37
Obejrzałam na Netflixie film „Apex” gdyż wygląda na to, że Polacy uznali, że ich interesuje i od jakiegoś czasu utrzymuje się w TOP10. Zasiadłam więc do produkcji o tym, że Charlize Theron miałaby w życiu dużo mniej problemów, gdyby nieco więcej myślała a nieco mniej ćwiczyła wspinanie się po ścianach. Sam film, jak to często bywa z takimi produkcjami, opiera się na tym, że świat niekoniecznie działa tak jak działa i wszyscy są umiarkowanie rozsądni.
Jestem w stanie się z tym pogodzić. Ostatecznie – fabuła tego filmu w umiarkowanym stopniu opierała się na logice ale też – trochę jest to założenie gatunku. Nikt nie chce horrorów gdzie ludzie widząc opuszczony dom mówią „To ja poszukam jednak jakiegoś miłego hostelu” a poszukiwaczka emocji nie zmienia swoich planów pod wpływem rad przypadkowego faceta właśnie poznanego na stacji benzynowej.
Tym jednak co mnie zaskoczyło, to jak bardzo ten film jest kinowy. Jego główną zaletą są niesamowite krajobrazy Australii, oraz sceny, które pozwalają się poczuć jakbyśmy to my pływali kajakiem po rwącej rzece czy wspinali się po ścianie kanionu. Widać, że sposób kręcenia tej produkcji, był wyraźnie nastawiony na duże – wszechogarniające obrazy, zestawianie małej jednostki z ogromem nieodkrytej przyrody. Słowo „kinowy” oznacza tu więc dla mnie – produkcję, której odbiór w kinie byłby bez porównania bardziej satysfakcjonujący, bo to doświadczenie wejście w krajobraz i przeżycia – wygrałoby z kręceniem nosem na niedorzeczny scenariusz.
To moim zdaniem niezły przykład na to, że jednak film oglądany w kinie mógłby się dużo lepiej obronić niż oglądany na małym ekranie. To jest jeszcze ciekawsze jeśli weźmiemy pod uwagę, że produkcja jednak miała dystrybucję domyślnie Netflixową, więc nie jest to film, który „zszedł” do streamingu tylko się na streamingu zaczął. Jestem niemal pewna, że gdybym oglądała ten film w kinie oceniłabym go wyżej. Nie wysoko (bo jednak ten scenariusz jest trochę zbyt głupi, prosty i przewidywalny) ale wyżej.
A tak w ogóle mam plan kontynuować oglądanie „kobieta, mężczyzna i przetrwanie” bo „Pomocy” właśnie wylądowało na Disney+. Czyżby thriller z przetrwaniem w tle to najnowszy sposób na radzenie sobie z „wojną płci”?
PS: Ale przyznam wam, że zachęcił mnie ten film do Australijskiej przyrody, bo od tej strony jej jeszcze nie widziałam
