Wszystkie pytania Penelope czyli o trzecim sezonie One Day at a Time

14/02/2019

Królowe i króliki czyli Zwierz o Faworycie

14/02/2019

Mango, miłość, mango

14/02/2019

Dziś są Walentynki. To znaczy, że będzie wpis o miłości. A raczej o mango.

Nie lubię mango. Możecie mówić co chcecie, wy przekupieni przez rynek słodkich owoców sprzedawczycy, ale Mango to nic innego jak marchewka z dobrym PR. Jakby się go nie pokroiło Mango wciąż smakuje jak słodka marchewka. Nie zmienię zdania. Nie lubię mango.

 

Mateusz lubi mango. Lubi to mało powiedziane. Jedną z największych życiowych przyjemności Mateusza jest ciamkanie Mango w czasie oglądania transmisji z zawodów StarCrafta. Ta moi drodzy – ciamkanie. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego mój mąż, człowiek zazwyczaj dobrze wychowany pożera Mango wydając tyle odgłosów, ale być może taka natura tego owocu.

 

Musicie wiedzieć że jeśli czegoś naprawdę nienawidzę to ciamkania. Mało rzeczy – łącznie z globalnym ociepleniem i korupcją polityczną wzbudza we mnie takie negatywne emocje jak ciamkanie.

 

Wiemy już więc dwie rzeczy. Nie lubię mango i ciamkania.

 

Jednak kiedy przychodzi mi robić zakupy automatycznie idę do działu z owockami sprawdzić czy mają mango. Nie jest to wielkie poświęcenie, ani też akt wybitny. Nie zapisuję sobie wszystkich dni w których dorzuciłam mango do koszyka. Nie świętujemy dnia mango. Czasem zdarza się że tego samego dnia owoc kupię i ja i Mateusz i wtedy ciamkanie się intensyfikuje.

 

Tak więc gdybym miała wam coś powiedzieć o uczuciach to rzekłabym – znajdźcie sobie w życiu kogoś, kogokolwiek – to w sumie nie musi być wielka romantyczna miłość – komu będziecie gotowi kupić mango. A właściwie – kogoś o kim pomyślicie nawet jeśli nie będzie tej osoby obok was. Kogoś czyja radość będzie wam leżała na sercu. Kogoś kto sprawi, że świat się wam nieco poszerzy – nie tylko to co sami lubicie ale też o coś więcej. Ponownie – nie mówię o wielkim poświęceniu. Raczej o tym, że najlepsze co można z wszelkich związków z drugim człowiekiem wynieść to właśnie to poszerzenie świata o coś więcej niż tylko ja. I choć płaci się za to nerwami, to czasem są nagrody. Jak zadowolony mąż niosący mango na talerzyku opowiadający radośnie że zaraz je sobie zje.

 

I żeby było jasne – nie mówię o wielkich ustępstwach. Nie każę nikomu zapomnieć o sobie. Wciąż krzyczę na mojego ciamkającego męża, by zżerał mango ciszej. Nadal uważam że próba poczęstowania mnie tym owocem jest zamachem na moje życie. Czasem branie pod uwagę drugiej osoby utożsamia się z traceniem własnego ja. Ale myślę, że wszędzie jest równowaga.  Ale jednocześnie – świat w którym ma się kogoś komu można kupić mango. Nawet jeśli to nie jest nasza druga połówka na wieki, jest światem w jakiś sposób lepszym. O tą radość drugiej osoby.

 

Ostatecznie mam nadzieję, że nie tylko kupujecie komuś mango ale czasem też ktoś wam kupi mango, albo marchewkę, albo ananasa, albo czekoladę. Ogólnie lepiej się żyje w świecie gdzie wiemy, że czasem pojawiamy się w czyichś myślach nawet kiedy nas obok nie ma. I ponownie – większość nas ma taką osobę w życiu nawet jeśli nie przeżywamy wielkiego romansu. Bo przecież nie na nim uczucia się kończą.

 

Tak więc miłego dnia zakochanych albo też miłego kupowania mango. Tylko nie mnie. Jak już ustaliliśmy ja mango nie cierpię. Przebrzydła egzotyczna marchewka.

 

Ps: Pamiętacie że dziś o 18:00 w Arkadii mam spotkanie autorskie? Mam nadzieję, że znajdziecie chwilę czasu pomiędzy deklaracjami miłości by wpaść i pogadać ze Zwierzem o Oscarach.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...