Errata do prostego opisu dziejów czyli nad korespondencją Szymborskiej i Herberta

16/04/2018

10 lat szukania bohatera czyli Zwierzowy ranking filmów Marvela

16/04/2018

Rzucaj w artystę pieniądzem czyli dlaczego nikt cię nie narysuje za darmo

16/04/2018

Wydawać by się mogło, że kwestia konieczności płacenia artystom i autorom za ich pracę została już obgadana tyle razy, że nie ma co dodawać. Tymczasem Internet potrafi człowieka naprawdę zaskoczyć i podpowiedzieć mu, że koncepcja płacenia za pracę artystów niekoniecznie dla wszystkich jest oczywista.

Zaczniemy od małej anegdoty. Dawno temu zdarzyło mi się, że zapomniałam o tekście który miałam napisać dla pewnego czasopisma. O tym, że ów tekst mam napisać przypomniał mi telefon redaktorki z pytaniem – bardzo uprzejmym – kiedy nadeślę tekst. Odparłam, że muszę wprowadzić ostatnie poprawki i całość tekstu odeślę do dwunastej. Była 11:00 a ja właśnie wstałam. O 11:30 tekst był napisany. O 11:45 wysłany do redakcji. Napisanie tekstu na trzy strony maszynopisu zajęło mi pół godziny. Przyznam – zapominanie o zleceniach nie jest szczególnie odpowiedzialne (choć każdemu się czasem może zdarzyć), natomiast napisanie akceptowalnego tekstu w pół godziny – nawet mnie nieco zaskoczyło.

Całe zamieszanie dotyczy tego rysunku. Autorka opublikowała je zarówno na swojej stronie na fb jak i na stronie tapas, gdzie można wrzucać własne rysunki.

 

Ktoś mógłby tu powiedzieć – że skoro napisałam tekst w pół godziny to pisanie jest dla mnie łatwe. I pewnie nie bardzo by się pomylił. Tak obecnie – na tym poziomie mojej kariery jako osoby która głównie pisze – wyprodukowanie bardzo szybko kilka stron tekstu na kilka tematów w których się orientuje nie zajmuje mi bardzo dużo czasu. Oczywiście może mi zająć więcej – jak muszę się zorientować w temacie czy nie mam w danym momencie pomysłu jak dokładnie sformułować myśli. Ale podejrzewam, że nawet z pewnymi przeszkodami – jak konieczność obejrzenia wszystkich kotków na Facebooku  – piszę szybciej niż większość znanych mi osób. Nie jest to jednak umiejętność z którą się urodziłam. To po prostu wynik regularnego pisania, i poświęcenia trudnej do określenia ilości godzin na doskonalenie tego jak formułować swoje myśli za pomocą pisma. Jeśli kiedyś przyszłoby wam do głowy przeczytać cały mój blog od początku do końca zobaczylibyście na własne oczy jak bardzo zmieniał się mój styl pisania – jak wielu rzeczy się po drodze nauczyłam. Jeśli potrzebujecie dowodu na to, że łatwe pisanie wymaga czasu i treningu – dziewięć lat Zwierza jest doskonałym przykładem na to jak wygląda dochodzenie do „łatwego pisania”. Przy czym Zwierz miał o tyle łatwo, że do pisania potrzebny jest „tylko” komputer – jeśli chce się np. dobrze rysować czy fotografować na sprzęt i szkolenia trzeba wydać sporo więcej.

 

 

Taka łatwość jest w pewnym stopniu udziałem wszystkich ludzi którzy zdecydowali się zająć w swoim życiu czymś kreatywnym – pisaniem, rysowaniem, śpiewaniem, graniem. Więcej – taka łatwość jest po prostu udziałem wszystkich specjalistów. Księgowej łatwiej wypełnia się PIT niż komuś kto nie jest do końca pewien gdzie co ma wpisać, murarzowi zdecydowanie łatwiej się stawia ścianę, a panu który remontuje właśnie łazienkę Zwierza łatwiej się kładzie płytki podłogowe niż samemu Zwierzowi. To łatwiej nie jest wynikiem posiadanych zdolności które Bóg zsyła na ludzi. To połączenie pewnych predyspozycji i pracy. Pracy, która z boku może się wydawać – zwłaszcza w przypadku zawodów kreatywnych dość mało wymagająca i przyjemna. Ktoś tam sobie pisze dla przyjemności, ktoś tam sobie rysuje, ktoś poszedł na spacer robić zdjęcia. Tylko, że fakt iż coś nie przygniata nas do ziemi nie zmienia faktu – że też wymaga pewnego wysiłku. Czasem fizycznego – jak np. mało kto myśli o tym że rysowanie potrafi być fizycznie męczące (na co skarżyli mi się liczni rysownicy i malarze), czasem intelektualnego – jak chociażby konieczność wymyślenia o czym się będzie danego dnia pisało czy zmuszenie się by po całym dniu pracy zasiąść do klawiatury czy kartki papieru. Łatwość jest więc pochodną pracy. Dobry przykład jaki tu przychodzi do głowy to sportowcy – płacimy im dużo nie dlatego, że przebiegnięcie 100 metrów zajmuje im kilka sekund ale dlatego, że wiemy iż bez całego życia pracy i treningów – nie da się tych 100 metrów pokonać tak szybko.

 

 

Wszystko co pisze może wydawać się oczywiste. Trudno więc trochę zrozumieć moment w którym czyta się w sieci, wypowiedź  Michała Gołkowskiego – polskiego autora książek osadzonych w świecie Stalkera ale też powieści raczej z gatunku fantasy, który zdaje się tego mechanizmu nie rozumieć. Otóż dziś rano wrzucił on do sieci rysunek autorki Caroline Dy (początkowo niepodpisany, co zrobił później). Krótki komiks tłumaczy dlaczego autorzy nie lubią kiedy prosi się ich po prostu o zrobienie rysunku. Jej tłumaczenie jest proste. Logika Gołkowskiego już niekoniecznie. Po pierwsze zarzuca autorce że gdyby się nie skarżyła a wykonała pracę – wtedy na pewno ktoś by jej zapłacił. Po drugie – samo rysowanie takich obrazków jak rozumiem jest strata czasu. Ni i po trzecie – moje ulubione  – fakt, że skarży się dziewczyna, autorka, a osobą która prosi o rysunek jest bliżej niezidentyfikowana nakreślona prostymi kreskami osoba miałoby oznaczać, że mamy tu do czynienia z feminizmem. A feminizm jak zwykle jest zły.

 

 

Argument pierwszy trochę mnie bawi. Wizja, że jeśli wykonanym dobrze pracę na pewno ktoś nam zapłaci brzmi bardzo miło tylko hmm… niekoniecznie jest to prawda. Jeśli nie prosimy o pieniądze zwykle ich nie dostajemy. Po prostu. Osobiście nie znam nikogo kto najpierw poprosiłby mnie o napisanie tekstu w ramach przysługi czy po prostu dlatego, że mnie zna a potem dopiero zapłacił. Jeśli ktoś chce zapłacić wychodzi z tym od razu. Między innymi dlatego, że to zupełnie inna sytuacja – kiedy ktoś mówi, że nam zapłaci to już zarabiamy, pracujemy dla kogoś, ktoś może nas poprosić o coś zupełnie innego i inaczej podejść do naszej pracy niż wtedy kiedy robimy coś w ramach przysługi. Zresztą każdy artysta zna wizję że skoro się nas o coś prosi to powinniśmy się czuć wyróżnieni – zdanie „będziesz mieć do portfolio” nie narodziło się przypadkiem. Wynika z dość powszechnej praktyki uznawania że samo wykonanie pracy dla jakiejś firmy czy instytucji powinno być nagrodą, a pieniądze to tylko miły dodatek – który można załączyć albo niekoniecznie. Kolejna sprawa to kwestia skarżenia się na trudne warunki pracy i brak zrozumienia ze strony osób które pracują zupełnie inaczej.

 

 

Powiem wam szczerze – moim zdaniem twórcy wciąż skarżą się trochę za mało. I to właśnie na tą czysto ekonomiczną stronę ich działalności. Żyjemy w świecie bardzo głęboko zakorzenionego – dość niebezpiecznego archetypu twórcy który nigdy się nie sprzeda i nie może poprosić o zapłatę za swoją pracę – jeśli chce pozostać wierny sobie. To archetyp niebezpieczny – bo skłania do myślenia o artystach jako osobach które przecież nie powinny domagać się pieniędzy, czy wyceniać swojej pracy. Problem z tym, że z tym oporem by prosić o pieniądze muszą walczyć też sami artyści. Często otoczeni przez ludzi, którzy bardzo komplementują ich prace do momentu kiedy trzeba za nią płacić. Zwykle osobę która potrafi rysować, czy zna się na grafice traktuje się jako doskonałe źródło bezpłatnej pracy na każdą okazję. I jasne – każdy ma krąg dobrych znajomych w którym można liczyć że będziemy sobie pomagali w ramach posiadanych umiejętności. Ale jednocześnie – jeśli ma się wokół siebie bardzo dużo ludzi którzy nie rozumieją potrzeby płacenia za twórczość – bardzo trudno się przebić z prośbą by traktowano nas poważnie.

 

 

Zresztą dziwię się, że taką postawę przejawia akurat pisarz – przedstawiciel zawodu w którym trwa ciągła walka by wyjaśnić ludziom, że tak snucie opowieści to miła sprawa ale niekoniecznie oznacza to, że nie chcemy za to pieniędzy. Autor broni się, że kiedy on zaczyna pisać nie wie czy jego książka zostanie wydana. Ale czym innym pisać z własnej potrzeby co się chce a czym innym wykonywać dla kogoś pracę bez pewności czy dostanie się zapłatę. Mnie osobiście zdarzyła się sytuacja w której wydawnictwo zamówiło książkę i zdecydowało się jej nie wydać. Wykonałam pracę i nie dostałam ani grosza. Trochę jakby ktoś przyszedł ci wyremontować mieszkanie a pod koniec okazało się, że jednak nie chciałeś robić remontu i odsyłasz ekipę do domu. Bez grosza.  Skarżenie się autorów, czy uświadamianie publiki nie jest przejawem lenistwa czy roszczeniowości. To po prostu pokazywanie ludziom z zupełnie innego świata że nie mogą traktować artystów inaczej niż wszystkich pozostałych pracowników. Bo tak się nie da funkcjonować – mieć zawód za który co pewien czas ktoś uzna, że nie musi ci płacić.

 

 

Na koniec rozczuliło mnie to zniechęcenie feminizmem. Rzeczywiście – fakt że skarży się dziewczyna to przejaw wielkiego feminizmu. Wszak jeszcze paręnaście lat temu dziewczyny by się nie skarżyły tylko zastanawiały co na Boga włożą do garnka. Ale tak serio – to bardzo mnie bawi, że kiedy kobieta przemawia jako artystka – wszak jej postulaty nie dotyczą tylko kobiet artystek ale artystów i rysowników w ogóle, to jest postrzegana wyłącznie przez pryzmat płci. Tymczasem żadnej z poruszanych przez nią argumentów nie dotyczy kobiet. Dotyczy bardzo szerokiej grupy ludzi którzy mają już dość pracowania dla innych za darmo. No ale najwyraźniej – jeśli jesteś kobietą i się skarżysz to jest to przejaw feminizmu. Niech więc będzie to dobry dowód że wszyscy potrzebujemy feminizmu, jeśli ma on oznaczać, że nam wszystkim – dzięki skarżącym się kobietom będzie lepiej.

 

 

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że autorka wcale nie tylko się skarży. Jeśli przyjrzymy się jej stronie natychmiast znajdziemy podpowiedź co możemy zrobić by skorzystać z pracy autorów jednocześnie – nie skazując ich na gryzienie tynku. Możemy ich wesprzeć w ramach serwisów corwfundingowych, możemy też – skorzystać z otwartych zgłoszeń, gdzie artysta sam deklaruje, że coś dla nas narysuje – oczywiście musimy za to płacić, ale to lepiej i dla nas i dla twórcy. My możemy zgłaszać poprawki i prosić o zmiany, artysta poświęca nam czas który sam wybrał i który chce poświęcić na współpracę. Ostatecznie wszyscy są zadowoleni. Bo płacenie komuś za wykonaną pracę nie sprawia, że wszystko jest zrobione gorzej ale – co ciekawe lepiej. A już uszanowanie czasu twórcy – i tego czy chce w danym momencie coś dla nas robić czy nie, jest sprawą kluczową.

 

 

Na koniec uwaga – płacenie twórcom, podobnie jak płacenie przedstawicielom jakiegokolwiek zawodu nie robi z nich potworów. Wszyscy twórcy których znam robią co pewien czas coś za darmo. Więcej, sami się zgłaszają i sami rezygnują z zapłaty. Robią to ponieważ chcą, ponieważ mogą i ponieważ – każdy co pewien czas jest gotów zrobić coś dla drugiej osoby za darmo. Robią to też dlatego, że np. zarobili na swoich innych pracach i chwilowo nie patrząc tęsknie na gruz. I to jest właśnie irytujące – pomysł że zapłacenie komuś zamieni go w jakąś bestię która zawsze będzie się domagała zapłaty, a każde swoje życiowe działanie. Zapłacenie artyście będzie oznaczało, że dostanie wynagrodzenie za wykonaną dla ciebie pracę.  I tyle. Świat się od tego nie zawali. Tylko rysownicy będą mieli co nie tylko to jedzenie które sobie narysują.

Ps: Nie jest moim zamiarem wchodzić w jakieś personalne swady z autorem komentarza do obrazka. Bardziej widzę ten tekst jako polemikę z pewną dość powszechną postawą, i akt przyjaznego przypomnienia – głównie podyktowany troską o moich przyjaciół artystów.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...