Co tam zwierzu w torebusi? czyli Zombie vs Zwierz vs everyday carry

17/09/2017

Non stop dziewczyny czyli o Paper Girls i Giant Days

17/09/2017

Kto rano wstaje, ten kupuje więcej komiksów czyli zwierz na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier

17/09/2017

Osoby zaskoczone wczorajszym brakiem wpisu, zwierz musi przeprosić. No ale czasem bywa tak że człowiek wstaje o szóstej rano, jedzie na festiwal komiksowy, potem wraca do Warszawy na ślub przyjaciółki i jeszcze wieczorem zalicza 30 urodziny kolejnej i nie ma nawet chwili czasu by spojrzeć na bloga. A taki był wczorajszy dzień. A dziś, zwierz wam powie dlaczego warto wstać nawet o piątej by zdążyć na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi.

Festiwal Komiksu w Łodzi odbywał się już po raz 28 ale widać, że w ostatnich latach nabrał rozpędu. Przede wszystkim przestał się mieścić w swojskim Domu Kultury w Łodzi i od pewnego czasu rozlał się na całą Łódź w tym na Atlas Arenę i Stadion Miejski gdzie jest centrum festiwalu i jego główne atrakcje. Zwierz od kilku lat planował w końcu pojechać do Łodzi ale zawsze coś stało mu na przeszkodzie – zazwyczaj czas – wrześniowo-październikowe weekendy zwierz zawsze ma zajęte. Ale w tym roku zdarzyło się inaczej – telefon z pytaniem czy zwierz przyjedzie zadzwonił wcześniej. Oczywiście zwierz radośnie zaklepał datę w kalendarzu. Dopiero lekko zdziwione miny znajomych uświadomiły mu, że zaklepał sobie termin przyjazdu w dniu ślubu… Myszy. To jest chyba jakaś specjalna umiejętność – zapominanie wyłącznie o naprawdę ważnych datach.

 

Pierwsze godziny były dość luźne ale można było zobaczyć jak fajnie to wszystko wygląda

Zwierz jednak jest obowiązkowy i wiedział że musi choć na chwilę wpaść na festiwal. Nie tylko dlatego, że się zobowiązał ale dlatego, że zdał sobie sprawę, że to jedna z tych imprez których już nie wypada za bardzo opuszczać. Do tego do zwierza doszła wieść że na festiwalu pojawi się Jim Lee. Widzicie każdy ma swojego rysownika którego rysunki sprawiły, że zaczęliśmy się trochę lepiej przyglądać nazwiskom na okładce komiksu. Dla zwierza był to Jim Lee. Zwierz pamiętał jego styl z czasów kiedy czytał X-men a potem kiedy w Polsce ukazał się po raz pierwszy Hush zwierz był pod olbrzymim wrażeniem jego kreski. Potem gust zwierza nieco się zmienił ale słabość do rysownika pozostał. Dlatego wybierając się do Łodzi zwierz zapakował do plecaka także swoje ekskluzywne czarno-białe wydanie Hush po angielsku (jeden z najlepszych prezentów ślubnych <3) i pojechał w nadziei że może dostanie autograf. Ogólnie jednak zwierz który nie jest fanem autografów (a właściwie inaczej – może bez nich żyć) cieszył się, że festiwal akurat w tym roku przyciągnął rysownika który w komiksowym życiorysie zwierza ma miejsce bardzo ważne choć nieco sentymentalne.

 

Emocje sięgają zenitu bo zaraz się dowiemy na co wydamy wszystkie pieniądze w najbliższych miesiącach

Pod Atlas Areną, gdzie zwierz znalazł się tuż po otwarciu festiwalu wiła się długa kolejka. Do kas? Ależ skąd, do numerków po autografy. Krótka ocena sytuacji dała zwierzowi jasny obraz – gdyby staną w kolejce odstał swoje, dostał numerek po autograf Jima Lee a potem odstał z tymi ludźmi po autograf rysownika to zapewne tylko do tego ograniczyła się jego bytność na festiwalu. Z jednej strony kusiło, z drugiej – zwierz czuł się w obowiązku zobaczyć trochę więcej. Serio moi drodzy musicie uwierzyć zwierzowi na słowo – porzucił pomysł zdobycia autografu od swojego ulubionego rysownika żeby móc napisać lepszy wpis. No naprawdę poświęcenie roku. Ale tak na poważnie, to stanie w dwóch kolejkach wydaje się jednak marnotrawstwem czasu kiedy wpada się na festiwal na bardzo krótko. Zwłaszcza że z tego co zwierz widział, nie wszyscy którzy się w kolejce ustawili autograf dostali. W każdym razie zwierz podszedł z boku i udało mu się zrobić zdjęcie Jima Lee rozdającego autografy. Też dobrze.

 

Zwierz bardzo chciał nie jeść niczego niezdrowego na wyjeździe. Wśród zaparkowanych foodtrucków znalazł jednak tylko fast foody. Zjadł frytki bo to w końcu warzywo #taksiętłumaczy

Festiwal udowadnia jedno – jeśli ktoś mówi, że w Polsce nie ma rynku komiksowego to znaczy, że zdecydowanie źle patrzy. Spacer po festiwalu w pełni uświadamia jak długą drogę przeszliśmy w ostatnich latach od kilku komiksów które pojawiały się co jakiś czas do rynku komiksu gdzie jest miejsce zarówno dla komiksów niezależny, tytułów super bohaterskich, zeszytów z komiksem europejskim czy w końcu z komiksami polskimi. Oczywiście to nie jest jeszcze tak wielki rynek jak na zachodzie, ale to jest jednak niesamowity postęp. Zwierz pamięta jak był moment kiedy rynek komiksowy kulał, a nawet jeśli coś się pojawiało to trudno było spodziewać się ciągłości, regularności czy lepszych wydań. To mamy już za sobą. Na stoiskach wokół Areny można było stracić fortunę. Od dużego stoiska Egmontu który kusił 25% zniżką na wszystkie tytuły, przez stoiska Kultury Gniewu (to jest to stoisko gdzie człowiek chciałby wszystko, dwa razy) po startujące właśnie wydawnictwo Non Stop Comic (które wydało doskonałe Paper Girls, o których będzie wpis). Do tego małe stoiska sprzedające ziny (moment w którym zwierz zorientował się, że zupełnie nie ma pojęcia co się w Polsce wydaje niezależnie) czy miejsca gdzie wystawiali się antykwariusze. Do antykwarycznych komiksów zwierz nawet nie zaglądał bo uświadomił sobie, że wsiąkłby zupełnie a poza tym pewnie nie miałby kasy nawet na bułki do końca miesiąca. A tynk nie jest jednak tak smaczny jak mówią.

Tłum się zbiera – zwłaszcza wokół strefy autografów

 

Do tego na festiwalu, trochę jak na konwencie pojawiło się trochę wystawców oferujących przeróżne popkulturalne gadżety. Z jednej strony – fajnie, wszyscy wiemy, że geek kupujący sobie dwudziesty gadżet to geek szczęśliwy. Z drugiej strony – trochę zabrakło (przynajmniej zdaniem zwierza) wystawców nakierowanych głównie na gadżety wiążące się jednoznacznie z bohaterami komiksów. Jasne każdy wystawca przyjeżdża z tym co ma w nadziei że geek kupi wszystko. Ale może fajniej byłoby gdyby pojawili się tam wystawcy z przebranymi produktami? Bo kiedyś to naprawdę była gadka dostać coś popkulturalnego ale dziś kiedy na kolejnych festiwalach widzę tych samych wystawców sprzedających dokładnie to samo to trochę brakuje mi właśnie specjalizacji. A także czegoś specjalnego, bo w pewnym momencie człowiek dostrzega, że wszyscy sprzedają właściwie ciągle to samo. Ale to może zwierz narzeka bo właściwie nie miał funduszy i wciąż ma małe mieszkanie i mu się po prostu już chyba nic więcej nie zmieści.

 

Ten moment kiedy przeliczasz nerkę na komiksy

Od pewnego czasu Festiwal Komiksu połączony jest z zawodami e-sportowymi. Dlatego na płycie hali odbywały się mistrzostwa polski organizowane przez ESL – grano w Counter Strike i League of Legends. Zwierz musi powiedzieć, że od czasu kiedy mąż zabrał go na IEM w Katowicach ma słabość do zawodów e-sportowych i zaczął rozumieć na czym polegają wiążące się z nimi emocje. Poza tym są to zawody naprawdę widowiskowe i w sumie bez przeszkadzania uczestnikom targów udało się zorganizować fajne wydarzenie, które robiło wrażenie – światła, ekrany, zawodnicy – gdybyście kiedyś mieli okazję to koniecznie zobaczcie na żywo jak to wygląda. Z doświadczeń zwierza atmosfera na takich zawodach zawsze jest dobra. A przy okazji na płycie hali rozstawiono stoiska dla graczy gdzie można było pograć na konsolach czy skorzystać ze sprzętu do wirtualnej rzeczywistości.  Do tego w budynku obok była cała sala poświęcona grom planszowym. Całość bardzo ładnie się ze sobą zgrywa i zwierz nie dziwi się dlaczego połączono imprezę komiksową z zawodami e-sportowymi.

 

Tak dużo komiksów, tak mało funduszy – westchnienie chyba wszystkich na festiwalu

Jedną z metod by nie wydać od razu na festiwalu całej pensji i oszczędności jest pójście na jakąś prelekcję. Zwierz wybrał dwie, która właściwie była jedną. Tomasz Kołodziejczak z Egmont Polska, najpierw przedstawiał zapowiedzi wydawnicze na koniec tego roku i początek przyszłego a potem odpowiadał na pytania czytelników i opowiadał o meandrach pracy wydawcy komiksów w Polsce. Pierwsza rzecz jaka rzuciła się zwierzowi w fakt, że na sali nie tyle było pełno, co w sumie panował tłok – ludzie stali w drzwiach, tłoczyli się tam gdzie nie było miejsc siedzących. Taka atmosfera na prezentacji zapowiedzi wydawniczych to chyba marzenie każdego wydawcy. Druga sprawa, kurczę zwierz dawno nie był na geekowskiej imprezie na której byłaby taka przewaga mężczyzn. Bycie geekiem często kojarzy się wyłącznie z facetami ale na imprezach geekowskich często mówi się do  niemal samych dziewczyn. Tu proporcje wyglądały zupełnie inaczej. Od razu uprzedzając, zwierz uważa że to po prostu za ciekawe. Zwłaszcza że wśród znajomych czytelników komiksu jest taka równowaga jeśli chodzi o płeć. W każdym razie oba spotkania były bardzo ciekawe a zapowiedzi wydawnicze sprawiły, że zwierz zaczął się rozglądać za jakimiś nabywcami dla swojej nerki. Kto wie może to jest stoisko którego brakuje na festiwalu – skup organów.

 

Dzielnie podpisują. W sumie to zwierzowi zaimponowało dobre zorganizowanie strefy autografów. Nie było nerwów, wszystko wyglądało bardzo sprawnie i profesjonalnie no i nie tworzyło tłoku w przejściu – jak to czasem bywa

Po spotkaniu wybrałam się jeszcze do stoiska Comic-Conu gdzie spotkałam ludzi odpowiedzialnych za organizację jego jesiennej edycji. Zwierz nie był na pierwszej odsłonie imprezy ale czytał wiele recenzji i sprawozdań – nie wszystkie entuzjastyczne. Rozmawiał z organizatorami zadając pytania właśnie o te aspekty które nie do końca wyszły. Odpowiedzi które dostał zachęcają by dać jeszcze raz szanse imprezie, zwłaszcza że kierunek w którym idzie Comic-Con wydaje się słuszny. Organizatorzy nie chcą robić kolejnego konwentu w Polsce tylko wydarzenie nieco inne – bliższe w ogóle idei Comic-Conów gdzie jest więcej spotkań, autografów, targów i wystawców. Zwierz nie wie jak wyjdzie ale na pewno się pojawi (być może będzie coś robił na Comic-Con być może tylko pójdzie zobaczyć). Na pewno będzie miał dla was konkursy i ma nadzieję, że ta druga edycja będzie naprawdę udana. W każdym razie jak widzicie – poważny zwierz prowadzi poważne rozmowy, a wszystko dla was kochani czytelnicy. Ale tak serio, to zwierz jest bardzo ciekawy jak wyjdzie nowa jesienna edycja Comic-conu. I ma nadzieję, że będzie mógł wam o niej opowiedzieć same dobre rzeczy.

Dowód na to, że zwierz widział Jima Lee ;)

 

Na koniec zwierz musi wam opowiedzieć jeszcze o fajnej rzeczy która mnie spotkała. Zwykle na takich imprezach spotykam trochę osób – ktoś zrobi sobie ze Zwierzem zdjęcie, ktoś pozdrowi, zapyta czy zwierz prywatnie czy służbowo, a nawet pokaże że właśnie słucha podcastu Zombie vs Zwierz. Nie było więc nic dziwnego, kiedy w tłumie, ktoś klepnął mnie w ramie i zapytał czy ja jestem mną. Uśmiechnęłam się myśląc, że to czytelnik. A to nie był czytelnik tylko stary znajomy z klubu karate. Nie widzieliśmy się milion lat. Przez ten czas stary znajomy zdążył zrobić karierę w świecie komiksu. Więcej, Janek Mazur zdołał napisać „Tam gdzie rosły mirabelki” jeden z najbardziej polecanych mi komiksów tego roku. Więcej, zwierz nawet zastanawiał się czy jej nie kupić, jakieś pół godziny wcześniej. Szczęściem tego nie zrobił bo nie dość że może się pochwalić nową/starą znajomością. No i mam komiks z cudowną dedykacją. Same zwycięstwa.

 

W połowie dnia kiedy zwierz już wychodził z imprezy na bilet trzeba było chwilkę poczekać ale humory wszystkim raczej dopisywały

I to by było na tyle mojego sprawozdania. W przyszłym roku chcę wpaść na dłużej, zwłaszcza że w tym roku ominęła mnie gala rozdania „Misiów” nowej nagrody która ma być takimi pozytywnymi Wężami, czyli wyróżnieniami dla tego co w ostatnim roku było w polskiej popkulturze najlepsze, najciekawsze, najfajniejsze. Bardzo fajny pomysł i mam nadzieję, że będzie się rozwijał. Chciałabym też następnym razem zahaczyć też o więcej prelekcji i może zagrać w jakąś planszówkę? W każdym razie jest absolutnie przekonany, że w przyszłym roku koniecznie musi się tam pojawić. Tylko koniecznie musi wam powiedzieć dwie rzeczy – pierwsza, jak nie przyjedziecie bardzo wcześnie to jest długa kolejka do wejścia, druga – chce ktoś kupić nerkę?

Ps: Zwierz jedzie na festiwal do Gdyni. Jeszcze nie może uwierzyć że naprawdę tam jedzie. Jako Media. To dopiero zabawne. W każdym razie czekajcie na najazd polskiego kina.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Kamil

    Trochę detali od poniekąd weterana :P Gry dołączyły +/- wtedy gdy zacząłem jeździć na MFK, czyli jakoś koło 2009, na Atlasie impreza jest już co najmniej 5 rok (tu z kolei pamiętam, że zrobiłem sobie delikatną przerwę po przenosinach a ostatnim komiksem kupionym przed był „Goliat” Toma Goulda)

    W sobotę zawsze jest kosmiczna kolejka, lepiej mieć bilety wcześniej (albo w niedzielę modląc sie że przywiezione przez wystawców nakłady tego na co polujemy nie wyszły) ;) Co ciekawe w tym roku część targowa była otwarta już w piątek, co jest novum.

    A przyjeżdżać warto co roku bo to jednak jest największe święto komiksu w Polsce!

  • Shakuahi

    Z tymi wystawcami to Zwierz nie narzeka, dokładnie jest tak jak to opisuje. Ja już od paru konwentów nie mogę znaleźć nic dla siebie, bo wszystko już było i wszystko się powtarza. Można by odnieść wrażenie, że połowa sprzedawców zaopatruje się w tej samej hurtowni. Szkoda. Jeszcze bardziej smuci, że wszyscy na konwenty podnoszą ceny (ni prawie wszyscy) i człowiek potem wraca do domu z reklamówkami gadżetów i dostaje kaca moralnego, bo z dala od stoisk dociera do niego, że ta planszówka to nawet w empiku tańsza była.

  • Igor Langer

    Byłem i w kolejce stałem od 4 rano by pomóc mej drugiej połówce w polowaniu. Szkoda, że w tym tłumie gości nie wypatrzyłem zwierza.