Przepraszam co tu zaszło? czyli zwierz o serialu Legion

10/03/2017

Ten ze wszystkimi tytułami czyli jak nazwiesz swój ulubiony odcinek

10/03/2017

Kiedy imigranci kradną ci pracę czyli o czym właściwie mówi Samuel L. Jackson

10/03/2017

Dziś jest piątek co oznacza dzień podcastu ale ponieważ dzisiaj zwierza w podcaście nie będzie (mały zwierz i wielki świat sprawiły, że nie trafił na nagranie) to oprócz linka do nagrania (zamiast zwierza jest Mysz!) chciałby prześledzić razem z wami nowy skandal. Będzie o imigrantach, kradzieży pracy i o bronieniu swojego miejsca na rynku pracy.

Kilka dni temu w wywiadzie dla stacji radiowej Samuel L. Jackson rozmawiał o horrorze Get Out opowiadającym o młodym czarnoskórym chłopaku, który przyjeżdża razem ze swoją białą dziewczyną do majątku jej rodziny. Szybko okazuje się, że w pozornie otwartym i liberalnym towarzystwie straszne rzeczy przydarzają się osobom o ciemniejszym kolorze skóry. Horror stał się dość niespodziewanym hitem, doskonale wpasowującym się w nastroje społeczne. Główną rolę gra w nim Daniel Kaluuya – brytyjski aktor z dobrze rozwijającą się karierą w filmach i jak to u Brytyjczyków bywa – w telewizji. Samuel L. Jackson zwrócił uwagę, że trend od obsadzania czarnoskórych brytyjskich aktorów jest coraz powszechniejszy. Tymczasem – jak podkreślał aktor – Afroamerykanin ma inne doświadczenia z rasizmem czy chociażby związkami międzyrasowymi niż czarnoskóry obywatel Wielkiej Brytanii. Stąd też jego gra aktorska nie będzie zawierała pewnych niuansów które Amerykanin wyczułby lepiej i szybciej. Problemem nie są nawet sami aktorzy, tylko – zdaniem Jacksona- reżyserzy, którzy wolą tańszych aktorów brytyjskich. Nie ludzie są winni ale system.

Zdaniem Samuela L. Jacksona aktor z Wielkiej Brytanii nie zrozumie do końca tego czym jest umawianie się z białą dziewczyną w Stanach. I choć grać może dobrze to być może nie wniesie wartości dodanej – tego co aktor czerpie z własnego doświadczenia

Zanim przejdziemy do rozważania całego zbioru problemów związanych z tą kwestią warto zaznaczyć kilka rzeczy. Przede wszystkim w swojej wypowiedzi Jackson wykazał się w kilku miejscach pewną ignorancją na temat tego jak wygląda społeczeństwo brytyjskie. Jedno ze zdań jakie padło z jego ust brzmi mniej więcej tak „W Anglii mają między rasowe randki od 100 lat. Tam zostało już chyba tylko osiem białych osób, reszta jest w jakimś stopniu mieszana”. Ktokolwiek wyrwał się z wielkich miast wie, że Wielka Brytania pozostaje krajem zdecydowanie białym, można powiedzieć dość jednorodnym i im wyżej w hierarchii społecznej tym bielej. Jednocześnie podejście do rasy jest w Wielkiej Brytanii inne niż w Stanach. W Stanach ludzie mają skłonność do dużo większego przywiązywania uwagi do tego kim byli etnicznie ich przodkowie i uważania tego za część swojej tożsamości. A już jak w rodzinie trafiła się jedna osoba czarnoskóra to nawet jeśli dziś kolor skóry na to nie wskazuje, to w sposobie myślenia nadal pozostaje pamięć o tym, że jest się z mieszanej rodziny. To skomplikowane zjawisko, które z jednej strony przywodzi na myśl podziały rasowe które wprowadzali jeszcze podbijający kontynent Hiszpanie, z drugiej – pokazuje zupełnie inne podejście do tożsamości. Miejmy to na razie  w głowie na przyszłość.Bo nie ulega wątpliwości, że to jest jednak ważne w amerykańskim myśleniu o tym kto ma prawo do jakiej historii i jakiego jej fragmentu.

David Oyelowo był chwalony za swoją rolę Martina Luthera Kinga. Ale jednocześnie rzeczywiście można sobie zadać pytanie jakby się czuli Polacy gdyby np. w filmie o Skłodowskiej bohaterkę zagrała nieźle mówiąca po polsku Francuzka. (choć to nie jest przykład idealny)

Kolejna sprawa o której warto jeszcze wspomnieć to fakt, że Jackson skarży się w swoim wywiadzie że wymiana kulturowa działa jednostronnie – o ile brytyjscy aktorzy ściągają do Stanów masowo i dostają dłuższe pozwolenia na pracę, to amerykańscy aktorzy muszą się bardziej postarać a przepisy dotyczące wiz dla osób przyjeżdżających by kręcić tam film są ostrzejsze. Problem w tym, że to ma nawet sens. Hollywood jest w pewnym stopniu pasożytem na światowym talencie aktorskim. Ilekroć w jakimś kraju pojawi się bardziej uzdolniony aktor Hollywood wyrywa go z rynku krajowego i stara się – z lepszym lub gorszym skutkiem przeszczepić u siebie. Jednocześnie Hollywood jest dla rozrywkowej kinematografii zachodniej największym i najważniejszym ośrodkiem do którego  – co dość oczywiste ściągają wszyscy szukający szczęścia. Zwłaszcza (nie tylko czarnoskórzy) aktorzy angielscy. Nie ma bariery językowej więc praca za granicą jest łatwiejsza. A krajowy rynek brytyjski jest zbyt płytki by pomieścić wszystkich którzy chcieliby zrobić karierę. Dlatego nie jest trudno zrozumieć dlaczego Hollywood bardziej przyciąga aktorów zaś mniejsze rynki europejskie niekoniecznie mają ochotę przyjmować aktorów amerykańskich.

Możemy zadać sobie pytanie – czy tak tragiczny i wrażliwy element świadomości historycznej jakim jest niewolnictwo należy do wszystkich czarnoskórych aktorów – także tych których historia osobista nie ma z tym nic wspólnego czy może powinna należeć do członków społeczności którą to bezpośrednio dotknęło i sami powinni opowiadać swoją historię.

No dobrze ale przejdźmy teraz do głównego tematu który podjął Samuel L. Jackson. Grający w Gwiezdnych Wojnach John Boyega od razu stwierdził, że nie ma czasu na głupie spory. Zawtórowało mu wiele głosów zarówno dziennikarskich i aktorskich. Spróbujmy jednak – chwilowo nie oceniając przyjrzeć się sprawie. Niewątpliwie bowiem Hollywood przeżywa najazd nie tyle czarnoskórych aktorów brytyjskich co w ogóle aktorów z Wysp. Jednak w ostatnich latach mieliśmy trochę prawidłowości. W Selmie amerykańskiego bohatera Martina Luthera Kinga zagrał David Oyelowo aktor brytyjski, do Oscara nominowany był Chiwetel Ejiofor za rolę wolnego mężczyzny wziętego w niewolę w 12 Years a Slave, w tym roku za rolę w Moonlight nominowana była Naomie Harris. Do tego jest jeszcze np. Idris Elba który ogólnie jest Idrisem Elbą i ludzie dadzą mu każdą rolę. Trend jest wyraźny, czemu trudno się dziwić. Aktorka Sophie Okonedo odbierając nagrodę Tony za rolę w The Rising Sun stwierdziła, że praca w Stanach Zjednoczonych dała jej możliwości o jakich mogła tylko pomarzyć w Wielkiej Brytanii.

Można zadać sobie pytanie czy doskonale wykształcona Naomie Harris z dyplomem z Oxfordu jest w stanie zrozumieć wszystkie aspekty życia bohaterki z marginesu społecznego Miami.

Pierwszą odpowiedzią jaka pojawia się w naszej głowie kiedy słyszmy zarzuty Jacksona to swoiste oburzenie. Jaka to właściwie miałaby być różnica skąd pochodzi aktor. Jeśli nadaje się do roli, jeśli potrafi grać, jeśli umie pokazać to czego wymaga od niego reżyser to pochodzenie jest drugorzędne. Zwłaszcza – jak chciałoby się dodać – reprezentacja aktorska osób czarnoskórych jest wciąż na tyle mała, że każda rola oddana czarnoskóremu aktorowi powinna cieszyć, a każda dobrze rozwijająca się kariera pozytywnie nastrajać na przyszłość. Jednocześnie – można stwierdzić, że nie jest winą aktorów brytyjskich że przechodzą przez zupełnie inną ścieżkę niż ich amerykańscy koledzy po fachu. Brytyjski system kształcenia aktorów jest drastycznie różny od amerykańskiego. Podczas kiedy w Stanach droga do filmu prowadzi często przez mało prestiżową szkołę i dużo pomniejszych ról – zwłaszcza w telewizji, w Anglii wciąż silna jest tradycja szkół aktorskich i kształcenia aktorów scenicznych. Choć nie jest to jedyna droga, to jednak okazuje się, że wykształcenie aktora scenicznego wyniesione z Anglii pomaga za granicą.

John Boyega ma rację że nie ma ochoty wdawać się w dyskusje. Jego najbardziej znana postać nie jest ani amerykaninem ani anglikiem. Jest szturmowcem z jednej z planet podległych Imperium

Spróbujmy jednak pobawić się w adwokata diabła. Po pierwsze – dlaczego właściwie mielibyśmy wszystkich czarnoskórych aktorów traktować tak samo. Przecież ich narodowość jest równie istotna jak w przypadku aktorów białych. Nie raz Hollywood rozważało czy nie jest pewnym nadużyciem zatrudnianie brytyjskiego aktora do roli amerykańskiego bohatera – czy to politycznego czy kulturalnego. Żadne z nas chyba tego nie pamięta, ale amerykanów swego czasu strasznie dotknęło, że Scarlett O’Hara będzie grana przez Angielkę (swoisty rewanż po latach pojawił się w postaci granej przez amerykankę Bridget Jones) podobne głosy zwątpienia pojawiały się od zawsze i wciąż je słychać. Np. kiedy Tom Hiddleston dostał rolę Hanka Williamsa – kluczowego piosenkarza w historii muzyki country. Nie trudno się dziwić, że nie jeden Amerykanin zadał sobie pytanie czy naprawdę nie było w kraju nikogo kto byłby dobry do tej roli (niestety biografia Hanka Williamsa to strasznie marny film). Narodowość aktorów grających kluczowe dla danego narodu role nie jest bez znaczenia, w końcu – choć czasem o tym zapominamy – Hollywood to jest taka krajowa kinematografia amerykańska. Nic więc dziwnego, że kiedy rola Martina Luthera Kinga przypada aktorowi zza granicy mogą pojawić się głosy, że coś tu idzie nie tak.

Mogą nie obsadzać Idrisa Elby wszędzie. Tylko niech znajdą kogoś równie cool.

Jednocześnie Samuel L. Jackson ma trochę racji. Doświadczenia ludzi mieszkających w różnych krajach są różne. Historycznie, społecznie, kulturowo. Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię może łączyć język i kawał wspólnej historii ale to bardzo różne kraje. Zwłaszcza społeczności tych krajów i ich problemy są różne. Nie znaczy to, że brytyjscy czarnoskórzy aktorzy nie są narażeni na rasizm i nie mają problemu ze znalezieniem ciekawych ról. Ale rasizm brytyjski i amerykański istotnie ma inną historię, inny kontekst kulturowy, jest inaczej obsadzony w świadomości. Nie możemy o tym zapominać, zwłaszcza że takie zrównywanie społecznych przeżyć jest absolutnie idiotyczne. Chociażby dlatego, że nigdy nie posunęlibyśmy się do tego w przypadku aktorów białych. Czy gdyby Jackson powiedział, że nie jest przekonany czy Włoch odda wszelkie lęki bohatera amerykańskiego to czy by aż tak nas to dziwiło? Nie bo nie trzymamy mentalnie wszystkich białych ludzi w jednym worku. Niestety inaczej bywa z aktorami będącymi reprezentantami mniejszości. Co jest idiotyczne bo czarnoskóry aktor z Ameryki, Anglii czy Kenii będzie miał zupełnie inny bagaż społeczny i kulturowy. A to może się przełożyć na rolę.

W filmie Denzela Washingtona Fences syna bohatera gra młody brytyjski aktor Jovan Adepo. Jednocześnie trudno zarzucić reżyserowi że nie chce dawać szans krajowym czarnoskórym aktorom

Oczywiście tu czas się na chwilę zatrzymać i stwierdzić dwie rzeczy. Pierwsza jest dość oczywista. Gra aktorska polega na udawaniu. Oznacza to, że nie wymagamy od aktora by posiadał wszystkie cechy swojego bohatera ale tego by umiał je dobrze oddać na ekranie. Gangsterów nie grają gangsterzy, super bohaterów super bohaterowie, lekarzy lekarze. Nie trudno więc rozciągnąć to na także inne aspekty postaci. Potrafisz mówić z odpowiednim akcentem? Jesteś w stanie przekazać emocje? To w takim razie nie obchodzi nas skąd jesteś – ważne że potrafisz grać. To jedna z podstaw aktorstwa – wcielanie się w ludzi którymi nie jesteśmy i szukanie dla ich postaci odpowiednich zachowań, motywacji, całej psychologii. To właśnie jeden z najczęściej przywoływanych argumentów przeciwko Jacksonowi i jego wypowiedzi – skoro sam grał w karierze niejedną rolę daleką od jego życiowych doświadczeń powinien pozwolić grać też innym.

Sophie Okonedo odbierając statuetkę za swoją rolę w przedstawieniu na Broadwayu stwierdziła, że Wielka Brytania nigdy nie oferowała jej tylu ciekawych ról. A przecież to jest aktorka jak najbardziej w Anglii pracująca. Jak więc muszą mieć trudno inni czarnoskórzy aktorzy z Wysp

Inna sprawa, że to co mówi Jackson brzmi znajomo. Emigranci przyjeżdżają i kradną nam pracę. Żądają za nią mniej pieniędzy psując rynek. Co więcej w tej wymianie nie ma równości. Fakt, że rozmawiamy o aktorach nie zmienia faktu, że to skrót największych lęków związanych z falą emigracji. Zwłaszcza, że to  specyficzna emigracja zarobkowa gdzie imigranci często mają większe zaplecze edukacyjne niż miejscowi. Ostatecznie jednak całe stwierdzenie jest przejawem podobnego myślenia. Jasne mogą przyjeżdżać, ale nie wszystko dla nich, bo coś musi zostać dla nas. W przypadku branży tak specyficznej jak przemysł filmowy można się zastanawiać czy  takie zdanie nie kłóci się z charakterem Hollywood. To zawsze – od momentu swojego powstania było miejsce kosmopolityczne, zasilane talentem i energią imigrantów z całego świata. Bez Imigrantów w ogóle Hollywood by nie było. Niemal cała legenda tego miejsca zbudowana jest przez ludzi którzy się tam nie urodzili. Do tego można byłoby zauważyć, że owe dysproporcje np. w edukacji pomiędzy aktorami brytyjskimi i amerykańskimi można wyrównać. Zdrowa konkurencja i świadomość co daje wykształcenie sceniczne mogą sprawić, że następne pokolenia młodych aktorów amerykańskich – nie tylko czarnoskórych – będą inaczej myśleć o budowaniu swojej kariery i tego co jest potrzebne do sukcesu. Co zaś się tyczy zarobków. W końcu Brytyjczycy pewnie zaczną żądać więcej. I wtedy pojawi się pewnie kolejne marudzenie kiedy zjadą się do Stanów aktorzy z nieanglojęzycznych krajów żądając jeszcze mniej.

Nie wolno zapominać że kolor skóry nie tworzy automatycznie wspólnoty doświadczeń. Taka Lupita N’ongo jest przecież aktorką afrykańską z wykształceniem i karierą w Stanach. Ale jej bagaż społeczno kulturowy i percepcja własnego koloru skóry jest zupełnie inna niż np. aktorki amerykańskiej. I to nie jest kwestia samego koloru skóry ale raczej pochodzenia – korzystając z odległego przykładu – Mads Mikkelsen może i ma świetną karierę w Stanach ale jednak wywodzi się z innej kultury niż aktorzy amerykańscy.

Jaki jest wyrok? Zwierz przyzna szczerze, że nie wie. Z jednej strony – niepokoją go wszelkie glosy w których pobrzmiewa pewien izolacjonizm – w tym przypadku trochę gospodarczo kulturowy. Jest w tym też trochę takiego lekko nacjonalistycznego myślenia że tylko amerykański aktor może zagrać amerykańskiego bohatera. Z drugiej – Jackson ma rację – w filmach dotyczących problemu dyskryminacji pochodzenie aktora może mieć znaczenie. Bo jego doświadczenia przekładają się na rolę. Podobnie zwierz jest w stanie zrozumieć, że pewne postacie ważne dla społeczności może należałoby zostawić do grania członkom tych społeczności – bo wydaje się to logiczne i naturalne. Zwłaszcza że w graniu nie chodzi jedynie o występ jednej osoby ale też co symbolizuje dla ludzi. Jednak np. rolę Sidneya Poitier były ważne dla społeczności czarnoskórych w Stanach. Z trzeciej strony zwierz jest przekonany, że role powinny trafiać do dobrych aktorów i być może największym problemem jest to, że aktorzy brytyjscy mają ich za mało u siebie w kraju. Z czwartej strony – Samuel L. Jackson wyjątkowo niefortunnie sformułował swoją wypowiedź skłaniając bardziej do jednoznacznych opinii niż do refleksji. Być może odpowiedź jest prosta. Problemem nie są aktorzy brytyjscy. Problemem jest system. Czarnoskórzy aktorzy czują, że bardziej ze sobą rywalizują bo mają mniejszą pulę ról. Kiedy pula się zwiększa – jak w tym roku w którym mieliśmy w klasyfikacji Oscarowej aż trzy filmy dające pierwszoplanowe role czarnoskórym aktorom zmieściło ich się bez porównania więcej. I choć nominację dostała Naomie Harris, to Oscara dostali w tym roku czarnoskórzy aktorzy amerykańscy. Wydaje się, że to może być jedyna rozsądna odpowiedź. Nie zmienia to jednak faktu, że zwierz nie jest pewien co sądzić o wypowiedzi Jacksona. Czasem to jest najlepsze co można zrobić. Mądrze nie wiedzieć.

A na koniec obiecany link do podcastu gdzie nie ma zwierza ale jest Paweł i Mysz i rozmawiają o RPG, grach  i Bóg wie czym jeszcze.

 

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Magdalaena

    Jeśli potrzebujecie polskiego przykładu, to chciałam wskazać na Krzysztofa Pieczyńskiego, któremu zdarza się grać role Rosjan w zagranicznych filmach. Np. był wrednym przedstawicielem rosyjskich tajnych służb w norweskim serialu Okupowani i w moich oczach totalnie nie pasował do tej roli – nie miał takiej „ruskiej gęby” jak np. główny bohater Akwarium.

    • Cała obsada Wojny i Pokoju nie ma ruskiej gęby. I nie muszą, są aktorami oddającymi ponadczasowe treści. Nie startują w konkursie na ruską gębę.

      • Magdalaena

        Ale bohaterami „Wojny i Pokoju” czy „Anny Kareniny” są w zasadzie sami Rosjanie. Więc jakkolwiek nie jestem fanką amerykańskich ekranizacji rosyjskich powieści, to wtedy łatwiej mi takie dzieło odbierać jako ponadczasowe i ogólnoludzkie. Dlatego ostatnia ekranizacja AK z Knightley fajnie podkreślała umowność pewnych kwestii, umieszczając akcję w teatrze.
        A jeśli w filmie mamy samych Amerykanów czy Norwegów i nagle wchodzi Pieczyński, to ja po prostu nie mogę uwierzyć, że on jest Rosjaninem. Trochę jak zawiesza mi się niewiara, gdy bohater podróżuje niby po Warszawie, ale najpierw jest na Moście Łazienkowskim, a zaraz potem na trasie w Markach ;-)

      • Ziuta

        „I nie muszą, są aktorami oddającymi ponadczasowe treści.”
        Pytanie, czy „Wojna i pokój” jest ponadczasową treścią i można ją robić poza Rosją, czy raczej mamy do czynienia z apropriacją kulturową. „Ghost in the Shell” też opowiada niby o rzeczach uniwersalnych, ale Johansson jako major Kusanagi zezłościła wielu.

  • Tak jak piszesz, problemem mlodych amerykanskich aktorow w stosunku do mlodych brytyjskich aktorow jest brak wyksztalcenia. I to wszystkich. Widac niestety to na ekranie w wielu przypadkach.

    Co do spoleczenstwa brytyjskiego, to u mnie w firmie na trzydziesci kilka osob czarne sa dwie. I jedna dziewczyna z dalekowschodnim pochodzeniem. Wsrod moich klientow na kierowniczych stanowiskach czy w agencjach reklamowych zdarzaja sie Hindusi i Pakistanczycy. Czasem. Czarni prawie nigdy. Nie mamy do czynienia z policja strzelajaca do czarnoskorych obywateli z powodu wlasnego widzimisie, ale to nie znaczy, ze nie maja oni problemow z tym, jak policja ich traktuje.

    Swoja droga, Meryl Streep grajaca w Wyborze Zofii nie miala doswiadczen kulturowych ani umiejetnosci jezykowych Polki, a jednak zagrala…Skandal!

    • zpopk

      A wiesz że ja mam trochę z tą rolą problemu.

    • Peter Wimsey

      A to ciekawe z MS. Właśnie sobie uświadomiłam, że jak pomyślę o tym pod kątem filmu o Polce zmuszonej do tragicznego wyboru w czasie wojny, to zaczynam mieć problem. Bo jakby serio, czy MS musi zagrać wszystkie duże kobiece role w historii kina, jak było trochę dobrych polskich aktorek. Ale bardziej myślę o Wyborze Zofii jako o ekranizacji bardzo amerykańskiej powieści, która przedstawia pewną historię z bardzo mocnego i widocznego punktu widzenia Amerykanina i to jeszcze bardzo wyraźnie Amerykanina z Południa, to wtedy to mi jakoś nie przeszkadza, jakby wchodzę bardziej w spojrzenie Styrona na opowieść o Polce niż na film o Polce.

      • zpopk

        Ja nie mam jednoznacznego zdania ale zawsze mnie boli jak chwalą Meryl za jej akcent czy to jak mówi po polsku. Bo wiem, że to nie jest ideał. Ogólnie jednak ja nie wiem. Mam wrażenie że czasem są role które należą się aktorom z pewnego kręgu społecznego, narodowego, etnicznego. Ale nie umiem powiedzieć dokładnie czy można przyjąć jakąkolwiek zasadę

  • Tolmioner

    Zgodzę się z tym, że przykład z Marią Skłodowską Curie nie jest idealny. W miniserialu „Maria Curie” rolę naszej noblistki grała francuska aktorka Marie-Christine Barrault. Jej siostrę zaś Wanda Neumann. Nie spotkałem się z głosami krytykującymi taki casting.

  • wazon32

    No i oczywiście – aktor grający jakąś rolę musi, że się tak brzydko wyrażę, do niej pasować. Azjatę może grać Anglik, ale bardzo ucharakteryzowany, więc może lepiej poszukać np Chińczyka. Siłacza nie zagra Woody Allen, a biały facet nie powinien grać L. Kinga, bo to by nie miało sensu. Gruba, wiekowa dama nie powinna grać Scarlett O’ Hary, chyba, żeby „Przeminęło z Wiatrem” przerobić na operę, bo tam się takie rzeczy zdarzają.
    Wszystko musi mieć sens,a jeśli to nie jest konieczne, kolor skóry w ogóle powinien być pomijany przy montowaniu obsady.

  • Marysia Krupka

    Ostatnio w kinie siedziałam niedaleko polskiej pary, która na trailerze Zookeper’s Wife oburzala się, że nie jest to film produkcji polskiej z polskimi aktorami. Co skłoniło mnie do przemyśleń na ten temat, a teraz po przeczytaniu tekstu zwierza jestem tak samo mądra jak wcześniej. NIE WIEM.

    • K.

      Ja przepraszam, ale lol. Jeśli się tu na kogoś oburzać, to na nasz przemysł filmowy, że sam takiego filmu nie zrobił, tylko trzeba było czekać z pokazaniem tej historii światu aż gdzieś za granicą się za nią wezmą.

      • Marysia Krupka

        To samo pomyślałam. Zresztą film jest na podstawie książki bodajże Amerykanki na podstawie polskich pamietnikow. Więc też nie było tak, ze jakis bezczelny Hamerykan kręci film o polskiej historii. Co i tak nie ma znaczenia, bo Twoja uwaga jak najsluszniejsza.

    • Pawel

      Za to jest piękny dubbing :)

      • Marysia Krupka

        Dubbing nie może być piękny O_o

  • K.

    „Do tego można byłoby zauważyć, że owe dysproporcje np. w edukacji pomiędzy aktorami brytyjskimi i amerykańskimi można wyrównać. Zdrowa konkurencja i świadomość co daje wykształcenie sceniczne mogą sprawić, że następne pokolenia młodych aktorów amerykańskich – nie tylko czarnoskórych – będą inaczej myśleć o budowaniu swojej kariery i tego co jest potrzebne do sukcesu”

    No nie wiem, to by pewnie wymagało mocnego zarzucenia wiary w Amerykański Sen, że bez niczego pojedziesz, popracujesz i bum, sukces. Mniejszy lub większy, ale jednak. Poza tym wiadomo jak to w sumie wyglądają studia wyższe w Ameryce… Nie wiem jak to jest w Anglii, ale wątpię aby rodzice tam zaczynali zbierać fundusze na studia w momencie, kiedy się dowiadują że będą w ogóle mieć dzieci. A skoro aktorstwo nie wymaga wykształcenia tak samo mocno jak masa innych zawodów, bo Magiczna Naturalność, to chyba jednak młodzi ludzie nie zaczną się do szkół aktorskich masowo rzucać.

    • W tej chwili studia kosztują 9k funtów za rok ale są pożyczki rządowe na czesne. Ale utrzymanie się na studiach to inna para kaloszy, na to też są pożyczki w zależności od dochodów rodziców. Samo utrzymanie się na studiach, w zależności od miasta, kosztuje w okolicach 5-10k.
      Przy czym nie zapominajmy o klasach społecznych. Na studia w UK w większości nie idzie klasa robotnicza. Brytyjscy aktorzy w znakomitej większości pochodzą obecne z (BARDZO) dobrych domów. Więc może to wcale nie do końca tylko amerykański sen, być może to konkurencja na tym dodatkowym poziomie też?

  • Śmieszny problem. Aktor ma udawać, że coś czuje a nie być sobą. Od tego są aktorzy, żeby grali ludzi i odtwarzali ich życie nawet, a zwłaszcza jeśli jest inne niż ich własne życie. W filmie Nędznicy francuzów zagrali amerykanie i anglicy i jest z tym jakiś problem? Aktor ma grać, a im bardziej różni się od postaci pod względem charakteru doświadczeń życiowych, tym lepiej. Nie ma w prawdziwym życiu szlam prześladowanych przez zwolenników czystej krwi, więc powinniśmy stwierdzić, że nie ma aktorki, która dobrze zagra Hermionę, bo nikt nie ma takiego doświadczenia? Bzdura. Aktor, jeśli szuka odniesienia do emocji, które odczuwa postać to odnosi to do innej, analogicznej sytuacji, którą zna. Wypowiedź Jacksona to robienie problemów z niczego.

  • i_am_keyser_soze

    Sprawa zaproszenia przez Trumpa do WH HBCUs (Historically Black Colleges and Universities) dobrze w sumie przedstawia to, że sprawy rasowe w Stanach to pole minowe, również wśród samych Afroamerykanów. Jedni stwierdzili oczywiście, że przedstawiciele HBCUs nie powinni odpowiedzieć na zaproszenie rasistowskiego prezydenta, inni że jak najbardziej, bo to dobrze wróży. Tylko że HBCUs są w tej trudnej sytuacji, że muszą niezwykle uważać na to co zrobią i czego nie, bo są uzależnione od państwowych funduszy. Brak odpowiedzi na zaproszenie, mógłby skutkować ograniczaniem funduszy i poważnymi problemami politycznymi. HBCUs zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na krótkowzroczność i błąd. Jedna z pętelek węzła gordyjskiego, do którego nieudolnie nawiązuje Jackson.

  • Choć Jackson ujął niefortunnie swoje słowa, dopatruję jednak coś więcej w nich. Mam wrażenie, że ta wypowiedź jest takim bolejącym „ty nie rozumiesz”, jakby zależało mu, aby oddać jak najlepiej dany problem. Tymczasem Zwierz zwrócił jeszcze uwagę na coś istotnego. Zabrakło mi trochę poszerzenia tego wątku. Aktor gra. Aktor nie komponuje obsady i nie jest menadżerem. Myślę, że problem tkwi bardziej w działaniu producentów niż w ramach systemu.

  • Piotr Mika

    Moim zdaniem, troszku wszystko zaczyna iść w złym kierunku, tzn. nacjonalizm, feminizm, rasizm itd… i to wszystko w segmencie rozrywkowym. Bo jak najbardziej zgadzam się z tym, że każdy aktor ma prawo zagrać kogo mu się podoba, czy role do jakiej się nadaje, ale kiedy dochodzi do tego „poprawność polityczna” to ja pasuje, bo jakoś nie widzę sensu w tym, że są przymiarki do obsadzenia w roli agenta 007 czarnoskórego aktora (patrz Idris Elba, którego osobiście bardzo lubię oglądać na ekranie) czy też kobiety w tej roli (był pomysł z Gillian Anderson). No sorry, ale ja tego nie kupuję.

    • i_am_keyser_soze

      Zalecam sprawdzić termin „poprawność polityczna” zanim się go użyje.

      • Piotr Mika

        Przepraszam jeżeli ktoś źle zrozumiał co mam na myśli.

        • Niestety to ty źle rozumiesz – ‚poprawność polityczna’ była sformułowaniem opisującym sytuację gdzie broń boziu się nie dotyka drażliwych tematów i zamiata się je pod dywan. Tak więc, nie zmienianie postaci Bonda jest przejawem tej poprawności i swoją drogą bardzo dobrze oddaje zjawisko gdyż filmowe uniwersum nie ma większego sensu jeżeli nie założy się, że wszyscy agenci dziedziczą pozycję i wiele osób spekulowało czy ‚James Bond’ nie jest również aliasem. Innym przykładem poprawności jest postawa Hollywood wobec Chin – mainstreamowe pozycje nie mogą posiadać zbyt kontrowersyjnych wątków bo cenzorom się nie spodobają; najbardziej jest to widocznie w filmach Marvela bo i oni sami siebie tną najbardziej. Suma sumarum – ty przedstawiasz ‚poprawność polityczną’ w tym wypadku.

  • Michał

    Szpilmana zagrał Brody. Amerykanin gra wielkiego Polaka?! Z drugiej strony, doświadczenie holocaustu, jest wpisane w historię rodziny aktora. No i jak tutaj na to spojrzeć? :D