Świecidełka czyli o Ocean’s 8

01/07/2018

Podróż do Indii czyli Brytyjczycy, Indie i „Szpital Good Karma”

01/07/2018

Ranczerzy są zmęczeni czyli o „The Ranch” po raz kolejny

01/07/2018

Ktokolwiek czyta regularnie tego bloga wie, że „The Ranch” od Netflixa jest jednym z ulubionych seriali Zwierza. Smutny sitcom o niezbyt zamożnych ranczerach jest być może jedynym z oglądanych przeze mnie seriali, który opowiada o tej grupie społecznej w Stanach, która w większości mogłaby opowiadać się za partią Republikańską czy rządami Donalda Trumpa. Jednak w swoim piątym sezonie (to znaczy to nie jest piąty sezon tylko piąta odsłona która jednak liczy się za połowę trzeciego sezonu, bo Netflix wypuszcza sezon po połowie) serial wyraźnie stracił tempo.

Układ sezonów „The Ranch” jest mniej więcej taki sam – bohaterowie próbują sobie jakoś radzić, udaje im się stawić czoło większości problemów a kiedy wydaje się, że wszystko będzie dobrze, na bohaterów spada mniejsze lub większe nieszczęście po którym muszą się podnieść. Przez pewien czas ten schemat bardzo dobrze działał – z jednej strony mieliśmy klasyczny motyw sitcomu ze śmiechem widowni z drugiej – taką dość smutną konstatację, że życie współczesnych ranczerów jest trudne i pełne naturalnych i nienaturalnych przeszkód. Dodatkowo serial pokazywał bohaterów którzy niekoniecznie wyróżniają się na tle swojej społeczności – nie są ani inteligentniejsi, ani zdolniejsi ani bardziej zamożni. Do tego podstawą serialu zawsze była opowieść o rodzinie – dokładniej o relacjach wymagającego ojca i jego dwóch bardzo różnych synów.

 

Co poszło nie tak w piątej odsłonie? Zacznijmy od tego, że nowy sezon rozpoczyna się od sytuacji absolutnie podbramkowej. Bohaterowie wydali pieniądze na sąsiadujące ranczo. Co więcej synowie zrobili to za plecami swojego ojca. Ogólnie ranczo staje na krawędzi bankructwa. Jest to właściwie taka sytuacja z której bohaterowie nie powinni się wydostać – nie można wydać kasy w podupadającym ranczu i jakoś jednak związać koniec z końcem. A jeśli można to sytuacja bohaterów wcale nie była taka zła. Serial trochę nie za bardzo wie co zrobić z tą sytuacją w związku z czym… zmienia temat. Niemalże dosłownie – trzeci sezon zawiera przeskok czasowy i ostatecznie twórcy zastępują jedno nieszczęście drugim. Bo większym problemem jest nadchodzący wielki pożar, przed którym trzeba się ewakuować i ponownie nie wiadomo czy ranczo przetrwa. Z jednej strony – Zwierz podziwia twórców za odwagę wystawiania swoich bohaterów na kolejne ciosy. Bo to jest zupełnie w poprzek zwyczajom seriali komediowych. Z drugiej – ile można oglądać jak naszym bohaterom nie wychodzi, jak się starają by tylko znów dostać kopa od świata jest już trochę nużące.

 

Jednak w sumie największy problem kolejnej odsłony The Ranch to brak pomysłu na to co zrobić z bohaterami.  Właściwie nic się tu za bardzo nie zmienia w relacjach – ojciec wciąż kłóci się z synami wymagając od nich niemalże niemożliwego. Znów synowie walczą o uczucie i szacunek ojca. Znów dochodzimy do scen w której obie strony nie są w stanie zupełnie się zrozumieć. I znów ojciec trochę ustępuje, niby się czegoś uczy, znów synowie okazują się nieco mniej bezużyteczni niż mogłoby się wydawać. Znów bohaterkami które starają się wprowadzić jakiś sens do tego wiecznego sporu (podszytego uczuciami i troską) i w jakiś sposób wbić do głowy zarówno ojcu jak i synom że druga strona może mieć sporo racji. Ten cały układ już znamy – i choć wciąż serial ma doskonałe sceny – w tym bardzo poruszające, to w sumie wiemy, że za kilkanaście odcinków wszystko znów się powtórzy. I choć pod koniec sezonu wydaje się, że mamy do czynienia z jakimś przełomem to nie za bardzo widać by twórcy mieli pomysł jak ustawić emocje, relacje i zawiązać węzeł dramatyczny w przypadku kiedy synowie i ojciec żyliby w zgodzie.

 

Inna sprawa – to problem z postacią Roostera. Grający go Danny Masterson został oskarżony przez kilka kobiet o gwałt. Z tego powodu Netflix zdecydował się zakończyć współpracę z aktorem. Co prawda pojawił się jeszcze w tej połowie sezonu, ale od początku było wiadomo, że jego bohater przestanie pojawiać się w serialu bo kolejne odcinki kręcono już bez jego udziału. Twórcy postanowili więc nie tylko doprowadzić do sytuacji w której bohater zniknie (moim zdaniem zresztą ich pomysł jest bardzo średni ale ma ten plus, że nie zabili bohatera więc ewentualnie gdyby Netflix chciał wznowić współpracę to mogą – choć jest to mało prawdopodobne) ale także zmienić jego znaczenie w serialu. Ostatecznie Rooster nie za bardzo cokolwiek w tym sezonie robi i jest postacią co najmniej irytującą. Zawsze był to bohater trochę problematyczny ale jednocześnie dość kluczowy dla serialu. W tym sezonie tylko za dużo pije i jeszcze bardziej podrywa kobiety. Twórcy zachowali się tak jakby chcieli przygotować widzów na fabułę w której Roostera nie ma, ale ostatecznie ta postać strasznie serialowi ciąży. I w sumie każe się zastanawiać czy serial utrzyma swoje dotychczasowe tempo i napięcie bez jeszcze jednego punktu widzenia.

 

„The Ranch” jest dość dobrym przykładem serialu który zdecydowanie musi znaleźć trochę inny schemat opowieści bo ten który przyjęli powoli zaczyna robić się wtórny. A kiedy historia dramatyczna staje się nużąca to zdecydowanie łatwiej dostrzec, że na przykład humor w tym serialu nigdy nie był szczególnie wysokich lotów i poza kilkoma naprawdę zabawnymi momentami, większość żartów żartami nie jest. Osobiście bardzo chciałabym, żeby w końcu ktoś podniósł kwestię dość ewidentnego alkoholizmu bohaterów, którzy właściwie non stop piją, piją i jeżdżą, piją i nie wyobrażają sobie nie picia. Z jednej strony – uważam, że to wielki plus pokazania tego jak wiele jest alkoholu w takim codziennym życiu bohaterów, ale trochę brakuje mi odniesienia się do tego, że fakt iż bohaterowie właściwie zawsze mają butelkę albo puszkę w ręku to nie jest coś bez konsekwencji. Być może pojawienie się dziecka w rodzinie coś zmieni.

 

Przy czym mimo wszystkich moich uwag – wciąż uważam, że naprawdę warto „The Ranch” oglądać. Jak już kiedyś pisałam – to serial kluczowy z punktu widzenia reprezentacji bo pokazuje grupę społeczną którą zazwyczaj kultura popularna albo zupełnie pomija, albo pokazuje romantyczną wizję życia na ranczu. Albo pokazuje ranczerów mających wielkie niesamowicie dochodowe rancza. Tymczasem to spojrzenie na wiejską społeczność Kolorado to naprawdę uzupełnienie luki w pewnej narracji o Ameryce. Kiedy bohaterowie spoglądają na swoje miasteczko – w którym zamykają się sklepy, bary i likwidowana jest szkoła, dochodzą do wniosku, że niedługo miejsce w którym się wychowali i w miejscu które uznawali za dom niedługo pozostanie tylko w ich pamięci. Trudno się dziwić, że tyle osób z tych zamykających się, zapomnianych miejscowości czy Stanów pragnęliby żeby Ameryka znów była wielka i znów można było liczyć że bary będą się otwierać a nie zamykać, a lokalna drużyna może wygrać mistrzostwo Stanowe. Choć serial nie odnosi się bardzo bezpośrednio do kwestii politycznych (choć bardziej pokazuje pewien światopogląd) to pokazuje zupełnie inną perspektywę spojrzenia na to co tak właściwie dzieje się w Stanach. Warto serial obejrzeć by dostrzec, że pewne zjawiska są jednak bardziej skomplikowane niż niekiedy pokazuje nam kultura popularna. I tak na marginesie – to też jest ważna reprezentacja, bo pozwala nam za pośrednictwem kultury lepiej zrozumieć mechanizmy społeczne.

 

Mam nadzieję, że kolejne odcinki The Ranch znajdą jakąś nową równowagę. Być może dobrze byłoby wprowadzić jeszcze jednego bohatera. Pierwsze sezony w dużym stopniu kręciły się wokół faktu, że Colt – bohater grany przez Ashtona Kutchera, wraca do domu po tym jak nie udała się mu kariera w footballu amerykańskim. Jednak teraz Colt jest już ranczerem całym sercem i zyskał szacunek ojca. Dobrze byłoby wprowadzić kolejną postać, która jest w pewien sposób spoza ustalonego układu. Wtedy może udałoby się wrócić do tej fenomenalnej formy z pierwszego i drugiego sezonu. Byłoby dobrze, bo stracić „The Ranch” to pożegnać się z jednym z inteligentniejszych seriali komediowych ostatnich lat.

Ps: Nie wiem czy wiecie ale od pewnego czasu piszę teksty dla Onet Kultura – na razie współpraca trwa przez lato – pojawiły się już trzy teksty (TU, TU i TU) – w których szeroko dyskutuję o serialach. Mam nadzieję, że wam się spodobają. To znaczy mam wielką nadzieję, bo jak rozumiem jak się nie będą czytały to koniec pisania dla Onetu ;)

Ps2: Wiem, że część z was była ciekawa czy bardziej podobał mi się film czy książka „Twój, Simon” – napisałam o tym felieton dla „Lubimy Czytać” gdzie co pewien czas piszę o tym co jest moim zdaniem lepsze, książka czy film.

Ps3: Żeby jeszcze uzupełnić wasze poczucie, że jestem wszędzie łącznie z lodówką. Jeśli wejdziecie na stronę radiowej Trójki i w ostatniej audycji ABC Popkultury Zwierz wypowiadał się na temat Amy Schumer.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...