Valerian i film pełen problemów czyli zwierz o Valerian i miasto tysiąca planet

11/08/2017

Nie istnieje wszak to co się nie śni czyli o TYCH snach w serialach

11/08/2017

Stara maleńka czyli wszystko co jest nie tak z karierą Jennifer Lawrence

11/08/2017

Kiedy Zwierz robi wykres musicie wiedzieć że coś się dzieje, a na potrzeby tego wpisu zwierz zrobił sobie całkiem porządny wykres.  A dzieje się w sumie niewiele. Otóż zwierz postanowił pochylić się nad karierą Jennifer Lawrence. Jest to kariera przedziwna – z jednej strony –jedna z najszybszych i przynoszących najwięcej prestiżu amerykańskich karier filmowych ostatnich lat. Z drugiej – coś jest w niej nie tak, coś nie pasuje i uwiera niejednego widza – co przejawia się nie tylko zwykłym hejtem ale też poczuciem, że coś tej karierze nie służy. Zastanówmy się co.

Zacznijmy od tego, że zwierz nie ma zamiaru oceniać talentów aktorskich Jennifer Lawrence. Nie ma też zamiaru oceniać tego jaką osobą wydaje się w życiu publicznym. Na pewno wiele jest tu opinii, które jednak są raczej w świecie plotek i prywatnych sympatii niż analizy czyjegoś sposobu wybierania ról.  Zwierz uważa, że Lawrence ma talent (choć może rozmawiać czy rzeczywiście aż tak wielki jak można wnioskować po jej nagrodach) i uważa, że jest całkiem sympatyczną dziewczyną, od której chyba opinia publiczna nieco za dużo wymaga. W ciągu kilku ostatnich lat zwierz niejednokrotnie odniósł wrażenie, że w przypadku Lawrence opinia publiczna potrafi żądać zdolności dyplomatycznych godnych ambasadorów i mądrości wykraczającej poza wiek i wykształcenie aktorki. Innymi słowy – miła z niej dziewczyna, czasem coś palnie i w sumie nie ratuje świata bo jej zadaniem jest grać w filmach. I dlatego o filmach pogadamy.

 

Najnowsza sesja w magazynie Vogue (ze zdjęciami Ann ie Lebovitz nie bez powodu ma tytuł „American Beauty” – Jennife Lawrence jak mało która aktorka jest tak bardzo „amerykańska”

 

Opuśćmy tu pierwszy etap kariery Lawrence to znaczy przed przełomowym Winter’s Bone. Od tego momentu – analizując wszystkie dostępne nam dane widzimy bardzo jasny trend. Lawrence praktycznie nigdy nie gra bohaterek w swoim wieku (Znaczy w tym wieku który ma kiedy odgrywa rolę) a jeśli już jej wiek jest zbliżony to partneruje jej dużo starszy aktor. Przy czym co ciekawe – różnica wieku wzrasta wraz z rozwojem kariery aktorki. Na samym początku – w filmach Like Crazy czy The Beaver partnerem ekranowym Lawrence był nieodżałowany Anton Yelchin – starszy od aktorki zaledwie o rok. Potem na horyzoncie pojawili się Fassbender (nie był on jedynym love intrest Mistique w X-menach ale jednak był) i w końcu Bradley Cooper. Tu należy zaznaczyć, że równi wiekiem byli jej aktorzy grający w Igrzyskach Śmierci ale tu – ponownie wszyscy grali bohaterów młodszych od siebie. Wróćmy jednak do zmieniającego się wieku partnerów ekranowych Jennifer. Po Cooperze, poszedł czas na Christiana Bale, potem był Chris Pratt, w ostatnich jeszcze nie pokazanych filmach będzie to Javier Bardem i Joel Egerton (odpowiednio 48 i 44 lata przy 27/28 Jennifer). Innymi słowy w przeciągu swojej kariery (która trwa zaledwie parę lat) aktorka przeskoczyła od grania z aktorami w swoim wieku do aktorów prawie dwadzieścia lat od siebie starszych. Przy czym nie zawsze ta różnica wieku jest podkreślona w scenariuszu. Częściej jest typowym w Hollywood cichym założeniem, że bohaterowie są mniej więcej w tym samym wieku.

 

 

Uroda i młodość Jennifer Lawrence skłaniają by widzieć ją jako aktorkę do ról mało wymagających i młodzieńczych. Tymczasem grywa ona samotne matki i wdowy – czyżby na przekór?

 

Należy tu zaznaczyć, że aktorkom zdarza się to dość często – zwykle ekranowi partnerzy aktorek są od nich sporo starsi. Zwierz postanowił zrobić krótkie porównanie – wybrał inną aktorkę, która zaczęła w popularnej serii a potem bardzo szybko zaczęła robić karierę. Chodzi o Keirę Knightley która po Piratach z Karaibów (ej a wiecie że ona miała tylko 17 lat jak grała w tym filmie) szybko zaczęła zdobywać nowe role. Różnice wieku też nie były małe bo np. w Królu Arturze ją i grającego Artura, Clive’a Owena dzieliło dwadzieścia lat. Z kolei pomiędzy filmową Elizabeth a Panem Darcy jest różnica 11 latu. Keira jednak w pewnym momencie przestała grać z aktorami dużo starszymi i w sumie od kilku lat coraz częściej występuje z aktorami w swoim wieku a nawet niekiedy młodszymi. Przy czym ogólnie są to kariery trudne do porównania o tyle, że Keira jednak wyspecjalizowała się w kinie kostiumowym oraz – nie grywała za bardzo postaci od siebie młodszych. Gdyby jednak wybrać inną aktorkę – o drodze bardzo podobnej do Lawrence (aktorki są w tym samym wieku obie zagrały na początku wielkiej kariery w adaptacji powieści młodzieżowej) – czyli Kristen Stewart to nagle okazałoby się, że choć różnice wieku między aktorami i aktorkami się pojawiają to nie są aż tak obowiązkowe. To znaczy – tak większość partnerów ekranowych Kristen Stewart było od niej starszych – ale w sumie Jesse Eisenberg z którym gra najwięcej jest od niej starszy tylko o siedem lat. To dużo mniej niż piętnaście dzielące Lawrence i Coopera.

 

Jennifer Lawrence obsadzana jest zgodnie z przekonaniem – jeśli kobieta nie jest dzieckiem to znaczy że jest dorosła.

Przy czym od razu zaznaczmy tutaj że w takim układzie wieku i płci nie ma winy aktorki – to nie ona decyduje o tym jak będzie wyglądać obsada całego filmu. Fakt, że kinematografia obsadza aktorów o kilkanaście lat starszych od aktorek w rolach ich równorzędnych partnerów to taki hollywoodzki standard. Zdaniem zwierza – to jeden z koszmarniejszych mechanizmów, bo właściwie nie widujemy na ekranie par w tym samym wieku. Co wpływa źle na obie strony – facetom wydaje się, że wiek kobiet kończy się koło 25 lat, zaś kobiety oglądają facetów koło czterdziestki jako ten wyjściowy typ młodego mężczyzny – podczas kiedy jednak te dziesięć lat robi różnice, facet koło trzydziestki nie wygląda tak jak ten koło czterdziestki i też się tak nie zachowuje. Ogólnie taki układ ról i wieku sprawia, że obu stronom wdrukowuje się dość staromodny koncept że ona musi być młodsza a on starszy. I potem są tragedie jak dziewczyna spotka młodszego od siebie faceta, bo jak to tak. Z kolei ról dla starszych aktorek nie ma bo każdy aktor po czterdziestce parowany jest z dwudziestoparolatką. Jennifer nie jest więc wyjątkiem choć zdaniem zwierza jej wyjątkowo młodzieńczy wygląd sprawia że zdecydowanie bardziej się to widzi. Zwierz np. dużo rzadziej widział tą rozbieżność wieku u Keiry  Knightley która nawet będąc bardzo młodą dziewczyną wygląda na bliżej nieokreślone dwadzieścia lat z groszami. W przypadku Lawrence strasznie tą różnicę wieku  widać i często nawet nie zwracający uwagi na takie elementy widzowie piszą, że dostrzegli, że ona jednak jest dla niego za młoda.

 

Ekranowi partnerzy Lawrence niemal zawsze są od niej starsi. I nie zawsze scenariusz tą różnicę wieku zauważa.

Ten jeden czynnik jeszcze o niczym nie decyduje, przejdźmy do drugiego to znaczy do ról jakie wybiera aktorka. Zacznijmy od tego, że zaskakująco często odnosi się wrażenie, że gra postacie napisane dla dużo starszych aktorek. W filmach Davida O. Russela gra po kolei – wdowę szukającą sensu w tańcu, żonę przestępcy która jest zawiedziona ich wspólnym życiem, w końcu wynalazczynię która dzięki swojej inteligencji przechodzi od biedy do majątku. Jeśli sięgniemy do prawdziwych historii i książek na których bazują scenariusze tych filmów dowiemy się, że role te powinny grać kobiety koło 39, 32 czy 44 lat – tyle bowiem mniej więcej powinny mieć jej bohaterki. Lawrence w żadnym z tych filmów nie ma więcej niż 25 lat. Co oznacza, że zazwyczaj ze starszymi partnerami ale też w sytuacjach w których jej bohaterki wydają się być zaskakująco młode – oczywiście zdarzają się młode wdowy, młode matki, młode zawiedzione żony czy młode wynalazczynie ale żadna z tych ról nie jest tak napisana. W istocie większość z nich sprawia wrażenie jak napisane dla aktorek mniej więcej o dekadę starszych. Lawrence sprawia w tych filmach wrażenie nastolatki przebranej w dorosłe ciuchy. I nie chodzi o dosłowne przegranie ale emocjonalne – coś w tych rolach nie gra i głównie jest to wiek aktorki. Patrząc na nią i na jej grę wierzymy w wiele emocji ale nie w jej życiowe doświadczenia – które powinna nabrać przez lata których nie ma.

 

Jednocześnie do takiego wykrzywionego oglądu sprawy przyczynia się fakt, że w swojej najsławniejszej roli – Katniss Everdeen w Igrzyskach Śmierci, Lawrence grała bohaterkę od siebie kilka lat młodszą (mając po dwudziestce gra nastolatkę – niby mała różnica wieku a jak wszyscy wiemy – olbrzymia). Co więcej – nastolatkę grała też w Domu na końcu ulicy. Oznacza to, że aktorka w jednym roku potrafią zagrać postać, która jest od niej kilka lat młodsza jak i taką która jest od niej kilka lat starsza. Trudno się dziwić, że tworzy to pewien dysonans, gdy ta sama aktorka w tym samym roku gra siedemnastolatkę i trzydziestolatkę. Do tego, w przeciwieństwie do wielu poważanych aktorek Lawrence nie znika w roli. To nie jest Meryl Streep która w każdej odsłonie nawet trochę inaczej wygląda. Lawrence zawsze jest mniej lub bardziej sobą, ponownie – to nie jest zarzut, taki styl gry – wielu aktorów go ma (doskonałym przykładem jest Robert Downey Jr.). Co jednak przy dużym – zwłaszcza wiekowym, rozrzucie ról, sprawia, że to  niedopasowanie do naszego wyobrażenia o bohaterce niekoniecznie pasuje. Zwłaszcza, że Jennifer rzadko gra kobiety radosne, szczęśliwe i pozbawione problemów. Jej bohaterki najczęściej mają za sobą bagaż życiowych doświadczeń, który sprawia, że oczekujemy postaci nawet na oko nieco starszej. A przynajmniej takiej po spojrzeniu na którą można uwierzyć, że nie jedno w życiu przeżyła. Tymczasem Jennifer ma w sobie raczej lekkość młodości, być może czasem chmurnej, ale wciąż młodości. Oczywiście można tutaj zarzucić coś talentowi aktorki ale wciąż jest wysoko oceniana za swoją grę, więc krytycy akceptują jej doświadczoną młodość, choć niejeden widz może powątpiewać czy rzeczywiście jest to aktorka idealna do grania wdów, matek i rozczarowanych życiem kur domowych.

 

No właśnie, przyglądając się temu najbardziej dynamicznemu etapowi kariery Jennifer Lawrence  nie trudno dostrzec, że brakuje w niej ról o których moglibyśmy powiedzieć, że bez żadnych wątpliwości pasuje do jej wieku, urody (nie chodzi o to, że jeśli to prześliczna dziewczyna, ale o to, że ma taką współczesną urodę amerykańskiej dziewczyny)  i przystępnego, luzackiego sposobu bycia. Poza filmami z cyklu X-men (dziejącymi się w alternatywnej przeszłości) czy Igrzyska Śmierci (dziejące się w alternatywnej przyszłości) Jennifer Lawrence od dawna nie dała nam takiej zwykłej roli. Wiecie dziewczyny w jej wieku, mieszkającej w Stanach i mającej problemy które bliskie są ludziom w jej wieku. Do tego z ekranowym partnerem który nie jest od niej o kilka czy kilkanaście lat starszy. I nie chodzi o zagranie w komedii romantycznej, ale po prostu w filmie dziejącym się tu i teraz, gdzie wszystko pod względem wieku i doświadczeń wydaje się na swoim miejscu. Jennifer Lawrence jako zwykła dziewczyna wchodząca w zwykłe (niekoniecznie romantyczne) interakcje z chłopakiem w swoim wieku – tego w kinach nie było od jakiegoś czasu. Dokładniej od momentu kiedy Jennifer zaczęła robić większą karierę i została okrzyknięta nową najważniejszą aktorką Hollywood. Bo prawda jest taka, że Hollywood ma olbrzymie problemy z opowiadaniem dobrych i ciekawych historii o dziewczynach czy młodych kobietach. Jasne ma też problem z kobietami starszymi. Ale jakby tym młodym też nie ma wiele ciekawych ról do zaproponowania. Chyba, że mowa o horrorach, albo o przemocy – wtedy zawsze przyda się jakaś dziewczyna do zabicia czy poniżenia. Ogólnie to jest ten problem, że w Hollywood starsza aktorka nie dostanie roli bo jest za stara a młodsza nie dostanie ciekawej roli dziewczyny w swoim wieku wchodzącej z nieromantyczne interakcje z rówieśnikami (OCZYWIŚCIE SĄ WYJĄTKI – to konieczny dodatek bo nie ma żadnego zdania obejmującego wszystkie filmy).

 

 

 

 

Zwierz zapowiadał na Facebooku, że zdradzi co jest nie tak z karierą Jennifer Lawrence. Ale prawda jest taka, że decyzja o tym jak zinterpretujemy jej niesztampową drogę artystyczna zależy od nas. Nie da się ukryć, że Lawrence zdecydowała się na ciekawe posunięcie łącząc pracę z bardzo charakterystycznymi wręcz niezależnymi reżyserami jak David O. Russel i Darren Aronfnsky i występowanie nie w jednej ale w dwóch dużych popularnych franczyzach. To jest jednak decyzja dość odważna bo pewnie na biurku takiej aktorki nie raz lądują propozycje zagrania w komediach romantycznych, opowieści w których bohaterka nie ma co grać tylko pięknie wyglądać. Pod tym względem decyzje Lawrence – nawet jeśli dziwne, byłby wyrazem świadomego kształtowania swojej kariery na przekór pewnym oczekiwaniom biznesu (należy tu dostrzec, że podobną ścieżkę wybrała wspomniana wcześniej Kristen Stewart). Jednocześnie można zadać sobie pytanie, czy problem z Lawrence grającą bohaterki w „złym” wieku nie leży poza karierą i wyborami aktorki. Istnieje możliwość, że Hollywood nie ma za bardzo ciekawych, pogłębionych ról dla dwudziestoparoletnich kobiet – zmuszając je do grania bohaterek starszych od siebie. Kształtując jednocześnie zaburzoną wizję jak wygląda kobieta czterdziestoletnia ale też – nie traktując poważniej bohaterek młodszych i ich problemów – zostawiając im głównie komedie romantyczne czy role ukatrupionej dziewczyny bohatera.  Być może granie ról niekoniecznie pasujących to jedyny sposób by grać role ciekawe. To pytanie plasuje się gdzieś w tym samym worku co nurtująca zwierza kwestia – czy Chris Pratt naprawdę chce w kolejnych filmach grać tych dupkowatych samców alfa czy po prostu wysoki, przystojny, błękitnooki blondyn ma ograniczoną możliwość dostania innej roli (której nie dostał wcześniej pozostały z przystojnych Christów). Do jakiego stopnia aktorzy wybierają role a do jakiego, muszą korzystać z tego co jest. Inna sprawa, że to co jest też nie budzi zachwytu. Galeria postaci kobiecych granych przez Lawrence odbija w sobie, tyle kłopotliwych tropów w przedstawianiu kobiet w Hollywood, że to aż bawi.

 

Kiedy rolę dla kobiety po czterdziestce przepisujemy tak by pasowała do 25 letniej dziewczyny to coś musi po drodze pójść nie tak. Zdjęcie: Erik Pendzich

Nie da się ukryć, że Jennifer Lawrence jest aktorką, która budzi bardzo sprzeczne emocje. Wydaje się, że jednocześnie nie spełnia oczekiwań – byłaby z niej idealna ulubienica Ameryki i spełnia je z naddatkiem – chociażby dostając bardzo wcześnie Oscara. Co jak wiadomo każdemu aktorowi nakłada trudny do zrzucenia kierat bo każdy mniej zaangażowany projekt nagle staje się – poniżej oczekiwań. Nie zmienia to jednak faktu, że problem z karierą Lawrence to problem nie z aktorką ale z całym przemysłem filmowym. Tym który zaskakująco rzadko produkuje dobre, nie udziwnione role oddające przeżycia młodych kobiet (kobiet, nie nastolatek – młody mężczyzna ma jedną  z najlepszych kulturowych reprezentacji w kinematografii ale kobieta jeśli nie jest obiektem miłości romantycznej albo nie jest matką czy wdową wpada często w lukę). Tym, który wciąż uważa, że nie ma nic złego ani dziwnego, ani szkodliwego w olbrzymiej różnicy wieku pomiędzy aktorami, którzy na ekranie są w wieku zbliżonym (tak na marginesie – wiecie, że Tom Hanks jest jednym z niewielu aktorów który gra głównie z aktorkami w swoim wieku lub starszymi). Tym, który musi nagradzać kobiety nagrodami dużo wcześniej niż mężczyzn bo kobiety mają dużo węższe okno na ciekawe role (serio średnio nagrodzona Oscarem kobieta jest niemal dekadę młodsza niż mężczyzna – w kategoriach aktorskich). Ogólnie z Hollywood które nie za bardzo wie co zrobić z młodymi, zdolnymi kobietami, które chcą czegoś więcej niż być tylko dziewczyną bohatera, dziewczyną szukająca chłopaka albo potencjalnie martwą dziewczyną. Przy czym trzeba tu zaznaczyć jeszcze jedno – Lawrence bardzo wyraźnie nie ma zamiaru oddalić się w kierunku filmów których nikt nie ogląda. Bo to wyjście (ponownie Kirsten Stewart i jej doskonałe ale bardzo niszowe jak na Hollywood produkcje) najwyraźniej aktorki nie satysfakcjonuje.

 

Nikt Jennifer Lawrence nie musi lubić. Można myśleć wiele o jej talencie i decyzjach. Czy też o jej publicznym wizerunku. Jednak zanim zacznie się oceniać aktorkę czy aktora warto zadać sobie pytanie w jakim środowisku pracuje i jak dobiera role. Oczywiście, możecie na jej decyzje patrzeć inaczej. Np. uważając, że ani ona ani zatrudniający ją reżyserzy nie mają pomysłu co z popularną Lawrence zrobić i gdzie leżą granice jej talentu. Ale warto spojrzeć na to z innej strony. Zwłaszcza, że wszyscy czujemy, że coś powinno być tutaj inaczej. Pytanie tylko – czy inna powinna być aktorka czy świat w którym gra. Do przemyślenia. No i jeszcze jedno nurtujące zwierza pytanie – kiedy Disney zaproponuje jej rolę w którymś ze swoich filmów. Zwierz ma dziwne przeczucie, że to będzie moment kiedy się dowiemy, czy Lawrence przemyślanie nie chce być księżniczką czy nikt jej tego nie zaproponował. W każdym razie kiedy następnym razem zdenerwuje was kariera Jennifer Lawrence zastanówcie się. Czy irytuje was decyzja aktorki czy po prostu w jej rolach ogniskuje się to wszystko co irytuje we współczesnym Hollywood.

PS: Słuchajcie zwierz wie, że aktorki budzą różne emocje ale w dyskusji pod tym postem ma nie być : oceny urody, nawiązania do skandalu ze zdjęciami, które wyciekły do sieci oraz ogólnie zdań nieprzyjemnych pod adresem OSOBY i jej życia prywatnego. Zwierz pisze, żeby potem nie było płaczu.

 

Ps2: Zwierz cierpi bo jego wykres nie chciał się ładnie wstawić.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...