Żyję bo padało czyli wpis górski szósty

07/08/2018

Góry których nie widzi Zwierz czyli wpis górski specjalny

07/08/2018

Ponad gór wysoki szczyt, lećmy zanim matka Zwierza wybije wszystkich turystów czyli wpis górski siódmy

07/08/2018

Budzę się rano nie słysząc ponaglającego głosu matki. Spoglądam w kierunku jej łóżka. Na oko żyje. Nagle wydaje mi się, że stało się niemożliwe, że jej wewnętrzny budzik nie zadzwonił, że okazała się tylko człowiekiem. I że zaspałyśmy. Na poły z przerażeniem  na poły z entuzjazmem rzucam się do telefonu. Jest piąta trzydzieści. Czuję się ofiarą brutalnego planu – uwarunkowania mnie tak bym sama budziła się przed szóstą. Trybunał praw człowieka w Hadze na pewno się o tym dowie.

Kilka godzin później budzi mnie już matka mówiąc, że dziś wyruszamy nieco później więc możemy spokojnie zjeść śniadanie. Spokojnie zejść śniadanie znaczy, że matka zaczyna mnie poganiać dopiero przy trzecim łyku kawy a nie przy drugim.  Żeby było jasne – ów trzeci łyk kawy piję o ósmej dziesięć, nasza kolejka na Kasprowy (tym razem bilety kupione z inicjatywy Zwierza) odjeżdża o dziewiątej czterdzieści. No jako żywo mamy tyle czasu że do Kuźnic zdążyłybyśmy tyłem i na jednej nodze. Nie mniej matka Zwierza powodowana wielką nieufnością wobec wszelkich środków komunikacji – w tym nóg Zwierza zarządza wymarsz. Kiedy pod kolejką lądujemy o ósmej czterdzieści Zwierz korzysta ze swojego jedynego dozwolonego w czasie wyjazdu „A nie mówiłam”. Potem patrzy na twarz swojej matki i rozumie że popełnił życiowy błąd.

Widok z drogi na przełęcz Lilowe zawsze jest piękny

 

Nasz dzisiejszy plan oparty jest o zasadę matki Zwierza – aby dotrzeć tam gdzie prawie nie ma ludzi. Co w Polskich Tatrach w szczycie sezonu może się wydawać niemożliwe. Ale okazuje się, że niekoniecznie. Ot np. zejście z Kasprowego, pierwsza ścieżka zapewnia średnie widoki i do tego schodzenie w tłumie. Ale wystarczy podjeść na przełęcz Liliowe i nagle jesteśmy sami. Jest to miejsce w którym matka Zwierza – zawsze ilekroć jest tam ze Zwierzem, spogląda tęsknie w stronę Świnicy i wygłasza zdanie „Poszłabym tam gdybym była z kimś kto umie chodzić po górach”. Żeby było jasne matka Zwierza była z bratem Zwierza na Świnicy kiedy miał niecałe dziewięć lat. Czy matka Zwierza sugeruje że jest on mniej sprawny niż jego brat w wieku lat dziewięciu? Jak najbardziej i to nie jest pierwszy raz.  Zwierz jednak wykazuje się zrozumieniem. To zrozumienie wynika głównie z faktu, że dzięki niemu nie musi chodzić pod górę. A może wam się obiło o uszy, że Zwierz zasadniczo chodzić pod górę nie lubi. Tak wiem, że jeżdżę co roku w góry ale to tylko dlatego, że boję się matki.

W każdym razie jeśli wybierzecie tą drogę z Kasprowego w kierunku Murowańca to dostaniecie absolutnie przecudowne widoki – po lewej widać trasę którą kolejka podjeżdża pod stację na Kasprowym, zaś po prawej rozciąga się widok przecudowny – głównie na pięć stawów które leżą w Dolinie Gąsienicowej. Każdy z nich – ze swojej natury zielono błękitny odbija w sobie cień gór i chmur lub błękit nieba. Chciałoby się powiedzieć, że widok jest przepiękny ale prawda jest taka, że to jest jeden z tych widoków które są tak cudowne że nawet trudno je odtworzyć z pamięci, które na zdjęciach wydają się blade. Po prostu chyba musicie tam pójść – co wcale nie jest trudne i stanąć przez chwilę nad dolinami i równinami i spojrzeć w dół z zachwytem. Nic innego wam tu nie mogę poradzić.

 

O urodzie Czarnego Stawu można mówić wiele ale wszystko to marność wobec tych widoków

 

Schodzenie w kierunku Doliny Gąsienicowej nie jest trudne ale to jedna z tych podejrzanych tras które z góry zawsze wydają się dużo krótsze niż kiedy się już nimi idzie. Głównie dlatego, że ktoś pochował całe mnóstwo trasy za zakrętami. Podlec. Kiedy już jednak dojdzie się do Hali Gąsienicowej to trzeba bez zastanowienia skręcić w bok do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Zwierz nie będzie ukrywać – droga nie jest szczególnie piękna. W historii Zwierzowego życia zapisała się jako miejsce w którym Zwierz spadł ze szlaku i o mało się nie zabił (niestety tej historii nie upamiętnia tabliczka więc Zwierz za każdym razem w odpowiednim miejscu musi informować swoją matkę że to właśnie tu o mało się nie zabił). Do tego niestety nie jest to ten mało uczęszczany szlak – po niezbyt przyjemniej drodze gnają rodzice, dzieci, babcie, wujkowie, młodzieńcy i dziewczyny. Ich obecność na szlaku Zwierza absolutnie nie cieszy tylko, co już ustaliliśmy budzi mordercze instynkty.

Ale jak w przypadku wielu dróg które nie są szczególnie przyjemne – nagroda czeka na końcu. A jest to Czarny Staw. Jeśli zatrzymacie się nad nim tuż przy zejściu ze szlaku to traficie na gwarne tłumy. Jeśli jednak pójdziecie trochę w bok – dokładniej ścieżką która prowadzi do szlaku na Zawrat wtedy gwar ucichnie, tłum zniknie a wy staniecie oko w oko z przyrodą tak piękną, że zapiera dech w piersi. Czarny Staw wbrew swej nazwie jest zielono błękitny. Woda delikatnie marszczy się przy każdym powiewie wiatru i jest tak przejrzysta że wystarczy zbliżyć się do brzegu by móc obserwować życie jego mieszkańców. Jakby w niesamowitym wyczuciu dramatyzmu ten spokojny kojący oczy staw styka się z dramatycznymi, szarymi szczytami górskimi, które wznoszą się powyżej. Jeśli lubimy patrzeć na ludzkie cierpienia możemy siedząc nad cichą częścią stawu obserwować jak po stromym szlaku małe ludzkie ludzki wspinają się na przełęcz Zawrat czy  przełęcz w drodze na Kościelec. Olbrzymia satysfakcja że się tam nie jest wynagradza wszystko. Ponadto w Czarnym Stawie żyją kaczki. Ich obecność w tym odosobnionym miejscu moim zdaniem wymaga jakiegoś przypisu od natury, odpowiedzi na pytanie jak potoczyły się ich kacze biografie, które ich ta zaprowadziły. Być może natura jest po prostu zdania że każdy staw potrzebuje kaczek.

 

Idąc do Czarnego Stawu matka Zwierza napomknęła że dobrze że się męczy bo to skandal by szedł tylko w dół

Od Czarnego Stawu poszłyśmy do Murowańca. Schronisko zdaniem matki Zwierza stanowi symbol pobytu w Tatrach. Zdaniem Zwierza stanowi symbol okrucieństwa. Dlaczego? Otóż aby wydostać się z Murowańca w kierunku Zakopanego trzeba – co jest czystym okrucieństwem podejść w górę. Rozumiecie jakie to podłe? Docierasz do schroniska myślisz sobie – o fajnie teraz to tylko schodzimy do Zakopanego i wtedy się okazuje że musisz się z dna doliny jakoś wydobyć. Dokładniej na własnych nogach. Moja głęboka nienawiść do tego faktu ciągnie się od lat dziecinnych kiedy ten sposób powrotu z Murowańca zawsze mnie zaskakiwał. Drogi w dół (które obie zaczynają się od drogi w górę) zasadniczo są dwie – przez Boczań – gdzie idzie się najpierw pięknie granią a potem nudno lasem, albo przez Jaworzynkę gdzie idzie się w dół a potem dnem doliny co zdaniem Zwierza jest odrobinę mniej nudne. Ogólnie ta droga powinna być oznaczona tabliczkami „Tu Zwierzowi było niedobrze”. Widzicie od czasów nastoletnich Zwierz cierpi w górach na ten sam problem – kiedy on idzie w górę jego ciśnienie pozostaje na dole. Całe polskie góry powinny zostać pamiątkowo oznaczone miejscami w których Zwierzowi było niedobrze. Na całe szczęście z czasem to trochę mija.

Podczas powrotu z gór okazuje się, że jak zwykle służę jako informacja turystyczna. Zwierz nie ma pojęcia dlaczego tak jest ale ludzie widząc jego twarz czują się w obowiązku zadać mu pytanie dotyczące nurtujących ich problemów. Schodząc do Zakopanego Zwierz udzielał informacji ile jeszcze na górę, jak można wrócić, gdzie właściwie jest to schronisko i czy człowiek się bardzo zmęczy. Zwierz nie ma nic przeciwko byciu informacją turystyczną choć bardzo go to bawi, zwłaszcza że dziś nie wyglądał na trasie szczególnie profesjonalnie w swoich spodniach w logo Batmana. Matka Zwierza zwróciła uwagę, że jej nikt nie pyta o kierunek. Zwierz nie chciał jej mówić, że otacza ja delikatna aura terroru. Zwierz też by się bał jej o coś pytać gdyby nie fakt, że musi bo jesteśmy spokrewnione.

 

Zwierz się uśmiecha i tym uśmiechem maskuje cierpienie.

 

Chwila kiedy po całej wycieczce Zwierz dotknął płaskiego asfaltu parkingu był jednym z najpiękniejszych momentów z całego wyjazdu. Ludzie nie doceniają jak cudowne są drogi które nie składają się z ostrych kamieni. Zmęczenie nieco dało się Zwierzowi we znaki, bo jakoś tak wyszło że nasze górskie wojaże zajęły sześć godzin a sam Zwierz a jakże spalił sobie te części rąk które dotychczas pozostały nieopalone. Matka Zwierza rzecz jasna się nie spaliła. Słońce nie śmiałoby się jej narazić. Zresztą ponieważ Zwierz już jutro wyjeżdża usłyszał od swojej matki zdanie na które czekał od samego początku wyjazdu „Jutro spokojnie zjemy śniadanie”. To chyba znaczy, że nie będzie mnie popędzać aż do piątego łyka kawy.

 

Matka Zwierza spogląda na Świnice a w serduszku robi listę ludzi których nienawidzi.

 

Uwaga a teraz na specjalne życzenie matki Zwierza akapit hejterski. Matka Zwierza wymieni w kolejności przypadkowej wszystkich ludzi których chętnie udusiłaby w górach:

– osoby które chodzą z włączoną głośną muzyką (zwłaszcza takie mające w ręku mały głośnik)

– osoby które mówią dzieciom „Wcale nie jesteś zmęczony” i nie dają im odpocząć i zmuszają dziecko do poruszania się w tempie sprawnej osoby dorosłej *

– osoby które z kijkami: a.) chodzą po bardzo wąskich ścieżkach blokując drogę, b.) wsadzają kijki z ostrymi zakończeniami pod pachę, ryzykując że osoba która się za nimi potknie wykłuje sobie oczko albo dwa**

– rodziny przekrzykujące się przez szlak „Henia, na obiad Piotrusiowi zamówić schabowy?”

– osoby które stają na środku ścieżki (szczególnie stromej) aby zrobić sobie urocze selfie, ewentualnie, robią zdjęcie rodzinne w poprzek ścieżki i wrogo patrzą na każdego kto usiłuje zejść, a do tego robią cztery kadry bo „Adrianek wypadł jakoś tak smutno”

– osoby które w wypadku strasznego tłoku w schronisku kładą się na zacienionych ławkach alebowiem pewnie tylko one muszą odpocząć.

– osoby które prowadzą dzieciom pogadankę na temat uroku gór i wycieczek górskich całkowicie zagłuszając jakiekolwiek odgłosy przyrody i mordując raz na zawsze jakikolwiek urok gór i wycieczek górskich.

– przewodników wycieczek dziecięcych zatrzymujących dzieci co trzydzieści kroków i każących im wysłuchać wykładu zamiast po prostu zaprowadzić je na ładną wycieczkę.

–  osoby które karcą dzieci za to, że nie chcą iść dalej tylko oglądać widoki***

Jak sami widzicie matka Zwierza mogłaby tak naprawdę czuć się w górach dobrze gdyby obok górskich butów, plecaka i książki miała ze sobą jeszcze mały krodzik do wepchnięcia pod żebra połowie turystów.

*Zwierz niestety nie łapie się już jako dziecko od paru lat

** jeśli wydaje się wam że nikt nie ma oczu na tej wysokości to nie widzieliście hobbita

*** Tu matka Zwierza przeszła od słów do czynów i może nie tyle kogoś udusiła ale zwróciła uwagę, trenerowi wycieczki górskiej który wrzeszczał na dzieci, że je ukarze za to, że się ociągają mówiąc mu – słusznie, że w górach się nie wrzeszczy.

Ps: Moi drodzy Zwierz powoli żegna się z górami ale bardzo poleca wam zajrzeć jutro na bloga bo jutrzejszy wpis górski będzie naprawdę wyjątkowy.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...