Co bohater może mieć na głowie czyli anatomia loczka

09/03/2017

Kiedy imigranci kradną ci pracę czyli o czym właściwie mówi Samuel L. Jackson

09/03/2017

Przepraszam co tu zaszło? czyli zwierz o serialu Legion

09/03/2017

Zwierz miał zamiar zobaczyć Legion w chwili kiedy serial pojawił się po raz pierwszy ale jakoś tak wyszło, że nie był w stanie się zebrać. Teraz kiedy może o nim napisać po kilku odcinkach nawet się cieszy. Bo to najdziwniejszy serial jaki oglądał od lat. Oraz być może najlepszy.

Zupełnie teoretycznie Legion jest kolejnym z licznej serii seriali o super bohaterach czy właściwie mówiąc dokładniej o bohaterach komiksów. W ostatnich latach namnożyło nam się całkiem sporo tych seriali bo mamy i serię Netflixa, i takie nie do końca poważne mini uniwersum DC gdzie nie ma prawie żadnej super znanej postaci, mamy Supergirl. Teoretycznie mamy też np. Lucyfera choć trudno to coś co leci w telewizji nazwać ekranizacją komiksu czy nawet przeniesieniem komiksowego bohatera na ekran. To jakiś bohater który przypadkowo nazywa się Lucyfer. Warto też wspomnieć, że ostatnio mieliśmy całkiem udaną ekranizację Preachera. Nic więc dziwnego, że w końcu serial postanowił zahaczyć też o świat jeszcze nie wykorzystany czyli o Mutantów. I tak dostaliśmy serial równie dziwny co część komiksowych serii o X-menach.

Jeśli zastanawiacie się ile komiksów trzeba znać żeby móc obejrzeć serial zwierz powiedziałby – żadnego. Więcej, prawa jest taka, że nie trzeba też znać żadnego filmu o mutantach. W ogóle to można spokojnie zapomnieć o wszystkim co się wie o świecie komiksów. Nie zaszkodzi też zapomnieć większości rzeczy które się wie o sposobie prowadzenia narracji w serialach. Bohaterem serialu jest David Heller. Młody mężczyzna leczony przez całe życie na schizofrenię paranoidalną. Trudno się dziwić, skoro mówi, że słyszy głosy i widzi rzeczy, których wokół niego nie ma. Jednak David wcale nie jest schizofrenikiem – jest jednym z najpotężniejszych żyjących mutantów, którego moce i możliwości są nie tylko zagadką dla niego samego ale też dla wszystkich którzy go otaczają. Wyobraźcie sobie X-menów w których nie ma nowoczesnej technologii ani profesora X który może odpowiedzieć na każde pytanie. Ale to nie koniec problemów. Bowiem to w rękach tego rozchwianego emocjonalnie, niestabilnego psychicznie i uciekającego w głąb swojego mózgu Davida leży serialowa narracja.  I tu moi drodzy zaczyna się szaleństwo. Jeśli myśleliście że Mr. Robot wystawia was na próbę oferując mało wiarygodnego narratora to co dopiero w przypadku kiedy właściwie nikt nie jest w pewnym momencie jasno powiedzieć co jest jawą, co snem, co wspomnieniem a co wspomnieniem nadpisanym na wspomnienie?

Brzmi kosmiczne i mniej więcej takie wrażenie pozostawia serial. Ale żeby móc się nim cieszyć trzeba najpierw przejść przez pierwszy – najdłuższy (ponad godzinny) odcinek. Pierwszy odcinek tego akurat serialu to jedna z najciekawszych wizualnie i narracyjnie rzeczy jaką zwierz widział od dawna. Ilekroć wydaje się człowiekowi że zaczyna łapać wątek, serial zmienia plan, podrzuca nowy obraz, serial zmienia konwencję. Raz wydaje się dramatem, kiedy indziej filmem fantastycznym, podrzuca fragmenty jak z horroru, jest przez moment romansem, melodramatem czy komedią romantyczną. Wszystko zaś w niezwykłej estetyce która jest równie trudna do przyszpilenia jak sama historia. Niby estetyka późnych lat 60 lub wczesnych siedemdziesiątych ale co pewien czas pojawiają się nie pasujące elementy. Tak jakbyśmy widzieli wszystko oczyma człowieka który nie chce nam nic dokładnie powiedzieć. Który cały czas kłamie. Kiedy pierwszy odcinek się kończy można się poczuć jak po psychodelicznej przejażdżce. Co właśnie zobaczyliśmy? Kto jest kim? Czy w ogóle to co widzieliśmy się przydarzyło? Co się właściwie przydarzyło? Pytania się mnożą ale ta dezorientacja sprawia, że chcemy więcej i więcej. Styl tego odcinka sprawia że człowiek ma wrażenie że już wie co by się stało gdyby Bryan Fuller wraz z Wesem Andersonem postanowili razem nakręcić film super bohaterski i załatwili oświetlenie jak z filmów Refna.

Prawdę powiedziawszy przez ten pierwszy odcinek trzeba przejść i przyjąć na wiarę, że nawet jeśli nic nie ma sensu to ma sens. Kolejne odcinki w dużym stopniu porządkują to co widzieliśmy – tłumaczą nam kto jest kim i co się tak właściwie stało. Nie znaczy to, że w dalszych odcinkach narrator nie będzie niewiarygodny a akcja nie będzie biegła dziwnymi torami a my sami nie zadamy sobie miliona pytań „co tu się właśnie dzieje”, nie mniej – do czwartego odcinka ta narracja trochę się uspokoi i czasem będą się zdarzać całe kwadranse odcinków w czasie których nie będziemy sobie zadawać pytań „ale o co chodzi”. Przy czym Legion to taki serial który trzeba oglądać z bardzo otwartą głową. To znaczy – jeśli szukacie serialu który będzie realistyczny to nie jest to ten serial. A jednocześnie jest w nim sporo realizmu – w sposobie pokazywania zagubienia osoby, która nie może wierzyć własnej percepcji, w tym jak pokazuje wspomnienia, relacje między bohaterami, konsekwencje życia z piętnem choroby psychicznej. To taki ciekawy przykład serialu który kompletnie porzuca normalność ale nie staje się przez to głupi. Wręcz przeciwnie – to jakby ktoś otworzył okno w nieco zatęchłym pokoju. W Legionie nie wiadomo co się stanie w następnej scenie, gdzie się rozegra i jak będzie wyglądać. Gdzieś tam w tyle głowy krąży odległe skojarzenie z Utopią – serialem który był w swojej narracji podobnie nieprzewidywalny.

Legion w warstwie fabularnej jest jednocześnie dość prosty i trudny do streszczenia. Główny bohater – pacjent szpitala psychiatrycznego w dość skomplikowanych okolicznościach przestaje nim być. Dowiaduje się, że być może jest czymś więcej niż tylko kolejnym schizofrenikiem ale na drodze do tego by dowiedzieć się kim dokładnie jest stają ludzie którzy zamiast go poznawać chętnie by go wykorzystali. Jak w klasycznej opowieści o X-menach mamy jednych którzy chcą zrobić mutantom kuku i drugich którzy doceniają ich moce. Ale to właściwie tyle jeśli chodzi o podobieństwa. Tak naprawdę to serial który jest niesamowicie zgodny ze swoim tytułem i jak na razie największą zagadką jest to kim tak naprawdę jest nasz bohater – skąd biorą się jego moce, jakie są ich granice i jakie wydarzenia go ukształtowały. Tu kryje się największa zagadka  i główna siła napędowa narracji. Problem w tym, że nasz bohater który nas przez serial trochę prowadzi wcale nie chce nam ułatwić znalezienia odpowiedzi na te pytania.  I tak ilekroć wydaje się nam że mamy odpowiedź to zaczyna nam ona umykać. Co byłoby frustrujące gdyby tak nie wciągało.

Legion to nie jest serial dla wszystkich. Co jest jego niewątpliwą zaletą. Rzeczy które starają się zadowolić wszystkich widzów maja tendencje do tego by powtarzać znane schematy i grzecznie prowadzić narrację, bez żadnych eksperymentów. Bo prawda jest taka, że szerokiej widowni najbardziej podoba się to co dobrze znane. Tacy jesteśmy. Kiedy podejmuje się ryzyko – wtedy kogoś trzeba stracić. Zwierza np. ten serial straciłby wcześniej gdyby nie dotyczył X-menów i gdyby głównej roli nie grał Dan Stevens. Zwierz jest pod wrażeniem tego jak inny jest aktor od tego co grał np. w Downton Abbey. Plus dzięki niemu zwierz nie tylko polubił głównego bohatera ale naprawdę zobaczył jego przemianę. Na ekranie widzimy Davida w kilku etapach jego życia. W trzech gra go Stevens i jako żywo – można byłoby pomyśleć że to trzech różnych facetów – ćpun, otępiały uroczy pacjent szpitala psychiatrycznego i nieco zagubiony ale zdeterminowany młody człowiek próbujący się czegoś o sobie dowiedzieć. Niby wszyscy ci bohaterowie mają tą samą twarz i te same niebieskie oczęta ale są od siebie bardzo różni.

Zwierzowi przypadła też do gustu Rachel Keller którą pamiętał z Fargo w roli mutantki, która nie może nikogo dotknąć ( konsekwencją dotyku jest zamiana jej umysłu z umysłem osoby której dotyka). Jej związek z Davidem – romans którego bohaterowie nie mogą się dotknąć przypomniał zwierzowi wątek z Psuching Daisies – jednego z ukochanych serialowych romansów zwierza. Fajnie było też na ekranie zobaczyć Aubrey Plaza, której rolę w Parks and Rec zwierz zawsze lubił. Ogólnie pod względem obsadowym i realizacyjnym to fenomenalny serial – sporo jest kadrów które przypominają małe dzieła sztuki, a aktorsko nie ma się w żadnym miejscu do czego przyczepić. Do tego mamy konsekwentnie budowany świat, niby podobny do naszego ale w jakimś stopniu osobny. Niekiedy nadmiernie cukierkowy (ponownie zwierz miał przy kilku kadrach skojarzenie z Pusching Daisies) kiedy indziej straszny i przerażający. Coś cudownego – bo przywołuje zupełnie inny zestaw uczuć niż większość produkcji telewizyjnych.

Tym co zwierza w Legionie naprawdę uwiodło było dostosowanie sposobu prowadzenia narracji i konstruowania świata do tematyki serialu. Nakręcenie tej opowieści w bardziej schematyczny sposób zapewne skończyłby się czymś nudny. A tu to co widzimy na ekranie – to zamieszanie, ten ciągły szum, nieprzyjemne dźwięki, światła – wszystko doskonale odwzorowuje ten niepokój umysłu w którym toczy się ciągła wojna. Do tego jest coś bardzo komiksowego w tym jak kolejne odcinki plączą narracje, zmieniają perspektywy, wrzucają pojedyncze sceny – kadry, które już były i którym mamy się przyjrzeć po raz kolejny. Zwierz wspomniał wyżej że to w pewien sposób przypomina mu świat komiksów – zwłaszcza o X-menach gdzie czasem na jednej stronie działo się mnóstwo różnych rzeczy, które pozornie nie miały w tym momencie sensu a potem dopiero w ramach czytania go nabierały. Jakby to zupełnie inne podejście do adaptacji komiksu. Nie przez uproszczenie czy dokładne odwzorowanie kolejnych kadrów ale przez podobne traktowanie samego kadru. Kadry serialu czasem przypominają te komiksowe strony na których nie wszystkie kadry składają się w opowieść. Przynajmniej na początku. Być może to bardzo subiektywne odczucie ale tak zwierz czuł się oglądając kolejne odcinki.

To ciekawe, że w chwili w której na X- menach czy właściwie mutantach trochę położono kreskę – uznając je za ten wygasający odłam adaptacji komiksowych (po X-men Apocalypse to nawet nie dziwi) FOX odwinął się światu dwiema bardzo różnymi ale bardzo dobrymi produkcjami. Bo Logan i Legion wyróżniają się bardzo nawet na tle Daredevila, Jassicy Jones czy Luke’a Cage. Być może dlatego, że nie mając nic do stracenia postawiono na autorskie interpretacje. Nie siląc się na lepienie razem wielkiego uniwersum otwarto drzwi dla zupełnie nowego podejścia do ekranizowania komiksów. Co jest fantastyczne bo gatunek  i same ekranizacje właśnie zaczęły zjadać własny ogon. Tymczasem to autorskie podejście ma w sobie świeżość i niesie nadzieje na przyszłość. Choć jednocześnie pokazuje kierunek – już nie warto dla wszystkich, można dla niektórych. Jeśli zastanawiacie się nad obejrzeniem Legiona to zwierz bardzo poleca. Jedyne co radzi to znaleźć sobie więcej czasu i sporo spokoju. Bo Legion to serial który trzeba oglądać. Żadnego szydełkowania, kolorowania czy nawet momentu nieuwagi. Ale opłaca się. Będziecie się łapać za głowę, pauzować i pytać „Ale czy to jest pełna kopia odcinka”. Nie mniej jedno jest pewne. Kiedy pojawi się możliwość zobaczenia następnego klikniecie „Obejrzyj”.

Ps: W tym tygodniu zwierz miał sporo na głowie więc w piątek w podcaście wysłuchacie Myszy.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Super! Dziękuję za recenzję :) Słyszałam o tym serialu już sporo dobrego, ale wciąż nie byłam przekonana. Teraz już jestem, oglądam!

  • Obejrzałam pilota zupełnie bez wiedzy, że to jest o mutantach – i to był bardzo piękny twist :) Wciągnęło mnie, cały czas czekam, czy coś się wreszcie wyjaśni, czy David wreszcie dotrze do swojej pamięci, no i czy dowiemy się, co powiedziały gwiazdy?

  • i_am_keyser_soze

    Najlepiej oglądać nawet bez mrugania. Serio. Naprawdę doskonały serial, który zaczyna się dla widza od gigantycznego WTF?, które albo się przetrwa, albo nie. Ale jeśli się przetrwa, to jest to prawdziwa uczta.

  • Asia

    Ależ to wszystko ciekawe brzmi. Z pewnością sięgnę po ten serial, niech tylko znajdę wolną chwilę między obecnie śledzonymi :D

  • Spriggana

    Jednak David wcale nie jest schizofrenikiem

    Hm. Nie wiem czy to spoiler, ale na wszelki wypadek oznaczam.
    Z tego, co czytałam w różnych recenzjach (komiksów nie znam) to nie wiadomo, jaką drogę wybiorą twórcy serialu, ale David może jednocześnie być mutantem i schizofrenikiem. Jeśli w serialu się na to zdecydowali to miłej zabawy w odróznianiu przywidzeń od telepatycznych „wizji”. A jeśli pani doktor Bird nie bierze pod uwagę takiej możliwości to zabawę będa mieli wszyscy dookoła.
    PS. Lucyfer jest serialem w zasadzie nijakim (miał kilka fajnych momentów), ale który się puszcza w tle bo może główny bohater znowu coś zaśpiewa. Serio, powinien jakąś płytę nagrać.

    • Wydaje mi się, że i tak się rozwinął od pierwszych odcinków, zrobiło się ciekawiej, fajne postaci kobiece – chociaż pretekstowe potraktowanie zagadek kryminalnych boli trochę moją duszę, przywiązaną do CSI ;) A poza tym to się zgadzam, do oglądania jednym okiem.

    • Spriggana

      To teraz napiszę że spoiler pisałam przed obejrzeniem piątego odcinka… :-D

  • Też zwlekałam z zaczęciem tego serialu, ale jak już sie wzięłam to nie mogłam sie oderwać. Chociaż jedynie nie zgadzam się ze Zwierzem z tą Sydney, bo to jest dla mnie typowa bohaterka, która miała być super i dorównywać kroku Davidowi a wyszła nijaka i nudna. Chyba lubiłam ją tylko jak jeszcze nie było wiadomo czy istnieje naprawdę.
    Lucifera z komiksami nie kojarzylabym w ogóle, ale jako sam serial jest całkiem w porządku, nie jakiś bardzo ambitny, ale też na taki nie pozuje i porusza kilka nawet ciekawych wątków etycznych. Nie męczy też, a oglądanie cieszy. We współczesnej erze „ambitnych seriali” trochę też zapominamy, że takie produkcje tylko przyzwoite również są potrzebne i wartościowe.

  • [Wyobrażają sobie prawdziwą mysz w podcaście :D] Legion to idealny serial dla naszego popapranego mózgu <3

  • wazon32

    Bohater, jak pisze zwierz, widzi rzeczy, których nie ma. A może jest odwrotnie , może my nie widzimy rzeczy które SĄ ? Tak, jak nie słyszymy pewnych dźwięków i nie widzimy wszystkich możliwych kolorów.Po prostu nie mamy odpowiednich zmysłów, a może jest w tym jeszcze coś…
    A film jest na pewno do obejrzenia, tylko chyba wymaga cierpliwości?

  • Kinoman1

    Odcinki 1- 2 zachwyciły mnie, kolejne dwa nieco zmęczyły i kiedy sądziłem , że formuła wymyślona przez scenarzystów serialu
    powoli się wyczerpuje odcinek 5 mile mnie zaskoczył. Przy okazji wyjaśniono, czy David jest schizofrenikiem . Czekam z niecierpliwością na 6 epizod. Zgadzam się też z większością spostrzeżeń Zwierza- za wyjątkiem skojarzeń z Pushing Daisies( który uwielbiam!) . A przy okazji mam dwa pytania do Zwierza: Czy i kiedy Zwierz napisze o The Missing” ? (emisja 2 sezonu tego rewelacyjnego serialu zaczęła się w środę na na alekinoplus). Czy Zwierz widział już pierwsze odcinki 3 sezonu Broadchurch ?

  • Ojć, nie planuję oglądać bo nie bardzo mnie X-Meni pociągają ale przez chwilę byłem zaintrygowany bo centralnymi bohaterami są osoby dzielące jedno ciało (nope, nie spoiler – w komiksach powiedziane od początku, kwestią inszą jest czy wszyscy są wytworem wewnętrznym czy część posiadała kiedyś własne ciało i różne kontynuacje mówią różne rzeczy więc to gdybanie nie będzie spoilerem). Mam nadzieję że to tylko kwestia ‚złej diagnozy’ i nie przyczepią się schizofrenii. Chyba, że jedna z osób faktycznie ją ma bo to jest całkiem możliwe u osób dzielących jedno ciało, jednak w komiksach przy starcie nikt nie był tak diagnozowany ani nie miał deluzji (o ile kojarzę fabułą było coś z morderstwem).

  • Kątem plująca

    Ciekawa jestem zakończenia, choć sądząc po tytule „legion” David ma swoim ciele legion mutantów. To inspiracją z Biblii. Jest w ewangeliach gdzieś opisany człowiek który był opętany przez setki demonów i właśnie miał na imię legion. Więc wątpię czy będzie jakieś zaskoczenie. Zresztą praktycznie żaden film czy serial mnie dotąd nie zaskoczył totalnie, może z wyjątkiem życia pi.

  • Ala

    Serial świetny, ale nie zgadzam się z tym, że w DCTV nie ma żadnego znanego, ważnego bohatera, skoro Flash to jeden z kluczowych bohaterów w uniwersum DC :)

  • bartoszcze

    Jej. Ten serial robił coś dziwnego w oczy i głowę od początku, ale szósty odcinek był takim zonkiem jak dawno nie pamiętam (później już zmierzanie do finału).