11
Postanowiłam obejrzeć na Netflix indonezyjski serial „Ze szczyptą miłości”. Zachęciły mnie do tego trzy fakty. Pierwszy, nigdy nie oglądałam indonezyjskiego serialu, drugi – odcinki trwały koło pół godziny i trzeci – wszystko działo się w restauracji na Bali gdzie się nie wybieram ale chętnie do kuchni zajrzę. Od razu powiem, że ten trzeci element najbardziej mnie zawiódł, bo co prawda bohaterowie robili pysznie wyglądające dania ale ich nazwy po indonezyjsku nic mi nie mówiły, więc niewiele się dowiedziałam.
Tym jednak co bardziej mnie zaintrygowało, to jak bardzo ta historia o pracy w restauracji, nie różni się niczym od seriali kręconych na zachodzie.
Przy czym chodzi mi o seriale z gatunku tych spokojniejszych i sympatyczniejszych – jak produkowane przez Hallmark a nie o „The Bear” gdzie wszyscy na siebie krzyczą i rzucają talerzami. Byłam przekonana, że wejście do świata wyprodukowanej w Indonezji opowieści będzie wymagało ode mnie wyjścia poza to co dla mnie znane. Nie mówię o jakichś dalekich wycieczkach, ale o takie przestawienie się na inne schematy narracyjne – jak np. wtedy kiedy ogląda się K-dramę.
Nic takiego jednak nie zaszło. Wszystkie wątki i schematy już znałam. Spór między córką właścicielki (która musi nagle odejść na emeryturę) i zatrudnionym przez nią nowym szefem kuchni to znany układ. Problemy z konkurencją – widziałam nie raz, narracja o wysokich kosztach leczenia medycznego nie objętego ubezpieczeniem, czy o kucharzu, który musi odsyłać pieniądze do żony i martwi się o pensje – to wszystko już było. Myślałam, że fakt, iż Indonezja jest głównie muzułmańskim krajem wpłynie np. na pokazywanie alkoholu w produkcji ale nic takiego nie było. Ogólnie – gdyby nie fakt, że bohaterowie mówią po indonezyjsku – Hallmark spokojnie mógłby ten serial przejąć.
I żeby nie było – nie wymagam od każdej produkcji by była egzotyczną wycieczką. Po prostu jest dla mnie intrygujące jak bardzo te amerykańskie (bo one wywodzą się z amerykańskiego serialu) schematy narracyjne się rozprzestrzeniły i wyrównały w dużym stopniu sposób prowadzenia historii. Ten sam słodki obyczajowy serial można byłoby nagrać w Polsce nie zmieniając w nim praktycznie żadnej sceny czy postaci. Co jest trochę przykre, bo jednak – w tych różnicach jest sporo ciekawych rzeczy.
Przy czym żeby nie było NIE WNIOSKUJĘ na temat całej Indonezyjskiej kinematografii na podstawie jednego serialu. Po prostu jestem trochę zaskoczona jak bardzo nie obce to było mimo, że kultura Indonezji jest mi zupełnie obca.
W każdym razie serial jest przyjemny, osiem odcinków ogląda się szybciutko i jeśli żałujecie, że jest mało produkcji w których ludzi są ogólnie mili i nie klną to z pewnością wam się spodoba.
