Anakin nie mówi nic ciekawego przez trzy filmy czyli Zwierz ogląda prequele Gwiezdnych Wojen

12/12/2018

Jeśli mamie nie podoba się Lincoln w Bardo to ja już nie wiem czyli książka to nie zawsze dobry prezent na święta

12/12/2018

Kto ma być śmieszny jak nie kobiety czyli Zwierz obejrzał drugi sezon The Marvelous Mrs. Maisel

12/12/2018

Kilka tygodni temu na blogu pojawił się tekst o pierwszym sezoni The Marvelous Mrs. Maisel. Nie będę ukrywać, że mimo wielu pozytywnych opinii a także wątków które całkiem mi się podobały, pierwszy sezon serialu nie skradł mojego serca. A przynajmniej nie w takim stopniu w jakim się spodziewałam. Nie mniej usiadłam do sezonu drugiego, który miał premierę na początku grudnia. I muszę powiedzieć, że tym razem zaskoczyło. Jak rzadko nie mam wątpliwości, że w przypadku tego serialu drugi sezon zdecydowanie przewyższa pierwszy.

Dla niezorientowanych – The Marvelous Mrs. Maisel opowiada historię młodej rozwódki, z dobrej żydowskiej rodziny, która odkrywa w sobie talent komediowy. Talent komediowy, który niekoniecznie współgra z jej codziennym życiem, rodzicami, dziećmi i pozycją w towarzystwie. W pierwszym sezonie bohaterka musiała się zdecydować czy w ogóle chce rozpocząć karierę jako komiczka, w drugim – przyszedł czas by przygotować rodzinę i bliskich na to, że przyjdzie czas kiedy jej dowcipne monologi usłyszy ktoś więcej niż tylko niezbyt trzeźwa widownia małego klubu gdzieś na peryferiach Manhattanu. O ile w pierwszym sezonie dużo było takiego przekonywania bohaterki by spróbowała swoich umiejętności na scenie, to w drugim sezonie chodzi raczej o kierunek w którym ma pójść jej kariera i co będzie musiała poświęcić, jeśli naprawdę zapragnie osiągnąć sukces.

 

Jednak co ciekawe, tym co w drugim sezonie serialu wypada najlepiej, to niekoniecznie opowieść o rozwijającej się karierze w stand-upie. Co prawda w serialu wciąż sporo jest scen, które przypominają, że kobiecie w świecie komedii trudno jest zawsze (a trudniej było na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kiedy rozgrywa się serial) ale wypadają dużo mniej ciekawie niż śledzenie obyczajów i perypetii rodziny bohaterki, oraz właściwie całego szerokiego środowiska nowojorskich żydów z wyższej klasy średniej. W serialu znajdziemy dwa absolutnie fenomenalne odcinki rozgrywające się w letnim kurorcie, do którego na dwa miesiące wakacji zjeżdża się od lat ta sama grupa społeczna – dobrze sytuowanych żydowskich rodzin, które przyjeżdżają w to samo miejsce od lat. Sam ośrodek i pokazane nam obyczaje i tradycje jego gości, to dokładnie takie miejsce w którym za kilka lat rozegra się Dirty Dancing. Ale na to jeszcze nie pora, jeszcze lata pięćdziesiąte nie dobiegły końca i trwa czas swoistej (choć przecież bardzo opresyjnej) niewinności.

 

Drugi sezon to także próba wprowadzenia wątku romantycznego. W pierwszym sezonie z oczywistych powodów nie było nań miejsca. W nowej odsłonie pojawia się jednak idealny kandydat do ręki Midge, przystojny, dowcipny lekarz, któremu, w przeciwieństwie do byłego męża bohaterki, nie przeszkadza za bardzo fakt, że jego ukochana opowiada dowcipy ze sceny. Przystojnego lekarza gra Zachary Levi, który już wyraźnie przypakował na okoliczność grania w nowym filmie DC, więc jest w tym serialu trzy razy większy od wszystkich. Wątek jest całkiem ładny i nawet uroczy, choć niestety – trochę brakuje w nim chemii, więc kiedy pojawia się wizja, że może nic z niego nie wyjść, serce widza nie jest złamane.  Zresztą jeśli chodzi o sercowe perypetie to nie da się nie dostrzec pewnego podobieństwa pomiędzy tym serialem a Gilmore Girls (w końcu to ta sama scenarzystka) – otóż w obu produkcjach, byli mężowie, faceci czy ukochani, nie znikają w pomroce dziejów, tylko nadal odgrywają ważną rolę w życiu bohaterek. Tu jest podobnie – nawet kiedy na horyzoncie pojawia się potencjalnie idealny lekarz, to były mąż – Joel nadal odgrywa ważną rolę w życiu Midge. Z jednej strony to całkiem życiowe – wszak ludzie którzy kiedyś byli małżeństwem, i mają dzieci, rzeczywiście zwykle mają bardzo splątane relacje (zwłaszcza jeśli pochodzą z tego samego środowiska, a ich rodzice nadal spotykają się czasem na gruncie towarzyskim). Z drugiej – pierwszy sezon pokazywał Joela jako człowieka który jest zbyt zakompleksiony i niepewny siebie by wytrzymać z dowcipną, inteligentną i robiącą karierę żoną. Jednak na potrzeby drugiego sezony bohater przeszedł pewną rehabilitację i teraz mamy go nawet lubić. Pozostaje więc pytanie –  skąd te wszystkie problemy skoro bohater ewidentnie zmienił charakter.

 

Trzeba zresztą przyznać, że niezależnie od wątków romansowych i tak najlepszą relację na ekranie i najlepszą chemię bohaterka ma w tym serialu z całkiem realnym (wziętym z historii) komikiem Lennym Bruce. Tak się czasem zdarza, że scenarzyści piszą najlepsze romansowe sceny, wtedy kiedy chcą napisać damsko-męską przyjaźń. Bohaterowie nie są wtedy romantyczni czy czułostkowi tylko po prostu mówią co naprawdę czują. Co jak wiemy jest w sumie najciekawsze. Lenny Bruce, z oczywistych przyczyn raczej nie zostanie ukochanym głównej bohaterki (i dobrze, bo niestety ten zdolny i kontrkulturowy komik, umarł po przedawkowaniu narkotyków w wieku zaledwie czterdziestu lat) ale nie da się ukryć, że jej wszyscy pozostali ekranowi partnerzy bledną przy tej relacji. Serio czasem mam wrażenie, że powinno się wszystkim powiedzieć by pisali romanse tak jak chcą pisać przyjaźnie i byłoby zdecydowanie ciekawiej na ekranie.

 

Co ciekawe – przynajmniej w mojej opinii – tak naprawdę nie jest to sezon o Midge Maisel, młodej komiczce która zaraz odniesie sukces. Drugi sezon to zdecydowanie historia jej ojca – matematyka z Columbii, którego umiłowanie do porządku i niezmiennych mechanizmów funkcjonowania rodziny zostaje wystawione na próbę. W pierwszych odcinkach sezonów Abe wyrusza do Paryża gdzie wyjechała jego żona, przekonana, że nikomu w Nowym Jorku nie jest potrzebna. Później mamy cały wątek rozgrywający się latem, kiedy z kolei Abe odkrywa, że jego córka opowiada po nocy nieprzyzwoite dowcipy na scenie. Ostatnim gwoździem do trumny względnego spokoju jest informacja że jego ukochany syn, pracuje na tajnej rządowej posadzie co ukrywa przed rodziną.  To jak bohater próbuje się w tym wszystkim odnaleźć, jak ze wszystkich jego działań wynika jednak olbrzymia miłość do dzieci, żony i rodziny – to naprawdę ciekawy i doskonale poprowadzony wątek.  Muszę przyznać, że teraz jestem naprawdę zła że Tony Shalhoub nie dostał nominacji do Złotego Globu za tą rolę, bo gra fenomenalnie. Serio w tym sezonie są takie sceny w których po  prostu powinna wjechać srebrna taca z kilkunastoma wyróżnieniami i stanąć obok aktora. Od lat nie widziałam tak dobrze zagranej roli na drugim planie. A jest to rola wymagająca bo trzeba naprawdę odegrać wszystkie możliwe emocje. A przy okazji nie stracić z oczu swojego dość ekscentrycznego bohatera.

 

Drugi sezon serialu jest dużo bardziej eklektyczny (tu dwa odcinki z Paryżem w tle, tam odcinki wakacyjne) ale wychodzi mu to na dobre. Np. doskonały jest odcinek w którym bohaterka i jej przystojny lekarz próbują kupić obraz od bardzo znanego ale niekoniecznie bardzo otwartego na propozycje finansowe malarza. Malarza gra Rufus Sewell co dodaje milion punktów każdej produkcji. Nie mniej cały odcinek – który ostatecznie jest refleksją nad tym, czy można oddać wszystko sztuce i zostawić jeszcze trochę dla innych, tak by normalnie ułożyć sobie życie – jest po prostu doskonały. Jedyny minus – bohaterka twardo nie daje się uwieść biednemu artyście, co moim zdaniem jest problematyczne, bo kurczę… on tak dobrze maluje, tak ładnie mówi, i jeszcze wygląda jak Rufus Sewell. Gdzie tu realizm ja się pytam? Ale żeby nie było tylko o relacjach z mężczyznami – doskonały jest odcinek w którym Midge wraz ze swoją managerką Susie wyjeżdżają na małą i dość nieudaną trasę po klubach. To jak pisana jest ich relacja – przyjacielsko ale bez czułostkowości, z przesuwającym się środkiem ciężkości (raz Susie jest bardziej ogarnięta, raz Midge) to jedna z najsympatyczniejszych kobiecych relacji w telewizji.

 

Muszę powiedzieć, że ogólnie bardzo lubię postać Susie. To z jednej strony dość stereotypowo napisana postać kobiety która nikogo nie potrzebuje i dzięki temu jakoś udaje się jej odnaleźć w męskim świecie (bo jednak świat rozrywki jest tu bardzo męski). Z drugiej – im lepiej ją znamy tym bardziej widzimy, że niezależność bierze się raczej z samotności i ze skomplikowanych stosunków rodzinnych. Susie  nie odrzuca życzliwości innych, wręcz przeciwnie  – widać jak bardzo, mimo całej niezależności, brakuje jej po prostu towarzystwa i ciepła. Przy czym serial nie mówi „Samotne kobiety nie dadzą sobie rady” raczej, sugeruje, że wszyscy chcemy mieć jakichś ludzi w życiu, którzy cieszą się na  nasz widok. I może to być włoska rodzina której podnajmujemy mieszkanie, albo pracownicy letniego kurortu, którzy spędzili całą noc szukając nas po lesie, mimo że w sumie  nawet dobrze nas nie znają.  Susie pozostaje obecnie jedną z najlepiej pisanych postaci takich kobiet które niekoniecznie pasują do swoich czasów pod względem zachowania i wyglądu. Może dlatego, że jednak scenarzystka pisze ją nie jako postać która walczy o akceptację innych tylko kogoś kto ma głęboko gdzieś co wszyscy o niej myślą.

 

Serial nadal jest prześliczny. Śledzenie wszystkich zmian garderoby bohaterki daje prawdziwą przyjemność – zwłaszcza, że na grającej główną rolę Rachel Brosnahan wszystko idealnie leży.  Do tego cudownie wystylizowane kadry i świetnie dobrana muzyka sprawiają, że to wciąż jeden z najładniejszych seriali jakie można oglądać na dostępnych serwisach streamingowych. Przy czym to jest dokładnie ten rodzaj serialu gdzie kilka razy można się głośno zaśmiać – bo dialogi są pisane tak jak Amy Sherman – Palladino, zawsze pisze swojego dialogi – szybko i dowcipnie, ale ostatecznie – najlepszy jest wtedy kiedy pojawia się wątek poważniejszy. Wtedy wszystko wpada na swoje miejsce i po zakończeniu sezonu zostajemy z poczuciem niedosytu ale też z taką  niekoniecznie zabawną refleksją, że w życiu jest jednak sporo rzeczy z których nie ma się co śmiać. Co nie zmienia faktu, że po tym sezonie na trzecią odsłonę historii wspaniałej pani Maisel będę czekać z utęsknieniem. A znając Amazon oznacza to, że przy kolejnej recenzji zobaczymy się za rok.

Ps: W pewnym momencie serialu okazuje się, że służąca w rodzinie bohaterki jest polką. Jakoś to musiałam przegapić ale w pewnym momencie, wypowiada zdanie po polsku. Trudno było się zorientować wcześniej bo z nie wiadomych przyczyn służąca ma na imię Zelda co jak wiemy – nie jest koniecznie najpopularniejszym polskim imieniem w historii.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...