Home Internet Wspólna historia w małych obrazkach czyli co zwierza fascynuje w google doodle

Wspólna historia w małych obrazkach czyli co zwierza fascynuje w google doodle

autor Zwierz

 

Hej

 

Od pewnego cza­su co najm­niej raz w miesiącu ktoś pyta zwierza “Widzi­ałaś już dziś logo Googla?” Ewen­tu­al­nie jakaś życ­zli­wa inter­ne­towa dusza napisze, że na logo Googla warto zajrzeć. Sam zwierz, który reg­u­larnie pracu­je przy kom­put­erze widzi to logo niemal codzi­en­nie i sam częs­to wyła­pu­je wszys­tkie zachodzące w nim zmi­any. Google Doo­dles — bo tak nazy­wa­ją się nie­s­tandar­d­owe wyda­nia logo najpop­u­larniejszej sieciowej wyszuki­war­ki to jed­no z naj­ciekawszych chy­ba mimo wszys­tko pop­kul­tur­al­nych zjawisk z jakim się zwierz spotkał. Dlaczego? Och to jest właśnie tem­at wpisu zwierza, który (jeśli go czyta­cie) wypa­da przy­pad­kowo w dniu koń­ca świa­ta. Przy czym zwierz musi wam powiedzieć, że jest nieco ziry­towany. Miał nadzieję, że ludzie jakoś poważniej i refleksyjnej potrak­tu­ją koniec cywiliza­cji i wszechświa­ta. A oni zami­ast tego się naśmiewa­ją co ku zaskocze­niu zwierza jest bardziej den­er­wu­jące niż gdy­by był świad­kiem łza­wych pożeg­nań.

 

 

 Jeden z Google Doo­dli pokazy­wany w Kor­eii który dobrze odd­a­je dzisiejsze przesłanie zwierza


 Google Doo­dle zaczęło się jako bard­zo sym­pa­ty­cz­na zabawa i gra z bard­zo dobrze znanym (i chy­ba dość powszech­nie dobrze kojar­zonym) logo które znacz­na część użytkown­ików Inter­ne­tu widzi codzi­en­nie (no chy­ba że należą do eli­tarnej grupy ludzi, która woli bing lub safari — choć nie pyta­j­cie zwierza dlaczego — korzys­tanie z bing jest uza­sad­nione tyko jeśli czegoś nie ma w Google a wszys­tko jest w Google). Początkowo doo­dle Googla były bard­zo proste, sym­pa­ty­czne i moc­no związane ze świę­ta­mi — Boże Nar­o­dze­nie, Wielka­noc, Walen­tyn­ki, Dzień Mat­ki, Dzień Ojca, plus zawsze coś na Olimpiadę, jeśli wypadała w danym roku. Te doo­dle były urocze i sym­pa­ty­czne, ale tak naprawdę  nie różniły się od choinecz­ki, która pojaw­ia się na więk­szoś­ci stron inter­ne­towych. Oczy­wiś­cie już wtedy moż­na było dojść do wniosku, że Google jest sym­pa­ty­czną fir­mą ale przy­pom­i­nało nam raczej o tym co i tak wiemy. W końcu  tylko dla leni­w­ców podob­nych zwier­zowi zaskocze­niem był dzień mat­ki czy ojca . W każdym razie Google pełnił rolę dość trans­par­ent­nego kalen­darza rocznego gdzie ważne daty zaz­nacza się spec­jal­ny­mi adno­tac­ja­mi na które więk­szość osób i tak nie patrzy.

 

 Świąteczne Google Doo­dle są miłe i dostar­cza­ją zabawy ale właś­ci­wie ich nie potrze­bu­je­my


Jed­nak dość szy­bko (zupełnie pier­wszy Google doo­dle pojaw­ił się w 1998 roku i był zaskaku­ją­co brzy­d­ki a infor­mował uczest­ników pewnego fes­ti­walu o tym, czy ser­w­ery Googla dzi­ała­ją czy też nie — o ile zwierz dobrze zrozu­mi­ał) Google Doo­dle zaczęły się zmieni­ać. I nie chodzi jedynie o niesamow­ity graficzny postęp który właś­ci­wie wyniósł coś co wyglą­dało na rysowane na mar­gin­e­sach stron obraz­ki do ran­gi małych graficznych dzieł sztu­ki (co raz częś­ciej z resztą inter­ak­ty­wnych) Zmieniła się też poli­ty­ka wybiera­nia dni, w których pojaw­iło się zmienione logo. Obok przy­pom­i­na­nia nam o powszech­nych świę­tach pojaw­iły się wybrane przez pra­cown­ików Googla rocznice oraz spec­jalne dni (pra­cown­i­cy Googla wybier­a­ją je spośród zgłos­zonych propozy­cji choć zwierz nie wie czy decy­du­je ilość propozy­cji czy jest to decyz­ja pode­j­mowana wedle mniej demokraty­cznych zasad(. Google doo­dle zmieniły swo­je przez­nacze­nie. Zami­ast przy­pom­i­nać nam pod­czas rozpoczę­cia wyszuki­wa­nia, że powin­niśmy zadz­wonić z życzeni­a­mi do dzi­ad­ków czy też dokładać się  do prezen­tu dla rodz­iców, Google zaczęło nam przy­pom­i­nać o wydarzeni­ach których z całą pewnoś­cią nigdy byśmy nie pomyśleli.

 

 

 Jeden z ukochanych doo­dli zwierza na urodziny Edis­ona


Początkowo roiło się przede wszys­tkim od rocznic urodzin — głown­ie artys­tów i naukow­ców — Leonard da Vin­ci, Vin­cent Van Gogh, Picas­so, Pol­lock, Andy Warhol — to tylko niek­tórzy z malarzy którzy dostali swo­je osob­ne doo­dle. Jeśli chodzi o naukow­ców to widać, że pra­cown­i­cy Googla lubią szczegól­nie tych, którzy trud­nią się wynalazka­mi — Gra­ham Bell, Edi­son, Tes­la a nie tak dawno temu Maria Curie otrzy­mali włas­nego upamięt­ni­a­jącego swój wynalazek czy tylko urodziny dood­la. Z resztą Google w ogóle nie pozwala nam zapom­nieć o wydarzeni­ach przeło­mowych z punk­tu widzenia roz­wo­ju tech­ni­ki. Zna­jdziemy doo­dle przy­pom­i­na­jące o pier­wszym locie samolotem i pier­wszym locie balonem, mis­ji sput­ni­ka (co ciekawe — zupełnie osob­no swo­ją wer­sję logo  dostał z okazji urodzin  Gagarin), lądowa­niu sądy badaw­czej na Mar­sie ale także wynalezie­niu Lasera, prześwi­etle­nia, alfa­betu Braille’a (ale też Mor­sa) czy odkrycia DNA czy urodziny Mend­la. Jak nie trud­no zauważyć więk­szość nazwisk wynalazców jest znana choć trze­ba zaz­naczyć, że nie wszys­tkie.

 

 

 Cud­owny w swej pros­to­cie Doo­dle na urodziny Hertza


Oczy­wiś­cie miejsce znalazła też lit­er­atu­ra — Google doo­dle wspom­i­nały książ­ki Ver­na, Bra­ma Stok­era, Dick­en­sa, Borge­sa baśnie Ander­se­na a nie dalej jak wczo­raj baśnie braci Grimm. swo­je pięć min­ut miał także film kiedy Google Doo­dle wspom­i­nały Char­liego Chap­lina. Z resztą pop­kul­tura zawsze trzy­mała się dobrze — rocznice Uli­cy Sezamkowej, Star Tre­ka, pier­wszy inter­ak­ty­wny doo­dle upamięt­ni­a­ją­cy 30 lecie Pac Mana,  poświę­cony Flinstonom, Addam­som, Uli­cy sezamkowej. Cały tydzień doo­dli Dil­ber­ta, czy 25 lecie Tetris. Albo urodziny Raya Charl­sa ewen­tu­al­nie cud­owne, super doo­dle na urodziny  Fred­diego Mer­curego. A to prze­cież nawet nie połowa — zwierz bowiem wybier­ał tylko spośród tych które pojaw­iały się między­nar­o­dowo i tych które pojaw­iały się w Polsce (czyli wzbo­ga­cone o ele­men­ty pol­skie jak urodziny Rey­mon­ta czy Chopina oraz świę­to nar­o­dowe).  Do tego dochodzą od cza­su do cza­su Google doo­dle poświę­cone komuś o kim nie mamy zielonego poję­cia. Doo­dle jest ładne, klikamy i nagle zna­j­du­je­my się w nowej rzeczy­wis­toś­ci gdzie  artys­ta, chore­ograf czy jed­na z pier­wszych pro­gramis­tek nie są już dla nas nic nie znaczą­cy­mi nazwiska­mi a sta­ją się częś­cią naszej szer­szej świado­moś­ci. Jak w przy­pad­ku niesamowitego ani­mowanego dood­la poświę­conego Mar­cie Gra­ham o której zwierz może wam szcz­erze powiedzieć nigdy nie słyszał do cza­su kiedy nacis­nął na przepiękne Google doo­dle i dowiedzi­ał się że jej wpływ na taniec współczes­ny w lat­ach 20 i 30 jest nie do przece­nienia.

 

 To chy­ba najpiękniejszy doo­dle jakiego kiedykol­wiek stwor­zono, opar­ty na ruchach tancer­ki.

 

Nie mniej jed­nak zwierz nie chce się jed­nak sku­pi­ać na wymieni­a­n­iu poszczegól­nych odmi­an logo wyszuki­war­ki. Jeśli ode­jmiemy lokalne edy­c­je ( a jest ich niesamowicie dużo) mamy do czynienia z kre­owaną przed Google wiz­ją ważnych odkryć i dni dla ludzkoś­ci. Google pro­mu­je pozy­ty­wną wiz­ję naszej his­torii. Google doo­dle są poświę­cone wydarzeniom miłym, ludziom którzy (chy­ba niemal w 100%) osiągnęli wysoką pozy­cję nie przez awans poli­ty­czny czy znacze­nie dla mil­i­tarnej his­torii ale przez rozwój wynalazków, wkład w sztukę, posz­erzanie naszej wiedzy o otacza­jącej nas rzeczy­wis­toś­ci. Google może ofer­ować ci wspani­ały zestaw googli na świę­ta ale praw­da jest taka, że wyda­je się, że równie ważny co doo­dle na Wielka­noc jest ten, który zna­jdziecie w świa­towy dzień zie­mi (pojaw­ił się bard­zo wcześnie) czy w dniu kiedy nad ziemią będą prze­laty­wać aster­oidy czy będziemy mieli zaćmie­nie księży­ca. Zdaniem zwierza najlep­szym znakiem tej poli­ty­ki Googla jest to jak dużo uwa­gi poświę­ca się olimpiadzie. Co dwa lata na kil­ka dni moż­na zapom­nieć jak wyglą­da ory­gi­nalne logo Googla — tu bowiem niemal każ­da dyscy­plina dosta­je chwilę na naszym ekranie. Ta pozy­ty­w­na wiz­ja ludzkoś­ci nie jest zdaniem zwierza wiązana jedynie z kre­owaniem pozy­ty­wnego wiz­erunku mar­ki. Zdaniem zwierza to odbi­cie pewnego — zdoby­wa­jącego pop­u­larność — myśle­nia o his­torii ludzkoś­ci. pod­czas kiedy podręczni­ki są wypełnione wydarzeni­a­mi poli­ty­czny­mi czy przemi­ana­mi społecznym, ludzie chęt­niej przyglą­dali by się osiąg­nię­ciom wybit­nych jed­nos­tek czy pozy­ty­wnym momen­tom przemi­an tech­no­log­icznych, z dodatkiem kul­tur­al­nego sen­ty­men­tu. Dlaczego? Zdaniem zwierza to wiz­ja his­torii w którą chcą wierzyć ci którzy żyją w spoko­jnych cza­sach i mają abso­lut­nie dość postrze­ga­nia dziejów ludzkoś­ci jako ciągłych kon­flik­tów odku­pi­onych utratą życia. Co więcej mimo, że Google ma edy­c­je nar­o­dowe to jed­nak jest to wiz­ja między­nar­o­dowa. Tak jak Inter­net pozwala nam ucieczkę od kra­jowych prob­lemów tak pro­ponowana przez niego wiz­ja naszej przeszłoś­ci pozwala poczuć pon­ad nar­o­dową wspól­notę, ogól­noludz­kich losów (no może ogól­no zachod­nich kul­tur­owych losów). Zwierz musi powiedzieć, że nie bard­zo mu ta wiz­ja przeszkadza i jest to bard­zo miła odskocz­nia

 

 

 Google Doo­dle pozwala­ją ci świę­tować 900 któreś urodziny Per­skiego matem­aty­ka Omara Cha­j­jam który podał niek­tóre rozwiąza­nia rów­nań trze­ciego stop­nia i odkrył trójkąt Pas­cala co budzi zdzi­wie­nie zwierza, bo pewnie się z Pas­calem jed­nak nie znali.

 


Co ciekawe przez lata Google nie miało swo­jej żałob­nej wer­sji. Po raz pier­wszy pojaw­iła się w związku … z katas­trofą smoleńską. Jak więc widzi­cie wkład pol­s­ki w his­torii logo Googla jest bard­zo symp­to­maty­czny. Smutne jest jed­nak to, że kiedy już pojaw­iła się pier­wsza żałob­na wer­s­ja logo Googla naty­ch­mi­ast pojaw­iło się sporo okazji by jej uży­wać. Takie żałob­ne logo po pros­tu nie ma kolorów. Aby was trochę pocieszyć zwierz musi wam powiedzieć, że Google w ostat­nich lat­ach wpadło też na pomysł Doo­dle 4 Google — to pro­jekt dla uzdol­nionych artysty­cznie uczniów z różnych kra­jów. Dzieci i młodzi ludzie rysu­ją włas­ny pomysł na Google doo­dle i w ramach nagrody ich rysunek wisi na głównej stron­ie googla w danym kra­ju przez jeden dzień. Jest to tym zabawniejsze że pier­wsze grafi­ki googla też były nie pro­fesjon­alne a miejs­ca­mi mniej pro­fesjon­alne od tego co ofer­u­ją zyw­cięz­cy konkursów.

 

 

 Jeden z ukochanych Doo­dli zwierza naw­iązu­ją­cy do książek Juliusza Verne 

 


Wróćmy na chwilę do dnia wczo­ra­jszego. Dwudzi­esty grud­nia to nie jest dzień, który się komuś kojarzy. Ale dzię­ki Google Doo­dle i uroczej rein­ter­pre­tacji his­torii o czer­wonym kap­turku wczo­raj sporo osób poświę­ciło co najm­niej min­utę nad rozważaniem 200 roczni­cy wyda­nia Baśni Braci Grimm. Inny­mi słowy Google stworzył wydarze­nie którego nie było. I to co więcej wybrał wydarze­nie — nie ukry­wa­jmy — mało istotne  z punk­tu widzenia naszych codzi­en­nych czyn­noś­ci. Z drugiej strony przyzwycza­il­iśmy się do myśle­nia że jeśli coś lądu­je na dood­lach w Googlu to znaczy, że oso­ba czy wydarze­nie jest wystar­cza­ją­co ważne by wszyscy się o nim dowiedzieli (zwłaszcza w przy­pad­ku ani­mowanych czy ruchomych doo­dli). Zwierz przyglą­da się z fas­cy­nacją tej poli­tyce Googla. Coś co z jed­nej strony jest tylko zabawą, miłą odmi­aną, cieka­wostką sta­je się jed­nocześnie ciekawym sposobem na tworze­nie spójnej wiz­ji ludzkoś­ci i wprowadza­niu pewnych ele­men­tów grupowej świado­moś­ci. Nawet jeśli w przyszłym roku nie będziecie mieli poję­cia kiedy był ten fajny Google doo­dle część z nas będzie pamię­tać że w tym roku była jakaś roczni­ca związana z brać­mi Grimm. Co więcej Google doo­dle naty­ch­mi­ast odsyła nas do odpowied­niego wyszuki­wa­nia dając nam możli­wość pogłę­bi­enia wiedzy na tem­at kogoś kto jeszcze przez chwilę nas nie intere­sował.

 

 Jeden z ukochanych Doo­dle Googli zwierza z okazji urodzin Pol­loc­ka

 

Kiedy zwierz pisze te słowa logo Googla infor­mu­je go już że dziś kończy się kalen­darza majów. Nowy obrazek przy­pom­i­na ten jaki mogli­by ułożyć Majowie. Nie wyglą­da na inter­ak­ty­wny — może pro­gramiś­ci Google nie chcieli spędz­ić swoich ostat­nich godzin tes­tu­jąc nowe logo. Jed­nak najważniejsze jest to, że Google nie zostaw­ia nas samych w dniu dom­nie­manego koń­ca świa­ta — prze­cież jesteśmy w tym wszyscy razem, cała ludzkość w obliczu fak­tu, że komuś skończyło się miejsce na kamie­niu. A sko­ro kalen­darz majów się kończy to gdzie szukać przepisów na to jak przetr­wać apokalip­sę jak nie w Googlach (może­cie szukać ewen­tu­al­nie na zwierzu bo kiedyś o tym pisał).

 

 

 

 


 ps: Zwierz dziś imprezu­je więc nie da głowy, że jutro będzie wpis. Ewen­tu­al­nie jutro wiec­zorem coś napisze. Tak więc jeśli jutro nie zas­taniecie wpisu nie oznacza to, że zwierz został nie nazwaną ofi­arą apokalip­sy. Raczej ma Kaca.??

ps2: Macie jakieś ulu­bione doo­dle? Wszys­tkie da się znaleźć w osob­nej wyszuki­warce googla.

0 komentarz
0

Powiązane wpisy