Dom z dala od domu czyli zwierza przechadzka po filmowych hotelach

24/08/2014

My Fair Selfie czyli zwierz ogląda Selfie i ma kilka wątpliwości

24/08/2014

Scottish, Mad and still not Ginger czyli zwierz wita się z 12 Doktorem.

24/08/2014
empty image
empty image

Hej

Oglądanie Doktora Who składa się z większej ilości końców i nowych początków niż jakiegokolwiek innego serialu. Nowy sezon, nowi towarzysze, nowi scenarzyści, nowa czołówka, nowy Doktor – zmiany następują tak szybko, że od czasu do czasu trzeba sobie zadać pytanie, ile jeszcze Doktora w Doktorze. W końcu jakby na to nie patrzeć ci, którzy zaczęli oglądać nawet Nowego Who, dziś oglądają zupełnie inny serial, który z tamtym zarówno w obsadzie jak i w ekipie producenckiej właściwie niewiele łączy. A jednocześnie nikt nie ma wątpliwości, że to wciąż Doktor. I chyba właśnie wokół tego paradoksu – ciągłej zmiany przy jednoczesnym pozostawaniu wciąż sobą dotyczył pierwszy odcinek nowego sezonu Doktora.  Zwierz jak zwykle robił w czasie seansu notatki i spisywał swoje wrażenia – tak więc ponownie zblokuje swoje przemyślenia (bo to raczej uwagi do odcinka niż recenzja) w kilku osobnych punktach. Jednocześnie możemy przyjąć za oczywiste że w takich wpisach spoilerów będzie zawsze mnóstwo. Nie mniej wypada ostrzec co też zwierz czyni.

Jeśli zwierz miałby wymienić jedną rzecz która najbardziej cieszy go w nowym Doktorze to zawierałaby się w tym jednym zdaniu (stąd)

I’m Scottish I can complain now – zacznijmy może od nowego Doktora. Zwierzowi bardzo podoba się zmiana jaka zaszła w postaci. Nie chodzi jedynie o bycie Szkotem (co akurat zwierza cieszy) ale o pewien nowy dystans, którego brakowało w Jedenastym. Nasz Dwunasty Doktor nie będzie już flirtował a i ciepłe uczucia do ludzkości nieco u niego ostygły (poniekąd trudno mu się dziwić).  Choć przez większość odcinak mamy do czynienia raczej z bohaterem zdezorientowanym, (co zwierzowi przypominało Christmas Invasion i regenerację 9 w 10) to kiedy w końcu zaczyna sobie przypominać kim jest – a właściwie uświadamiać sobie kim – jest to nagle dostajemy postać bardzo ciekawą. Moffat poświęcił wiele czasu na wyjaśnienie nam, dlaczego Doktor się postarzał (najwyraźniej bojąc się reakcji części widowni na zaangażowanie starszego aktora) – jednym z nich jest sugestia, że przestało mu zależeć byśmy go aż tak lubili. Zwierz nie będzie analizował, co to mówi o charakterze samego Moffata, ale musi stwierdzić, że sama myśl o Doktorze, któremu nie zależy na naszej sympatii zwierzowi się bardzo podoba. W ogóle zwierz woli Doktora z pewną tajemnicą i dystansem niż takiego który wszystkie emocje ma na tacy. Do tego jego podejście do Clary – bardziej zdystansowane, wyniosłe, szczere i pozbawione tej dziecięcej beztroski Jedenastego może jednocześnie dać nam Doktora którego znamy (z klasycznych sezonów) i kogoś zupełnie nowego. Zresztą akurat ta zmiana w stosunkach na linii Doktor- Towarzyszka jest jedną z rzeczy na które zwierz się najbardziej cieszy. A co z Capaldim? Cóż wydaje się, że świat podzielił się na dwa obozy – tych którzy zaakceptowali Capaldiego jako swojego Dwunastego Doktora i… no właśnie nawet wśród niezadowolonych widzów trudno było znaleźć kogokolwiek komu Capaldi by się w tej roli nie podobał. Co prawda w swoim pierwszym odcinku dostał przede wszystkim do grania wściekłego Doktora ale miał już okazję popisać się swoimi aktorskimi możliwościami. Zwierz który Capaldiego widział w kilku innych produkcjach o Dwunastego Doktora jest spokojny i ma jakieś dziwne przeczucie że być może po Jedenastym który to nie był Doktorem zwierza, ponownie przyjdzie zwierzowi mieć swojego Doktora w TARDIS. Poza tym kiedy już w końcu dostanie swój Doktorowy strój (zwierzowi bardzo się podoba tak przy okazji – stylowo, klasycznie i nie tak hipstersko jak w przypadku Jedenastego) to jakoś zupełnie nie mamy wątpliwości że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Plus jak cudownie że pozwolono mu zachować jego szkocki akcent. Ogólnie każdy aktor mówiący ze szkockim akcentem powinien mieć prawo z niego korzystać. Być może wtedy Wielka Brytania nie musiałaby się bać wyników referendum o niepodległość Szkocji.

  Jasne Doktor w tym odcinku jest nieco zagubiony ale kiedy się odnajduje jest po prostu idealny (stąd)

Impossible Girl – zwierz czytał w wielu miejscach irytację na postawę Clary, której trudno się pogodzić z regeneracją Doktora. Prawdę powiedziawszy – zwierzowi ten wątek podobał się bardzo. Zawsze miał problem z tym jak do regeneracji 9 w 10 podeszła Rose – zdecydowanie poszło tam to zbyt gładko. Tu mamy cudownie pokazane jak bardzo mimo świadomości pochodzenia i nieodwracalności zmian chce się jednak cofnąć czas. Przy czym to jest trochę prawda – podobnie jak Clara mamy trochę problemu z uświadomieniem sobie że 11 i 12 to jest ta sama postać. Przy czym Clara przejmuje w tym odcinku całkiem sporo inicjatywy i jest bardziej zaradna niż niejedna towarzyszka ostatnimi czasy. Zwierzowi bardzo podoba się moment w którym negocjuje z cyborgami – takie monologi zazwyczaj w serialu dostaje Doktor. Poza tym  dobrym pomysłem (przynajmniej zdaniem zwierza) były przebitki na jej życie jako nauczycielki – zwierz jest zdania, ze jednak coś musi być mało satysfakcjonującego w życiu ludzi którzy uciekają z Doktorem – u Clary trochę mi tego brakowało i ta jedna scena bardzo ładnie tą postać uzupełniła. Przy czym podoba mi się też chemia między 12 Doktorem a Clarą – wydają się paradoksalnie dużo bardziej zaprzyjaźnieni niż Clara i 11. Jedyne co odrobinę mnie denerwuje to wypominanie Clarze cech charakteru których dotychczas w ogóle nie przejawiała jak np. skoncentrowanie na sobie. Zwierz czytał u niektórych że Clara jest denerwująca w tym odcinku – zwierza nie zdenerwowała wręcz przeciwnie po raz pierwszy od dawna, zwierz zobaczył w niej bohaterkę niezależną a nie tylko opisaną w stosunku do Doktora. Plus scena gdy dzwoni do niej jedenasty i w końcu widz podobnie jak bohaterka w końcu widzi, że wszystko jest na swoim miejscu – wyszła znakomicie (i dobrze prognozuje na następne odcinki).

  Zwierz miał wrażenie, że Doktor nie mówi tu do Clary tylko do tych wszystkich płaczących za Jedenastym (stąd)

Jaszczurka, obcy i pokojówka – kiedy w serialu po raz pierwszy pojawiła się Madam Vestra ze swoją żoną i pomagającym im Straxem zwierz całą trójkę bardzo polubił. Niestety to jest typowy rodzaj postaci, które są dobre raz a potem z odcinka na odcinek lubi się je co raz mniej. O ile jeszcze Strax jest postacią nawet zabawną (przy czym oczywiście jest to komizm slapstickowy ale czasem człowieka bawi jak ktoś dostanie po głowę gazetą) o tyle Madam Vestra i Jenny stały się przez te kilka odcinków ciężkostrawne. Przede wszystkim są to postacie źle napisane – zwłaszcza Madam Vestra, która nie dość że koszmarnie traktuje Clarę to jeszcze teoretycznie ma być napisana jako najinteligentniejsza postać w pokoju a jest tylko irytująca. Z kolei Jenny nie nabawiła się przez te wszystkie lata charakteru. Poza tym zwierz nie do końca wie co chce osiągnąć Moffat czyniąc z ich parę która na każdym kroku albo podkreśla, że są małżeństwem (bardzo ładnie macie w serialu dwie kobiety w związku przy czym jedna jest jaszczurką z zamierzchłej przeszłości – czy możemy iść dalej?) albo z kimś flirtuje albo służy jakimś aluzjom które naprawdę chyba nie bawią nikogo poza twórcą. Przy czym zwierza naprawdę strasznie w tym odcinku zdenerwowała postać Madam Vestry wydającej z góry sądy trochę bez uzasadnienia. Ogólnie jak zwierz te postacie lubił tak chętnie więcej by już ich nie zobaczył. Zwłaszcza, że one nie musiałby być irytujące gdyby po prostu nie były tak źle napisane.

Zwierz bardzo tą trójkę lubił ale musi przyznać, że niestety w tym odcinku byli koszmarnie irytujący. (stąd)

 

SS Marie Antonette – ponownie zwierz czytał, że pomysł powrócenia do wątku znanego z Girl in the Fireplace to fatalny pomysł i recykling. Zwierz mógłby się kłócić czy recykling pomysłów nie jest siłą napędową Doktora (policzcie na palcach ile razy nowy Doktor spotkał Daleków choć przecież już ich nie ma) ale musi przyznać, że sam wątek mu się spodobał. Po pierwsze – jasne jest, że założeniem twórcy jest byśmy zorientowali się że zachodzi podobieństwo dwóch przypadków zanim zrobi to Doktor. To akurat jest jedna z tych rzeczy, która nie bawi dorosłego widza ale jak zwierz podejrzewa (i pamięta z własnego dzieciństwa) bawi widza młodszego. Być przez chwilę mądrzejszym od Doktora – to coś co zdecydowanie nie jest przeznaczone dla starszych widzów. Natomiast sam wątek zwierzowi się podobał – przede wszystkim ze względu na rozmowę Doktora z Cyborgiem i refleksje nad tym dokąd obaj zmierzają, i do jakiego stopnia są jeszcze sobą. Niby nie trzeba być mózgiem by wiedzieć o czym tu mowa ale zwierz ma słabość do takich scen. Poza tym zakończenie tego wątku było tak cudownie otwarte, że zwierz naprawdę po raz pierwszy czuje się podekscytowany czymś co jest niedokończone  w tym serialu – a musicie wiedzieć że nadmiar otwartych zakończeń trochę jednak zwierza ostatnio zaczynał nużyć. Poza tym już pierwsze teorie dotyczące tego co właściwie zobaczyliśmy są cudowne. Tak więc o ile zwierz wie, że recykling pomysłów może ludzi denerwować to ten akurat odświeżał jeden z ulubionych pomysłów zwierza, więc może Moffatowi ten mały akt kanibalizmu (pun intended) darować.

 

Zwierz długo zastanawiał się skąd zna tą kwestię i przypomniał sobie – podobna wymiana zdań była w Sherlocku (stąd)

 

Dinosaurs in London – zwierz musi powiedzieć, że choć doskonale się bawił oglądając ten odcinek to jednak kilka razy  poczuł, że niestety Moffat wrzucił do scenariusza kilka swoich najbardziej irytujących zagrań. O ile zwierz rozumie, że istnieje konieczność ustalenia stosunków Clary i Doktora na nowo to jednak spokojnie można sobie darować całe gadanie o tym czy Doktor się Clarze podobał a na pewno można wyrzucić całą scenę w której Strax ją bada (zwłaszcza że nie ma żadnych następstw w scenariuszu), podobnie kilka dowcipów które naprawdę nie mają sensu, łącznie z flirtowaniem z dinozaurzycą. Ja rozumiem, że Moffat chce nam pokazać że Doktor zna każdy język ale naprawdę czy jedyny sposób rozmowy jaki zna to flirt? Wszystkie te elementy kompletnie nie pasowały do odcinka i w sumie szkoda, że nikt nad scenarzystą nie stał wykreślając te fragmenty które potencjalnie miały być śmieszne ale bawią naprawdę chyba tylko scenarzystę (I tak wiemy, że pisze Sherlocka nie musi wrzucać do odcinka zdania Game is Afoot, naprawdę nie zapomnimy, że kręci oba seriale- nie da się). Przy czym, żeby było jasne – zwierz nie należy do osób które uważają, że Moffat jest odpowiedzialny za wszelkie zło świata i jest beznadziejnym scenarzystą, który zepsuł Doktora. Wręcz przeciwnie zdaniem zwierza Moffat jest doskonałym scenarzystą, który tylko potrzebuje kogoś kto by nad nim stał i wykreślał mu ze scenariusza wszystkie te momenty w których Moffat chce być dowcipny.

Nie Moffat nie jesteś aż tak strasznie zabawny. Kropka (stąd)

 Promised Land – istnieje taka przestrzeń w której wszyscy fani Doktora są zadowoleni, jest to przestrzeń wyobrażona i jakbyśmy się nie starali raczej do niej nie dotrzemy za naszego życia. Nie mniej zwierz już teraz widzi kilka rzeczy, które choć nie prowadzą go do nieba to jednak jakby zbliżają. Przede wszystkim zwierzowi podoba się, że ten założycielski odcinek Doktora nie otworzył historii tak wielkiej jak np. pierwszy odcinek 11. Poza tym zwierz nie może się doczekać Doktora i Clary – ich relacja musi być inna i zwierz ma nadzieję, że tym razem scenarzyści (zwierz przypomina tego serialu nie pisze sam jeden Moffat więc nie będziemy nań zwalali wszystkiego) znajdą odpowiedni balans i nareszcie po latach pokażą nam Doktora i towarzyszkę w relacji do której nie będziemy dopisywać sobie w głowach romansu (lub nie – bo w sumie cóż łączyło 10 i Rose). Poza tym zwierz życzy Capldiemu naprawdę wszystkiego najlepszego bo jego pomysł na wściekłego Szkockiego Doktora może się okazać najlepszym pomysłem od długiego szalika Czwartego Doktora. Przede wszystkim jednak zwierz po tym odcinku zwierz nie może doczekać się następnych. Po pierwszym odcinku z 11 tak strasznie brakowało mu 10, tu kiedy na chwilę pokazał się 11 zwierz mimo lekkiego ucisku w okolicach serca poczuł, ze cieszy się iż zaszła zmiana. I oto chodzi. Wszak jak wiemy – można wiele razy wymieniać części składowe szczotki a nadal będzie się nią świetnie zamiatać.

  Moment w którym zwierz zaczął przeczuwać że może być naprawdę dobrze (stąd)

Ps: Zwierz musi powiedzieć, że w sumie to ma nadzieję na rozwiązanie wątku – skądś znam tą twarz. Zwierz wie, ze wielu widzów jest przeciwnych temu by odwoływać się do faktu, ze Capaldi już w serialu jakąś rolę grał, ale wiecie, zwierz nie jest większość widzów.

Ps2: Moi drodzy dziś wieczorem będzie rozdanie nagród Emmys ale ponieważ zwierz jednak chodzi do pracy w poniedziałek to umówmy się że w poniedziałek poczytacie o Selfie (aby pozostać trochę w Doktorowych klimatach) a we wtorek dostaniecie porządne omówienie wyników. Zgoda?

Ps3: Drogi czytelniku, który nie oddychasz brytyjską telewizją. Zwierz ma do ciebie tylko jedno pytanie. Pierwsze pytanie. Pytanie skryte w zasięgu wzroku. Właściwie dlaczego jeszcze nie oddychasz brytyjską telewizją?

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Nie wiem dlaczego jeszcze nią nie oddycham, ale bardzo chciałabym zacząć ;).

    Od początku stałam na stanowisku, że Capaldi będzie fantastycznym doktorem. Właśnie dlatego, że jest Szalonym Szkotem, co do tej postaci pasuje tak idealnie, że brak słów. I muszę przyznać, że śmieszył mnie flirt z dinozaurem, bo był wpleciony w dialog tak oderwany od rzeczywistości (labels! <3), że miałam wrażenie, że go dopełnia. I że Doctor po prostu mówi co mu ślina na język przyniesie, bo nie do końca jeszcze rozumie swoją sytuacje i tych ludzi, którzy coś od niego chcą. I mają dinozaura.

    "I'm Scottish I can complain now" – wydrukuję sobie ten cytat, oprawię w ramkę i powieszę nad łóżkiem. Razem ze szkocką flagą ;)

    • Elka17

      Maju! Maju! Jest zapotrzebowanie na nową koszulkę!!!!

      • Majka

        Dobrze, że zajrzałam w komentarze :D

  • Beryl Autumnramble

    „zwierz ma nadzieję, że tym razem scenarzyści (zwierz przypomina tego
    serialu nie pisze sam jeden Moffat więc nie będziemy nań zwalali
    wszystkiego) znajdą odpowiedni balans i nareszcie po latach pokażą nam
    Doktora i towarzyszkę w relacji do której nie będziemy dopisywać sobie w
    głowach romansu”

    B-chan ma jednakowoż nadzieję, że nie będą w każdym odcinku podkreślać, jak bardzo te dwie postacie romansu nie mają.

    • Zwierz

      OK zgadzam się, w tym odcinku nawet te dwie wspominki mnie denerwują. Tak więc zwierz też ma nadzieję.

  • Mako Chan

    „postawę Clary, której trudno się pogodzić z regeneracją Doktora. Prawdę powiedziawszy – zwierzowi ten wątek podobał się bardzo.”

    Zwierzu, pozwól że przypomnę że Clara to ta towarzyszka, która osobiście widziała (i wchodziła w interakcję) z każdym wcieleniem Doktora. Pewnie włącznie z Atkinsonowym. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie że w zasadzie pod tym względem ma więcej świadomego doświadczenia niż sam Doktor – i stąd z tym „problemem” jest tak OOC, że porównywalny byłby chyba tylko Strax nagle wykazujący się głębokim pacyfizmem.

    I tak, baaardzo przydałby się ktoś stojący nad Moffatem i bezlitośnie wycinający niepotrzebne sceny. Deep Breath spokojnie dałoby się złożyć w 40 minut z olbrzymim zyskiem dla odcinka.

    • zpopk

      Ale moim zdaniem to niczego nie zmienia – wiesz to trochę tak jak ze śmiercią – wszyscy wiemy, że wszyscy umrzemy ale pogodzić się ze śmiercią nie jest łatwo. Dla mnie Clara mogłaby dosłownie gadać z każdym Doktorem i nadal mieć problemy z regeneracją.

      • Anka

        Ja to odebrałam tak, że Clara największy problem miała z wiekiem Doktora.

    • Może zachowanie Clary odzwierciedla zachowanie niektórych fanów w przypadku pojawienia się nowej inkarnacji Doktora, i w części do nich ten wątek był skierowany?

    • Ness Sackville Baggins

      Mnie się wydaje, że to nie TA Clara wchodziła w interakcje z każdym wcieleniem Doktora. To za każdym razem była nowa kopia Clary. Przecież przy dwóch innych znanych nam interakcjach (jako szalony Dalek i jako wiktoriańska niania) za każdym razem była to inna Clara, echo odbijające się przez czasoprzestrzeń — za każdym razem ratowała Doktora (taki był zamysł „Impossible girl”) i za każdym razem nie miała do końca pojęcia, kim jest. Clara „wie”, że jest Impossible Girl, ale nie ma wiedzy i doświadczenia wszystkich swoich pozostałych lustrzanych odbić.

      EDIT: Jeśli Missy jest którymś z wcieleń Clary… uuu!

      • Clara sama mówi „But I never saw that one. I saw all of you. Eleven faces, all of them you! You’re the eleventh Doctor!” Z jednej strony powinna wiedzieć, że Doktor ma różne – w tym starsze i pomarszczone – twarze, ale z drugiej strony, to były te „inne” Clary, które widziały te twarze i też wydaje mi się, że ona „wie”, ale nie pamięta, więc nie WIE. Timey-wimey ;-)

    • Ale Clara miała w tym cel, ratowała „swojego” Doktora. Załatwiła mu przecież nawet dodatkową regenerację od Gallifrey. A nowy Doktor na początku nawet jej nie pamięta. Trochę ją rozumiem, ratowała innego Doktora, teraz dostała Gniewnego Szkota, musiała się przyzwyczaić.

  • Anka

    Wypunktuję;
    na plus:
    1. Doktor wrócił!
    na minus:
    1. nowa czołówka
    2. odcinek jako całość mało porywający, choć momenty były.

    • zpopk

      A moim zdaniem nowa czołówka była bardzo fajna, zresztą chyba jest tak, że ma się co odcinek trochę zmieniać

      • Anka

        Dosłownie bolą mnie oczy od oglądania tych trybików i kółek. Mam nadzieję ze się zmieni.

        • zpopk

          A ja lubię te trybiki moim zdaniem są bardzo fajne

          • Ja miałam wrażenie, że to intro jest krótsze i zanim się człowiek zatopił w te zegary i trybiki to już zaczynał się odcinek i dla mnie poprzednie wersje były bardziej klimatyczne. Ale jeśli faktycznie do każdego odcinka mają być inne, to może wyjść bardzo ciekawie.

        • Świeczek

          Dla mnie czołówka była super, steampunk-timey-wimey w pigułce.

          • Anka

            Ale mnie oczy bolą!!! :(

  • Zordon

    Mi się odcinek ogromnie podobał, obejrzałam go już dwa razy :) Capaldi jest cudownym Doktorem! Naprawdę miałam dość słodyczy 11 i chociaż moim ukochanym jest 10, to tęskniło mi się do zdecydowania i bezwględności 9. A to mamy teraz. Hurra!
    Vestra pozjadała w odcinku wszystkie rozumy, a mnie najbardziej irytował Strax – naprawdę sceny z nim nie wnosiły nic do tego odcinka i chyba wolałabym, gdyby były wycięte bo odcinek nabrałby jeszcze więcej mrocznośći i byłoby super. Aha, i lubię Jenny – nie wiem jak to się dzieje, że ona mi nie przeszkadza :P
    Widać trochę nadchodzących zmian, bardzo mnie to cieszy! Podoba mi się nierobienie aż nadto patetyzmu. Clary nie lubię, ale w tym odcinku mi się całkiem podobała bo faktycznie dużo lepiej przeżywała przemianę Doktora niż Rose.
    W skrocie – ja to widzę! :D

    • Anonim

      Ej ej, w tym dodatkowym specialu między 1 a 2 sezonem mi się serce krajało, kiedy Rose spytała niepewnie „Can you change back?”, jak możecie mówić, że tego nie przeżywała!

      • Zordon

        O tak, masz racje! Jakos zapomnialam o tej scenie, a faktycznie byla piekna…
        Ja mam jeszcze takie glupie pytanie bo oni tu tak w kolko podkreslaja, ze nie bedzie romansu – czy jestem jedyna osoba we wszechswiecie, ktora nie widziala chemii miedzy Clara i Jedenastym? :P

  • rain

    To długie czekanie spowodowało, że pewnie będę musiała obejrzeć jeszcze raz, żeby być pewną tego co mi się podobało, a co nie. Ale jestem pewna, że nowy Doktor już jest mój. Zakręciła mi się łza w oku jak pokazali 11, ale myślę, że 12 to będzie ta zmiana której sporo widzów oczekiwało, ja w każdym razie na pewno (chociaż 11 bardzo lubiłam!). O dziwo Clara w tym odcinku mnie nie drażniła, a właściwie to po raz pierwszy poczułam, że mogę ją naprawdę polubić. A nad minusami będę musiała zastanowić się później, chociaż chyba zgodzę się w większości ze zwierzem… :)

  • Elka17

    Och, Capaldi <3 Ja już mam Doktora :D
    Muszę przyznać, że jak na odcinek Moffata ten był całkiem prosty. I, w przeciwieństwie do wielu opinii, które czytałam, nie uważam, żeby był nudny.
    I teraz właśnie napisałaś Zwierzu to, o czym zawsze pisałam – nad Moffatem ktoś powinien stać. Znaczy – nie powinien być showrunnerem. Sorry, Moffat.
    Motyw z twarzą jest, moim zdaniem, fantastyczny.

  • Wazon

    Z trudem dosatałam się na blog ! Trzeba kliknąć archiwum i wybrać datę !A odpowiedź : udusiłabym się, angielski znam razczej z widzenia.

    • Floréal

      Jeżeli masz kanał BBC Entertainment, to leci tam Doktor z polskim lektorem :)

  • Kamil

    „Wręcz przeciwnie zdaniem zwierza Moffat jest doskonałym scenarzystą, który tylko potrzebuje kogoś kto by nad nim stał i wykreślał mu ze scenariusza wszystkie te momenty w których Moffat chce być dowcipny.” nie tylko (dziury, dziury, dziury), ale w zasadzie potrzeba osobą pilnującej go z góry idealnie ukazuje istotę mojego z nim problemu :P
    Jak dla mnie odcinek średni, ale budzi pozytywne oczekiwania. Nawiązanie do Girl in the fireplace zbyt długie zdecydowanie, powtarzanie tego przez pół odcinka tego samego to lekka przesada, zwłaszcza, że za pierwszym razem było lepiej.
    W każdym razie, czekam na więcej Doktora i szkockiego akcentu :d

  • emgie

    Mnie Capaldi kupił po dziesięciu sekundach ( mówiłam, że będzie genialny) i ta scena z telefonem od 11 jakoś mnie nie ruszyła ( tak jak zdejmowanie muchy).
    Dziury w odcinku- normalka, ale fajnie wplecione nawiązania do klasycznego Sherlocka Holmesa. Czołówka wizualnie ok, tylko ta muzyka jakaś taka … niedoktorowa

  • Megi

    Kochany Zwierzu, czy istnieje lista książek/filmów, które powinien znać czytelnik chcący oddychać popkulturą brytyjską i wyłapać więcej odniesień? „I’m not your boyfriend” – wreszcie ktoś to powiedział :)

  • Ness Sackville Baggins

    Ja akurat odwrotnie, Straxa z odcinka na odcinek coraz bardziej nie znoszę i uważam za coraz płytszą i bardziej nieśmieszną postać, natomiast Jenny i Vastrę lubię coraz bardziej. I wreszcie pojawił się chociaż kawałeczek ich historii i życia rodzinnego. Bardzo mi się podobała reakcja Vastry na obawę Clary przed „inną twarzą” Doktora — i fakt, że Vastra wreszcie odsłoniła tak wiele emocji i pokazała, jak trudno jest jej żyć w społeczeństwie, w którym jest samotna, w którym jej twarz budzi w najlepszym razie politowanie, w którym musi się ukrywać i zasłaniać. Zgryźliwe uwagi o ludziach jako małpach przestają w tym kontekście dziwić. A spokojna, pewna siebie i swoich uczuć, leciutko dogadująca żonie Jenny była absolutnie cudowna. Po raz pierwszy obie te postaci miały coś do powiedzenia!

    Co do recyklingu, to Girl in the Fireplace uważam za odcinek koszmarnie nudny i niczym się nie wyróżniający — dobrze, że jeszcze raz przerobiono ten sam pomysł, tym razem porządnie i z naciskiem na to, co ważne (obłęd cyborgów ślepo podążających za „programowaniem” i szukających urojonego celu), a nie jakieś romansiki. Z Girl in the Fireplace nie pamiętam właściwie nic prócz jakiegoś konia, ten odcinek raczej zostanie w pamięci na dłużej.

    • Świeczek

      Na Jowisza, jakie degustibusy potrafią być odmienne. Dla mnie „Girl in the Fireplace” to jesten z najlepszych odcinków wszechświata, nie tylko dlatego, że mam słabość do historycznych.

  • Kasia Koczułap

    PS3! <3

  • Przyznam, że odcinek robiła dla mnie Clara (aż się zastanawiam, czy to Moffat ją pisał ;)) i jej reakcja na 12. Oraz to, jak przejęła scenę, była wspaniała (przez chwilę uwierzyłam, że Doktor był w stanie ją zostawić na pastwę losu). Jak on mógł w ogóle pomyśleć o Amy? Końcowe sceny wycisnęły mi łzę z oka, nie dlatego że dzwonił 11, ale że 12 prosił, by go zobaczyć. Natomiast Mme. Vastra i reszta trochę się marnowali, ale przywykłam już, że Moffat tworzy charakterne postaci, a potem je marnuje, ale może nie idźmy w stronę problemu „S.Moffat a postacie kobiece”.

  • „Oglądanie Doktora Who składa się z większej ilości końców i nowych początków niż jakiegokolwiek innego serialu.”

    Hahaha, Power Rangers co roku ma nową obsadę, nową historię, nowy początek i nowy koniec.

    Also – Moffat musi być naprawdę wyprztykany z pomysłów, skoro kranie memy z Power Rangers.

    https://www.youtube.com/watch?v=jIKPWDpZBFU

  • Meg Pond

    Nie wiem, może tylko mnie to lekko zdenerwowało, ale w tym odcinku mieliśmy jakoś tak więcej niż zwykle wyżywania się na i obrzucania błotem rasy ludzkiej („brain puddings” Doktora, „human scum” Straxa, „apes and monkeys” Vastry…) Ok, wiem, że dla tych postaci to nic nadzywczajnego i zdarzało się to już w przeszłości i ma swoje uzasadnienie i nie należy tego brać na poważnie, ale to brzmiało jakoś tak… niewłaściwie. Przecież tym razem ludzie nie mieli nawet nic wspólnego z całą aferą!
    A tak poza tym: odcinek był dla mnie bardzo nierówny, ale podobał mi się jego mroczniejszy klimat – sceny na statku były naprawdę dobre (ale przy balonie zaczęło mi się robić… słabo. Można było sobie to darować). Zgadzam się ze Zwierzem, że Paternoster Gang coraz bardziej irytuje.
    Scena z Doktorem proszącym o dostrzeżenie Doktora w Doktorze była genialna, zaś ostatnia scena odcinka to jak Marvel po napisach ;) – zostawia z pytaniem „ale o co chodzi???” i setką możliwych scenariuszy w głowie.
    Czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki!

  • Cosik

    Nie.

  • Miętówka

    Odcinek mi się podobał, ale jednocześnie zostawił ze sporą dozą niezadowolenia.
    Capaldi jest genialny, czego byłam zresztą od początku pewna.
    Fabularnie – recykling „Girl in the Fireplace” wyszedł moim zdaniem bardzo dobrze, poza tym: me like victorian London. Końcówka na chwilę obecną super, jestem ogromnie ciekawa, co dalej. Ale. Trochę się boję, że Moffat może to zepsuć, i skończymy z powtórką sytuacji z sezonem 6., który aż do zeszłorocznego odcinka świątecznego nie miał najmniejszego sensu (choć fakt, że jakiegoś sensu ostatecznie nabrał, zmniejsza mój niepokój).
    Co do Victorian Trio to Strax moim zdaniem jest niestety najsłabszym ogniwem. Vastra powinna mieć o co najmniej połowę mniej kwestii, ale jej rozmowa z Clarą była potrzebna; słowo „marriage” we wszystkich formach padło może o dwa razy za dużo, ale po tym odcinku zaczęłam lubić Jenny :)
    Bardzo nie wiem co myśleć o Clarze. Z jednej strony podobała mi się, bo zaczęła coś robić – scenarzyści od początku „nieco” skąpią jej charakteru, i nie jest od razu super, ale bardzo na plus. Podobał mi się pomysł, żeby miała problem z akceptacją regeneracji, i choć wychodzi z tego sporo dramy, jestem w stanie ją na początku zrozumieć. Właściwie aż do „I’m not your boyfriend” wszystko było do przełknięcia. Ale cała sekwencja po tym zdaniu – meh. Dzwoniący 11 mnie wkurzył straszliwie (and he was my (nu)Doctor!). W ogóle to skupienie na wieku „ciała” Doctora… Rozumiem, but far too much of it. Ja wiem, że są fanki wściekłe na brak „romansu z kosmitą” w tym sezonie (nie powiem co sobie o tym myślę), ale… To było słabe. Wolałabym chyba Clarę powoli oswajającą się z Doctorem, albo nawet pragnącą na chwilę porzucić Tardis, i pojawiającą się w niej z powrotem, bo ja wiem – choćby przytłoczoną beznadzieją codzienności. Poza tym „the woman” już by się zatroszczyła, żeby Clara jeszcze raz na Doctora wpadła. Bardziej psychologicznie sensowne, bardziej dorosłe i dużo mniej tanie i grane na emocjach widzów.

    Zwierzowe PS. 3 = moja rozmowa z każdym nie oddychającym brytyjską telewizją.

  • Hannah

    Bardzo, bardzo dobrze sie zapowiada, budzi chec na wiecej odcinkow, a o to chyba glownie chodzi. Myslalam, ze bede wciaz w stanie focha w kwestii rozstania z Mattem Smithem, ale naprawde chce poznac nowego doktora lepiej. No i zwierz moze updatowac swoj post o brwiach aktorskich. These are attack eyebrows! They are independently cross! They want to set up an independent State of Eyebrows :) Szczerze mowiac to co niektorych zlosci, czyli potencjalna mozliwosc powrotu do Pompejow i Torchwood mnie ciekawi bardzo. Ponoc juz RTD to planowal i Moffat moze wykorzystac jego pomysl :)

  • Kat Basahin

    Ten odcinek jest pięknym materiałem na sformułowanie tabelki wspaniałości i okropności – nic nie jest obojętne (przynajmniej dla mnie), za to jak już nie pasuje, to na całego. Szalony Szkot wspaniały, flirt z dinozaurzycą tak bardzo nie. Clara tak bardzo tak, dziesięć powtórzeń o małżeństwie tak bardzo nie. I tak dalej.

    Dla mnie odcinek wygrała scena z „Door. Boring. Not me”, nowy Doktor dookreślony jednym zdaniem.

  • „po tym odcinku zwierz nie może doczekać się następnych. Po pierwszym odcinku z 11 tak strasznie brakowało mu 10, tu kiedy na chwilę pokazał się 11 zwierz mimo lekkiego ucisku w okolicach serca poczuł, ze cieszy się iż zaszła zmiana. I oto chodzi. ”

    Dokładnie to samo pomyślałam po obejrzeniu tego odcinka :).

    Zgadzam się chyba z każdym zdaniem tej recenzji, czy też raczej przemyśleń ;). A co do Capaldiego to coś mam takie przeczucie, że nie umniejszając nikomu, ale mogą nas czekać w kolejnych odcinkach prawdziwe wyżyny aktorstwa.

  • Świeczek

    Szalenie mnie rozbawiło bycie kilkanaście sekund mądrzejszą od Doktora. Nie jestem dorosłym widzem :D

  • elaliska

    Czy ja mogę zdać głupie pytanie lajkonika? Doktora nie oglądam, ale chciałabym. Czy mam zaczynać od pierwszego sezonu z lat ’60tych??

    • blackiez

      zacznij od 2005 roku, czyli od pierwszej serii po wznowieniu, czyli od Dziewiątego Doktora. wystarczy na początek. tzw stare serie są dla już wkręconych wg mnie ;)