Zgony drugoplanowe czyli Rosencrantz and Guildenstern nie żyją

04/08/2017

Dyshonor dla świerszcza, dyshonor dla krowy czyli zwierz Mulan

04/08/2017

Staroświecki jak odcinek czyli zwierz o tym dlaczego Gra o Tron to serial niedzisiejszy

04/08/2017

 Zwierz musi się wam do czegoś przyznać. Nie widział jakichś czterech sezonów Gry o Tron. Akcję znał dokładnie, widział pojedyncze odcinki. Regularnie serial zaczął oglądać od sezonu czwartego. Dlaczego? Ponieważ dopiero przy czwartym sezonie zwierz odkrył, że istnieje tylko jeden sposób w jaki można oglądać Grę o Tron. Tradycyjnie. Bo to cały urok tego serialu polega na tym, że wbrew pozorom jest uroczo staroświecki.

Istnieje takie określenie „watercooler show”, czyli serial o którym wspomina się w czasie niezobowiązującej rozmowy w pracy. Coś o czym można przypuszczać, że nasz znajomy też widział, ma jakieś teorie czy odczucia po seansie. To nie musi być najlepszy serial o którym podejrzewamy, że oglądają go ludzie nawet spoza świata nałogowego konsumowania telewizji. Dawnej, kiedy seriali było mniej, stacji telewizyjnych było mniej, a sposobów oglądania seriali, było bardzo mało (albo zobaczyłeś w telewizji albo w ogóle), zidentyfikowanie takiego tytułu nie było trudne. Wystarczyło po prostu znać mniej więcej ramówkę dużych stacji. Liczba seriali była ograniczona, więc można było nawiązać w sposób niezobowiązujący do wydarzeń z poprzedniego odcinka. Zwłaszcza że np. w latach 90 było sporo seriali które oglądali „wszyscy” – jak chociażby te sitcomy które święciły wtedy triumfy gromadząc przed ekranami miliony widzów i rozpalając ich wyobraźnię.

 

Zwierz jak zwykle proponuje w ramach ilustracji smutnego Jona Snow

Z czasem znalezienie serialu który oglądają „wszyscy” stało się nie tyle trudne, co niemal niemożliwe. Programów zrobiło się coraz więcej, seriali setki. Do tego jeszcze ludzie zmienili sposób oglądania telewizji. Już nie trzeba było się gromadzić co tydzień przed telewizorem – można było spokojnie oglądać serial przez Internet. Potem ten system właściwie stał się obowiązującym, a wraz z sukcesem platform streamingowych pojawiło się usankcjonowane sposobem dystrybucji oglądanie seriali „na raz” najlepiej jak najszybciej po premierze. Oczywiście te nowe sposoby oglądania seriali stworzyły nowy sposób mówienia o nich – od forów internetowych po długie wątki na facebooku – w Internecie ludzie znajdowali i znajdują nie jedno miejsce by porozmawiać o ulubionych serialach w gronie ludzi zainteresowanych światem historii w odcinkach. Problem  w tym, że te Internetowe około serialowe interakcje są czymś zupełnie innym niż interakcje przy ekspresie do kawy w pracy – nie są czymś gorszym – tylko innym. Przede wszystkim, ponieważ zwykle rozmawiamy z wybraną grupą osób to rozmawiamy o serialu bo chcemy rozmawiać o serialu. W interakcjach poza Internetem, rozmowa o serialu często służy jako sposób nawiązania kontaktu i poznania drugiej osoby, nawet jeśli niewiele was łączy. O serialu rozmawia się przy okazji a nie specjalnie przychodzi się o nim porozmawiać.

 

 

 

Wróćmy do Gry o Tron. To serial który teoretycznie przyciągać powinien głównie ludzi zainteresowanych fantasy. Ale niekoniecznie tak jest.  Promocja tytułu jest szeroka, sporo jest osób, które choć na co dzień nie oglądają seriali dla GoT robią wyjątek. Do tego, mimo że odcinki pojawiają się w sieci to jednak wciąż pierwszym źródłem dystrybucji programu pozostaje telewizja. Która nadaje jeden odcinek na tydzień. Co więcej, jeśli przyjrzymy się konstrukcji sezonów i odcinków GoT to nie trudno dostrzec, że to jeden z tych seriali które nie zyskują na tym, że ogląda się je na raz. Wtedy do człowieka dużo bardziej docierają wszelkie niespójności geograficzne i czasowe, a poszatkowana struktura odcinków zaczyna nużyć. Poza tym – GoT opiera się przede wszystkim na spekulacjach pomiędzy odcinkami. To o czym można porozmawiać między jednym a drugim odcinkiem, jest zdecydowanie ciekawsze od tego co ostatecznie dostajemy. To snucie teorii czy domysłów czyni ten – miejscami dość banalny serial, naprawdę interesującym. Teorie sprawiają, że w czasie nadawania serialu żyje on nie tylko w czasie godziny emisji ale też w pozostałe dni kiedy fani starają się przeanalizować co widzieli i opowiadają o tym co jeszcze chcieliby zobaczyć.

 

 

Ale nie chodzi jedynie o to, że GoT jest oparty na teoriach i dyskusjach fanowskich. Chodzi też o to jak się go najlepiej ogląda. Otóż zdaniem zwierza jest to serial który wymusza wręcz oglądanie go z kimś. Ponieważ większość dialogów aż prosi się o jakiś komentarz widza, czy dopowiedzenie – oglądanie GoT samemu jest zdecydowanie mniej satysfakcjonujące. To nie jest serial w którym przy każdej scenie trzeba się straszliwie skupić, więc spokojnie można gadać i rzucać uwagami – teoriami itp. Tak jak kiedyś oglądało się seriale ze znajomymi. Właśnie tu zwierz musi powrócić do początku wpisu gdzie wyznał że nie widział pierwszych sezonów. Otóż zwierz próbował serial oglądać sam – i zupełnie nie mógł zrozumieć jego uroku. Dopiero kiedy zaczął oglądać serial „po bożemu” – wieczorem przed telewizorem ze znajomymi i przekąską zdał sobie sprawę, że wtedy poświęcanie czasu GoT ma sens. Bo to właśnie idealny serial, do rozmowy, śmiechu, chowania się za poduszką. Oglądany w samotności ujawnia głównie swoje wady i niespójności.

 

Zdaniem zwierza HBO zdaje sobie sprawę, z tego że siłą ich serialu jest właśnie ta staroświeckość. Zwróćcie uwagę, że w podobny sposób rozplanowano następcę GOT czyli Westword. Ponownie – serial który właściwie trzeba oglądać z tygodnia na tydzień – bo snucie domysłów na temat fabuły stanowi istotną część rozrywki. W ogóle rozmawianie o serialu jest jedną z największych przyjemności z nim związanych. Ten staroświecki w czasach streamingu pomysł na podejście do serialu, jest zdaniem zwierza odpowiedzią na rosnące nieco rozczarowanie binge watchingiem. Ludzie czują się powoli zmęczeni koniecznością oglądania wszystkiego, żałują że serial szybko się kończy ale mają też problem z niknącym społecznym wymiarem oglądania seriali. Seriale w  świecie w którym wszyscy jesteśmy coraz bardziej zindywidualizowani i często nie mamy zbyt wielu punktów stycznych z życiem innych ludzi służą jak dobry punkt wyjścia do rozmowy. To trochę nasi wspólni znajomi o których można poplotkować. Jest tylko jeden warunek – ludzie muszą być mniej więcej  na tym samym poziomie „zaawansowania” w produkcję. Co w czasach binge watchingu staje się coraz trudniejsze. GoT tymczasem nie tylko jest nadawane regularnie co tydzień w telewizji ale co ważniejsze – opóźnienie pomiędzy premiera na zachodzie a w Polsce jest minimalne – w sumie po dwóch dniach cały świat wie to samo. Nie ma więc sytuacji, w której część osób doskonale wie co się stało w sezonie a część musi poczekać pół roku.

 

Oglądanie seriali na platformach streamingowych dostarcza też pewnego problemu z oglądaniem produkcji razem. Jasne można sobie serial dawkować (pusty śmiech) ale skoordynowanie w tygodniu kilku osób by obejrzały 45 minut serialu jest dużo prostsze niż ustalenie kiedy i ile z tych dwunastu odcinków które pojawiły się jednego dnia mamy obejrzeć. Trudno nawet czasem ustalić z partnerem kto ma kiedy czas a co dopiero z większą grupą ludzi. Ostatecznie seriale na Netflix czy innych platformach sporo osób ogląda samodzielnie, czasem nie mogąc się powstrzymać, czasem mając jako jedyna osoba z grupy osiem godzin non stop by połknąć cały serial na raz. Zresztą czytając różne opinie o platformach streamingowych doszło do mnie, że ludzi naprawdę powoli zaczyna męczyć czasochłonność tej rozrywki. W sumie pożera to tyle samo czasu co oglądanie serialu w odcinkach ale jednak to jak z wysiłkiem sportowym. Pół godzinny dziennie to jest nic ale znajdźcie kogoś kto ma czas na trzy godziny treningu i okaże się że wszyscy są za bardzo zapracowani (jakby co zwierz nie szuka nikogo).

 

Oczywiście sposób dystrybucji nie jest jedynym czynnikiem odpowiadającym za sukces GoT. Ludzie lubią też knowania, śmierć i goliznę. Nie zmienia to faktu, że GoT dobrze pokazuje jakie zalety płynęły z tego – często uważanego już za zupełnie przestarzały, sposobu oglądania seriali. I że choć platformy streamingowe wydają się zwyciężać jeśli chodzi o szybkość i ilość dostarczanych seriali, to mogą przegrywać kiedy weźmiemy po uwagę społeczny wymiar rozrywki. To w ogóle ciekawe bo to jest bardzo chętnie omawiany przez socjologów i kulturoznawców problem, ale często pomijany przy takiej codziennej krytyce. W ocenie zjawiska trzeba brać pod uwagę społeczny wymiar rozrywek. Dlatego kino, wciąż istnieje, mimo że pojawiła się konkurencja w postaci telewizji, czy teraz Internetu. Film wszędzie jest filmem. Ale oglądanie filmu w grupie obcych osób w kinie a samemu we własnym łóżku z komputera, to coś zupełnie innego. Podobnie z serialami – oglądanie GOT przy czipsach przed telewizorem z grupą znajomych to nie ta sama rozrywka co wciskanie „następny” na laptopie kiedy nadrabiamy sześć sezonów.

 

Na koniec należy zauważyć, że taki społeczny wymiar seriali nie dotyczy tylko GoT, najwięcej mówi się o nim w kontekście telenowel. Jeśli słyszeliście kiedyś dwie osoby rozmawiające o bohaterach telenoweli jakby to byli ich prawdziwi znajomi, to macie dobry tego przykład. Zdaniem zwierza, dlatego GoT tak dobrze się sprawdza oglądany starym typem – bo ma w sobie coś z nieco lepiej nakręconej telenoweli, gdzie wciąż mamy wielu bohaterów, wchodzących ze sobą w masę interakcji, gdzie połowa się zdradza a połowa zdradza chęć romansu. Stąd też łatwo o naszych bohaterach plotkować, bo w sumie są ciekawsi niż armia nieumarłych która idzie przez skute lodem przestrzenie już prawie od dwóch sezonów. I jasne – w zależności od grupy społecznej czy rówieśniczej, ten oglądany przez „wszystkich” serial może się zmieniać. Ale GoT doskonale spełnia tą rolę w sporej grupie społeczeństwa, a zwłaszcza tej, która powoli już zapomina jak to było iść do pracy i mieć praktycznie pewność, że poprzedniego wieczora ty i twoi koledzy oglądaliście w telewizji to samo.

 

Zwierz zdaje sobie sprawę, że całkiem sporo osób z powodzeniem ogląda Grę o Tron za jednym zamachem pałaszując cały sezon i bardzo to sobie chwali. Ale to jakby nie stoi w sprzeczności z tym jak dobrze na percepcję serialu wpływa oglądanie go zgodnie z tym pierwotnym kanałem dystrybucji. Ogólnie współcześnie jest tyle sposobów oglądania rzeczy, że ci wspomniani „wszyscy” powinni mieć ze trzy cudzysłowy. Co nie zmienia faktu, że mocą GoT jest fakt, że to jest ten cudowny program, który pozwala przyjść do pracy stanąć przy ekspresie do kawy i zagaić osobę która wpadnie zaczerpnąć wody co sądzi o ostatnim odcinku. Więcej, warto tu dodać, że dzięki bardzo fragmentarycznej konstrukcji narracji – rozmowa na odcinkiem może zająć dziesięć minut. Bo nie wypada sobie robić kawy aż do lunchu. Tak mówią.

Ps: To nie ma znaczenia czy uznaje się GoT za dobry czy za zły serial. Bo w sumie GoT będąc średnim serialem bawi bardziej niż gdyby był wybitny.

Ps2: jakbyście byli ciekawi to zwierz w weekend będzie w Poznaniu na festiwalu Nic się tu nie dzieje.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • spirit

    no mnie już dawno znudził ten model, gdy wypuszczane jest wszystko naraz – bo godzinkę w poniedziałkowy wieczór na GoT znajdę zawsze, ale już 8-10h na cały sezon niekoniecznie… i potem trzeba uciekać przed znajomymi, nieznajomymi i całym internetem, który już wszystko widział i rozmawia, spoileruje, albo co gorsza – posługuje się pół plotkami o z odcinka wrzucanymi tu i tam,, co jest wg mnie jeszcze gorsze… dlatego GoT w tej staroświeckości bardzo ładnie wyrównuje wszystkim szanse – i tym zapracowanym, i tym z mnóstwem wolnego czasu, i fanom serialu i przypadkowym widzom, którzy tv oglądają raz w tygodniu… poza tym to zawsze jakiś taki inny szacunek do produkcji, gdy poświęcasz jej 8-10 tygodni swojego czasu, zaangażowania i myślenia niż, gdy oglądasz wszystko za jednym zamachem, tylko po to, by zaraz rzucić się na inną produkcje, która już czeka na obejrzenie…

  • Gabrysia Panika

    Oooo, dokładnie to samo miałam podczas oglądania Westworld – strasznie brakowało mi osoby do porozmawiania i snucia domysłów, bo wszyscy albo już obejrzeli w całości, albo jeszcze nie zaczęli.

  • Krzysztof Czyżak

    Chyba mam teorię, dlaczego Zwierz uważa „Grę o tron” za średni serial (i często to powtarza, na przekór ochom i achom). Bo nie widział w całości i „po bożemu” sezonów 1-3, które były solidniej napisane i skonstruowane (i nie chcę tu jakoś zacięcie bronić tego serialu, bo wiem, że Zwierzowi i tamte sezony mogły się nie podobać, ale z pewnością pojawiało się tam mniej wspomnianych przez Zwierza niespójności czasowych i geograficznych). Niestety, od piątego sezonu serial zaczął robić się coraz bardziej naiwny (i tę opinię podziela wielu fanów).

    A co do korzyści płynących z tradycyjności „GoT” – pełna zgoda. Ja w ogóle preferuję model cotygodniowej emisji, bo wtedy w tygodniu jest takie małe święto, no i przyjemność zostaje rozłożona na dłuższy czas.

    • zpopk

      To znaczy wiesz pierwszy sezon widziałam tak w 3/4 i dużo odcinków w tych pozostałych. Ja uważam że to jest średni serial o tyle, że ma kilka podobnych rozwiązań i środków i nie jest w stanie wyjść poza pewne – dośc łatwe do przewidzenia ramy historii. Ale prawda, poziom mu spadł.

      • Krzysztof Czyżak

        Cóż… jak się obejrzy tych parę odcinków pierwszego czy drugiego sezonu, to można dostrzec motywy/konstrukcje fabularne, z których korzystają Martin/scenarzyści i rozumiem, że Zwierza to nie satysfakcjonuje. Ja przyznam, że ta gra podobnymi rozwiązaniami całkiem mi się podobała do czwartego sezonu włącznie, kiedy to jeszcze twórcy lepiej wiedzieli, co robić z bohaterami (bo mieli książki pod nosem) – potem już było za dużo odtwórczego szokowania, zabijania i teleportacji, a za mało postaci.

    • Beryl Autumnramble

      A gdzie tam, jakby Zwierz ogladal od poczatku to pewnie mialby taka sama opinie, bo ten serial jest zwyczajnie przecietny i nijaki. Straszliwie sie wynudzilam na pierwszym sezonie i juz potem nie ogladalam, wiekszosc znajomych tak samo.

      • Galfryd Dragon

        Tak samo słyszałem ,jak ludzie wychodzili po koncercie beethovenowskim

        • Beryl Autumnramble

          Z Master of Disguise też wychodzili, więc?

    • dzieciol

      „Chyba mam teorię, dlaczego Zwierz uważa „Grę o tron” za średni serial (i
      często to powtarza, na przekór ochom i achom). Bo nie widział w całości
      i „po bożemu” sezonów 1-3, które były solidniej napisane i
      skonstruowane (i nie chcę tu jakoś zacięcie bronić tego serialu, bo
      wiem, że Zwierzowi i tamte sezony mogły się nie podobać, ale z pewnością
      pojawiało się tam mniej wspomnianych przez Zwierza niespójności
      czasowych i geograficznych). ”

      Ja się zgodzę, że były solidnie napisane, acz widmo zguby wisiało nad nim już od początków niemal, a na pewno od sezonu drugiego. Niemniej no w skali 7 sezonów – nawet gdyby pierwsze 3 były wybitne, to sezony 4-7 ściągają nas do poziomu serialu średniego.

  • Marysiup

    A mój mąż nie pozwala mi śmieszkować podczas oglądania GOT. Bo, o raju, „wczuwa się w klimat”. Ktoś byłby chętny na wspólny seans przez skajpa? Może to jest przyszłość i nowa opcja dla Netflixa – grupowe oglądanie online! Btw, naprawdę się polecam, moje komentarze są przezabawne i zawsze w punkt, srsly!

  • szczerze to żałuję że takie oitnb czy voltron nie są wydawane co tydzień.
    nie ma wtedy tylu teorii, gifów, memów
    serial jest znany ale… no własnie. nikt o nim w taki sposób nie mówi

  • Galfryd Dragon

    Pisanie o GoT jako „średnim” jest trendy, wzrasta bowiem klikalność, jak przy każdej kontrowersyjnej opinii. Ta średnia ocen z imdb – 9.5 – i pozycja najpopularniejszego serialu wszechczasów – tym bardziej prowokuje do napadów (no bo z cebulacką racją większości to wręcz trzeba się pospierać). I co do zasady popieram takie podejście, ale akurat przy GoT zupełnie nie. Tzn. uważam, że GoT, pomimo, normalnych w każdym serialu mielizn i płycizn, za serial wspaniały ( nb. który serial nie ma mielizn – taki SHERLOCK to scenariuszowa katastrofa, ukryta za aktorstwem Freemana, sex appealem Cumberbatcha i postmodernistycznym łączeniem klasycznych wątków z XXI wiekiem). Owszem, sezon IV się wlókł niemiłosiernie, ale z kolei sezon VI był najlepszy z wszystkich do tej pory (wspaniałe zakończenia niektórych wątków). Pewna moda na niechęć do GoT ma m.zd. dwie przyczyny – jedna, to ta już wspomniana chęć oporu przed „owczym pędem”. Druga – słabe rozumienie konwencji fantasy. GoT jest znacznie popularniejsza niż kiedykolwiek fantasy będzie, zanurzyło się w świat Westeros mnóstwo ludzi zupełnie poza klimatem i gettem fantastycznym – i te osoby czasami wybrzydzają na, rażące ich mieszczańską estetykę, patenty czy rozwiązania. Valar moghulis! (PS. Co napisawszy zajęczę, że sezon VII póki co jest, fabularnie, KATASTROFALNY. Nie mogę spojlerować, ale wszelkie poczucie prawdopodobieństwa czy racjonalności jęczy, reguły i zasady wprowadzane w poprzednich sezonach są podważane…no, obawiam się poważnie o kierunek, w którym serial zmierza.)

    • zpopk

      Ale ja nie piszę bo kilkalność. Jakby ja zawsze miałam takie same zdanie odnośnie GoT – że to serial rozrywkowy ale żadne arcydzieło. Miło się go ogląda ale dla mnie to dzieło wybitne nie było nigdy – kilkalność mnie nie obchodzi. Zdanie o GOT zawsze miałam takie samo. Sherlock zaś np. uważam że w pierwszym sezonie jest doskonałym przykładem jak mądrze unowocześnić treść, drugi lubię fanowsko, trzeci mogę próbować wyjaśniać czwartego nie uznaję. Widzisz nie mam problemu w tym, żeby po prosu mieć zdanie. Nie spieram się z żadną cebulacką racją. Po prostu zawsze tak oceniałam ten serial. Nie wiem jak regularnie czytasz ten blog ale mi jest trochę wszystko jedno co mówią ludzie o serialach, piszę co myślę. Czasem lubię to co wszyscy, czasem nie. Żadna konspira nie jest potrzebna. BTW – na razie nowy sezon bawi mnie wielce choć rzeczywiście jest miejscami dramatycznie bez sensu

      • Galfryd Dragon

        Na bloga zaglądam rzadziej niżbym chciał, ale zawsze postanawiam się poprawić (jako zagorzały konsument popkultury). Co do zdania o GoT – zawsze się jest pięknie poróżnić. Najlepsze spory są o kulturę i sztukę (o ileż ciekawsze, niż polityczne). Na krytykę GoT reaguję z fanowskim żarem (myślę naturalnie o fandomie fantasy – gdzie dzieło Martina jest wciąż uważane za Arcykanon), wciąż walczę z uczuciem niejakiej paniki na myśl o tabunach niedzielnych fanów GoT, nie mających praktycznie pojęcia o gatunku. Ale w sumie dlaczego się nie mają zachwycać ? Tylko te ich zaskoczenia rozwojem fabuły, ta antyspojlerowa histeria bawiły. Ale już teraz, kiedy serial jest całkiem na własne siły zdany, wszyscy z niepokojem obserwują kierunek, w którym podąża akcja. A póki co, podąża ostro w dół. Bez spojlerowania nic się nie napisze, ale jest źle. PS. Za to mem z kubkami ze Starbucska mnie do łez rozbawił :-)

        • dzieciol

          „Na krytykę GoT reaguję z fanowskim żarem”

          Najgorzej.
          Na najstarszym forum martinowskim mamy to cotygodniowo – jedni chwalą serial, inni jadą jak po burej suce, ale potem wchodzi jakiś użyszkodnik zwykle z 10 postami na koncie i zaczyna bronić serialu przed tymi co po nim jadą. Nie wiem po co i w jakim celu, nic z tego dobrego nigdy nie wynikło.

      • Rademenes

        Jak nie piszesz bo klikalność to robisz podcasty bo słuchalność. Każdy w sieci tak robi. Kto będzie jeszcze pamiętał rozważania na temat kobieta nowym doktorem kiedy wrócicie z podcastem w nowym sezonie? Więc trzeba kuć żelazo puki gorące. Tak samo jest z GoT. Trzeba pisać bo temat jest aktualny. A że własne opinie to oczywiste. Przynajmniej rozszerza horyzonty rzuca nowe światło na temat dla czytających.

        • zpopk

          A nie przyszłijest do glowymnie że to po prostu mnie interesuje? Że nagrywam podcast o Doktorze bo chcę o tym pogadać z Pawłem bo się cieszę? A o GOT piszę bo po prostu miło spędziłam poniedziałek? Serio to jest taka naturlna motywacja.

  • Aga Nessie Nowak

    Otóż ja należę do tego przeciwległego bieguna i łatwiej mi wygospodarować 8 godzin ciurkiem raz na dwa miesiące, niż sumiennie co tydzień o tej samej porze zdanżać ;) na kolejny odcinek — a poza tym nie znoszę cliffhangerów, spisków, knujów i dywagacji, kto pod kim dołki kopie, a kto komu robi koło pióra.

    ALE mimo tych wszystkich zastrzeżeń — tak, bardzo ważny jest ten aspekt społeczny konsumpcji kultury. Tak było dawno temu przy czytaniu kolejnych tomów Harry’ego Pottera, tak było ostatnio z okazji Netfliksowej „Ani”, którą omawiałyśmy z dużym zajęciem na Fejsbuku (niektórzy po obejrzeniu całości, inni po części odcinków). Dzielenie się jakimś zjawiskiem i jego wspólny odbiór z innymi jest jednak sednem POPkultury.

  • wazon

    Też się czuję staroświecka ( tylko nie wiem, czy uroczo), bo tego typu filmy śmiertelnie mnie nudzą. Oczywiście to nie wina filmów, tylko pokoleniowych nawyków percepcyjnych – jak to ładnie brzmi. Tak, że nie mając nic do powiedzenia, pozdrawiam autorkę bloga + wszystkich wpisywaczy.

    • Rademenes

      a jakie cię nie nudzą? Ciekawi mnie co ogląda osoba którą nudzi Got i tego typu filmy.

      • Beryl Autumnramble

        Może woli takie z mniejszą ilością postaci i bardziej zwięzłą fabułą. Na telenowelach, nawet tych fantastycznych, świat się nie kończy.

        • Rademenes

          Chodziło mi o konkretny tytuł, bo ogólnik niewiele mówi.

          • zpopk

            Może osoba jest nieco starsza i bawi ją zupełnie co innego

  • „Watercooler show” – ha, dokładnie! Kiedy zaczął się obecny sezon, wchodzę do biura we wtorek rano i od razu słyszę: „I co, jak Gra o Tron?”.

  • Lilith

    Muszę przyznać, że jest coś uroczego w osobach, które przychodzą powiedzieć, że to wcale nie prawda, że GOT jest średnim serialem, ALE siódmy sezon… xD
    (osobiście Grę o Tron uwielbiam, co prawda ilość przemocy zniechęciła mnie do oglądania po kilku pierwszych epizodach, ale zawsze czekam na opowieści znajomych, co też się w kolejnym odcinku wydarzyło!)

  • GoT jest tym, czym kiedyś była Moda na Sukces, a jeszcze wcześniej powieści:) Tak jak ludzie zbierali się na rynku, żeby posłuchać kolejnego odcinka Sienkiewicza czy Dickensa <3

    Ps. Ja jestem z frakcji która jak przeczytała książkę nie miała z kim pogadać, bo nie było serialu a ludzie wolą czytać kolejne bestsellery z empiku niż fantastykę [*]

  • Darek Woysław

    Tutaj dotykamy największej wady netflixowego modelu. Przez to wypuszczanie całego sezonu na raz, w efekcie serial żyje znacznie krócej. Chyba tylko Stranger Things chyba był dłużej dyskutowany, no i House of Cards, gdy przecierał szlak następnym produkcjom. Ale bez porównania z tym, że bite 10 tygodni ludzie żyją Daenerys i jej smokami, lub tym, czy Bernard jest hostem.