Jeszcze w szare gramy czyli o „Pozycji obowiązkowej”

01/06/2018

10 mgnień popkultury czyli Zwierza kulturalny długi weekend

01/06/2018

To jest Polska czyli jak niedobrze pisać o kulturze

01/06/2018

Jestem osobą pełną zrozumienia. Wbrew temu co się może wydawać, ze świata Internetu nie lubię konfliktu, nie przepadam za konfrontacją i chcę by wszyscy mnie lubili. Ale jednocześnie – na widok oszustwa cierpnie mi skóra. A na widok plagiatu zaczynam zgrzytać zębami. Zwłaszcza gdy jest to plagiat – z braku lepszego słowa ordynarny. A właśnie z takim mamy do czynienia w tekście Piotra Dobrego o teledysku “This is America”

Ten wpis jest w pewien sposób uporządkowaniem historii którą opisałam w swoim poście na Facebooku. Ponieważ jednak sprawa okazała się nieco bardziej skomplikowana i emocjonalna niż myślałam na początku, uznałam, że uczciwie będzie napisać post który wszystko uporządkuje – a także zostawi ślad w Internecie – trwalszy niż status na Facebooku.

Nie będę ukrywać – na tekst “Tańcz albo giń” z Dziennika Gazety Prawnej (18-20 maja 2018) nie trafiłam sama. Powiedziała mi o nim Aneta Kyzioł – dziennikarka kulturalna Polityki. Sama pisała o “This Is America” i przyznała, że spodobały się jej zawarte w tekście tezy, ale sprawiały wrażenie dziwnie podobnych do tych które czytała w jednym z Internetowych opracowań. Sama nie miała się czasu tym zająć. Poprosiłam ją więc by pożyczyła mi pozostawiony z gazety artykuł. Ja miałam czas sprawdzić czy aby to dziwne podobieństwo jest czymś więcej.

 

Początkowo wiedziałam tylko o problematycznych fragmentach „podobnych” do tekstu w Medium. Te zaznaczyłam na początku

Nie ukrywam – nie podejrzewałam że znajdę coś więcej niż taką nie podpisaną inspirację która zdarza się wielu autorom. Niepodpisana inspiracja to przypadek w którym autor niby pisze sam ale tezy są bardzo podobne do postawionych przez innych autorów. To nieco mniej niż zwykły plagiat – bo polscy autorzy zwykle przepisują to własnymi słowami, ale jednak – niezbyt dobra dziennikarska praktyka. Ale praktyka o tyle trudna do wykorzenienia że wielu dziennikarzy (czy może wypadałoby bardziej powiedzieć pracowników mediów) nie robi tego specjalnie. Inna sprawa – nie ma nic złego w inspirowaniu się istniejącymi już tekstami i materiałami – o ile poprzestajemy na inspiracji i nie zapominamy podziękować komu trzeba.

 

Radek Pisula wskazał mi, że w tekście są fragmenty które powinny być zaznaczone innym kolorem – bo te fragmenty są „inspirowane” tekstem w magazynie Rolling Stones

Ku mojemu zdziwieniu znalazłam coś zupełnie innego. Znalazłam tłumaczenie. Po prostu – tłumaczenie angielskich fraz na Polski – wklejone w tekst jak własne. Co więcej – nie dotyczyło to tylko jednego tekstu – jak się początkowo wydawało, ale dwóch. Tu z kolei pomógł mi Radek Pisula, który przyglądając się artykułowi z Dziennika Gazety Prawnej zdał sobie sprawę, że dostrzega w nim fragmenty tekstu z Rolling Stones. Po sprawdzeniu okazało się, że w całym tekście tylko dwa akapity nie stanowią mniej lub bardziej kreatywnego tłumaczenia.

Tu pewnie część z was może pomyśleć – ej nie przesadzajmy, przecież autor może czerpać z różnych tekstów inspiracje. Aby wam pokazać skalę problemu zestawię ze sobą kilka cytatów.

Oto na przykład cytat z artykułu „Tańcz albo giń” z Dziennika Gazety Prawnej:

“ I kiedy chór kościelny śpiewa “Babcia powiedziała mi: bierz swoje pieniądze, czarny człowieku!”, trudno jednoznacznie orzec czy to wołanie o odszkodowanie za setki lat cierpień czy apel o popłynięcie na fali drapieżnego kapitalizmu. Naturalna chęć przetrwania podpowiada raczej to drugie rozwiązanie, a więc świadome uczestnictwo czarnych w niemoralnym systemie, który ich kryminalizuje, ale zarazem daje profity. Sprawiedliwość wymaga jednak wyciągnięcia ręki po rekompensatę za krzywdy. Przykra rzeczywistość wygląda natomiast tak, że Afroamerykanie od pokoleń starają się osiągnąć oba cele i ostatecznie nie osiągają żadnego”

A to fragment artykułu  Kitany Harrison “The Difficulty in Defining Donald Glover’s ‘This is America’”ze strony Medium:

“When the choir raises their voices to sing, “Grandma told me, ‘Get your money, Black man!’” I can’t tell if it’s a cry for reparations or a call to dive headfirst into the rapacious, winner-take-all capitalism of America’s streets and boardrooms. And while I’m not convinced that this uncertainty isn’t deliberate (a slippery way of not alienating anyone), that tension is at the heart of the truth Glover is telling. Survival demands that Black people participate in an immoral, capitalist system that brutalizes them, and justice demands the wealth built on the backs of our stolen ancestors be returned to us. We try to achieve both and end up accomplishing neither.”

Taki wstęp mamy w tekście Dobrego:

“Aby pojąć fenomen “This is America”, trzeba w pierwszej kolejności zrozumieć, że to coś więcej niż klip. To musical. Piosenka i obraz tworzą nierozerwalną całość, która przynależy do obu światów: muzyki i filmu”

Autorka na stronie Medium pisze zaś tak:

“This is America is a musical — the song and the visuals can’t really be separated.”

Tekst Dobrego:

 “Znamienne, że w “This is America, w ogóle nie pojawiają się biali sprawcy. Nawet w scenie ewokacji masakry w Charleston to Glover pociąga za spust. A jeśli w klipie widać ślady brutalności policji to nigdy na pierwszym planie. Dlaczego?”

Tekst z Medium:

“ (…)most notably, This is America contains no White perpetrators. Even when the Charleston massacre is crudely re-enacted, it is Glover who pulls the trigger. Why?”

“There are hints of police brutality sprinkled throughout the video, but never in the foreground”

Tekst Dobrego:

 

“Teledysk “This is America” zabiera nas w groteskowo-makabryczną podróż po kraju gdzie rozrywka jest ważniejsza niż sprawiedliwość”

Tekst z Rolling Stones “Donald Glover’s ‚This Is America’ Is a Nightmare We Can’t Afford to Look Away From” (napisał: Tre Johnson):

“Both works take his audience on a macabre journey through a nation where entertainment is more important than justice.”

Tekst Dobrego:

“ Tymczasem dzieci nie ustają w tańcu, całkowicie zobojętniałe na okropieństwa obok, A te które nie tańczą, nagrywają wszystko smartfonami. Normalizacja przemocy na tle rasowym odbywa się kosztem nie tylko czarnego życia, ale i czarnej niewinności”

Tekst z Rolling Stones:

“ The children dance unfazed all the while, each time bearing a different type of witness to what’s happening. A child is the one to handle Glover’s weapon after each shooting, and it’s children who sit in the rafters above, recording the bedlam with their phones. Our normalization of racist violence has come at the cost of not only black lives, but black innocence.”

Tekst Dobrego:

“Ale za co? Za ujawnienie prawdy o Ameryce? A może porywacze planują po prostu zawrócić Glovera, do scenariusza przypisanego mu w kulturze, w której czarny artysta nie jest podmiotem lecz zabawką? (…) Tańcz albo giń”

Tekst z Rolling Stones:

“ Why are they trying to capture him: for causing so much destruction, or for revealing the truth about our country? As the mob closes in on him, the thought occurs that his captors plan to return Glover to his scripted role in a culture where the black entertainer isn’t a mirror, but a toy. This is America. Shut up and dance.”

 

(w przypadku ostatniego cytatu chciałabym się odnieść do zarzutów autora tekstu, że „Shut up and dance” to nie to samo co „Tańcz albo giń”. Istotnie nie to samo ale ponieważ kończy niemalże identyczny akapit, i utrzymuje podobną kadencję to widzę w tym nie tyle autorskie zdanie co kreatywny przekład. Gdyby pojawiło się bez kontekstu całego akapitu, wtedy sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej).

 

To tylko niektóre cytaty. Wybrałam te gdzie właściwie mamy tekst jeden do jednego. Jest w artykule kilka przykładów gdzie autor skraca wyjściowy tekst – ale wciąż pożycza frazy i tezy. Jest to na tyle daleko posunięte, że nie można mówić o zwykłej inspiracji – bardziej o kreatywnym tłumaczeniu, czy zaangażowanym przepisywaniu.

Pewnie zastanawiacie się czy autor odniósł się do zarzutów. Tak odniósł. W rozmowie na Facebooku zostawił dwa komentarze. Na początku stwierdził, ze tłumaczy się tylko winy, i ma na tyle szeroką widzę, że nie korzystał z amerykańskich tekstów choć rozmawiał z amerykańskimi znajomymi. W kolejnym komentarzu stwierdził,  że nie natknął się na tekst z Medium, a jeśli coś jest podobne to musiało mu zostać w pamięci po researchu, bo autor pamięć ma dobrą. Natomiast stwierdził, że mamy do czynienia z polowaniem na czarownice które pozwala nam sobie pofolgować. Po przedstawieniu podobieństwa z innym tekstem autor stwierdził, że podobieństwa wynikają z naturalnie nasuwających się skojarzeń. Autor przyznał, że nie będzie się więcej zaperzał bo ma swoją prywatną prawdę o tym co się wydarzyło – prawdę która wygląda tak, że nie popełnił żadnego błędu. Tak wyglądała jak na razie nasza wymiana zdań – którą każdy może przeczytać na Facebooku .  Z premedytacją nie wrzucam screenów wypowiedzi bo zdaję sobie sprawę, że takie działanie często zaostrza sytuację.

Żeby było jasne. Nie znam autora tekstu i nic do niego nie mam. To znaczy mam – nie powinien przepisywać fragmentów cudzych tekstów i podawać ich jako własnych. Zwłaszcza w przypadku kiedy obok zwykłej perfidii plagiatu dochodzi jeszcze ten nieprzyjemny kontekst polegający na tym że pan bierze tekst czarnoskórej kobiety a potem podaje go jako przemyślenia białego mężczyzny. Oto piękny przykład jak kształtuje się w świecie przekonanie o tym kto jest najbardziej predestynowany do tego by prowadzić dominującą narrację o kulturze. Ten kto najlepiej przejmuje cudze wnioski.

Inna sprawa – nie jestem wcale takim surowym sędzią. Jestem po prostu zdania, ze z takiej sytuacji istnieje tylko jedno wyjście. Przeprosić, pokajać się i zamieścić sprostowanie w Gazecie. Nic więcej nie da się zrobić, potem wystarczy nie grzeszyć więcej i zostanie odpuszczone. Czego z pewnością jednak nie należy robić, to iść w zaparte i sugerować, że jesteśmy w stanie zapamiętać całe akapity cudzych tekstów ale zupełnie wylatuje nam z głowy, że gdzieś je przeczytaliśmy. A jak już nam się zdarza podkraść początek i koniec tekstu to jest niemal pewne, że gdzieś zadzwoni nam w głowie, że to chyba nie my jesteśmy tacy genialni. To jest w sumie jeszcze bardziej paskudne od plagiatu – bo jest to po prostu bezczelne naginanie prawdy, wykrzywianie rzeczywistości i za przeproszeniem – robienie z nas głupków, którzy widzą dwa identyczne akapity w dwóch tekstach napisanych po dwóch stronach oceanu i mamy uwierzyć, że to kosmiczny przypadek.

Są w Internecie ludzie którym znalezienie plagiatu czy błędu dostarcza sporo radości. Nie należę do tej grupy. Nie lubię stawać oko w oko z plagiatem bo to oznacza tylko jedno. Konieczność wyjścia z jakiejś strefy komfortu i powiedzenia głośno – Pan X zachował się w sposób niedopuszczalny. A potem trzeba się zastanawiać nad tym jak zachować spokój i rozwagę w sytuacji gdy osoba po drugiej stronie reaguje agresywnie. Zresztą nie ukrywajmy – serio to nie jest fajne, wiedzieć, że pewnie komuś się zepsuło długi weekend. Ale z drugiej strony – nie jest fajne okradanie niczego nie świadomych autorów z ich tekstów, nie jest fajne korzystanie z tego, że polski czytelnik prasy papierowej być może nie zna bardzo dobrze artykułów anglojęzycznych, nie jest fajne zapominanie o tym do czego służą cudzysłowy czy nawet przypisy z czego się korzystało przy pisaniu. Nie jest fajne że część osób po przeczytaniu artykułu będzie przekonanych, że dziennikarz jest błyskotliwy i rzetelny, podczas kiedy tylko błyskotliwie korzysta z Google.

Mogłabym napisać poradnik dla dziennikarzy jak robić dobry plagiat. Taki, żeby nikt się nie zorientował. Taki w którym przestawiacie kolejność słów w zdaniu, rozbijacie akapity, korzystacie z tak wielu źródeł że właściwie bez zestawu małego detektywa nie da się tego rozszyfrować. Przepisujcie z tekstów francuskojęzycznych bo te mniej osób czyta. Ale tak naprawdę ów poradnik ograniczyłby się do jednego zdania. Nie rób plagiatu. Nie warto. Nie tylko ty masz Internet.

 

Ps: Żeby było jasne – gdyby te same fragmenty były w cudzysłowie nie mielibyśmy tej rozmowy. Serio to jest w tym najciekawsze – dokładnie dwa uderzenia palcem w klawiaturę, bo tyle wymaga zrobienie cudzysłowu przy cytowanym tekście,  dzieli kompilację od plagiatu.  Jedno jest dopuszczalne, drugie absolutnie nie.

Ps2: Po pierwszej odpowiedzi autora tekstu który nie wykazał żadnej skruchy czy nie powiedział „Sorry, my bad” uznałam, że wyślę wiadomość do autorki tekstu na Medium. Głównie dlatego, że wydaje mi się, że w tym przypadku to jedyne rozsądne zachowanie. Zwłaszcza, że nie należy wziąć pod uwagę, że o ile autorka na Medium pieniędzy za swój tekst nie dostała, to jak mniemam autor w DGP pieniądze dostał.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...