Home Ogólnie Kawałek nieba pod powiekami czyli co jest potrzebne by zrobić karierę w Hollywood

Kawałek nieba pod powiekami czyli co jest potrzebne by zrobić karierę w Hollywood

autor Zwierz
Kawałek nieba pod powiekami czyli co jest potrzebne by zrobić karierę w Hollywood

Hej

Zwierz chci­ał­by wam powiedzieć, bo może nie zauważyliś­cie, że nad­chodzą świę­ta. A to oznacza, że zwierz czu­je się w obow­iązku was choć trochę obdarować. Dlat­ego dziś będzie not­ka lek­ka jak piórko, która może dostar­czyć wam co najwyżej reflek­sji natu­ry este­ty­cznej. Zwierz będzie wam dziś bowiem udowad­ni­ał, że w biz­ne­sie fil­mowym wcale nie liczy się tal­ent, ani uro­da. Moi drodzy kluc­zowym środ­kiem do osiąg­nię­cia sukce­su aktorskiego są… niebieskie oczy. Po pros­tu wystar­czy że pro­du­cent czy reżyser spo­jrzą w oczy niebieskook­iego akto­ra i od razu dostrzegą w nich kawałek fil­mowego nie­ba, które przy­ciąg­nie do kina tłumy. Oczy­wiś­cie każ­da teo­ria musi zostać potwierd­zona odpowied­ni­mi przykłada­mi. Zwierz dokon­ał więc odpowied­niej kwerendy, zmusił się do spo­jrzenia głęboko w oczy aktorom. I tak oto ma dla was dziś notkę potwierdza­jącą jego wielką teorię.

83d4944bb781aa2e38a7a32738946c3d

Zaczni­jmy od tego że ponieważ nikt nie wie jaki kolor oczu ma Bene­dict Cum­ber­batch (bo zależy to od światła a poza tym taka jego uro­da) to zwierz wrzu­ci go tu z najlep­szą odpowiedz­ią na pytanie (które kiedyś sam sobie zadawał)

Paul New­man – król niebies­kich oczu. Nikt przed nim ani nikt po nim nie spoglą­dał tak z ekranu. Jedyne niebieskie oczy które prze­bi­jały się nawet przez czarnobi­ałą taśmę. Jak aktor sam żar­tował na jego nagrobku powin­no się napisać, że umarł gdyż jego oczy stały się brą­zowe. Oczy­wiś­cie New­man był doskon­ałym aktorem i miał taką prezencję że i bez niebies­kich oczu zapisał­by się w his­torii kina. Ale nie zmienia to fak­tu, że gdy w Kotce na Gorą­cym Blaszanym dachu w tych niebies­kich oczach pojaw­ia się smutek człowieka zła­manego to doty­ka to trafia to pros­to w serce, a gdy w Cool Hand Luke na chwilę pojaw­ia się radość – to wszyscy na chwilę jesteśmy wol­ni.

 

U góry cała rola w jed­nym załza­w­ionym spo­jrze­niu, na dole dowód że oczy New­mana były niebieskie nawet na czarno białych zdję­ci­ach

Chris Pine – trzy czwarte Star Tre­ka w reżyser J.J Abram­sa to studi­um w kolorze oczu amerykańskiego akto­ra. Do tego stop­nia, że pojaw­iły się nawet sug­estie, że oczy Pine’a to wynik pra­cy speców od efek­tów spec­jal­nych.  Cóż wszyscy wiemy, że oczy Chrisa Pine mają kolor oceanu po burzy i są zde­cy­dowanie odpowiedzialne za  rozwój jego kari­ery. Po pier­wsze bez nich nikt nigdy nie dał­by mu roli Kir­ka  — bo najważniejsze jest w tej roli odpowied­nio pięknie spoglą­dać w przestrzeń. Poza tym wtedy jego ojca nie mógł­by zagrać równie niebieskoo­ki Chris Hemsworth. A poza tym nigdy by nie dostał roli księ­cia w Into the Woods gdy­by nie miał obow­iązkowych w przy­pad­ku książąt niebies­kich ocząt. Inny­mi słowy – nie ma najm­niejszej wąt­pli­woś­ci, ze Chris dosłown­ie wypa­trzył sobie przyszłość.

Chris Pine Captain Kirk Star Trek Into Darkness

Ponoć oczy Chrisa Pine miały własne flary w pier­wszej wer­sji Star Tre­ka

Eli­jah Wood– właś­ci­ciel chy­ba najwięk­szych oczu w Hol­ly­wood. Zaczął jako dziecko spoglą­da­jąc nimi smut­no na speców od cast­ingów. Potem dzię­ki nim dostał rolę we Wład­cy Pierś­cieni bo nie ukry­wa­jmy – tylko w tak wiel­kich oczach mogło się odbić całe pię­kno Śródziemia. Niewiele osób wie, że Eli­jah ma niesamow­itą zdol­ność. Potrafi godz­i­na­mi nie mru­gać. Dlaczego? To jasne – by nie przesła­ni­ać ludziom widoku swoich pięknych oczu. Dlat­ego właśnie w sce­nach z Szelobą to nie żadne efek­ty spec­jalne to aktor naprawdę nie mru­ga. Niemalże godz­i­na­mi. Po zakończe­niu Hob­bita Eli­jah pokazał że potrafi swoi­mi wielki­mi oczyska­mi spoglą­dać tak, że cia­r­ki prze­chodzą po ple­cach bo sza­leńst­wo kry­je się tuż za nimi. Stąd też cza­sem gdy nie zdąży się odpowied­nio zre­flek­tować wyglą­da na zdję­ci­ach trochę jak psy­chopa­ta. Ale moż­na mieć więk­sze prob­le­my.

Untitledjk

Powiedzmy sobie szcz­erze niebieskie oczys­ka akto­ra zaj­mu­ją jakieś trzy czwarte jego twarzy. Ist­nieje praw­dopodobieńst­wo, że tak naprawdę jest postacią z man­gi

Cil­lian Mur­phy – nie wszyscy wiedzą ale błęk­it oczy Cil­liana Mur­phy został wpisany na Irlandzką listę dziedz­ict­wa nar­o­dowego. I słusznie bo niemal cała kari­era akto­ra opiera się na tym, że jak spo­jrzy w oko kamery to widz zapom­i­na, o bożym świecie. Podob­nie jak w przy­pad­ku Eli­jah w niebies­kich oczach akto­ra potrafi kryć się sza­leńst­wo, które przy­wiodło go na plan Bat­mana czy delikat­ność która z kolei dała mu rolę np. w Śni­ada­niu na Plu­tonie. Poza tym oglą­da­jące Peaky Blind­ers doskonale rozu­miemy, że jeśli robić szem­rane interesy to tylko z kimś o takim spo­jrze­niu. Istot­nie, Cil­lian właś­ci­wie bard­zo grać nie musi. Wystar­czy że spo­jrzy. Tym bardziej trze­ba się cieszyć, że spoglą­da w tak dobrych pro­dukc­jach.

Mając takie oczy to właś­ci­wie moż­na grać albo psy­chopatów albo posta­cie liryczne. A najlepiej coś pomiędzy

Ian Somer­halder – Ian gra w złym seri­alu o wam­pirach tego drugiego wam­pi­ra. Bo wam­piry są dwa. Oczy­wiś­cie wid­zowie powin­ni przeży­wać fakt, że głów­na bohater­ka złego seri­alu o wam­pirach przeży­wa dylemat którego z dwóch wam­pirzych braci wybrać. Nieste­ty ser­i­al rujnu­je fakt, że dru­gi z wam­pirów nie ma jas­non­iebies­kich oczu i właś­ci­wie jest to trochę spoil­er doty­czą­cy uczuć bohater­ki. Plus to doskon­ały przykład na to, że nie trze­ba mieć zbyt wiele aktorskiego tal­en­tu ale wystar­czy mieć pod powieka­mi kawałek nie­ba i już ma się dobrą pracę w filmie na lata. Zwierz który ser­i­al oglą­da niesły­chanie wyry­wkowo musi powiedzieć, że będzie ostat­nim który protes­tu­je prze­ci­wko takiemu trak­towa­niu sprawy. W końcu zły ser­i­al o wam­pirach w których nikt nie ma niebies­kich oczu to już zupeł­na poraż­ka.

W słabym seri­alu o wam­pirach aktor właś­ci­wie nie gra tylko się patrzy

Jonathan Rhys May­ers – zwierz musi przyz­nać – trochę oszuku­je. Aktor należy bowiem do grupy osób które mają oczy nie do koń­ca  w jed­nym kolorze. Jed­no oko ma niebieskie drugie niebiesko brą­zowe (nawet nie wiecie jak trudne było prze­jrze­nie setek zdjęć przed ustal­e­niem tych fak­tów). Nato­mi­ast zwierz ma wraże­nie, że okrutne spo­jrze­nie tych właśnie niebies­kich oczu to właś­ci­wie trzy czwarte kari­ery akto­ra, który potrafi być świet­ny i potrafi się stras­zli­wie lenić jeśli reżyser go nie przypil­nu­je. Gdy­by było w tych oczach mniej błęk­i­tu a więcej łagod­noś­ci to śred­nio nadawał­by się aktor do gra­nia we Wszys­tko gra czy w Tudo­rach. A tak pasu­je ide­al­nie zda­jąc się już na pier­wszy rzut oka istotą niebez­pieczną i ego­isty­czną.

 

Daniel Craig – nie wszyscy wiedzą ale ist­nieje jeden obow­iązek kiedy jest się Bon­dem. Na przesłucha­ni­ach do roli nie dają ci ani jed­nej lin­ij­ki do przeczy­ta­nia, ani jed­nej oso­by do zabi­cia, ani jed­nej kobi­ety do uwiedzenia. Na tajnych przesłucha­ni­ach dają ci tylko pis­to­let do ręki każą spo­jrzeć wzdłuż lufy i sprawdza­ją czy ma się odpowied­nie spo­jrze­nie by patrzeć na swoich prze­ci­wników zza lufy wycelowanego w nich pis­to­le­tu. Jeśli prze­jdziecie ten test rola jest wasza. Craig musi więc dziękować swoim błęk­it­nym oczom, że właśnie dzię­ki nim – mimo, że na pier­wszy rzut oka (Pun!) zupełnie się do roli nie nadawał to został Agen­tem 007. I w sum­ie nadal się nie za bard­zo nada­je ale za to jak patrzy.

Zdję­cie z przesłuchań do roli Bon­da. 

Peter O’Toole – jeśli przyjrzy­cie się uważnie Lawren­cowi z Ara­bii a właś­ci­wie jego napi­som koń­cowych zobaczy­cie, że oprócz aktorów osob­ne pozy­c­je zaj­mu­ją tam w rolach głównych piasek pustyni, konie i niebieskie oczy Petera O’Toole. Więcej  jeśli zapyta­cie kogokol­wiek co pamię­ta z całego fil­mu to ist­nieje spore praw­dopodobieńst­wo że wymieni dokład­nie te same ele­men­ty. Ist­nieje nawet spec­jal­na teo­ria mówią­ca o tym, że niebieskie oczy Petera O’Toole były jed­nym z powodów dla którego wynalezie­nie koloru i wprowadze­nie go do wszys­t­kich pro­dukcji było abso­lut­nie obow­iązkowym krok­iem w roz­wo­ju kina.

peter-o-toole-arabia

Oczy Petera O’Toole są piąte na liś­cie 100 powodów dla których wprowad­zono kolor do kine­matografii

Jake Gyl­len­haal – o niek­tórych aktorach mówi się, że gra­ją oczy­ma. W przy­pad­ku Jake Gyl­len­haala jest to abso­lut­na praw­da. Właś­ci­wie 90% jego gry aktorskiej to spoglą­danie przed siebie swoi­mi smut­ny­mi niebieski­mi oczy­ma. Przy czym nie jest to spo­jrze­nie pozbaw­ione głębi – te same smutne spo­jrze­nie w Prince of Per­sia kaza­ło się zas­tanaw­iać dlaczego bohater wyda­je się cały czas opłaki­wać że film nie ma sce­nar­iusza, z kolei w Broke­back Moun­tain w jed­nym spo­jrze­niu kryło się całe uczu­cie jakie jeden człowiek może czuć do drugiego, w Noc­nym Łow­cy smutek wystar­czyło zastąpić sza­lona deter­mi­nacją i pow­stała rola która bardziej niż niepokoi.

Aktor ma smutne spo­jrze­nie bo nikt nie umie poprawnie wymówić jego nazwiska (poza pra­cown­ika­mi Ikei)

James McAvoy – nawet nie wiecie ile cza­su zaj­mu­je niekiedy sprawdze­nie jakiego koloru oczy ma aktor. Wydawało­by się że w przy­pad­ku Jame­sa McAvoya nie powin­no to być trudne. Zwłaszcza, że nie ukry­wa­jmy – to także jed­na z tych kari­er moc­no opar­ta na tym, że aktor potrafi się przepięknie wpa­try­wać w widza, przestrzeń, kobi­ety, dzieci, psy – ogól­nie pewnie nawet w białą ścianę potrafił­by się McAvoy wpa­try­wać z odpowied­nią inten­sy­wnoś­cią. Ostate­cznie zwierz przyjął za wyz­nacznik Imdb i chci­ał­by was poin­for­mować, że jest to kari­era opar­ta o wpa­try­wanie się oczy­ma błęk­it­ny­mi. Sami musi­cie zde­cy­dować czy z więk­szym odd­aniem wpa­try­wał się w Keirę Knight­ley w Poku­cie czy w Michela Fass­ben­dera w X‑menach. Na pewno zaś najlep­szy jest wtedy kiedy jak­iś taki bliżej nieokreślony smutek zni­ka z jego oczu a zastępu­je je wściekłość. Co w sum­ie nie brz­mi źle jako opis zawodu „spec­jal­ista od gra­nia wściekłych niebieskoo­kich szkotów”.

No i sami musi­cie ter­az zde­cy­dować na kogo James tak patrzy. 

Hugh Lau­rie – powiedzmy sobie szcz­erze, poza ciekawy­mi przy­pad­ka­mi medy­czny­mi i kole­jną odsłoną Sher­loc­ka tym razem w szpi­tal­nym far­tuchu (a właś­ci­wie bez) Housa oglą­dało się dla tego momen­tu kiedy kam­era robiła zbliże­nie na oczy myślącego bohat­era w których właśnie zapalała się ta mała żarówecz­ka. Wiedzieliśmy wów­czas wszyscy że oto nadeszła 37 min­u­ta fil­mu i House zaraz opowie nam co tak właś­ci­wie cały czas było przed naszy­mi oczy­ma (pun!) ale nam umykało. Zwierz powie szcz­erze, nie jest to naj­gorsza motywac­ja do oglą­da­nia seri­alu jaką zna. Przy czym należy zauważyć, że jed­nak na znacze­nie oczu dla kari­ery Hugh Lau­riego wpływ miało prze­niesie­nie się do amerykańskiej telewiz­ji gdzie mają po pros­tu lep­sze oświ­etle­nie niż w BBC.

 

HL-hugh-laurie-3762395-1200-896

Za co najm­niej połowę oglą­dal­noś­ci Housa MD odpowiada­ją oczy Hugh Lau­riego

Brad Pitt – Pitt wys­tępu­je tu (niedłu­go po swoich 51 urodz­i­nach) jako przed­staw­iciel wszys­t­kich blon­dynów z tymi niebieski­mi oczy­ma przez­nac­zony­mi do spoglą­da­nia w dal – najlepiej jeśli sym­bol­izu­jącego tęs­knotę. Za czym? Trud­no orzec ale to ta nieuleczal­na tęs­kno­ta ser­ca wyrażana a jakże tęsknym spo­jrze­niem błęk­it­nych oczu. Do listy moż­na dopisać z pewnoś­cią Chrisa Hemswortcha który podob­nie spo­jrzeć w przestrzeń umie. Taka umiejęt­ność gwaran­tu­je aktorom (którzy oprócz tego mają odpowied­nią lin­ię szczę­ki i są blon­dy­na­mi) określony zestaw ról pier­ws­zo­planowych, które jakoś nigdy nie chcą trafić do nis­kich brunetów z zielony­mi oczy­ma.

legends_of_the_fall_trailer_still_1

Obow­iązkowe roman­ty­czno, liryczno, bohater­skie spo­jrze­nie w przestrzeń (ewen­tu­al­nie reflek­s­ja nad tym czy coś jest w lodów­ce)

Steve McQueen - na samym końcu najbardziej paradok­sal­ny przy­padek na tej liś­cie. Steve McQueen był bardziej cool niż jakikol­wiek inny niebieskoo­ki aktor na tej liś­cie.  W sum­ie niewiele musi­ał na ekranie robić by widz naty­ch­mi­ast dochodz­ił do wniosku, że to jego bohater. I że chce być dokład­nie tam gdzie McQueen go zaprowadzi. A Gdzie tu paradoks? Och oczy­wiś­cie niebieskie oczy McQueena zgod­nie z teorią zwierza na pewno pomogły mu trafić do aktorskiego pan­teonu, ale naprawdę na orbitę poszy­bował zasła­ni­a­jąc je sty­lowy­mi oku­lara­mi prze­ci­wsłoneczny­mi. To dopiero świad­czy o jakoś­ci akto­ra i mocy jego spo­jrzenia — że nawet nie musimy widzieć oczu żeby się zach­wycać.

Steve-McQueen-steve-mcqueen-16212396-589-330

Spo­jrze­nie McQueena było tak cool że musi­ał chodz­ić w oku­larach prze­ci­wsłonecznych nawet w ciem­nych pomieszczeni­ach

Dobra zwierz kończy, bo kiedy robił niesły­chanie wyma­ga­jące intelek­tu­al­nego wysiłku poszuki­wa­nia mate­ri­ałów do tego wpisu nagle godziny zaczęły biec szy­b­ciej i ist­nieje możli­wość że zwierza przy jego biurku zas­tanie świt. Ale ter­az tak na serio, to jest trochę niesamowite ile w postrze­ga­niu akto­ra potrafi zmienić zmieniony kolor oczu. Zwierz musi przyz­nać, że dostrzegł to a jakże oglą­da­jąc Lee Pace’a w Hob­bi­cie. Oglą­da­jąc film uderzyło zwierza ile jak bard­zo spo­jrze­nie zmienia fakt, że aktor rzu­ca je zza niebies­kich szkieł kon­tak­towych. Zresztą zwierz się nad tym zas­tanaw­ia – bo w sum­ie kolor i światło nie są w filmie zupełnie dru­gorzędne. Kto wie czy w jas­nych oczach nie jest nam łatwiej dostrzec całą skalę emocji które aktorzy tam wkłada­ją. Bo nie ukry­wa­jmy – przy­na­jm­niej zdaniem zwierza – naprawdę dobrzy aktorzy potrafią wszys­tko roze­grać spo­jrze­niem. Co jest zresztą dla widza bard­zo pocią­ga­jące bo w prawdzi­wym życiu rzad­ka rzeczy­wiś­cie widz­imy coś w czyichś oczach tak jas­no i wyraźnie. Niech ten ostat­ni akapit będzie próbą uspraw­iedli­wienia się dlaczego zwierz napisał o tym, że niek­tórzy aktorzy mają piękne niebieskie oczy. Może nikt się nie zori­en­tu­je jakie były prawdzi­we motywac­je.

10256897_10203879147313961_8791579226230772969_n

Elf deza­pro­baty ilus­tru­ją­cy ostat­ni akapit i spoglą­da­ją­cy źle na tych którzy nie rozu­mieją motywacji pow­sta­nia tego wpisu.

Ps: Tak zwierz wie, że na liś­cie nie ma aktorek. Poza zupełnie samol­ub­nym odruchem ma to proste wyjaśnie­nie – jeszcze będą choć nie jutro bo jed­nak jutro wrócimy do rozmów o sprawach nieco poważniejszych.

Ps2: Wiecie co zwierz od dwóch dni chodzi i myśli że coś go w jego całkiem sym­pa­ty­cznym życiu smu­ci. A potem sobie przy­pom­i­na, że smu­ci go fakt że film na pod­staw­ie napisanej kilka­dziesiąt lat temu książ­ki, kończy się zgod­nie z jej treś­cią. Czy to nie najład­niejsze pod­sumowanie tego po co w ogóle nam kul­tura. Byśmy mogli czuć prawdzi­we emoc­je wobec nieprawdzi­wych światów. To praw­ie jak­by płacić kartą Mas­ter­Card. Bez­cenne.

 Ps3: To rzecz jas­na jest lista otwarta. Może­cie dorzu­cić kogo chce­cie. Jest tylko jeden warunek.

58 komentarzy
0

Powiązane wpisy