Valerian i film pełen problemów czyli zwierz o Valerian i miasto tysiąca planet

11/08/2017

Nie istnieje wszak to co się nie śni czyli o TYCH snach w serialach

11/08/2017

Stara maleńka czyli wszystko co jest nie tak z karierą Jennifer Lawrence

11/08/2017

Kiedy Zwierz robi wykres musicie wiedzieć że coś się dzieje, a na potrzeby tego wpisu zwierz zrobił sobie całkiem porządny wykres.  A dzieje się w sumie niewiele. Otóż zwierz postanowił pochylić się nad karierą Jennifer Lawrence. Jest to kariera przedziwna – z jednej strony –jedna z najszybszych i przynoszących najwięcej prestiżu amerykańskich karier filmowych ostatnich lat. Z drugiej – coś jest w niej nie tak, coś nie pasuje i uwiera niejednego widza – co przejawia się nie tylko zwykłym hejtem ale też poczuciem, że coś tej karierze nie służy. Zastanówmy się co.

Zacznijmy od tego, że zwierz nie ma zamiaru oceniać talentów aktorskich Jennifer Lawrence. Nie ma też zamiaru oceniać tego jaką osobą wydaje się w życiu publicznym. Na pewno wiele jest tu opinii, które jednak są raczej w świecie plotek i prywatnych sympatii niż analizy czyjegoś sposobu wybierania ról.  Zwierz uważa, że Lawrence ma talent (choć może rozmawiać czy rzeczywiście aż tak wielki jak można wnioskować po jej nagrodach) i uważa, że jest całkiem sympatyczną dziewczyną, od której chyba opinia publiczna nieco za dużo wymaga. W ciągu kilku ostatnich lat zwierz niejednokrotnie odniósł wrażenie, że w przypadku Lawrence opinia publiczna potrafi żądać zdolności dyplomatycznych godnych ambasadorów i mądrości wykraczającej poza wiek i wykształcenie aktorki. Innymi słowy – miła z niej dziewczyna, czasem coś palnie i w sumie nie ratuje świata bo jej zadaniem jest grać w filmach. I dlatego o filmach pogadamy.

 

Najnowsza sesja w magazynie Vogue (ze zdjęciami Ann ie Lebovitz nie bez powodu ma tytuł „American Beauty” – Jennife Lawrence jak mało która aktorka jest tak bardzo „amerykańska”

 

Opuśćmy tu pierwszy etap kariery Lawrence to znaczy przed przełomowym Winter’s Bone. Od tego momentu – analizując wszystkie dostępne nam dane widzimy bardzo jasny trend. Lawrence praktycznie nigdy nie gra bohaterek w swoim wieku (Znaczy w tym wieku który ma kiedy odgrywa rolę) a jeśli już jej wiek jest zbliżony to partneruje jej dużo starszy aktor. Przy czym co ciekawe – różnica wieku wzrasta wraz z rozwojem kariery aktorki. Na samym początku – w filmach Like Crazy czy The Beaver partnerem ekranowym Lawrence był nieodżałowany Anton Yelchin – starszy od aktorki zaledwie o rok. Potem na horyzoncie pojawili się Fassbender (nie był on jedynym love intrest Mistique w X-menach ale jednak był) i w końcu Bradley Cooper. Tu należy zaznaczyć, że równi wiekiem byli jej aktorzy grający w Igrzyskach Śmierci ale tu – ponownie wszyscy grali bohaterów młodszych od siebie. Wróćmy jednak do zmieniającego się wieku partnerów ekranowych Jennifer. Po Cooperze, poszedł czas na Christiana Bale, potem był Chris Pratt, w ostatnich jeszcze nie pokazanych filmach będzie to Javier Bardem i Joel Egerton (odpowiednio 48 i 44 lata przy 27/28 Jennifer). Innymi słowy w przeciągu swojej kariery (która trwa zaledwie parę lat) aktorka przeskoczyła od grania z aktorami w swoim wieku do aktorów prawie dwadzieścia lat od siebie starszych. Przy czym nie zawsze ta różnica wieku jest podkreślona w scenariuszu. Częściej jest typowym w Hollywood cichym założeniem, że bohaterowie są mniej więcej w tym samym wieku.

 

 

Uroda i młodość Jennifer Lawrence skłaniają by widzieć ją jako aktorkę do ról mało wymagających i młodzieńczych. Tymczasem grywa ona samotne matki i wdowy – czyżby na przekór?

 

Należy tu zaznaczyć, że aktorkom zdarza się to dość często – zwykle ekranowi partnerzy aktorek są od nich sporo starsi. Zwierz postanowił zrobić krótkie porównanie – wybrał inną aktorkę, która zaczęła w popularnej serii a potem bardzo szybko zaczęła robić karierę. Chodzi o Keirę Knightley która po Piratach z Karaibów (ej a wiecie że ona miała tylko 17 lat jak grała w tym filmie) szybko zaczęła zdobywać nowe role. Różnice wieku też nie były małe bo np. w Królu Arturze ją i grającego Artura, Clive’a Owena dzieliło dwadzieścia lat. Z kolei pomiędzy filmową Elizabeth a Panem Darcy jest różnica 11 latu. Keira jednak w pewnym momencie przestała grać z aktorami dużo starszymi i w sumie od kilku lat coraz częściej występuje z aktorami w swoim wieku a nawet niekiedy młodszymi. Przy czym ogólnie są to kariery trudne do porównania o tyle, że Keira jednak wyspecjalizowała się w kinie kostiumowym oraz – nie grywała za bardzo postaci od siebie młodszych. Gdyby jednak wybrać inną aktorkę – o drodze bardzo podobnej do Lawrence (aktorki są w tym samym wieku obie zagrały na początku wielkiej kariery w adaptacji powieści młodzieżowej) – czyli Kristen Stewart to nagle okazałoby się, że choć różnice wieku między aktorami i aktorkami się pojawiają to nie są aż tak obowiązkowe. To znaczy – tak większość partnerów ekranowych Kristen Stewart było od niej starszych – ale w sumie Jesse Eisenberg z którym gra najwięcej jest od niej starszy tylko o siedem lat. To dużo mniej niż piętnaście dzielące Lawrence i Coopera.

 

Jennifer Lawrence obsadzana jest zgodnie z przekonaniem – jeśli kobieta nie jest dzieckiem to znaczy że jest dorosła.

Przy czym od razu zaznaczmy tutaj że w takim układzie wieku i płci nie ma winy aktorki – to nie ona decyduje o tym jak będzie wyglądać obsada całego filmu. Fakt, że kinematografia obsadza aktorów o kilkanaście lat starszych od aktorek w rolach ich równorzędnych partnerów to taki hollywoodzki standard. Zdaniem zwierza – to jeden z koszmarniejszych mechanizmów, bo właściwie nie widujemy na ekranie par w tym samym wieku. Co wpływa źle na obie strony – facetom wydaje się, że wiek kobiet kończy się koło 25 lat, zaś kobiety oglądają facetów koło czterdziestki jako ten wyjściowy typ młodego mężczyzny – podczas kiedy jednak te dziesięć lat robi różnice, facet koło trzydziestki nie wygląda tak jak ten koło czterdziestki i też się tak nie zachowuje. Ogólnie taki układ ról i wieku sprawia, że obu stronom wdrukowuje się dość staromodny koncept że ona musi być młodsza a on starszy. I potem są tragedie jak dziewczyna spotka młodszego od siebie faceta, bo jak to tak. Z kolei ról dla starszych aktorek nie ma bo każdy aktor po czterdziestce parowany jest z dwudziestoparolatką. Jennifer nie jest więc wyjątkiem choć zdaniem zwierza jej wyjątkowo młodzieńczy wygląd sprawia że zdecydowanie bardziej się to widzi. Zwierz np. dużo rzadziej widział tą rozbieżność wieku u Keiry  Knightley która nawet będąc bardzo młodą dziewczyną wygląda na bliżej nieokreślone dwadzieścia lat z groszami. W przypadku Lawrence strasznie tą różnicę wieku  widać i często nawet nie zwracający uwagi na takie elementy widzowie piszą, że dostrzegli, że ona jednak jest dla niego za młoda.

 

Ekranowi partnerzy Lawrence niemal zawsze są od niej starsi. I nie zawsze scenariusz tą różnicę wieku zauważa.

Ten jeden czynnik jeszcze o niczym nie decyduje, przejdźmy do drugiego to znaczy do ról jakie wybiera aktorka. Zacznijmy od tego, że zaskakująco często odnosi się wrażenie, że gra postacie napisane dla dużo starszych aktorek. W filmach Davida O. Russela gra po kolei – wdowę szukającą sensu w tańcu, żonę przestępcy która jest zawiedziona ich wspólnym życiem, w końcu wynalazczynię która dzięki swojej inteligencji przechodzi od biedy do majątku. Jeśli sięgniemy do prawdziwych historii i książek na których bazują scenariusze tych filmów dowiemy się, że role te powinny grać kobiety koło 39, 32 czy 44 lat – tyle bowiem mniej więcej powinny mieć jej bohaterki. Lawrence w żadnym z tych filmów nie ma więcej niż 25 lat. Co oznacza, że zazwyczaj ze starszymi partnerami ale też w sytuacjach w których jej bohaterki wydają się być zaskakująco młode – oczywiście zdarzają się młode wdowy, młode matki, młode zawiedzione żony czy młode wynalazczynie ale żadna z tych ról nie jest tak napisana. W istocie większość z nich sprawia wrażenie jak napisane dla aktorek mniej więcej o dekadę starszych. Lawrence sprawia w tych filmach wrażenie nastolatki przebranej w dorosłe ciuchy. I nie chodzi o dosłowne przegranie ale emocjonalne – coś w tych rolach nie gra i głównie jest to wiek aktorki. Patrząc na nią i na jej grę wierzymy w wiele emocji ale nie w jej życiowe doświadczenia – które powinna nabrać przez lata których nie ma.

 

Jednocześnie do takiego wykrzywionego oglądu sprawy przyczynia się fakt, że w swojej najsławniejszej roli – Katniss Everdeen w Igrzyskach Śmierci, Lawrence grała bohaterkę od siebie kilka lat młodszą (mając po dwudziestce gra nastolatkę – niby mała różnica wieku a jak wszyscy wiemy – olbrzymia). Co więcej – nastolatkę grała też w Domu na końcu ulicy. Oznacza to, że aktorka w jednym roku potrafią zagrać postać, która jest od niej kilka lat młodsza jak i taką która jest od niej kilka lat starsza. Trudno się dziwić, że tworzy to pewien dysonans, gdy ta sama aktorka w tym samym roku gra siedemnastolatkę i trzydziestolatkę. Do tego, w przeciwieństwie do wielu poważanych aktorek Lawrence nie znika w roli. To nie jest Meryl Streep która w każdej odsłonie nawet trochę inaczej wygląda. Lawrence zawsze jest mniej lub bardziej sobą, ponownie – to nie jest zarzut, taki styl gry – wielu aktorów go ma (doskonałym przykładem jest Robert Downey Jr.). Co jednak przy dużym – zwłaszcza wiekowym, rozrzucie ról, sprawia, że to  niedopasowanie do naszego wyobrażenia o bohaterce niekoniecznie pasuje. Zwłaszcza, że Jennifer rzadko gra kobiety radosne, szczęśliwe i pozbawione problemów. Jej bohaterki najczęściej mają za sobą bagaż życiowych doświadczeń, który sprawia, że oczekujemy postaci nawet na oko nieco starszej. A przynajmniej takiej po spojrzeniu na którą można uwierzyć, że nie jedno w życiu przeżyła. Tymczasem Jennifer ma w sobie raczej lekkość młodości, być może czasem chmurnej, ale wciąż młodości. Oczywiście można tutaj zarzucić coś talentowi aktorki ale wciąż jest wysoko oceniana za swoją grę, więc krytycy akceptują jej doświadczoną młodość, choć niejeden widz może powątpiewać czy rzeczywiście jest to aktorka idealna do grania wdów, matek i rozczarowanych życiem kur domowych.

 

No właśnie, przyglądając się temu najbardziej dynamicznemu etapowi kariery Jennifer Lawrence  nie trudno dostrzec, że brakuje w niej ról o których moglibyśmy powiedzieć, że bez żadnych wątpliwości pasuje do jej wieku, urody (nie chodzi o to, że jeśli to prześliczna dziewczyna, ale o to, że ma taką współczesną urodę amerykańskiej dziewczyny)  i przystępnego, luzackiego sposobu bycia. Poza filmami z cyklu X-men (dziejącymi się w alternatywnej przeszłości) czy Igrzyska Śmierci (dziejące się w alternatywnej przyszłości) Jennifer Lawrence od dawna nie dała nam takiej zwykłej roli. Wiecie dziewczyny w jej wieku, mieszkającej w Stanach i mającej problemy które bliskie są ludziom w jej wieku. Do tego z ekranowym partnerem który nie jest od niej o kilka czy kilkanaście lat starszy. I nie chodzi o zagranie w komedii romantycznej, ale po prostu w filmie dziejącym się tu i teraz, gdzie wszystko pod względem wieku i doświadczeń wydaje się na swoim miejscu. Jennifer Lawrence jako zwykła dziewczyna wchodząca w zwykłe (niekoniecznie romantyczne) interakcje z chłopakiem w swoim wieku – tego w kinach nie było od jakiegoś czasu. Dokładniej od momentu kiedy Jennifer zaczęła robić większą karierę i została okrzyknięta nową najważniejszą aktorką Hollywood. Bo prawda jest taka, że Hollywood ma olbrzymie problemy z opowiadaniem dobrych i ciekawych historii o dziewczynach czy młodych kobietach. Jasne ma też problem z kobietami starszymi. Ale jakby tym młodym też nie ma wiele ciekawych ról do zaproponowania. Chyba, że mowa o horrorach, albo o przemocy – wtedy zawsze przyda się jakaś dziewczyna do zabicia czy poniżenia. Ogólnie to jest ten problem, że w Hollywood starsza aktorka nie dostanie roli bo jest za stara a młodsza nie dostanie ciekawej roli dziewczyny w swoim wieku wchodzącej z nieromantyczne interakcje z rówieśnikami (OCZYWIŚCIE SĄ WYJĄTKI – to konieczny dodatek bo nie ma żadnego zdania obejmującego wszystkie filmy).

 

 

 

 

Zwierz zapowiadał na Facebooku, że zdradzi co jest nie tak z karierą Jennifer Lawrence. Ale prawda jest taka, że decyzja o tym jak zinterpretujemy jej niesztampową drogę artystyczna zależy od nas. Nie da się ukryć, że Lawrence zdecydowała się na ciekawe posunięcie łącząc pracę z bardzo charakterystycznymi wręcz niezależnymi reżyserami jak David O. Russel i Darren Aronfnsky i występowanie nie w jednej ale w dwóch dużych popularnych franczyzach. To jest jednak decyzja dość odważna bo pewnie na biurku takiej aktorki nie raz lądują propozycje zagrania w komediach romantycznych, opowieści w których bohaterka nie ma co grać tylko pięknie wyglądać. Pod tym względem decyzje Lawrence – nawet jeśli dziwne, byłby wyrazem świadomego kształtowania swojej kariery na przekór pewnym oczekiwaniom biznesu (należy tu dostrzec, że podobną ścieżkę wybrała wspomniana wcześniej Kristen Stewart). Jednocześnie można zadać sobie pytanie, czy problem z Lawrence grającą bohaterki w „złym” wieku nie leży poza karierą i wyborami aktorki. Istnieje możliwość, że Hollywood nie ma za bardzo ciekawych, pogłębionych ról dla dwudziestoparoletnich kobiet – zmuszając je do grania bohaterek starszych od siebie. Kształtując jednocześnie zaburzoną wizję jak wygląda kobieta czterdziestoletnia ale też – nie traktując poważniej bohaterek młodszych i ich problemów – zostawiając im głównie komedie romantyczne czy role ukatrupionej dziewczyny bohatera.  Być może granie ról niekoniecznie pasujących to jedyny sposób by grać role ciekawe. To pytanie plasuje się gdzieś w tym samym worku co nurtująca zwierza kwestia – czy Chris Pratt naprawdę chce w kolejnych filmach grać tych dupkowatych samców alfa czy po prostu wysoki, przystojny, błękitnooki blondyn ma ograniczoną możliwość dostania innej roli (której nie dostał wcześniej pozostały z przystojnych Christów). Do jakiego stopnia aktorzy wybierają role a do jakiego, muszą korzystać z tego co jest. Inna sprawa, że to co jest też nie budzi zachwytu. Galeria postaci kobiecych granych przez Lawrence odbija w sobie, tyle kłopotliwych tropów w przedstawianiu kobiet w Hollywood, że to aż bawi.

 

Kiedy rolę dla kobiety po czterdziestce przepisujemy tak by pasowała do 25 letniej dziewczyny to coś musi po drodze pójść nie tak. Zdjęcie: Erik Pendzich

Nie da się ukryć, że Jennifer Lawrence jest aktorką, która budzi bardzo sprzeczne emocje. Wydaje się, że jednocześnie nie spełnia oczekiwań – byłaby z niej idealna ulubienica Ameryki i spełnia je z naddatkiem – chociażby dostając bardzo wcześnie Oscara. Co jak wiadomo każdemu aktorowi nakłada trudny do zrzucenia kierat bo każdy mniej zaangażowany projekt nagle staje się – poniżej oczekiwań. Nie zmienia to jednak faktu, że problem z karierą Lawrence to problem nie z aktorką ale z całym przemysłem filmowym. Tym który zaskakująco rzadko produkuje dobre, nie udziwnione role oddające przeżycia młodych kobiet (kobiet, nie nastolatek – młody mężczyzna ma jedną  z najlepszych kulturowych reprezentacji w kinematografii ale kobieta jeśli nie jest obiektem miłości romantycznej albo nie jest matką czy wdową wpada często w lukę). Tym, który wciąż uważa, że nie ma nic złego ani dziwnego, ani szkodliwego w olbrzymiej różnicy wieku pomiędzy aktorami, którzy na ekranie są w wieku zbliżonym (tak na marginesie – wiecie, że Tom Hanks jest jednym z niewielu aktorów który gra głównie z aktorkami w swoim wieku lub starszymi). Tym, który musi nagradzać kobiety nagrodami dużo wcześniej niż mężczyzn bo kobiety mają dużo węższe okno na ciekawe role (serio średnio nagrodzona Oscarem kobieta jest niemal dekadę młodsza niż mężczyzna – w kategoriach aktorskich). Ogólnie z Hollywood które nie za bardzo wie co zrobić z młodymi, zdolnymi kobietami, które chcą czegoś więcej niż być tylko dziewczyną bohatera, dziewczyną szukająca chłopaka albo potencjalnie martwą dziewczyną. Przy czym trzeba tu zaznaczyć jeszcze jedno – Lawrence bardzo wyraźnie nie ma zamiaru oddalić się w kierunku filmów których nikt nie ogląda. Bo to wyjście (ponownie Kirsten Stewart i jej doskonałe ale bardzo niszowe jak na Hollywood produkcje) najwyraźniej aktorki nie satysfakcjonuje.

 

Nikt Jennifer Lawrence nie musi lubić. Można myśleć wiele o jej talencie i decyzjach. Czy też o jej publicznym wizerunku. Jednak zanim zacznie się oceniać aktorkę czy aktora warto zadać sobie pytanie w jakim środowisku pracuje i jak dobiera role. Oczywiście, możecie na jej decyzje patrzeć inaczej. Np. uważając, że ani ona ani zatrudniający ją reżyserzy nie mają pomysłu co z popularną Lawrence zrobić i gdzie leżą granice jej talentu. Ale warto spojrzeć na to z innej strony. Zwłaszcza, że wszyscy czujemy, że coś powinno być tutaj inaczej. Pytanie tylko – czy inna powinna być aktorka czy świat w którym gra. Do przemyślenia. No i jeszcze jedno nurtujące zwierza pytanie – kiedy Disney zaproponuje jej rolę w którymś ze swoich filmów. Zwierz ma dziwne przeczucie, że to będzie moment kiedy się dowiemy, czy Lawrence przemyślanie nie chce być księżniczką czy nikt jej tego nie zaproponował. W każdym razie kiedy następnym razem zdenerwuje was kariera Jennifer Lawrence zastanówcie się. Czy irytuje was decyzja aktorki czy po prostu w jej rolach ogniskuje się to wszystko co irytuje we współczesnym Hollywood.

PS: Słuchajcie zwierz wie, że aktorki budzą różne emocje ale w dyskusji pod tym postem ma nie być : oceny urody, nawiązania do skandalu ze zdjęciami, które wyciekły do sieci oraz ogólnie zdań nieprzyjemnych pod adresem OSOBY i jej życia prywatnego. Zwierz pisze, żeby potem nie było płaczu.

 

Ps2: Zwierz cierpi bo jego wykres nie chciał się ładnie wstawić.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • pytajnik

    Czy natchnieniem był post „licznych ran kłutych”?

    • zpopk

      Natchnieniem była sesja zdjęciowa i zwiastun filmu Mother! Ale skoro na Licznych Ranach Kłutych coś jest to lecę zobaczyć co

      • pytajnik

        Zabawne bo o 22 latach różnicy między Bardemem a Lawrence pisał kilka dni temu:) Pzdr.

        • zpopk

          Być może dlatego, że wtedy wyszedł trailer Mother

  • Joan

    Zwierz doskonale to wszystko podsumował. Wierzę, że Jennifer talent ma i chętnie bym ja zobaczyła w jakims lzejszym filmie w roli, z która mogłabym się w jaims stopniu utozsamic

  • Calamity Jean

    Mój problem z Jennifer zaczął się gdy obsadzono ją jako Mystique. Za dużo innych filmów z nią nie widziałam, ale w X-Menach właśnie przeraźliwie mi się rzuciło w oczy to jak jej uroda nie pasuje do granej postaci. I to nie jest kwestia talentu chyba jednak, ale po prostu jak się ma buzię aniołka i oczka skrzące radością, to mało przekonującą się wypada z roli kogoś tak skomplikowanego jak Mystique. Więc wierzę na słowo, że podobnie jest z rolami wdów, matek i innych. A może to jednak właśnie talent sprawia, że aktor potrafi grać role nie pasujące do fizycznych predyspozycji? Taka Rosamund Pike – też ma buzię aniołka i w ogóle wygląda tak, ze ma się ochotę ją przytulić, a jednak w „Zaginionej dziewczynie” grała tak, że ja się jej bałam.

    • Calamity Jean

      Swoją drogą ciekawi mnie czy kreowanie Mystique na postać pozytywną i niemal centralną wyniknęło przypadkiem stąd, że mieli już ją obsadzoną aktorką która nagle stała się przeraźliwie popularna.

      • dzieciol

        No ale podobnie jest z Magneto.
        Dla bromancu McAvoya z Fassbenderem rozwalono tą postać popisowo – nijak nie pasuje tu do tego co grał potem McKellen.

        • Calamity Jean

          Ale do komiksowego Magneto akurat sto razy bliżej Fassbenderowi niż kiedykolwiek McKellenowi, więc tą decyzje castingową popieram całą sobą ;)

  • genu

    Osobiście uważam, że błędem było związanie się z Davidem Russelem (niby dostała Oscara, tylko co dalej?), ale bardzo nie przepadam za jego filmami, więc :P
    Czy Jennifer Lawrence nie lepiej porównać do Emmy Stone, niż Kirsten Stewart? Grała w popularnej franczyzie, cześciej gra osoby w swoim wieku, grała z przekrojem wiekowym aktorów (Pheonix, Gosling, Garfield), lubiana za bycie sympatyczną, Oscar – dużo punktów wspólnych, dużo rozbieżności, a chyba ma mniej problemów z karierą.

    • Stewart grała w popularnej franczyźnie i gra osoby w swoim wieku – poszła w „niszowe” kino i na razie super (opinia) na tym wychodzi. Oczywiście do Stone można też porównywać i wyciągać odpowiednie wnioski.

      • Ala

        No ale fakt, że o Stewart trudno byłoby powiedzieć, że wzbudza powszechną sympatię albo że ma buźkę aniołka ;)

      • genu

        Tez uważam, ze super na tym wychodzi, ale właśnie przez to, ze Emma Stone pozostaje w okolicach Hollywood, porównanie z nią jest ciekawsze :)

        • zpopk

          Wybrałam Stewart ze wzgledu na podobne i bardzo wyróżniające granie w bardzo popularnym cyklu filmów. To winduje aktorki wyzej niż cokolwiek innego. Emma stone ma zupełnie inną drogę kariery

  • kaam.

    A jak się nie da ładnie, to można ten wykres wrzucić brzydko? Jestem go ciekawa!

    • Hannah

      Wykresy. Wykresy są miłe.

  • Jestem zdania, że Jennifer Lawrence jest bardzo sympatyczną osobą, ale jej aktorstwo jakoś mi nie leży. Być może ze względu na to, że większość jej ról to takie smuty, do których odegrania posługuje się 2-3 minami. Od razu zaznaczam, że widziałam raczej niewiele jej filmów, więc mogła mi umknąć jakaś wyjątkowa rola, ale np. ta, za którą dostała Oscara, zupełnie mnie nie urzekła (ani film, ani postać, ani sposób jej zagrania, inna sprawa, że Bradley Cooper poradził sobie według mnie niewiele lepiej, więc chyba obojgu było im ciężko). Jeśli chodzi o wybór ról, to – jeśli mam być szczera – wydaje mi się, że Jen jest po prostu rozchwytywana, dostaje mnóstwo propozycji i wybiera te, dzięki którym może dostać jakąś nominację albo nagrodę. Aktorki, które grają w komediach romantycznych, pewnie nie mają aż takiego wyboru, albo liczą na to, że skoro komedie romantyczne są popularne, to zdobędą dzięki nim popularność.

  • Kayleigh90

    Mój problem z Jennifer Lawrence jest podobny do tego opisanego tutaj – wsadza się ją w role kobiet 40-letnich, przepisuje się scenariusz, by 27-latka mogła zagrać taką kobietę, więc to wypada sztucznie. Jennifer Lawrence jest w moim wieku i czuję okropny dyskomfort, gdy widzę dziewczynę w swoim wieku, która na ekranie jest właśnie taką „starą maleńką”, która traci właściwie czas na zagranie ról dziewczyn w swoim wieku – myślę, że podołałaby temu zadaniu i wypadłaby bardzo wiarygodnie nawet w jakimś filmie obyczajowym o współczesnych problemach młodych ludzi.
    Ale także nie umiem wytłumaczyć, dlaczego o ile mogłam ją strawić w Igrzyskach Śmierci, to dalej po prostu nie mogę jej zdzierżyć. Myślę, że swoje miał też do tego tumblr, który wręcz ją wykreował na ikonę tumblr girl, trochę niezdarnej, kochającej jeść (ale przecież jest szczupła, to wtedy to, że kocha jeść jest takie urocze) i śmiejącej się z memów. A ja wręcz zareagowałam alergicznie i cały czas się głowię, na ile to jest kreacja, a na ile jej taki prawdziwy wizerunek. Nie mam nic do jej urody czy życia osobistego, po prostu czasem taki ukryty marketing mnie drażni. Choć mam nadzieję, że się po prostu mylę.

  • aaapsik

    Nie mogę się doczekać Twojej recenzji Mother! Mam mieszane uczucia po obejrzeniu zwiastunu.

  • wazon

    Owszem, to ładna aktorka, ale gdzie jej tam do urody konia z drugiej zamieszczonej w tym wpisie fotografii ? Poza tym Jennifer jest chyba mało seksowna. No, pod tym względem nie umiem konia ocenić.

  • Sarna Saurona

    Zdecydowanie zgadzam się z tym wpisem. Lubię Jennifer Lawrence i bardzo bym ją chciała zobaczyć w filmie jako młodą dziewczynę którą jest. Trailer do Mother mnie wręcz odrzucił, czy tylko dla mnie sparowanie młodej Jennifer z Bardemem jest obleśne? Zwłaszcza że ona ma w sobie dużą świeżość,jest typową girl-next-door, co tym bardziej kontrastuje gdy partnerujący jej aktor jest dużo starszy. Mam wrażenie że mogłaby też fajnie zagrać w jakimś dobrym serialu, paradoksalnie chyba więcej ról dla młodych kobiet jest teraz w serialach niż w filmach.

    • Sas

      Nie posuwacie się trochę za daleko z tą krytyką? Cóż jest obleśnego w parze kobieta przed 30stką z facetem 47? Jak świat światem to starsi faceci dobierają się w pary z młodszymi partnerkami, jakbym miał przedstawić (albo sam by sobie przeanalizował na podstawie wytworów kultury wszelakiej) kosmicie specyfikę dobierania się ludzi w pary, to zacząłbym od tego że zazwyczaj facet jest starszy od kobiety, co wynika między innymi z uwarunkowań biologicznych (mężczyźni wolniej dojrzewają, a kobiety im młodsze tym bardziej płodne) oraz organizacji życia społecznego (mężczyzna jest atrakcyjniejszy dla kobiety gdy coś osiągnie, zdobędzie pozycje, a do tego się nie dochodzi w wieku 22 lat, z kolei mężczyźni wolą młodsze).
      Rozumiem jak najbardziej drugi problem z Lawrence, czyli branie ról zbyt wyraźnie ponad swój wiek – ja mam z tym problem (uważam, że Joy i American Hustle to role absolutnie nie zasługujące na nominacje oscarowe), Zwierz ma z tym problem i mnóstwo innych osób w internecie też, ale grono najważniejsze, czyli Akademia jak widać nie, bo za każdą z tych źle dobranych ról otrzymała nominację, więc z punktu widzenia rozwoju jej kariery wszystko się zgadza i żaden problem nie istnieje.

      • Nina Wum

        Nie wynika to z żadnych uwarunkowań biologicznych, tylko ze społecznych. Psycho-ewo jako nauka zostało już dawno skompromitowane. Dziewczyny wychowują się, przesiąkając taką, a nie inną popkulturą – o tym własnie napisał Zwierz – i dorastają wierząc, iż stary pierdziel jest dla nich odpowiednim towarzystwem. Też byłam taką dziewczyną i kochałam się w pierdzielach. A potem dorosłam i zauważyłam, jak straszliwie apodyktyczni i skostniali światopoglądowo są starsi mężczyźni. Nie wspominając o tym, że nawet wiek 50+ wcale nie gwarantuje jakiegoś szczególniejszego ogarnięcia w ars amandi niż to, które posiadają rówieśnicy. Dziś mam 34 lata i od dawna już mnie do starszych panów nie ciągnie.

        • Sas

          Mniejsza o to co jest przyczyną, ale tak po prostu jest, sama przyznajesz, że byłaś taką dziewczyną i ci przeszło, innym kobietom nie przechodzi, z moich obserwacji życiowych wynika, że większość dziewczyn woli starszych, ani to dobrze, ani źle, po prostu tak jest na świecie, a kino zasadniczo jest od pokazywania świata takim jakim jest, więc dalej nie rozumiem cóż dziwnego w tym, że Lawrence grała w parze z Prattem, Cooperem, Balem, a teraz Bardenem – wszystkim jeszcze bardzo daleko do bycia starymi pierdzielami, jakby tworzyli związek poza ekranem to nikt by złego słowa nie powiedział i zdziwienia by nie było, bo to najzwyczajniejsza sytuacja na świecie.

          • Nina Wum

            Powtarzaj to sobie, kolego. :D

          • Sas

            To co dokładnie uważasz za nieprawdę? Ja chętnie wycofuję się z błędnej opinii, ale takim zdaniem ucinasz dyskusję.

          • Nina Wum

            Wyglądasz mi na kogoś, kto bardzo chciałby wierzyć w to całe psycho-ewo. Przecie nie będę dyskutowała z czyimiś pobożnymi życzeniami. Powtarzam to, co już raz napisałam; od małego tresuje się nas – kobiety – do spoglądania na starszego samca z uwielbieniem. Jest to czysto kulturowy konstrukt, nie mający nic wspólnego z żadną „naturą.” A że wiele kobiet nigdy się z niego nie otrząśnie – cóż, przeważająca większość mieszkańców planety Ziemia jest zbyt leniwa, by myśleć własnym mózgiem. Stworzyli go – co jest doprawdy mało zaskakujące – sami mężczyźni i leży w ich żywotnym interesie, by go utrzymać. W końcu miło jest mieć erotycznie do czynienia z osobą zbyt naiwną, by rozpoznawała gruby kit na pierwszy rzut oka – oraz zbyt mało doświadczoną, by potrafiła bronić swoich granic. P.S. masa editów.

          • Sas

            Ok, ja się nie upieram przy tym, że tak nas natura stworzyła i tak musi być, broń boże, nawet jeśli coś jest na rzeczy (a uważam, że jest), to jest to tylko jeden z czynników, a nie niezaprzeczalne prawo, że kobieta musi ze starszym. Ja stoję na stanowisku, że układ starszy facet+młodsza kobieta trwa od tysięcy lat, bo każdej ze stron jest w takiej konfiguracji dobrze, nie trzeba żadnej tresury, żeby kobieta ceniła dojrzałość, stateczność, doświadczenie i majętność ponad młodość u mężczyzny. Poza tym zapominasz chyba, że każdy związek w obecnym (cywilizowanym) świecie musi powstać za obopólną zgodą, bo piszesz tak, że bardziej to pasuje do czasów dawno minionych, gdy małżeństwa aranżowano i młodzi nie mieli nic do gadania – w tym przypadku można było mówić o konstrukcie kulturowym wymyślonym przez wstrętnych mężczyzn, aby mieli zapewniony dostęp do młodych kobiet. Teraz jednak jest wolna amerykanka, kobieta może zostać singielką, może wyjść za młodszego, może być lesbijką, a jednak większość wybiera starszego faceta, według Ciebie dlatego, że są „zbyt leniwe, by myśleć własnym mózgiem”?

          • Nina Wum

            Dojrzałość i stateczność to nie są cechy skorelowane z wiekiem. Zamożność także nie – toż mało się po świecie wałęsa synów bogatych rodzin? Oraz podrzuć może jakieś twarde wyniki badań statystycznych a propos tej większości, co wybiera starego, bo wcale w to nie wierzę.

          • Ewa Rybol

            A cóż to znaczy starego? 5, 10, 15 lat starszy?

          • Sas

            Ciężko znaleźć statystyki na dojrzałość i stateczność, ale nie sądziłem, że będę musiał udowadniać zależność między dojrzałością, a wiekiem, przecież z samej definicji tego słowa wynika, że trzeba być ukształtowanym, żeby być dojrzałym, a to po prostu zabiera czas. Jasne, że są różne pojedyncze wyjątki, które pewnie masz w głowie, ale czy jakikolwiek człowiek na świecie może powiedzieć w wieku 50 lat, że jednak był bardziej dojrzały, gdy miał 28?
            Zamożność – jasne, że można odziedziczyć majątek, ale nie zmienia to zależności, że im starszy tym bogatszy (ludzie, którzy rozpuścili majątek rodziców i są biedni na starość to margines statystyczny). Jeśli już tak bardzo potrzebujesz statystyk, to zapraszam tutaj: https://stats.oecd.org/Index.aspx?DataSetCode=WEALTH i zobaczysz, że średni majątek (dla USA, mam nadzieję, że nie będzie twierdzić, że w Polsce jest na odwrót) w wieku 16-34 jest 4 razy mniejszy niż dla przedziału 35-44 i 16 razy mniejszy niż dla 62-74.
            Statystyki są dostępne tylko dla małżeństw, a nie związków nieformalnych, gdzie różnice mogą być większe, ale w Polsce mężczyźni biorą ślub mniej więcej 3 lata później niż kobiety, niestety nie ma statystyk co do różnicy wieku w danym małżeństwie, a to jednak trochę co innego niż średni wiek mężczyzny i kobiety podczas ślubu.
            Jeszcze tak z ciekawości – według Ciebie kobiety, tak ogólnie, na całym świecie, to wybierają młodszych lub równych wiekiem partnerów?

          • Atena

            Rozbrajające jest postawienie „bycia lesbijką” w tym samym rzędzie co „zostanie singielką” albo wyjście za młodszego. Nikt nie decyduje o „byciu lesbijką”, orientacja seksualna to nie jest decyzja analogiczna do wyboru stanu cywilnego (dla zupełnej jasności dodam, że przespanie się kobiety z kobietą nie czyni żadnej z nich lesbijką w ścisłym tego słowa znaczeniu). Niezręczny dobór słów czy autentyczna niewiedza?

          • Sas

            Możesz to nazwać niefortunnym doborem słów, chodziło mi o to, że w dzisiejszych czasach kobieta może wybierać dowolnie, nawet tworzyć związek z drugą kobietą, dawniej nawet jak kobieta byłą homoseksualna to mogła robić to najwyżej w ukryciu, a za mąż pójść musiała.

          • Sarna Saurona

            Większość wybiera starszego – całkiem częste zjawisko, ale równie często różnica wieku wynosi góra kilka lat, a nie prawie 20! I naprawdę rzadko zdarza się że kobieta młoda i piękna wybiera dużo starszego mężczyznę jako partnera. Bo podobnie jak i mężczyźni, jeśli chodzi o seks kobiety cenią sobie młodych i świeżych. Proszę mi pokazać związek dużo młodszej z dużo starszym gdzie mężczyzna nie jest bogaty/nie ma władzy i wpływów.

            PS ciekawe że jak mowa o związku dużo starszej kobiety z dużo młodszym to wtedy obleśność jest jakoś bardziej oczywista…

          • Sas

            Dla mnie nie ma nic obleśnego w związku starszej kobiety z młodym mężczyzną, w ogóle nie widzę nic obleśnego w żadnej konfiguracji, bo to nie mój związek i nie moja sprawa, ja patrzę na zjawisko z takiej powiedzmy socjologicznej perspektywy, nikogo nie oceniam, staram się dociec jak i czemu jest jak jest.

          • Ewa Rybol

            A ja uważam że poniżej pewnego poziomu jest określanie jakiegokolwiek związku dwojga ludzi „obleśnym”. Mój związek – 12 lat różnicy, żadne z nas nie jest zamożne. Poza tym pamiętajmy że młodzi chlopcy/mężczyźni tez są programowani przez popkulturę w nie zawsze pozytywny sposób. Prędzej czy później człowiek musi się do tego zdystansowac. Trochę pomaga w tym wychowanie a trochę doświadczenie i uczenie na błędach.

          • Sarna Saurona

            Wydawało mi się że rozmawiamy tu o związkach z punktu widzenia popkultury i jakie konfiguracje są nam sprzedawane, a nie o indywidualnych przypadkach, bo wiadomo że w świecie rzeczywistym prawdopodobnie znajdziemy każdą opcję, ludzie są różnorodni. I o to chodzi, żeby ta różnorodność była też w filmach, bo póki co mamy forsowany model ona piękna i młodziutka a on dużo starszy ( a w domyśle i zamożny, jakoś 50 letni biedny nie ma tego powabu). I czemu to nie działa w obie strony, mało to mamy pięknych aktorek w wieku 40-50? Ciekawe jakie wtedy byłyby komentarze gdyby na ekranie były sparowane z młodymi aktorami

          • dzieciol

            „Jest to czysto kulturowy konstrukt, nie mający nic wspólnego z żadną „naturą.””

            Sugerowanie, że kultura jest czymkolwiek więcej niż tylko emergentną pochodną naturalnych procesów.
            Jeśli tak podchodzić do sprawy to należałoby uznać, że np. samotniczy tryb życia wszystkich gatunków kotowatych poza lwem to też konstrukt społeczny, bo „wbrew naturze” jak hodowałem dużo kotów na raz to zaczęły wykształcać relacje społeczne, których na dziko by nie posiadały, i nawet takie samotniki jak tygrysy można wychować do życia w stadzie.

            Nadbudowa rośnie na bazie i nawet jeśli może ją retroaktywnie modyfikować – i jak najbardziej to czyni – to jednak są pewne ograniczenia – potrzebujemy większych postępów w transhumanizmie by uznać za możliwe oddzielenie „memesfery” od „biosfery”.

      • Kayleigh90

        Ja bym się o nic nie czepiala, tylko żal mi jest dziewczyn wychowanych w przekonaniu, że tylko starszy jest coś wart, a młodszy jest niedojrzaly i nie umie o nic zadbać. Do tego spotkalam się z pogardą, jak opowiadalam o narzeczonym. Usłyszałam „ja bym nie mogła być z takim gowniarzem”. Narzeczony jest w moim wieku. Ma 27 lat. To ja nie wiem, kiedy przestaje się być gowniarzem.

  • Hersychia

    To ja się wyłamię. Kiedy skojarzyłam, kim jest Jennifer Lawrence, zdziwiłam się – byłam pewna, że ona ma 40+ lat. Według mnie jest w niej coś takiego, co sprawia, że w niektórych stylizacjach (nie wszystkich oczywiście, ale akurat tych, w których najczęściej ją widuję) naprawdę wygląda na bardzo zadbaną i odpowiednio udoskonaloną czterdziestolatkę. Nie wiem, może to ciuchy, może fryzura, styl gry, styl bycia, a może to ja :P

    • MayaMarie

      Bo Jennifer ma urodę idealnie stworzoną do rusałkowych, naturalnych stylizacji, natomiast najczęściej występuje w kompletnie nie pasujących jej ubraniach (sztywnych, przytłaczających ją) i ostrych makijażach. Stąd ten dysonans dla naszego oka.

  • Zwierzu, bardzo profesjonalna analiza – szkoda wykresu :(. Coś mi też nie pasowało w Jennifer i sama nie do końca wiedziałam co. Teraz już się domyślam – ta pewna nieprzystawalność. Teraz jednak rozumiem, że za moim niedosytem stoi nie tylko sama Lawrence, ale wszystko, co wokół i poza. Dzięki!

  • zla.m

    Ja bym się chętnie dowiedziała, co to znaczy, że aktorka ma „współczesną” urodę. Bo już nie pierwszy raz zwierz takiego określenia używa, padło takie bodajże przy Annie Kareninie, gdzie aktorka (Keira Knightley) miała nie pasować, bo ma współczesną urodę. Więc – co to jest? Czym się objawia? Kształt oczu, kości policzkowe, chudość?

  • Redhead

    Może to złudzenie, ale czy w przemyśle filmowym nie dominuje podobny model – starszy aktor/reżyser + młoda żona/partnerka?
    To mogłoby stworzyć ciekawe zestawienie z tym wzorcem filmowym, gdzie jako partnerki dla starszych aktorów obsadzane są dwudziestoletnie aktorki ;) A jak wiadomo większość reżyserów i producentów to mężczyźni więc taka skrzywiona perspektywa wcale nie byłaby dziwna.
    Przy okazji próbowałam sprawdzić czy tak nie jest przypadkiem z Davidem Russellem, ale, co ciekawe, Internet skrzętnie ukrywa informacje o wieku jego kobiet ;))

    • Sas

      A wiesz, że reżyser mother! Darren Aronofsky jest obecnie w związku z Lawrence? Tak się składa, że jest dokładnie w wieku Javiera Bardema…

    • Karmena

      Zgadzam się, w showbusinessie większość to starzy faceci, którzy prowadzają się z dwudziestkami, nic więc dziwnego, że chcą, żeby tak samo było w filmach :/ I jeszcze żeby te młode w filmach często pokazywało się nago. Dla mnie to obleśne. Ale mi starsi nigdy się nie podobali.
      To, z kim jest Lawrence w związku, nie ma nic do rzeczy. Chodzi o to, żeby nie było tak, że wiele młodych aktorek musi grać partnerki mężczyzn 20 lat starszych. Powinna być dużo większa różnorodność wiekowa. Tak żeby starsze aktorki też mogły grać partnerki swoich rówieśników, żeby młodzi znacznie częściej grali z młodymi, żeby mężczyźni mieli też starsze od siebie partnerki.
      Ech, Hollywood. Miejmy tylko nadzieję, że w następnym filmie Lawrence nie zagra żony kogoś 50 lat starszego.

      • Sas

        Związek Lawrence ma to do rzeczy, że jest prawdziwy, więc skoro uznajemy za normalne, że JLaw może sobie być z 48 letnim facetem, to czemu ma nam przeszkadzać, że postać tej samej JLaw jest żoną 48 letniego faceta w filmie?

        • zpopk

          Ale chyba nie rozumiesz problemu. nie jest problemem że jakaś kobieta wybierze sobie dużo starszego mężczyznę, ani młodszego. Ogólnie nie jest problemem decyzja jednostki. Jest problemem fakt,że w Hollywood jest absolutną normą że różnica wieku między aktorami a aktorkami grającymi parę wynosi ok 10-15 lat a niekiedy nawet 20. To jest problem bo a.) oznacza to mniej ról dla starszych aktorek b.) oznacza to utwierdzanie ludzi w przekonaniu, że taka różnia wieku jest pożądana – co wcale nie jest prawdą (chyba że chcemy utrzymywać bardzo staroświecką wizję społeczeństwa – ale ta nie jest na korzyść nikogo) c.) mężczyźni w wieku dwudziestu paru trzydziestu lat właściwie nigdy nie grają z kobietami w swoim wieku co wpływa też na nasze standardy urody – kobiety mają poczucie, że powinny wyglądać na młodsze a facetom kobiety w ich wieku wydają się stare. To jest problem kiedy mamy siedemnastoletnią dziewczynę parowaną z czterdziestolatkiem w filmie i nic się na ten temat nie mówi albo kiedy dorosła osoba w przypaddku aktorów jest grana przez aktora koło 30 a w przypadku aktorek przez kobietę koło 19. Ogólnie mam wrażenie, że negowanie że coś jest z tym nie tak – jeśli weźmiemy to jako normę, jest moim zdaniem trochę jednak naciągane. I nie nie ma rzeczywiście żadnych poza społecznych przesłanek do tego by parować starszych mężczyzn z młodymi kobietami.

          • Sas

            Ok, rozumiem, tylko dalej uważam, że trochę przesadzasz, kino zawsze odbijało społeczeństwo w krzywym zwierciadle, upiększając rzeczywistość – od zawsze bohaterowie filmowi są bogatsi, młodsi (lub mają młodsze kobiety), piękniejsi i mają więcej przygód niż przeciętny Amerykaniń, do tego nie krwawią po postrzale, żeby dzieci nie oglądały krwi na ekranie ;)
            Już Hitchcock twierdził, że widzowie nie chcą w kinie oglądać rzeczywistości, tylko „glamour”, więc jak dla mnie szansa na jakiekolwiek zmiany w mainstreamowym kinie w tym względzie jest zerowa. Na szczęście mamy co roku jeszcze setki niezależnych filmów, które pokazują świat bez upiększeń.

          • Peter Wimsey

            Sam fakt, że uważasz to jednoznacznie za „upiększanie” czy kreowanie „wersji glamour” świata świadczy o tym, jak bardzo to jest szkodliwe. (Już nie wspomnę o Twoich piętrowych psycho-ewo racjonalizacjach tego zjawiska z innego podwątka, bo życie krótkie i nie chcę nawet w to bajoro wchodzić.) Glamour w tym, żeby starsze kobiety stawały się ogólnie niewidzialne, a starsi mężczyźni wiązali się z dużo młodszymi lub kimś niby w swoim wieku, a wyglądającym faktycznie na kogoś młodszego o prawie pokolenie jest wyłącznie to, że tak pokazują to nam w filmach.

    • Redhead

      Nie wiedziałam :) oczywiscie mogą sobie być w związku z kim chcą, tylko potem wychodzą z tego takie dziwne wybory filmowe. Taki reżyser nie widzi w tym nic dziwnego, a my już tak.
      Inna sprawa że kino często nie ma dobrego pomysłu na ciekawą postać kobiecą,więc przynajmniej obsadzą młodą atrakcyjną aktorkę „żeby było na co popatrzeć”. Bardzo ciekawe są wyniki analiz w których badano czas mówienia postaci meskich i kobiecych i okazuje się że jeśli reżyserem jest mężczyzna to mężczyźni mówią w filmie znacznie więcej (zupełnie nie jak w rzeczywistości ;)). Natomiast reżyser-kobieta zdaje się niwelować te nierówności. Reprezentacja kobiet 40+ i rasowych jest też większa w tych filmach. Nie mówię przy tym że filmy rezyserowane przez mężczyzn są gorsze, ale niestety niedobor tych tworzonych przez kobiety kreuje dość jednostronny obraz świata

  • Lilith

    Lubię Jennifer Lawrence, zwłaszcza bardzo podobała mi się jej interpretacja Mystique, ale już w First Class miałam totalny facepalm, kiedy zobaczyłam, że oni chcą pisać romans między nią a Erikiem! Tym bardziej, że ich relacja mogłaby być równie – a może i bardziej – ciekawa, gdyby sobie odpuszczono element romantyczny.

    • dzieciol

      Zwłaszcza, że i tak z tym romansem nic ale to nic nie zrobili

  • dzieciol

    Co ciekawe Lawrence zawsze wyglądała mi na sporo starszą niż jest, jako żywo mógłbym spokojnie dać jej nawet w roli Katniss 30-lat gdybym nie wiedział lepiej, więc to zatrudnianie jako starszych postaci mi nawet nie przeszkadza – ba w sumie trudno mi ją sobie wyobrazić jako osobę w jej własnym wieku. Natomiast rzeczywiście mam wrażenie, że ma problem by stopić się porządnie z postacią.

  • Łukasz Bielak

    Kirsten Stewart gra zawsze tak samo, w każdej roli która widziałem. Zawsze widzę tą samą osobę.