata w którym niewolnictwo było na porządku dziennym. Tu należy zaznaczyć trzy rzeczy. Pierwsza – nie ukrywam, że wszystkie moje argumenty dotyczące książki, są argumentami osoby, która ma do wydarzeń w Stanach dystans geograficzny i historyczny. Nie uważam by moje przemyślenia oznaczały, że np. amerykańscy potomkowie niewolników, czy jakikolwiek czarnoskóry człowiek w Stanach czy na świecie musiał czytać ‘Przeminęło z Wiatrem”. Poza tym mam luksus dystansu wynikający z faktu, że to nie jest moja historia i moja literatura. Jestem w stanie przyjąć, że mam pewien komfort wynikający z faktu, że to nie jest opowieść o mnie, moim kraju i moich czasach.

 

Po drugie – tak Przeminęło z Wiatrem w dużym stopniu umacnia romantyczną wizję Południa. Ale jej nie stworzyło, a nawet – nie jest odpowiedzialne za największy wybuch sentymentu (który zaczął się sporo później). Autorka Margaret Mitchell – sama opowiadała, że wyrosła w micie cudownego życia na plantacjach – przed wojną secesyjną (pamiętajmy, że dla urodzonej w 1900 roku autorki wojna secesyjna wcale nie była tak dawną historią – żyli jeszcze ludzie którzy ją pamiętali i wspominali) – dopiero kiedy miała kilka lat zorientowała się, że Południe tą wojnę przegrało. „Przeminęło z Wiatrem” jest doskonałym zapisem nie tyle rzeczywistości historycznej, ale pewnej narracji o przeszłości jaką uprawiali ludzie, już po tym jak sprawa była dawno przegrana. Dlaczego to takie ciekawe? Widzicie z historią jest tak, że rzeczy które sobie o niej opowiadamy czasem są nie mniej ważne czy nawet nie mniej prawdziwe niż te które naprawdę się zdarzyły. Tu prosi się trochę o zacytowanie Harrego Pottera „Potter: Profesorze! To się dzieje naprawdę? Czy tylko dzieje się w mojej głowie? Albus Dumbledore: Oczywiście, że to się dzieje w twojej głowie, Harry. Ale czy to znaczy, że nie naprawdę?”.

 

Łatwo z góry założyć, że ludzie którzy pamiętali przeszłość inaczej niż się wydarzyła specjalnie zmieniali narrację żeby wypaść lepiej. Tymczasem to nie do końca tak wygląda – całe grupy ludzi potrafią stworzyć jedną spójną narrację o wydarzeniach historycznych – która jest dla nich nie czymś osobnym od tego co naprawdę było, ale jak najbardziej realistycznym zapisem własnej przeszłości. Zwłaszcza w przypadku konfliktu – gdzie przeszłość która zniknęła – staje się zawsze wyidealizowana – nawet jeśli fakty przeczą takiemu spojrzeniu. Doskonale widać to na przykładzie dwudziestolecia międzywojennego – w naszych głowach jest to epoka dawna, zamknięta ale też – okres przed konfliktem i całkowitą zmianą świata. Stąd w zbiorowej pamięci Polaków to okres nie biedy, konfliktów, sporów i niesprawiedliwości oraz powszechnego rasizmu ale okres lepszej edukacji, masowego postępu, wspaniałej Warszawy, szyku i elegancji, budowy Gdyni i cudownej wielokulturowości. To, że znając fakty wiemy, że to nie do końca prawda nie zmienia tego, że pamięć zbiorowa, często idealizująca przeszłość, jest czymś tak prawdziwym, że nawet jeśli się z tym walczy to trudno to zmienić.

 

Nie oznacza to, że książka Mitchell nie jest rasistowska czy nie opowiada z sentymentem o świecie pełnym niewolników. Oznacza to, że pozwala nam spojrzeć – co w sumie jest dość unikatowe – na zapis takiej narracji o przeszłości jaką – przegrana społeczność wytworzyła sobie by móc w jakiś sposób znaleźć punkt zaczepienia  po przegranej– idealny utracony świat. Jednocześnie – jeśli odłożymy na bok kwestie rasizmu czy niewolnictwa – łatwo można zauważyć, że przedmiotem tęsknoty jest nie tylko system ekonomiczno-społeczny ale też cała filozofia życia. Patrząc na konflikt Północy z Południem często zapominamy jak bardzo był to konflikt nie tylko polityczny czy ekonomiczny ale przede wszystkim – konflikt dwóch bardzo różnych cywilizacji i sposobów życia, spojrzenia na świat i jednostkę. Co jest  o tyle ciekawe, że ten podział widać do dziś – przynajmniej w literaturze amerykańskiej, gdzie wciąż podkreślana jest jakaś taka próba uwolnienia się od indywidualistycznego, szybkiego i bardzo nastawionego na sukces życia na Północy i tęsknota za spokojem i wspólnotowością Południa. Przyglądanie się narracji o własnej przeszłości jest tym ciekawsze, że mamy do czynienia z wojną domową. A to oznacza, że relacje pomiędzy zwycięzcami a zwyciężonymi będą układać się zupełnie inaczej niż w przypadku najazdu czy wojny obronnej.

 

No waśnie tu mamy punkt trzeci. To jest książka napisana z perspektywy tych którzy przegrali. Możemy uznawać, że przegrali jak najbardziej słusznie i dobrze im tak. Ale jednocześnie – czytanie książek o stronie przegranej – w jakimkolwiek konflikcie – jest fascynujące. Z wielu powodów – po pierwsze dlatego, że odbiera historii jednoznaczność. Tak Południe opierało swój system na niewolnictwie. Czy to jednak oznacza, że szesnastoletnia dziewczyna wychowana na plantacji nie była ofiarą takiej wojny? Czy młodzi chłopcy, którzy szli w obronie wyśmiewanej przez Scarlett nudnej Sprawy nie bezsensownie zginęli  na wojnie której nie dało się wygrać? Jasne – warto jeśli sięga się po lekturę, przypomnieć sobie jak rzeczywiście ułożyły się koleje historii i dlaczego tak a nie inaczej. Kiedy pierwszy raz czytałam książkę, moja własna matka dała mi ją do ręki mówiąc „Pamiętaj czytasz o wojnie ze złej strony”. Co oczywiście sugerowało, że czytam ją od strony tych którzy nie mieli racji. Ale jednocześnie – to, że w konflikcie nie ma się racji nie czyni go mniej niesprawiedliwym dla tych którzy zostali weń zaplątani. A jednocześnie – narracje przegranych po prostu pozwala nam lepiej zrozumieć dlaczego konflikty takie jak wojna domowa rzadko wygasają w chwili kiedy podpisuje się pokój. Czego najlepszym przykładem jest fakt, że do dziś na Południu Stanów jest wielu ludzi, którzy żyją w poczuciu niesprawiedliwości. To, że jest ono niesłuszne, to zupełnie inna sprawa.

 

 

Warto też podkreślić, że tak naprawdę książka Mitchell bardzo słabo nadaje się do wrzucenia do kategorii książek, które są jednoznaczne w swojej ocenie wojny secesyjnej. Jej główni bohaterowie – Scarlett i Retth nie są najbardziej zaangażowanymi politycznie jednostkami. Scarlett w sumie odnosi się do gadania o kwestiach politycznych – jako do spraw nudnych, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że na początku książki jest nastolatką, która ma lepsze sprawy na głowie. Z Kolei Retth doskonale zdaje sobie sprawę, że z punktu widzenia logistycznego i wojskowego sprawa jest przegrana. Jego decyzja w zaangażowanie się w konflikt przychodzi w momencie kiedy jest to już tylko kwestia honoru – wcześniej dość dobrze radzi sobie wykorzystując wojnę do celów ekonomicznych. Innymi słowy dostajemy opowieść, która dość dobrze pokazuje, że nie każdy kogo wojna dotknie jest w nią jakoś bardzo ideologicznie zaangażowany. Albo rozumie o co w ogóle w niej chodzi. Pod tym względem „Przeminęło z Wiatrem”, wymyka się takiemu prostemu zakwalifikowaniu.

 

Tu trzeba jeszcze dodać, że książka Mitchell była chętnie czytana w innych momentach historii – niekoniecznie ze względu na swój sposób pokazywania Południa. Kiedy ukazała się w czasach Wielkiego Kryzysu – dla ludzi ważne było to jak przedstawia odnajdywanie się w nowej rzeczywistości, zaraz po tym jak wszystko się straciło. Fakt, że pokazywała to z punktu widzenia kobiety – szczególnie trafiał do czytelniczek, które stawały przed podobnym wyzwaniem. Mimo, że książka była dość droga w swoim pierwszym wydaniu, rozchodziła się błyskawicznie, właśnie dlatego, że opowiadała na dylemat – jak się odnaleźć w czasie przemian. Z kolei w Polsce książka była niesłychanie popularna po wojnie. Trudno się dziwić – ludzie odnajdywali w powieści zarówno własną tęsknotę za wizją świata którego już nie było ( co nie znaczy, że tęsknili za niewolnictwem) jak i właśnie własne dylematy – jak żyć po tym gdy cała cywilizacja którą znali „Przeminęła z wiatrem”. Co podpowiada, że udało się Mitchell to co jest wyznacznikiem dobrej literatury – zawrzeć jakąś prawdę o emocjach jednostek na tle historii – nie ograniczających się do tylko jednego konfliktu.

 

O pamięci zbiorowej można mówić wiele, zresztą są na ten temat całe opracowania. Co ważne – wszystko zależy od podejścia jakie mamy do książki. Jeśli uznamy, że autorka opisuje jak było naprawdę, to rzeczywiście – Mitchell kłamie (choć akurat wiemy, że przed napisaniem książki niesłychanie skrupulatnie sprawdzała interesujące ją fakty). Jeśli jednak – co w sumie nie jest dalekie prawdy – uznamy, że autorka opisuje to co było naprawdę w głowach ludzi dla których cała ta piękna cywilizacja „przeminęła z wiatrem”, wtedy dostajemy książkę która pozwala zrozumieć nie tylko dlaczego konflikt wybuchł ale także dlaczego tlił się i za czasów Margaret Mitchell i trwa pod różnymi odsłonami aż do dziś. I pod tym względem będzie to powieść dużo prawdziwsza niż chcielibyśmy przyznać.

 

Dobrze skoro już porozmawialiśmy o tej kluczowej dla wielu osób sprawie warto zwrócić uwagę na to co w książce jest poza tym. Otóż wysoka pozycja „Przeminęło z Wiatrem” na liście lubianych czy poważanych lektur nie wynika ze słabości kobiet do nieszczęśliwych trójkątów miłosnych. Bo należy zauważyć, to zupełnie nie jest o tym książka. Tak – w życiu głównej bohaterki jest dwóch mężczyzn – dość drastycznie różniących się od siebie pod każdym względem – wyglądu, charakteru, życiowych postaw. Problem w tym, że wybór między nimi nie jest tylko kwestią porywów serca ale przede wszystkim wyborem pomiędzy dwoma rzeczywistościami. Ashley – w którym Scarlett kocha się od czasów nastoletnich to ten porządny, zapatrzony w przeszłość dżentelmen z Południa. Ashley to wyobrażenie o tym życiu które czekało na Scareltt – dziewczynę z najwęższą talią w trzech powiatach – gdyby nie przyszła wojna. Ten wyidealizowany mężczyzna z przeszłości, który zupełnie nie nadaje się do nowych czasów. Z kolei Rhett Butler, to człowiek na nowe czasy. Przedsiębiorczy niczym jankes, nie spoglądający w przeszłość tylko w przyszłość, odrzucający te zbędne w nowych czasach konwenanse.

 

Jednocześnie uczucie Scarlett do Ashleya to doskonały zapis nie tyle miłości do kogoś istniejącego ale do wyidealizowanej wizji człowieka. Tak naprawdę cała książka w pewien sposób opowiada o dojrzewaniu Scareltt do uświadomienia sobie, że przez całe życie kochała raczej wyobrażenie o człowieku (i swoim życiu z nim) a niekoniecznie realną osobę. Co jest jednym z tych wątków który tak naprawdę wychodzi poza schemat romansu – przenosząc nas w nieco bardziej realistyczny świat uczuć, które niejednokrotnie sami znamy. Taka tęsknota za własnym niezrealizowanym scenariuszem życia to wątek dobrze znany z innych dzieł literatury – choć niekoniecznie tak dobrze zrealizowany. Druga sprawa to fakt, że ów miłosny trójkąt nie stanowi tak naprawdę centrum narracji – jasne – jest swoistą klamrą dla opowieści, ale uczucia Scarlett są bardzo często na drugim planie – na pierwszy zaś wysuwa się temat dużo ważniejszy – wyborów jakie podejmowali ludzie w czasie trwania konfliktu i co ważniejsze – po jego zakończeniu, kiedy stawali przed koniecznością – albo dostosować się do nowych czasów albo przyjąć, że co było już nie wróci – i zacząć życie na nowo. Ostatecznie centralnym tematem powieści jest dramat jednostki zawieszonej pomiędzy tym co nowe i stare.

 

Zresztą warto przypomnieć, że książka w przeciwieństwie do filmu (więcej o filmie zaraz) jest dużo bardziej realistyczna niż większość romansów z epoki. Scarlett nie jest niewinną panną czekającą na swojego wybranka. Wręcz przeciwnie – ma za sobą nieudane małżeństwa – w tym jedno zawarte wyłącznie z konieczności finansowej. Powieść ma wiele fragmentów w których bohaterowie dość wyraźnie odnoszą się do seksu jako istotnego elementu związku. W filmie nie znajdziemy sceny w której Rhett po prostu proponuje Scarlett romans bez zobowiązań, co nasza bohaterka odrzuca wskazując, że co niby będzie z tego miała – mało zabawy i jeszcze może zajść w ciążę. Z kolei szlachetny Ashley raczej nie pozostawia Scarlett złudzeń, że chętnie by się z nią przespał, ale żony nie porzuci bo jest zbyt szlachetny. To wszystko sprawia, że relacje między bohaterami stają się dużo bardziej realistyczne i dużo mniej przypomina klasyczny melodramat. Prędzej  – opowieść o kobiecie w której życiu ważni byli różni mężczyźni. A jeszcze ważniejsze było przeżycie.

 

Odchodząc od kwestii romansu czas przejść do tego co w książce jest zdaniem Zwierza najciekawsze. Opowieść o wojnie napisana z punktu widzenia kobiety. Nie mamy zbyt wielu takich narracji – zwłaszcza wykraczających poza granice samego konfliktu. Pod tym względem Przeminęło z Wiatrem pozostaje opowieścią unikatową. Także dlatego, że wybiera perspektywę dziewczyny zupełnie nie zaangażowanej w sprawę. Ludzi Scarlett denerwuje ale jedną z najlepszych cech jej charakterystyki jest fakt, że staje się ofiarą konfliktu do którego sama się dystansuje. Nie wychowano jej by angażowała się w politykę czy Sprawę – ma być pięknością z południa, która flirtuje z chłopakami, znajduje męża i zostaje wspaniałą damą – jak jej matka. Wszystko co dzieje się później, nie tylko rozwala świat dziewczyny, ale też pokazuje – niesamowitą siłę charakteru. Scarlett z jednej strony radzi sobie w sytuacji wojny lepiej niż można byłoby przypuszczać, z drugiej – trauma strachu, głodu i opuszczenia pozostaje z nią na długie lata.

 

Tym co powieść dobrze pokazuje, jest to jak ta zaradność Scarlett – zarówno w czasie wojny jak i po jej zakończeniu, nie tylko nie jest nagrodzona, ale też – w pewnym stopniu jej ciąży. Bohaterka cały czas żyje w cieniu wspomnienia o swojej matce – która była tym ideałem do którego młoda dziewczyna miała dążyć. Oczywiście Scarlett nie mogła stać się swoją matką – historia chciała inaczej. Co nie zmienia faktu, że poczucie winy, że porzuciła te ideały kobiety z Południa prześladuje ją przez niemal całą powieść. Można wręcz stwierdzić że to jeden z najważniejszych wątków w książce. Druga sprawa to dostosowanie się do nowych czasów. Scarlett radzi sobie z nową rzeczywistością, nie tylko dlatego, że umie ale też dlatego że musi. Ludzie z jej otoczenia – często zapatrzeni w przeszłość, nie umieją zapewnić sobie odpowiedniego bytu. Ostatecznie Scarlett znajduje się w sytuacji gdzie sporo osób polega  na jej zaradności, jednocześnie oceniając negatywnie jej gotowość do przystosowania się do nowej rzeczywistości. Pod tym względem powieść wcale tak dobrze nie ocenia tych wszystkich zapatrzonych w „księżyc i magnolie”.

 

Inna sprawa – powieść zdaniem Zwierza doskonale pokazuje jak bardzo traum wyniesionych z konfliktu nie da się po prostu zapomnieć.  Zdaniem Zwierza to jeden z najlepszych zapisów wojennej traumy w literaturze. Właśnie dlatego, że doskonale pokazuje jak bardzo to uciekanie przed głodem, brakiem stabilizacji – wpływa na późniejsze życie bohaterki. Co więcej – to jest docenienie tego jak wojna wpływa na życie ludzi, którzy przecież nie byli na froncie, nigdy nie walczyli, ale ponieśli jej konsekwencje w postaci głodu czy strachu. Jeśli  do tego dodamy, że jest to narracja o lęku kobiety – która została bez żadnego przygotowania zostawiona całkowicie sama z całym walącym się światem – to jest to niewątpliwie coś czego nie można zignorować. Ostatecznie wątek utraconego, właściwie na zawsze poczucia bezpieczeństwa to coś co można odnieść nie tylko do wojny secesyjnej. Jednocześnie – choć Przeminęło z Wiatrem nie jest książką współcześnie feministyczną to wciąż – jest powieścią, która koncentruje się właściwie wyłącznie na opowiedzeniu o wojnie z perspektywy tych kobiet które zostały za linią frontu. Nawet jeśli nie zachowują się one w sposób współczesny, ani nawet jeśli autorka nie pisze o nich współcześnie to wciąż – warto docenić fakt, że mamy w literaturze światowej dobry zapis tego jak wojna wpływa na życie kobiet wychowywanych do zupełnie innego życia.

 

Na koniec warto dodać, że choć książka rekonstruuje pewien sposób myślenia o przeszłości to jednocześnie – ponieważ Mitchell żyła w czasach w których żyli ludzie którzy walczyli w wojnie secesyjnej  i ponieważ miała dostęp do materiałów które zostały – gazet, list zabitych, dokumentów, jej książka nie jest radosną fantazją, która nie ma nic wspólnego z faktami. Jasne – sposób myślenia o świecie jaki reprezentują bohaterowie jest raczej zapisem pamięci zbiorowej, ale już opis działania szpitala polowego, informacje o tym jak radziła sobie ludność cywilna, co jadła, skąd brała zaopatrzenie, jakie były zwyczaje, postawy, zachowania – to wszystko Mitchell dokładnie sprawdziła – zresztą jej proces pracy nad powieścią – który był długotrwały i bardzo skomplikowany – to temat na osobny wpis. Warto jednak podkreślić, że odrzucanie całej powieści jako zupełnie nie mówiącej prawdy o wojnie secesyjnej nie jest do końca właściwym posunięciem. Zwłaszcza jeśli chcemy się dowiedzieć co działo się w oblężonej Atlancie.

 

Ponownie o książce mogłabym pisać jeszcze długo – ale chciałam tu przejść trochę do sedna sprawy. To znaczy do tego co powieści Mitchell zrobiła jej ekranizacja. Bo kluczowy problem jest taki – mamy do czynienia z wybitną powieścią i wybitnym (jak na swoje czasy i reprezentowany gatunek) filmem. Ale niekoniecznie mamy do czynienia z tą samą opowieścią. Zacznijmy od pierwszej kwestii – trzy tomy powieści w żaden sposób nie zmieściłby się w scenariuszu jednego filmu. Stąd wykreślono bardzo wiele wątków pobocznych i historii nie związanych bezpośrednio z głównymi bohaterami. Co niesamowicie spłaszcza całą opowieść i odbiera jej ten niemal dziennikarski aspekt rekonstruowania jak wyglądało życie dawnych właścicieli plantacji tuż po wojnie. Innymi słowy – to co ludzie traktują niekiedy jako wierną adaptację powieści jest tylko bardzo wybrakowanym brykiem z niektórych wątków. Niestety – ponieważ film jest łatwo dostępny czasem trudno przekonać ludzi, że w książce jest coś więcej (a właściwie dużo więcej).

 

Druga sprawa to kwestia podejścia do obyczajowości. Niekiedy zapominamy, że w powieści z lat trzydziestych można było napisać bez porównania więcej, niż pokazać w filmie z lat trzydziestych. Stąd wypadła większość aluzji seksualnych, pewne jednoznacznie wyrażone w powieści uczucia zostały załagodzone. Co z kolei sprawiło, że historia Scarlett i jej uczuć do różnych mężczyzn nabrała takiego straszliwie melodramatycznego charakteru. Ponieważ znamy bohaterów krócej, a niektóre wątki zostały dość drastycznie przycięte to rzeczywiście – zostaje nam bardzo ładnie rozpisany romans. To, że relacje pomiędzy postaciami są jednak bardziej skomplikowane, zaś wszyscy zaangażowani są bardziej świadomi co się dzieje – niemal zupełnie umyka.

 

 

Do tego zdecydowano się na iście Hollywoodzkie potraktowanie głównej bohaterki, która zamiast mieć trójkę dzieci z trzema różnymi mężczyznami ma tylko jedno dziecko. Co całkowicie zmienia spojrzenie na jej działania (np. Scarlett mogła pomóc odebrać poród bo sama rodziła) i motywacje (w powieści dość ważny jest fakt, że Scarlett stara się zapewnić byt swoim dzieciom). Do tego pogłębiły się pewne problemy – jak np. portretowanie czarnoskórych. Z jednej strony – pewne koszmarne kwestie z książki nie padają w filmie. Z drugiej – z racji zasad panujących w kinematografii wykreślono całe mnóstwo postaci czarnoskórych – sprawiając, że historia bardzo zbielała. Wypadły wątki dotyczące emancypacji a obecne na ekranie postacie niewolników mają dużo mniej osobowości i charakteru. Dlatego film ogląda się dużo łatwiej niż czyta książkę co jednak wcale nie jest dobre. Bo nie konfrontuje nas za bardzo ani ze sposobem myślenia o niewolnictwie, ani z tym co stało się po zakończeniu wojny. Ostatecznie – o ile książka w pewien sposób rekonstruuje spojrzenie na przeszłość – które łączyło po wojnie ludzi z Południa, o tyle rzeczywiście w przypadku filmu dużo bardziej widać, że próbuje nie tyle coś zrekonstruować co stworzyć na nowo – nie bez przyczyny film bardzo przyczynił się do budowania legendy tego pięknego wspaniałego południa  – także kładąc dużo mniejszy nacisk na pokazanie jak bardzo przegrani są ludzie którzy nie umieli dostosować się do nowej rzeczywistości.

 

Słysząc różne opinie o „Przeminęło z Wiatrem” dostrzegam pewną prawidłowość. Skoro powieść opowiada o kobiecie – i ważnym wątkiem jest jej życie miłosne, to automatycznie trafia do kategorii „romans wszech czasów”. Staje się też – ponownie z automatu – literaturą kobiecą. Dlaczego? Bo niestety nie postrzegamy zapisu doświadczenia kobiecego jako czegoś uniwersalnego. Uczucia mężczyzn są po prostu uczuciami, uczucia kobiet są romansem. Wojenne przeżycia mężczyzn, są zapisem historii, wojenne przeżycia kobiet – pewną dekoracją dla wspomnianego romansu. Przeminęło z Wiatrem opowiada o kobiecie i jej uczuciach ale przede wszystkim – jest próbą opisania tego momentu umierania pewnej cywilizacji – coś co jest tematem nie mającym płci czy nie przypisanym nawet do jednej epoki. Co więcej – najważniejsze problemy bohaterki – jak się dostosować, zapewnić byt sobie i bliskim w ogóle przekraczają granice płci. Oczywiście – to co bohaterka może zrobić – jak np. zawrzeć małżeństwo dla pieniędzy – jest wynikiem tego jaką ma  płeć i pozycję w społeczeństwie. Ale jej motywacje, problemy i dylematy są ogólnoludzkie. Problem w tym, że to co jest kobiece nie jest wyjściowo traktowane jako ogólnoludzkie. O kobietach i ich decyzjach i problemach to w sumie powinny czytać tylko kobiety. Bo cóż miałby tam dla siebie znaleźć facet. Jednocześnie – spotkałam wiele dziewczyn, które dystansują się od takiej prozy bo przecież skoro jest domyślnie kobieca to musi być gorsza. Tak jakby w historii były dobre doświadczenia męskie i te drugiego sortu – kobiece.

 

Nie będę bronić „Przeminęło z Wiatrem” jako książki bez wad. Wciąż jest to powieść w której bohaterowie z sentymentem odnoszą się do świata w którym przemoc, wyzysk i niewolnictwo było na porządku dziennym. Jest to też powieść, która zawiera chyba najsłynniejszą w literaturze scenę gwałtu małżeńskiego, której interpretacja bardzo dziś dzieli czytelników. Nie jest to też powieść współczesna – co dla niektórych stanowi problem, bo nie wszyscy są w stanie przełamać się w czytaniu rzeczy starszych – odwzorowujących zupełnie inny sposób myślenia. Ale jednocześnie – zawsze mnie boli, że o ile ja ciągle musiałam się spotykać z kolejnymi opisami męskich przeżyć (w tym mnóstwem przeżyć wojennych) to kiedy dochodzi do opisu ze strony kobiet to nagle historia traci uniwersalność. No i na koniec – przy całej mojej sympatii do filmu (który nadal lubię) jestem wściekła kiedy opinia o powieści jest wydawana tylko na podstawie ekranizacji. Ekranizacji która nie obejmuje trzech czwartych wątków, postaci i jest – pewną interpretacją treści powieści.

 

Więcej, dostaje białej piany kiedy ludzie zaczynają mówić o „Przeminęło z Wiatrem” jednym tchem z kontynuacjami – napisanymi później, które ewidentnie próbują oddać charakter filmu nie książki. Zresztą Mitchell oferowano naprawdę dzikie sumy za napisanie ciągu dalszego, czego autorka nie chciała zrobić. I trudno się dziwić – jej opowieść stanowi wyraźną zamkniętą całość. Problem w tym, że wiele osób nie myśli o książce jako o dziele literatury – niepoprawnym ale ważnym w kształtowaniu się pewnej narracji o przeszłości, tylko widzi wyłącznie fakt, że jest w nim jedna kobieta i dwóch mężczyzn. A od tego dla niektórych tylko krok by uznać „Przeminęło z Wiatrem” za Harlequina. I nie zmyślam tego – to efekt bardzo wielu rozmów – głównie z ludźmi, którzy albo spotkali się z filmem albo automatycznie zakwalifikowali książkę jako romans – ze względu na obecność kobiety jako głównej bohaterki.

 

 W  jednym tekstów które czytałam przygotowując się do napisania tego wpisu padło doskonałe zdanie, że powieść Mitchell doskonale pokazuje, że ludzkie życiorysy nie są tylko sumą okoliczności historycznych w jakich znalazł się człowiek. To doskonałe podsumowanie tego co można powiedzieć o książce. Dobra powieść o ludzkim losie przekracza granice tego kto miał słuszność, a kto nie, co było dobre a co było złe, kto wygrał a kto przegrał. Ostatecznie rzeczywistość historyczna i biografie oraz postawy ludzi okazują się dużo bardziej skomplikowane niż chcielibyśmy przyznać. Ostatecznie po stronie każdego konfliktu są ludzie. To co się wydarzyło zwykle jest pomiędzy tym co o wydarzeniach opowiadali sobie i zwycięzcy i zwyciężeni. Bo całej prawdy nie mówi nikt.

 

Ps: Tak naprawdę można byłoby dużo jeszcze pisać o tym co stało się, z percepcją książki na przestrzeni czasu, warto bowiem pamiętać, że czym innym jest to co jakiś autor napisał a czym innym – co z napisanym tekstem robili potem jego czytelnicy.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Aga Nes

    Kurczę, Scarlett zawsze mnie denerwowała, ale to ta filmowa. Idę szukać książki, boś mnie zachęciła do przeczytania… :)

    • kaam.

      Koniecznie! Ja dzięki książce zrozumiałam, dlaczego Scarlett podejmuje takie, a nie inne decyzje, jej sytuacja jest dużo bardziej namacalna i prawdziwa.

      • Aga Nes

        Książka już w domu ;) Skończę „Trupa na plaży” to pewnie będę się za nią brała :)

  • kaam.

    Zwierzu, dziękuję! Teraz roześlę ten tekst do wszystkich, którzy mi kiedyś powiedzieli, że „oglądać tego nie będę, bo to jakiś babski romans” (do czytania oryginału już nawet nie próbowałam wtedy zachęcać).

  • Ana

    Film uwielbiam. To znaczy że książkę muszę w końcu przeczytać – zwłaszcza po takiej zachęcie!

  • Sandra Czeszek

    Czytałam tą książkę jeszcze jako nastolatka i już wtedy urzekła mnie swoją wielowątkowością, odmalowaniem uczuć tej denerwującej mnie dziewczyny z Południa i jej walki o lepsze jutro dla siebie i swoich najbliższych, walki przecież trudnej bo w zupełnie nowej, niestałej rzeczywistości, a dodatkowo utrudnianej przez fakt, że bohaterka jest „tylko” kobietą. Rasism i niewolnictwo dały na siebie spojrzeć w tej książce z innej strony i chwała temu, bo jakoś nie lubię wierzyć w rzeczy, które rzekomo mają tylko dobrą lub tylko złą stronę, a to w końcu dodało trochę kolorytu temu zjawisku, pozwoliło mi poznać argumenty obu stron, a nie tylko tej wygranej i właściwej. Perypetie miłosne to tylko bardzo mały fragment tej opowieści i jeśli zachęcają do jej przeczytania, to wspaniale, ale nigdy nie powinny zniechęcać.

    Szalenie dziękuję za ten artykuł, przy każdym akapicie miałam ochotę wykrzykiwać „No właśnie!”

  • Karmena

    Świetny tekst. I piękne zdjęcia! Fascynujące jest to, ile wątków i postaci mieści się w tej książce, opowiada ona o sprawach trudnych, a tak świetnie się ją czyta.
    Mnie najbardziej chyba urzekła przyjaźń (?) Scarlett i Melanii, ta ich skomplikowana relacja. Mężczyźni nie byli tak interesujący.

  • Dorota Hejduk

    Przyznam się, że nie jestem fanką tego filmu. Może kiedyś wrócę do książki, choć jest tyle nowych do przeczytania…

  • Krafciara

    Pamiętam że na książkę rzucilam się w gimnazjum i nie był to dla mnie dobry czas – stanowczo nie dojrzałam do takiej literatury. Bardzo mi się nie podobalo, głównie do teraz pamiętam że nie mogłam znieść bohaterki. Światem w książce przedstawionym wogole się nie zainteresowałam. A czytając twój opis jestem zafascynowana i zdecydowanie muszę dać powieści druga szansę:)) dziękuję.

  • Peter Wimsey

    Od osoby, która nigdy nie umiała polubić filmu: jestem zachęcona do przeczytania i docenienia książki. Również, fragment Twojego tekstu:

    „Bo niestety nie postrzegamy zapisu doświadczenia kobiecego jako czegoś uniwersalnego. Uczucia mężczyzn są po prostu uczuciami, uczucia kobiet są romansem. Wojenne przeżycia mężczyzn, są zapisem historii, wojenne przeżycia kobiet – pewną dekoracją dla wspomnianego romansu. Przeminęło z Wiatrem opowiada o kobiecie i jej uczuciach ale przede wszystkim – jest próbą opisania tego momentu umierania pewnej cywilizacji – coś co jest tematem nie mającym płci czy nie przypisanym nawet do jednej epoki. Co więcej – najważniejsze problemy bohaterki – jak się dostosować, zapewnić byt sobie i bliskim w ogóle przekraczają granice płci. Oczywiście – to co bohaterka może zrobić – jak np. zawrzeć małżeństwo dla pieniędzy – jest wynikiem tego jaką ma płeć i pozycję w społeczeństwie. Ale jej motywacje, problemy i dylematy są ogólnoludzkie. Problem w tym, że to co jest kobiece nie jest wyjściowo traktowane jako ogólnoludzkie. O kobietach i ich decyzjach i problemach to w sumie powinny czytać tylko kobiety. Bo cóż miałby tam dla siebie znaleźć facet. Jednocześnie – spotkałam wiele dziewczyn, które dystansują się od takiej prozy bo przecież skoro jest domyślnie kobieca to musi być gorsza. Tak jakby w historii były dobre doświadczenia męskie i te drugiego sortu – kobiece.”

    – do druku dużymi literami na ulotkach, ulotki w stosach powinno się podkładać przy półkach z tymi wszystkimi, och, „tylko romansami” i „literaturą kobiecą”. (Obok drugie ulotki z fragmentami z tekstu o Austen.)

  • Ann

    Doskonały wpis, ja osobiście czytałam książkę w liceum i byłam pod wielkim wrażeniem siły charakteru Scarlett, choć z całą pewnością do łatwych on nie należał. A wypowiedź Melanii dotycząca dbania o groby jankeskich żołnierzy to według mnie jeden z najmocniejszych fragmentów w światowej literaturze i jeden z tych cytatów, które wryły się w moją pamieć głęboko, choć książkę czytałam tylko raz. Filmu nigdy nie widziałam i jakoś mnie nie ciągnie ;)

  • świetny wpis. bardzo rzadko coś udostępniam na fejsie, ale właśnie to zrobiłom. no i cóż… wstyd mi się zrobiło, że właśnie przez tę romansidłową opinię nie przeczytałom. zaraz nadrobię.

    (mała korekta obywatelska – ” dlaczego to ten przypadek w którym ekranizacja bardzo zaszkodziła recepcji powieści.” – chyba miało być „percepcji”)

    • Marta Konopacka

      Nie, „recepcja” jest w porządku, oznacza mniej więcej „to, jak dana rzecz jest przyjmowana, jak ją odbiera ogół”.

      • miałom gdzieś z tyłu głowy poczucie, że może to jednak słowo w znsczeniu, którego nie znam. trzeba było sprawdzić, my bad.

  • Zwierzu,sprawilas mi niebywała przyjemność tym wpisem,bo Scarlett to moja absolutnie ukochana bohaterka książkowa-czytałam tę książkę wiele razy,w tym pierwszy raz w podstawówce i nigdy w życiu nie traktowałam jej jak romansu!Zreszta,zachęcił mnie do niej tata! Dla mnie najważniejszy jest w tej książce właśnie wątek tej utraty na zawsze poczucia bezpieczeństwa,scena,w której staruszka mówi Scarlett,że dzień,w którym mogłaby juz złożyć swoje brzemię,nie nadejdzie… nigdy…Natomiast zarzuty dotyczące gwałtu małżeńskiego wydają mi sie absolutnie nieuzasadnione-i jestem świadoma, jak delikatny to jest temat…Ale Scarlett była kobieta w epoce,w której seks był spełnieniem obowiązku żony,wiec,pomimo trójki dzieci,całkowicie seksualnie nierozbudzoną.Oczywiscie,w tej scenie Rhett zainicjował zbliżenie siłą,wykorzystując swoją przewagę fizyczna-ale tak naprawde tylko do momentu,w którym zaczal ja całować,z namiętnością,która budzi w Scarlett zupełnie dotąd nieznane uczucia…Jej reakcja następnego ranka-radość,lekkie zawstydzenie,podekscytowanie nie świadczą bynajmniej o tym,aby została do seksu zmuszona,aby ktoś ja poniżył czy sprawił jej ból.Nigdy nie rozumiałam tych zarzutów o gwałcie-jak dla mnie intencje autorki były jasne:chodziło o seks po kłótni,we wzburzeniu,ale po pierwszym oporze (bo była zła),jednak za obopólną zgodą-mało tego,to był ten pierwszy raz,kiedy Scarlett sama poczuła namiętność.

  • Katarzyna Kamińska

    Nie mogę w to uwierzyć. Zwierz napisał o mojej ulubionej książce i bohaterce wszech czasów! Z całym tekstem się w 100% zgadzam. Nigdy wcześniej o tym nie myślałam ale faktycznie jest to prawda, że książki w których narratorką czy główną postacią jest kobieta szybko klasyfikuje się jako romansidła. Dotyczy to też Przeminęło z wiatrem co jest tak niesłuszne. Właściwie dzisiaj myśli się o niej tylko jako o romansidle dla pań, a przecież kiedy ją wydano to w Stanach czytały ją całe rodziny.

  • Natalia Kościńska

    Chciałabym jeszcze dodać jedną rzecz. Bardzo mocno uderzył mnie w tej powieści opis stosunku ludzi Południa i Północy do czarnoskórych. Ci pierwsi – choć przecież źli, bo utrzymujący niewolników, okazywali czarnoskórym dużo większy szacunek, traktując ich jak członków rodziny czy ufając w ich kompetencje (oczywiście mam tutaj świadomość, że jest to obraz wyidealizowany). Jankesi zaś – a konkretnie jankeskie kobiety – nigdy by z czarną niańką dziecka nie zostawili. Niby walczyli o ich wolność, ale oni także nie potrafili ich potraktować jako równych sobie.
    Bardzo mnie wątek poruszył i zmusił do myślenia: że to wszystko nie jest (nomen omen) czarno-białe, ale w świecie istniało wiele odcieni szarości (ba, wszystkie kolory tęczy!), o których czasem zapominamy. Bo po każdej stronie barykady znajdą się „ci źli” i „ci dobrzy”.

    • Magdalena Jawor

      Żyjąc na codzień z niewolnikiem ciężko nie dostrzec, że to też człowiek, który myśli i czuje. Oczywistym jest, że dużo łatwiej przychodzi ludziom stosować przemoc na osobach o ograniczonych prawach, ale to nie umieszcza automatycznie każdego właściciela niewolnika w roli kata. Wydaje mi się, że przeważnie zarówno niewolnicy jak i ich panowie na tyle przywykli do swych ról, że stosowanie kar i przemoc wobec niewolników nie były konieczne, tak samo jak nie jest na porządku dziennym dyscyplinarne zwalnianie pracowników wolnych.

      Jankeski z kolei nie znały wielu murzynek, a karmiąc się plotkami kończyły mocniej do nich uprzedzone niż konfederatki, które przeważnie zostały przez murzynki wychowane (jak Scarlett) i niejednokrotnie darzyły je sympatią.

  • Zwierzu, bardzo ciekawy i mądry tekst. Osobiście uwielbiam „Przeminęło z wiatrem”, ale nigdy nie postrzegałam tej powieści jako romansu, a już na pewno nie byłby to pierwszy gatunek, do którego zaklasyfikowałabym dzieło Mitchell. Mam wrażenie (pewnie całkiem słuszne), że ludzie, którzy twierdzą, że to jest romansidło, w życiu nie mieli książki w ręku. Bo przecież w „Przeminęło z wiatrem…” jest tyle wątków, miłość to jest tylko jeden element, w dodatku uczucia, które są tam przedstawione w większości nie mają tego „uduchowionego”, „idealistycznego” wymiaru, a Scarlett nad emocje i uniesienia serca często przekłada pragmatyzm. Może zabrzmi to banalnie, ale dla nie dziwię się, że ta książka znajduje się na wszystkich listach arcydzieł literatury światowej, skoro zawiera tak wiele wątków i tak niejednoznaczne i wymykające się wszelkim schematom postaci.

  • Magdalena Jawor

    Dziwi mnie powszechny brak sympatii do Scarlett. Jasne, nie była postacią moralnie nieskazitelną, ale jej małostkowość zawsze wydawała mi się cechą ciekawą, nadającą jej charakteru. No i przy całej swej pogardzie dla świata Scarlett nigdy nie była otwarcie podła – pomagała wszystkim domownikom, którzy tej pomocy potrzebowali, nie skreślała ludzi ze względu na pochodzenie (bardzo lubiła Billa, przybłędę, który potem zdaje się poślubił Suelen) czy też rasę (podarowała Porkowi zegarek ojca, a jedną z jej najbardziej zaufanych osób była czarnoskóra piastunka). Była przy tym odważna, honorowa i pragmatyczna do bólu – no i czego tu nie lubić? U męskich bohaterów przywykliśmy do nihilistycznych skurczybyków, którzy dla pieniędzy zrobią wszystko i nie mają skrupułów, a Scarlett, która przejawia bardzo podobne cechy, wywołuje w nas moralny dyskomfort. Zastanawia mnie, czemu?