Dom z dala od domu czyli zwierza przechadzka po filmowych hotelach

24/08/2014

My Fair Selfie czyli zwierz ogląda Selfie i ma kilka wątpliwości

24/08/2014

Scottish, Mad and still not Ginger czyli zwierz wita się z 12 Doktorem.

24/08/2014
empty image
empty image

Hej

Oglądanie Doktora Who składa się z większej ilości końców i nowych początków niż jakiegokolwiek innego serialu. Nowy sezon, nowi towarzysze, nowi scenarzyści, nowa czołówka, nowy Doktor – zmiany następują tak szybko, że od czasu do czasu trzeba sobie zadać pytanie, ile jeszcze Doktora w Doktorze. W końcu jakby na to nie patrzeć ci, którzy zaczęli oglądać nawet Nowego Who, dziś oglądają zupełnie inny serial, który z tamtym zarówno w obsadzie jak i w ekipie producenckiej właściwie niewiele łączy. A jednocześnie nikt nie ma wątpliwości, że to wciąż Doktor. I chyba właśnie wokół tego paradoksu – ciągłej zmiany przy jednoczesnym pozostawaniu wciąż sobą dotyczył pierwszy odcinek nowego sezonu Doktora.  Zwierz jak zwykle robił w czasie seansu notatki i spisywał swoje wrażenia – tak więc ponownie zblokuje swoje przemyślenia (bo to raczej uwagi do odcinka niż recenzja) w kilku osobnych punktach. Jednocześnie możemy przyjąć za oczywiste że w takich wpisach spoilerów będzie zawsze mnóstwo. Nie mniej wypada ostrzec co też zwierz czyni.

Jeśli zwierz miałby wymienić jedną rzecz która najbardziej cieszy go w nowym Doktorze to zawierałaby się w tym jednym zdaniu (stąd)

I’m Scottish I can complain now – zacznijmy może od nowego Doktora. Zwierzowi bardzo podoba się zmiana jaka zaszła w postaci. Nie chodzi jedynie o bycie Szkotem (co akurat zwierza cieszy) ale o pewien nowy dystans, którego brakowało w Jedenastym. Nasz Dwunasty Doktor nie będzie już flirtował a i ciepłe uczucia do ludzkości nieco u niego ostygły (poniekąd trudno mu się dziwić).  Choć przez większość odcinak mamy do czynienia raczej z bohaterem zdezorientowanym, (co zwierzowi przypominało Christmas Invasion i regenerację 9 w 10) to kiedy w końcu zaczyna sobie przypominać kim jest – a właściwie uświadamiać sobie kim – jest to nagle dostajemy postać bardzo ciekawą. Moffat poświęcił wiele czasu na wyjaśnienie nam, dlaczego Doktor się postarzał (najwyraźniej bojąc się reakcji części widowni na zaangażowanie starszego aktora) – jednym z nich jest sugestia, że przestało mu zależeć byśmy go aż tak lubili. Zwierz nie będzie analizował, co to mówi o charakterze samego Moffata, ale musi stwierdzić, że sama myśl o Doktorze, któremu nie zależy na naszej sympatii zwierzowi się bardzo podoba. W ogóle zwierz woli Doktora z pewną tajemnicą i dystansem niż takiego który wszystkie emocje ma na tacy. Do tego jego podejście do Clary – bardziej zdystansowane, wyniosłe, szczere i pozbawione tej dziecięcej beztroski Jedenastego może jednocześnie dać nam Doktora którego znamy (z klasycznych sezonów) i kogoś zupełnie nowego. Zresztą akurat ta zmiana w stosunkach na linii Doktor- Towarzyszka jest jedną z rzeczy na które zwierz się najbardziej cieszy. A co z Capaldim? Cóż wydaje się, że świat podzielił się na dwa obozy – tych którzy zaakceptowali Capaldiego jako swojego Dwunastego Doktora i… no właśnie nawet wśród niezadowolonych widzów trudno było znaleźć kogokolwiek komu Capaldi by się w tej roli nie podobał. Co prawda w swoim pierwszym odcinku dostał przede wszystkim do grania wściekłego Doktora ale miał już okazję popisać się swoimi aktorskimi możliwościami. Zwierz który Capaldiego widział w kilku innych produkcjach o Dwunastego Doktora jest spokojny i ma jakieś dziwne przeczucie że być może po Jedenastym który to nie był Doktorem zwierza, ponownie przyjdzie zwierzowi mieć swojego Doktora w TARDIS. Poza tym kiedy już w końcu dostanie swój Doktorowy strój (zwierzowi bardzo się podoba tak przy okazji – stylowo, klasycznie i nie tak hipstersko jak w przypadku Jedenastego) to jakoś zupełnie nie mamy wątpliwości że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Plus jak cudownie że pozwolono mu zachować jego szkocki akcent. Ogólnie każdy aktor mówiący ze szkockim akcentem powinien mieć prawo z niego korzystać. Być może wtedy Wielka Brytania nie musiałaby się bać wyników referendum o niepodległość Szkocji.

  Jasne Doktor w tym odcinku jest nieco zagubiony ale kiedy się odnajduje jest po prostu idealny (stąd)

Impossible Girl – zwierz czytał w wielu miejscach irytację na postawę Clary, której trudno się pogodzić z regeneracją Doktora. Prawdę powiedziawszy – zwierzowi ten wątek podobał się bardzo. Zawsze miał problem z tym jak do regeneracji 9 w 10 podeszła Rose – zdecydowanie poszło tam to zbyt gładko. Tu mamy cudownie pokazane jak bardzo mimo świadomości pochodzenia i nieodwracalności zmian chce się jednak cofnąć czas. Przy czym to jest trochę prawda – podobnie jak Clara mamy trochę problemu z uświadomieniem sobie że 11 i 12 to jest ta sama postać. Przy czym Clara przejmuje w tym odcinku całkiem sporo inicjatywy i jest bardziej zaradna niż niejedna towarzyszka ostatnimi czasy. Zwierzowi bardzo podoba się moment w którym negocjuje z cyborgami – takie monologi zazwyczaj w serialu dostaje Doktor. Poza tym  dobrym pomysłem (przynajmniej zdaniem zwierza) były przebitki na jej życie jako nauczycielki – zwierz jest zdania, ze jednak coś musi być mało satysfakcjonującego w życiu ludzi którzy uciekają z Doktorem – u Clary trochę mi tego brakowało i ta jedna scena bardzo ładnie tą postać uzupełniła. Przy czym podoba mi się też chemia między 12 Doktorem a Clarą – wydają się paradoksalnie dużo bardziej zaprzyjaźnieni niż Clara i 11. Jedyne co odrobinę mnie denerwuje to wypominanie Clarze cech charakteru których dotychczas w ogóle nie przejawiała jak np. skoncentrowanie na sobie. Zwierz czytał u niektórych że Clara jest denerwująca w tym odcinku – zwierza nie zdenerwowała wręcz przeciwnie po raz pierwszy od dawna, zwierz zobaczył w niej bohaterkę niezależną a nie tylko opisaną w stosunku do Doktora. Plus scena gdy dzwoni do niej jedenasty i w końcu widz podobnie jak bohaterka w końcu widzi, że wszystko jest na swoim miejscu – wyszła znakomicie (i dobrze prognozuje na następne odcinki).

  Zwierz miał wrażenie, że Doktor nie mówi tu do Clary tylko do tych wszystkich płaczących za Jedenastym (stąd)

Jaszczurka, obcy i pokojówka – kiedy w serialu po raz pierwszy pojawiła się Madam Vestra ze swoją żoną i pomagającym im Straxem zwierz całą trójkę bardzo polubił. Niestety to jest typowy rodzaj postaci, które są dobre raz a potem z odcinka na odcinek lubi się je co raz mniej. O ile jeszcze Strax jest postacią nawet zabawną (przy czym oczywiście jest to komizm slapstickowy ale czasem człowieka bawi jak ktoś dostanie po głowę gazetą) o tyle Madam Vestra i Jenny stały się przez te kilka odcinków ciężkostrawne. Przede wszystkim są to postacie źle napisane – zwłaszcza Madam Vestra, która nie dość że koszmarnie traktuje Clarę to jeszcze teoretycznie ma być napisana jako najinteligentniejsza postać w pokoju a jest tylko irytująca. Z kolei Jenny nie nabawiła się przez te wszystkie lata charakteru. Poza tym zwierz nie do końca wie co chce osiągnąć Moffat czyniąc z ich parę która na każdym kroku albo podkreśla, że są małżeństwem (bardzo ładnie macie w serialu dwie kobiety w związku przy czym jedna jest jaszczurką z zamierzchłej przeszłości – czy możemy iść dalej?) albo z kimś flirtuje albo służy jakimś aluzjom które naprawdę chyba nie bawią nikogo poza twórcą. Przy czym zwierza naprawdę strasznie w tym odcinku zdenerwowała postać Madam Vestry wydającej z góry sądy trochę bez uzasadnienia. Ogólnie jak zwierz te postacie lubił tak chętnie więcej by już ich nie zobaczył. Zwłaszcza, że one nie musiałby być irytujące gdyby po prostu nie były tak źle napisane.

Zwierz bardzo tą trójkę lubił ale musi przyznać, że niestety w tym odcinku byli koszmarnie irytujący. (stąd)

 

SS Marie Antonette – ponownie zwierz czytał, że pomysł powrócenia do wątku znanego z Girl in the Fireplace to fatalny pomysł i recykling. Zwierz mógłby się kłócić czy recykling pomysłów nie jest siłą napędową Doktora (policzcie na palcach ile razy nowy Doktor spotkał Daleków choć przecież już ich nie ma) ale musi przyznać, że sam wątek mu się spodobał. Po pierwsze – jasne jest, że założeniem twórcy jest byśmy zorientowali się że zachodzi podobieństwo dwóch przypadków zanim zrobi to Doktor. To akurat jest jedna z tych rzeczy, która nie bawi dorosłego widza ale jak zwierz podejrzewa (i pamięta z własnego dzieciństwa) bawi widza młodszego. Być przez chwilę mądrzejszym od Doktora – to coś co zdecydowanie nie jest przeznaczone dla starszych widzów. Natomiast sam wątek zwierzowi się podobał – przede wszystkim ze względu na rozmowę Doktora z Cyborgiem i refleksje nad tym dokąd obaj zmierzają, i do jakiego stopnia są jeszcze sobą. Niby nie trzeba być mózgiem by wiedzieć o czym tu mowa ale zwierz ma słabość do takich scen. Poza tym zakończenie tego wątku było tak cudownie otwarte, że zwierz naprawdę po raz pierwszy czuje się podekscytowany czymś co jest niedokończone  w tym serialu – a musicie wiedzieć że nadmiar otwartych zakończeń trochę jednak zwierza ostatnio zaczynał nużyć. Poza tym już pierwsze teorie dotyczące tego co właściwie zobaczyliśmy są cudowne. Tak więc o ile zwierz wie, że recykling pomysłów może ludzi denerwować to ten akurat odświeżał jeden z ulubionych pomysłów zwierza, więc może Moffatowi ten mały akt kanibalizmu (pun intended) darować.

 

Zwierz długo zastanawiał się skąd zna tą kwestię i przypomniał sobie – podobna wymiana zdań była w Sherlocku (stąd)

 

Dinosaurs in London – zwierz musi powiedzieć, że choć doskonale się bawił oglądając ten odcinek to jednak kilka razy  poczuł, że niestety Moffat wrzucił do scenariusza kilka swoich najbardziej irytujących zagrań. O ile zwierz rozumie, że istnieje konieczność ustalenia stosunków Clary i Doktora na nowo to jednak spokojnie można sobie darować całe gadanie o tym czy Doktor się Clarze podobał a na pewno można wyrzucić całą scenę w której Strax ją bada (zwłaszcza że nie ma żadnych następstw w scenariuszu), podobnie kilka dowcipów które naprawdę nie mają sensu, łącznie z flirtowaniem z dinozaurzycą. Ja rozumiem, że Moffat chce nam pokazać że Doktor zna każdy język ale naprawdę czy jedyny sposób rozmowy jaki zna to flirt? Wszystkie te elementy kompletnie nie pasowały do odcinka i w sumie szkoda, że nikt nad scenarzystą nie stał wykreślając te fragmenty które potencjalnie miały być śmieszne ale bawią naprawdę chyba tylko scenarzystę (I tak wiemy, że pisze Sherlocka nie musi wrzucać do odcinka zdania Game is Afoot, naprawdę nie zapomnimy, że kręci oba seriale- nie da się). Przy czym, żeby było jasne – zwierz nie należy do osób które uważają, że Moffat jest odpowiedzialny za wszelkie zło świata i jest beznadziejnym scenarzystą, który zepsuł Doktora. Wręcz przeciwnie zdaniem zwierza Moffat jest doskonałym scenarzystą, który tylko potrzebuje kogoś kto by nad nim stał i wykreślał mu ze scenariusza wszystkie te momenty w których Moffat chce być dowcipny.

Nie Moffat nie jesteś aż tak strasznie zabawny. Kropka (stąd)

 Promised Land – istnieje taka przestrzeń w której wszyscy fani Doktora są zadowoleni, jest to przestrzeń wyobrażona i jakbyśmy się nie starali raczej do niej nie dotrzemy za naszego życia. Nie mniej zwierz już teraz widzi kilka rzeczy, które choć nie prowadzą go do nieba to jednak jakby zbliżają. Przede wszystkim zwierzowi podoba się, że ten założycielski odcinek Doktora nie otworzył historii tak wielkiej jak np. pierwszy odcinek 11. Poza tym zwierz nie może się doczekać Doktora i Clary – ich relacja musi być inna i zwierz ma nadzieję, że tym razem scenarzyści (zwierz przypomina tego serialu nie pisze sam jeden Moffat więc nie będziemy nań zwalali wszystkiego) znajdą odpowiedni balans i nareszcie po latach pokażą nam Doktora i towarzyszkę w relacji do której nie będziemy dopisywać sobie w głowach romansu (lub nie – bo w sumie cóż łączyło 10 i Rose). Poza tym zwierz życzy Capldiemu naprawdę wszystkiego najlepszego bo jego pomysł na wściekłego Szkockiego Doktora może się okazać najlepszym pomysłem od długiego szalika Czwartego Doktora. Przede wszystkim jednak zwierz po tym odcinku zwierz nie może doczekać się następnych. Po pierwszym odcinku z 11 tak strasznie brakowało mu 10, tu kiedy na chwilę pokazał się 11 zwierz mimo lekkiego ucisku w okolicach serca poczuł, ze cieszy się iż zaszła zmiana. I oto chodzi. Wszak jak wiemy – można wiele razy wymieniać części składowe szczotki a nadal będzie się nią świetnie zamiatać.

  Moment w którym zwierz zaczął przeczuwać że może być naprawdę dobrze (stąd)

Ps: Zwierz musi powiedzieć, że w sumie to ma nadzieję na rozwiązanie wątku – skądś znam tą twarz. Zwierz wie, ze wielu widzów jest przeciwnych temu by odwoływać się do faktu, ze Capaldi już w serialu jakąś rolę grał, ale wiecie, zwierz nie jest większość widzów.

Ps2: Moi drodzy dziś wieczorem będzie rozdanie nagród Emmys ale ponieważ zwierz jednak chodzi do pracy w poniedziałek to umówmy się że w poniedziałek poczytacie o Selfie (aby pozostać trochę w Doktorowych klimatach) a we wtorek dostaniecie porządne omówienie wyników. Zgoda?

Ps3: Drogi czytelniku, który nie oddychasz brytyjską telewizją. Zwierz ma do ciebie tylko jedno pytanie. Pierwsze pytanie. Pytanie skryte w zasięgu wzroku. Właściwie dlaczego jeszcze nie oddychasz brytyjską telewizją?

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...