Underwood stepuje czyli o nagrodach Tony 2017

14/06/2017

Stara miłość nie rdzewieje czyli o Transformers: The Movie

14/06/2017

I wtedy wchodzi Papież cały na biało czyli o Doktorze i Mnichach

14/06/2017

Czytelnicy zwierza przestępują z nóżki na nóżkę bo mijają kolejne tygodnie a zwierz milczy o odcinkach Doktora, mimo, że obiecał że będzie donosił na bieżąco, co tam u Władcy Czasu. Zwierz przyzna szczerze – na odkładanie tego postu w czasie miały wpływ dwa czynniki. Pierwszy – mieliśmy do czynienia z historią podzieloną na trzy odcinki i zwierz chciał zobaczyć ją do końca zanim cokolwiek oceni. Po drugie – zwierz nie będzie ukrywał – Moffatowa fabuła niekoniecznie skradła jego serce. No ale skoro obiecał to pisze. SPOILERY

Zacznijmy od tego, że Zwierz odkrył, że jednak mimo wszystko nie lubi kiedy Doktor jest takim pomieszaniem wątków z powieści Dana Browna z rozciąganym do granic możliwości wspólnym wątkiem sezonu. O ile zwierz był wiele w stanie wybaczyć luźnym pojedynczym odcinkom tego sezonu to kiedy Moffat powrócił do swojego „To jeden wielki plan!” zwierz poczuł lekkie znużenie. Podobne do tego które towarzyszyło mu przy oglądaniu serialu w zeszłym sezonie. Jakby jasne, Moffat ma swoich fanów, ale o jednak nie jest coś co bardzo zwierza bawi. Nie znaczy to jednak że nie było w tej fabule kilku niezłych momentów. Był też wielki recykling pomysłów które pojawiły się już wcześniej.

 

Zwierz wie, że to taka trochę zdarta płyta ale to był taki typowy moffatowy story arc

Jakich pomysłów? Chociażby jedno wielkie zagrożenie – Mnisi to zdaniem zwierza – takie trochę popłuczyny po Ciszach, albo po prostu potwory z tej samej parafii. Mamy więc element, który Moffat lubi tzn. nic nie jest takie jak się wydaje i potwory są wszędzie (tu Mnisi robią symulację życia na ziemi, Cisze wypisywały się z historii, Weeping Angels spoglądają na nas ze wszystkich anielskich zdobień na budynkach). Po drugie – sam wygląd Mnichów bardzo przypominał zwierzowi pomysł z Ciszami tzn. bierzemy coś co wygląda trochę ludzko i przestawiamy coś w rysach twarzy czy proporcjach by wyszło tak jakoś strasznie. Do tego Mnisi są zorganizowani – czym ponownie przypominają Cisze. Jacy jednak Mnisi nie są? Zdaniem zwierza – zupełnie nie są straszni. To tacy przeciwnicy którzy nie za bardzo budzą grozę. Coś co udało się Moffatowi ze dwa razy – stworzenie potworów które rzeczywiście sprawią że skóra ścierpnie widzom tu nie wypaliło. Mnisi to tacy przeciwnicy o których można szybko zapomnieć. Od emisji ich ostatniego odcinka minął ponad tydzień i najstraszniejsza rzecz jaką zwierz potrafi o nich powiedzieć, to że z jakiegoś powodu nie lubią ludzi w kolorowych ciuchach.

 

Mnisi jako ci źli są w sumie bardzo nudni i trochę powtarzalni

Druga sprawa – to słabość Moffata do dodawania do swoich fabuł postaci ze świata trochę zewnętrznego dla Doktora. Pamiętacie jak kilka lat temu sięgnął po Nixona. To był całkiem fajny pomysł – postać historyczna ale też – dowcip bo ze wszystkich prezydentów Stanów Zjednoczonych Doktor musiał udzielać pomocy temu, który współcześnie cieszył się najgorszą sławą. W trzech odcinkach które nam właśnie zaprezentowano Doktor spotyka się z Papieżem. I słuchajcie to wygląda tak – scena w której dwie dziewczyny – trochę jeszcze speszone, bo to pierwsza randka – siedzą razem w kuchni do której nagle wchodzi papież, jest naprawdę zabawna. Trochę na zasadzie „Wszystkie rzeczy które mogą pójść źle na pierwszej randce”. Ale jednocześnie – poza tym dowcipem „a wtedy wchodzi papież” Moffat nie ma pomysłu ani ochoty cokolwiek z tą postacią robić. I zwierz za tym nie przepada. Podobnie jak nie przepada za pomysłami niczym z fabuły Dana Browna. Może dlatego, że w sumie nie ma w tym nic szczególnie zabawnego kiedy robi to Dan Brown i nie ma dużo więcej zabawnego kiedy starożytne teksty (w takim pop wydaniu) czyta Doktor. Przy czym w ogóle cały wątek tego starożytnego tekstu itp. był taki – trudno powiedzieć ale w sumie moim zdaniem – sprawę można byłoby rozwiązać w kilkanaście minut zamiast zmuszać bohaterów do biegania przez pół odcinka. Ale może zwierz zaczyna tracić po prostu cierpliwość do takich wątków.

 

Zdaniem zwierza cała trylogia dużo by zyskała na tym gdyby pierwszy odcinek był krótszy

 

 

Podobnie – to już ostatni z większych problemów – zwierz jakoś ma poczucie, że ta piramida na końcu świata jest pomysłem trochę już pozbawionym świeżości (tu zwierz mówi o drugim odcinku z trzech w tej mini serii). To pomysł który bardzo przypomina scenariusze takie jak „astronauta tam gdzie nie powinno go być”. Ponownie to taki bardzo Moffatowy pomysł – bierzemy coś co jest dość dobrze rozpoznawalne i stawiamy to w miejscu gdzie absolutnie nie powinno się pojawić. Ostatecznie sama piramida nie jest ani straszna ani bardzo ciekawa i służy – jak bardzo często w odcinkach Moffata – żeby coś dobrze brzmiało w jednej czy w drugiej kwestii w odcinku. Zresztą zwierz ma wrażenie, że Moffat ma jakąś słabość do Piramid bo to już drugi raz w ostatnich latach kiedy piramida pojawia się w świecie Doktora. Jasne recykling pomysłów nie jest zabroniony ale jakoś zwierz miał poczucie, że to co ogląda jest taką dużą powtórką z rozrywki. Zwłaszcza, że zwierz musi wam szczerze przyznać, że np. nienawidzi wątku w którym Doktor jest prezydentem Ziemi i uważa go za jeden z gorszych pomysłów Moffata. No i jeszcze jedna sprawa – czy Moffat mógłby już odłożyć na bok River Song? Jasne to jego postać i zwierz rozumie, że scenarzysta ją lubi ale jednak po jej ostatnim odcinku należałoby przestać. Zwierz lubi River ale ma trochę dość, że to taka postać, która nawet jak jej w odcinku nie ma to musi się pojawić.

 

Drugi odcinek jest lepszy choć zwierz też ma problemy z niektórymi elementami

No dobrze ale przejdźmy do nieco bardziej uporządkowanych refleksji. Otóż w ogóle cała historia wydała się zwierzowi nieco nadmiernie rozciągnięta. I to niekoniecznie w tych momentach w których powinna. Pierwszy odcinek – z Papieżem i całym zamieszaniem o Veritas chyba najbardziej zwierza znużył. Być może dlatego, że miał być taką wciągającą historią a la Dan Brown ale w sumie było to trochę nudnawe. Zwłaszcza że Moffat musiał zrobić jakiś wielki plot twist, który przynajmniej na zwierzu nie zrobił wielkiego wrażenia. Co więcej, to jeden z tych odcinków w których Doktor ma mnóstwo do zrobienia więc w sumie mimo ciągłego budowania napięcia nie ma miejsca by Doktor był Doktorem – jest za to dużo biegania i straszenia potworem w mroku. Do tego już w pierwszym odcinku widać to co się pojawia w tych trzech – Moffat trzyma Bill najczęściej z dala od Doktora co niekoniecznie jest dobrym wyjściem. Ogólnie zwierz ma wrażenie – może już paranoiczne – że Moffat nie umie pisać Bill tak dobrze jak inni scenarzyści tego sezonu. Przy czym zwierza chyba najbardziej zirytowało, że ten pierwszy odcinek był tak niesamowicie niesamodzielny, że w sumie nie za bardzo można go nawet ocenić nie znając całej historii. Zdecydowanie lepiej wypadł odcinek o Piramidzie na końcu świata. Choć zwierz wspomniał, że zawierał on elementy których nie jestem fanką (Doktor jako prezydent Ziemi to taki głupiutki pomysł) to jednak miał naprawdę fajny wątek z laboratorium w którym ktoś popełnił pomyłkę. Cały ten fragment gdzie Doktor wraz z badaczką z laboratorium próbują znaleźć rozwiązanie jak nie zarazić całej ziemi straszliwą bakterią ogląda się naprawdę super – łącznie z tym że bardzo dobrze wykorzystano kontuzję Doktora – prosty pomysł a jednak zdał egzamin. Tak więc drugi odcinek w sumie jest najlepszy – łącznie z decyzją którą musi podjąć Bill – co przynajmniej zwierzowi przypomniało dawne dylematy towarzyszek Doktora.

 

Zdecydowanie najlepsze w drugim odcinku są fragmenty w laboratorium

Największy problem zwierz ma z odcinkiem trzecim. Po pierwsze – trochę za mało czasu spędzamy w tej  alternatywnej wizji historii przepisanej przez Mnichów. Zdaniem zwierza skoro buduje się przez dwa odcinki napięcie to jeden w którym lepiej zobaczylibyśmy co to znaczy żyć pod reżimem Mnichów byłby zdecydowanie na plus. Inna sprawa – ta alternatywna Anglia jest taka wtórna – łącznie z tym że wszyscy są smutni więc chodzą w ciemnych ciuchach. Nawet pomysł z wykorzystaniem Doktora jako głównego propagandzisty Mnichów i ich wersji historii wypadł blado – głównie dlatego, że został zbyt szybko rozwiązany (podobnie jak niepotrzebny już problem ślepoty Doktora). Jednak największy zawód zwierza związany jest z obecnością Missy w całym tym zamieszaniu. Jeśli trzyma się kogoś za zamkniętymi drzwiami niemal przez cały sezon to wypadałoby go jakoś lepiej użyć. I jasne – Michelle Gomez gra Missty doskonale (zwierz nadal jest trochę zawiedziony tym że to w sumie tak niewykorzystana postać) ale jednak zwierz był zawiedziony jej obecnością w odcinku. Spodziewał się chyba czegoś więcej. Na sam koniec  – po tych trzech odcinkach, pokonanie Mnichów okazało się trochę za łatwe – zwierz w ogóle ma problem z tym zakończeniem – trochę wyciągniętym z kapelusza, choć bardzo Moffatowym.

 

Wątek z Doktorem wspierającym Mnichów sprawia wrażenie jakby napisano go głównie po o by dobrze wypadł w trailerach

Zwierz powie wam szczerze, gdyby przyciąć te odcinki w różnych miejscach. Być może zatrzymać Missy żeby ujawniła się nieco dalej w sezonie. Może gdyby np. skrócić pierwszy odcinek do maksimum i dorzucić do niego okrojoną fabułę drugiego a w trzecim poświęcić więcej czasu na wizję świata pod władaniem Mnichów. Zdaniem zwierza byłoby wtedy lepiej a na pewno nie można by odnieść wrażenia, że scenarzyści bardzo budują napięcie tylko po to by ostatecznie wszystko rozwiązało się tak szybko i przynajmniej zdaniem zwierza bezbarwnie. Do tego o ile jeszcze Doktor ma w tych trzech odcinkach niezłe sceny o tyle zwierz odniósł wrażenie, że Bill jest wyjątkowo słabo napisana. Za mało jej, traci trochę swojego charakteru i w takim kształcie w jakim ją znamy i lubimy wraca dopiero pod koniec trzeciego odcinka – kiedy już wszystko się właściwie skończyło. To może być oczywiście bardzo subiektywne ale zwierz miał wrażenie jakby towarzyszka zamiast być na pierwszym planie trochę błąka się w tle. Nawet pod koniec historii gdzie jest kluczowa zwierz nie poczuł by twórcy umieli to dobrze napisać. Pomysł z tym nieistniejącym wspomnieniem o matce był dobry choć trochę szkoda że nie wprowadzono tego wcześniej w odcinkach – nadałoby to pewnie całości jakiegoś ciężaru.

 

Zwierz jest chyba najbardziej rozczarowany tym jak niewykorzystaną postacią okazała się jak na razie Missy

Ostatecznie zwierz nie będzie ukrywał, że całe zamieszanie z Mnichami trochę go znużyło. Były niezłe pomysły i całkiem niezłe dialogi ale w sumie była to taka typowa historia Moffata – długie rozbudzanie oczekiwań, cliffhangery, paradoksy, projekcje i złudzenia a na sam koniec jak zwykle zakończenie nieco zawodzi. Zwłaszcza że ponownie – Moffat przeskakuje tutaj od Bill która sobie radośnie podróżuje z Doktorem do Bill która musi decydować o losach całej Ziemi. Jakoś ten ciężar podróży z Doktorem nie został chyba dobrze rozłożony tzn. Bill wciąż jest dość nowa i wypadałoby jej dać jeszcze trochę beztroski. W każdym razie zwierz przyzna szczerze – być może ta historia by go nieco bardziej zdenerwowała czy obeszła gdyby Moffat miał pisać kolejny sezon. Na całe szczęście dostał tylko potwierdzenie, że informację o zmianie głównego scenarzysty należy przyjąć jako dobry znak dla przyszłości Doktora. Nawet jeśli oznacza to, że będzie to trochę inny serial (bo tak wskazują pierwsze doniesienia). Zwierz jest tego dużo bardziej ciekawy niż nowych pozornie zagmatwanych scenariuszy Moffata.

 

Ps: Zwierz oczywiście ma do napisania o jeszcze jednym odcinku Doktora o czym dobrze pamięta :)

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Missy wydaje się być wrzucona trochę na zasadzie – ej, pokazaliśmy już kto jest w tym skarbcu, to pokazujmy ją w każdym odcinku, żeby ludzie nie zapomnieli kto to.
    A w trzecim odcinku Doctor jest tak niedoctorowy, że smutek i żal…

  • Krzysztof Czyżak

    Hm…. ja wiem, że Moffat prawdopodobnie odpowiada za lwią część tego konceptu i sam napisał „Extremis”, ale warto wspomnieć o tym, że kolejne odcinki albo współtworzył („Pyramid at the End of the World”), albo w ogóle się pod nimi nie podpisywał („Lie of the Land”). Oczywiście, Moffat to showrunner, ale wydaje mi się, że część elementów mógł tutaj zepsuć ktoś inny (z tym że dla mnie to te dwa ostatnie odcinki wypadają średnio, albo nawet słabo – dlatego obarczanie Moffata całą winą wydaje mi się lekką „przesadą”).

  • A mnie znowu pierwszy odcinek z trylogii zachwycił i to mocno :) Już mniejsza o skojarzenia z Danem Brownem, które mieli chyba wszyscy, lubię jak Watykan pokazywany jest w kontekście nie-tych-złych. No i dowcip z papieżem na randce… I pomysł na projekcje świata wyjątkowo mnie kupił. A właściwie dylematy ludzi, którzy się w takim znaleźli.
    Miałam problem z tym alternatywnym społeczeństwem w odcinku trzecim. Wszystko takie złe, niedobre… Wiem, że Mnisi to Ci źli, ale wydaje mi się, że ciekawiej by było pokazać ich świat trochę mniej szaro (sic!). Dać widzowi zastanowić się czy może jednak proponowane przez nich rozwiązanie nie jest takie złe? Co jest ważniejsze, bezpieczeństwo i prowadzenie za rączkę, czy wzięcie odpowiedzialności za siebie, jako ludzkość w własne ręce? Ale rozumiem, że zabrakło czasu, by bardziej się w to wgłębić. Finał naprawdę był lepszym pomysłem niż to co wyszło w realizacji…

  • Najbardziej podobał mi się właśnie pierwszy odcinek z tej trylogii, taki powrót do 6 serii, którą uwielbiam i pasuje mi to bardziej, niż urocze odcinki nawiązujące do ery RTD. Reszta odcinków mnie rozczarowała, bo właściwie czemu Mnichowie rządzą właśnie w ten sposób? Spodziewałam się utopii, z której nikt nie będzie chciał rezygnować. a nie powtórki z rozrywki. No i samo rozwiazanie problemu zdecydowanie na minus.

  • Mi się podobały nawiązania do River Song w pierwszym odcinku z tej trójki. Zapewne dlatego, że były subtelne :P.

  • migi

    A ja mam wrazenie ze Moffatowi troche zabraklo inwencji, tak jakby wygrzebal scenariusze Sherlocka i przerobil je naDoktora (jak uslyszalam good bye Vienna automatycznie zaczelam porownywac poszczegolne sceny)
    I chyba ten srodkowy odcinek najbardziej do mnie trafil

  • wazon

    Jak zwykle nie oglądam serialu, ale na śmierć mnie wystraszył mnich (?) uwieczniony w trzeciej z kolei fotce. Czuję, że mam kilka nocy zmarnowanych, a ze dwa dni przeżyte w nieopisanym lęku.
    A serio mówiąc, jeśli cały serial jest tak banalny i naiwny jak ta fotografia, to doprawdy…no, ale nie sądzi się książki po okładce

    • YoAnna

      Doctor Who ma wiele naiwnych momentów, ale to poniekąd urok tego serialu ;)

  • YoAnna

    Mnie ogólnie zastanawia, po co było takie wielkie halo wokół Bill, jak „first openly gay companion” skoro w całym sezonie było tego wątku tyle, co kot napłakał. Dla szumu? Chyba już nie te czasy, gdyż praktycznie w każdym serialu jest obecnie wątek homoseksualny. To już w Class było przedstawione bardziej dosadnie i naocznie, że tak powiem.

  • the_P

    Zapomniał Zwierz o jeszcze jednym narzędziu Moffata: ludzie, którzy powinni być specjalistami w swoim zawodzie robią rzeczy durne i przeczące logice i wręcz podstawom wykonywania danego zawodu (niekompetentni żołnierze a teraz biolodzy) tylko po to, by wymusić jakiś ciąg wydarzeń i „bardzo mądry” rozwój fabuły.
    – Coś zrobiliśmy źle i zatruło roślinki tak, że zgniły/rozpadły się. Co robi epidemiolog (?) ? Bez pełnego stroju (który najwyraźniej jest wymagany) bierze praktycznie ręcznie próbkę do drugiego pomieszczenia bez żadnego odizolowania jej.
    – System filtrowania toksyn z laboratorium… wypompowuje je potem do atmosfery? ??? ????? CZEMU?
    – Bakteria trafiła do TARDIS z towarzyszem. oops.
    – Doktor pyta panią biolog/epidemiolog jak sterylizować „wsadzić do gorącej wody lub ognia” hmmm znaczy wysoka temperature, jakie to.. odkrywcze, aż dziwne, że na to wpadła, prawie jakby wiedziała coś o bakteriach. Aaaalbo no, środki chemiczne też można stosować. („To nasza butla ze spirytusem…. do dezynfekcji, oczywiście, khem”) Których chyba nie mają, bo po co. A tak w ogóle czemu laboratorium badające bakterie nie ma żadnego systemu dekontaminacji?
    – Skoro wspominamy dekontaminację – ani Doktor ani pani doktor jej nie przechodzi. Czyli bakteria jest z nimi w niespalonym pokoju. Czyli… już zaczyna mnie boleć głowa.

    Ja rozumiem, że oglądanie Doctor Who to ćwiczenie ze suspension of disbelief, ale Moffat każe bardzo często niby bardzo profesjonalnym postaciom robić rzeczy tak DURNE, że głowa boli (żołnierz chowający się przed potworem dyszy i nawet nie patrzy co jest w pomieszczeniu, w którym się schował i nie widzi wielkiego lustra? to było w zatopionym mieście) po to, żeby wymusić coś w fabule. A ja niestety nie mogę pić alkoholu a marihuana jest u nas nielegalna więc oglądam na trzeźwo i to WIDZĘ.
    I nie, nikt mi nie wmówi, że tak się pisze, bo sam piszę i to jest dla mnie popisywanie się jaki o mam super pomysł (HASZTAGI!), ale researchu to się żadnego zrobić nie chce.

    Pomijam już, że zamek z pokoju przypomina mi to: https://www.theverge.com/tldr/2017/6/9/15768800/reddit-worst-volume-sliders-ui-design (tak, mamy pokój, w którym obowiązkowe jest noszenie rękawic, najlepszym wyborem jest zatem zamek, w którym trzeba precyzyjnie coś poprzesuwać a nie np, nie wiem, klawiatura?)

    Może jednak pisząc serial fantastyczno-naukowy przydałaby się jakaś podstawowa znajomość tej „naukowej” i technologicznej części.

    • AnixKajol .

      Ja po obejrzeniu odcinka, stwierdziłam, że to takie ostrzeżenie – jesteś wczorajszy to weź ten urlop na żądanie :P
      Ja tam się nie znam na badaniach laboratoryjnych, ale jak zobaczyłam, że koleś bierze gołymi rękami próbkę, do tego bez tego ochraniacza na głowie, to ręka sama powędrowała na moje czoło. Ale i tak ten odcinek i wątek mi się podobał najbardziej z tych trzech.

  • Czemu od nowego sezonu to będzie inny serial? Jakie doniesienia? Znaczy wiem o nowym scenarzyście, ale jakie są plany?