Home Ogólnie Thorin z rozrywkowym elfem polują na Sherlocka w przebraniu smoka czyli Dziwne przypadki Hobbita fanartową porą

Thorin z rozrywkowym elfem polują na Sherlocka w przebraniu smoka czyli Dziwne przypadki Hobbita fanartową porą

autor Zwierz

Hej

Zgod­nie z obiet­nicą dzisiejszy wpis, jest zapisem prezen­tacji, którą zwierz wygłosił w Krakowie. Choć powiedzmy sobie szcz­erze – biorąc pod uwagę, jak wiele wątków prezen­tacji rodz­iło się w głowie zwierza kiedy mówił (i nie znalazło wcześniej miejs­ca w planie wys­tąpi­enia) to nie jest to z całą pewnoś­cią tran­skrypc­ja. Sam pomysł na pod­ję­cie tem­atu przyszedł zwier­zowi do głowy dość dawno, w chwili kiedy po pre­mierze pier­wszego Hob­bita sieć zalały fanar­ty poświę­cone fil­mowi. Zwierz uświadomił sobie, że gdy­by swo­ją wiedzę o filmie i książce czer­pać wyłącznie z twór­c­zoś­ci fanów, wyłonił­by się bard­zo ciekawy i dale­ki od tego co widzieliśmy na ekranie obraz fabuły fil­mu. Zwierz ułożył pewne obserwac­je w kat­e­gorie (jed­ną nawet opisał – kiedy pisał o fenome­nie Thadruila) inne pozostaw­ił sobie w pamię­ci właśnie na potrze­by prezen­tacji. Zan­im zwierz przys­tąpi do omaw­ia­nia tego co zaob­ser­wował chci­ał­by na początku zaz­naczyć dwie rzeczy. Po pier­wsze klucz doboru fan artów – zwierz wcale nie starał się wybrać najlep­szych – intere­sowały go przede wszys­tkim ilus­trac­je do pewnych pojaw­ia­ją­cych się w fan artach wątków i moty­wów. Dru­ga sprawa – zwierz może się zas­tanaw­iać do jakiego stop­nia twór­c­zość fanows­ka zniek­sz­tał­ca przekaz fil­mu czy książ­ki, ale nigdy nie jest do niej źle nastaw­iony. Wręcz prze­ci­wnie – ten brak ograniczeń w fanar­tach jest zdaniem zwierza niesły­chanie pozy­ty­wny. Ludzie mają­cych zdol­noś­ci plas­ty­czne i wyobraźnie mają okaz­je się wykazać w sposób, który będzie zrozu­mi­ały dla sze­rok­iej grupy fanów. Zwierz który miewa cza­sem wąt­pli­woś­ci doty­czące fan­fików praw­ie nigdy nie ma ich w zakre­sie fanartów.

Aby było jasne — zwierz uzna­je nieogranic­zoną kreaty­wność twór­ców fan-artów za coś niesamowitego. I uważa, że nawet jeśli cza­sem wychodzi dzi­wnie to nie znaczy, że źle. Jak tutaj, gdzie kreaty­wność autor­ki zaowocow­ała czymś naprawdę fajnym (obrazek autorstwa Noukah)

 

 

Not so majes­tic czyli wujek Thorin

Jed­nym z częs­to pow­tarza­ją­cych się w fanar­tach moty­wów który bard­zo wcześnie  zwierz zaob­ser­wował. Otóż na bard­zo wielu autorów zde­cy­dowało się podąć tem­at Tho­ri­na, wychowu­jącego czy opieku­jącego się mały­mi Kil­im i Fil­im. Zwierz uważa, że wątek ten jest pop­u­larny z kilku powodów. Po pier­wsze kwes­t­ia tech­nicz­na – wielu twór­ców fanartów bard­zo lubi rysować posta­cie jako dzieci. Pod­ję­cie tego wątku pozwala narysować Kiliego i Fil­iego jako kilkulet­nie dzieci­a­ki, co więcej wyda­je się, że rysowanie małych kras­noludów spraw­ia dodatkową fra­jdę, bo mogą być oni bard­zo uroczy. No właśnie – dru­gi powód wyni­ka (zdaniem zwierza) z tego jak przed­staw­iono Tho­ri­na w filmie. Nie bez powodu naty­ch­mi­ast po pojaw­ie­niu się Hob­bita w kinach w sieci zaczę­to pisać o tym jak bard­zo „Majes­tic” jest Thorin w wyda­niu fil­mowym. Rzeczy­wiś­cie, nie jeden kadr śmiertel­nie poważnego Tho­ri­na, z powiewa­ją­cym włosem, wyniosłym spo­jrze­niem spraw­ił, że widz wychodz­ił z kina przeko­nany, że z Tho­ri­na śmi­ać się nie moż­na. Na takie posta­cie, które są w fil­mach śmiertel­nie poważne, fan­dom bard­zo szy­bko reagu­je, próbu­jąc złagodz­ić ich wiz­erunek. Dlaczego? Wyda­je się, że obec­nie fan­domy nie są przyzwycza­jone do tego typu postaci bez skazy. Poza tym wielu twór­com spraw­ia przy­jem­ność kon­trast jaki się dzię­ki temu tworzy – Thorin może być w filmie majes­taty­cznym księ­ciem prag­ną­cym odzyskać swo­je królest­wo, ale w głębi duszy jest też dobrym i troskli­wym wujkiem swoich rozbrykanych bratanków. Pod tym wzglę­dem te fan arty są trochę jak pry­watne zdję­cia koronowanych głów.  Jed­nak to nie wszys­tko – zwier­zowi wyda­je się, że jest to też reakc­ja tych fanów, którzy wiedzą jak Hob­bit się kończy. Zwierz odnosi wraże­nie, że przy­go­towu­ją oni sobie pewne emocjon­alne zaplecze do tego co stanie się w ostat­nim filmie. Im więcej wiz­ual­nej reprezen­tacji będzie miał wątek w filmie i książce nie opisany, tym moc­niejszy wydźwięk będzie miała sce­na, która pojawi się pod koniec. I tak zwierz pisze ogól­nikowo bo a nóż wid­elec, ktoś Hob­bita nie czy­tał.

 Obrazek autorstwa seki0930

Autor­ka sama przyz­na­je, że narysowała ten fan art w reakcji na obraz­ki przy­pom­i­na­jące o tym jak skończy Thorin i jego siostrzeń­cy (Obrazek stąd)

Thorin nie tyko opieku­je się Kil­im i Fil­im ale jest dla nich w wielu fan artach przykła­dem  (obrazek autorstwa X‑ookami)

Bra­cie gdzie jesteś

Sko­ro już zwierz jest przy Kil­im i Fil­im to warto pod­kreślić, że oni także stali się dla fan­do­mu niezwyk­le ważni. Dlaczego? Po pier­wsze wyda­je się, że na tle bohat­era zbiorowego jakim są kras­noludy w fil­mowym Hob­bi­cie Kili i Fili bard­zo się wyróżnili. Ponown­ie moż­na się zas­tanaw­iać czy chodzi po pros­tu o fakt, że grało ich dwóch przys­to­jnych mężczyzn w tym jeden bez brody czy po pros­tu fani bardziej kibicu­ją młodym, wesołym bohaterom. Na pewno fan­dom jako taki bard­zo lubi brater­skie relac­je, które może rozwi­jać w swo­jej twór­c­zoś­ci. Zwierza zain­try­gowały dwie sprawy – po pier­wsze, mimo, że Fili jest  w książce najmłod­szy (w dodatku jed­nak jest starszy od Kiliego) to jed­nak przyję­to całkowicie wer­sję fil­mową w której najmłod­szy jest pozbaw­iony brody Kili. Gra relac­ja­mi starszy brat – młod­szy brat zawsze bawi fanów, więc nie trud­no się dzi­wić, że jest też trochę fan artów z dziecińst­wa bohaterów. Dru­ga sprawa to ich cechy charak­teru. Zwierz zauważył, że twór­cy przyjęli, że nie są oni szczegól­nie bystrzy. Co praw­da moż­na dojść do takiego wniosku, po filmie ale wyda­je się, że taka mała lot­ność umysłu Kiliego i Fil­iego (przy jed­noczes­nej odwadze i chę­ci popisa­nia się przed Thorinem) są jed­nym z ustalonych „kanonów fan –artu”. Plus ponown­ie zwierz ma wraże­nie, że to pogłę­bi­e­nie charak­teru jest dowo­dem na to, że fani wiedzą jak bohaterowie skończą i chcą wiedzieć o nich więcej zan­im to się stanie (w sum­ie Tolkien wiele nam o bohat­er­ach nie powiedzi­ał).

Obrazek autorstwa llano 

Obrazek znaleziony na tym tum­blr i jak się wyda­je narysowany przez  mer­lottes

Zwierz abso­lut­nie nie może się pow­strzy­mać by nie dorzu­cić tego gifu — który jest doskon­ałą prz­eróbką sce­ny ze Zlota El Dora­do a jed­nocześnie pokazu­je, że w fan­do­mowej twór­c­zoś­ci naprawdę nie ma żad­nych granic.

Par­ty king Thran­duil

Ponieważ zwierz pisał kiedyś o fenome­nie „elfa na łosiu” (zwierz wie, że to nie jest Łoś) jako ele­men­tu reakcji na film, chci­ał­by tylko napisać w jakich kon­tek­stach Thran­duil pojaw­ia się w fan artach. Oprócz hip­ster­skiego króla zabawy (którego chy­ba zawdz­ięcza­my przede wszys­tkim Gin­ger Haze) mamy jeszcze trzy ciekawe wąt­ki. Po pier­wsze Thran­duila wyniosłego elfa. To zazwyczaj zestaw­ia się z jego niechę­cią do kras­noludów – przy czym ponown­ie dzi­ała tu trochę efekt Tho­ri­na – bierze­my postać zagrana tak poważnie i majes­taty­cznie że to aż karykat­u­ralne a potem zestaw­iamy to z jego przed­staw­ianą emocjon­al­nie niechę­cią do kras­noludów. Do tego jeszcze dodać obsesję na punkcie urody (no bo to ład­ny elf był) i już dosta­je­my postać, która ide­al­nie wpisu­je się w to co fan­dom lubi – jak­iś odpowied­nik tej złej ład­nej dziew­czyny w fil­mach młodzieżowych. Drugim wątkiem, który naprawdę zwierza bawi jest kwes­t­ia relacji Thran­duila z jego synem czyli Lego­lasem. Fani uwiel­bi­a­ją poz­nawać rodz­iców swoich bohaterów, zwłaszcza w sytu­acji gdzie dochodzi do kon­flik­tu, albo ponown­ie – rodzi­ciel­skie uczu­cia mogą w jak­iś sposób  złagodz­ić wiz­erunek postaci. Co więcej mamy tu do czynienia z ciekawą sytu­acją kiedy wiz­ual­nie nie ma wielkiej różni­cy między ojcem a synem (a aktor gra­ją­cy syna jest starszy od akto­ra gra­jącego ojca). Mamy więc trzy główne rodza­je fan artów – na jed­nych mamy dorosłego Thran­duila małego Lego­lasa – w zależnoś­ci od twór­cy albo pod­chodzi do tego wątku poważnie, albo wyko­rzys­tu­je wiedzę o następ­nych tomach by pokazać sprzeczność między uprzedzeni­a­mi wobec kras­noludów wpa­janych przez ojca, a późniejszej przy­jaźni z Gim­lim. Mamy też bied­nego Lego­lasa w wer­sji dorosłej – głównie muszącego się zma­gać z Thran­duilem w wer­sji hip­ster­skiej. Wszys­tkie te wąt­ki są fas­cynu­jące przede wszys­tkim dlat­ego, że funkcjonu­ją w takiej dzi­wnej przestrzeni – z jed­nej strony bowiem korzys­ta­ją w warst­wie wiz­ual­nej z tego co jest w fil­mach (np. wyglą­du postaci) z drugiej są jed­ny­mi z niewielu wątków łączą­cych wład­cę pierś­cieni z Hob­bitem, z trze­ciej chy­ba naj­dalej odchodzą od tego co było w fil­mach i książkach, wyko­rzys­tu­jąc luźne sko­jarzenia.  I w sum­ie by je docenić trze­ba sporo kojarzyć mimo, że cza­sem w ogóle nie mają nic wspól­nego z samą his­torią.

To niesamowite kiedy właś­ci­wie za pewien kanon tak dzi­wnego przek­sz­tałce­nia postaci odpowiedzial­na jest jed­na oso­ba, w tym przy­pad­ku Gin­ger Haze

Bied­ny Lego­las i jego cier­pią­cy hip­ster­s­ki ojciec (obrazek autorstwa RinGreen)

Fani uwiel­bi­a­ją pod­kreślać, że Lego­las był wychowywany w niechę­ci do kras­noludów — dając tym samym znak, że doskonale wiedzą co będzie dalej (obrazek stąd)

To jeden z ciekawszych fan artów bo naw­iązu­je do tylu rzeczy jed­nocześnie.  Zwier­zowi się strasznie podo­ba mimo, że jest absurdal­ny i zwróć­cie uwagę, na posta­cie  w tle (obrazek autorstwa lan­i­malu)

No shit Sher­lock

Tu wchodz­imy w świat fan artów do rzeczy, których jeszcze wid­zowie nie widzieli, a wynika­ją z castin­gu. Fakt że Hob­bita gra Mar­tin Free­man a Smau­ga Bene­dict Cum­ber­batch, spraw­iła, że niek­tórym fanom przepal­iły się obwody. Za dużo sko­jarzeń, pow­iązań i fanowskiego szczęś­cia. Serio cza­sem sam zwierz zas­tanaw­ia się czy Peter Jack­son wiedzi­ał co robi zatrud­ni­a­jąc Wat­sona jako Hob­bita i Sher­loc­ka jako Smau­ga. Moż­na krę­cić nosem ale prawdę powiedzi­awszy jaki fan (zwłaszcza czeka­ją­cy na trze­ci sezon Sher­loc­ka) nie chwycił­by za ołówek. Ponieważ w chwili kiedy pow­stawały fan arty do pier­wszej częś­ci Hob­bita smo­ka nikt jeszcze nie wiedzi­ał na oczy, teo­re­ty­cznie powin­na panować więk­sza wol­ność. Ale co ciekawe szy­bko ustal­iły się pewne ele­men­ty stałe. Po pier­wsze – jeśli chce się dać jas­no znać, że nasz Smaug jest w isto­cie Sher­lock­iem wystar­czy mu na szyi zaw­iesić niebies­ki sza­lik. Zwier­zowi się strasznie podo­ba kiedy tak szy­bko tworzy się jak­iś wiz­ual­ny, czytel­ny skrót. Dru­ga sprawa – bard­zo częs­to fani rysu­ją nie tyle smo­ka co Sher­loc­ka w prze­bra­niu smo­ka (lub jedynie z pewny­mi ele­men­ta­mi jak np. z ogonem), dając do zrozu­mienia, że dla nich cały ten Hob­bitowy sznyt jest tylko przykry­wką do fan artu She­loc­ka. Jed­nak kiedy ktoś decy­du­je się narysować smo­ka to bard­zo częs­to jest to raczej taka słod­ka urocza istot­ka niż prz­er­aża­ją­cy potwór. Trochę fan artów do Smau­ga jako Smau­ga jest ale w tym przy­pad­ku zwierza nie intere­su­ją bo jak­by nie ma w nich nic dzi­wnego.

 

Przepis na włas­nego Smau­gloc­ka narysowała Ocelot-girl

 

Reaper­sun jest autorką bard­zo specy­ficzną więc zwierz nie radzi nie przyzwycza­jonym do slashu osobom zaglą­dać na jej tum­blr. Ale ten obrazek doskonale odd­a­je o co chodzi w Sher­locku prze­branym za Smau­ga

Obrazek autorstwa Ooka­mi 

 

Smaug jako smok pojaw­ia się zaskaku­ją­co rzad­ko w fan artach uwzględ­ni­a­ją­cych Sher­lock­owe kono­tac­je postaci ale cza­sem zdarza­ją się i takie fan arty (ten autorstwa Glis­sar)

Every­body loves some­body some­times

Jas­nym jest, że wśród fan artów do Hob­bita pojaw­ić się musi­ał wątek shlashu. Dlaczego? Po pier­wsze mamy do czynienia z filmem bez postaci żeńs­kich, a zapotrze­bowanie na wątek roman­ty­czny nie spa­da. Twór­cy fan artów uwiel­bi­a­ją parować wszys­t­kich ze wszys­tki­mi. Zawsze uwiel­biali. Odkłada­jąc jed­nak na bok rzeczy oczy­wiste (czyli wszys­tkie układan­ki typu który kras­nolud kocha, którego kras­nolu­da, jaki elf zakochu­je się w Thorinie, plus kto pokocha Bil­ba) pojaw­ia się jeszcze jeden wątek odrobinę bardziej sub­tel­ny. Otóż pojaw­ia się wątek przy­wiąza­nia (niekoniecznie roman­ty­cznego ) Tho­ri­na do Bibla. Wystar­czył jeden uścisk pod koniec pier­wszego fil­mu (pamię­ta­j­cie fan­dom dzi­ała na zasadzie – uścisk dłoni =romans, uścisk =wiel­ka miłość itd.) by fan­dom wyt­worzył taką wiz­ję olbrzymiego przy­wiąza­nia Tho­ri­na do Hob­bita. I to właśnie bardziej na zasadzie  — ten Hob­bit jest mój nie odd­am go niko­mu, niż na zasadzie przy­wiąza­nia roman­ty­cznego. Przy czym oczy­wiś­cie Inter­net jest wypełniony po brze­gi wszelki­mi rodza­ja­mi par­ingów (mówiąc fan­do­mowym slang­iem) ale w sum­ie nie ma w nich o tyle ekscy­tu­jącego, że pomi­ja­jąc fakt iż oczy­wiś­cie nie pojaw­ia­ją się w książce, to w każdym fan­domie jest ten wątek. Zwierz nie zas­tanaw­ia się nawet szczegól­nie moc­no dlaczego tak jest, przyj­mu­jąc to jako jeden ze stałych ele­men­tów reakcji fanowskiej. Zwłaszcza na filmy gdzie nie ma kobi­et.

Obrazek autorstwa cay­cowa

 

Obrazek autorstwa anni­cron

Ale Dlaczego…?

Jak już zwierz wspom­ni­ał na początku fan arty są wynikiem nie ogranic­zonej kreaty­wność twór­ców. Wiele z nich doty­czy postaci, które pojaw­ia­ją się na ekranie tylko na chwilkę, sporo jest po pros­tu wynikiem wyobraźni twór­cy, który wycią­ga z głowy pomysł i nie ma co z nim dysku­tować. Jeśli się podo­ba jest super, jeśli nie – cóż jest wiele innych fan artów w sieci. Niem­niej zwierz nie jest w stanie wytłu­maczyć dlaczego motyw kras­nolu­do-syrenek i hob­bito-syrenek tak rozprzestrzenił się w fan­domie. Zwierz mniema że gdzieś tam jest jak­iś fan­f­ic do którego te fanar­ty zostały narysowane. Ale zwierz szcz­erze przyz­na, że tu woli pozostać choć raz igno­ran­tem bo chy­ba kras­nolu­do-syre­ny to jest mniej więcej ten moment kiedy w głowie zwierza pojaw­ia­ją się wąt­pli­woś­ci, a zwierz chce mieć pozy­ty­wne pode­jś­cie do fan­do­mu. Przy czym zwierz chce zaz­naczyć, że przy­na­jm­niej w jego przy­pad­ku, nawet najwięk­sze ode­jś­cie od fabuły, nawet najdzi­wniejsze sko­jarze­nie, jest uspraw­iedli­wione jeśli jest dow­cip­ne. Zwierz bard­zo lubi te fanar­ty które korzys­ta­ją z jak­iś naszych odległych sko­jarzeń i doda­ją dow­cip­ną puen­tę do tego co widzieliśmy na ekranie. Zwierz zawsze ceni poczu­cie humor, cza­sem nawet pon­ad w sum­ie mało dow­cip­ny fil­mowy kanon.

 Ujmi­jmy to tak — nie wszys­tko trze­ba rozu­mieć.  Obrazek autorstwa LadyNorth­star

 I pozosta­jąc w duchu rados­nego zrozu­mienia dla wszys­t­kich prze­jawów fanowa­nia gif  autorstwa pan­damani

Więc tam był jak­iś Hob­bit?

No właśnie, przyglą­da­jąc się fanar­tom do Hob­bita zwierz zwró­cił uwagę, ze jas­no wychodzi z nich najwięk­szy błąd fil­mu Jack­sona. Bil­bo nie jest głównym bohaterem fil­mu. Więcej – nie budzi emocji nawet zbliżonych do tych, które wywołu­je naprawdę bard­zo krót­ki wys­tęp Tha­nuri­la. Wyda­je się, że to jest doby punkt wyjś­cia do takiego kry­ty­cznego pod­sumowa­nia fil­mu, w którym reżyser wybrał łatwiejszą postać Tho­ri­na na bohat­era his­torii, zostaw­ia­jąc Bil­ba na drugim a częs­to na trzec­im planie. Moż­na jed­nak pójść w inną stronę. Wyda­je się bowiem, ze to co w książce jest już ma swo­je fan arty. Nie moż­na bowiem zapom­i­nać, ze Hob­bit wydawany przez lata jako książ­ka dla dzieci doczekał się dziesiątek ilus­tracji od tych które  mają charak­ter obrazków do baj­ki dla dzieci, po piękne grafi­ki które stały się pod­stawą do wykre­owa­nia fil­mowego świa­ta. Trud­no się więc dzi­wić, że twór­cy fan artów zami­ast konkurować z pewnym ustalonym obrazkowym kanonem szuka­ją włas­nych wątków i tego w czym mogli­by być pier­wsi i zupełnie inni. Oczy­wiś­cie oznacza to, ze  gdy­byśmy czer­pali wiedzę na tem­at książ­ki i fil­mu z fan artów dos­zlibyśmy do wniosku, ze to his­to­ria samot­nego ojca Tho­ri­na, który wraz z Thran­duilem wybier­a­ją się polować na fac­eta prze­branego za smo­ka. Ale prawdę powiedzi­awszy, czy to nie brz­mi jak dobra fabuła?

  Zwierz mniema że taka mogła­by być relac­ja Bil­ba gdy­by dowiedzi­ał się jak przed­staw­ia się jego his­to­ria. Obrazek autorstwa  haleyhss

Ps: Zwierz zas­tosował śród­ty­tuły bo były w prezen­tacji ale się nie przyzwycza­ja­j­cie bo wymyślanie tytułu jest wystar­cza­ją­co trudne, wymyślanie śród­ty­tułów mogło­by zająć dłużej niż wymyślanie samych wpisów. Serio.

Ps2: Zwierz prag­nie jeszcze raz pod­kreślić, gdy­by się  gdzieś zapodzi­ało, że we wpisie intere­su­je go jedynie relac­ja fan art – filmy. Książkę zwierz zostaw­ia z boku, bo książka­mi zaj­mu­ją się poważni Tolkieniś­ci (Tolkienolodzy?), a zwierz nie jest ani poważny ani nie jest Tolkienistą. Oczy­wiś­cie mogło zwier­zowi coś z pow­tarza­ją­cych się wątków umknąć – zwierz chęt­nie posłucha jeśli macie jeszcze jakieś propozy­c­je.

13 komentarzy
0

Powiązane wpisy