Gdzie są przecinki.

10931066_936696309674349_7084608853939503543_n

Dla wszystkich potrzebujących – cudne puchate przecinki autorstwa Revv

Jest to notka dodatkowa, nie związana z tematem bloga, a właściwie związana dość luźno. Zwierz publikuje ją jako odpowiedź dlaczego na tym blogu są błędy i nie ma przecinków. Publikuje ją też dlatego, że w miarę średnia ( z naciskiem na w miarę i średnia) popularność bloga może daje zwierzowi choć odrobinę siły przebicia. Jest to wpis, który ma wszelkie wady wpisu osobistego, zawierającego pewien element użalania się nad sobą. Zwierz zdaje sobie z tego sprawę, nie mniej postanowił go opublikować – poza kolejnością, jako dodatek. Wpis dostanie też osobną kategorię, żeby zawsze odpowiadać na pytanie, dlaczego ten blog wygląda tak a nie inaczej.

Otóż zwierz ma dysortografię. Nie jakiś ciężki przypadek ( bądź co bądź jak zwróciliście może uwagę, niektóre słowa są napisane poprawnie) ale jednak. Widzicie dysortografik ma w świecie Internetu ciężko. Choć literówki popełniamy wszyscy ( piszemy co raz szybciej i co raz więcej) to jednak błędy ortograficzne budzą w wielu użytkownikach Internetu absolutną wściekłość. Wszelkie dyskusje na forach Internetowych wcześniej czy później sprowadzą się do tego, że ktoś kto pisząc wpis popełnia błędy ortograficzne zostanie wskazany palcem jako osoba, która nie ma się co wypowiadać skoro nawet ortografii nie zna.  Oczywiście można czytelników zapewniać, że brak znajomości ortografii nie wynika ze złej woli i został potwierdzony zaświadczeniem otrzymanym w pierwszych klasach szkoły podstawowej i odnawianym raz na kilka lat w czasie trwania całego kursu nauki szkolnej. Niestety mało kogo interesują takie zapewnienia czynione przez Internet. Zazwyczaj taki tekst kończy się jednym z dwóch radosnych komentarzy. Pierwszy brzmi najczęściej : ” W moich czasach nie było dysortografii, więc to tylko wymysł współczesności”, drugi natomiast zawiera radę: ” Jak się nie umie pisać ortograficznie to trzeba sprawdzić w słowniku. Ja też pisałem nie ortograficznie ale jak przysiadłem nad ćwiczeniami i słownikiem to się nauczyłem”. Zwierz zna te komentarze na pamięć bo pojawiają się to tu, to tam pod wpisami zwierza w Internecie. Zwierz przygląda się im zawsze z takim samym nie miłym poczuciem, że niezależnie od tego co by zrobił nie wygra. A sprawa wcale nie jest taka prosta.  Ktoś kto wychodzi z założenia, że brak znajomości ortografii wynika z braku znajomości reguł, czy z tego, że się nad pisaniem nie pracowało, bardzo często ma rację. Ale nie zawsze. Otóż zwierz był w swoim życiu nie raz przepytywany z ortograficznych zasad. W sumie wypełnił kilkanaście zeszytów z ćwiczeniami, zrobił nie skończoną ilość dyktand i koszmarnych ćwiczeń,  a przez pewien czas potrafił cytować z pamięci pewne ustępy książki do nauki ortografii. Zwierz do dziś pamięta zeszyty z ćwiczeniami w różnych kolorach przypominające zeszyty do nauki nut, które trzeba było wypełniać przed spotkaniem z psychologiem.  Godziny nudnego wypełniania kolejnych ćwiczeń i marzenia by ten koszmar wreszcie się skończył.  Zeszyty co prawda w końcu się kończyły ale radosny rząd dwój na zeszycie z dyktandami ( ocena była na nalepce na górze zeszytu) skończyć się nie chciał.

Jednak Internetu nie obchodzą tego typu historie, trudno się z resztą dziwić bo przecież wszystkim nam łatwiej założyć, że po drugiej stronie siedzi ktoś kto po prostu ortografii nie zna. Zwierza to akurat nie dziwi. Ale zwierz musi przyznać, że zawsze dziwi go agresja jaką wywołuje brak ortografii czy jak w przypadku zwierza – dość nikła ilość przecinków. Agresja ta wydaje się bowiem zawsze zwierzowi niewspółmierna do przewinienia ( choć może zwierz nie jest dobrym sędzią) – wydaje się bowiem, że błąd ortograficzny przekreśla wartość każdego napisanego tekstu, zasłania treść, jednoznacznie identyfikuje autora jako kompletnego idiotę. Zwierz, jak może podejrzewacie mało wrażliwy na tego typu błędy nigdy nie był w stanie zrozumieć dlaczego dla niektórych forma jest o tyle ważniejsza od treści. Pod tym względem zwierz czuje się nawet wyzwolony bo choć widzi błędy ortograficzne ( a właściwie czuje, że coś jest nie tak) na cudzych stronach, to absolutnie nie przeszkadzają mu one cieszyć się tekstem. Być może jest to absolutnie jedyny plus jaki wynika z bycia dysortografikiem. Z  drugiej strony zwierz musi sam przyznać, że dziś rzeczywiście zaświadczenia wydaje się nieco za bardzo hurtowo, co sprawia, że wszystkich od razu łatwo sklasyfikować jako oszustów.

No właśnie – zwierz odnosi niekiedy wrażenie, że część użytkowników Internetu wychodzi z założenia, że dysortografia to byt wymyślony dla wygody. Zwierz zastanawia się czy ktokolwiek dobrze przemyślał tą koncepcję. W dysortografii nie ma nic wygodnego. W szkole – nawet wiedząc o reedukacjach i zaświadczeniach podejrzliwie spoglądają na prace – może nie na polskim ale na historii czy jakimkolwiek innym przedmiocie – non stop widzi się zniesmaczone spojrzenie nauczyciela. Na studiach nikogo rzecz jasna zaświadczenia nie obchodzą, więc zanim wyśle się mail do promotora trzy razy sprawdza się czy nie ma w  nim jakiegoś żenującego błędu by wysłać go i dopiero po fakcie zorientować się, że nie ma w nim ani jednego przecinka. Korzystanie z Internetu też nie jest przyjemne bo ponownie nikogo nie obchodzą nasze zaświadczenia, a po drugie w każdej chwili ktoś może się z nas zacząć naśmiewać.  Zwierz nie zliczy razy kiedy sugerowano mu, że tak właściwie powinien skończyć szkołę zawodową bo tam kiedyś trafiali ludzie, którzy zasad ortografii nie byli w stanie pojąć. W życiu prywatnym – nie daj boże kiedy okaże się, że wystąpienie publiczne wymaga napisania czegoś na tablicy czy w ogóle zapisania czegokolwiek poza własnym imieniem i nazwiskiem ( choć zwierz zna takich, którym i to sprawia problem). Tak więc trudno powiedzieć by ktokolwiek czerpał z dysortografii w życiu jakieś szalone profity. W każdym razie zwierz nigdy się w tym w swoim życiu nie spotkał. No może poza tymi dodatkowymi godzinami na egzaminach. W przypadku zwierza były one zupełnie zbędne – zwierz szybko czyta i szybko pisze ręcznie. Ale miał znajomych ( bystrych a jakże), którym techniczne pisanie sprawiało olbrzymie trudności.

Oczywiście istnieje sposób na to by uniknąć nie miłych komentarzy.  Można nie pisać. W sumie to świetne wyjście. Nie każdy przecież musi prowadzić blog, pisać na forach itp. Przecież to nie jest obowiązkowe. No rzeczywiście zwierz przyzna rację, że nie jest.  Ale w przypadku zwierza spotkały się dwa niesłychanie niefortunne czynniki. Otóż zwierz uwielbia pisać. Zawsze uwielbiał, nawet wtedy kiedy na cały rok swojego życia zrezygnował ze wstawiania litery „y” ( doszedł do wniosku, że skoro w każdej spółgłosce jest głoska „y” to po co ją zapisywać – dość nowatorskie podejście ale zwierz miał zaledwie 7 lat). Pisanie jest dla zwierza czynnością nie tylko bliską sercu ale i potrzebną. Co więcej zwierz ma wrażenie, że może w tym o czym pisze nie jest takim ekspertem jak niektórzy ( zwierz czyta poważne blogi o popkulturze i dochodzi niekiedy do wniosku, że może w ogóle nie powinien  zabierać głosu) ale przynajmniej ma się z kim podzielić swoimi przemyśleniami. Oczywiście pewnie było by lepiej dla zwierza gdyby jego talentem i pasją było szydełkowanie. Tymczasem tak się złożyło, że zwierz uparł się jak głupi na te słowa.  I tu pytanie co zwierz ma robić? Nie pisać? Ale jak nie pisać kiedy po prostu nie da rady, wszystko co zwierz pomyśli natychmiast przekłada mu się na zdania, które chce zapisać ( oj zwierz odnosi wrażenie, że to brzmi jak źle zapisana definicja grafomanii;). Pisać poprawiając dziesiątki razy? Brzmi dobrze ale zwierz każdy wpis, który czytacie poprawia. I jak widzicie – nawet to nie wypada najlepiej.

Być może zwierz powinien się cieszyć, taka jego uroda. Może przede wszystkim nie powinien się skarżyć skoro na świecie są ludzie, których los naprawdę dużo gorzej doświadczył. Problem w tym, że czasem zwierz ma po prostu dość samego siebie. No bo sami powiedzcie. Co to za kretyński pomysł, żeby taki wykształcony w miarę inteligentny zwierz nie umiał się przez tyle lat takiej głupiej ortografii nauczyć. Tak sobie zwierz pisze i sam nie wie czy robi dobrze. Pewnie wywoła tym kolejną nieprzyjemną falę, albo co gorsza zrobi złe wrażenie na swoich życzliwych czytelnikach. Problem jednak polega na tym, że nie ma żadnego ruchu – „Daj żyć dysortografikowi”. Narzekania zwierza mają charakter osobisty ale przecież nie tylko o zwierza chodzi. Zwierz zna trochę osób, miłych i ciekawych, które od Internetu mogą się spodziewać co najwyżej niezbyt przyjemnego bluzgu.  I to zwierza boli.  Zwierz sam nie wie o co apeluje. Chyba o życzliwość. Ta zawsze się sprawdza.??