Blog poniekąd polityczny czyli jak wszystko rozumieć i na nic się nie zgadzać

16/07/2017

Szczęśliwa Trzynastka czyli witajcie w nowym świecie.

16/07/2017

Do trzech razy sztuka czyli o Spider-man: Homecoming (bez spoilerów)

16/07/2017

Zwierz przyzna wam szczerze, że od pewnego czasu filmy super bohaterskie, pozostawiały go z pewnym uczuciem niedosytu. Choć zdarzały się produkcje całkiem udane jak np. Doktor Strange to coraz częściej zwierz wychodził z kina zastanawiając się, czy kiedykolwiek poczuje jeszcze na Sali kinowej taką miłą lekkość jaka towarzyszyła pierwszym seansom Iron Mana czy Avengers. Okazało się, że odpowiedź przyszła z najmniej spodziewanej strony. Bo kto by się spodziewał, że przyniesie ją Spider-man.

Trzeba zaznaczyć na początku, że Spider-man to być może najmniej lubiany przez zwierza bohater komiksowy. Trudno powiedzieć dlaczego, bo przecież to postać pisana, przynajmniej od pewnego czasu dość dowcipnie ale jakoś zwierz nigdy nie miał ochoty za dużo myśleć i czytać o Peterze Parkerze. Co do ostatnich ekranizacji to zwierz musi wam szczerze przyznać, że Spider-man Sama Ramiego jest jednym z tych filmów, które wywołują w nim irytację nawet dziś (a przecież minęło tyle czasu) – zwłaszcza trzecia część która jest po prostu zbiorem chaotycznych scen. Co do Amazing Spider-man to zwierz jest wielkim fanem castingu Anderw Garfielda w tej roli ale jednocześnie – kurczę, nawet przy niezłej pierwszej części nie sposób obronić drugiej odsłony przygód Człowieka Pająka. Jej jakie to było złe, chaotyczne i całkowicie pozbawione dobrych pomysłów. Do tego, przeciwnicy Spider-mana byli karykaturalni i mało interesujący. Stąd też podejście trzecie do bohatera i jego przygód jakoś nie budziło w zwierzu entuzjazmu, bo trudno się pozytywnie nastawiać do trzeciej próby nakręcenia tej historii dobrze.

 

Dopiero za trzecim razem udało się stworzyć nie tylko fajnego Spider-mana ale też Petera Parkera którego można polubić.

Jakie było zdziwienie zwierza kiedy okazało się, że tym razem się udało. Nowy film o Spider-manie nie tylko jest najlepszą propozycją filmową o człowieku pająku ale też – jednym z lepszych filmów z MCU jaki nam ostatnio zaproponowano.  Zwierz nie spodziewał się, ze użyje tego słowa w stosunku do kolejnej produkcji Marvela o super bohaterach ale ten film jest… świeży. Lekki. Inny. Widzicie większość produkcji o super bohaterach, zwłaszcza tych które dopiero zaczynają cykl przygód danej postaci w MCU (czy w jakimkolwiek innym filmowym uniwersum), wygląda mniej więcej tak samo. Poznajemy bohatera, bohater dostaje super mocy, uczy się ich zalet, uczy się ich wad, przeżywa kryzys, zostaje podniesiony na duchu, odkrywa przestępcę, pokonuje przestępcę (albo innego przeciwnika), ratuje świat, całuje dziewczynę (albo robi coś w tym stylu), koniec filmu. Schemat czasem się nieco zmienia ale w sumie człowiek ma wrażenie, że w kółko ogląda te same sekwencje. Nawet jeśli bohaterowie są fajni (jak Strange) to przy drugim oglądaniu zaczyna się robić nudno i można tylko grać w specyficzne bingo dla super bohaterów.

 

Spider-man nie ratuje świata tylko dba o porządek w Queens, dzięki temu bliżej mu do bohaterów serialowego MCu które jest bardzo lokalne

Co jest innego w Spider-manie? Przede wszystkim bohater ma już swoje moce kiedy go poznajemy. Nie musi kombinować co się stało, ani przeżywać dramatu, że jest inny. Nie ma też problemu ze znalezieniem dla siebie misji. Wie, że powinien walczyć z przestępcami i czeka aż Tony Stark wyznaczy mu jakąś większą misję i pozowali mu dołączyć do Avengers. Jak na razie głównie zostawia wiadomości na automatycznej sekretarce ochroniarza Starka. Przy czym film ładnie pokazuje, że zwalczanie przestępczości – nawet jeśli tylko w jednej dzielnicy Nowego Jorku niekoniecznie jest takie proste jak może się wydawać. I to nie z powodu jakichś moralnych oporów, tylko że po ulicach biegają raczej złodzieje rowerów niż wielkie gangi. No a poza tym nasz bohater jest nastolatkiem i walkę z przestępcami musi realizować po lekcjach – zresztą i tak dla bycia Spider-manem zrezygnować z wielu zajęć poza lekcyjnych i przynajmniej zwierz nie mógł przestać myśleć o tym jak to zaważy na jego przyjęciu na studia. Całość oczywiście trzyma w tajemnicy przed rodziną i znajomymi choć trzeba przyznać, że nie jest w tym tak dobry jak wielu jego poprzedników.

 

Choć wydawało się to nie możliwe, tym razem obyło się bez patosu.

Skoro zostanie członkiem Avengers nie jest takie oczywiste Peter próbuje jakoś pogodzić swoje prywatne śledztwo odnośnie ludzi nielegalnie sprzedających broń która korzysta z technologii obcych z normalnym życiem nastolatka, który chce bawić się Lego z najlepszym przyjacielem, zabrać ładną dziewczynę na bal absolwentów i może nie podpaść za bardzo opiekuńczej ciotce. Oznacza to ni mniej ni więcej, że w tym filmie nie znajdziemy wątku ratowania świata – wręcz przeciwnie, Spider-man jest tu bliższy serialowym bohaterom Marvela, którzy próbują otoczyć super opieką najbliższą okolicę. Zwierz miał w ogóle wrażenie, że tak napisany Spider-man stanowi dobry pomost pomiędzy bardzo lokalnymi bohaterami serialowego uniwersum Marvela a ratującymi świat i wszechświat Avengersami. Jednocześnie ta decyzja by historia rozgrywała się nieco bardziej lokalnie prowadzi nas do przyjemnego filmu gdzie przez większość czasu oglądamy młodego bohatera na tropie. Tak moi drodzy, ta super bohaterska produkcja ma w sobie więcej z młodzieżowej produkcji , gdzie chodzi o lokalną przestępczość (coś jak Veronica Mars) niż z udaremniania kolejnej kosmicznej katastrofy. To miła odmiana. Zwłaszcza że ładnie pokazano, iż prowadzenie śledztwa i przyłapanie kogoś na gorącym uczynku wcale nie jest takie proste. I łatwej złapać kogoś kto rozwala całe miasto, niż przestępcę który stara się działać cichaczem.

 

Spider-man zwykle miał spore problemy z dobrze napisanym czarnymi charakterami. A tu udało się stworzyć jednego z najlepszych przeciwników w całym MCU

Udało się też w końcu fajnie wyważyć super bohaterskie przygody Spider-mana z jego szkolnym życiem. A Peter Parker ma to szkolne życie takie trochę banalne, jest na uboczu ale bez przesady – nikt nim aż tak strasznie nie pogardza, a śliczna dziewczyna w której się podkochuje wcale go nie ignoruje. Jednocześnie wprowadzenie najlepszego przyjaciela, który o wszystkim wie sprawia, że odpadł nam ten straszny, przepojony cierpieniem wątek skrywania wielkiej tajemnicy. Do tego udało się rzeczywiście pokazać bohatera jako dzieciaka który wolałby pewnie iść na imprezę do znajomych czy popluskać się na basenie w czasie szkolnej wycieczki, niż walczyć z przestępczością. Ale jednocześnie – udało się to pokazać bez dramy, rozważań nad poczuciem obowiązku itp. Peter Parker to miły chłopak, a jego życie bywa nieco trudniejsze od rówieśników ale nie jest przepojone etycznymi wyborami czy cierpieniem. Co jest dobrą decyzją bo ileż można oglądać ten sam wątek. Do tego szkoła Parkera jest fajna – pełna zróżnicowanej młodzieży, które to postacie – nawet niezbyt przyjemny znajomy z drużyny naukowej – są napisane z wyraźną sympatią do młodych ludzi. Udało się stworzyć film który nie pokazuje młodzieży jako bandy niemiłych i samolubnych idiotów.

 

Film strasznie fajnie rozgrywa wątek MJ – bohaterki której zwierz zwykle nie lubi a tu czekał na każdą jej kwestię

Wielu widzów którzy widzieli tylko trailer bali się, że w filmie będzie za dużo Starka i będzie to film bardziej o nim niż o Spider-manie. Tymczasem wątek obecności Starka w życiu Petera bardzo dobrze rozegrano. Pojawia się co pewien czas i próbuje być dla młodego człowieka mentorem czy nawet takim trochę ojcem, co niekoniecznie wychodzi wszystkim na dobre. Zresztą ten film bardzo dobrze pokazuje nam jak bardzo Tony Stark się nie zmienił – wciąż dbając o to by w świecie super bohaterów sprawować kontrolę nad wszystkim. To on posiada kostium Spider-mana ale też firmę zajmującą się sprzątaniem po wszelkich super bohaterskich zniszczeniach. Nie trudno dostrzec, że choć Stark nie handluje już bronią, to nie zapomniał jak się robi majątek na konfliktach.

 

Choć Stark pojawia się tylko w roli drugoplanowej to dość dobrze widać, że jego bohater wcale się tak bardzo nie zmienił od czasu kiedy sprzedawał broń wszystkim stronom konfliktu.

Trzeba zresztą stwierdzić, że ten leciutki i bardzo dowcipny film (nareszcie – od dłuższego czasu zwierz się tak bardzo i często nie śmiał na filmie Marvela) ma jeszcze jedną zaletę. Bardzo dobrze podnosi kwestię z którą próbował się zmierzyć nie jeden film – ostatnio chyba najbardziej Batman. Jak obecność super bohaterów wpływa na ludzi i czy przypadkiem nie jest tak, że sama obecność walczących ze złem tworzy nowych złoczyńców. Właściwie cały główny wątek- sprzedawcy broni korzystającej z tego co pozostawili na ziemi kosmici w czasie pierwszych Avengers – jest takim typowym wątkiem społecznym. Super bohaterowie coś zrobili, coś zniszczyli, ale kto na tym zarobi, kto zyska, jak ułożyć sobie życie w tym zupełnie innym świecie. Jest w tym całkiem sporo inteligentnych pytań i komentarza społecznego odnośnie tego, czego nie widać z wysokiej wieży Tony’ego Starka. Zwierzowi bardzo się ten wątek podobał, zwłaszcza, że mamy już tyle filmów o super bohaterach że czas spojrzeć na to jak wpływają na „zwykłych ludzi”. Zresztą bardzo fajnie w filmie wprowadzone są elementy które przypominają że super bohaterowie pojawiają się w codziennym życiu mieszkańców tego świata – o wydarzeniach z Civil War Peter Parker uczy się na wiedzy o społeczeństwie, a video z Kapitanem Ameryką nauczyciel pokazuje na lekcji wf. Zwierzowi bardzo podobało się, że nareszcie zobaczył trochę zwykłego, normalnego świata, który czasem w tych wszystkich filmach ginie.

 

Szkolne życie Parkera i jego przyjaźń z Nedem nie znikają z filmu kiedy zaczyna się coś dziać. I dobrze bo codzienność w świecie super bohaterów potrafi być ciekawsza niż walka z kolejnym złoczyńcą.

 

Trzeba też powiedzieć, że bardzo się udał ten film obsadowo. Tom Holland nie tylko wygląda odpowiednio młodzieńczo (co prawda nie na 15 lat ale ma w sobie dużo więcej młodzieńczej kanciastości niż jakikolwiek wcześniejszy Peter Parker) ale też umie grać. Robi bardzo sympatyczne wrażenie jak zdolny (na całe szczęście nie zapomniano, że to powinien być młodociany geniusz) ale też po prostu sympatyczny dzieciak który ucieszy się na myśl o składaniu Gwiazdy Śmierci z klocków Lego. Co nie zmienia faktu, że jest w filmie scena w której widzimy, że ten cały Spider-man nawet z świetnym kostiumie, to jeszcze dziecko. Jest taka scena w której nasz bohater jest autentycznie przerażony a widz sprowadzony na ziemię – nie ogląda pewnego siebie dorosłego, ale dzieciaka któremu jeszcze nie przyszło do głowy, że może się mu stać coś naprawdę złego. Doskonały jest Michael Keaton – jako jeden z najlepiej napisanych złoczyńców w MCU. Obsadzenie tego (nareszcie przeżywającego renesans kariery) aktora w roli przeciwnika Spider-mana ma o tyle sens, że jak Keaton coś gra to mu wierzymy, ufamy i nawet rozumiemy. To zupełnie zmienia dynamikę pomiędzy bohaterem a jego przeciwnikiem. Dużo kontrowersji wzbudził fakt, że MJ zagrała Zendaya, ale to jest tak fenomenalnie pomyślana rola, że stanowi chyba najlepsze wyjście z sytuacji „ Peter Parker musi koniecznie być beznadziejnie zakochany”. Ogólnie jeśli chodzi o wątki romantyczne to film bardzo ładnie się sprawuje.  Głównie dlatego, że prawie ich nie ma. Warto jeszcze zaznaczyć, że młodsza ciotka May grana przez Marisę Tomei, to bardzo dobry pomysł. Także dlatego, że film potrafi się z tej zmiany wieku śmiać ale przede wszystkim, dlatego, że to jest „jakaś” postać z którą bohater jest naprawdę związany, a nie jakaś starsza pani w tle, która głównie prawi morały.

Tom Holland może nie wygląda na lat 15 ale nareszcie człowiek nie zastanawia się dlaczego 30 latek gra nastolatka

 

Spider-man: Homecoming jest filmem który przywraca wiarę zwierza w MCU. A właściwie w to, że da się jeszcze opowiedzieć w ramach tego uniwersum lekką, zabawną historię, która w pełni wykorzysta fakt, że mamy już kilkanaście filmów składający się na świat filmowych super bohaterów. A jednocześnie ten film, w przeciwieństwie do bardzo wielu produkcji, nie sprawia wrażenia jakby był wielkim trailerem kolejnych przygód bohatera. Wręcz przeciwnie – gdyby nie nakręcono już żadnego innego filmu o samodzielnym Spider-manie ten nadal by się bronił jako dobrze opowiedziana, zamknięta w sobie historia. To bardzo przyjemna odmiana i także zaskakujący powiew świeżości. Zwłaszcza tego lata kiedy od wielkich wytwórni dostawaliśmy głównie filmy, które przypominały wszystkie pozostałe filmy, które już widzieliśmy. I kto by pomyślał, że akurat taki – zupełnie przez zwierza nie wyczekiwany- Spider-man okaże się produkcją z której wychodzi zwierz z uśmiechem i właściwie bez zastrzeżeń. Do kina! Będziecie się dobrze bawić.

Ps: Gdyby ktoś w Marvelu był naprawdę niesamowicie odważny to całe Infinity War byłoby nakręcone dokładnie tak jak całe wspomnienie wydarzeń z Berlina w Spider-manie.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Marta Graca

    Zndaya gra Michelle, nie MJ

    • Michelle Jones, do której przyjaciele zwracają się po inicjałach: MJ.

      • Um, Zendaya to chyba gra Liz, nie?

      • Marta Graca

        lol, nie wiem trochę co o tym myśleć… dziwna decyzja ze strony Wattsa

        • Beryl Autumnramble

          Jak powiedziała Rusty, prawdziwa trollerka byłaby, gdyby Liz miała na imię Mary.

  • Ja jakoś tak chyba zupełnie nie jestem targetem tego filmu. Żarty mnie jakoś szczególnie nie bawiły, a wręcz irytowały, bo wyraźnie twórcy nie wierzyli w swą historię i asekurancko postanowili zwieńczyć humorystyczną wstawką niemal każdą scenę. Zresztą rzeczy typu „Penis Parker” czy „What the fuck?” dawno przestały mnie bawić. Nie podszedł mi Spider-Man, który ratuje ludzi nie z poczucia odpowiedzialności, ale dlatego, że chce zaimponować Starkowi. Zawiodłem się też strasznie wątkiem szkolnym, bo poza Nedem nie ma tam właściwie ani jednej ciekawej, wyróżniającej się postaci, a w wątku miłosnym nie czuć żadnej chemii. Jedyne, co na plus, to: zdecydowanie czarny charakter (ma ciekawe motywacje, jest cudownie zagrany), Tom Holland (jest uroczy, mimo że sposób, w jaki rozpisano Parkera mnie irytował) i Jacob Batalon (jego Ned jest absolutnie fantastyczny, mimo że wpisuje się w stereotyp znającego się na wszystkim pulchnego kujona). Ale mimo tych zalet wyszedłem z seansu ze skwaszoną miną.

  • wazon

    Trudno mi się dołączyć do dyskusji, bo organicznie nie znoszę takich filmów. Ale nie chcę ich krytykować, bo to w końcu tylko kwestia gustu a może i pokoleń. Kiedyś nawet próbowałam zmienić zdanie i zaczęłam jeden film oglądać. Przez 15 minut wytrzymałam…A potem wzięłam się za gotowanie zupy pomidorowej z ryżem, natchnął mnie kolor peleryny, a gotowanie po rozrywce było bardzo zajmujące.

    • Shakuahi

      Zawsze tak jest, widzę pomidorowa, myślę „hurra”, potem doczytuje, że z ryżem i chce mi się pytać „but why?”. ;)

      • Pomidorówka tylko z ryżem <3

        • Shakuahi

          Tak sobie myślę, że fajnie by było teraz zacząć taką dysputę ios vs android tylko z pomidorową z ryżem po jednej stronie a z makaronem po drugiej. ;) specyfikacja makaronu jest idealna dla środowiska pomidorowej. :D

          • i_am_keyser_soze

            Ja twardo reprezentuję stronnictwo lanych klusek.

  • Gizmo

    Nie byłam jeszcze na filmie (zwykle nie czytam recenzji przed seansem filmu, który i tak planuję zobaczyć, ale tym razem skusił mnie dopisek ‚bez spoilerów’ i bardzo dobre opinie o filmie na Mirriel), wybieram się w przyszłym tygodniu, najchętniej jutro. Więc na temat „Spidermana” jako takiego się nie wypowiem (aktor bardzo przypadł mi do gustu już przy „Civil War” i właściwie tyle na ten temat), ale bardzo mnie ubódł podpis pod fotosem Tony’ego Starka, a w każdym razie jego końcówka: ‚kiedy sprzedawał broń wszystkim stronom konfliktu’. Tony Stark – przynajmniej ten z MCU, innych wersji nie znam – sprzedawał broń tylko i wyłącznie amerykańskiej armii, marynarce i lotnictwu. Nie zauważyłam, żeby gdziekolwiek w filmach zostało powiedziane, że sprzedawał ją choćby innym członkom NATO, choć jest to bardzo prawdopodobne, bo jakoś nie wyobrażam sobie, żeby operował taką fortuną tylko dzięki handlowi z własnym krajem. Ale. Nigdy nie sprzedawał broni przeciwnikom USA. Tego naprawdę nie można mu zarzucić. Był przerażony, kiedy zobaczył swoją broń w rękach terrorystów; pewnie, co najmniej część jego reakcji spowodował fakt, że był tych terrorystów więźniem i jego własna broń była wymierzona przeciwko niemu samemu, ale z pewnością nie podobałby mu się posiadanie jego broni przez terrorystów czy jakichkolwiek innych wrogów USA również wtedy, gdyby dowiedział się o tym, siedząc w warsztacie swojego domu w Malibu. Tony nigdy nie był ideałem i nie jest nim nadal – co mi się zresztą bardzo w tej postaci podoba, bo czyni ją ludzką i prawdopodobną – ale zawsze miał granice, których nie przekraczał, i należało do nich niesprzedawanie broni wrogom USA. I nie sądzę, żeby sprzedawał ją poza NATO… o ile w ogóle sprzedawał ją krajom NATO. Więc pisanie, że kiedykolwiek sprzedawał broń ‚wszystkim stronom konfliktu’ jest wg mnie nie fair.

  • Byłam wczoraj w kinie i chętnie zamiast rozwałki promu albo samolotu, obejrzałabym więcej scen z codziennego życia. Albo chociaż jakichś miniodcinków czy nawet vloga Petera, to byłoby świetne!

  • Agata Ertner

    „Ps: Gdyby ktoś w Marvelu był naprawdę niesamowicie odważny to całe Infinity War byłoby nakręcone dokładnie tak jak całe wspomnienie wydarzeń z Berlina w Spider-manie.”
    Poproszę! Raz, na wynos! :D