Jedź dzieciaku! czyli zwierz o Baby Driver

12/07/2017

Wszystko przemija, smutki też czyli 25 miłych rzeczy na lipiec

12/07/2017

Jak zaśpiewać powieść epistolarną czyli zwierz o Daddy Long Legs

12/07/2017

Jakieś wieki temu zwierz polecał wam stronę Broadway HD gdzie za drobną opłatą można oglądać albo pojedyncze musicale i sztuki teatralne albo wykupić abonament dający dostęp na miesiąc. Niestety brzmi to nieco lepiej niż sprawdza się w rzeczywistości (nowości z Broadwayu raczej nie zobaczycie) ale czasem można znaleźć prawdziwą perełkę. Jak musical Daddy Long Legs. O którym zwierz wam dziś napisze.

Być może będąc dziećmi natrafiliście na wydawaną w koszmarnie brzydkiej serii „Klasyka” książkę „Tajemniczy Opiekun”. Zwierz nie tylko natrafił ale dostał dodatkowo od swojej kochanej rodzicielki zapewnienie że książka na pewno mu się spodoba. Matka rodzicielka miała rację, książka na pewien czas stała się ulubioną powieścią zwierza – głównie ze względu na fakt że przez większość czasu opisywała codzienne życie bohaterki wysłanej na studia przez bogatego filantropa. Filantrop ów miał zaś tylko jedno życzenie by bohaterka pisała do niego regularnie opowiadając o swoim życiu. Kiedy zwierz czytał książkę po raz pierwszy jakoś nie domyślił się od razu tożsamości owego tajemniczego opiekuna – co dodawało dodatkowy emocji lekturze. Niestety drugi tom – oparty na podobnym pomyśle – „Kochany Wrogu” który z kolei był zbiorem listów wysyłanych przez przyjaciółkę bohaterki nie wypadł już tak dobrze. W każdym razie zwierz kochał tą książkę bardzo, tak bardzo że kiedy dowiedział się, że są dwie ekranizacje (jedna jeszcze niema druga z 1955) to postanowił ich nie oglądać bo tak dobrze wiedział jak powinni wyglądać bohaterowie, że nie chciał sobie tej wizji zburzyć.

 

Kiedy musical pokazano na żywo (poza teatrem w ramach transmisji) oglądało go jakieś 150 tys. osób – równowartość 10 tygodni wyprzedanych spektakli. Takie jest zainteresowanie musicalem jak się je pokaże na świecie

 

Kiedy zwierz dowiedział się, że istnieje musical na postawie powieści był nieco zaskoczony. Powieść składa się wyłącznie z listów wysyłanych przez bohaterkę (po latach zwierz z zaskoczeniem dowiedział się, że nie miała ona na imię Agata ale Jerusha – zwierz się trochę nie dziwi tłumaczowi, że podmienił imię. Zwłaszcza że to książka z 1912 tzn. tłumaczono ją kiedy obowiązywały inne zasady co do imion i nazw własnych w tłumaczeniach). Trudno sobie wyobrazić musical – który na dodatek chce wykorzystać romantyczną stronę całej tajemnicy (zwierz robi tu wielki SPOILER ale w powieści można się domyślić – o ile się nie ma dziesięciu lat – że tajemniczym opiekunem Agaty jest wujek jej przyjaciółki który pojawia się zaskakująco często w życiu bohaterki) – śpiewany tylko przez jedną stronę. Do tego powieść obejmuje kilka lat studiów dziewczyny, więc trzeba jakoś pokazać upływ czasu. Trudno też na scenie pokazać wszystkie miejsca do których przenosi się akcja. To znaczy można, ale zwierz wiedział, że to nie jest wielki musical tylko taki mały – kameralny Ogólnie – zwierz miał poważne wątpliwości czy cokolwiek z tego da się przenieść na scenę.

 

Musical doczekał się wielu wersji na całym świecie w tym japońskiej

Zwierz powie wam od razu. Jest zachwycony. Udało się zrobić musical na podstawie powieści epistolarnej, co nie jest proste. Co wymyślono? Przede wszystkim to rzeczywiście przedstawienie niesłychanie kameralne. Jedna scena. Kilka skrzyń, z których bohaterka wyjmuje niezbędne do kolejnych scen stroje i rekwizyty. Do tego tylko dwoje aktorów – Ona i On. Ona chodzi po swoim pokoju wśród rozłożonych skrzyń (które jeśli tylko trochę wysilimy wyobraźnię mogą być łóżkiem w kwaterze studentki, górą na uroczej farmie albo chodnikiem w Stanach), On siedzi w gabinecie wśród książek, przyczepiając do półek kolejne listy z którymi coraz trudniej mu się rozstać. Czasem śpiewa tylko ona, czasem śpiewają oboje. Jednocześnie do tych listów które znamy z powieści dodano jeszcze istotny element. Po pierwsze – te listy które nasz coraz bardziej zakochany w dziewczynie filantrop chciałby napisać ale się powstrzymuje. Po drugie – jego reakcje na to co pisze do niego dziewczyna. To dobry zabieg, bo trzeba przyznać – o ile  w powieści jakoś by uszło, że w ogóle nie znamy bohatera o tyle musical bez tego elementu wypadłby blado no i romans byłby chyba trochę trudny do zaakceptowania. Albo inaczej – trudno byłoby przeżyć te wszystkie emocje.

 

Zwierz zawsze jest pod wrażeniem jak niewiele trzeba by na scenie widz mógł zobaczyć co tylko zechce mu pokazać reżyser

 

Dodatkowym plusem musicalu jest fakt, że udało się zachować dwie cechy oryginału. Po pierwsze, książka o młodej Agacie Abbott która z sierocińca trafiła na wyższą uczelnię była dość postępowa. Musical nie koncentruje się tylko na romansie, bohaterka marzy o pisaniu powieści ale i o reformowaniu sierocińców tak by nikt nie miał podobnych przeżyć co ona. Jednocześnie kilka razy narzeka że niedobry to kraj w którym taka dziewczyna jak ona nie ma prawa głosu. Poza tym musical jest zabawny. I to zabawny w bardzo dowcipny sposób – bez żadnych gagów czy potykania się na skórce od banana. Wszystko zasadza się tu na grze aktorskiej – sceny w których bohater czyta opis samego siebie w liście od Agaty jest przecudowny. Dowcip jest zresztą tym co niestety zupełnie znika jeśli zamiast posłuchać obejrzycie musical. Umknie wam cala zabawa.

 

Muzycznie musical nie jest wybitny ale świetnie się go ogląda, spektakl na stronie jest zapisem spektaklu który był transmitowany na żywo. Ale nie nikt się nie myli :)

No właśnie zwierz zachęca was do obejrzenia musicalu jeszcze z jednego powodu. To jest taka sztuka która niestety kompletnie nie radzi sobie kiedy zostanie tylko płyta z piosenkami. Nie są one wybitne (zwierzowi bardzo podoba się jedna – w której Agata wymienia wszystko czego jeszcze nie wie, skarżąc się że to co inni uważają za oczywiste dla niej – dziewczyny z sierocińca jest zupełną nowością) i mogą się trochę zlewać. Kiedy ogląda się musical na scenie, to ta powtarzalność melodii nie nuży a fakt, że oglądamy coś kameralnego, dowcipnego i romantycznego sprawia, że nie musimy jakoś bardzo dużo wymagać od musicalu pod względem innowacyjności czy zróżnicowania piosenek. To nie jest zły musical pod względem muzycznym ale zwierz nie będzie was przekonywał że to dzieło wybitne. Ale jako spektakl sprawdza się doskonale i nawet zwierza nie za bardzo dziwi, że trafił na Broadway HD jako nagrany spektakl. Bo to dokładnie taka sztuka której nie można nikomu opowiedzieć – trzeba zobaczyć. Nie trwa długo (jak na musical) bo zaledwie dwie godziny z kawałkiem. Doskonały na jedno popołudnie.

 

Zwierz nie pisałby o jednej bardzo konkretnej stronie gdyby dało się musical obejrzeć inaczej – ale jak na razie to nasze jedyne źródełko

Do tego trzeba powiedzieć, to dobry spektakl by przypomnieć sobie jak różnorodnym gatunkiem są musicale. Dla wielu czytelników musicale kojarzą się pewnie głównie z dużymi obsadami, wielkimi dekoracjami i nutami wyciąganymi pod niebiosa. Tymczasem kameralnych musicali – zwłaszcza poza Broadwayem jest całkiem sporo a ciekawych pomysłów na to o czym jeszcze można w ten sposób opowiedzieć nie brakuje. Tak więc jeśli chcecie trochę zmienić swoje zdanie odnośnie tego jak wygląda musical to zwierz bardzo poleca – powinniście się dobrze bawić. Jeśli lubicie komedie romantyczne – też. Ogólnie to jest dobry spektakl który zostawia uśmiech na twarzy. A jak zatęsknicie to jest cała ścieżka dźwiękowa na Spotify. Zwierz musi tu uprzedzić, że niestety spektakle na Broadway HD zakładają że znacie angielski więc są bez napisów. Zdaniem zwierza ten akurat musical nie powinien wam sprawić większej trudności bo aktorzy mówią wyraźnie i nie ma takich piosenek które trzeba przesłuchać trzy razy by zrozumieć o co chodziło. Słownictwo też nie jest szczególnie trudne – nikt tu nie omawia polityki fiskalnej Stanów Zjednoczonych jak to robią niektóre musicale.

 

Co ciekawe, twórcom udało się jakoś tak opowiedzieć tą retro historię, że w ogóle nie czuć po niej że oglądamy opowieść jednak z bardzo innych czasów

 

Jeśli założycie konto na Broadway HD a jeszcze nigdy tam nie byliście to zwierz poleca wam jeszcze koniecznie obejrzeć She Loves Me (znajdziecie recenzję tego przedstawienia na blogu) – to pierwszy duży spektakl musicalowy na Broadwayu który zarejestrowano na żywo. Otwierając nowojorskie sceny na nowe czasy i możliwości. To także urocza i romantyczna historia, więc możecie sobie zrobić maraton. Zwłaszcza że miesięczny dostęp do spektakli kosztuje 10 dolarów, a wypożyczenie jednego spektaklu na dwa dni tylko 8. Zwierz przeliczał po niekorzystnym kursie i wyszło mu, że taki spektakl to ok. 30 zł. To nie jest bardzo dużo. Na pewno nie jest dużo jeśli pomyślimy, że poza wycieczką do Nowego Jorku nie mamy dużo więcej możliwości oglądania takich spektakli. To tyle na dziś. Zwierz biegnie obejrzeć Romeo i Julię z Orlando Bloomem. Kiedyś pokazywano w Polsce ale zwierz się nie załapał. A tu proszę jest na jego własnym prywatnym laptopie.

Ps: Wrócił serial Younger. Zwierz musi wam wyznać, że to chyba jedyny serial z którym ma tak, że jak się kończy ten dwudziestominutowy odcinek to zwierz jest tak bardzo zawiedziony, że nie ma więcej. Niby głupotka a jak wciąga.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Ale jak to ona nie miała na imię Agata?!

    • zpopk

      Prawda! Też to był dla mnie szok.

      • Hannah

        Ja też swoje zdumienie zaliczyłam czytając oryginał. Ale tym bardziej nie rozumiem wyboru tłumacza. W oryginale Jerusha zmienia sobie imię na Judy bo Jerusha to takie DZIWACZNE imię, jeszcze jeden powód żeby odstawać, jeszcze jeden przyczynek do śmieszków za plecami. Agata jest imieniem neutralnym w tym kontekście. To powinna być jakaś Prudencja czy inna Prakseda, coś co zdecydowanie odstaje i może sprawić że czujemy się obco.

        I bardzo zwierzowi dziękuję za ten wpis! Sama bym nie znalazła a to naprawdę taka radość. I rzeczywiście dobrze zrobione i zabawne. Chociaż Agatę wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, na pewno bez tych loczków artystycznie przyklejonych nad czołem :)

    • Grzegorz Grygoruk

      W anime (https://www.youtube.com/watch?v=I5gOqsPIhAg) miała na imię Judy;)

      • Beryl Autumnramble

        Właśnie, też powitałam Agatę ze zdumieniem, bo dla mnie to była zawsze Judy z wersji animowanej. Znaczy, z tej, nie tej z lat siedemdziesiątych.

        • Rob Krol

          niezawodne NHK i ich cykl ekranizacji literatury dziecięcej ;)) choć angielski tytuł mnie zmylił i długo szukałem powieści Taty długie nogi ;-D bo tajemniczego opiekuna czytałem jeszcze za młodu :)

  • Asia

    To była jedna z ulubionych książek mojego dzieciństwa ! I jeszcze „Błękitny zamek” L.M. Montgomery. Powrót Younger również cieszy mnie niezmiernie, miałam nawet plan, żeby poczekać aż się uzbiera kilka odcinków i obejrzeć hurtem ale niestety niecierpliwość zwyciężyła :)

    • zpopk

      Błękitny Zamek też kochałam!

  • Bida

    Z przyjemnością obejrzę, choć z książek tej autorki bardziej lubiłam Patty.
    To tłumaczenie imion to starych powieściach to w ogóle jest ciekawa sprawa. Zwłaszcza w przypadku książek Lucy Maud Montgomery. Każdy tłumacz ma swoją wizję.

  • wazon

    Tyle lat się pętam po świecie, a nie miałam pojęcia, że można dać bohaterce zupełnie inne imię. Rozumiem spolszczenia, np z Rose robi się Różę z Lucy Lusię, ale żeby tak zupełnie ? I dlaczego akurat Agata, to w ogóle nie pasuje do oryginału. Mogłaby być ew.np Irusia, albo Jeżyna ( jest takie imię). Sądzę, że pisarze nie są zachwyceni takimi zmianami. Kiedy się pisze książkę, imię jakoś przystaje do osoby i nie jest przypadkowe. Wyobraźmy sobie, że w tłumaczeniu „Nocy i Dni” Bogumił Niechcic nazywa się np Willy Smith a w „Chłopach” Jagna nazywa się Petronela. To byłyby przecież zupełnie inne osoby.
    No, nie wiem, czemu mnie poniosło.
    Przy okazji – czym właściwie rożni się musical od operetki ?

    • Shakuahi

      Mnie po operetce zawsze głowa boli a po musicalu nie. Pomogłam, nie? ;)

    • ewa_pl

      W Ani z Zielonego Wzgórza z Rachel Lynde zrobiono Małgorzatę, podobno z obawy, że Rachela by sie po żydowsku skojarzyła.

  • Lilith

    Oooo, też lubiłam tę książkę, chociaż miałam potem moment, kiedy nie byłam pewna, co o niej myśleć, bo jednak było coś trochę niepokojącego w tym układzie (ale w sumie chyba książka dobrze sobie z tym radzi właśnie przez to, że jednak bohaterka zakochuje się, nie wiedząc, że to człowiek, od którego zależy jej utrzymanie). I też nie rozumiem, jak to nie jest Agatą! …tak samo jak w angielskiej wersji mamy jakąś „Rachel” zamiast Małgorzaty Linde i Betty zamiast Rózi w Małej Księżniczce… (i z jednej strony rozumiem, że kiedyś tak się to robiło, ale z drugiej strony to sprawia, że jak człowiek zaczyna sięgać po oryginały, to czuje się straszliwie zagubiony)

    A jeszcze tak mi się rzuciło w oczy – „Dowcip jest zresztą tym co niestety zupełnie znika jeśli zamiast posłuchać obejrzycie musical.”
    Mam takie dziwne wrażenie, że chyba jednak miałaś na myśli coś odwrotnego…

  • Shakuahi

    Pamiętam tę książkę z dzieciństwa – jedna z niewielu książek w moim życiu, których nigdy nie przeczytałam do końca, to były te czasy, kiedy mama mi podsuwała po kolei książki że swojej biblioteczki – to, błękitny zamek, dziwne losy Jane Eyre… Tylko jakoś nic nie interesowało mnie. W końcu zrezygnowana sięgnęła po Miasteczko Salem i tadam, zatrybiło.

  • Kinoman1

    Czy zwierz oglądał film z 1955 roku z Fredem Astaire i Leslie Caron? W Polsce niedostępny, ale można kupić blue ray lub dvd na Amazonie. Polecam film gorąco a zwłaszcza rewelacyjny układ taneczny ” Sluefoot”.

    • zpopk

      Myślę, że to zdanie w tekście w którym piszę że nie widziałam ekranizacji podpowiada że nie widziałam

  • Przeczytałam wpis Zwierza. Ostatnie dwa wieczory spędziłam na czytaniu książki (po raz kolejny), a potem oglądaniu japońskiego serialu z 1990 na YouTube.
    A niech cię, Zwierzu!

  • O ile dobrze kojarzę, ta nieszczęsna seria Klasyka dziecięca prezentowała dzieła bardzo mocno uproszczone i okrojone. Bardzo głupi proceder, a niektóre książki po polsku wydano tylko tam.

    Uwielbiałam historię Agaty :)