Poirota błękit ócz czyli zwierz zupełnie nieobiektywnie o Morderstwie w Orient Expressie

28/11/2017

Film kultowy z założenia czyli o Six String Samurai

28/11/2017

Do Nadarzyna i z powrotem czyli uwagi o Warsaw Comic Con (jesień 2017)

28/11/2017

Zwierz w końcu może napisać co myśli o Comic Conie. To wspaniałe uczucie, bo jak może pamiętacie, nie był na pierwszej edycji więc nie mógł się podzielić wrażeniami. Co oczywiście przyczyniło się do wielkich cierpień – coś się działo a Zwierz nie mógł mieć zdania (jakież to cierpienia dla wszędobylskiego Zwierza). Na szczęście tym razem może już mieć swoją opinię.

Zacznijmy od lokalizacji. Nadarzyn nie tyle został wybrany na miejsce dobre dla Comic Conu ale gdyby nie było Nadarzyna nie byłoby Comic Conu. Można z tego powodu płakać ale tak to wygląda. Niestety ta podwarszawska miejscowość jest łatwo dostępna tylko dla zmotoryzowanych. Albo inaczej. Zwierz trzy dni pod rząd jechał na imprezę. Pierwszego dnia (w piątek) dojazd zajął mu ok. 40 minut i był doskonały. Drugiego dnia czterdzieści minut czekał na autobus. Trzeciego dnia jechał samochodem. Zdecydowanie ta ostatnia podróż była najbardziej komfortowa. Natomiast ani razu Zwierz nie wracał z Nadarzyna autobusem (trzy razy podwózka! Zwycięstwo!) i to bardzo wpłynęło na jego komfort. Mijanie w samochodzie tragicznie zatłoczonych przystanków było smutnym memento tego, że świat nie jest dostosowany do ludzi korzystających z autobusów. I prawda jest taka – wielu osobom to zepsuło wrażenia. Stąd obawiam się, że póki jakoś Ptak nie dogada się np. z autobusami miejskimi by w czasie dużych wydarzeń jeździły np. według rozkładu tygodniowego (albo jeździły częściej) to nie ma tylu darmowych autobusów które by to bez trudu rozładowały. Zresztą co ciekawe – Zwierz jak był w Londynie na tamtejszym Comic Conie to jechał transportem miejskim. I tam np. w kolejce była informacja gdzie mają wysiąść ludzie na Comic Con. Być może dałoby się dogadać z miastem by takie rzeczy można było w przyszłości powiesić w tych autobusach miejskich jadących do Nadarzyna.

 

Moje doświadczenia konwentowe są specyficzne bo zwykle jestem jednak w jakiejś roli. Na Comic Conie ja byłam gościem a Mateusz był Medium

 

Same Nadarzyńskie hale są… żadne – jeśli byliście na Falkonie to miejsce sprawia bardzo podobne wrażenie – duże hale wystawowe, które miejscami są możliwe do zaadaptowania na sale prelekcyjne czy panelowe. Sam Comic Con odbywał się w dwóch halach pomiędzy którymi można było przejść zadaszonym tunelem albo po prostu – przejściem na świeżym powietrzu. I tu taka uwaga organizacyjna – food trucki są super modne i wszyscy je kochają (och ten zapach frytury o poranku) ale ja bym naprawdę przemyślała, czy są najlepszym rozwiązaniem dla imprez które odbywają się w listopadzie w Polsce. Comic Con miał szczęście bo nie padało a pierwszego dnia imprezy było nawet ciepło, ale jednak zdaniem Zwierza food trucki to jest atrakcja letnia a jesienią trzeba pomyśleć nad czymś pod dachem. Inna sprawa – Zwierz ma wrażenie, że dla wielu osób główne wejście było zaskakująco daleko od głównych atrakcji. Wchodziło się przez halę C – poświęconą głównie grom i prelekcjom, podczas kiedy Scena główna, gwiazdy i autografy były w hali D. Może to tylko wrażenie Zwierza ale chyba byłoby sensowniej widzieć te atrakcje już na początku niż na końcu. Ale to oczywiście takie trochę narzekanie bez wiedzy o szczegółach – dlaczego tak a nie inaczej.

 

Na panelach, prelekcjach i spotkaniach (to widownia na spotkaniu z Pawłem Opydo) była całkiem niezła frekwencja

Od razu muszę zaznaczyć, że nie mam pojęcia jak bawili się na imprezie np. wystawcy. Do Zwierza dotarło trochę narzekań. Zwierz nie był wystawcą – był prelegentem. Z jego punktu widzenia impreza była zorganizowana całkiem sprawnie. Choć na programie przy panelach nie zawsze znalazły się nazwiska wszystkich uczestników i prowadzących (problem – bo na część prelekcji ludzie przychodzą dla prowadzącego czy uczestników a nie dla tematu) to szczerze mogę powiedzieć – rozmawiało mi się na tym Comic Conie wyjątkowo dobrze. Być może dlatego, że bardzo szeroko zakreślono tematy. Jeszcze w piątek na głównej scenie przed mikroskopijną widownią dyskutowaliśmy o tym czy polskie seriale mogą dorównać zachodnim. Ileż było w tym wyznań – okazało się, że wszyscy paneliści jednak coś polskiego oglądają (Adam Żmuda for the win!) ale poza tym się nie pożarliśmy. Całkiem sympatycznie wypadła rozmowa o historii i popkulturze, a Zwierz jest zadowolony z tego jak poprowadził swój panel o naukowych bzdurach. Było sporo ciekawych wypowiedzi i bardzo różnych kwestii do omówienia. Ostatniego dnia rozmawialiśmy jeszcze o kobietach w popkulturze (udało się wprowadzić wątek mówienia o kobietach za kamerą i o ich znaczeniu w kreowaniu dobrych postaci kobiecych) i o tym jak powinno się komentować popkulturę. Żaden z tych paneli nie był nie na temat i w ogóle publika dopisała.

 

Sporą część przestrzeni targowej zajmują różnego rodzaju instalacje. Jak cię bawi że możesz sobie zrobić zdjęcie ze smokiem to Comic Con będzie dla ciebie

Jako uczestnik imprezy który ma odrobinę wolnego czasu Zwierz szukał dla siebie jakiejś rozrywki z tego co oferował Comic Con. Prawda jest taka, że był podobnie zawiedziony czy właściwie – nie zainteresowany jak każdymi innymi popkulturalnymi targami. To znaczy jasne – poszedł do Cyd i zrobił sobie śliczny rysunek na ręce. Kupił dwa Funko Popy. I kolczyki z Batmanem. Ale poza tym takie targi nie mają mu wiele do zaoferowania. Gadżety wszędzie są mniej więcej takie same (choć tu było kilka stoisk zagranicznych wystawców), rękodzieło ładne ale ile można mieć rękodzielniczych kolczyków czy notatników. Do tego dużą część imprezy zajmowały miejsca gdzie można było sobie obejrzeć wioskę post apo, samochody z różnych filmów, czy np.  nieco jednak pomniejszone statki czy maszyny z Gwiezdnych Wojen. Dla wielu osób to atrakcja – Zwierza to zupełnie nie bawi. Była też strefa autografów i gwiazd. Tu Zwierz się nie zapuszczał. Nigdy nie zrozumiał potrzeby posiadania autografu gwiazdy ani też posiadania z nią zdjęcia. Nie mniej doszły go słuchy że kolejki po autografy przesuwały się sprawnie i ludzie nie wyglądali na niezadowolonych. Zwierz słyszał też całkiem miłe słowa odnośnie tego jak przeprowadzono wywiady z gwiazdami – do jego uszu docierały pochwały pod adresem nagłośnienia i tego jak kręcono gwiazdy w czasie wywiadów by było je widać na telebimie.

 

Jak na nazwę Comic Con to w sumie najmniej było tu komiksów. A przynajmniej na tyle malo, że nie czuło się komiksowej atmosfery imprezy (zdjęcie z fb Warsaw Comic Con)

Nie oznacza to że Zwierz zupełnie nie ma zastrzeżeń. Programy wydrukowano w wielu egzemplarzach i rozdawano bardzo chętnie (wisiały też w przejściach) ale sporo osób wciąż nie wiedziało co gdzie jest. Najgorzej chyba wypadło to w przypadku dyżuru autografowego. Sala była nie opisana i zupełnie goła. Jeszcze jak jakiś pisarz miał własny stand z okładką swojej książki to można było się domyślić kto podpisuje. My z Pawłem siedzieliśmy przez pewien czas jak małpki w zoo a ludzie przechodzący obok przyglądali się nam siedzącym w pustym pomieszczeniu przy dwóch stolikach. Na przyszłość – to miejsce powinno być dobrze oznaczone i może warto przygotować dla ludzi jakieś kartki czy standy które pozwalałby napisać kto właściwie te autografy rozdaje. Problemem był też dźwięk. Otóż pomieszczenia w których odbywają się spotkania oddzielone były takim przepierzeniem które nie dotykało sufitu. A to znaczy, że niestety – często jeśli panele odbywały się o tej samej godzinie to dźwięki z jednego panelu zagłuszały coś w drugim (ewentualnie pojawiały się niespodziewane brawa). Do tego w czasie pierwszego panelu poza salą było tak głośno że w sumie większość osób nic nie słyszała. Problem był też taki, że sami prelegenci niekoniecznie słyszeli się nawzajem – co niekiedy utrudnia dyskusję. Wyraźnie było widać, że to nie jest przestrzeń stworzona do tego by ktoś w niej rozmawiał. Inna sprawa – nie udało się nam z Pawłem nagrać podcastu – nie było szans by nagrał się w zadawalającej jakości przy takim szumie i hałasie.  Inna sprawa – ci ludzie z obsługi wydarzenia na których Zwierz natrafił byli… co najmniej problematyczni. Pierwszego dnia Zwierz wszedł głównym wejściem i dowiedział się, że dziewczyny na rejestracji nic nie wiedzą żeby byli jacyś twórcy programu. Dawno nie poczułam się tak olana jak przez nie. Następnego dnia z kolei przez pewien czas towarzyszyły nam zdecydowanie zbyt rozgadane nastolatki. Oczywiście byli też opiekunowie konkretnych sali – zwykle dość pomocni (o ile byli obecni bo czasem przychodzili dopiero jak panel się zaczął). Nie było to nic strasznego, ale tu pewnie jest pole do poprawy.

 

Paweł Opydo zrobił zdjęcia tłumów jakie tłoczyły się w pomieszczeniu tuż przed naszym spotkaniem autogrfowym

Comic Con nie chce być kolejnym konwentem tylko imprezą w stylu zachodnim gdzie prelekcje czy panele są mniej ważne od autografów i targów. Zwierz nie ukrywa – nie jest przeciwny takiej koncepcji – konwentów ci u nas dostatek. Ale skoro to ma być główna atrakcja Zwierz postawiłby na nieco inne stanowiska (może też więcej?) bo inaczej człowiek nie ma wrażenia że targi są tu czymś naprawdę wyjątkowym.  Co do gości, to wszyscy wiemy, że nie jest z nimi prosto – bo jednak to kosztuje, a też nie każdy do Warszawy przyjedzie. Na pewno warto zapraszać osoby znane, skoro sama Pamela Anderson wzbudziła takie emocje. Inna sprawa – Zwierz jest trochę zblazowany bo jego znajomi ciągle sobie robią zdjęcia ze znanymi ludźmi więc jakby fakt, że ktoś ma zdjęcie z gwiazdą Zwierza nie rusza. Nie mniej – jest kilku aktorów do których Zwierz chyba chciałby stać w kolejce. No ale chwilowo to trochę za wysokie progi jak na Warszawę (Zwierz nie pisze tego złośliwie – zakłada że młodej imprezie nie jest łatwo przyciągnąć wielkie gwiazdy).

 

Ostatecznie okazało się, że nawet stoi do nas kolejka (zdjęcie Pawła)

Czy Zwierz poleca Comic Con? Trudno powiedzieć – ma wrażenie, że taki przeciętny uczestnik mógł się bawić zupełnie dobrze. To bardzo niezobowiązująca impreza, wyciągająca ręce głównie do ludzi, którzy pewnie nie pojechaliby na tradycyjny konwent. Jednocześnie – wydaje się, że zorganizowanie imprezy jesienią odbiera jej jeden z najfajniejszych elementów – możliwość dobrej zabawy pomiędzy przestrzenią targową – na świeżym powietrzu. To właśnie tu zwykle najbardziej lśnią cosplayerzy. A skoro przy cosplay jesteśmy – zwierz spotkał przemiłą cosplayerkę Ciri która wyznała mu (przy frytkach), że niesłychanie trudno siada się w gorsecie. Usłyszała to inna dziewczyna przebrana za Ciri (stała w kolejce po frytki) i skomentowała że ona to jeszcze nie próbowała usiąść od przybycia na imprezę. Właśnie takie momenty czynią konwenty niezwykłymi doświadczeniami, ale niestety – im mniej okazji do interakcji tym mniej ich jest. Stąd Zwierz trzyma kciuki za dobrą pogodę w czasie letniej edycji.

 

Nie wróciłam do domu z pustymi rękami. Oto nowa figurka Poe Damerona z serii wypuszczonej z okazji Last Jedi

Jednocześnie – nie wie sam czy w przyszłym rozdaniu chciałby być prelegentem. To jednak dość męcząca impreza jeśli z konieczności spędza się na niej trzy dni. Bo to trzy dni z życia. Natomiast chętnie wpadłby na jeden dzień i zobaczył jak wychodzi Comic Conowi szukanie własnej tożsamości. Im dalej będzie szedł od konwentów tym lepiej – bo tu nie ma sensu konkurować – zwłaszcza, że konwentowa brać ma nieco inne wymagania. Ale już przyciągać tych którzy są o stopnień niżej w geekostwie – rodziców z dziećmi, ludzi zainteresowanych ale nie zafascynowanych – to dobry pomysł. Takiemu Comic Conowi na pewno będę kibicować bo będzie stanowił trochę alternatywę, trochę uzupełnienie do tego co już mamy i znamy.  Tak więc jak widzicie – bez wielkiego zachwytu, ale też bez pretensji czy poczucia, że coś poszło bardzo nie tak. Dla mnie Comic Con był ostatecznie imprezą całkiem udaną, choć nie pozbawioną niedoróbek. Ale na pewno nie była to katastrofa na którą szykowałam się po doniesieniach z poprzedniej edycji. I to jest dobra informacja bo znaczy że organizatorzy się uczą i można się domyślać, że będzie już tylko lepiej.

Ps: Na koniec dodam, żeby było jasne – nigdy nie byłam na żadnym konwencie w roli innej niż panelista czy prelegent – nie mam więc np. pojęcia jak szło sprzedawanie biletów, wynajem stoisk, oddawanie ubrań do szatni – porównuje moje specyficzne doświadczenie z moimi innymi specyficznymi doświadczeniami.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Shakuahi

    Ja to mam takie dziwne podejście do tej imprezy, bo zawsze uważałam, że fajnie by było, gdyby było coś takiego w Polsce, teraz myślę, że fajnie, że jest, mam nadzieję, że urośnie w siłę tak, że za parę lat największe gwiazdy przyjadą, ale jednocześnie nie czuję najmniejszej ochoty żeby tam być. Nigdy nie rozumiałam idei autografów i zdjęć z gwiazdami więc w sumie wszystko mi jedno kto przyjedzie, na nikogo nie czekam, ale też uważam, że to fajnie, że fani, którzy potrafią to docenić wreszcie mogą w swoim kraju spotkać swoich idoli.

    Z poprzedniego Comic Con miałam takie wrażenie, że dojazd strasznie traumatyczny, w strefie gastro było za mało miejsc siedzących a frytki belgijskie to było jedno wielkie oszustwo i sporo stoisk zdawało się mieć podniesione ceny wszystkiego, bo to w końcu Comic Con a nie pierwszy lepszy konwent. I chociaż na wszystkich konwentach jest to samo, to ten był pierwszy, na którym nic nie znalazłam dla siebie.

    No i zastanawia mnie czy 2 Comic Cony w roku to nie za dużo?

  • mariposa linda

    Zwierzu, przepraszam, że nie na temat, ale czy w zeszłym tygodniu nie było podcastu? Nie widzę takiego posta z piątku.
    Pozdrawiam :)

  • Ja na fp CC znalazłam cała masę komentarzy z narzekaniem, że do strefy autografów był problem się dostać, że osoby, które miały bilety gold, a wiec z tego co wiem jakieś przywileje z tym związane zostały w sumie wyrolowane na kasę, bo żadnych przywilejów nie było. Ludzie kłócili się, wpychali, obsługa była burkliwa, a wręcz chamska. Także Twoja opinia, że słyszałaś, że było inaczej mnie zdziwiła. To jednak zdecydowanie nie impreza dla mnie.

  • Peter Wimsey

    Dla mnie kwestia powrotów po prostu musi zostać rozwiązana, bo to mnie zniechęca do przyszłego udziału w tych imprezach, zupełnie szczerze – po pierwszym powrocie w piątek, gdybym nie musiała być następnego dnia, to bym nie ryzykowała kolejnego takiego przeżycia w sobotę i została w domu. NIestety przywlokłam się, i wracałam ostatecznie koszmarnie zatłoczonym 711 przez całą Warszawę prawie 2 godziny, no w tym czasie to można na konwent do innego miasta się dostać. Autobusy kursowały idiotycznie, z centrum na konwent w środku dnia dwa co kwadrans, wożące po kilkanaście osób, wieczorem, kiedy dwie hale wracają do domu – jeden raz na pół godziny, przy czym jeden w ogóle nie przyjechał.

    Poza tym nie wiem, czy w ogóle na miejscu CC nie zrezygnowałabym z prelekcji i nie zmniejszyłabym ilości paneli do kilku najbardziej popoularnych robionych gdzieś na głównej scenie, publiczność i tak wieloma zainteresowana była tak raczej umiarkowanie, troszkę dlatego po prostu, że była strasznie zmęczona, całodziennym hałasem, muzyką, odgłosami z innych sal itp., a naprawde wątpię, czy ktokolwiek tłukł się do Nadarzyna specjalnie po to, żeby jakąś usłyszeć, to kompletnie nie tego typu konwent, i myślę, że kierunek ‚spotkania z gwiazdami’, niekoniecznie zagranicznymi, serialowymi i największymi, jeśli się nie da, jest po prostu z każdego punktu widzenia rozsądniejszy dla CC.

    Myślę tez, że skoro już CC idzie w targi, to może się zastanowić nad uatrakcyjnieniem oferty handlowej własnie, mnie jakoś zupełnie nie powaliła, oprócz tych samych stoisk, co zawsze, nie było właściwie niczego specjalnego, biorąc pod uwagę liczne narzekania wystawców na słabą opłacalność, które do mnie dotarły, chyba trzeba jakoś uatrakcyjnić warunki, żeby te stoiska były rzeczywiście atrakcyne i kuszące w następnej edycji.

  • Wazon

    Najbardziej podobało mi się zdjęcie tłumów, które zrobił p. Opydo. Jak to milo- ludzi pełno, a przestrzeń do życia jest.

  • Karol Skolmowski

    A po co to robić w Nadarzynie skoro to ma być Warszawa ? Na Stadionie Narodowym byłoby to bardziej przystępne i łatwiejsze do zorganizowania. Nie rozumiem , ceny biletów kosmiczne , akredytacji również , po za tym to chyba wygląda jak loteria i graniczy z dekonstrukcją humanitaryzmu , to jest wręcz „zwierzęce” Oczywiście mnie tam nie było , choć bardzo chciałem , mimo że ostatni miesiąc mojego życia kosztował mnie przestawienie sobie miednicy. Ja wiem że nikogo nie interesuje konwent w Nadarzynie chcący się nazywać konwentem z stolicy państwa w Europie Środkowej , ale to wszystko mogłoby być dużo bardziej związane z produkcjami które mają określoną przyszłość , a tak to niektóre gwiazdy przyjeżdżają na wspominki , ktoś mi to wytłumaczy ? A skoro to polski Comic Con to niech zostanie ukazany tam popkulturowy patriotyzm , nie miałbym nic przeciwko panelu o „Belferze” czy nowej produkcji z Grzegorzem Damięckim. Czuję się fatalnie z tym że mnie tam nie było , jestem beznadziejny , mimo że w sumie w teorii ma się wiele do zarzucenia konwentowi. Gdy się ogląda Comic Con w Sandiego to tam czuć ten brak skrępowania , radość na twarzach ludzi i bezpretensjonalność.

    • zpopk

      1. Było w Nadarzynie ponieważ głównym organizatorem owego Comic Con jest Ptak Expo – olbrzymie centrum konferencyjne mieszczące się w Nadarzynie – jakby gdyby nie Ptak Expo nie byłoby Comic Conu 2. Nie wszystkie wielkie imprezy dzieją się w centrum miasta akurat centrów konferencyjnych pod miastami jest całkiem sporo już nie przesadzajmy z tym „jak w Nadarzynie to źle”. Dla zmotoryzowanych tam jest doskonały dojazd. 3. Comic Con nigdzie nie mówił że chce promować to co polskie 4. Jakby tu nikt nie równa do San Diego

      • Karol Skolmowski

        1. Tak , ale powinni zmienić nazwę , bo to absurd. 2. Nie o to chodzi , mogą nazwę zmienić. Nie jestem osobą zmotoryzowaną , nie mam siły psychicznej zrobić prawo jazdy. 3. Szkoda , bo to polski konwent , nie chodzi mi o wyraz nacjonalizmu , ale „Belfra” czy nowej produkcji Canal + nikt by nie pożałował. 4. Wiem że nikt nie równa , ale jakoś dziwnie mi z faktem istnienia tego konwentu , który ma najbardziej przypominać te światowe , nagromadziło się tego , a w San Diego jeden Comic Con.

        • Ziuta

          Ad 3. Było spotkanie z producentem i scenarzystą „Belfra” — zresztą bardzo udane, bo twórcy byli rozmowni, a publiczność dopisała. Faktycznie szkoda, że jeszcze nie wydarzył się panel, w którym obie strony ekranu mogłyby zasiąść po jednej stronie sceny. Może coś takiego uda się wreszcie zrobić na SerialConie. Będę o to zabiegał.

          • Karol Skolmowski

            Ja także będę o to zabiegał , choć mnie tam nie będzie. Komentarze u góry potwierdzają , jak bardzo niezręczne i „zwierzęce” sytuacje mogą się tam zadziać , jak temu zaradzić ?
            A na komentarz o „Aniołach w Ameryce ” Zwierz odpowie ?

  • Tamta Ciri

    Mam nadzieję, że na przyszłych comicconach się pojawisz i będę miała okazję wpaść na Twój panel! W każdym razie na minionym comicconie zarobiłaś nową fankę, bo w domu rozeznałam się z kim dokładnie dyskutowałam przy tych frytkach i jestem w trakcie odsłuchiwania podcastów. Lubię słuchać ludzi, którzy lepiej niż ja orientują się w wielu dziedzinach, są oczytani i mają ciekawe rzeczy do powiedzenia więc wielkie dzięki za ciekawy content i powodzenia w dalszych projektach :D

    PS. Mam sporo czasu na te podcasty bo chodzenie w cosplayu z gołymi ramionami w listopadzie skończyło się zapaleniem zatok

  • GL

    Ja Ci z chęcią opowiam jak to wyglądało z punktu widzenia wystawcy. Na dzień dobry nie mogłam nawet wjechać. Ochrona podawała mi sprzeczne informacje i odsyłała od hali do hali, albo od osoby do osoby. Jedni mówili, że wystarczy wjazdówka, drudzy, że zgoda kierownika ochrony. Potem był problem z parkingiem. Jeden twierdził, że mam wjechać na inny parking, a drugi, że „gdziekolwiek”. Efekt był taki, że 40 minut zajęło mi samo wjechanie. Potem nikt z „helperów” ( których w zasadzie tam nie było) nie był w stanie powiedzień mi gdzie wisi mapa stoisk i które jest moje. Nie wspominając o tym, że ceny za stoiska były niebotycznie wysokie- zdecydowanie poszaleli, zwłaszcza w okolicy wakacji. Później już zeszli z ceny, kiedy okazało się, że chętnych wystawców jest zbyt mało. Potrafili dzwonić przez miesiąc do dwa dni z pytaniem czy może jednak chcę stoisko. Zainteresowanie czymkolwiek zakończyło się wraz z opłaceniem faktury i wtedy już ani jednej informacji nie udawało nam się uzyskać. Nie wspominając, o tym, że fakt, przyjechali zagraniczni wystawcy ( i to z daleka) i wszystcy dołożyli. Kogo nie pytaliśmy, odpowiadali, że już więcej nie przyjadą. Nic dziwnego przy takich kosztach przyjazdu i stoiska. wisienką na torcie była skarbówka, która zaszczyciła nas w piątek i niedzielę, oraz celny w sobotę.

  • mw

    Z tymi autografami to niestety nie było tak dobrze. Nie wiem, jak inne kolejki, ale to, co zrobiono fanom, którzy stali w kolejce do Andrew Scotta w sobotę było po prostu przykre. Nie dość, że przy tej strefie kłębił się od początku ogromny tłum, którym nikt nie zarządzał (więc nie było wiadomo, o której i gdzie się ustawiać), to jeszcze na koniec większość ludzi odesłano z kwitkiem. W ciągu pół godziny autograf dostało może ze 30 osób (ruch nie był w ogóle płynny sporo osób rozmawiało z Andrew po parę minut, co jest oczywiście fajne, ale przy mniejszym tłumie) a reszcie postawiono barierkę przed nosem i powiedziano, że do zobaczenia jutro. Tyle tylko, że niektórzy mieli bilet tylko na jeden dzień no i nastaliśmy się w sumie ze 2 godziny. Nie wiem, jak było w niedzielę, bo już ta sytuacja mnie wystarczająco zniechęciła i podziękowałam. Wydaje mi się, że przy takiej imprezie powinni poświęcić na autografy więcej czasu albo lepiej kontrolować taki tłum, a już na pewno nie sprzedawać 100+ voucherów, kiedy wiadomo, że się nie wyrobią. Ale oczywiście zysk ponad wszystko

    • Shakuahi

      Ja od znajomych, którzy stali do innych gwiazd słyszałam, że było odwrotnie – dwie sekundy na zdjęcie i zaraz ochrona odciągała.

      • mw

        No właśnie do innych – sama widziałam nagranie, które potwierdzało, to co mówisz. Natomiast przy Andrew Scocie (przepraszam, nie wiem jak to napisać;) przesadzili w drugą stronę – nikt nikogo nie odciągał i przez to mnóstwo ludzi zostało z pustymi łapkami:( zresztą nawet się o to na miejscu pytaliśmy, to powiedzieli, że nie będą pospieszać swoich gości

  • W porównaniu do San Diego to pewnie rozmach dużo mniejszy? Dlaczego tak mało zdjęć? :P Tego typu event mogłeś bardziej opisać vizualnie ;*

    • zpopk

      Zdjęć jest mało bo miałam co robić a poza tym to nie jest blog fotograficzny.

      No i to nigdy nie miało być San Diego