Home SerialePewnych rzeczy nie kupisz czyli o drugim sezonie serialu „Awantura”

Pewnych rzeczy nie kupisz czyli o drugim sezonie serialu „Awantura”

autor Zwierz

Drugi sezon „Awantury” był na liście najbardziej wyczekiwanych seriali ostatnich miesięcy. Pierwsza odsłona serialu miała w sobie powiew świeżości a jednocześnie – pokazywała jak wiele jest w społeczeństwie mniej lub bardziej skumulowanego gniewu i frustracji. Jednocześnie serial korzystał z fali zainteresowania koreańskimi twórcami. Dzięki osobie Lee Sung Jina jako pomysłodawcy i scenarzysty serialu produkcja z jednej strony wpisywała się w koreańskie rozliczenia z własną kulturą, z drugiej – mówiła sporo o tym jak społeczeństwa zachodnie nie są w stanie poradzić sobie z frustracją. W drugim sezonie właściwie dostajemy podobne schematy, choć w samym centrum opowieści znajdują się przede wszystkim związki i pytanie – ile frustracji, którą przypisujemy relacjom ma tak naprawdę jedno źródło. Pieniądze.

 

Serial rozpoczyna się, gdy para pracowników luksusowego klubu dla zamożnych i wpływowych, przypadkiem staje się świadkami kłótni pomiędzy managerem zarządzającym klubu a jego żoną. A wszystko to w obliczu przejęcia klubu przed niezwykle zamożną koreańską przedsiębiorczynię, która może zupełnie zmienić sposób jego funkcjonowania.  Na pierwszy rzut oka przyglądamy się dwóm parom. Jednej – zgorzkniałej, pełnej poczucia niespełnienia i wzajemnych pretensji i drugiej – która mówi do siebie językiem pełnym zrozumienia i wsparcia. Jak można podejrzewać – szybko okazuje się, że relacje są jednak dużo bardziej skomplikowane. Nie zmienia to jednak faktu, że kluczem do wszystkiego są pieniądze. Sfrustrowane małżeństwo nie może ruszyć ze swoim życiem, ponieważ wszystkie pieniądze wyparowały na leczenie bliskich. Młoda para potrzebuje kasy na leczenie niepłodności, ale też na ustawienie się w życiu. Nad wszystkim zaś unosi się duch niesamowitego bogactwa, którego nikt nie może dotknąć. Symbolizująca je nowa właścicielka klubu jest w stanie podporządkować sobie rzeczywistość, wykorzystując jedynie możliwości i wpływy jakie daje jej fortuna.

 

Beef. (L to R) Charles Melton as Austin Davis, Cailee Spaeny as Ashley Miller in episode 201 of Beef. Cr. Courtesy of Netflix © 2026

 

Na pierwszy rzut oka można byłoby wpisać ten serial w całą serię produkcji, które idąc śladem „Białego Lotosu” próbują nas nastawić przeciwko bogaczom tego świata. I pod pewnymi względami, serial korzysta z tych schematów. Ale jednocześnie – wydaje mi się, że choć pieniądze są tu kluczowym kołem zamachowym frustracji, to jednak charaktery bohaterów nie są sprowadzone jedynie do ofiar kapitalizmu. Główne małżeństwo grane przez Oscara Isaacsa i Carey Mullinagn to para, która całe swoje życie opiera o plany i marzenia, których jednak realnie nigdy nie chcą spełnić. Jasne pieniądze są problemem, ale też oboje przyzwyczaili się do pewnej życiowej sytuacji, w której mogą mieć do siebie wzajemnie pretensje i niekoniecznie cokolwiek zmieniać. Ich życie pełne frustracji i niechęci jest jednocześnie życiem, w którym żadne z nich nie jest gotowe podjąć jakiejś kluczowej decyzji. Wszystko im się jakoś rozeszło, rozpłynęło i trochę się do tego przyzwyczaili. Z kolei młoda para, którą grają Charles Melton i Cailee Spaeny, to para, która pozornie jest idealna i mówi do siebie językiem pełnym zrozumienia i szacunku. Oczywiście do momentu, kiedy nie okazuje się, że są razem, bo ona niesłychanie boi się porzucenia a on nie potrafi nikogo zawieść. Jak można podejrzewać, ich przyszłość też jawi się jako pułapka, z której żadne z nich nie będzie umiało uciec.

 

Ta refleksja o związkach nie jest najgorsza, ale cały serial ma pewną wadę. Otóż trudno w nim polubić jakąkolwiek postać. Wiem, że sporo osób czerpie pewną perwersyjną przyjemność z oglądania bohaterów nieprzyjemnych. Pod pewnymi względami „Biały Lotos” i „Sukcesja” właśnie tym kupiły widzów i krytyków. Ja jednak mam poczucie, że bohaterów nieprzyjemnych jestem w stanie oglądać jedynie w bardzo wmyślonych dekoracjach – fantastycznych czy historycznych. W serialach współczesnych i obyczajowych oglądam serial zastanawiając się – czemu właściwie cała ta nieprzyjemna banda miałaby mnie interesować. Nie ukrywam, że część zachowań przedstawionych w tym serialu – jak np. potrzeba ciągłej, obsesyjnej kontroli swojego partnera, jest dla mnie tak odrzucająca i denerwująca, że z trudem mi się to oglądało. Nie mówię, że to jest błąd serialu – raczej wpływa na moją jego ocenę – jestem chyba już zmęczona antypatycznymi bohaterami.

 

Beef. Oscar Isaac as Josh Martin in episode 203 of Beef. Cr. Courtesy of Netflix © 2026

 

Mam wrażenie, że większe zainteresowanie serialem sprawiło, że uwaga twórców nieco się rozproszyła. W tym sezonie pojawia się na jedną czy dwie sceny wiele gwiazd i celebrytów, coś co robi szum wokół produkcji, ale niekoniecznie cokolwiek wnosi. Nie jestem też przekonana co do samego zakończenia, które miało być chyba równie surrealistyczne co w pierwszym sezonie, ale wypadło jakoś mało emocjonalnie. Dwa ostatnie odcinki sprawiały wrażenie jakby przynależały do zupełnie innej produkcji. Wydaje się, że twórca chciał wyeksponować koreański wątek, ale oznaczało to niemal dosłownie przeniesienie nas w zupełnie inny schemat narracyjny. Ostatecznie zakończenie, które powinno być najmocniejszą częścią nakręcającego się serialu było wyjątkowo … nie chcę powiedzieć słabe, ale takie niewystarczające. Chciałoby się czegoś więcej, bardziej, mocniej.  Mam też wrażenie, że przebijająca się z tego puenta – o tym, że miłości nie da się kupić czy wpisać w prostą wymianę dóbr, jest w jakimś stopniu – banalna jak na to jak ciekawie prowadzone były główne postaci.

 

Nie oznacza to, że drugi sezon serialu jest słaby. Albo inaczej – jest to jednocześnie słabszy sezon od pierwszego i dobry sezon serialu. Gdyby to nie był drugi sezon „Awantury” pewnie spotkałby się z dużo cieplejszym przyjęciem. Na pewno jest to sezon bardzo dobrze zagrany. Choć mogę być nieobiektywna, bo zarówno Oscar Isaacs jak i Carey Mulligan należą do grupy aktorów, których bardzo lubię. Choć muszę powiedzieć, że nigdy więcej nie oglądam serialu z mężem, bo widząc Isaacsa stwierdził, że aktor ma (cytuję) „Taką niemiłą twarz”. Cios prosto w serce. Natomiast przyznam, że Carey Mulligan jest doskonałym przykładem, że aktorki, które nie majstrują przy swojej twarzy mogą grać kobiety w średnim wieku bez porównania lepiej, bo mogą nie tylko pokazać emocje, ale też – jesteśmy w stanie zrozumieć ich bohaterki żyjące pod presją operacji plastycznych. Pewnym zaskoczeniem był dla mnie Charles Melton, którego głównie kojarzę z “Riverdale” gdzie wszyscy byli piękni, ale niekoniecznie mieli wiele do grania. Tu do grania jest zdecydowanie więcej i Melton jest fantastyczny w roli takiego faceta, który będąc miłym dla wszystkich jest w tym jednocześnie wyjątkowo nieszczery. To całkiem niezły przykład ile okrucieństwa może się skrywać pod pokorną uprzejmością.

Beef. (L to R) Jason Jin as JB, Youn Yuh-jung as Chairwoman Park, Seoyeon Jang as Eunice in episode 201 of Beef. Cr. Courtesy of Netflix © 2026

 

Przyglądając się recepcji drugiego sezonu „Awantury” mam wrażenie, że na chłodniejsze przyjęcie nie złożył się tylko mniej błyskotliwy scenariusz czy słabszy pomysł. Mam poczucie, że oczekiwano, że kolejne sezony serialu będą się coraz bardziej nakręcać. Gdyby zaproponowano nam coś szalonego, odjechanego, krwawego czy dziwacznego – wtedy pewnie udałoby się trafić dokładnie w nasze gusta. Ale nie chodzi tylko o to. „Awantura” padła ofiarą wydłużającego się procesu produkcji seriali. Przez trzy lata jakie minęły od premiery pierwszego sezonu trochę się zmieniło. Koreańska fala wciąż się utrzymuje, ale nie tak wysoko jak jeszcze trzy lata temu. Podobnie popkulturowa krytyka podziałów społecznych zaczyna powoli nużyć, bo wydaje się bardziej wentylem bezpieczeństwa dla klas posiadających niż narzędziem budowania rewolucyjnych nastrojów.  Ten scenariusz w 2024 roku mógłby ruszyć ludzi bez porównania bardziej. Oczywiście mogę się mylić, ale to jest w ogóle moja szersza refleksja, ponad dwa lata oczekiwania na kolejny sezon zwykle oznacza, że pewna popkulturowa fala minęła. Ale aby potwierdzić moją teorię – najlepiej byłoby dostać trzeci sezon „Awantury” i zobaczyć, jak sobie poradzi.

PS: Oki, ale muszę powiedzieć, że ten ostatni, ostatni kadr całego serialu bardzo mi się podobał, pod wieloma względami. To było bardzo ładne i przemyślane.

Powiązane wpisy