Spotkanie w Samarrze czyli zwierz recenzje (ze spoilerami) ” The six thatchers”

03/01/2017

Super Extra Mega Hiper Culture& Talent Experience #52 czyli zwierz ma dla was wyzwanie

03/01/2017

Poezja życia czyli idźcie do kina na Patersona

03/01/2017

Jeśli zacząć rok to w kinie. Takie przynajmniej jest od kilku lat główne zadanie zwierza na pierwszego stycznia, przez co zwierz zachowuje się niczym skoczkowie narciarscy i nie popełnia grzechu przedawkowania alkoholu w czasie sylwestra. W tym roku wysiłek się opłacił. Pierwszym filmem nowego roku był bowiem Paterson Jima Jarmuscha. Cudowna opowieść o tym ile poezji kryje się w codziennym życiu.

W filmach o artystach zwykle mamy do czynienia z narracją szukającą – niekiedy na siłę dramatyzmu – sztuka, jak zdają się mówić filmowcy rodzi się musi w cierpieniu, konflikcie, niepewności i niespełnieniu. W bólu i rozpaczy, w tym wielkim rozdźwięku pomiędzy czułością duszy a banalnością świata. W ten sposób coraz wyższy staje się postument na którym stoi ON – twórca, poeta, autor, malarz. Nie sposób go dostrzec i dosięgnąć bo on już nie dla świata. Nie dla niego nasze troski i codzienne sprawy, dotyka on bowiem swoją twórczością czegoś czego my – mali ludzie zwykłych spraw nie możemy dotknąć. Zwykle wpatrujemy się w ten postument i pomnik z rozdziawionymi ustami próbując sobie wyobrazić jak to jest – tak żyć tym twórczym życiem. W Patersonie Jarmusch niczego nie wgapia się jednak w postument, nie przygląda się mu zbyt długo, omija go w drodze do pracy.

Film to śliczna opowieść o miłości choć nie ma tu wielkich słów i gestów. Ot codzienność.

 

Paterson jest bowiem historią poety i kierowcy autobusu – spokojnego i zadowolonego ze swojego życia człowieka, który bardzo kocha swoją nieco szaloną żonę i codziennie wieczorem wychodzi na spacer i do baru ze swoim wiecznie naburmuszonym buldogiem angielskim. Wydawać by się mogło, że pomiędzy jego potrzebą tworzenia a stosunkowo nudną codzienną pracą powinno być jakieś napięcie, poczucie niespełnienia, ból istnienia. Ale nic takiego nie ma. Obserwujemy spokojnie tydzień z życia kierowcy autobusu, który – w przerwach w pracy zamiast czytać gazetę, czy grać w grę na komórce pisze wiersze. Potem wraca do domu gdzie jego mająca lekkiego fioła na punkcie czerni i bieli żona realizuje swoje kolejne artystyczne projekty i pisze jeszcze więcej, w swoim tajemniczym notatniku. Choć jego wiersze są dobre, i doskonale łapią poezję codzienności to nie ma w nim potrzeby by dzielić się z nimi ze światem. I ponownie nie ma w tym problemu, jest zrozumienie, że potrzeba pisania niekoniecznie jest potrzebą publikowania.

Paterson nie jest postacią ani smutną, ani tragiczną. Jego spokój i zadowolenie nie stoją jednak w sprzeczności z wrażliwością i pewną melancholią

Jednocześnie Jarmusch – jak to zwykle u niego bywa – ma całe mnóstwo ciepła, zrozumienia i czułości – nie tylko dla swoich bohaterów ale i świata który pokazuje. Peterson jest miastem które trochę żyje dawną sławą, nasz bohater mija po drodze opuszczone budynki fabryczne, trasa jego autobusu nie jest szczególnie piękna – ot kolejne podobne do siebie ulice miasta. Jednak w filmie Jarmuscha nie ma tak powszechnego smutku czy przygnębienia jakie pojawia się zazwyczaj kiedy pokazuje się ten mniej piękny wymiar miejskiej przestrzeni. Peterson to miasto które nie jest już takie jak kiedyś, ale niewielki wodospad nadal dostarcza inspiracji wrażliwym ludziom a wieczorem jest się gdzie przejść zobaczyć czarno biały film.  Podobnie reżyser podchodzi do portretowanej przez siebie klasy robotniczej. Nie ma tutaj jednak próby diagnozy całej klasy społecznej, czy jakiejś ponurej wizji codzienności. Wręcz przeciwnie – nasz bohater żyje  w świecie o którym już nieco się zapomina. Codziennie wstaje przed siódmą, bierze metalowe pudełko na lunch i idzie pracować. Nie zmienia świata, ale w tej powtarzalności nie ma beznadziei. Jest stabilizacja i mnóstwo szans na spotkania z ludźmi.

Tyle się mowi o prozie codzienności. Ale film pokazuje że nie ma sprzeczności między prowadzeniem autobusu a poetycką zadumą

Razem z Patersonem poznajemy bowiem jego pasażerów, przysłuchujemy się rozmowom znajomych w barze. Sam bohater mówi niewiele – trochę milczący i wycofany. Z kilku scen możemy wywnioskować, że był kiedyś w armii, pozostało mu trochę wojskowych odruchów. Poza tym jednak jest to człowiek życzliwy – dostrzegający szczegóły wokół niego, od pojawiających się par bliźniąt, przez dziewczynę notującą coś w swoim zeszycie, po podsłuchiwanie pasażerów autobusu. Ci zaś przywołują uśmiech na naszej twarzy – robotnicy którzy przechwalają się miłosnymi podbojami tylko po to by pokazać ile w nich samych niepewności i kompleksów, uczniowie zmierzający na zajęcia którzy rozmawiają o anarchizmie przed pierwszą kawą. Ludzie którzy muszą pojechać autobusem – co w Stanach oznacza, że zazwyczaj pochodzą z niższej klasy – ale którzy nie tracą przez to swojej  osobowości. Tak jak to się dzieje w wielu zaangażowanych filmach. Zresztą Jarmusch lubi jakby nieco przesuwać ramę naszego patrzenia na świat. Kiedy w czasie nocnego spaceru z psem Petersona zatrzyma kilku wyrostków spoglądających z podrasowanego samochodu, rozmowa będzie dużo bardziej życzliwa niż można to sobie wyobrażać. Bo świat Jarmuscha nie musi być piękny by być wypełniony życzliwością i poezją. Ostatecznie okazuje się, że miasto Paterson może nie jest piękne ale jest w nim coś do zobaczenia. Skoro może być inspiracją dla wrażliwych ludzi.

To jeden z nileicznych filmów (w ostatnich latach), który opowiada o klasie pracującej ale nie pragnie stworzyć dramatu i historii zaangażowanej społecznie. Nie ma tu też dobrotliwego spojrzenia z góry

Jarmusch opowiada o świecie który nie jest światem do końca naszym. Nie dlatego, że dostrzega ciepło i wrażliwość w każdym ze swoich bohaterów. Ale także dlatego, że pokazuje świat w dużym stopniu analogowy, złożony z przeżyć i spotkań a nie z obrazów i ekranów. Ale nie jest to świat do nich źle nastawiony. Jarmusch potrafi w realizmie znaleźć swój mały kawałek świata tylko odrobinę innego  nie czyniąc jednocześnie uwag które sugerowałby że to świat lepszy. Ostatecznie największą anarchią naszej współczesności okazuje się codzienność, największą wolnością, możliwość ekspresji, największym paradoksem – wszechobecność bodźców. Nie ma tu nic niedostępnego – wystarczy chcieć a możliwość ekspresji samego siebie jest tuż obok – w czarno białych babeczkach, rapie układanym w pralni, w wierszach pisanych w przerwie na kawę. Jarmusch nienachalnie zaprasza nas do tego światła gdzie poranne jedzenie owsianki staje się punktem wyjścia do pisania o miłości. To dobry świat i nie trzeba cierpieć by tam wejść.

Najfajniejszy jest pies. Pies zawsze jestjest nnajfajniejszy.

Jest coś takiego w ty filmie że kiedy się kończy człowiek czuje się trochę jakby ktoś przytulił jego duszę. Jakby dotknął tych wszystkich pragnień i potrzeb i powiedział, że wszystko będzie w porządku. Brak dramatu wyróżnia Petersona na tle innych produkcji – pokazując, że to tak banalnie ujmiemy – jak wiele potencjału jest w niezapisanych kartkach. Jednocześnie – zwierz miał wrażenie że to pierwszy film jaki widział w życiu który tak dobrze pokazywał proces pisania wierszy. Widzicie zwierz jest niepublikowanym szerzej autorem całego mnóstwa wierszy (nie są one jakieś wybitnie dobre) doskonale zna ten moment kiedy drobne elementy rzeczywistości, rzucone mimochodem zdania, drobne obserwacje skłaniają do napisania wiersza, jak stają się nośnikami wszystkiego tego czego się nie da powiedzieć. Patereson to taki film gdzie od pudełka zapałek zaczyna się wiersz o miłości. A jednocześnie – co chyba najważniejsze – nie ma w tym ani odrobiny pretensjonalności, czy nawet egzaltacji. Za co nie sposób wystarczająco podziękować, bo niestety – nic tak nie szkodzi poezji jak nadmierna egzaltacja.

Zwierz jest zachwycony obsadą. Tyle w tej grze lekkości.

Właściwie to wiele więcej o filmie nie powinno się pisać. Może wypada tylko wspomnieć że produkcja potwierdza, że Adam Driver rośnie na jednego z najlepszych amerykańskich aktorów swojego pokolenia. Jego cicha skupiona gra pokazuje, że amerykańskie kino ma kim odpierać zmasowany atak doskonale wykształconych przystojnych Brytyjczyków. Zresztą co ciekawe – sam Driver jest nieco podobny do swojego bohatera. Był żołnierzem a potem kiedy kontuzja zmusiła go do przerwania służby został aktorem. Opowiadał publicznie o tym jak trudno było przejść z życia w wojsku do życia cywilnego i jak bardzo pomaga w tym sztuka (prowadzi zresztą fundację, która zajmuje się organizowaniem przedstawień dla żołnierzy).  Zwierz jest też zauroczony występem Golshifteh Farahani – irańskiej aktorki, która jest na ekranie tak pogodna, żywa, entuzjastyczna i ciepła, że człowiek rzeczywiście chciałby się obok niej budzić. Teraz wiecie już wszystko więc nie pozostaje wam nic innego jak tylko iść do kina na najładniejszy film roku. I nie jest to zdanie na wyrost.

Ps: Zwierz ma jeszcze kilka filmów do zrecenzowania ale zanim przejdzie do kolejnych rozważań filmowych będzie miał dla was jutro nie lada wyzwanie.

Brak interpunkcji we wpisie wynika z dysortografii Zwierza. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zajrzyj do zakładki „Gdzie są przecinki”.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
  • Wazon

    Zastanowiło mnie zdanie o braku potrzeby publikowania np wierszy, książki, muzyki, malarstwa, odkryć Nieraz wyobrażałam sobie, że gdzieś, w mieszkaniu, w chacie, w apartamencie, willi czy pałacu mieszka geniusz, zdolniejszy niż wszyscy wielcy
    tego świata, niż Leonardo, Chopin, Einstein…Ich dzieła walają się zlekceważone przez samego twórcę, mimo, że ich opublikowanie wzbudziłoby sensację na całym świecie, a może ten świat zmieniło.Oczywiście, jeśli ktos nie chce publikować, to trudno, ale bywa, że chciałby, ale się boi.
    Nie sądzę, aby to była tylko wyobraźnia. Pewnie tak jest.Ktoś nie docenił siebie, albo zraził się, bo ciocia Ficia powiedziała, że to, co zrobił, jest do niczego. A takich ciotek Fić jest wiele.
    Więc może jednak spróbować ? Może pokazać dzieło komuś, kto się zna, a ciocię olać ?
    PS – oczywiście, to nie jest adresowane do ewidentnych grafomanów…

  • O rety, to brzmi jak film totalnie dla mnie! Powiadasz, że inne filmy Jarmuscha też są ciepłe i przyjemne? Nigdy nie miałam z żadnym do czynienia, niestety. Na ten do kina też nie pójdę, bo nie cierpię kina, ale z chęcią kupię bluraya!
    Wprawdzie wolałabym coś o przyjaźni albo miłości innego typu, niż romantycznej, ale zdrowe małżeństwo bez dramy to też smaczny kąsek.

  • Przeglądając opinie o filmie w internecie zauważyłam, że ludzie odbierają „Patersona” na dwa sposoby – albo ciepłą opowieść o artyście-kierowcy autobusu, albo przygnębiającą historię samotnego człowieka, który ze swoim talentem utknął na prowincji. Mam wrażenie, że ci, którzy się opowiedzianą historią dołują, trochę usiłują wtłaczać bohatera w swoje schematy myślowe – że oni by takiego życia nie mogli znieść, czuliby się tłamszeni etc. U samego protagonisty niczego takiego nie zauważyłam – owszem, był trochę „osobny” i miałam wrażenie że nadaje na innych falach niż cała reszta otaczającego świata, ale był ze swojego życia zadowolony. Piękny film, dawno nie wyszłam z kina tak optymistycznie nastawiona do życia.

  • Kama

    Idę w sobotę, bo wtedy zaczynają grać u nas w studyjnym. Ale dawno nie miałam takiej długiej listy filmów do zobaczenia w kinie. Bo przecież „Paterson”, „La La Land”, „Manchester by the Sea”, „Toni Erdmann”, „Moonlight” (podobno, bo nadal nie widzę daty polskiej premiery). No i… „Lego Batman”. A to tylko te najbardziej wyczekiwane.

    • Kama

      Byłam i bardzo mi po tym filmie miło. Nie wiem, czy to się sprawdzi, ale coś czuję, że łatwiej będzie bladym świtem wstać do (mało twórczej) pracy, mając w pamięci spokój Patersona i jego równowagę w łączeniu stabilizacji z poetycką ekspresją. Takie przypomnienie, że zainteresowania (w tym twórcze) można mieć przede wszystkim dla samego siebie, a nie dla poklasku, potwierdzenia swojej wartości w oczach innych, pieniędzy – bardzo cenny morał z bardzo niemoralizatorskiego filmu. I że nie jest się tylko tym, jaki się ma zawód, a równocześnie każdy zawód ma plusy.

  • Charlie

    Zwierzu polecam ci norweski serial SKAM, ostatnio zrobiło się o nim głośno [przynajmniej u mnie na tumblrze i twiterze] :)

  • Kinoman1

    Nie przepadam za filmami Jarmuscha, ale Paterson mnie zauroczył. Szczególnie podobały mi się relacje między małżonkami- pełne zrozumienia i czułości. Po powrocie do domu sięgnąłem po zakurzony tomik wierszy Franka O’Hary , o którym wspomina się w filmie.

  • Joanna Iks

    Już jutro idę – będzie co zapisać w wyzwaniu :) Jima Jarmuscha uwielbiam absolutnie, także bardzo się cieszę, że film trafił też do Opola chociaż tylko na dwa seanse, a jeszcze do tego mam wspaniałe wspomnienia z młodości z nim związane. Wspólne oglądanie z moją Pierwszą Miłością jego dokonań. Pamiętam radość jak dostałam kasetę VHS z filmem „Poza prawem”, a potem kasetę magnetofonową z muzyką z „Truposza” od tej Pierwszej Miłości właśnie.

  • Tores-

    A to zdjęcie na jego stoliku – to jest przecież prawdziwe zdjęcie Adama Drivera z wojska :)
    Zachęcona recenzją poszłam na film i uczucia mam mieszane. To jest taki film, w którym naprawdę, ale to naprawdę nic się nie dzieje. Dobrze, że na koniec przychodzi ten Japończyk. Ładny film, ale jednak czuję się dziwnie.

  • Zu

    Ten film jest przecudowny, miałam takie same przemyślenia po wyjściu z kina. I jeszcze jedno, bo akurat w szkole na polskim romantyzm i wielkie niezrozumienie, tragiczni artyści i tak dalej. Ale nie ma niczego o poezji życia, nie ma niczego o codziennym szczęściu, tylko o wielkim poszukiwaniu sensu i wielkiego celu. A Paterson jest bez tego i jest przewspaniałym filmem.